70. rocznica zbrodni, Ostatnia Lekcja

Siedemdziesiąta rocznica zbrodni w jeziorkowskim lesie

OSTATNIA LEKCJA

Kiedy żandarmi niemieccy, rankiem 15 lipca 1943 roku, prowadzili aresztowanych nauczycieli – państwa Hryniewieckich i Tyszków, pan Tyszka powiedział do przestraszonych kilkuletnich synów: „Odwagi chłopcy, odwagi”. Być może nawet nie przypuszczał, że właśnie rozpoczyna się najważniejsza lekcja w ich krótkim życiu…
W egzekucji, dokonanej tego dnia (około południa) przez hitlerowców w lesie jeziorkowskim, zginęło 19 łomżyńskich rodzin z jej najcenniejszej warstwy – inteligencji. Wśród zamordowanych najliczniejszą grupę zawodową stanowili nauczyciele. Było ich aż dziewięcioro. Wszystkich łączyło zaangażowanie w tajne nauczanie. Wszyscy byli powszechnie znani i szanowani w Łomży, dlatego pamięć o nich ocalała do dnia dzisiejszego.
Wydatnie przyczynił się do tego ostatni żyjący skazaniec z lasu jeziorkowskiego, który całe swoje dorosłe życie poświęcił poszukiwaniu prawdy i dokumentowaniu egzekucji dokonanych na leśnej polanie w Jeziorku w czasie II wojny światowej – pan Jerzy Smurzyński. Uczynił z tego dzieło swego życia. Jakże owocne! Skutkiem niestrudzonych dociekań oraz współpracy z Główną Komisją Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu jest jego praca, złożona w 1995 roku w Bibliotece IPN w Warszawie, pt. „Masowe zbrodnie hitlerowskie popełnione w 1939 roku i w latach 1941 – 45 na Ziemi Łomżyńskiej” oraz książka jego autorstwa „Czarne lata na łomżyńskiej ziemi” (Warszawa – Łomża 1997).

Zbrodnia dokonana na inteligencji łomżyńskiej miała charakter odwetowy, przynajmniej tak tłumaczyło to ogłoszenie, rozplakatowane przez Niemców w mieście, w dniu 15 lipca 1943 roku.
Zdaniem pana Smurzyńskiego, który jest ekspertem w sprawie zbrodni jeziorkowskich i na problem patrzy wieloaspektowo, przyczyn tej egzekucji należy poszukiwać w tzw. nadzwyczajnej akcji pacyfikacyjnej. W ramach tej akcji o kryptonimie AB , rozpoczętej przez okupantów niemieckich w pierwszej połowie 1940 roku, mordowano polską inteligencję. W przemówieniu generalnego gubernatora Hansa Franka z 30 maja 1940 roku w Krakowie czytamy: „Führer (…) wyraził się tak: warstwy uznane przez nas obecnie za kierownicze w Polsce, należy zlikwidować, co znowu narośnie, należy wykryć i w odpowiednim czasie znów usunąć.”

Niemcom szczególnie zależało na zniszczeniu polskich nauczycieli. Ta grupa społeczna była podwójnie niebezpieczna. Z jednej strony, jako duchowa siła przywódcza narodu, angażowała się w organizowanie zbrojnego oporu, z drugiej była jeszcze bardziej szkodliwa, ponieważ szkoliła swoich następców, którzy mogli aktywnie działać przez dziesiątki kolejnych lat.
Warto zaznaczyć, że nie tylko w lesie jeziorkowskim zginęli nauczyciele. W okolicach Łomży były cztery miejsca dużych zbiorowych egzekucji, gdzie stracono również nauczycieli. Oprócz Jeziorka, były to: Giełczyn, Sławiec i Pniewo.
W lesie giełczyńskim (gdzie Niemcy rozstrzelali większość łomżyńskich Żydów) zamordowano, między innymi, nauczycieli żydowskich, przywiezionych tam z łomżyńskiego getta, w którym aż do jego likwidacji nauczyciele ci prowadzili szkoły np. Gimnazjum Goldlusta.
W Pniewie,wśród dwunastu osób straconych we wrześniu 1943 roku, były dwie nauczycielki: Zofia Jensz i Alfreda Sadowska (w: „Czarne lata na łomżyńskiej ziemi”).
Osiem dni po egzekucji w lesie jeziorkowskim, jak podaje pan Jerzy Smurzyński (w: „Czarne lata na łomżyńskiej ziemi”), dziewięcioro nauczycieli zostało zamordowanych w miejscowości Sławiec, gmina Nowogród. Byli to: Paweł Banach, Janina Banach, Stefan Jończyk, Antonina Pierśniak, Dionid Popow, Antoni Rutkowski, Mikołaj Samusik, Czesław Wyrzykowski oraz Ludwik Zaremba. Egzekucja w Sławcu została przeprowadzona przez ekspedycję niemieckiej żandarmerii i SS, tzw. grupę Müllera, tę samą co w Jeziorku. Potwierdza to dokument Delegatury Rządu pod nazwą „Przegląd ważniejszych wydarzeń w kraju z sierpnia 1943 roku”.
Szacunkowe zestawienie strat nauczycieli w regionie łomżyńskim obrazuje poniższa tabela, opracowana na podstawie pracy zbiorowej pod redakcją Stanisława Jezierskiego pt. „Walka i martyrologia nauczycielstwa na Mazowszu, Kurpiach i Podlasiu w latach okupacji hitlerowskiej” (Warszawa 1987).

Analizując powyższe dane, należy mieć na uwadze, że młodzi nauczyciele byli z reguły oficerami rezerwy, a więc zostali zmobilizowani w 1939 roku, stąd tylu ich poległo na wojnie i zginęło w obozach i innych okolicznościach (między innymi w Katyniu).
Według listy Delegatury Rządu (odnalezionej w 1994 roku przez pana Smurzyńskiego w Archiwum Akt Nowych w Warszawie), 15 lipca 1943 roku w lesie jeziorkowskim zostali rozstrzelani, wraz ze swoimi dziećmi, następujący nauczyciele: Kazimierz i Irena Hojakowie, Józef i Antonina Hryniewieccy, Tadeusz i Henryka Tyszkowie, jak również Aleksander i Zofia Lubowidzcy oraz ich córka – Zofia.
Poniżej prezentuję wykaz nauczycieli zamordowanych przez niemieckiego okupanta, znajdujący się w zasobach oddziału łomżyńskiego Archiwum Państwowego w Białymstoku. Stanowi on aneks do teczki pn.”Inspektorat szkolny łomżyński w Łomży. Nauczyciele. Wykazy nauczycieli w powiecie łomżyńskim 1944-1950”. Lista nauczycieli rozstrzelanych w lesie jeziorkowskim się zgadza, z małym wyjątkiem. Otóż żona Tadeusza Tyszki miała na imię Henryka, a nie Sabina. Wiadomo, że takie imię nosiła siostra pani Henryki, ale ona z kolei nie zginęła w Jeziorku.

W przypadku zaistniałych niezgodności ze stanem faktycznym i rozbieżności co do właściwej pisowni nazwisk niektórych nauczycieli (głównie chodzi o literówki), trzeba pamiętać, że meldunki oparte często na relacjach świadków „pośrednich” pisane były z odręcznie sporządzonych notatek, które niejednokrotnie trudno było precyzyjnie odczytać.
Bliższych informacji na temat tych rodzin udziela Tadeusz Trembiński w swoim artykule, zamieszczonym w Ziemi Łomżyńskiej nr 8 (Łomża 2004), publikacji książkowej wydanej przez Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej.
Zostały one wzbogacone o przekaz wspomnieniowy ludzi, którzy znali osobiście wymienione rodziny. Dostępne materiały oraz relacje na temat tych nauczycieli, pozyskane staraniem pana Jerzego Smurzyńskiego na podstawie wyżej wspomnianych źródeł, zamieszczam poniżej.

Wspomnienie o Kazimierzu i Irenie Hojakach

  1. Irena Hojak z domu Szczecińska, urodziła się w Łomży w 1913 roku. Była córką rolnika – ogrodnika zamieszkałego przy ul. Nowogrodzkiej. Po ukończeniu szkoły powszechnej w Łomży wyjechała do Białegostoku, gdzie w 1937 roku ukończyła Liceum Pedagogiczne. Gdy wróciła do Łomży, nie mogła dostać pracy w szkole i utrzymywała się z korepetycji. W 1938 roku wyjechała na ziemie wschodnie, na Polesie. Pracowała jako nauczycielka w wiejskiej szkole powszechnej, w powiecie Kamień Koszyrski. Tam poznał ją powiatowy inspektor szkolny Kazimierz Hojak ,wizytujący wiejskie szkoły. Ich ślub odbył się w Łomży.

  1. Kazimierz Hojak
    urodził się w Sokalu w 1904 roku. Miał studia wyższe i ukończone dwa fakultety. Był wierzący, ale niezbyt religijny, czym narażał się teściowej, Bronisławie Szczecińskiej, która była osobą wierzącą i praktykującą. W 1939 roku Irenie i Kazimierzowi urodził się syn Wiesław.

Kazimierz Hojak Irena Hojak

Po wkroczeniu do Polski bolszewików, Hojakom zamieszkałym na terenie Polesia zagrażało niebezpieczeństwo szykan, tak ze strony zbolszewizowanej ludności miejscowej, jak i nowych władz radzieckich. W tej sytuacji Bronisława Szczecińska, po uzyskaniu informacji od miejscowych łomżyńskich władz oświatowych, że Hojakowie mogą liczyć na pracę w Łomży, pojechała do Kamienia Koszyrskiego i sprowadziła ich z dzieckiem do Łomży. Początkowo córka z zięciem oraz synkiem zamieszkali u niej, a później – we własnym mieszkaniu, które znajdowało się również przy ulicy Nowogrodzkiej.

W czasie okupacji niemieckiej Kazimierz Hojak pracował w sklepie Szeflera, a Irena, która oficjalnie nie pracowała, zajmowała się wychowywaniem syna oraz tajnym nauczaniem.

Podczas transportu do Jeziorka, Irena Hojak przez szparę w budzie ciężarówki, wyrzuciła swój dowód osobisty, który ktoś znalazł i oddał pani Szczecińskiej. Dowód ten zaginął wraz z innymi dokumentami (m. in. ogłoszeniem o egzekucji w Jeziorku) jesienią 1944 roku, podczas ewakuacji ludności Łomży.

Według relacji Bronisławy Szczecińskiej, dwóch Niemców aresztowało Hojaków w dniu 15 lipca 1943 o godzinie 5 rano. Ona chciała ocalić chociaż wnuczka. Wzięła go na ręce i zamierzała pójść do siebie. Żandarmi krzycząc zażądali, by puściła dziecko. Zagrozili, że ją również zabiorą. W tej sytuacji oddała dziecko rodzicom. Czteroletni Wiesio zginął wraz z rodzicami na leśnej polanie w Jeziorku.

Wspomnienie o Aleksandrze i Zofii Lubowidzkich oraz ich córce Zofii

(główne źródło danych to relacja Reginy Wszeborowskiej,

emerytowanej nauczycielki z Łomży)

Aleksander Lubowidzki pochodził z okolic Czyżewa. Urodził się w 1886 roku w miejscowości Michałowo Wielkie. Był synem Feliksa oraz Józefy, z domu Cibor. W jego akcie urodzenia nr 176/1886, sporządzonym w parafii Czyżewo, przechowywanym w Archiwum Państwowym Oddział w Łomży, napisano „Lubowicki”, ale w metryce chrztu córki – widnieje nazwisko „Lubowidzki”. Tak też podpisał się na tym dokumencie jako ojciec dziecka. W dostępnych opracowaniach na temat przedwojennej oświaty łomżyńskiej, jego nazwisko także pisane jest w ten sam sposób („Lubowidzki”). Nie jest wykluczone, że rodzina pisała się przez „dz”, ale takie zapisanie nazwiska w ówczesnej metryce (pisanej cyrylicą) mogło być niewykonalne, ponieważ dwuznaku „dz” w cyrylicy nie ma. Być może dlatego w akcie urodzenia pana Lubowidzkiego pojawiło się „c” zamiast „dz”.
Studia humanistyczne ukończył na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Z informacji pozyskanych z tej uczelni wynika, że był studentem nadzwyczajnym wydziału filozofii w latach 1908-1913. W Krakowie poznał studentkę Zofię Łochtyn. Pobrali się. Zamieszkali w Łomży.
Aleksander Lubowidzki podjął pracę nauczyciela języka polskiego w Prywatnej Siedmioklasowej Szkole Handlowej w Łomży (podaje Aniela Malanowska – przewodnicząca zespołu redakcyjnego książki pt. „380 lat szkoły średniej ogólnokształcącej w Łomży 1614-1994” w rozdziale pt.”Prywatna Siedmioklasowa Szkoła Handlowa”), a następnie w Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki. Był bardzo inteligentnym nauczycielem i wspaniałym człowiekiem. Posiadał największą prywatną bibliotekę w Łomży, z której mógł korzystać każdy, a z której korzystali głównie synowie niezamożnych chłopów, uczący się w Łomży.
Oboje z żoną Zofią byli bardzo uspołecznieni i życzliwi ludziom. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że w czasie okupacji niemieckiej udzielali pomocy materialnej żydowskim nauczycielom z getta.
Aleksander Lubowidzki, chociaż chory na płuca, w czasie okupacji niemieckiej prowadził komplety tajnego nauczania w oparciu o program szkoły średniej.
Zofia Lubowidzka, z domu Łochtyn (w chwili śmierci miała 51 lat), pochodziła z Łochtynowa koło Łomży. Znajdowała się tam posiadłość jej ojca Rosjanina, generała wojsk carskich. Matka pani Zofii była Polką i pochodziła z okolic Wilna.
Pani Zofia Lubowidzka po przyjeździe do Łomży, wobec braku etatów w gimnazjach państwowych, przyjęła pracę nauczycielki języka polskiego w prywatnym koedukacyjnym gimnazjum żydowskim, prowadzonym przez doktora Szymona Goldlusta. Udzielała także korepetycji z języka polskiego, przeważnie młodzieży żydowskiej.
Była szczuplej budowy ciała. Ubierała się w odzież z przewagą kolorów ciemnych. Niechętnie udzielała się towarzysko. Unikała uroczystości szkolnych. Często można ją było spotkać spacerującą z córką, także Zofią.
Skromna, powściągliwa w okazywaniu uczuć, z wyjątkiem sytuacji, w których była świadkiem męczenia zwierząt, bo zwierzęta bardzo kochała i ich los nie był jej obojętny. Koty stanowiły ozdobę jej mieszkania.
Oboje z mężem i córką uwielbiali książki. Bardzo dużo czytali. Byli jak na owe czasy niezwykle postępowi.
Podczas okupacji państwo Lubowidzcy wraz z córką uczyli na tajnych kompletach. Pomagali nauczycielom – Żydom zamkniętym w getcie łomżyńskim. Otoczyli też pomocą i opieką więźnia z obozu w Oświęcimiu, który znalazł u nich wytchnienie i wsparcie.
Pan Lubowidzki początkowo ukrywał się poza domem, w obawie przed aresztowaniem. Kiedy stan jego zdrowia, z powodu złego odżywania, bardzo się pogorszył, nie chciał już ruszać się z własnego mieszkania. Żona i córka otaczały go troskliwą opieką.
Z metryki chrztu córki państwa Lubowidzkich (dostępnej w Urzędzie Stanu Cywilnego w Łomży) dowiadujemy się, że urodziła się 13.09.1921 roku. W tym dokumencie figuruje jako „Lubowidzka”, a nie „Lubowicka”. Ochrzczona została w 1925 roku i nadano jej imię Zofia. Ojciec Aleksander Lubowidzki w dniu chrztu córki miał 38 lat, a matka małej Zosi, też Zofia, miała wówczas 33 lata. Zofia Lubowidzka (córka) w chwili śmierci miała więc 22 lata.

Zofia i Aleksander Lubowidzcy Ich córka Zochna z uczennicami
– zdjęcie z młodości 1.III.1943 r.

Donata Godlewska (Wiadomości Łomżyńskie Nr 18) podaje, że w październiku 1939 roku, po raz pierwszy spotkali się półprywatnie profesorowie gimnazjalni w celu aktywacji przedwojennego gimnazjum ogólnokształcącego. Spotkanie odbyło się w mieszkaniu polonisty Aleksandra Lubowidzkiego. Wybrano nowego dyrektora – Kazimierza Czajkowskiego.

Aniela Malanowska dodaje, że na tym spotkaniu to panu Lubowidzkiemu najpierw zaproponowano stanowisko dyrektora (jako nauczycielowi „o wysokiej kulturze, wychowawcy wielu pokoleń, człowiekowi o nieposzlakowanej opinii”), ale odmówił ze względów zdrowotnych. Po kilku dniach otwarto szkołę, powstałą z połączenia Męskiego Gimnazjum i Liceum im. Tadeusza Kościuszki oraz Żeńskiego Gimnazjum i Liceum im. Marii Konopnickiej w jedno Gimnazjum i Liceum Koedukacyjne, aby uzyskać pełen skład personelu pedagogicznego. W skład rady pedagogicznej wchodzili m. in.: Aleksander Lubowidzki – język polski, Maria Nożewska – matematyka i fizyka, Marian Domański – matematyka.

Aniela Malanowska twierdzi także, że Zosia Lubowidzka (córka) była studentką Uniwersytetu Warszawskiego na wydziale filologii polskiej (co wydaje się mało prawdopodobne, ponieważ maturę uzyskała w 1939 roku). Razem z rodzicami należała jednak do grona pedagogicznego, które podczas okupacji niemieckiej realizowało tajne nauczanie na etapie gimnazjum i liceum.

Matura 1923. Profesor Lubowidzki w drugim rzędzie czwarty od lewej

Tadeusz Mieszkowski (Wiadomości Łomżyńskie Nr 9) potwierdza:
W domu przy Sienkiewicza 8, na I piętrze mieszkali państwo Lubowidzcy: pan Aleksander, jego żona i córka Zofia. Prowadzili tajne komplety w zakresie gimnazjum. Na te komplety w różnych grupach uczęszczało wiele młodzieży.”
Wiedzę na ten temat poszerza Witold Wincenciak (w książce pt. „Łomżyńskie tradycje oświatowe a szkolnictwo w czas radzieckiej i niemieckiej okupacji” wydanej przez Łomżyńskie Towarzystwo Naukowe Wagów, Łomża 2001) pisząc: „Już w październiku 1941 roku pracowało 12 kompletów gimnazjalnych i 8 licealnych w dwunastu niestałych punktach, a pierwszymi nauczycielami byli: Czesław Lustych, dr Stanisława Osiecka, Zofia i Aleksander Lubowidzcy (…)
Anna Chludzińska-Badyda (Ziemia Łomżyńska Nr 8), młodsza koleżanka córki państwa Lubowidzkich, wspomina:
Państwo Lubowidzcy mieszkali na ulicy Polowej i w pierwszym roku okupacji przeprowadzili się na ulicę Sienkiewicza. Organizacja kompletów w mieszkaniu państwa Lubowidzkich była przemyślana. Rano na 10 przychodziłyśmy we dwie na zajęcia z Zochną (córką państwa Lubowidzkich) z przedmiotów humanistycznych i przyrodniczych, po nas przychodzili chłopcy, a wieczorem dla całej czwórki prowadził zajęcia pan Aleksander, który pracował gdzieś jako tłumacz, a z nami miał matematykę i język niemiecki.
Zochna (mówiło się, że była studentką filologii polskiej) była osobą niezwykle serdeczną, bezpośrednią i niewątpliwie utalentowaną literacko.
Przed wojną znałam ją z widzenia i wtedy wydawało mi się, że była taka małomówna, skryta i dość ekscentryczna. Jakby w ekstazie chodziła do groty ubrana zawsze dość niezwykle, jak na łomżyńską ulicę, w jakieś hafty ludowe niczym bułgarskie koronki. Podziwiałyśmy ją, jak klęczała przed grotą w skupieniu, a potem wracając uśmiechała się do siebie.
Kiedy 15 lipca 1943 roku szłyśmy z Ulą na zajęcia, przed bramą, zatrzymała nas jakaś pani prosząc, abyśmy wróciły do domu. Okazało się, że rodzina państwa Lubowidzkich została aresztowana.”

Wspomnienie o Józefie i Antoninie Hryniewieckich

Hryniewiecki Józef urodził się 19 marca 1884 roku w Burzynie. Pracował jako nauczyciel w Publicznej Szkole Powszechnej Nr 4 w Łomży, mieszczącej się przed wojną przy ulicy Giełczyńskiej. Uczył języka polskiego, historii i przyrody.
Hryniewiecka Antonina przyszła na świat 13 czerwca 1889 roku w Suwałkach. Była żoną Józefa. Pracowała wraz z nim w Publicznej Szkole Powszechnej Nr 4 w Łomży. Uczyła matematyki, języka polskiego oraz historii.
Z relacji Walerii Kuleszowej, emerytowanej przedwojennej nauczycielki Publicznej Szkoły Powszechnej Nr 4 w Łomży (która z Hryniewieckimi pracowała razem przez 10 lat, spotykała się z nimi na gruncie towarzyskim i pozostawała w przyjaźni), dowiadujemy się, że:
Antonina Hryniewiecka była brunetką o ciemnych, spokojnych oczach, średniego wzrostu i szczuplej postaci. Mimo słabego zdrowia, w sposób czynny i solidny angażowała się w nauczanie uczniów klas młodszych. Kochała dzieci i spotykała się z serdeczną wzajemnością z ich strony. Dała się poznać jako dobra i życzliwa koleżanka. Na ogół cicha i małomówna, odznaczała się zwięzłością w ujmowaniu zagadnień, czy nawet poważniejszych problemów, jakie nastręczała szara codzienna praca nauczycielska. Była przykładną matką trzech córek i wzorową żoną. W chwili śmierci miała 54 lata.
Józef Hryniewiecki, w przeciwieństwie do żony, był wysokim mężczyzną o ciężkiej budowie ciała. Prowadził z upodobaniem klasy młodsze oraz naukę śpiewu w klasach starszych. Grał na skrzypcach. Pogodny i uśmiechnięty, umiał we właściwy dla siebie sposób podejść do wielu spraw szkolnych od strony humorystycznej. Obowiązki swoje traktował bardzo poważnie, ale jego wrodzone poczucie humoru często pozwalało rozładowywać niekiedy ciężką atmosferę rad pedagogicznych. Jako nauczyciel o dłuższym stażu pracy, chętnie służył radą i pomocą młodym nauczycielom.
Życzliwy i pogodny, cieszył się sympatią współkolegów, miłością swoich uczniów, szacunkiem rodziców dzieci.
Donata Godlewska (w: Ziemia Łomżyńska Nr 8), uczennica Józefa Hryniewieckiego, uzupełnia te informacje pisząc, że ten pan był dość wysokiego wzrostu, otyły i łysawy. Zawsze nosił czarny garnitur z kamizelką, w której była kieszonka przeznaczona na zegarek z łańcuszkiem, tzw. „cebulę”. Uczył nie tylko pierwszą klasę, ale w starszych klasach miał również lekcje: historii, polskiego i przyrody. Został zapamiętany jako wspaniały pedagog, dobry i wyrozumiały, a jednocześnie bardzo konsekwentny. Potrafił niesfornego ucznia „pociągnąć” paskiem. W chwili śmierci miał 59 lat.
Państwo Hryniewieccy, do dnia aresztowania, zamieszkiwali w Łomży na ulicy Polowej. Tworzyli wspaniałe małżeństwo. Zawsze widywano ich razem. Oboje byli zaangażowani w tajne nauczanie, o czym pisze również ksiądz Witold Jemielity (w: „Szkoły powszechne w województwie białostockim w latach 1919-1939”).
Wspólnie z rodzicami, w lesie jeziorkowskim, w lipcowej egzekucji, zginęła także ich córka Henryka Maria Tyszka (z rodziną).

Wspomnienie o Tadeuszu i Henryce Tyszkach

(na podstawie relacji Stanisławy Karpińskiej – emerytowanej nauczycielki
szkoły powszechnej w Łomży)

Tadeusz Tyszka urodził się w 1906 roku, w wielodzietnej rodzinie inteligenckiej (dokładna data i miejsce urodzenia nie są ustalone). Jego ojciec oraz dwaj bracia, Józef i Czesław, także byli nauczycielami.
W różnych wspomnieniach znajdujemy zarówno dwojaką pisownię nazwiska („Tyszko” albo „Tyszka”), jak i podawany jest różny wiek pana Tyszki. Pani Donata Godlewska twierdzi, że Tadeusz Tyszka urodził się w 1908 roku, natomiast pani Stanisława Karpińska, że w roku 1904.
Sprawę właściwego roku urodzenia pana Tadeusza, jak i prawidłowego brzmienia nazwiska, ostatecznie rozstrzyga metryka chrztu jego syna Jerzego Zbigniewa, sporządzona w Łomży, w dniu 31.07.1934 roku, w której napisano, że Tadeusz Tyszka miał wówczas 28 lat, a więc z całą pewnością urodził się w 1906 roku.
Po ukończeniu męskiego gimnazjum nauczycielskiego, pracował na etacie nauczyciela w szkołach wiejskich. Dał się poznać jako bardzo zdolny, pracowity i solidny nauczyciel i w 1930 roku został przeniesiony z dwuklasowej wiejskiej szkoły w Wierciszewie do Publicznej Szkoły Powszechnej Nr 6 w Łomży. Tutaj poznał i poślubił młodą nauczycielkę Henrykę Hryniewiecką.
Szybko awansował i ostatecznie został kierownikiem Publicznej Szkoły Powszechnej Nr 1 w Łomży. Był świetnym organizatorem i gospodarzem tej placówki. Cechował go niezwykły takt i kultura osobista. Cieszył się zaufaniem i sympatią współpracowników. Był autorem podręcznika do matematyki.
Dzięki wybitnym zdolnościom i solidnej pracy w szkole, został w roku szkolnym 1938/39 wytypowany przez władze szkolne na wyższe studia pedagogiczne, uzyskując z tego powodu roczny urlop. Potwierdza to pośrednio ksiądz Witold Jemielity pisząc, że Tadeusz Tyszka został kierownikiem w 1935 roku i sprawował tę funkcję jeszcze w 1938 roku (w: „Szkoły powszechne w województwie białostockim w latach 1919-1939”).
W latach 1939 – 1941 pracował w szkole średniej w Łomży, a w czasie okupacji niemieckiej prowadził, wraz z żoną , tajne nauczanie.
Henryka Maria Tyszka, córka Józefa i Antoniny Hryniewieckich, według cytowanej wyżej metryki chrztu jej syna Jerzego Zbigniewa, urodziła się w roku 1912 (metryka nie podaje miejsca urodzenia i dokładnej daty). Pan Smurzyński, przygotowując „Czarne lata”, uzyskał od dalszej rodziny pani Henryki informację, że urodziła się w Sztabinie 11.07.1912 roku.
Miała dwie siostry: Halinę i Sabinę. Od 1925 roku uczęszczała do Żeńskiego Seminarium Nauczycielskiego im. Narcyzy Żmichowskiej w Łomży. Była wzorowym przykładem: uczennicy, koleżanki i córki. Chętnie pomagała w nauce mniej zdolnym koleżankom, a biedniejszym pożyczała podręczniki.
W 1930 roku uzyskała dyplom nauczycielki szkoły powszechnej i od września otrzymała posadę nauczycielki w Publicznej Szkole Powszechnej Nr 6 w Łomży, gdzie pracowała do 1939 roku.
Na odwrocie zbiorowego zdjęcia uczennic (bo przed wojną była to szkoła żeńska) i nauczycieli z 1934 roku widnieje m.in. wpis tej treści: „Nauczycielka od rachunków i chemii Tyszkowa”. Przypuszczam, że chodzi właśnie o Henrykę Tyszkę i ona na tym zdjęciu być musi.

Cieszyła się uznaniem kierownictwa szkoły, koleżanek i kolegów oraz wielkim szacunkiem rodziców uczniów. Była pracowita, wymagająca, a zarazem sprawiedliwa i czuła dla dzieci. Dzieci ją lubiły i szanowały.
Prowadząc z mężem tajne nauczanie w czasie okupacji niemieckiej, zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństwa, które jej groziło, jednak na to nie zważała i spełniała swój obywatelski obowiązek.
Zaangażowanie obojga Tyszków w tajne nauczanie potwierdza także ksiądz Witold Jemielity (w: „Szkoły powszechne w województwie białostockim w latach 1919-1939”). Natomiast u Witolda Wincenciaka (w książce pt. „Łomżyńskie tradycje oświatowe a szkolnictwo w czas radzieckiej i niemieckiej okupacji”) oboje Tyszkowie znajdują się, obok trójki Lubowidzkich, na liście nauczycieli łomżyńskich uczących tajnie w zakresie szkoły średniej.
Witold Wincenciak, we wspomnianej wyżej publikacji, w ujęciu tabelarycznym przedstawia szacunkową liczbę uczniów i nauczycieli biorących udział w tajnym nauczaniu w regionie łomżyńskim, obejmującym swym zasięgiem poziom szkoły średniej. Tę tabelę prezentuję poniżej.

Donata Godlewska (Ziemia Łomżyńska Nr 8) pisze:
„Z ulicy Polowej zginęli: Tadeusz Tyszka, lat 35, kierownik szkoły Nr 1 i jego żona Henryka Maria Tyszka, nauczycielka Publicznej Szkoły Powszechnej Nr 6 im. Królowej Jadwigi oraz ich dwaj synowie Jerzy Zbigniew, lat 9 (ur. 21.04.1934 roku) i Andrzej Janusz , lat 6. (ur. 08.04.1937 roku)”.
O nauczycielach zwykło się mówić, że pozostają nimi do końca życia. Z tej roli trudno wypaść, bo przecież zawód nauczyciela, w założeniu, jest realizacją powołania, a więc opiera się na mocnych duchowych fundamentach, na okrzepłym systemie wartości. Nauczyciel, świadomy ważkości swojej pracy edukacyjno – wychowawczej, z każdego doświadczenia życiowego uczyni naukę przydatną innym.
Czyż nauczyciele, zamordowani w lesie jeziorkowskim, poprzez świadectwo umierania dla Ojczyzny, nie udzielili potomnym swoistej lekcji patriotyzmu? Dla wielu, odwiedzających Miejsce Pamięci Narodowej w Jeziorku, będzie to pierwsza taka lekcja, chociaż dla Ofiar egzekucji z 15 lipca 1943 roku była ostatnią. Kto wie, czy jednak nie najważniejszą w ich życiu…
Heroiczna postawa prezentowanych w niniejszym artykule nauczycieli winna skłaniać nas współczesnych pedagogów do swoistej refleksji nad naszym nauczycielskim powołaniem i dzisiejszym patriotyzmem, a tym samym zachęcać do nieustannego dawania świadectwa młodemu pokoleniu. Wyrazem takiego postępowania, w moim przekonaniu, są organizowane na terenie leśnego cmentarza w Jeziorku lekcje pamięci. Już od jedenastu lat uczestniczą w nich uczniowie ze Szkoły Podstawowej w Jeziorku oraz okolicznych szkół, m.in. z Piątnicy i Dobrzyjałowa.

Społeczny kustosz prowadzi lekcję pamięci dla uczniów i nauczycieli
ze szkoły w Dobrzyjałowie – 18.09.2012 r.

Uczniowie z Jeziorka porządkują groby – 14.09.2012 r.

Ponadto nauczyciele Szkoły Podstawowej w Jeziorku, Szkoły Podstawowej w Dobrzyjałowie, Zespołu Szkolno – Przedszkolnego w Piątnicy oraz Publicznego Gimnazjum w Piątnicy, celem pielęgnacji grobów (w tym także grobu tych swoich starszych przedwojennych kolegów), organizują wyprawy swoich uczniów do lasu jeziorkowskiego, kształtując tym samym w nich piękną patriotyczną postawę.
Mam nadzieję, że w to dzieło pamięci będzie angażować się coraz większe grono dzieci i młodzieży z Łomży i okolic, wszak to zaszczytny obowiązek nas wszystkich. Wspaniałą okazją ku temu będą tegoroczne obchody rocznicowe, które na leśnej polanie w Jeziorku odbędą się dnia 30 czerwca 2013 roku o godzinie 14.00. Wszystkich chętnych zapraszam serdecznie do udziału w nich.

 

opracowała Beata Sejnowska – Runo, społeczny kustosz Miejsca Pamięci Narodowej w Jeziorku, nauczyciel Szkoły Podstawowej w Jeziorku

 

2516 Ogólnie 2 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.