A kiedyś miałem sen… – Tomik poezji Zenona Faszyńskiego …12

Jubilat

Choć dla was jestem papieżem,
z wami jestem chrześcijaninem (…)
mówi w pokorze mój rodak, brat, przełożony,
Sługa sług.

Dziś w mediach pierwsza wiadomość Jest o nim.
A o godzinie 17” wieże kościołów
od Tatr po Bałtyk, od Odry do Bugu
z powagą, w zadumie, ale i z radością
obwieściły o ćwierćwieczu jego pontyfikatu.
Wydaje się, że wszyscy o tym mówią,
wszyscy o tym wiedzą.
Nawet ptaki jakby radośniej śpiewają,
powtarzając wesoło, jakoś swojsko, po polsku
ciągle aktualne i na czasie zawołanie jubilata
z pierwszych dni posługiwania na Stolicy Piotrowej:
nie lękajcie się na oścież otworzyć drzwi Chrystusowi.
A ja mimo wszystko ośmielę się mówić
i pewnie przez to, co niektórym, narażę się.
Patrzymy na Ojca Świętego, cieszymy się nim.
Słyszymy, co mówi na żywo i przez środki przekazu.
Ale czy słuchamy jego, czy widzimy w nim Tego,
który go z nas powołał i do nas posyła?
No właśnie, czy widzimy, czy słuchamy,
skoro na dwudziestopięciolecie w Pałacu Namiestnikowskim
już drugą kadencję mieszka czerwony prezydent;
na Wiejskiej mamy lewicowo-liberalny parlament,
a na maszcie obok biało-czerwonej
przygotowano już miejsce
dla sodomsko-gomorskiej
niebieskiej flagi z żółtymi gwiazdkami.
Czyż nie po owocach powinniśmy poznawać?
mówi Pan nasz Jezus Chrystus.

Bliżej siebie w III tysiąclecie

Papieżowi Janowi Pawłowi 11, wielkiemu orędownikowi jedności Kościoła,
z okazji dwudziestopięciolecia pontyfikatu.
A.D. 2003

Żydzi oczekują Mesjasza.
Muzułmanie przygotowuj
świętą wojnę.
Prawosławni spierają się o daty.
Protestanci nie w pełni przyjmują Eucharystię.
Ateiści czekają, aby byli jedno…
, kto wie, może wtedy uwierzą?

A Ty mówisz — Piotrze Ty jesteś Skała
i na tej Skale zbuduję Kościół Mój.
Klucze wiązania i rozwiązywania
położyłem na Skale
po wszystkie dni
aż do skończenia świata.
Ufaj! Następco Rybaka z Galilei
przecież prosiłem, żeby nie ustała twoja wiara…
Odwagi! Przyjacielu Janie Pawle II
wciąż utwierdzaj braci, paś owce moje,
a bramy piekielne go nie przemogą.

Prosta i jasna ta prawda,
a tak trudno jednoczyć na Skale.

Zaślepienie

Kwiaty przebaczenia
Prezydenta zza oceanu
Na grobach żołnierzy hitlerowskich.
Dwanaście w skali Beauforta,
W komunistycznych mediach:
To ludobójcy, mordercy! To hańba!

Biorę pisak do ręki i pytam, — dlaczego?
Sierp i młot, a obok biało-czerwona:
Jeszcze Polska nie zginęła…
Uśmiechy, uściski, pocałunki,
Wieńce w mauzoleum Lenina, Stalina;
Oficjalnie: towarzyszy, przyjaciół,
A w drugim obiegu: zdrajców, morderców.

Piękna słoneczna pogoda
W czerwonych środkach przekazu.
Kłamstwo ubrane w kolory tęczy.

Na modlitewnym szlaku

Wpierw do stolicy na Stary Rynek, do Prymasa Tysiąclecia,
Który Ojczyznę nosił w sercu.
Przepraszam — wciąż nosi w sercu.
Potem do ojca Kordeckiego,
dla którego szwedzkie kolubryny niegroźne
gdzie Polska zawsze była wolna.
Odwiedziłem Maksymiliana, który pozwolił Miłości spalić się do końca
na Golgocie dwudziestego wieku.
Nie mogłem nie być u Faustyny,
która przypomniała mi słowa Chrystusa:
Polskę szczególnie umiłowałem,
a jeżeli posłuszna będzie Woli Mojej,
wywyższę ją w potędze i świętości.
Z niej wyjdzie Iskra,
która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje.
Z Łagiewnik do królewskiego Krakowa
na Wawel do świętej Jadwigi królowej,
aby wolność nie stała się naszą niewolą.
Przed wspinaczką na Giewont
wstąpiłem na Krzeptówki do Fatimskiej Pani,
aby w południe przy dźwiękach dzwonów
od Odry do Bugu, od Bałtyku po Giewont
w łączności z największym z rodu Polaków
przepraszać, dziękować, prosić:

Przepraszam
za kontraktowy parlament i czerwonego prezydenta,
za kłótnie, podziały i stołki.

Dziękuję
za lekcję z wolności i szkołę demokracji,
za ukazanie słabości narodu.

Proszę!
Spójrz na trzy krzyże w Gdańsku i górników z Wujka,
na przebaczające łzy matki księdza Jerzego.

Przepraszam, dziękuję, proszę!
Nie pozwól, bym płakał nad Ojczyzną,
która nie poznała czasu swego nawiedzenia.

 Panu Józefowi P
Świadek na Giewoncie

Czerwony prezydent
Składa biało — czerwone kwiaty w Katyniu.
Jednocześnie wspomina mogiły czerwonoarmistów
w Polsce.
Ja Już nie mam siły
Mówić, pisać, przekonywać…
Zmartwychwstały Świadku z Krzyża na Giewoncie
Proszę, powiedz im, że to nie tak!
Że to nie to samo, panie prezydencie!
Przebaczenie — tak, przyjaźń — tak, Ale nie kosztem fałszywego usprawiedliwienia,
Nie kosztem prawdy.

ROSJA NIE OSWOBODZIŁA POLSZY

Gracze

Anestezjolodzy wymówienia składają,
nie usypiają.
Nauczyciele protestują,
ale jeszcze edukują.
Pielęgniarki pielęgnują
i okupują.
Rolnicy drogi blokują,
wszystko paraliżują.
Lekarze, jak na ostrym, pracują,
a generalnie strajkują.
Górnicy głodują,
ale fedrują — chyba rozumieją.
Nie ma stoczniowców
z Gdańska — ktoś zauważa.
Wypadli z gry — podpowiada głos z galerii.

Wotum nieufności…! Nadzwyczajne posiedzenie…!
przekrzykują się jedni przez drugich z lewej strony sali;
ani suchej nitki na prawicy — od lewicy.
rozmawiać bez zawieszania blokad — rzuca wytrawny gracz.
Oj! Jaka ta pamięć ulotna, oj ulotna.
Może trochę historii towarzyszu Miller.
13 grudnia też wiało chłodem,
na dworze temperatura spadła poniżej zera,
padał śnieg, zomowcy i żołnierze ogrzewali się przy
koksownikach.
Były aresztowania, internowania,
polała się bratnia krew,
a gracze w ciepełku grali ludem w pokera!
Rozumiem, ale i dziwię się wam deklarującym się jako
prawica:
lekarze, pielęgniarki, anestezjolodzy…
Czy nie widzicie, że to ci sami towarzysze grają ludem
jak za dawnych lat.
Czy nie wiecie, że przysięga Hipokratesa?— (…) nie szkodzić (…)
nie obowiązuje graczy?
A wy pozwalacie im rozdrapywać ranę (czytaj Polskę).
I to własnymi rękami!

Marcie i Januszowi D-W
Czarne chmury

Wciskam pilota.
Ożywa martwe szkło.
Sejm zezwala na miękkie narkotyki,
lekką pornografię…
Prezydent podpisuje wyrok śmierci na nienarodzonych.
Policjant współpracuje z mafią.
Zbiorowy gwałt w Warszawie.
Zabójstwo dzieci przez rodziców w Łodzi.
Kibice demolują pociąg.
Czarny marsz protestu — cichy marsz za Życiem.
Nad Polską zachmurzenie duże,
od zachodu przesuwają się opady.
Wciskam pilota.
Zamiera szklane życie

Na parapecie krople grzechu
grają marsza żałobnego.
Z parasolem wiary, nadziei, miłości
idę Panie w imię Twoje.
Zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną
– żeby Polska była Twoją Polską. BOŻĄ POLSKĄ!!!

Myśląc o Europie,
troszczę się przede wszystkim o to,
aby zachowała ona swoje chrześcijańskie dziedzictwo
i pozwoliła mu owocować.
(Jan Paweł II)

Panu Jerzemu K.
Stypa czy wesele?
Dla kogo stypa, dla kogo wesele?

Wstałem rano, słonko świeci.
Patrzę w górę, ptaszek leci.
A to właśnie z tej przyczyny…
Nauczyła mnie tego kiedyś moja mama
i musiałem z uśmiechem i radością recytować te strofy,
gdy była taka czy inna przyczyna,
nawet wtedy, gdy słoneczko nie świeciło i ptaszek me leciał.
Dziś pierwszy maj 2004 roku, a zatem jest przyczyna,
ale moja mama już od dawna nie każe mi tego recytować.
A i nie jest mi wcale do śmiechu, i daleko do radości,
gdy patrzę na dzisiejszy, pierwszomajowy i pierwszy
już oficjalny, pro unijny pochód
– w tym roku tak się składa, że mamy dwa w jednym.
W pierwszym szeregu niewielkie zmiany:
prezydent ten sam, premier zamienił sierp i młot
na żółte gwiazdki;
większość parlamentu o czerwonym rodowodzie,
zmieniła tylko nazwę i przemalowała się na niebiesko
w żółte gwiazdki.
Są i nowe, choć znajome twarze liberałów wywodzących
się z prawicy,
jak i, co niektórych naszych purpuratów z prymasem
pośród nich
i certyfikatem Watykanu na transparencie:
Ojciec Święty jest za wstąpieniem Polski w struktury UE.
Ale nie ma nic o tym, — że na równych warunkach (…)„
że Polska nie może stracić nic ze swego dziedzictwa
duchowego i materialnego (…) A swego czasu Papież nawet tak się wyraził:
Skoro nie ma w Unii miejsca dla Boga,
tym samym nie może tam być miejsca dla mnie.
Jeżeli chodzi o Polskę, to przecież my, zanim
wstąpiliśmy, już straciliśmy.
A co do wartości chrześcijańskich, to nie lękajmy się
nazwać tego po imieniu:
nie ma miejsca dla Pana Boga w europejskim Areopagu,
gdzie prawo chroni homoseksualistów i zezwala
na aborcję, eutanazję.
Rodzynki takie, jak miękkie narkotyki, lekka pornografia
czy antykoncepcja,
aż do pigułki wczesno poronnej (czyt. pigułki śmierci),
to już chleb powszedni w krajach unijnych.
W związku z tym, czy zasada: Panu Bogu świeczkę,
a diabłu ogarek
jest do przyjęcia dla wyznawcy Chrystusa? No właśnie,
jak to z tym jest…

Cóż, pasterze wiedzą, co czynią, widocznie mają ku
temu swoje powody.
Przyznam, że przy obecnym moim stanie ducha
i wiedzy nie rozumiem do końca tego kroku.
Dlatego w referendum skorzystałem z danej mi przez
pasterzy możliwości wyboru
i idąc za głosem sumienia, powiedziałem nie — szanując
innych i ich wolną wolę.
Ale to już historia, która z czasem wystawi nam cenzurkę.
Choć mam świadomość, że nie tylko przed historią
przyjdzie nam kiedyś zdać sprawę z naszych życiowych
wyborów,
a póki co, wracajmy do dnia dzisiejszego.

W mediach unijna atmosfera już od północy.
Strzeliły korki od szampanów,
poleciały w górę baloniki, oczywiście niebieskie w żółte
gwiazdki,
a co jakiś czas w komunikatach zaprasza się na poranne
capstrzyki, wiece,
na popołudniowe pikniki w Warszawie, Lublinie, Krakowie…
Piotr podpowiada, że i w Łomży coś się szykuje,
z wieczornymi pokazami sztucznych ogni.
Żyć nie umierać, głodno, goło, ale wesoło;
tańce, zabawy, uciechy niczym sielanka do późnych
godzin nocnych,
już w sodomsko – gomorskich strukturach.
Stypę w wesele zamienili — pisze ks. Bartnik,
ale kto by go słuchał — oszołoma, nacjonalistę…
Za to słuchać będziemy Zygmunta z nowym sercem,
bo stare pękło ze zmęczenia,
który uroczyście obwieści zawarcie związku małżeńskiego?
demokratycznej większości narodu polskiego z UE.
Gdy widzę tę medialną wrzawę przy wtórze euro entuzjastów,
serce mi pęka, nie ze zmęczenia, a z żalu.
Ale nie tracę wiary i z optymizmem patrzę w przyszłość,
ponieważ Pan mój Jezus Chrystus pociesza i zachęca słowami:
Ten (…) rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko
modlitwą i postem.
A zatem Sursum Corda, jest nadzieja, poprzez
umartwienia, wyrzeczenia…
aż do oczyszczenia z niemoralnej, demokratycznej głupoty;
gdzie większość ma rację, choćby daleko była od prawdy
,
dobra.
W Górę Serca, jest nadzieja!
Ps.
Mój kanarek Felek to ma dobrze, w ogóle nic sobie z tego nie robi, wciąż wesoło tańczy na żerdkach, tak jakby nic się nie stało. Tak samo radośnie śpiewa dziś, jak czynił to wczoraj, gdy obok biało-czerwonej powiewała czerwona gwiazda. Szanuję mojego prokomunistycznego i prounjnego, Felka, bo jemu tak wolno — a nam?


Ja nie potrafię, nie mogę i nie chcę wesoło śpiewać i tańczyć, gdy dyrygent nie jest tego samego ducha, a orkiestra gra obce, wręcz wrogie utwory; ja tak nie potrafi ę, choć radości i pokoju nie. tracę

Zenon Faszyński.

 

 

 

 

 

 

198 Ogólnie 3 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Jerzy Ramotowski

  Urodził się 1 stycznia 1949 roku w Jedwabnem. Po ukończeniu szkoły podstawowej i Liceum w Jedwabnem podjął w 1966  roku studia historyczne na Uniwersytecie  Warszawskim[...]