A kiedyś miałem sen… – Tomik prozy Zenona Faszyńskiego 15.

Po co Ona żyje.

Jednych jako lekarzy, innych jako nauczycieli, kapłanów, kierowców czy siostry zakonne. W życiu spotykamy się z biedą, bo­gactwem, smutkiem, radością, tajemnicą bólu i cierpie­nia. Przed tobą też jest jakaś droga – mówiłem Ani – ale żeby życia nie przegrać, a godnie i owocnie przeżywać dany nam czas ziemskiego pielgrzymowania, trzeba sta­rać się być blisko Boga. Pamiętaj! Bardzo ważne jest, żebyś przez całe życie szła z Panem Jezusem, uczyła się postępować tak, jak On naucza przez Kościół, między innymi w Słowie Bożym. Uparcie, wytrwale i cierpliwie przełamuj pieczęć po pieczęci i zgłębiaj tę Świętą Księ­gę. Prawa i obowiązki, wypływające z wiary, nie mogą być sprzeczne z twoim postępowaniem, ale jedno z dru­gim powinno uzupełniać się i tworzyć coraz doskonal­szą całość. Po to Pan Jezus narodził się w Betlejem i ty po to się urodziłaś, aby się z Panem Jezusem zjedno­czyć. Właśnie to jest najważniejsze w życiu, abyśmy byli jedno z Bogiem.
Przez taką rozmowę chciałem pomóc mojej siostrzenicy w odpowiedzi na to zasadnicze pytanie: po co ona żyje?
W podsumowaniu ujęliśmy to wszystko w jednym zdaniu. Ania zrobiła też kilka małych rysunków, na któ­rych zobrazowała to, o czym wcześniej rozmawialiśmy:
– rodzice w Sakramencie Chrztu ofiarują ją w Kościele Panu Bogu,
– mama uczy ją pierwszych modlitw,
– lekcja religii,
– pierwsza Komunia Święta,
– ręce biskupa nad głową Ani w Sakramencie Bierz­mowania,
– czytanie Pisma Świętego,
– Ania ze swoją rodziną na Eucharystii,
– Ania z Panem Jezusem w niebie.
Teraz można zapytać, czy dużo z tej rozmowy dotarło do jej dziecięcego umysłu. Sprawdziłem to i za chwilę do tego wrócę. Już wtedy zauważyłem, że w pełni ona tego nie rozumie, ale miałem nadzieję, że jakiś ślad po­zostanie w jej pamięci. Doskonale wiem, że jedną roz­mową nie można dać odpowiedzi na takie pytanie czło­wiekowi dorosłemu, a tym bardziej dziecku. W moim odczuciu dla dziecka z pierwszej klasy tak postawione pytanie jest po prostu za trudne. Nie trzeba za bardzo śpieszyć się z zadawaniem tak bezpośrednich pytań, ale czuwać i pracować nad tym, aby dziecko w miarę samo­dzielnie mogło udzielić sobie odpowiedzi. Nie od dziś wiadomo, że dzieci są dobrymi obserwatorami. Jeżeli w życiu dorosłych Pan Bóg jest na pierwszym miejscu i dzieci widzą ich wiarę w codziennych uczynkach, to automatycznie udziela się im odpowiedzi. Poprzez na­szą świadomą wiarę dzieci dorastają do trudnych pytań. Trzeba jednak przy tym temacie zaznaczyć, że my czę­sto ograniczamy swoje rozumienie szczęścia do spraw przyziemnych, czysto ludzkich. I przez to zbytnie wy­eksponowanie przez nas materialnej strony życia dzie­ciom ogranicza się wymiar szczęścia do roweru, kom­putera czy samochodu. Są tacy, którzy z czasem upo­rządkują hierarchię wartości i zrozumieją prawdziwy sens życia, ale niestety niemało jest takich, którzy przez całe życie gonią za wartościami materialnymi i żegnają się z tym światem nie wiedząc, jaki rodzaj egzystencji się skończył, a jaki zaczyna. Nie wiedzą, po co żyje czło­wiek, nie wiedzą, że prawdziwe szczęście to coś więcej niż przemijająca materia, niż ziemska pielgrzymka.Dziś Anka ma 16 lat i z pewnością wie, co w życiu jest najważniejsze. Chociaż może wyda się to dziwne, ale ona prawie nic nie pamięta z tej rozmowy sprzed kilku lat. Obserwuję jej życie i mogę powiedzieć, że stopniowo, nie zawsze zdając sobie z tego sprawę, przeszła przez wszyst­ko, o czym wcześniej pisałem. Od trzech lat jest w Ruchu Światło-Życie. W tym roku przygotowuje się do trzecie­go stopnia formacji duchowej. Gdy przystępowała do Sa­kramentu Bierzmowania, podarowałem jej Pismo Święte i prenumeratę miesięcznika Słowo wśród nas, który po­maga jej w codziennej medytacji nad Słowem Bożym. Widzę, że pracuje nad sobą. Wiem, że ciężko przychodzi jej lubić człowieka, który czyni zło. Teoretycznie rozu­mie, że powinniśmy kochać grzesznego człowieka takim, jaki jest, a odrzucać grzech, który czyni. Sama przyzna­je, że choć wie, co w życiu liczy się najbardziej, to jesz­cze jej miłość daleka jest od tej postawy wobec Boga, jaką dostrzega na kartach Pisma Świętego. Nikt nie ma więk­szej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyja­ciół swoich (por.} 15,13). Pan Jezus, wypowiadając te sło­wa, miał na myśli miłość posuniętą aż do przelewu krwi. Ania, mówiąc o swojej niedoskonałej miłości, ma na my­śli bezkrwawe oddanie się w życiu bliźniemu; dążąc do tego, aby być dobrym jak chleb i umieć się dzielić z głod­nymi pajdkami Chrystusowej miłości. Bardzo pięknie zobrazował to Prymas Tysiąclecia: Sztukę jest umierać za Ojczyznę, ale dziś nie mniejszą sztuką jest dobrze dla niej żyć. Mamy nieustannie siebie poświęcać dla innych, jak Chrystus poświęcił siebie dla nas. I z pewnością dodał­by: czas to miłość, a nie jak zwykle się mówi: czas to pie­niądz. W tym roku na urodziny napisałem dla niej wiersz pt. Mów przeciętności nie, zachęcając ją w ten sposób do dalszej pracy nad sobą. Nie wiem, jak potoczy się życie mojej siostrzenicy. O pełnym zwycięstwie też za wcześnie mówić, ale już dziś dziękuję Bogu za to, co dał Ani – po­kornie proszę o więcej.

Mów przeciętności – nie

Zgodzić się na przeciętność
to błąd, to obumieranie.
Bawić się talentem,
tylko cieszyć się nim,
to mało, to przegrana.
Jeśli pozwolisz – ważna uwaga:
Jak kondor lataj wysoko.
Na skrzydłach Ducha
szybuj ku szczytom, wznoś ponad chmury;
spalaj się w Słońcu świętości.
Przy wysokich lotach
bądź przygotowana na mocne podmuchy,
bądź czujna, bo często są to wiatry przeciwne,
ale nie zniżaj lotu za żadną cenę – za żadną.

To dziecięce pytanie sprzed kilku lat z pozoru wydaje się proste, a jednak często przysparza wiele kłopotów doro­słym. Zgadzam się z Panią, że nieraz u innych dostrzegamy lęk przed nim, a nawet świadome uciekanie od tego tema­tu. Czy nie jest to dziwne, zastanawiające?! Szatan doskonale wie, jakie jest powołanie człowieka. A my wcale nierzadko udajemy, że nie wiemy o tym lub nie chcemy wiedzieć. Kie­dyś moja znajoma ujęła to nieco żartobliwie: Zenek udając, że nie wiemy o tym, jest nam łatwiej, wygodniej żyć i doda­ła z ironicznym uśmiechem, uciekając w ten sposób od te­matu – wpieUe jest weselej, bo tam więcej znajomych. Myślę, że warto się nad tym zastanowić! Nasz wieszcz narodowy, Adam Mickiewicz, napisał: Wierzysz, że Syn Boży narodził się w żłobie, ale biada ci, jeśli nie narodził się w tobie. Poeta trafnie ujął ten problem; ostrzega, a zarazem pragnie zachę­cić do przemyśleń nad naszą wiarą.

C. d. n.

Redakcja Serwisu

344 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Ks. Kazimierz Lutosławski

Ksiądz Kazimierz Lutosławski, jeden z czołowych działaczy skautowych i jeden z założycieli harcerstwa w zaborze rosyjskim opracował projekt krzyża harcerskiego w 1912 r. . Krzyż pr[...]