A kiedyś miałem sen… – Tomik prozy Zenona Faszyńskiego. 9

Ojciec Święty i ja, ja i Ojciec Święty w służbie Bogu i człowiekowi.

Przestałem oszukiwać samego siebie. Przyjąłem do wiadomości, że prawdziwa, świadoma wiara nie jest ła­twa, a moje życie musi stać się o wiele bardziej odpo­wiedzialne, niż to było dotychczas. Zacząłem być bar­dziej surowy dla siebie, wymagałem od siebie nawet wtedy, kiedy inni ode mnie nie wymagali. Chociaż przy moim schorzeniu mógłbym znaleźć tysiąc wymówek, żeby tego nie robić, i nikt z pewnością nie miałby do mnie większych pretensji, ale wiem, Komu uwierzyłem, Komu zaufałem. Zaczęła się w moim życiu nowa dro­ga, wspinaczka ku Panu Bogu. Chłonąłem, można rzec trochę nieładnie, że pożerałem wszystko to, co przy­bliżało mnie do Niego. Dni i noce stawały się za krót­kie i nie miałem nic przeciwko temu, by doba trwała 36 godzin, a nieraz i dłużej. Oprócz rodziny rzadko kto mnie odwiedzał. Przeważnie byłem sam, ale nie czułem się już samotny. Nauczyłem się tak planować czas dnia, aby jak najmniej uciekało mi go bezproduktywnie przez przysłowiowe palce. Przestałem się nudzić i do dziś nie wiem, co to nuda. Z czasem pozbyłem się wstydu i lęku związanego z moim kalectwem. Życie na łóżku przesta­ło być koszmarem i beznadziejnością. Zrozumiałem, że swoje człowieczeństwo mogę realizować nawet w takim stanie. Nie da się ukryć, że zewnętrznie jestem inny, ale to wcale nie znaczy, że chcę być gorszy. Żyję inaczej, ale to także nie oznacza, że chcę żyć gorzej. Dziś nietrud­no mi o tym mówić, czy pisać, ale jeden Pan Bóg wie, jaka to była droga, zanim zrozumiałem, że cierpienie przyszło na świat poprzez grzech pierworodny i nie ma źródła w Bogu, a samo w sobie jest złe; choć nieraz czas cierpienia jest przełomowy, wręcz twórczy, zbawienny dla człowieka. Czyż niepiękne w tym wszystkim jest to, chociaż trzeba przyznać do końca niezrozumiałe dla człowieka, że mamy takiego Pana Boga, który na­wet z cierpienia wyprowadza sens, radość, pokój, mi­łość i to nie zawsze zabierając nam oścień choroby czy innego bólu, gdy tylko otwieramy się na Niego (por. 2 Kor 12,9). Warto w tym miejscu wspomnieć o naszym wieszczu narodowym Adamie Mickiewiczu, który za­uważa, że jeżeli szukamy Chrystusa bez Krzyża, to wte­dy zaczyna się wielki dramat w życiu człowieka. Krzyż, czyli cierpienie staje się cierpiętnictwem i niszczy czło­wieka od strony fizycznej i duchowej. A jeżeli wierzy­my w ukrzyżowanego Chrystusa i łączymy nasz krzyż z Nim, to wprawdzie ciało ulega zniszczeniu, ale duszę naszą ożywia już zmartwychwstały Chrystus (por. Rz 8,10-11). Pragnę zaznaczyć, że ja swoje kalectwo tyl­ko przyjmuję. Nigdy się z tym nie pogodziłem i nigdy nie pogodzę. Gdyby wszystko zaczynało się i kończyło na ziemi, nie miałoby to jakiegokolwiek sensu. Ale ja uwierzyłem, że ziemska pielgrzymka jest małą chwilką wobec wieczności. I warto nieraz przyjąć trochę cier­pienia z wiarą, że człowiek stworzony jest do szczęścia, do szczęścia w wieczności. Mało tego, wierzę, że pierw­szy etap uzdrowienia ewangelicznego paralityka, doko­nał i dokonuje się we mnie, a gdy będzie taka potrzeba, to Pan Jezus powie: Wstań, weź swoje łoże i idź… (Mt 9,6) Nawet, gdy tak się nie stanie tu na ziemi, to i tak nie zmienię tego, co wcześniej powiedziałem, ponieważ wierzę i ufam, że On lepiej wie, co jest mi potrzebne na drodze do szczęścia w wieczności. Pięknie i głęboko mówił o tym św. Augustyn: Jeżeli Pan Bóg w naszym życiujest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest na swo­im miejscu – nawet cierpienie – mogę już dziś z pełną odpowiedzialnością dodać od siebie.
Teraz, gdy nie ma już wątpliwości w moim sercu i rozumiem, że poznanie, doskonalenie wiary, należy zaczynać od siebie, kładę duży nacisk na lekturę Pisma Świętego. Uzupełniam to różnego rodzaju komentarza­mi, tłumaczeniami teologicznymi, aby tę świętą Księgę poznać jak najlepiej, żeby nie była Ona dla mnie taka ta­jemnicza. Wiem, że jest to kamień węgielny, na którym jest budowana moja wiara. Pan Bóg na fundamencie, którym jest Pan Jezus, z objawioną ewangeliczną nauką, pragnie zbudować Prawdziwą Świątynię Bożą we mnie, a także w każdym z nas. Czytając tę Księgę nad Księ­gami za pomocą kalendarza liturgicznego do codzien­nych czytań, mam świadomość, że sam Pan Bóg mówi do mnie – pociesza, karci kiedy trzeba. Słowami nie da się tego w pełni oddać i wytłumaczyć, bo są takie chwi­le w życiu, kiedy człowiek obcuje sam na sam z Panem Bogiem. Tylko wtedy, gdy odczujemy to na samych so­bie, jesteśmy w stanie zrozumieć, że Pan Bóg napraw­dę działa w nas i przez nas, a my możemy słyszeć, wi­dzieć i czuć to. Kandydat na ołtarze, Sługa Boży, Pry­mas Tysiąclecia, Kardynał Stefan Wyszyński wiedział o tym doskonale i nie przypadkowo jednemu z polskich pisarzy napisał w dedykacji: Życzę, aby Pan przeżył pią­tą Ewangelię. Gdy pierwszy raz przeczytałem to zdanie nie zrozumiałem głębi tych słów. Ale z czasem dotar­ło do mnie, że jeżeli poznajemy Boga w Słowie Bożym i na przesłaniu tej Świętej Księgi opieramy każdy nasz dzień, to wtedy swoim życiem piszemy piątą Ewange­lię. W tym miejscu muszę wspomnieć także o Liturgii Godzin. Od kilku lat praktykuję modlitwę brewiarzową Kościoła. Jest to coś pięknego mieć świadomość, że co­dzienne karmienie się w Eucharystii i Liturgii Godzin, Żywym Słowem, pozwala mi czuć się pełnowartościo­wym członkiem Mistycznego Ciała Chrystusa, pomi­mo, że jako osoba niepełnosprawna, nie mogę fizycznie w pełni uczestniczyć w życiu Wspólnoty Kościoła.
Uświadomiłem sobie też i to, że praca nad samym sobą to jeszcze nie wszystko. Nie mogę w żadnym wy­padku zatrzymać tylko dla siebie tego, czym Pan Bóg mnie obdarował. Muszę wychodzić z tym do innych, bo inaczej darowaną mi łaskę mogę roztrwonić. Wiara bez uczynków pusta jest – przestrzegał mnie apostoł Jakub, gdy czytałem Jego list na kartach Nowego Testamentu (por. Jk 2,17). W wierszu pt. Dziecko, staram się uwraż­liwić na obowiązek obdarowywania innych tym, czym sami zostaliśmy obdarowani.

Dziecko
U mojego Nauczyciela
zawsze jestem dzieckiem,
zawsze jestem uczniem.
Ale przychodzi czas,
kiedy dziecko,
kiedy uczeń
dorasta do roli nauczyciela
i zaczyna dzielić się z innymi
tym – co zostało mu dane,
a także zadane.

C.d.n.

Redakcja Serwisu

488 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Biskup człowiek

„Jeśli komu droga otwarta do nieba. Tym, co służą ojczyźnie”- Jan Kochanowski - Odszedł biskup, który do końca swoich dni interesował się sprawami Polski. Biskup Niezłomny, nigd[...]

Stanisław Dębowski "Młot"

Stanisław Dębowski „Młot” Dzień 22 maja 1911 roku, w którym „Komenda Skautowa” wydała we Lwowie swój pierwszy rozkaz, uznawany jest powszechnie za datę powstania polskiego skautin[...]

Wróg ludu.

Wspomnienia „wroga ludu” Po dwóch latach nieobecności w Łomży w końcu czerwca 1948 r. wracałem do w miasta mojego wojennego dzieciństwa. Wracałem niejako z musu. Ukończyłem w Wars[...]