A kiedyś miałem sen… – Tomik prozy Zenona Faszyńskiego 10.

W moim stanie zdrowia, przez minione lata choro­by, niewiele zmieniło się na lepsze. Jak już wspomnia­łem, nieraz żartobliwie mówię: jestem mniej niż zero, je­stem fizycznym cieniem człowieka. Nie ma w tym prze­sady, bo nadal nie potrafię samodzielnie przewrócić się z jednego boku na drugi. Trzeba co trzy, cztery godziny zmieniać położenie mojego ciała, aby nie powstały od­leżyny. Samodzielne ubieranie, siadanie na wózek, jeż­dżenie nim, także jest niemożliwe. Jedynie głową mogę poruszać swobodnie bez większego wysiłku, czego po wypadku nie mogłem robić. Dziś, jeśli chcę gdzieś je­chać, ktoś musi mnie ubrać, wziąć na ręce, posadzić na wózku i być jego kierowcę – pchaczem. Postanowi­łem nie czekać dłużej na generalny powrót do pełnej sprawności, ale postarać się wykorzystać śladowe ru­chy, które pozostały mi w rękach, żeby zacząć coś robić za pomocą specjalnych, dostosowanych uchwytów do bezwładnych palców. Do tej pory trzeba było mnie na­karmić, umyć, ogolić czy napisać list, kiedy zaszła taka potrzeba. Powoli nauczyłem się trzymać sztućce i dzięki temu zacząłem samodzielnie jeść. Maszynka z uchwy­tem pozwala mi, pozbyć się zarostu. Również zęby sam mogę dość sprawnie umyć, a co najważniejsze, mogę pi­sać. Dla kogoś zdrowego to nic nadzwyczajnego, zwy­kłe codzienne czynności. Z pewnością tak jest, ale w ży­ciu człowieka niepełnosprawnego oznaczają one bardzo wiele. Te z pozoru drobne czynności sprawiają niemało trudności i wymagają nieraz dużego wysiłku fizyczne­go. Postaram się zobrazować to na przykładzie czynno­ści pisania, ale przedtem chcę zaznaczyć, że pisanie jest dla mnie bardzo ważne, a przed laty było szczególnie ważne! Zanim tak się stało, że mogłem nawiązać bez­pośredni kontakt z ludźmi, korespondencja była jedynym sposobem wyjścia w świat ludzi zdrowych. I tak, aby napisać na czysto jedną kartkę podaniową rękopi­su, potrzebuję 5 dni. Dziennie piszę dwie, trzy godziny. Po prostu moja ręka nie jest w stanie nadążyć za my­ślami. Szybciej nie potrafię prowadzić pisaka po kart­ce. Kopert po korespondencji nie wyrzucam do kosza. Mam je zawsze pod ręką, bo w każdej chwili mogą mi być przydatne. To właśnie na nich powstają moje utwo­ry, artykuły, listy… Na tak wąskim papierze jak koper­ta wygodnie jest mi pisać. Kreślę na nich cienkopisem lub mazakiem pojedyncze litery, ponieważ nie potrafię z odpowiednią siłą docisnąć długopisu do kartki, aby nim pisać. Jeżeli ma to być mój rękopis, wtedy przepi­suję to na normalny papier korespondencyjny. A jeżeli wpisuję to do komputera, wtedy potrzebuję jednej pary czyichś rąk do pomocy po to, aby tekst z koperty prze­nieść na ekran komputera. Chociaż odbywa się to tak wolno, nie zniechęcam się, ponieważ dostrzegam owo­ce i sens mojej benedyktyńskiej pracy.
Grzechem zaniedbania byłoby w tym miejscu nie wspomnieć o gronie moich znajomych i przyjaciół, którzy w przenośni i dosłownie mają złote serca i jak Aniołowie noszą mnie na rękach, abym ja mógł głosić Miłość. To właśnie dzięki nim normalnie mogę orga­nizować życie ogniska domowego, a także wychodzić na zewnątrz i czynnie włączać się w ubogacanie świa­ta. Szczególnie w kilku zdaniach pragnę zatrzymać się przy moim bracie, którego rozwój umysłowy zatrzymał się na poziomie kilkuletniego dziecka. Kiedyś wstydzi­łem się, że mam takiego brata, a dziś to właśnie on prze­wraca mnie, ubiera, sadza na wózku. W dużym stopniu to jego zasługa, że do tej pory, przez 30 lat choroby, nie miałem ani jednej odleżyny. Ale to jeszcze nie wszystko. Gdy moja mama zaczynała chorować na Alzheimera i nie akceptowała obecności osób trzecich, na kilka lat przejęliśmy z bratem większość czynności związanych z prowadzeniem domu, z przygotowaniem posiłków włącznie. Muszę przyznać, że wcale nie było to takie ła­twe. Cztery lata temu na spotkaniu w przedszkolu z ro­dzicami dzieci umysłowo chorych, gdy o tym mówiłem, jedna z mam powiedziała: Brat ma ręce i nogi, a ty gło­wę, i w ten sposób uzupełniacie się, tworząc jedną całość potrzebną, aby móc w tej sytuacji funkcjonować. Trzeba przyznać, że trafnie to określiła, ale żeby oddać pełnię prawdy, muszę powiedzieć, że przez te ostatnie lata Pan Bóg w swoim miłosierdziu nauczył mnie dostrzegać w człowieku coś więcej niż to, co na pierwszy rzut oka widzimy. Z czasem zrozumiałem, że każdy człowiek przez to, że jest człowiekiem, stanowi większą wartość od tego, co posiada, czy kim jest. Dziś mogę powie­dzieć, że większość osób umysłowo chorych ma pięk­ne wnętrze. Oni w tej swojej otwartości, ufności, szcze­rości serca niejednokrotnie przerastają nas w miłości. Nieraz używam takiej metafory, opowiadając o moim bracie: ma on otwarte serce jak wrota w stodole. U nie­go nie ma kalkulowania, kombinowania, przeliczania, czy jemu to się opłaca, po prostu kocha i to zawsze ufnie jak dziecko. Napisałem na ten temat kilka wierszy, a je­den z nich pt. Kto tu normalny zadedykowałem właśnie jemu. Pragnę nadmienić, że utwór ten powstał w czasie trwania kampanii prezydenckiej. Nasi politycy, delikat­nie mówiąc, zachowywali się bardzo niepoważnie. Wte­dy, zrodziło się to porównanie: kto tu normalny, kto nie­normalny.

Bratu Ireneuszowi

Kto tu normalny
Krzyżykiem znaczy swoją tożsamość.
Nie czyta, nie liczy, nie pisze,
Nie mierzy, nie przelicza, nie kalkuluje,
Nie kłamie, nie kradnie, nie kombinuje;
Idzie, gdzie proszą, kocha nie znając;
Przyjmuje razy, ciągle kochając.
Mówią, że głupi, że nie zna życia.
Kilka literek tuż przed nazwiskiem.
Czyta, liczy, pisze,
Mierzy, przelicza, kalkuluje,
Kłamie, kradnie, kombinuje;
Kocha mamonę, wciąż pomnażając;
Przyjmuje laury, Boga nie znając.
Mówią, że mądry, że zna życie.
Kto tu normalny, kto nienormalny;
Kto wygra, kto przegra życie?
Od roku w prowadzeniu domu pomaga nam opiekunka MOPS-u. Muszę przyznać, że gdy moja mama już zaczęła akceptować osoby trzecie w naszym domu, chwilowo we mnie zrodziła się niechęć do tych obcych osób. Ale ja szybciej niż mama poradziłem sobie z tym. Ze strony MOPS-u liczyłem na pomoc, ale w pani Bożence otrzymałem coś więcej. Kobieta ta swoją osobo­wością ukazuje mi, jak mogłoby wyglądać życie, kiedy mąż jest na wózku, a żona fizycznie pełnosprawna. Nieraz żartobliwie mówię: gdyby pani nie miała męża, mógłbym się z panią ożenić. – Tylko, czy ja bym pana chciała. – Odpowiada z uśmiechem. Zdaję sobie spra­wę, że tylko Pan Bóg może im w pełni za to wynagro­dzić, ale ze swojej strony, już teraz wierszem pt. Dzięku­ję, że jesteś pragnę podziękować za to, że są oni na mojej drodze życia.

Dziękuję, że jesteś
Ania godzinami przepisuje z dyktafonu.
Kasia i pan Józef poświęcają czas żmudnej korekcie.
CITON użycza sprzętu.
Iwona i Piotr bezinteresownie zapisują na dysk.
Grzegorz z radością zapewnia transport i nie tylko…
Kiedyś Pani doktor Kozłowska,
a dziś Jola, żona Grzegorza
to medyczna opieka rodziny.
Pani Bożenka to ktoś więcej niż etatowa opiekunka
MOPS-u,
gdy Alzchajmer zabiera nam Mamę. A jak tu nie wspomnieć
modlitewnego trwania na kolanach służki Danusi,
diakona Darka
z Panem Jezusem nie tylko w dłoniach.
Nie mogło zabraknąć Zygmunta – złotej rączki,
a na dodatek jest to człowiek o złotym sercu.
(…)
Prymas Tysiąclecia powiedziałby:
Czas to miłość.
Ksiądz Twardowski mówi:
Miłość za Bóg zapłać.
A Ty Panie zachęcasz słowami:
Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie.
Od siebie dodam każdemu z osobna, jak i wszystkim razem:
Dobrze, że jesteś, dziękuję, że jesteście!

Cd.n.

632 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Rok kościuszkowski

Rok Kościuszkowski Sejm i Senat Rzeczpospolitej Polskiej ustanowił rok 2017 Rokiem Tadeusza Kościuszki. W uchwale sejmowej czytamy m. in.: W 2017 r. ma miejsce 200. rocznica śmie[...]