Antoni Stanisław Szczuka – 1

Artykuł ten jest kontynuacją artykułu zamieszczonego na naszym portalu na stronie: http://historialomzy.pl/tajemnica-szczuczynskich-krypt/.
Jest to pierwsza część artykułu Juliana Bartoszewicza o życiu Stanisława Antoniego Szczuki, założyciela Szczuczyna i jego zasługach dla Polski, opublikowanego  w Tygodniku Ilustrowanym wydanym  w lipcu 1862 roku. Część pierwsza artykułu pochodzi z nr. 146 T.I. str. 16, 17 i 18. Warszawa 12 lipca 1862 r., nr 147 T.I. Str. 29 i 30, Warszawa 19 Lipca 1862 r.   Pobrano z Biblioteki Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego:  http://bcul.lib.uni.lodz.pl/dlibra

Redakcja Serwisu.

Antoni Stanisław Szczuka
PODKANCLERZY LITEWSKI

Stanisław Antoni Szczuka. ( Rysował Polkowski z obrazu olejnego, znajdującego się w galeryi wilanowskiej).

Stanisław Antoni Szczuka. ( Rysował Polkowski z obrazu olejnego, znajdującego się w galeryi wilanowskiej).

Stanisław Szczuka (było To jeszcze za panowania Zygmunta III, a może i dawniej za ostatniego Jagiellończyka), pierwszy się przeniósł z księstwa mazowieckiego do Litwy i osiadł w województwie trockiem. Miał trzech synów z Wyssogierdówny; od najstarszego z nich Daniela i od najmłodszego Jana poszli Szczutowie, którzy sobie na zagrodzie poumierali . Średni Wojciech ożenił się w Kurlandyi i miał syna Stanisława, którego wzięli Kozacy do niewoli z Dominikiem Pacem. Stanisław ten, żonaty z Zofią Neronowiczówną Szpilewską, umarł na wygnaniu w Moskwie i zostawił dwóch synów. Starszy Gracjan Michał, wojski rzeczycki, służył pod znakami tak zwanego wielkiego elektora Fryderyka Wilhelma ks. pruskiego i w szturmie pod Szczecinem poległ; młodszym był Antoni Stanisław podkanclerzy litewski.

Wielu Szczuków piastowało urzędy w ziemi wiskiej. Był i Stanisław najprzód podczaszym wiskim, ale odróżniała go od innych Szczuków dostojność sekretarza królewskiego którą piastował, a której tamci nie mieli. Poznał go osobiście bardzo młodego Jan lII. Urodził sie około r. 1654, a już lat 21 mając, w r. 1675 zaczai służyć królowi (Załuski, Epistolae, T. I str. 4337). Znał go i kasztelan krakowski, bogaty Stani­sław Koniecpolski, który królowej Maryi Kaźmirze za pierwsze krzesło w senacie podarował Brody. Z Koniecpolskim był Szczuka blizko i starał się o jego łaskę pańską. Widzimy ze świadectw historycznych, że podpisał się na testamencie kasztelana w Biezczy 22 sierpnia I682 r., razem z Mikołajem Wyżyckim proboszczem wiślickim i Władysławem Silnickim sufraganem wileńskim. (Przyłęcki, Pamiętnik o Koniecpolskich, str. 389).
„Jan III, szacownik godnych subjektów, opowiada Niesiecki, widząc w nim wielkie przymioty, do publicznych go interesów aplikować począł. Wyniosł go regentem kancelaryi koronnej . Rzecz to cokolwiek niejasna. Po dwócii było regentów kancelaryi w Koronie i w Litwie, jeden przy kanclerzu, drugi przy podkanclerzym. Pospolicie sami pieczętarze dobierali sobie regentów, i zwykle świecki brał świeckiego, a duchowny duchownego, O Szczuce nie wiemy jakim był regentem, kancelaryi mniejszej, czy większej, być może jednej najprzód, a drugiej potem. Zdaje się że musiał zostać regentem w r. 1684, po Janie Stanisławie Korzeniewskim i że był przy kanclerzu koronnym Wielopolskim. Na sejmie w r. 1685 już go spotykamy regentem.
Na sejmie tym Szczuka wyznaczony zesłał do komissyi piilyńskiej, która miała roztrząsać prawa szlachty jednego zakątka Kurlandyi, prawa księcia i biskupa inflanckiego, a co najważniejsza, prawa króla (Vol. legum V, 720). Deputatem był również na tym sejmie do konstytucyi z Wielkopolski (tamże str. 763).
W r. 1688 umarł Prażmowski wojewoda płocki, a w jego miejsce poszedł referendarz koronny Bonawentura Krasiński; Szczuka zaś po Krasińskim został mianowany 18 października 1688 r. referendarzem (Sygiilaty ks. 44, Załuski Bpist. hist famil. I, 1063}.
Król życzył sobie żeby następnego sejmu marszałkiem był jego siostrzeniec, podczaszy litewski Jerzy Radziwiłł. Ale wynurzył się z tem niepotrzebnie przed królową Maną Kaźmirą, niechętna dla rodziny męża, kazała zerwać sejmik wołyński, na którym książę starał się o poselstwo. Późno już było rzecz te naprawić, bo czasu nie starczyło. Król życzył wiec u laski widzieć Szczukę. Tutaj znowu niewinnemu upodobaniu bohatera stali na zawadzie Sapiehowie, którzy głośno się odgrażali, że w żadnym razie nie pozwolą na Szczukę. Ale nad wszelkie spodziewanie, kiedy się sejm zgromadził 17 listopada 1688 r., wpół godziny został obrany referendarz marszałkiem (Załuski I, 1064).
Szczęśliwa to była wróżba, że wszystko pójdzie pomyślnie. Kaznodzieja królewski ksiądz Gołębiowski korzystał z okoliczności i rozwodził się w pochwałach dla marszałka, że wybór jego szczęśliwy, bo Szczuka, czyli inaczej Szczupak, (lucius po łacinie), obiecuje przynieść światło narodom {lucern). Ale oszukał sie kaznodzieja. Ledwie Szczuka przywita! króla imieniem izby poselskiej, a już, nie czekając według zwyczaju na pozwolenie, podburzeni posłowie powrócili sami niesfornie do swojej izby i zaczęły się teraz burzliwe posiedzenia, które coraz więcej rozdrażniały rany rzeczypospolitej. Już od lat czterech sejmu nie było dla wojny tureckiej i dla niesforności szlachty, która szafowała hojnie swojem liberum veto. Spraw się nazbierało, a wszystkie były palące. Odkryto spiski panów koronnych przeciwko królowi, z czego wywiązało się śledztwo. Rzeczywiście trudno uwierzyć, że wśród najokropniejszych zamieszań trwał sejm; przebył prawny swój czas sześcioniedzielny, a jednak ciągle się przedłużał, nie dlatego żeby koić namiętności, ale żeby je drażnić. Wreszcie przebrało się cierpliwości oligarchom. Posłowie koronni, przez złość na Sapiehów, pozwolili sobie małych przycinków przeciw Litwie, za to że Wołyń wiele ucierpiał od wojsk hetmana Sapiehy. Uraził się oto niby Szolkowski poseł litewski i za pieniądze neuburgskie zerwał sejm z rozkazu hetmana 31 marca 1689 r. Radziwiłłówna, która miała iść za królewicza Jakuba, poszła za mąż za księcia neuburgskiego, przez intrygi Berlina i Wiednia. Rzeczpospolita, obrażona o króla, chciała jej dobra zabierać; w ostateczności więc hetman, jej stronnik, sejm zerwał, żeby królowi dokuczyć. Na końcu już Dąbrowski podkomorzy wileński obraził biskupa Brzostowskiego w izbie sejmowej. Prymas na trzy dni zamknął za to w Warszawie kościoły. Taka była historya długiego sejmu Szczuki. Pozostał sejm ten tylko w historyi narodowej, nie Voluminach legum, bo według niegodziwego zwyczaju, razem z sejmem zerwanym, przepadały wszystkie uchwalone już na nim konstytucye
Sejm następny w styczniu 1690 r. otwierał Szczuka, jako marszałek starej laski (zagajenie jego 16 stycznia i powitanie króla, dwie mowy w Swadzie Danejkowicza , str. 139 i 295). Wyznaczony był na nim do boku królewskiego, „podczas konjunktur wojny tureckiej” (Volumina łegum, T. V, str. 772).
Po sejmie tym, na którym marszałkował Tomasz Działyński, król wysłał do Królewca dwóch panów koronnych, to jest Hieronima Lubomirskiego marszałka nadwornego koronnego i Szczukę referendarza. Fryderyk margrabia brandeburgski obejmował tron książęcy w Prusiech, ale chociaż sam osobiście od hołdu uwolniony, miał panować na ziemi, która jako własność. Korony była domowi brandeburgskiemu poruczoną w długoletnią dzierżawę, pókiby starczyło pokolenia męzkiego margrabiów. L u b o m i r s k i ze Szczuką jeździli więc odebrać od Fryderyka przysięgę na zachowanie prawa co do Pruss i po hołd jaki margrabia jeszcze królowi był obowiązany z dwóch księstw Lawenburga i Bytowa. Pojechali i po aktach hołdu według instrukcyi, umawiali się z radcami stanu margrabi Fryderyka, Pawiem Fuchsem i Eberhardcm Dunckelmanem, o załatwienie pewnych trudności, jakie płynęły z traktatu weławskiego. Protokół w Królewcu, podpisany 26 maja 1690 r., zawierał w sobie ugodę, na mocyj której zebrać się miała zobopólna kommissya w Gdańsku w listopadzie, dla ostatecznego urządzenia tej sprawy (Załuski II 670).
Miody Szczuka coraz więcej się wyrabiał na wielkiego pana, na ministra. Od króla dostał aż trzy starostwa, jedno grodowe lubelskie, i dwa niegrodowe, wareckie na Mazowszu i wilkijskie w Litwie. Dał mu pan chorągiew husarską jak senatorowi. Zaczął się więc pisać referendarz po pańsku: Szczuka na Radzyniu i Szczuczynie. Nabył słabości innej wieku: zaczął skupywać dobra ziemskie, szukać awulsów czyli części oderwanych od starostw i wyjednywać na skup tych awulsów królewskie przywileje. Miał kasztelan wołyński Zaborowski taki w rękach swoich odpadek od starostwa lubelskiego, dwie wsie Zamborzyce i Wrotków. Wszedł z nim w ugodę Szczuka za pozwoleniem królewskim i nabył obiedwie wioski (w kwietniu i maju.1691 Metr. ks. ał 217 fol. 199–204), Potrzebny mu był i pałac w Warszawie; kupił więc dworzec po Adamie Kotowskim stolniku wyszogrodzkim, narożny pomiędzy pałacami z jednej strony Ottona Fryderyka Felkerzamba wojewody czerniechowskiego na Miodowej, i z drugiej strony dworcem ks. Konstantego Lipskiego, arcybiskupa lwowskiego, od ulicy Długiej. Po tymże Kotowskim skupił części szlacheckie we wsiach Grotkowie i Grotkówku.
Lat kilka trwały te gospodarskie zabiegi. Kupił wtenczas od Berka inflanckiego kasztelana (Władysława Franciszka de Karmiel, pisał się na Szembergu i Zagórach) i od żony jego Konstancyi Wolfówny, Żebry, Ławsk i Ciemiankę w ziemi wiskiej za 40,000 złp. (Metr. ks. 217, fol 291, Sygill. 15 fol. 89, 15 i 16 maja 1695). Jan Nowosielski stolnik podlaski sprzedał mu Sucho wolę, Świerże, Kupinę, Zdunkówkę, i Zbikotów i części w Jeziorach w pow. lubelskim (Metr. 217 fol. 357). Za to części w Grotkowie i Grotkówku sprzedał Szczuka Augustynowi Looci stolnikowi, wyszogrodzkiemu (10 kwietnia 1695 r. Metr. 219 fol. 263). Na stolicę rodziny przeznaczył starodawną Szczuków siedzibę, jeszcze od czasów mazowieckich w ziemi wiskiej; zaczął ją wznosić i zdobić. Król mu dal przywilej 9 listopada 1692 r. w Żółkwi, żeby na tym gruncie dziedzicznym założył miasto Szczuczyn czy Szczuki, opasane walami i kanałami. Pozwolił król Szczuczynowi temu używać herbu i pieczęci, nadał mu prawo niemieckie, z wolnością wydawania wilkierzy stanowienia bractw i cechów, wyznaczył targi, dziedzicowi pozwolił sądzić i karać ludzi na gorącym uczynku złapanych, a przeciw szlachcie używać statutu miasta Torunia (Star. Polska T. l str. 491). Szczuka począł budować zaraz miasto, a że był światłym i chciał szerzyć oświatę, jednocześnie postanowił fundować pijarów w Szczuczynie, bo zgromadzenie to uczone niezmiernie poważał.
Panów to obrażało co robił Szczuka. I niekontenci byli zawsze, gdy między nich wcisnął się, kto z biedniejszej szlachty. Zasada równości szlacheckiej była w ustach, ale nigdy w sercu, w życiu, w obyczajach. Pańskie nawyknienia Szczuki, acz zacnego człowieka, jego materyalna pomyślność, kosztem rządności i pracy nabyta, gniewały pychę. Pan wojewoda podlaski Marcin Oborski, zostawszy marszałkiem trybunału, srodze mu o to dopiekał, kiedy zjechał na kadencyą do Lublina. Zdawało mu się ze starosta tego grodu, a szczególniej Szczuka, powinien zabiegać o jego pańskie względy. Zaczął być wymagającym, tak jak żaden marszałek. Domagał się od kupców dziesięciny z wina i pewnej opłaty od towarów; wprawdzie prawo pozwalało na to, ale marszałek przebrał miarę i znaglił mieszczan że się poskarżyli do króla. Pan Oborski posądzał Szczukę niesprawiedliwie ze mieszczan przeciw niemu zbuntował; ztąd poszły coraz większe osobistości. Przechwalał się że wzrósł na dworze królów, że ich znal aż czterech, a Szczuka tylko jednego; zaczął nicować życie referendarza, że łapał kaduki, że zbierał majątek, nazywał go pogardliwie prawnikiem, może kauzyperdą, szlachetką, bo i pochodzenie małe wyrzucał Szczuce, i. t. p. Prezydent trybunalski przywołał do siebie rządcę starostwa lubelskiego (administratora) i pod niebiosa wychwalając wojewodę, o referendarzu mówił, że nie z laski królewskiej brał swoje urzędy. Szczuka, choć wyrozumiały, niecierpliwił się i pisał jeden list do wojewody, domagając się sprawiedliwości, że od dochodów lubelskich odłączył Gołąb, w którym zwykle przesiadywał. Gdy to nic nie pomogło, pisał do prezydenta z wyrzutami. Odpowiedział mu z wielką gwałtownością prezydent. Szczuka postanowił się bronić w nowym liście do wojewody (26 sierpnia 1694 r.), ale wiele w nim dla nas niezrozumiałych rzeczy. To pewna, że z godnością tłumaczy! się, a skromność jego zawstydzała pychę. Nie chciał się z wojewodą, równać na zasługi, ale przedewszystkiem sprawiedliwość cenił. Miasto Lublin samo się zgłosiło do króla, boć dobrze wiedziało drogę i nie pierwszy to mu raz tak robić wypadło. Królowi jednemu wprawdzie Szczuka służył, ale kaduków od niego nie brał, bo król sam nie lubił tego rodzaju rozdawać starostw. Jeżeli o dworek Kotowskiego idzie, kupił go za własne pieniądze i za wiedzą królewską od dziedziców stolnika. Ma­jątków wielkich zebrać nie mógł. „.Jeżeliś poufały króla przyjaciel, jak sam mówisz, pisał do Oborskiego Szczuka, los widział że lat 19 panu temu ciągle służę, a lat 40 jeszcze nie mam; gdzież był czas zbierać majątek? Ojcowizna moja w Koronie i w Litwie wystarczała mi na ubogie utrzymanie i na służbę królewską. Nie wstyd mi żem się uczył przez 17 miesięcy prawa ojczystego, bo brzydko jest szlachcicowi nie znać praw koronnych” i. t. d. Potem przymówiwszy parę słow o pretensyi urodzenia, Szczuka pisał: „Nieskazitelne, bez zmazy życie moje, gotów jestem śmiercią okupić. Tego tylko nie rozumiem, jak możesz się wasza miłość odwoływać do sądu, do łask, do pamięci królewskiej, kiedy potępiać się zachciało waszej miłości mnie, sługę tegoż samego pana, którego względy sobie zarobić, jest moją najwyższą dumą”? Kończył tem, żeby choć po marszałkostwie chciał sobie wojewoda przypomnieć, że jest równym mu szlachcicem. (Załuski Epistolae, l. 1 str. 1336), Rzeczywiście trudno dalej posunąć wyrozumiałość i zacność, jak posunął ją Szczuka.

Dzięki temu listowi mamy teraz chociaż niedokładną wiadomość o pierwszych stosunkach króla Jana ze Szczuką i wiemy kiedy się rodził.
Bo i to trzeba powiedzieć, że Szczuka był wyjątkowym w swoich czasach człowiekiem. Słuchając pochlebców i dworaków, zdawałoby się że sami znakomici ludzie i wielcy obywatele, żyli w ojczyźnie polskiej, tak samo w XVII, jak w XVIll wieku. Bywało to kiedyś i Polska świeciła narodom; ale minął ten czas piękny i w nieszczęśliwej dobie naszego upadku, coraz ciemniejsze na jaw występowały charaktery. Wszędzie prywata i prywata, a im dalej, tem zuchwalsza i więcej przez to samo szkodliwa. Szczuka zdaje się jakby pomnikiem był szczęśliwszej przeszłości. Nie wiedzieli ci panowie że obrażają męża, co od stu innych więcej był wart zacnością charakteru, wykształceniem umysłu, miłością ojczyzny. Szczuka, była to prawość chodząca: oddałby wszystko w potrzebie dla rzeczypospolitej, i dlatego powtarza w jednej ze swoich mów sejmowych powiastkę o hetmanie Żółkiewskim, który mawiał do jedynaka: „Za największe przykazanie synu miej, byś się miał o jednej zostać wiosce, nie żałuj nic dla ojczyzny, bo to ci Bóg nagrodzi”. (Swada T. I str. 140) . Ale niedosyć na tem. Szczuka był mężem stanu, statystą, jak dawni mówili Polacy.” w całem znaczeniu tego wyrazu. Wymowny i rozumny, odrazu pojmował stanowisko właściwe, oceniał położenie rzeczy. Nie twierdzimy tutaj, żeby wymowny był jako pisarz; w owym czasie; wszyscy haniebnie mieszali łacinę do polszczyzny i mowy Szczuki pod względem języka niczym się nie różnią od całej spółczesnej mu literatury; ale umiał tak jasno rzecz przedstawić, stronę prawną jej tak oznaczyć, miłością ojczyzny, dobrem jej tak objaśnić, że chyba tylko zakorzeniały upór nie przystał na wywody mówcy i nie poszedł za jego przekonaniem. W krótkich słowach wiele, obejmował, żeby czasu naprożno nie tracić (Załuski T. II sir. 76). Nie było dla niego trudności, by zawsze i wszędzie na celu miał ojczyznę tylko. Biskup Jędrzej Chryzostom Załuski nachwalić się Szczuki nie może. W ogromnem dziele swojem, w klerem jest cała historya epoki Jana III i króla Sasa, ile tylko razy wspomina Szczukę,: zawsze robi to z uwielbieniem Nigdy jego nazwiska bez jakiego przymiotnika pochlebnego nie wymienił, najczęściej powtarza o nim: „kochany ten Szczuka, godzien miłości Szczuka, amatus et amandus”.Ile razy o nim w liście kiedy pisał, zawsze w połowie wstrzymywał pióro i przepraszał, że taki skąpy w pochwałach o Szczuce (Epistolae T. lI sir. 76).
Król go serdecznie kochał, a miał i drugiego i trzeciego Szczukę na swoim dworze. Jeden był duchowny, drugi świecki. Lubił król wszystkich tych Szczuków; byliż bo zacni bardzo z nich ludzie. Duchowny, opat paradyski, służył jeszcze Janowi Każmirzowi pieniądz na domy boże obracał i na sprawy miłosierne. Mając względy u króla, tworzył biskupów, a sam biskupstwa przyjąć nigdy nic chciał, aż go nazwane „creator episcoporum”. Świecki Szczuka, brat jego rodzony, Wacław, rycersko służył królowi na wojnach pod Chocimiem, Wiedniem, Parkanami. Jan III dał mu kuchmstrzostwo koronne, starostwo wiskie i wąwolnickie. Opata wreszcie zmusi! do przyjęcia infuły chełmińskiej; ale zacny biskup, jakby tego tylko czekał zmartwienia, zaraz umarł r. 1691. Trzeciego Szczukę, referendarza, król z przyjaźni przed samą śmiercią wyswatał w wielkim już naowczas domu Potockich. Wychowywała się na dworze u pani Stanisławskiej, wojewodziny kijowskiej, pod dozorem matki, młoda sierota, Konstancya Marya Potocka. Była to córka nieżyjącego już Bogusława i Teofili Heleny i. Kurozwęk Męcinskiej. Miała jednego brata, Andrzeja starostę jabłonowskiego (a). Nad sierotą czuwało oko matki i pani wojewodziny kijowskiej, która także była Potocka z domu, jakoteż Feliksa Potockiego, wojewody krakowskiego. Trzeba wiedzieć że pani Stanisławska wszystko znaczyła u królowej Maryi Kazimiry. Jan III w to właśnie uderzył i małżeństwo Szczuki z panną Konstancyą ułożyło się dobrze. Wojewo­dzina kijowska była chora, dlatego król do niej ze­słał sekretarza z metryką koronną, dla spisywania układów przedślubnych (5 lutego 1695). Wziął Szczuka po żonie w gotowce i wyprawie 70,000 i drugie 70,000 złp. w posagu, razem 140.000. Zapisali sobie oboje dożywocie nawzajem na wszystkich dobrach ru­chomych i nieruchomych. Wojewodzina kijowska osobno na św. Jan obiecała Szczuce wypłacić 3,000 talarów cesarskich. (Metr. ks. 217 fol. 260). Zdaje się, ze miasteczko Budzanów, w ziemi halickiej, do posagu należało, bo Szczuka później w niem wyrabiał jarmarki i targi (21 marca 1702, Syg. 15, 173).
Król ze swojej strony, nagradzając Szczuki; za służbę wojskową, za rady zacni’ i poselstwa które odbył, jako posag nadał mu obszerne włości za Dnieprem. Były to dobra lenne po Janie Piaseczyńskim, staroście nowogrodzkim, i obejmowały kilkadziesiąt miast, wsi i osad; Uście nad Desną, Uście nad Ple­śnią, SieNialyńce, Jaklice wyższe i niższe, Kniażycka włość i. t. d. (Metr. ks. 219 fol. 51). Nadania te były właściwie jakby biskupstwem in parlihus infidelium, dawaly tytuł, nie używanie, i mogły zdać się na co w przyszłości, bo rzplita Digdy się nie wyrzekała strat swoich. Byłby Szczuka bogaty, gdyby to wszystko posiadał.
Nie darowali i teraz Szczuce panowie. Hetman Stanisław Rewera Potocki, był rodzonym bratem dziada młodej pani referendarzowej, hetmanowie Andrzej i Feliks Potoccy stryjecznemi braćmi jej ojca. Panowie zemścili się za to pokrewieństwo wierszowanym paszkwilem. Chociaż wrękopiśmie w którym ów płód dowcipu znaleźliśmy, powiedziano, że Siuszkowa wydala pannę zamąż, ale objaśnienie te to była woje­wodzina kijowska, ochmistrzyni królowej nad frauencymrem, wskazuje ze tutaj mowa o Stanisławskiej. Szczukę nazywają tam szczupakiem, szczupaczkiem, to jest drobnem, niepozornem stworzeniem. Ślub dawał sławny Witwicki, biskup poznański, ten sam co Łyszczynskiego na stos prowadził, w nadziei że otrzyma kapelusz kardynalski. Dostało się za to i jemu, w paszkwilu występuje jako ateista.
Szczuka, powiedzieliśmy to, kochał pijarów, więc się w paszkwilu i bursakom dostało. W istocie, podpisując układy przedślubne ze swoją przyszłą, kończył budowę kollegium w Szczuczynie, i pijarom warszawskim, których był sąsiadem na ulicy Miodowej, zapisywał opłaty corocznej złp. 700 od kapitału 10,000 który im podarował, a który oparł na swoim pałacu warszawskim (Metr. ks. 217).
Król zapisem Katarzyny Jagiellonki wsparł jego fundacyą szczuczyńską. Królowa ta, matka Zygmunta III, zostawiła wieczny fundusz na wychowanie dwóch młodzieńców szwedzkich, katolików, w szkole brunbergskiej llozyusza, chcąc ażeby się wyćwiczyli w języku polskim i niemieckim; gdyby zaś zabrakło w Polsce takiej młodzieży, pozwoliła swój zapis na inny Użytek pobożny obrócić. Po przerwaniu związków Polski ze Szwecją, król Jan fundusz ten przeznaczył na wychowanie młodzieży podupadłych rodzin, mianowicie Szczuków h. Grabie.
Następują czasy bezkrólewia po Sobieskim.
Szczuka na sejmie konwokacyjnym występuje w roli do której nawykł, pośrednika między stronami. Powstał spór o marszałka i allernatę prowincyi. Podał sposób, żeby na ten raz zaniechać kolei trzech narodów i obrać najgodniejszego ze wszystkich, Małopolanina, Wielkopolanina lub Litwina. Szkoda było czasu, a elekecya marszałka mogła się przeciągnie na długo, więc i na to Szczuka znalazł sposób. Radził ażeby posłowie na ten raz bez obrania marszałka łączyli się z senatem. Były to wszystko nowości, ale sejm miał zawiązać się w konfederacją, a w konfederacji większością głosów mogło się to wszystko utrzymać. Może w tych wnioskach Szczuki przebijała zdaleka myśl reformy sejmowej. Bądź co bądź, ślepy upór tryumfował; posłowie bali się żeby nowość nie przeszła w zwyczaj, tak się lękali urządzenia swojej wolności, a najwięcej Litwini nastawali na projekt, i według dawnego zwyczaju Stefan Humiecki obrany został marszałkiem (Załuski, Epistolae II, 76, 77).
Zadziwiło to wszystkich, kiedy Szczuka powstał na sejmie przeciwko Maryi Kazimirze. Dowcipnie i stanowczo obalał wywody przyjaciół królowej; (tamże str. 84). Sejm go wyznaczył z wielu innemi senatorami i posłami do obmyślania „wszelkiej przystojności” przy ciele królewskimi) (Vol. legum V, 845).
Na elekcją stawały województwa pospolitem ruszeniem. Szczuka, obrany pułkownikiem ziemi wiskiej i posłem, prowadził swoich pod Wolę. Nie podobał mu się zgiełkliwy i gwałtowny sposób w jaki obierano marszałka, ale czekał aż na niego nadeszła kolej głosowania. Groził karą bożą swawoli, przymawiał ambicji gorących spółzawodników. Wreszcie glos swój oddał Kołobudzkiemu, sędziemu inowrocławskiemu, mężowi staropolskiej cnoty (II, 334). Jako człowiek na zimno, rozsądnie biorący rzeczy, nie łudził się i podpisał elekcją Augusta IIgo z ziemią wiską, pierwszy po kasztelanie Floryanie Drozdowskim (Vol. legum V, sir 938). Dnia 6 lipca obrany do boku Stanisława Dąbskiego, biskupa kujawskiego, który grał rolę prymasa (tamże str. 989).
Na koronacją do Krakowa pojechał. Gdy tam jedni radzili, ażeby sejm przenieść do Warszawy wbrew prawu, a inni ażeby go limitować, Szczuka myślał tylko o tern, żeby jaknajprędzej ojczyzna skończyła to przesilenie, które ją tyle kosztowało spokojności. Podane projekta przedłużałyby do nieskończoności stan gorączkowy; dlatego śmiało stanął przy prawdzie i rzekł: „Śmieszny byłby łaziebnik, który widząc wchodzących do łaźni, prosiłby ich ażeby się kąpali, boć łaźnia jest dla kąpania się. Tak śmieszni byliby i posłowie, którzy zjechali się dla sejmu koronacyjnego, gdyby siebie uczyli, że sejmować powinni. Łamać prawa nie wypada, przeciągać przesilenia nie można, a trzeba sejm odbyć w dwóch tygodniach, wedle zwyczaju, ogłosić króla ukoronowanego, wymódz na nim zatwierdzenie praw i wolności, a wszystko inne odłożyć na czas dalszy. Król powinien złożyć sejm pacyfikacyjny i exorbitacyjny, przeciwników swoich nie znieważać, a owszem szukać zgody z niemi, bo nieprzyjaciel każdy, choć bezsilny, może być chytry”. Koniecznie nalegał na obranie marszałka. Sejm się utrzymał może za sprawą Szczuki (II, 439).
Zdawało się wszystkim, że królowa wdowa Marya Kaźmira Sobieska w szczególnych stosunkach przyjaźni zostaje z królem. Widziano jak częstooboje z sobą długo rozmawiali. Szczuka nie narzucał się królowi, ale przez wdzięczność dla Sobieskich, służył Maryi Kaźmiirze. W bezkrólewiu powstawał na jej przesadzone i nieprawne pretensje, teraz całe jego spólczucie miała upadła wielkość. Ta okoliczność zbliżała Szczukę do króla. Ludzie mówili że Szczuka w ła­skach; były tego nawet pewne dowody: August II trzymał mu z Maryą Każmirą w Warszawie syna do chrztu na zamku. Pokazało się przecież niedługo, że król tylko politykował ze Szczuką, że mu nie wie­rzył; widział w nim zbyt gorącego stronnika Sobieskich. Położenie Augusta IIgo w Polsce nie było je­szcze do zazdrości: rokosz w Łowiczu mógł jeszcze wiele trudności podnieść, Litwa wrzała niepokojem. Dlatego król chciał coprędzej złożyć sejm pacyfikacyj­ny, dla pogodzenia się z Kontystami. W lutym mówiono raz o kandydatach na marszałkostwo tego sejmu, i biskup Załuski wymienił nazwisko Szczuki, jako człowieka jedynego do kierowania sprawą naro­dową, wpośród szczególnie trudnych okoliczności. Król zaraz się odezwał na to, że nie chce Szczuki, bo za zbyt często bywa na pokojach Maryi Kaźmiry i ztąd jego przyjacielem być nie może. „Uderzono na niewinność, opowiada Załuski, ale jej nie złamano.”
Z tego wypadku przekonali się ludzie, że nie jest tak dobrze pomiędzy królem a Maryą Kaźmirą i że Marya Kaźmira zawieie ceniła swój wpływ na króla. Jasno też było że Augusta II otaczały już intrygi i osobistości, które miotając potwarzą, siliły się rzucaniem podejrzeń owładnąć umysł pański. Przed temi złemi ludźmi nawet cnota Szczuki ostać .się nie mogła (Załuski t. II str. 518).
Zebrał się więc sejm pacyfikacyjny w kwietniu; ale zaledwie go zagaił marszałek starej laski Zawija, Litwini, składając się instrukcjami, rzucili veto. Chcieli sejmu konnego i naprawy exorbitancyj, według paktów konwentów, Zawisza, Szczuka i drudzy posłowie myśleli że opamiętają szalonych. Innego dnia chorąży oszmiański, poseł nalegaj na marszałka, żeby żegnał izbę, co byłoby prawnem zamknięciem sejmu. Szczuka znowu wstrzymał pożegnanie i przewlekał posiedzenie, w nadziei że się opamiętają, Litwini ale nic nie pomogło i sejm się rozszedł z niczem. (Załuski t. II str. 557, 599) .
Król, nie pogodziwszy się z rzplitą, pośpieszył do obozu na Ruś Czerwoną, bo zagrażało z tej strony niebezpieczeństwo od Tatarów i Turków; wybierał się na wojnę odbierać Kamieniec. Szczuka udał się za królem, aby naocznie widzieć, że hetmani z biskupem kujawskim, pana takiego obierając, dali w rękę miecz szalonemu. Było to na jesieni, we wrześniu. Król po drodze na Ruś upijał się, wymyśla! na Polaków; Sasi naszych rozbrajali i bili. Gorzej było w obozie pod Brzeżanami gdzie król niby wojsko koronne i litewskie przeglądał, a z hetmanom Jabłonowskim się skłócił, i z litewskim Sapiehą, tajnie się porozumiewał. Nikogo słuchać nie chciał; wojsko polskie burzyło się na niesłychane zuchwalstwo i rozpustę Sasów i często w obozie z tego powodu wybucham zamieszanie. Królowi radzono, aby swoich Niemców pohamował. Gdy to nie pomogło, Michał Potocki starosta krasnostawski obił w namiocie królewskim Przebendowskiego wojewodę malborgskiego, jako jednego z ministrów i doradców królewskich. August niezmiernie się rozgniewał na wojsko. Hetmanowie zeszli się na radę i wysłali do niego Szczukę. Miał referendarz wytłumaczyć królowi, że owo zajście nie obraza go osobiście, że starosta krasnostawski poniesie karę że nie przystoi ani przez wzgląd na sprawiedliwość, ani na powagę królewską, żeby za przewinienie jednego, pan gniewał się na całe wojsko. Znalazł referendarz przy królu kilku panów polskich złowrogiego spojrzenia; ci i jemu i hetmanowi popsuli sprawę, bo radzi byli sami łowić ryby w mętnej wodzie. Wrogi hetmanów, zdrajcy ci uprzedzili króla, że dojrzewa na niego spisek w wojsku koronnem, o czem wie dobrze i referendarz, ale znajduje się w niem także większość poczciwa, która gotowa przynieść królowi w ofierze głowę referendarza. Krzywo więc spojrzał August na przychodzącego Szczukę i ledwo tylko wyrzekł te słowa:
— Wy Polacy co innego mówicie, a co innego robicie.
— Zrobim wszystko, odpowie na to Szczuka, co W. K. Mość rozkaże.
Król zaczął się wtedy odgrażać:
—To czcze słowa, że Potockiego ukarzecie; co mi po nich? Przynieś mi to na piśmie od hetmanów.
To mówiąc, odesłał go, w nadziei że już Szczuka nie wróci. W myśli albowiem królowi było, że wojsko, jak to obiecywali zdrajcy, skoro się wśród niego referendarz ukaże, głos podniesie i wyrok na nim doraźny śmiercią wykona. Posyłał więc Szczukę król prosto na zgubę. Zacny człowiek ani się lego domyślał. Przyszedł do obozu i opowiedział hetmanom co z królem mówił, licz zwłoki czasu napisali zaręczenie hetmanowie, że Potockiego sądzić będą i ukarzą. Późno już w noc powraca Szczuka do króla z pismem. Zdziwił się August kiedy go zobaczył Kazał natych­miast wyjść z namiotu swoim generałom niemieckim, sam pozwijał mapy jakie były na stole i zapylał się Szczuki:
— Czyś zdrów? nie spotkał cię jaki wypadek?
Referendarz się zdumiał.
— To W. K. Mość na toś mnie posyłał do obozu, zapytał, abym nie wrócił żywy?
Król bąkał coś niewyraźnie i domyślił się że wpadł w zasadzkę. Szczuka, pomiarkowawszy o co chodzi, zaczął mu otwierać oczy, a kiedy jeszcze pismo hetmańskie pokazał, król struchlał; ale opamiętawszy się, czulej i poufałej zaczął rozmawiać ze Szczuką. Kiedy jednakże rozmowa zeszła na wojsko, król się tak bardzo uniósł, iż rzekł że dla samego starosty krasnostawskiego postanowił znieść wojsko kor. Dodał że naradzał się właśnie o tem z generałami swoimi, których tu Szczuka przed chwilą widział. Król August, o mil sto od Drezna i Saksonii, w głębi Rusi, w obozie polskim, z garstką swoich Niemców, chciał na i wojsko narodowe uderzyć Niebyła to fantazja: owszem, król radził na zimno jak zrobić to szaleństwo bez granic. W szczególnej chwili serdeczności wynurzał i się Szczuce.
– Jeżeli nie wierzysz, mówił do niego, patrz oto narysowane szeregi moich Niemców (tu pokazywał mu kartę) jak rozpoczynać maja, bitwę. Jedną tylko miałem trudność, kogo postawie naprzeciw waszych hussarzy czy moich pancernych, czy piechotę?
Szczuka ledwie mógł ukryć swoje zadziwienie i przestrach; ta lekkomyślność królewska przechodziła wszystko na świecie, co mógł sobie wyobrazić Zaczął przemawiać do Augusta łagodnie, rozumnie, starał .się wrócić mu przytomność, ale napróżno: król się upierał. Więc Szczuka ostatniego użył dowodu.
— Toć niepodobna, ażebyś W. K. Mość posunął i się tak daleko, bez jakiegoś porozumienia się z jednym lub z drugim z wojska koronnego. Komuż tak bardzo wierzysz W. K. Mość. Co do mnie, jestem tak i wiernym sługą W. K. Mości, jak nikt może, ale wyznam śmiało prawdę, bo zawsze i wszędzie mówić ją trzeba: jeżeli zobaczę że W.K.Mość występujesz i do bitwy z naszem wojskiem, przez samą miłość ojczyzny opuszczę W. K. Mość i pójdę do swoich. Wolno się na mnie gniewać i niegniewać. Groź mi W. K.Mość czóm chcesz, pogróżki spełniaj w tej chwili, nic innego W. K. Mości obiecywać nie mogę i ostrzegam, że pod tym względem wszyscy Polacy tak samo jako ja myślą.
Król jeszcze się nieco srożył, aż w zapale wynurzeń się powiedział, że ma tajne porozumienie się z hetmanem litewskim Sapiehą. W razie bitwy, hetman obiecał przejść na stronę królewską przeciw koronnym wojskom. Na to Szczuka:
Wierzyc nie mogę, żeby wojewoda wileński takie dawał obietnice W. K. Mości. Tyle wierzę jego przywiązaniu do ojczyzny, że głowę moją w zakład W. K. Mości daje, że nie jest tak.
Całą noc strawili na tych radach król z referendarzem. Dniało już, kiedy Szczuka wracał do obozu. Po drodze spotykał ruch niezwyczajny, rycerstwo prowadziło gęsto konie.
– Co to jest co robicie? pytał się referendarz.
– Będziem się bić z Sasami, wesoło odpowiadało rycerstwo.
I w istocie, oprócz hetmanów, którzy nigdy nie przypuszczali żeby się król tak daleko zapomniał, całe wojsko marzyło tylko o boju.
Król wyszedł do swoich z namiotu i pojechał na miejsce z którego mógł widzieć bitwę. Nie wiedział o tem, że dnia poprzedniego Sapieha odszedł od obo­zu na trzy mile ku bitwie. Nie zastawszy sprzymierzeńca, zaczął się rzucać, zębami zgrzytać, palce swoje kąsał ze złości, wymyślał na czem świat stoi na Sapiehę, na Polaków, na wszystkich. Mimo to kazał wystąpić w szyku bojowym swoim Sasom. Przybiegł referendarz, a z nim dwaj królewicze Sobiescy Ale­ksander i Konstanty. Prosili, błagali, przedstawiali August coraz więcej szalał ze złości. Widząc że niema co robie, Szczuka odchodząc rzekł podniesionym głosem:
— W K. Mość zgubisz nas i siebie; my Polacy nie obraziliśmy tak boga, ażeby nas wojsko twoje zwyciężało.
Ta pogróżka skutkowała: Szczuka cnotą swoją pokonał nikczemne intrygi. Król rozmówił się z księciem wirtembergskim i powrócił do namiotu, a Flemminga posłał dla wstrzymania Sasów. Sami generałowie niemieccy byli kontenci, że tak się skończyła sprawa, która najokropniejszemi zawikłaniami groziła Polsce. Książę wirtembergski dziękował za to Szczuce: prowadząc go przez pole, wskazywał miejsce z którego ruszyli się Sasi i to którego doszli idąc przeciw Polakom. Książę dowodził referendarzowi, że to nie czcza pogróżka by ta ze strony króla, ale naprawdę pomysł szalony. (Załuski T. II str. 635—7, Otwinowski).
Myśl sama kieruje się ku tym dawnym wypadkom i zastanawia się, kombinuje: cóżby to było, gdyby do starcia się naprawdę przyszło? Król zginąłby ze swojemi, zgorszenie w Europie byłoby ogromne, dla Polski nastąpiłoby nowe przesilenie, namiętności, zawikłania by przybyło. Nieszczęście jak chmura zawisło nad Polską. Zacny Szczuka rozegnał tę chmurę. Innyby nie miał jego zacności, lub może jeszcze, jak owi zdrajcy co króla podmawiali. cieszył się z zamieszania. Wielka szkoda, że nam Załuski nazwisk tych panów nie podaje, dla przestróg i razem pogardy potomstwa.

(a) Niepewnie wystawiona te stosunki rodzinne w Niesieckim, wyd. Bobrowicz t. VII str 449. Nie ma zaś nic o Konstancyi w Kossakowskim, Monografie II.
(Dalszy ciąg nastąpi)

1231 Ogólnie 2 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Była taka drużyna

Była taka drużyna  Mowa tu będzie o jednej drużynie skautowej. O drużynie imienia Tadeusza Kościuszki (w Łomży). Powstanie jej i pierwsze lata jej życia noszą w mych wspomnieniach[...]