Bank Polski

Bank Polski

Z dniem 31 października 2002 roku, po 84 latach działalności, przestała istnieć w Łomży jedna z bardziej zasłużonych dla miasta instytucji. Instytucja, która od początku wieku, obok swoich zadań statutowych, jako pierwsza wprowadzała w Łomży takie osiągnięcia techniki jak prąd elektryczny z własnej elektrowni, bieżącą wodę, kanalizację, centralne ogrzewanie, czy oczyszczalnię ścieków. Przez cały czas swojego istnienia wspierała też działalność społeczną i kulturalną na Ziemi Łomżyńskiej. Myślę więc, że warta jest przynajmniej tego skromnego wspomnienia.

Bank Polski, jako bank emisyjny z siedzibą w Warszawie, założył w 1828 roku Ksawery Lubecki. Bank emitował bilety bankowe (banknoty), finansował przemysł, handel i budowę kolei na ziemiach Królestwa Polskiego. W 1886 roku jego działalność przejął rosyjski Bank Państwa. Pod zaborem rosyjskim powstały też kasy oszczędności.

Jak podaje ta zachowana dwujęzyczna broszura: „……Rząd zakłada kasy oszczędności, aby ludziom, zwłaszcza niezamożnym, ułatwić robienie oszczędności… a prawo o kasach oszczędności nadaje im nazwę „Państwowych”, ponieważ skarb całkowicie odpowiada za złożone w nich pieniądze……”

 

Bank Państwa i Kasy Oszczędności miały swoje oddziały również w Łomży. Zaprzestały działalności wraz z końcem zaboru rosyjskiego na Ziemi Łomżyńskiej.

W latach 1910 – 1912 wybudowano przy ul Dwornej siedzibę Rosyjskiego Banku Państwa według projektu inż., arch. Feliksa Nowickiego, który to budynek, przechodząc różne modyfikacje wnętrz, istnieje do dzisiaj.

Po odzyskaniu niepodległości w Łomży działały w zasadzie cztery banki: Polska Krajowa Kasa Pożyczkowa, Kasa Przemysłowców, Komunalna Kasa Oszczędności i prywatny Bank Żydowski, którego właścicielem był niejaki Szereszewski.

Potocznie Kasę Przemysłowców nazywano „Bankiem Ceberta” (dyrektorem był p. Cebert), a Bank Żydowski – bankiem Szereszewskiego. Później, po śmierci dyr. Ceberta, Kasa Przemysłowców zakończyła swoją działalność, a Polska Krajowa Kasa Pożyczkowa, przekształciła się w powstały w Warszawie w 1924 roku, jako spółka akcyjna – Bank Polski.

Bank Polski przejął rolę jaką pełnił podczas zaborów rosyjski Bank Państwa, a rolę kas oszczędności dla ludności – Komunalna Kasa Oszczędności (KKO) i Pocztowa Kasa Oszczędności (PKO).

Tak się złożyło, że wszystkie te instytucje finansowe zgromadziły się na jednej ulicy – Dwornej i to obok siebie: Kasa Przemysłowców pod Nr 10 (obecnie budynek sądów), Bank Polski pod Nr 12, a dla KKO dyrektor Bielicki (ojciec Hanki) zakupił budynek przy ul Dwornej 14. Na przedłużeniu tejże ulicy, w budynku poczty przy pl. Pocztowym, mieściła się Pocztowa Kasa Oszczędności.

Posesja Banku Polskiego była, w pewnym sensie, miastem w mieście. Jeszcze w pierwszych latach trzydziestych ubiegłego wieku, funkcjonowała, obsługiwana przez słynnego pana Kupidłowskiego, własna, bankowa elektrownia, napędzana „pykającym” silnikiem spalinowym, przy której znajdowała się obszerna akumulatorownia, zapewniająca bankowi całkowitą niezależność od dość kapryśnej techniki miejskiej. Elektrownia zakończyła swoją działalność w połowie lat trzydziestych, ale jej budynki (po lewej stronie podwórka) istniały jeszcze w latach 90-tch, pod koniec których rozpisano przetarg na ich rozbiórkę. Miał też bank bieżącą wodę z własnego ujęcia i centralne ogrzewanie. Każde mieszkanie posiadało w kuchni bieżącą wodę i zlew, normalną ubikację i oddzielną łazienkę z zimną wodą, oraz węglowym piecem, który był wykorzystywany do grzania wody na kąpiel.

Obszerne, brukowane, podwórko (widoczne na fotografii) było ograniczone od frontu budynkiem głównym, z lewej strony budynkami Komunalnej Kasy Oszczędności, z prawej budynkami gospodarczymi (o czym wyżej), a z tyłu ogrodem, w którym, po jego lewej stronie, stał jednopiętrowy dom z mieszkaniami dyrektorów.
Na parterze mieszkał dyrektor, a na piętrze – wicedyrektor. Oni też byli w zasadzie użytkownikami ogrodu, do którego czasami miały wstęp również dzieci mieszkających na miejscu pracowników.

Na wprost bramy znajdował się jeszcze jeden budynek, parterowy, w którym mieszkał dozorca z rodziną, znajdowała się pralnia z dużym piecem „chlebowym”, a w podziemiach – piwnice lokatorów. Pomiędzy tym domem a bramą, była ……oczyszczalnia ścieków. A jeśli uświadomimy sobie, że było to prawie sto lat temu, możemy śmiało powiedzieć, że Bank Polski był prekursorem techniki i ochrony środowiska w Łomży.

Na tej obszernej posesji właściwym celom bankowym służyło jedynie drugie piętro budynku frontowego z obszerną „salą operacyjną”, gabinetami dyrektorów i skarbcem. Parter, lub jak kto woli, wysokie suteryny, od strony ulicy zajmowały podręczne pomieszczenia gospodarcze, a od strony podwórka mieściły kotłownię i mieszkanie najstarszego rangą woźnego – pana Filody. Pan Filoda, ubrany w elegancki mundur, otwierał o godz. 8 rano drzwi wejściowe banku i przez cały czas urzędowania, to jest do godziny 15-tej, znajdował się na „sali operacyjnej”. Po zamknięciu drzwi wejściowych, wieczorem i w niedziele (soboty były normalnymi dniami pracy do godz. 14-tej), pan Filoda obchodził, w określonych godzinach, pomieszczenia bankowe i sprawdzał ich zabezpieczenia. Używał do tego celu tajemniczego zegara, który nosił na długim skórzanym pasie. Zegar ten bardzo przypominał duży barometr. Cała tajemnica polegała na tym, że wewnątrz zegara znajdowała się specjalna papierowa tarcza, umieszczana tam przez wicedyrektora banku (on też posiadał wyłącznie klucz do otwierania zegara celem wymiany tarczy). Na terenie banku, w określonych miejscach, które miały być szczególnie kontrolowane, np. przedpokój skarbca, drzwi wejściowe i tp. znajdowały się, w specjalnych schowkach, odpowiednio oznakowane kluczyki. Kontrolujący musiał każdorazowo, będąc w pomieszczeniu, włożyć taki kluczyk do zegara i przekręcić go. Wówczas na tarczy z godzinami odbijała się cyfra odpowiadająca kontrolowanemu pomieszczeniu. W ten sposób wicedyrektor, po wyjęciu z zegara papierowej tarczy, odczytywał, o której godzinie i w jakim pomieszczeniu przebywał kontrolujący zabezpieczenie banku, pan Filoda.

Pierwsze piętro budynku (przez niektórych uznawane za wysoki parter, szczególnie od strony podwórza) zajmowały mieszkania pracowników. Dwa, usytuowane pod „salą operacyjną”, miały po trzy pokoje z kuchnią w amfiladzie. Jedno, od podwórza, zajmowała w okresie międzywojennym, rodzina Smurzyńskich, drugie, od ulicy, rodzina Czerwonków. Każde z tych mieszkań miało tzw. „wejście od frontu”, które niestety, mogło być użytkowane tylko przez kilka godzin w ciągu dnia powszedniego, to jest wtedy, kiedy otwarte były drzwi wejściowe do banku. Dlatego prawdziwym wejściem było to „od kuchni” (istotnie wchodziło się bezpośrednio do kuchni), a więc od tylnych schodów wychodzących na podwórze. Trzecie, mniejsze mieszkanie, znajdowało się nad bramą (nie pamiętam kto je zajmował).

Na wprost schodów, z oknami na ulicę, było specjalne, dwupokojowe pomieszczenie „Zrzeszenia”. Było to pomieszczenie, które dziś określilibyśmy jako „klubowe”. Była tam mała salka konferencyjna, biblioteka, oraz ewentualne miejsca noclegowe, wykorzystywane przez przyjeżdżających zarówno służbowo, jak i prywatnie, gości. Było to pomieszczenie „Zrzeszenia Pracowników Banku”, a więc, w dzisiejszym pojęciu – związku zawodowego. I tu ciekawostka – w 1920 roku bolszewicy w pomieszczeniach „Zrzeszenia” uwięzili ks. biskupa Romualda Jałbrzykowskiego, późniejszego, pierwszego ordynariusza diecezji łomżyńskiej. Przez cały okres więzienia, jedzenie ks. Biskupowi, nosił codziennie mały chłopiec, Mieczysław Kłoskowski, syn, mieszkającego na III piętrze, pana Wiktora Kłoskowskiego, głównego kasjera Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej w Łomży. Mieszkanie państwa Kłoskowskich, znajdujące się nad „ salą operacyjną”, od strony podwórza (w latach 90-tch będące siedzibą NBP w Łomży), po odejściu pana Kłoskowskiego na emeryturę i wyjeździe z Łomży, zajmował pan Jasiński z rodziną

W budynku dyrektorskim mieszkał dyrektor Cybulski z żoną i synem Jankiem (drugi, starszy, studiował w Warszawie) i wicedyrektor – przybył bodajże w 1938 roku, nie pamiętam nazwiska – który imponował nam tym, że, jako jeden z niewielu w Łomży, był posiadaczem własnego auta – opla-olimpii. Koło pralni mieszkał dozorca, pan Karaluch z żoną i dwiema córkami. Oprócz normalnych czynności dozorcowskich, pan Karaluch, razem z panem Filodą, uzbrojeni w karabiny, pod dowództwem pana Jakubowskiego, od czasu do czasu, udawali się na stację kolejową. Było to wtedy, kiedy nadchodził pociąg, który przywoził skrzynki z pieniędzmi. Skrzynki te ładowano na zaprzężony w jednego konia wóz, woźnica (zawsze ten sam) siadał na koźle i stępa ruszał w drogę. Po dwóch stronach wozu, jezdnią, kroczyli ze swymi karabinami na pasach, panowie Filoda i Karaluch. Droga prowadziła od dworca kolejowego, poprzez Aleje Legionów, Sienkiewicza, do Dwornej, późniejszej Pierackiego. Kiedy konwój wkraczał na podwórze banku, bramę zamykano na klucz i skrzynki przenoszono tylnymi schodami do skarbca.

Niewiele mogę powiedzieć o toku pracy bankowej. Ale wiem, że wszystkich panów obowiązywały ciemne garnitury i krawaty, woźnych – granatowe mundury, w których chodzili nawet w niedziele i święta, a Panie czarne fartuchy z dopuszczalnymi kolorowymi kołnierzykami, ewentualnie spiętymi broszką

Fragment zbiorowego zdjęcia pracowników Banku Polskiego w Łomży, wykonanego w 1938 roku, a odnalezionego w śmieciach Gestapo w 1943 roku. Od lewej stoją: Antonina Smurzyńska, pan Jakubowski, pan Karaluch, pan Filoda. Siedzą ( od lewej) – dyr. Cybulski ( widać tylko część głowy). NN – wicedyrektor, pan Jasiński, pani Maria Wolfke.

Nie pamiętam już wszystkich pracowników banku z 1939 roku, ale nie było ich zbyt wielu. Oprócz wspomnianych już wyżej lokatorów posesji przy ul. Pierackiego 12 (bo taki był ostatni, przedwojenny adres Banku), pracowała jeszcze pani Maria Wolfke i wspomniany już pan Jakubowski. Oboje mieszkali na mieście. Każdy pracownik obejmując stanowisko pracownika Banku Polskiego składał ślubowanie i otrzymywał legitymacje służbową.

Praca w Banku Polskim była wysoko ceniona, a pracownicy tej instytucji cieszyli się dużym autorytetem społecznym. Odpowiednio wysokie były też zarobki. Pracownik Banku Polskiego zarabiał wielokrotność wynagrodzenia wypłacanego pracownikom tej samej kategorii w innych instytucjach. Ściśle przestrzegana była hierarchia służbowa. Oprócz dyrektorów, w grupie pracowników umysłowych wyraźnie oddzielano młodszych biuralistów od starszych – urzędników, a każde przejście do wyższego szczebla służbowego było potwierdzone odpowiednia nominacją.

Wygląd samej „sali operacyjnej” nie wiele się po wojnie zmienił. Przybyły tylko dwie dodatkowe kasy na końcu sali i kabina na środku. Późniejsze przejście (w latach 90-tch) do siedziby NBP, było przed wojną przejściem służbowym dla pracowników. Drzwi te były stale zamknięte i otwierane przez woźnego tylko na dzwonek

Bank dbał o swoich pracowników. Mieli nie tylko, jak na owe czasy, wysokie pensje, ale byli też przedstawiani do odznaczeń państwowych. Posiadali także tzw. „fundusz zwrotny”, który można by dzisiaj określić jako coś pośredniego pomiędzy funduszem emerytalnym a kasą zapomogowo-pożyczkową. Każdy pracownik co miesiąc wpłacał odpowiednią sumę na ten fundusz, który, oprocentowany, otrzymywał przy przechodzeniu na emeryturę. Była to zazwyczaj poważna kwota, wystarczająca niekiedy np. na zakup, lub wybudowanie własnego domu. W razie jakiejś potrzeby pracownik mógł także z tego funduszu zaciągnąć krótkoterminową pożyczkę.

Pracownicy Banku Polskiego byli w pewnym sensie pracownikami placówki o charakterze strategicznym. Obowiązywało ich specjalne przeszkolenie – dla mężczyzn zajęcia typowo wojskowe, a dla kobiet i młodzieży (dzieci pracowników) – przeszkolenie obronne. Wszyscy byli też zaopatrzeni w maski przeciwgazowe (dzieci również) i broń (mężczyźni) złożone w specjalnym magazynie banku i wydane w dniu ogłoszenia mobilizacji.

W planie mobilizacyjnym pracownicy byli podzieleni na dwie grupy: Pracownicy – kobiety i rodziny stanowiły tzw. „pierwszy rzut wycofania”. Drugi – to wszyscy pozostali mężczyźni. Z uwagi na szybko przesuwający się front, drugi rzut wycofania opuścił Łomżę już w pierwszej dekadzie września 1939 roku (pierwszy wyruszył z miasta 2 września).

Po powrocie z wojennej tułaczki (o czym pisałem w innym miejscu) w październiku 1939 roku, dyrektor Cybulski uruchomił oddział banku i ci z pracowników, którzy wtedy znaleźli się w Łomży, normalnie przychodzili do pracy. Nie trwało to jednak długo. Wkrótce NKWD aresztowało dyr. Cybulskiego (razem z dyr. Bielickim z KKO), pracownikom zabroniono przychodzić do pracy, a wszystkim mieszkańcom budynku bankowego polecono opuścić zajmowane mieszkania. Tak zakończył swoją działalność Oddział Banku Polskiego w Łomży.

Nie znam wojennych losów wszystkich pracowników Banku. Wiem, że nie wszyscy powrócili po ewakuacji do Łomży, pan dyrektor Cybulski zginął zamordowany albo w więzieniu w Mińsku, albo na Kołymie. Moja Mama, jako zakładniczka łomżyńskiej inteligencji, została rozstrzelana przez Gestapo razem z mężem, a moim Ojcem, w lesie jeziorkowskim w dniu 15 lipca 1943 roku. Ja ocalałem przypadkowo.

I na zakończenie warto podać, że:

Bank Polski w 1939 roku wywiózł zapasy złota za granicę i początkowo miał swoją siedzibę w Paryżu. Następnie przeniósł się z całym majątkiem do Londynu, skąd, wraz z zapasami złota, powrócił do kraju w 1946 roku. Działalności, w związku z powołaniem, w 1945 roku, Narodowego Banku Polskiego, nie podjął i w stanie likwidacji trwał do 1952 roku, zwracając różne dokumenty, wypłacając emerytury, renty i tp.

Narodowy Bank Polski został powołany dekretem z 15.I.1945 roku i przejął w zasadzie wszystkie funkcje przedwojennego Banku Polskiego, podobnie jak ten ostatni, w roku 1924, przejął działalność Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej. Z czasem NBP przejął także siedziby i tradycje Banku Polskiego. Tak było i w Łomży. Po pierwszej reformie bankowości, oddział łomżyński bardzo się „skurczył” i ograniczył swoją siedzibę tylko do kilku pokoi dawnego mieszkania pp. Kłoskowskich na III piętrze.

NBP w Łomży, przejął nie tylko siedzibę Banku Polskiego przy ul. Dwornej, ale zgodnie z wieloletnią tradycją, wspierał finansowo różne instytucje społeczne i kulturalne na łomżyńskiej ziemi, mimo, że ostatnio nie był już samodzielnym oddziałem, a tylko „zespołem zamiejscowym” NBP w Białymstoku.

Z wielkim smutkiem przeczytałem w łomżyńskich „Kontaktach”, że w dniu 31 października 2002 roku zlikwidowano w Łomży „zamiejscowy” oddział Narodowego Banku Polskiego. Na nic zdały się starania łomżyńskich władz. Reforma systemu bankowego w kraju „odchudziła” także Narodowy Bank Polski. Szkoda!

Tak przeszła do historii jeszcze jedna łomżyńska instytucja. Instytucja, która dwukrotnie zmieniając swoją nazwę (od powstałej w 1918 roku PKKP, poprzez istniejący w latach 1924 -1952 BP, do NBP) w ciągu ponad 80-ciu lat, dobrze zasłużyła się naszemu miastu i ostatecznie musiała „ulec reformie”.

Czy ktoś, kiedyś, upamiętni chociażby skromną tablicą Bank Polski w Łomży, jego zasługi dla miasta, a także jego pracowników, którzy, pracując dla banku, pracowali dla Kraju, poświęcając nie tylko swoją wiedzę zawodową, ale nawet, niekiedy, życie…..

Jerzy Smurzyński
Warszawa  styczeń 2003 r.

2264 Ogólnie 1 Dziś
  
 

2 Komentarzy

  1. 1 maja 2013  12:10 przez Marcin Wągiel Odpowiedz

    Na zdjęciu odnalezionym w dokumentach Gestapo siedzi drugi z lewej wspomniany w tekście wicedyrektor, który przyjechał do Łomży w 1938 roku. Nazywał się Mieczysław Kuczyński i był bratem mojego macierzystego pradziadka. Urodził się w 1894 r. w ziemiańskiej rodzinie w jednym z majątków ziemi łomżyńskiej. Był synem Mieczysława Zenobiusza Kuczyńskiego i Anny z Godlewskich. Studiował ekonomię w Warszawie, a po wybuchu I wojny wraz z rodziną ewakuował się do Bobrujska, gdzie początkowo pracował w Centralnym Komitecie Obywatelskim, a w 1918 r. dołączył do polskiego wojska. Po zakończeniu wojny wrócił do zawodu i pracował do 1939 r. w wielu oddziałach Banku Polskiego.
    Wybuch II wojny zastał go w Łomży, gdzie mieszkał wraz z wdową po swoim bracie i jej córką, a moją babcią. Mieczysław wydostał się z miasta jako pierwszy, być może z jakąś służbową misją, ale nie znamy szczegółów, następnie moja babcia z matką przez zieloną granicę przedarły się do Warszawy. Wszyscy przeżyli wojnę, choć prababcia przeszła przez obóz w Pruszkowie, a Mieczysław przez Oświęcim.
    Mieczysław Kuczyński powrócił do pracy w bankowości, pracując m.in. w Grudziądzu i Kwidzynie, gdzie w 1972 r. zmarł.

  2. maciek
    1 maja 2013  22:42 przez maciek Odpowiedz

    Bardzo dziękuję Panie Marcinie za komentarz, a szczególnie za fotografię, których z zawieruchy wojennej pozostało tak niewiele.
    Pana informacje uzupełniają wiadomości nie tylko o przedwojennym Banku Polskim w Łomży, a tym samym wzbogacają wiedzę o historii naszego miasta i ziemi łomżyńskiej.

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Rzeźnia Miejska w Łomży

Rzeźnia miejska. W wieku XIX ówczesna rzeźnia miejska usytuowana była nad Narwią przy ulicy Żydowskiej. Na planie regulacyjnym Łomży z 1876 roku, na którym wyznaczono nową lokali[...]

Stulecie Kamienicy Wejrocha

Stulecie Kamienicy Wejrocha Część dzisiejszej ulicy Krótkiej ( miedzy Długą a Dworną), zwanej wówczas Nową, Widną lub Widok, została wytyczona w latach trzydziestych XIX wieku. Pr[...]

Łomżyńskie kina

I znowu wracam do Łomży, do mego miasta rodzinnego – mojej Łomży lat 30-tych. Wracam we wspomnieniach. Moich i moich przyjaciół: „...Gdy byłem jeszcze w szkole powszechnej mama za[...]