Czarne lata na łomżyńskiej Ziemi. Rozdział II. 7.

DĄBRÓWKA KOŚCIELNA, GIEŁCZYN, GOŁASZE DĄB.
Dąbrówka Kościelna gm. Szepietowo
luty 1943 roku
Ustalenie dokładnej daty egzekucji jest w tej chwili już praktycznie niemożliwe. W pierwszym wydaniu książki przyjąłem podaną przez wójta Szepietowa datę 4 czerwca 1943 roku. Ankieta Sądu Grodzkiego podaje rok 1941. Jednak bliższą prawdy datę podaje ks. Józef Kaczyński – jakkolwiek bez określonego dnia – luty 1943. Tak więc daty – czerwiec 1943 i rok 1941 są na pewno datami mylnymi. Natomiast prawdziwe, z wyjątkiem daty, są fakty jakie podaje ankieta Sadu Grodzkiego². Potwierdzają to dodatkowo dwaj świadkowie tamtych dni: pan Franciszek Brzozowski zamieszkały w Piekutach Urbanach i ks. Józef Kaczyński, wówczas wikariusz w Dąbrówce Kościelnej. A przebieg wydarzeń był  następujący:4
Na terenie wsi Piekuty Urbany i Koboski przebywał Rosjanin – podoficer armii czerwonej, który ukrywając się przed Niemcami, w zamian na możliwość noclegu i strawę, pracował u miejscowych gospodarzy. Na początku lutego 1943 roku, kiedy Rosjanin przebywał u gospodarza Wiesława Kierzanowskiego, do domu tego podszedł żandarm niemiecki o nazwisku Moca, wraz ze współpracującym z nim volksdeutschem. Kierzanowski wyszedł przed dom i rozmawiał z Niemcami. Po skończonej rozmowie, kiedy gospodarz wrócił do domu, Niemiec wszedł za nim. Volksdeutsch został na zewnątrz. Rosjanin schował się za drzwiami drugiego pokoju, a kiedy wszedł tam Moca – strzelił do niego i chciał uciec oknem. Jednak Kierzanowski przytrzymał go za ręce, a ranny żandarm trafił z pistoletu Rosjanina i o własnych siłach wyszedł jeszcze przed dom, gdzie upadł nieżywy.
Volksdeutsch wskoczył do mieszkania, oddał kilka strzałów do leżącego i prawdopodobnie   już nieżywego Rosjanina, po czym pobiegł na posterunek żandarmerii. Przybyła grupa żandarmów zabrała ciało Mocy, aresztując jednocześnie sołtysa Piekut Urban i właściciela domu W. Kierzanowskiego. Rosjanina mieszkańcy Piekut Urban nocą pochowali poza wsią. Dzięki zeznaniom volksdeutscha zatrzymani zostali zwolnieni, a wobec mieszkańców wsi nie wyciągnięto żadnych konsekwencji.
Ksiądz Józef Kaczyński, który w tym czasie był wikarym w Dąbrówce Kościelnej i mieszkał w wikariacie nieopodal cmentarza, w początkach lutego 1943 roku zauważył, że przy murze cmentarnym został wykopany podłużny rów. W kilka dni potem w pobliżu wikariatu pojawiła się duża grupa żandarmów, wśród których byli także znani księdzu żandarmi z miejscowego posterunku. Zaintrygowany ksiądz Kaczyński wyszedł przed wikariat. Miejscowi żandarmi po przywitaniu się, rozpoczęli swobodna rozmowę m inn. o pogodzie, prosząc jednocześnie, aby ksiądz pozostał na chwile z nimi.
Po kilkunastu minutach nadjechał zamknięty samochód ciężarowy. Po odkryciu przez żandarmów plandeki, okazało się, że wewnątrz siedzą ludzie w polskich mundurach wojskowych, niektórzy z wielodniowym zarostem na twarzach. Ręce mieli związane na plecach. Jednocześnie przyjechał samochód osobowy, z którego wysiadło czterech gestapowców. Jeden z nich podał miejscowemu komendantowi posterunku pismo maszynowe, które ten z kolei podał księdzu z poleceniem przeczytania i głośnego przetłumaczenia zarówno ludziom na samochodzie, jak też zgromadzonym w międzyczasie mieszkańcom Dąbrówki. Był to wyrok, w którym podano, że mająca za chwilę nastąpić egzekucja, to kara za śmierć żandarma Mocy w Piekutach Urbanach i że jeśli kiedyś powtórzy się jeszcze zabicie Niemca to kara będzie wielokrotnie surowsza.
Rozpoczęła się egzekucja. Sześciu żandarmów stanęło z karabinami twarzą do przygotowanego rowu. Miejscowy żandarm podchodził do samochodu, skazańcy spuszczali nogi, z których żandarm ściągał im buty.  Następnie ustawił pierwszych trzech nad brzegiem rowu, twarzą do Niemców. Odległość między skazańcami a wykonywującymi wyrok wynosiła ok. 5 metrów. Stojący bokiem gestapowiec podawał komendę „Feuer”, po której padała salwa. Następnie Niemiec podchodził do leżących ofiar, kopał po głowie i jeśli ktoś dawał jeszcze oznaki życia, dobijał z pistoletu. Skazańcy stali w zasadzie w ciszy. Tylko jeden krzyknął: „Niech żyje Hitler”, a drugi „ O moja żono, o moje dzieci”.
Po rozstrzelaniu wszystkich 15-tu skazańców, polecono zgromadzonej ludności rozejść się do domów, a żandarmi z Dąbrówki Kościelnej zasypali mogiłę. Żaden z rozstrzelanych nie krzyknął kim jest, skąd pochodzi, lub kogo zawiadomić o egzekucji. Tylko po głosie ksiądz rozpoznał, że ten, który krzyknął „Niech żyje Hitler” był Żydem4.
Relacja powyższa pokrywa się częściowo z Rejestrem i wiadomościami jakie udało się zebrać wójtowi Gminy Szepietowo w 1995 roku³. Według obu relacji po wojnie ciała zamordowanych zostały przeniesione na miejscowy cmentarz grzebalny. Miejsce egzekucji jest obecnie terenem niezagospodarowanym – łąka.
Relacje świadków tamtych dni, zawarte w ankiecie własnej, nie podają jednak żadnej informacji o egzekucji w 1941 roku, o której mówi Rejestr. Podaje się tam, że w Dąbrówce Kościelnej w 1941 roku dokonano egzekucji na 15 osobach – Polakach i Żydach – przywiezionych z Łomży. Taką też informację, z datą 1941 roku, podaje ankieta Sądu Grodzkiego z 1945 roku, podając także jako przyczynę egzekucji zabicie żandarma.2
Jak pisałem to już wielokrotnie, egzekucje w 1941 roku miały na celu likwidację tzw. „współpracowników władzy radzieckiej”, a wykonywane później – były typowymi akcjami odwetowymi (np. za zabicie Niemca). Ponieważ według Rejestru, egzekucja była wykonana w 1941 roku, a ankieta Sądu Grodzkiego podaje nawet dwa nazwiska wykonawców i przyczynę – zabicie żandarma, oraz że ofiarami byli Polacy i Żydzi, zachodzi podejrzenie, że w ankiecie pomylono dwie zupełnie inne egzekucje.
Źródła:
1. Rejestr str. 44-45
2. Ankieta Sądu Grodzkiego – AGKBZpNP sygn. ASG t.2 str. 278-278v:
  1. Data i miejsce egzekucji – 1941 r. we wsi Dąbrówka Kościelna.
  2. Rodzaj egzekucji – rozstrzelanie.
  3. Dane dotyczące zamordowanych – Polacy i Żydzi w większości Polacy – 15 ofiar. Ofiary zostały przywiezione z Łomży do wsi Dąbrówka Kościelna i tu rozstrzelane. Nazwiska nieznane.
  4. Przyczyna egzekucji i wykonawcy – za rzekome zabicie żandarma niemieckiego Mocara, którego zabił Rosjanin – Żandarmi Pufar i Tencer – inni nieznani.
  5. Gdzie pochowano zwłoki – przy cmentarzu we wsi Dąbrówka Kościelna -jeden grób wspólny 15 osób. Ekshumacji zwłok nie przeprowadzono.
Podpisał 26.IX. 1945 r. wójt gminy Szepietowo – Stanisław Stokowski
3. Pismo Urzędu Gminy w Szepietowie z dnia 20.1.1995 r. podpisane przez wójta P. Stanisława Rocha Wyszyńskiego – DW-39. Treść pisma wykorzystana w relacji podanej wyżej.
4. Pismo ks. kanonika Józefa Kaczyńskiego, otrzymane 2 maja 1997 roku – DW – II – 5.
  1. Ks. Kaczyński spisał relację żyjącego jeszcze mieszkańca Piekut Urban pana Franciszka Brzozowskiego, lat 93. Oprócz podanego wyżej w tekście przebiegu wypadków w Piekutach Urbanach, pan Brzozowski w swojej relacji podaje, że podoficer Rosjanin, po 22 czerwca 1941 roku pracował początkowo u wdowy pani Kulkowskiej i jej córki Ireny we wsi Piekuty Urbany, a dopiero po jakimś czasie porzucił to stałe zajęcie i pracował u różnych gospodarzy w Piekutach i Koboskach. W razie potrzeby ukrywał się w lesie. Ponadto podaje, że mieszkańcy Piekut Urban, obawiając się represji po śmierci żandarma, przez pewien czas ukrywali się w różnych miejscach, aż do egzekucji w Dąbrówce. Pan Brzozowski miał kryjówkę w spróchniałej wierzbie.
  2. Ks. Józef Kaczyński od 21.IX.1941 roku do 15.II.1943 roku był wikariuszem w Dąbrówce Kościelnej u ks. Konstantego Ostrowskiego i mieszkał w wikariacie przy cmentarzu. Ks. kanonik, pisząc swoją relację miał 80 lat i był już  emerytem mieszkającym w Piekutach Nowych. Poza podanym w tekście opisem egzekucji, ks. Kaczyński podaje, że niektórzy ze skazańców mieli na głowach czapki i że po komendzie „Feuer” najpierw było widać spadające z głów czapki, a dopiero słychać było odgłos strzałów i skazańcy padali do tyłu na brzeg rowu. Zgromadzeni ludzie patrząc ze zgrozą na egzekucję modlili się po cichu. Świadkiem tej egzekucji był także brat księdza Kaczyńskiego – Kazimierz, który pól roku później również zginął w masowej egzekucji w Krasowie Częstkach. Odnośnie daty egzekucji, ks. Kaczyński pisze, że miał ją dokładnie zanotowaną, jednak notatki te gdzieś przepadły. Ponieważ jednak od 15-go lutego 1943 roku został przeniesiony z Dąbrówki do Tykocina, egzekucja musiała odbyć się przed tym terminem, a więc z pewnością w pierwszej połowie lutego 1943 roku.
Giełczyn
1941-1944
Ponad 500-hektarowy Las Gielczyński, łączący się z kompleksem Czerwonego Boru, był w okresie międzywojennym wykorzystywany częściowo przez 33 PP, który miał tu swoją strzelnicę i magazyny amunicyjne. Z tego terenu korzystała też w latach 1939-1941 Armia Czerwona. Nic dziwnego, że Niemcy natychmiast po wkroczeniu do Łomży, w czerwcu 1941 roku, również uznali ten teren za wojskowy i szczególnie przydatny na miejsce masowych egzekucji. Las Giełczyński był łatwo dostępny (dobra droga), położony prawie w mieście i stosunkowo blisko więzienia. Były w nim liczne leje po bombach, rowy przeciwlotnicze, studnie, a nawet polowe ubikacje, które stały się miejscem pochówku pierwszych ofiar.8
Jan Konopka, Marian Gisztorowicz i Bronisław Żukowski, wszyscy zamieszkali w czasie wojny w Giełczynie, zeznali, że sołtys Giełczyna, przed likwidacją łomżyńskiego getta, otrzymał polecenie, aby ludność wsi wykopała w lesie kilka dużych dołów. Bronisław Żukowski (a potwierdzają to również inni mieszkańcy Giełczyna) podaje, że następnego dnia po wykopaniu dołów, od godz. 7 rano do ok. 14-tej, umundurowani i uzbrojeni w broń palną Niemcy, wozili ciężarowymi samochodami do lasu Żydów z Łomży. Żydów tych ładowano do dołów i mordowano przez zasypywanie żywcem ziemią. Ofiary zwożono dwoma ciężarówkami, przy czym, jeśli jedna wracała do Łomży pusta, to w tym czasie, od strony Łomży, w kierunku dołów w lesie, zdążała druga, wioząca Żydów.4
Przed wycofaniem się Niemców z Łomży przez kilka dni do Lasu Giełczyńskiego gestapowcy przywozili więźniów, którzy rozkopywali groby, wydobywali zwłoki i palili je. Po wykonaniu pracy więźniowie byli również rozstrzeliwani i następnego dnia, przez kolejną grupę, ich ciała były palone.3
Według Ankiet Sądu Grodzkiego w Łomży, w Giełczynie zginęło ogółem około 7.000 Żydów i 5.000 Polaków.6 Według tej samej informacji, w lipcu 1944 roku, w części lasu zwanej „Wilczy Dół”, rozstrzelano 13 żołnierzy AK, podchorążych, złapanych podczas obławy w Czerwonym Borze.7 Nie jest wykluczone, że byli to jeńcy ujęci w obławie, o której piszę omawiając egzekucję w m. Olszewo.
Spośród niezliczonej ilości egzekucji przeprowadzonych w Lesie Giełczyńskim, według Rejestru, ustalono jedynie trzy daty: 21.VI.1942 r., 15. VII. 1942 r. i 1.IX. 1944 roku. Nie istnieje również żadna pełna dokumentacja dotycząca ofiar z Giełczyna. Jedynie na podstawie zeznań rodzin i znajomych, można było ustalić, że w Giełczynie zginęli m.in.:
w 1941 roku:
1. Bąkowski Zygmunt, lat 40 – rolnik ze wsi Podgórze.3,8
2. Borow-Borowski Leon, lat 44 – rusznikarz, aresztowany w pracy 14.VIII.1941 r.9 ‚ 11
3. Buczkowski Jan, lat 37 – robotnik tartaku, aresztowany 16. VIII. 1941 r. w Łomży.9’10’ 11
4. Daniszewski Jan, lat 34 – rolnik, w czasie okupacji sowieckiej wiatach 1939-1941, milicjant w Szumowie.2
5. Gawryś Karol, lat 32 – szewc, przed wojną członek KPP, w czasie okupacji sowieckiej, w latach 1939-1941 funkcjonariusz milicji.2
6. Górski Zygmunt, lat 35 – robotnik w tartaku. 9’10’ 11
7. Gregorek Stanisław, lat 39 – robotnik w tartaku, aresztowany 16.VIII.1941 r., działacz partyjny w latach 1939-1941. 9’10’ 11
8. Szeligowski Alfred, lat 40 – aktywista partyjny w czasie okupacji sowieckiej w latach 1939-1941 (także zeznania Piotra Chrzanowskiego – AGKBZpNP sygn. W-646 t.1 str. 73).
9. Szyszkowski Aleksander, lat 24 – w latach 1939 – 1941 przewodniczącykomsomołu.12
10. Szyszkowski Władysław, lat 41 – robotnik, działacz społeczny w okresie władzy radzieckiej w latach 1939-1941.12
11. Tutas Stanisław, lat 40 – rolnik, przed wojną działacz robotniczy.2
12. Walewski Stanisław, lat 39 – robotnik, przed wojną działacz KPP, w czasie okupacji sowieckiej w latach 1939-1941 zaangażowany politycznie.2
13. Śliwka Cecylia – w czasie okupacji sowieckiej, w latach 1939-1941 była sekretarzem „Sielsowietu” w Piątnicy.2,  3

w 1944 roku:

1. Borowski Stanisław, lat 46 – szewc.3 ‚ 8 ‚ 9
2. Korytkowski Aleksanderlat 26.2
Według Rejestru zginęli ponadto: .
1. Dzierzgowski Stanisław, lat 37 – rolnik
2. Rajmontowicz Aleksander, lat 36 – szewc
3. Wnorowski Wacław, lat 40 – robotnik
Źródła:
1. Rejestr str. 52-53
2. Wyciąg z zeznań świadków dotyczących zamordowanych w Giełczynie AGKBZpNP sygn. S-127/68:
Gawryś Karol – przed wojną członek KPP, w czasie okupacji sowieckiej funkcjonariusz milicji ZSRR- zeznania żony Marii w dniu 29.XI.1972r.
Walewski Stanisław – przed wojną członek KPP, w czasie okupacji sowieckiej zaangażowany politycznie – zeznania żony Anieli w dniu 6.XII.1972r.
Szeligowski Alfred – aktywista partyjny w czasie okupacji sowieckiej – zeznania siostry Janiny Jankowskiej w dniu 18.1.1973 r.
Daniszewski Jan – w czasie okupacji sowieckiej milicjant w Szumowie – zeznania szwagra Feliksa Stefana Murawskiego w dniu 5.III.1973r.
Korytkowski Aleksander, lat 26, zamordowany w czerwcu 1944 r. zeznania brata Wacława Korytkowskiego w dniu 22.III. 1973 r.
Tutas Stanisław – działacz robotniczy z okresu międzywojennego zeznania Antoniego Łosiewicza w dniu 16. VI.1973 r.
Śliwka Cecylia – rozstrzelana w sierpniu 1941 r. – sekretarz „Sielsowietu” w Piątnicy w latach 1939-1941 – zeznania brata Antoniego Śliwki w dniu 3.IV. 1974 r.
3. Zeznania Jana Konopki z dnia 15.IX. 1971 r. – AGKBZpNP – sygn. W-681 str. 111-113: (oprócz informacji o przywożeniu zwłok spoza Giełczyna – przy. JS) „…Gdy Niemcy wycofywali się z naszych terenów w 1944 roku to pamiętam, że gestapowcy przyjechali do naszej wsi i zgłosili się do mnie gdyż byłem bratem sołtysa, żądając wydania dwóch par wideł do nawozów i dwóch wiader. Kiedy wydałem te rzeczy to spostrzegłem, że w kierunku lasu giełczyńskiego pojechał samochód ciężarowy kryty plandeką załadowany Polakami… Po upływie jakiegoś czasu mieszkańcy naszej wsi poczuli, że z lasu wiatr niósł zapach spalenizny. Dochodził swąd palonych ciał i słychać było strzały… Widziałem jak samochód ciężarowy wracał pusty… Następnego dnia… idąc zobaczyłem, że na samochodzie ciężarowym odsunął plandekę i wychylił się Stanisław Borowski… Poznałem go, gdyż był mi znany już uprzednio. Kiedy Borowski odchylił plandekę widziałem, że w samochodzie znajduje się bardzo duża ilość mężczyzn, Polaków, którzy mieli skrępowane do tyłu ręce. Samochód z Polakami udał się do lasu giełczyńskiego. I znowu z lasu tego dochodził do nas swąd palonych ciał i słychać było później liczne strzały. Widziałem, że ta ciężarówka wracała z lasu pusta…”
4. Zeznania Bronisława Żukowskiego z dnia 12.11.1966 r. – AGKBZpNP – sygn. W-681 str. 6-8: „… W okresie okupacji hitlerowskiej w miesiącu wrześniu, lecz w którym roku tego nie pamiętam, z polecenia władzy niemieckiej udałem się do lasu w Giełczynie, gdzie wraz z innymi ludźmi kazano mi kopać doły w ziemi. Doły te kopaliśmy przez dwa dni. Wykopaliśmy trzy doły, każdy głębokości 4 m, szerokości około 4 m i długości ok. 4 m… Do miejsca tego Niemcy przywozili ludzi przez dłuższy okres czasu i tam ich mordowali, po czym zakopywali ziemią. Między innymi przywozili tam i mordowali więźniów z więzienia w Łomży. Widziałem jeden fakt przywiezienia tam więźniów furmanką chłopską, jak też słyszałem strzały z broni palnej, oddawane do tych więźniów. W tym czasie pracowałem na swoim polu w pobliżu tego lasu…”
5. Zeznania Mariana Gisztorowicza z dnia 30.X. 1973 r. – AGKBZpNP -sygn. W-681 str. 76-78: „… Od początku okupacji hitlerowskiej w pobliskim lesie Giełczyńskim żandarmeria i gestapo z Łomży dokonywały egzekucji. Najpierw ofiarami tych zbrodni była mniejsza ilość osób. Następnie doszło do masowego rozstrzelania Żydów z Łomży. Pierwsze egzekucje odbywały się w ten sposób, że żandarmi przywozili swoje ofiary samochodami ciężarowymi do lasu Giełczyńskiego, po czym rozstrzeliwali w tym lesie. Zwłoki zakopywali w rowach, transzejach oraz jamach znajdujących się w tym lesie…”
6. Ankieta Sądu Grodzkiego – AGKBZpNP – sygn. ASG str. 175-175v – tekst w rozdziale III – cmentarz leśny w Giełczynie
7. Ankieta Sądu Grodzkiego – AGKBZpNP – sygn. ASG str. 174-174v – tekst j. w.
8. Zeznania Stanisława Piątka z dnia 12.11.1966 r. – AGKBZpNP – sygn. W-681 str. 3-5: „… We wsi Giełczyn zamieszkuję bez przerwy od chwili swego urodzenia… Wojska hitlerowskie wkroczyły do tej wsi w czerwcu 1941 roku. Od tego czasu, oraz w roku 1942 i 1943 w lesie położonym we wsi Giełczyn Niemcy zamordowali dużą ilość ludzi… W lesie tym znajdowały się trzy studnie jak też ustępy. Zarówno studnie jak i ustępy załadowane były trupami ludzkimi, co naocznie widziałem. W lesie w Giełczynie znajdowały się też doły po schronach. Doły te też zostały przez Niemców zapełnione trupami ludzi pomordowanych… Widziałem jak do tego lasu umundurowani Niemcy wieźli mojego znajomego Bąkowskiego ze wsi Podgórze pow. Łomża. Później znalazłem jego zwłoki w ustępie w lesie w Giełczynie. Ręce miał związane drutem kolczastym. W lesie tym oprócz Żydów Niemcy wymordowali też dużo Polaków. Ludzi tych uprzednio osadzali w więzieniu w Łomży, a następnie dowozili ich samochodami i furmankami do lasu, gdzie ich mordowali…”
9. Zeznania Ireny Borowskiej-Borow z dnia 10.X.1973 r. – AGKBZpNP – sygn. W-681 str. 71-73: „… Podczas okupacji hitlerowskiej zamieszkiwałam w Łomży… Wraz ze mną zamieszkiwał mój mąż Leon Borow-Borowski. Mąż miał 44 lata, z zawodu był rusznikarzem. W dniu 14 sierpnia 1941 roku mąż mój został zabrany przez funkcjonariuszy gestapo w Łomży… Poza moim mężem zostali wtedy zabrani: Buczkowski chyba miał na imię Stanisław, Górski, Gregorek Stanisław, oraz brat Buczkowskiej o nie znanym mnie nazwisku. Wszyscy oni łącznie z moim mężem zostali zamordowani. Gdzie ich zamordowano trudno mnie powiedzieć…”
10. Zeznania Marii Kisiel z dnia 13. VIII. 1973 r – AGKBZpNP – sygn W-681 str. 60-61: „… W dniu 16 sierpnia 1941 roku o godzinie 8 rano… żołnierze zabrali mojego męża Jana Buczkowskiego. Mąż w tym czasie liczył 37 lat, był robotnikiem w tartaku… Przyszło po niego dwóch żołnierzy. Zabrali również Zygmunta Górskiego lat 35, robotnika. Poprowadzili ich obu do swojej siedziby przy ul. Nowej… Po godzinie został również zabrany mój brat. Nazywał się on Stanisław Gregorek, liczył w tym czasie 38 lat, był robotnikiem tartaku. Wspomniane osoby, łącznie z moim mężem były przetrzymywane przez dwie doby w pomieszczeniach zajmowanych przez Niemców przy ul. Nowej. W międzyczasie zgłosiłam się z podaniem o zwolnienie męża lecz powiedziano mnie, że za późno… Dowiedziałam się, że wszystkich zabranych mężczyzn żołnierze niemieccy rozstrzelali w lesie koło wsi Giełczyn. Po pewnym czasie udałam się do lasu koło wsi Giełczyn. Odnalazłam dużą mogiłę, w której zakopane były zwłoki pomordowanych. Mogiły nie odkopywałam… W okresie władzy radzieckiej mąż chodził na jakieś zebrania. Czy to były zebrania partyjne, nie jest mi wiadome. Gregorek był działaczem partyjnym, Górski też chyba był funkcjonariuszem władz radzieckich…”
11.   Zeznania Janiny Gregorek, z dnia 14. VIII. 1973 r. – AGKBZpNP -sygn. W-681 str. 62-63: „… Podczas okupacji hitlerowskiej zamieszkiwałam w Łomży wraz ze swoim mężem. Nazywał się on Stanisław Gregorek. W tym czasie liczył 39 lat, z zawodu był robotnikiem. Został zabrany przez umundurowanych Niemców w dniu 16 sierpnia 1941 roku. Poprowadzono go do siedziby władz niemieckich przy ul. Nowej. Tam był przez pewien czas przetrzymywany po czym wywieziono go wraz z innymi zabranymi w tym czasie osobami do lasu koło Łomży i tam zamordowano. Był on członkiem partii komunistycznej…”
12. Zeznania Stanisława Szyszkowskiego z 18.1.1973 r. – AGKBZpNP – sygn. W-681 str. 42-43: „… Moi dwaj bracia mieszkali w Łomży. Jeden nazywał się Władysław Szyszkowski liczył lat 41, był robotnikiem, drugi, Aleksander Szyszkowski, miał lat 24, był też robotnikiem. W okresie władzy radzieckiej moi bracia pełnili różne funkcje społeczne. Aleksander był przewodniczącym Komsomołu, pracował w Sielsowiecie. Starszy był zaopatrzeniowcem spółdzielni, też był partyjny. Kiedy Niemcy zajęli Łomżę w czerwcu 1941 roku to w krótkim czasie zabrali moich braci. Przypominam sobie, że było to w lipcu 1941 roku. Przebywałem wtedy w Kolnie gdy powiadomiono mnie, że bracia moi zostali zabrani przez funkcjonariuszy hitlerowskich władz policyjnych jakie w tym czasie rozpoczęły swoją działalność. Dowiedziałem się, że bracia byli przetrzymywani w piwnicy budynku przy ul. Wąskiej. Następnie przetransportowano ich do więzienia, a stamtąd do lasu Giełczyńskiego i tam ich zamordowali…”

Gołasze-Dąb gm. Kulesze Kościelne

3 sierpnia 1944 roku

We wsi Gołasze Dąb zabito żołnierza z niemieckiego patrolu. W odwecie przyjechali do wsi żołnierze Wehrmachtu stacjonujący wtedy we wsi Gołasze Mościska i spalili gospodarstwo Grodzkich. W zgliszczach znaleziono 8 zwęglonych zwłok. Z akt zgonów, sporządzonych w terminie późniejszym, wynika, że pacyfikacja odbyła się po południu – we wszystkich przypadkach podano ten sam dzień śmierci – 3 sierpnia 1944 roku i tę samą godzinę – trzecią po południu.

Zginęli:

1. Grodzki Wacław, ur. 21.III. 1903 r. w Gołaszach Dębie, syn Władysława i Marcjanny ze Śliwowskich – rolnik. Akt chrztu 35/1903, zgonu 81/44.
2. Grodzka Stefania z d. Dąbrowska, lat 34 ur. w Święcku Wielkim, córka Aleksandra i Bolesławy z Włostowskich – żona Wacława, gospodyni domowa. Akt zgonu 82/44.

3. Grodzka Józefa z d. Grodzka, ur. 23.III.1912 r. w Kalinowie Solkach, córka Andrzeja i Antoniny z Kalinowskich, gospodyni domowa, pozostawiła męża Antoniego Grodzkiego. Akt chrztu 10/1912, zgonu 83/44

4. Grodzka Helena, ur. 12.III. 1938 r. w Gołaszach Dębie, córka Antoniego i Józefy z Grodzkich. Akt zgonu 84/445.
5. Grodzka Czesława, ur. 1 .V.1939 r. w Gołaszach Dębie, córka Antoniego i Józefy z Grodzkich. Akt chrztu 65/1944, zgonu 85/44.

6. Grodzka Stanisława, ur. 27.III. 1943 r. w Gołaszach Dębie, córka Antoniego i Józefy z Grodzkich. Akt chrztu 42/1943, zgonu 86/44.

7. Grodzka Anna, ur. 28.X. 1899 r. w Kalinowie Solkach, córka Andrzeja Grodzkiego i Antoniny z Kalinowskich – gospodyni, rolniczka, panna. Akt chrztu 127/1899,  zgonu 87/44

8. Kryńska Regina z d. Gołaszewska, ur. 18.XII.1895 r. w Gołaszach Dębie córka Jana i Małgorzaty z Dmochowskich. Pozostawiła męża Stanisława Kryńskiego. Akt zgonu 107/44. Znalazła się we wsi przypadkowo – przyszła z Taborów Uszyńskich, gdzie zamieszkiwała, poszukiwać zaginionych koni.

Ocalało dwoje dzieci Wacława i Stefanii Grodzkich – Henryk lat 4 i Eugenia 1 rok, które matka w przeddzień pacyfikacji odwiozła do swoich rodziców w Święcku Wielkim.

Zwłoki zostały pochowane na cmentarzu parafialnym w Kuleszach Kościelnych. Tam też spisano akta zgonu w księgach parafialnych Parafii Rzymsko-Katolickiej Św. Bartłomieja Apostoła.

Ankieta Sądu Grodzkiego podaje, że w tej samej pacyfikacji zginęła:
Gołaszewska Józefa, lat 66
A Rejestr dodatkowo:
Grabowska Stefania, lat 60
Obydwie ofiary nie zostały potwierdzone w ankiecie własnej, która była podstawą opisu pacyfikacji i danych personalnych ofiar.

Dokumenty Delegatury Rządu podają:2 „Potwierdzają się wiadomości o niesłychanych bestialstwach niemieckich dokonywanych podczas egzekucji w lipcu i sierpniu (1943 r. – przyp. JS). Tak np. w lesie koło wsi Gołasze w okolicy Wysokiego Mazowieckiego po odkopaniu przez rodziny pomordowanych grobu stwierdzono straszny widok: twarze wszystkich były zmasakrowane tak, że można było pogrzebanych rozpoznać jedynie po ubraniu…”
Powołując się na ten dokument, Rejestr na str. 55 podaje: „VII – VIII – 1943 – Okoliczna ludność wsi Gołasze Dąb, odkopała w lasach masowe groby pomordowanych przez hitlerowców w lipcu i sierpniu 1943 mieszkańców wioski. Ciała ofiar były zmasakrowane. Wśród pomordowanych byli również starcy i dzieci”
Proboszcz parafii w Kuleszach Kościelnych, do której na leży Gołasze Dąb, Ks. Kanonik Franciszek Wróblewski, który zebrał wszystkie podane wyżej informacje i dane osobowe ofiar, na moje pytanie o egzekucje masowe stwierdza m.in. „Nie mam innych informacji o egzekucjach masowych w okolicy Gołasz…”
Nie potwierdza także informacji o jakichkolwiek egzekucjach masowych ankieta Sądu Grodzkiego3, a nie może być prawdopodobne, aby przy tak skrupulatnym zapisie w aktach zgonów, jaki zrobiono dla 8 wymienionych wyżej ofiar, pominięto kogoś ze wsi, kto zginął w innym terminie. Tym bardziej, że egzekucje miały być „masowe”. W takim przypadku musiałby być przynajmniej jeden akt zgonu, a na pewno pamięć wśród mieszkańców. Należy zatem uznać, że informacja o masowych egzekucjach mieszkańców wsi Gołasze Dąb jest typowym przekłamaniem.

źródła:

1. Rejestr str. 55
2. Dokumenty Delegatury Rządu – AAN sygn. 202/II-8 s. 47 – Sprawozdanie okresowe Dep. Spraw. Wewnętrznych str. 47 – treść podano wyżej.
3. Ankieta Sądu Grodzkiego – AGKBZpNP – sygn. ASG t.2 str. 283-283v;

  1. Data i miejsce egzekucji – sierpień 1944 we wsi Gołasze-Dąb.
  2. Rodzaj egzekucji – rozstrzelanie, a ciała zabitych spalono.
  3. Dane dotyczące zamordowanych – Polacy 9 osób ze wsi Gołasze Dąb (poza ofiarami podanymi pod poz.  1-8 dodatkowo Józefa Gołaszewska – przyp. JS).
  4. Przyczyny egzekucji i wykonawcy – zarządzenie odwetowe za zabicie Niemca na terenie wsi – Wehrmacht.
  5. Gdzie pochowano zwłoki – na cmentarzu parafialnym we wsi Kulesze Kościelne

Podpisał 26.IX. 1945 r. wójt gminy Wysokie Mazowieckie- Władysław Siennicki

4. Pismo proboszcza Parafii Rzymsko-Katolickiej p.w. Św. Bartłomieja Ap. w Kuleszach Kościelnych, Księdza Kanonika Franciszka Wróblewskiego z dnia 12. IV. 1995 r. – DW-64, zawierające informacje wykorzystane w tekście, odpisy aktów chrztów i zgonów oraz zweryfikowaną ankietę własną.

Jerzy Smurzyński

2264 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Historia Leśnej Polany - IX

KONIEC WIEŃCZY DZIEŁO Przez prawie pięćdziesiąt lat, powołując się na własne przeżycia i znajomość okupacyjnych realiów, próbowałem wyjaśniać, prostować, tłumaczyć… Prosiłem o n[...]