Eugeniusz Śmiarowski – Zapomnienie

Nawiązując do naszego artykułu „Śmiarowscy” zamieszczamy artykuł Pana Profesora Adama Dobrońskiego, który był opublikowany w 1987 roku w Kontaktach nr 43 str. 10, 11

redakcja serwisu

W 55 rocznicę śmierci Eugeniusza Śmiarowskiego

Z A P O M N I E N I E

8 października 1932 r. zmarł w wieku zaledwie 54 lat Eugeniusz Śmiarowski, określany jako obrońca wolności i godności obywateli, szczery demokrata. Był adwokatem, działaczem społecznym, nawet posłem do Sejmu II Rzeczy pospolitej, oratorem i melomanem, postacią znaną nie tylko w Warszawie i nie tylko w kręgach prawniczych. Pochodził z Łomży; tu się wychowywał w rodzinie szanowanej i tu ukończył w 1895 r. gimnazjum. Bronił Eugeniusz Śmiarowski już rewolucjonistów 1905—1907 r., w wolnej Polsce był wiceministrem resortu sprawiedliwości, potem walczył z karabinem w ręce, powrócił jednak na sale sądowe. Podziwiano jego mowy, siłę wywodów, odwagę, refleks, ogólną, kulturę humanisty (pisałem już przed laty o tym w „Kontaktach”). W rocznicę śmierci wielkiego łomżyniaka zapraszam do lektury fragmentów wystąpienia Śmiarowskiego w procesie o  udział w zajściach krakowskich. Jesienią 1923 r. sytuacja gospodarcza, także społeczna i polityczna, skomplikowała się wielce. Szalała inflacja i rosły koszty utrzymania. Proletariat podjął oręż strajkowy przeciwko polityce rządów centro–prawicowych. 5 listopada kraj ogarnął strajk powszechny. W dniu następnym w Krakowie tłumy wyszły na ulice, policja otworzyła ogień, padli pierwsi zabici. Demonstrantom udało się jednak rozbroić dwie kompanie i zdobyć samochód pancerny „Dziadek”; załamały się również szarże ułanów. W tej sytuacji działacze Polskiej Partii Socjalistycznej podjęli pertraktacje z władzą. Uzgodniono warunki rozejmu, wygasły walki. Ogółem zginęło w Krakowie 18 osób cywilnych j 14 wojskowych. Cisnęło się wiele pytań, w tym i o udział w wypadkach listopadowych zwolenników Józefa Piłsudskiego, kto ponosi odpowiedzialność za śmierć robotników i żołnierzy? Od 1 czerwca do 1 sierpnia 1924 r. trwała rozprawa sądowa przeciwko 57 osobom oskarżonym o udział w rewolcie. Listę ich obrońców zamykał Eugeniusz Śmiarowski.

Droga szczerości i prostoty

Wysoki Sądzie i Panowie Sędziowie Przysięgli!

Rola moja, ostatniego obrońcy w tym procesie, jest niezwykle trudną. Mam przemawiać do Was, Panowie Sędziowie, wtedy, kiedy po

czterdziestu kilkudniowych rozprawach zarówno mówca, jak i słuchacze są ponad wszelki wyraz znużeni. Mam przemawiać dziesiąty z kolei obrońca wtedy, kiedy nieomal wszystkie związane z procesem tematy są już wyczerpująco omówione…

Ale, co najważniejsze i co mnie najbardziej obawą przejmuje, to fakt, że, dziś po raz pierwszy w życiu wnoszę obronę przed Sądem Przysięgłych, że to, co było marzeniem każdego obrońcy w b. zaborze rosyjskim, a później w dzielnicy Niepodległej Polski, dobrodziejstwa Sądów Przysięgłych pozbawionej, co w ciągu 20 lat praktyki obrończej było moim marzeniem — to tu w dniu dzisiejszym dopiero zostanie zrealizowane. I oto zapytuję siebie z niepokojem, czy znajdę ten język, którym do Was, Panowie, przemawiać  trzeba…I oto kiedy jednak podejmuję to zadanie, pociesza mnie myśl następująca. Jest droga, na której pomiędzy ludźmi dobrej wolt porozumienie zawsze może nastąpić, i na tę drogę chcę wejść, przemawiając do Panów. Jest to droga szczerości i prostoty, jest to droga szczerości w treści i prostego w formie zakomunikowania Wam tego, w co ja głęboko wierzę, o czym jestem głęboko przekonany Tej mojej wiary i tego mojego przekonania chciałem Wam, Panowie Sędziowie, chociaż w części udzielić (…). Więc nie będę przed Wami, jak to czynili oskarżyciele, otwierał trumien pomordowanych, zarówno tych, co pochowani zostali przy biciu w dzwony z udziałem kleru i z całym ceremoniałem kościelnym, jak i tych, co im tego blasku wielkiego pogrzebu odmówiono, pozwólcie mi najwyżej, Panowie Sędziowie, wspomniawszy 0 tem, westchnąć nad względnością wszystkich zasad ludzkich,  a więc nawet i tej zasady, że wobec śmierci wszyscy są równi, że śmierć do swego łona jednako przytula i tych, co tu na ziemi, byli uprzywilejowani, i tych, co jakichkolwiek przywilejów byli pozbawieni /…/.

 Chcę zatem bez frazesów i bez wywierania nacisku na Wasze sumienie przez roztaczanie przed Wami obrazów oddziaływujących na uczucie, przemówić do Waszej rozwagi i w tym celu pragnę raz jeszcze dać Wam analizę rzeczową wypadków 6 listopada tak, jak w mojem przekonaniu wypadki te się przedstawiają, {…}

Co widzi świadek?

Chcę Wam przypomnieć niektóre czysto naukowe obserwacje z dziedziny psychologii świadczenia. Oto jeden z wybitnych niemieckich kryminalistów dokonał następującego doświadczenia, Przygotował i przeprowadził na wykładzie publicznym z góry wyreżyserowaną awanturę. Jeden ze studentów, podszedłszy do katedry, zwrócił się do profesora z zapytaniem, profesor odpowiedział szorstko i niegrzecznie, student się uniósł, nastąpiła sprzeczka, zakończona tem, że student wyciągnął rewolwer i dał strzał do profesora, oczywiście — nie czyniąc mu żadnej krzywdy. Wtedy profesor zwrócił się do obecnych na sali wykładowej słuchaczy, żądając od nich opisania zajścia. I cóż się okazało? Opisy różniły się pomiędzy sobą b. znacznie i wszystkie odbiegały od rzeczywistości, przekręcając ją i pacząc. Oto macie, Panowie, psychologię świadka w atmosferze, która choć trochę odbiega od normalnej. Nie jest w stanie zachować obiektywizmu,; pomiędzy obrazem faktów, które jego umysł zachował, a rzeczywistością są jak najdalej idące różnice. A teraz weźcie, Panowie, pod uwagę, w jakiej atmosferze rozgrywały się wypadki dnia 6 listopada.

Dowody zastępcze

Te braki w materiale dowodowym nie tylko przez obronę są odczuwalne, również odczuwają je i nasi oskarżyciele. I oto w poczuciu niedostateczności dowodów w sprawie szukają oni dowodów zastępczych, które mają uciszyć, niepokój Waszych sumień i zagłuszyć Wasze wątpliwości, „Chcecie więcej dowodów — woła kolega Szurlej — idźcie na cmentarz, tam je znajdziecie.” I wyobraża sobie oskarżyciel, że wystarczy wskazać Wam na ciała zabitych ułanów, abyście dla stwierdzenia winy tego czy innego oskarżonego nie potrzebowali niczego więcej. Oburzenie Wasze ma zastąpić fakty, których nie ma. Są inne dowody zastępcze, którymi oskarżyciele próbują oddziaływać czy to na Waszą wyobraźnię, czy to na Wasz patriotyzm. A wiec mówią Wam, że w dniu 6 listopada Rzeczypospolita została wdeptana w błoto i że z tego błota dopiero Wasz werdykt ma ją wyciągnąć. Czy doprawdy Rzeczypospolita jest tak słaba i biedna, że od 6  listopada podnieść się nie może? Ależ wiemy, że Rzeczypospolita o wiele cięższe przechodziła chwile…Te braki w materiale dowodowym nie tylko przez obronę są odczuwalne, również odczuwają je i nasi oskarżyciele. I oto w poczuciu niedostateczności dowodów w sprawie szukają oni dowodów zastępczych, które mają uciszyć, niepokój Waszych sumień i zagłuszyć Wasze wątpliwości.

Wreszcie użyto jeszcze jednego argumentu. Nie żeby Was przekonać, lecz żeby na Was oddziałać, ale ten argument był tak podrzędnego gatunku, że doprawdy lepiej by było, gdyby nie został użyty. Nie zawahano się przekonywać Was, że od Waszego werdyktu skazującego zależy otrzymanie pożyczki zagranicznej. Ja wiem, Panowie Sędziowie, że dla pożyczki zagranicznej wiele rzeczy można poświęcić i wiele rzeczy można się wyrzec. Wiem, że można sprzedać lub wydzierżawić monopol tytoniowy, sprzedać lub wydzierżawić koleje państwowe, ale żeby można, było dla pożyczki, zagranicznej przehandlować sumienia obywatelskie — to wydaje się mi rzeczą nie do wiary! To byłby taki upadek moralności obywatelskiej i godności Narodu, że Narodowi, któ­ry by takiego handlu się imał, żadna pożyczka nie byłaby w sumie dopomóc Lepiej, żeby ten argument nie został użyty. Wymażcie go, Panowie, z Waszej pamięci!

Rząd mówił: „ Będzie gorzej”

Jestem pewny, Panowie Sędziowie, że odrzucicie nacisk na Wasze sumienia, który pochodzi spoza samej sprawy, a więc i nacisk trumien i krwi, i nacisk racji stanu takiej czy innej, pomni, że sprawiedliwość jest jedyną racją stanu, którą się w najwyższym interesie Państwa można kierować. Jestem przekonany dalej, że odrzucicie w ogóle wszelką politykę, która jest przekleństwem wymiaru sprawiedliwości, że nie ulegniecie jakiejkolwiek demagogii, która winna być wypędzona z sali sądowej, tak jak handel był wypędzony ze świątyni. […]Szukajcie zatem winnych, szukajcie morderców; jeżeli znajdziecie, skażcie ich z całą surowością prawa. Ale o jednym tu trzeba pamiętać. Winni w tej sprawie, winni w potocznym znaczeniu słowa, to niekoniecznie ci, którzy swemi fizycznymi i materialnymi działaniami spowodowali śmierć ułanów (.-) Nie dość jest widzieć karabin w ręku danego osobnika, nie dość jest nawet pochwycić rękę, która pociągnęła za cyngiel — trzeba wiedzieć,skąd się ten karabin wziął, jak się dostał do rąk, dlaczego zeń wymierzono i strzelano, dlaczego może on sam wypalił, niemal bez udziału ręki, a w każdym razie bez udziału woli, która w normalnych warunkach winna była tą ręką kierować.

I oto zagadnienie należy postawić inaczej. Nie winy należy szukać, a odpowiedzialności. Ukarani mają być przede wszystkim ci, co ponoszą odpowiedzialność za to, że wypadki z dnia 6 listopada miały miejsce i przybrały obrót tak,tragiczny, którzy do tych wypadków doprowadzili, którzy byli ich świadomymi sprawcami…

W długim wywodzie Eugeniusz Śmiarowski wykazał, że ani PPS, ani „Strzelec” nie przygotowywały wypadków krakowskich, i nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

Szukajmy zatem odpowiedzialności w samym tłumie, który te wypadki spowodował. Może tam znajdziemy winnych i na nich odpowiedzialność złożymy. Trzeba więc zbadać podłoże psychologiczne tłumu, zebranego na ulicach Krakowa w dniu 6 listopada, trzeba zanalizować motywy, które ten tłum wzburzyły i pchnęły do rewolty {…].

Otóż pierwszym takim czynnikiem była — drożyzna […]. Wzrost drożyzny i szalejąca orgia spekulacji we wszystkich dziedzinach życia ekonomicznego! A więc nędza po jednej stronie, a dobrobyt szalejącego paskarstwa po drugiej. Z zupełną niechęcią Rządu wobec zadania wyrównania tych przepastnych różnic. A stąd płynące rozgoryczenia cierpiących mas robotniczych, które niewątpliwie gotowe były głodować wraz z całą Polską, ale burzyły się pod wpływem tej świadomości, że są ofiarami bezmiernego wyzysku owego szalejącego w orgii spekulacyjnej paskarstwa. I rozgoryczenie to zwracało się przeciwko Rządowi, Rządowi nieudolnemu, który bezsilny i bezradny, stał wobec narzucających się zagadnień, a jako jedyną pociechę miał ową smutnej sławy formułę: „Będzie gorzej”.

Następnie mówił Śmiarowski o prawie do strajku i o decyzjach władz zmilitaryzowania kolei oraz wprowadzenia sądów doraźnych.

Gdzie są winni

Takie czynniki urobiły duszę tego tłumu, który się znalazł w dniu 6 listopada na ulicach Krakowa. Znękany nędzą, wzburzony sponiewieraniem swych praw, pozbawiony rozważnego i świadomego kierownictwa — tłum ten, jak materiał palny, pod działaniem pierwszej iskry gotów był wybuchnąć Taka iskrą były pierwsze wystrzały które dane były ze strony policji i których ofiarami padli dwaj robotnicy. Wybuch nastąpił…

Oto dobiegliśmy, Panowie Sędziowie, do końca naszych rozważań, i w tym, momencie może stanąć przed Wami to retoryczne zapytanie jednego z oskarżycieli; „Jak to, więc nie ma winnych?” Tak jest, śmiało na to odpowiadam: Nie ma winnych! — nie ma ich przynajmniej na ławie oskarżonych, a czy są gdzie indziej, nie moją jest sprawą dowodzić. „Ale cóż począć z ciałami zabitych? Przecież gdzie są pomordowani, tam muszą być mordercy?” — powiadają oskarżyciele. A ja zapytam, czy jeżeli nawałnica przeciąga przez miasto i piorun zabije człowieka, to czy nawałnica albo piorun są winni? Wtedy też nie ma winnych, chyba ci, co zaniedbali ustawić piorunochrony. A jeżeli wezbrana rzeka, zerwawszy tamy, pędzi i w nurtach swych unosi ludzkie ofiary, to przecie nie rzeka i nie fale są winne,..

Kończę, Panowie Sędziowie, i obronę swą chcę zamknąć tym samym obrazem, od którego przemówienie swoje rozpoczął przedstawiciel urzędu publicznego, Dzwony z Wieży Mariackiej!

Panowie Sędziowie, pójdziecie wkrótce do sali narad i powrócicie stamtąd z Waszym werdyktem. Werdykt Wasz jak dzwon zabrzmi, po całej Polsce, I oto niech nie będzie to dzwon żałosny nad nowemi mogiłami, niech nie będzie to dzwon triumfalny zemsty, a niech to będzie spokojny i łagodny dzwon wieczorowy, obwieszczający ludziom odpoczynek, obwieszczający wytchnienie po dniu pełnym znoju i walk, obwieszczający zapomnienie, które w tej sprawie jest równoznaczne ze sprawiedliwością.

Sąd Przysięgłych uniewinnił oskarżonych — z wyjątkiem pięciu osób, skazanych za kradzież podczas wydarzeń 6 listopada 1923 r

 

Przygotował i śródtytułami opatrzył Adam Dobroński


1082 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Łomża. Ulica Jana z Kolna

UL. JANA Z KOLNA Powstała w II łowie XIX wieku. Położona jest w Centrum między ulicami Senatorską i Dworną. Na mapce Łomży z 1872 roku nazywała się RadzieckA i zaczynała się od [...]