Harcerstwo Łomżyńskie Wczoraj i Dziś R.I.17-21

ROZDZIAŁ I
GAWĘDY – „HARCERSTWO ŁOMŻYŃSKIE WCZORAJ I DZIŚ”

ROZDZIAŁ I.17

hm. Edward Stefanowicz
PRZYRZEKAMY – Rajd Pamięci Września 1939 – Wizna

Harcerzem być to bardzo wiele. Harcerzem być, to przestrzegać zasad harcerskich, wartości ideowych w domu rodzinnym, szkole, czy społeczeństwie. Harcerskie ideały określają zasady patriotyzmu, wymagają aktywnej służby dla Ojczyzny i humanizmu, wyrażającego się w idei braterstwa wśród ludzi.

Wierność takim zasadom będziecie ślubować podczas składanego Przyrzeczenia Harcerskiego. Wierność Prawu, które wskazuje nam drogę aktywnej i braterskiej postawy wobec narodu, otaczającego nas społeczeństwa, wobec własnej pracy i obowiązków. Prawo harcerskie wymaga od nas zwiększonej wrażliwości na potrzeby i sprawy drugiego człowieka. Gotowość do niesienia pomocy ludziom potrzebującym przyjaźnie podanej ręki. Humanizm obowiązuje całą naszą organizację i każdego jej członka z osobna, w każdej porze i różnych okolicznościach.

Burzliwa historia naszej Ojczyzny, wielokrotnie wymagała poświęcenia  przy realizacji haseł zawartych w składanym przyrzeczeniu. W naszej pamięci pozostanie przykład kapitana Władysława Raginisa i jego towarzysza broni – porucznika Stanisława Brykalskiego. W 1939 roku na odcinku obrony pod Wizną złożyli przyrzeczenie wobec swoich żołnierzy. Ślubowali, „że żaden z nich żywy nie opuści oddanej mu pod rozkazy pozycji.” W czasie składanego ślubowania nie wiedzieli, że z 720 żołnierzami słabo uzbrojonymi przyjdzie stawić czoło XIX Korpusowi Pancernemu Wehrmachtu o stanie osobowym 43 tys. żołnierzy i oficerów.

Rano 8 września rozpoczął się atak na polskie pozycje obrony. Powietrze rozdarł przeraźliwy gwizd pocisków artyleryjskich. Bomby lotnicze wyrzucały pierwsze gejzery ziemi. Granaty nieprzyjaciela, początkowo niecelnie, uderzały  w linie obrony. Giną i zostają ranni polscy żołnierze.  Mimo to, załoga odpiera skutecznie kolejne ataki agresora.

W myśl złożonej przysięgi wojskowej żołnierze polscy walczyli i ginęli po to, by ich ojczystej, naszej wspólnej polskiej ziemi nie deptała stopa obcego żołdaka. Po to, by spać mogły spokojnie polskie matki i dzieci. W czasie powtarzanych ataków w ciągu 3 dni obrony nikt się nie wycofał, nikt nie szukał ocalenia w odwrocie. Pozostali wierni słowom złożonej przysięgi. Bitwa nie mogła skończyć się sukcesem, mimo to polscy żołnierze podjęli nierówną walkę z najlepiej uzbrojoną, jak na owe czasy, armią Wehrmachtem. Kapitan Raginis do końca pozostał wierny złożonemu ślubowaniu. Wolał bohaterską śmierć niż niewolę w niemieckim obozie.

Wydarzenia z lat wojny jawić się nam będą w pamięci jako hołd żołnierzom oraz harcerzom Szarych Szeregów. Gdy Warszawa płakała ogniem i krwią podczas okupacji, harcerze Szarych Szeregów przyrzekali:

„Życiem moim – Polska cierpiąca i walcząca.
Wiara moja – Polska zwycięska i tryumfująca.”

Harcerze Szarych Szeregów nie sprzeniewierzyli się słowom przysięgi. Pierwsi czynnie przeciwstawili się zbrodni ludobójstwa III Rzeszy na ludności Polski. Oddziały harcerskie okryły się sławą bojową w najcięższych walkach Powstania Warszawskiego. Chwała Bohaterom!

Dziś nie wzywamy polskiej młodzieży do poświecenia swego życia dla Ojczyzny. Żyjemy wolni, bezpieczni, równi, a naszych granic nie musimy bronić zbrojnie. Nasza walka – to codzienny trud zdobywania wiedzy i umiejętności rozwiązywania problemów codziennego życia. To nasz aktywny udział w życiu szkoły, drużyny harcerskiej i w domu rodzinnym.

W psychice Polaków łatwiej wywołać krótki zryw bohaterski w obronie Ojczyzny, z poświęceniem własnego życia niż wykazać się siłą woli w codziennej długotrwałej pracy dla polski. Cechę tę obserwujemy w dziejach naszego narodu.       Z historii, która splotła się  życiowym węzłem z dniem dzisiejszym. Historia , która nas uczy, ostrzega i wychowuje, której nie wolno lekceważyć.

Wydarzenia z przeszłości wykorzystujemy we współczesnym życiu. Nasze harcerskie pozdrowienie „czuwaj” wymaga od każdej harcerki i harcerza czynnej  i czujnej postawy wobec wyzwań XXI wieku. Pochylmy głowy przed tymi, którzy oddali swoje życie po to, byśmy dziś mogli spokojnie żyć, zdobywać wiedzę i odpoczywać. Wielcy ludzie nie odchodzą w przeszłość. Najwartościowsze ich ideały zawsze będą w nas żyć. Sprawmy, aby ideały Prawa Harcerskiego pozostały w nas na zawsze i wskazywały nam drogę służby Ojczyźnie i społeczeństwu. Dotrzymanie wierności przyrzeczeniu stawia ludzi w rzędzie tych, którym nasza Rzeczpospolita zawdzięcza, że  nigdy „nie zginęła”.

ROZDZIAŁ I.18

OBROŃCOM WIZNY

Na obszarze bagiennym Biebrzańskiego Parku Narodowego i doliny Narwi leży Wizna – najstarszy z XI wieku gród obronny Mazowsza. Kasztelania w Wiźnie broniła północno – wschodnich granic państwa, broniła przeprawy przez Narew wojowniczym plemionom Jaćwingów, Prusów i Litwinów. Dostępu do grodu broniły: od wschodu rzeka Narew, od zachodu i północy – rozległe bagna doliny Narwi. Naturalne wysokie nadnarwiańskie skarpy i bagna wykorzystano również do budowy umocnień linii obrony w 1939 roku.

1 września 1939 roku bez wypowiedzenia wojny wtargnęły w granice Polski wojska niemieckie, a 17 września dokonały agresji wojska sowieckie. Do obrony swej niepodległości Polska wystawiła armię, jak na ówczesne lata i możliwości stosunkowo silną. Przyszło jej jednak stawić czoło najsilniej uzbrojonej w świecie armii  Wehrmachtu oraz najliczniejszej w świecie Armii Czerwonej. Wrześniowa kampania nie mogła więc zakończyć się zwycięstwem.

Mimo miażdżącej przewagi zaborców Wojsko Polskie uczestniczyło w wielu bitwach, które na trwałe weszły do historii walk obronnych. W pamięci społeczeństwa pozostali m.in. obrońcy Wizny. Bronili honoru narodu i własnego kraju zaatakowanego przez najeźdźców.

Wojsko Polskie stacjonujące w Osowcu objęło obronę odcinka Wizna 26 sierpnia 1939 roku. Dowództwo otrzymał kpt. Raginis, pełniący funkcję dowódcy fortecznej kompanii karabinów maszynowych, wraz z którą objął obronę odcinka Wizna  o długości 10 km.

Kpt. Władysław  Raginis był koleżeński, wesoły w życiu prywatnym. Wyróżniającą go cechą było głębokie poczucie obowiązku, godność osobista i żelazna dyscyplina w przeprowadzaniu zamierzeń. Obejmując dowództwo odcinka miał 31 lat. Nie miał doświadczenia frontowego oficera.

Najeźdźcą był XIX korpus pancerny Wehrmachtu, przeznaczony do wykonywania samodzielnych zadań bojowych. Stanowił wyższy związek taktyczny złożony z kilku pancernych dywizji. Całością dowodził jeden z najzdolniejszych dowódców wojsk pancernych III Rzeszy generał Heine Guderian.

Zadaniem zmechanizowanej niemieckiej armii było szybkim ruchem z Prus wschodnich zamknąć od wschodu oblężenie Warszawy. Pierwszą przeszkodą w wykonaniu szybkiego zadania było Wojsko Polskie kpt. Raginisa w umocnionej linii obronnej odcinka „Wizna”. Doszło do ataku wojsk korpusu pancernego Wehrmachtu wspartych lotnictwem bombowym na garstkę słabo uzbrojonych żołnierzy polskich.

Odcinek Wizna o długości 10 km posiadał stałe umocnienia:

– 6 ciężkich i 8 małych żelbetonowych schronów, w tym 2 małe schrony wysunięte o 5 km broniące przeprawy na Narwi
– polowe okopy strzeleckie
– rowy łącznikowe
– przeciwczołgowe zapory ziemne
– zasieki z drutu kolczastego dla piechoty
– wyschnięte bagna doliny Narwi i Biebrzy
Schrony wyposażone były w 2 lub 4 ciężkie karabiny maszynowe, a duże bunkry wyjątkowo w działo. Brak urządzeń wentylacyjnych obniżał wartość bojową schronów. Całość umocnień, jak i siła ognia nie mogła skutecznie obronić przejścia pancernej armii w głąb kraju.

Schron dowodzenia na Górze Strąkowej posiadał dogodne warunki obserwacji   i prowadzenia ognia. Punkt dowodzenia był jedynym z najsolidniejszych ogniw całego odcinka. Żelbetonowy strop schronu pokryty dodatkowo kilkoma warstwami ziemi wzmacniał osłonę bunkra przed ogniem artylerii. Dwie wieżyczki pancerne dawały dogodne możliwości dozorowania całego pobliskiego terenu.

Sam schron, obok stanowisk ogniowych i pomieszczeń dla załogi posiadał jeszcze mały magazyn amunicyjny oraz osobne wydzielone pomieszczenie dla dowódcy odcinka i centrali telefonicznej, utrzymującej łączność przewodową  z innymi schronami. Wejścia do schronu broniły ciężkie pancerne drzwi, wkopane głęboko w ziemię, osłonięte specjalnie usypanym szańcem ziemnym.

Ilość zgromadzonych wojsk po obu stronach frontu i jego uzbrojenia przedstawia tabela porównawcza:

Tab.1. Porównanie uzbrojenia oraz sił osobowych po stronie wojsk polskich oraz niemieckich.

Skład osobowy i uzbrojenia Po stronie polskiej Po stronie niemieckiej
Oficerowie 20 1250
Szeregowi i podoficerowie 700 41 800
Czołgi 450
Haubice 108
Działa lekkie 6 58
Działa przeciwpancerne 195
Moździerze 108
Granatniki 188
Ckm – motocykle 28 288
Rkm 18 689
Samoloty bombowe

Wymowa cyfr w tabeli porównawczej jest jednoznaczna i nie wymaga komentarzy.

W skład załogi polskiej wchodziły:

– kompania strzelców wzmocniona plutonem cekaemów – kpt. Schmit
– kompania cekaemów baonu fortecznego – kpt. Raginis
– bateria 6 armat 76 mm – por. S. Brykalski
– rezerwowa kompania saperów
– plutony: artylerii, piechoty, zwiadowców konnych, pionierów piechoty.

Ogółem 720 oficerów i żołnierzy. Przy rozwinięciu sił polskich w tyralierę  wypadał jeden żołnierz na 25 m bronionego odcinka.

Wobec swoich żołnierzy kpt. Raginis i jego przyjaciel por. Brykalski złożyli krótką żołnierską przysięgę. Ślubowali, że żaden z nich żywy nie opuści oddanej mu pod rozkazy pozycji. Słowom przysięgi nie sprzeniewierzyli się. Pokazali, że potrafili pięknie żyć i godnie umierać, a Ojczyzna stawia ich w rzędzie tych, którym zawdzięcza, że nigdy „nie zginęła”.

Bój w obronie odcinka frontu rozpoczął się rano 8 września 1939 r i trwał 3 dni. Setki hitlerowskich czołgów, dział pancernych, klucze hitlerowskich bombowców, dziesiątki tysięcy żołnierzy Wehrmachtu uderzało na polskie pozycje.

Żołnierze kpt. Raginisa podjęli nierówny beznadziejny bój z głęboką wiarą,     że za ich przykładem pójdą inni. Walczyli i ginęli w przekonaniu, ze sprawa w obronie której trwali do końca znajdzie podobnych naśladowców i ostatecznie zwycięży.

Historia dowiodła słuszności nadziei kapitana i jego załogi. Żołnierze z reduty pod Wizną nie polegli na próżno.

Z załogi Wizna liczącej 720 żołnierzy ocalało zaledwie 70 ludzi. Reszta poległa, została ranna lub dostała się do niewoli. W ciągu trzech dni wstrzymano natarcie, co pozwoliło przegrupować się jednostkom wojskowym SGO „Narew” i przyczyniło się do skuteczniejszej obrony wschodnich ziem Polski. W efekcie końcowym dywizja pancerna Guderiana walczyła do końca wojny na naszych ziemiach, nie uczestnicząc jednak w oblężeniu Warszawy.

10 września 1939 roku około godz. 12 kpt Raginis rozkazał żołnierzom bunkra dowodzenia zdjąć pasy i złożyć broń. Krótko podziękował za obronę, za dobrze spełniony żołnierski obowiązek  i otworzył drzwi bunkra. Żołnierze polscy wychodzili poddając się szpalerowi żołnierzy niemieckich z wycelowaną w nich bronią maszynową. Ale nie strzelali. Po wyjściu ostatniego obrońcy, w bunkrze rozległ się wybuch ręcznego granatu. Dowódca wolał śmierć niż niewolę.

Miejscowi rolnicy wyciągnęli z mocno zadymionego gazami spalinowymi schronu dwa ciała polskich oficerów: kpt. Raginisa z poszarpaną od granatu piersią i por. Brykalskiego z roztrzaskaną czaszką. Ciała oficerów pochowano przy szosie obok schronu, w rejonie Góry Strękowej. Po wojnie wyryto napis:

„Bohaterom obrońcom odcinka Wizna kapitanowi Raginisowi i jego żołnierzom poległym za Ojczyznę we wrześniu 1939 roku”.

Polska przegrała bitwę z najeźdźcami we wrześniu, ale w końcowym efekcie wygrała wolność, niepodległość i własną godność. Splotła się swym życiowym węzłem historia z dniem dzisiejszym. Historia, uczy, ostrzega i wychowuje. Nie wolno jej lekceważyć.

Dziś oddajmy hołd i szacunek zarówno obrońcom odcinka Wizna, ale i bezimiennej ludności Wizny, która poległa podczas II wojny światowej.

Wydarzenia z przeszłości wykorzystajmy w codziennym życiu i pracy. Nasza praca to codzienny trud zdobywania wiedzy i umiejętność rozwiązywania codziennych problemów.[I]


[I] Bibliografia

F. i J. Bernaś „Reduta pod Wizną”
K. Stawiński „Bój pod Wizną”
Z. Koszyta „Wrzesień 1939 na Białostocczyźnie”

ROZDZIAŁ I.19

Autor nieznany
RELACJA Z  XXV MANEWRÓW TECHNICZNO OBRONNYCH

Piątek ok. 7.10

PKS dotarł do Piątnicy. Wysiadamy, jest nas pięcioro. Pytamy jakichś przechodniów gdzie jest strzelnica… jedni kierują nas w bok, inni przed siebie, jeszcze inni w lewo. Zgodnie z logiką poszliśmy w prawo. Doszliśmy. Po drodze ubyło nam z plecaków parę kanapek i trochę herbaty. Doszliśmy. Przed nami strzelnica na Fortach. Tylko… do jasnej… nikogo tu nie ma! Nic!

Ok. 8.30

Nareszcie! Pierwszy człowiek! Potwierdza miejsce spotkania. Ufff… Powoli zaczynają zbierać się ludzie. No, no… zaczyna to jakoś wyglądać. Zagadnęłam dziewczyny, oj! Jakich ciekawych informacji się dowiedziałam… no przecież najważniejsze to poznać „wroga”, nie tak? Nastraszyły mnie drużyną z Dęblina… Zwycięzcy z tamtego roku.. Taa,  niech no ja ich tylko dorwę!

Ok. 10.00

Apel. Piekielne słońce, piekielny żar, a oni nas męczą… Lekki zawrót głowy, mały podmuch wiatru i jest ok. Oficjalne otwarcie. W sumie żadna rewelacja. Ale stać  na baczność wypadało. Ogłosili start konkurencji. Bieg na fortach.

Wystartowali! Młodzi, starsi, panie, panowie… wszyscy gdzieś gnają… nawet mają cel! A jak… Wygrać. No to zaczynamy. Dorwaliśmy się do broni.. bach, bach.. naboje wystrzelone.. Cel.. Hymn, powiedzmy, że trafiony. Strzelanie do monitora  to rewelacja! I czas na prawdziwą zabawę! Toczenie opony. To nam sprawiło chyba większą frajdę niż wysiłek. Bieg z noszami. O jej.. koszmar, oprócz tego, że nasz patrolowy wpadł w jakąś niesamowicie dziwną dziurę, nosze upadły nam dwa razy. To było ok. beczki. O matko i ojcze! Inne słowa nie przychodzą mi na myśl. Konkurencja rodem z „Selekcji”! Jak wymęczyć kogoś psychicznie i fizycznie w krótkim okresie czasu… ale jestem zadowolona. Beczki ciężkie, bo ciężkie, ale dawały się przenosić. Ściana płaczu. Oj, moja drobna słabostka.. więc przemilczę. Ale ogólnie wypadliśmy jako tako… Granat, oj jak ja lubię te słowo. GRRRAANAT   i całość padnij… Niestety nie w tej konkurencji. Granat w dłoń, w tarczę wymierz   i rzuuuucaj! Jeden trafiony.

Ok. 13.30

Zakończyliśmy nasz bieg po fortach. Bilans? Bąbel z krwią na prawym małym palcu  u nogi… w międzyczasie miało miejsce niemiłe wydarzenie pewnej z grup, ale niemiłe wspomnienia zostawiamy w tyle. Odpoczywamy przy studni. Doskonała okazja na zrobienie dowcipu. Studnia bowiem działała na zasadzie światła. Włącznik   i leci. Ale nie. My oczywiście musieliśmy pokomplikować ludziom życie. Wyglądało to mianowicie tak. Kolega Szczur siedział na studni przy włączniku. Osobnik X podchodził do studni, by nabrać wody. Pompował ją rączką. Na co my wkraczaliśmy w akcję zwrotem: To nie tak! Jak chcesz, żeby leciała, to musisz tę czarną rurkę ścisnąć. O tak, właśnie tak. Będzie lepiej leciało, jak będziesz ją ściskał jak krowę. Na co osobnik X, z dziwną miną reagował wykonaniem podanych wskazówek. Szczur regulował wodę poprzez włącznik. Zadowolony osobnik X, zapewne z tego, że dobrze ściska…., przekazywał swoją nabytą wiedzę osobnikowi Y, który nadal ją praktykował. A my? My gryźliśmy piach ze śmiechu… chłopcy z mojej drużyny udali się troszkę postrzelać, a ja usiadłam w cieniu, obok pięciu facetów wysmarowanych kredką maskującą.

Ok. 15.00 Nowy Młyn.

Zajechaliśmy. Zakwaterowanie. Dostaliśmy namiot. Sjesta. Odpoczynek. Ach jak cudownie. Konkurencja. Godzinna gra terenowa. Zaczynamy! Ruszyliśmy pod koniec. Mimo wszystko pełni optymizmu. Efekty? Nie trzeba było długo czekać. Pierwsze zadanie wykonane w ostatniej sekundzie. Przy następnym zamoczone spodnie. Później okropna rywalizacja na szczudłach, a wcześniej ślepy wężyk, który udało nam się wygrać… Ahh… Alkatras. Obdarte dłonie. Nic poza tym. Stopy bolały mnie  już wcześniej od niewygodnych butów. Potem drabina. Niesamowicie świetna konkurencja! I slalom z trzymaniem się za ręce. Świetny uchwyt. I się udało.

Ok. 7.00

Chyba ktoś krzyknął na pobudkę… chyba trzeba wstawać. Niechętnie. Zjedliśmy śniadanie. Trzeba było wyruszać na Wielogodzinną Grę Terenową. Jako tako nałożyłam buty. Nogi miałam już masakrycznie spuchnięte pełne bąbli. Wyruszamy na wielogodzinną grę terenową. Idziemy. Łuk. Na swoich ukochanych obozach militarnych już strzelałam. Powinno pójść gładko. A tu nie. Łuk był dosyć dobry. Za daleko niosło nam strzały. Test? Poszedł gładko. Czas iść dalej, potem odznaki wojskowe i moro. Poszło dobrze. Czartoria. Sołtys, zakupy w sklepie. Trzeba iść dalej. Namiot. Poszedł nam szybko. Moje bąble na nogach! Ale kurczę nie udało się. Przejście na linie nad rzeką, wracamy.

Ok. 20.00

Ja z sąsiadami z namiotu, postanowiliśmy zrobić rzecz okropną i okrutną! Wywołać ducha musztardy… Saperskiej, zwanej później Sarepska. Czasem odbija w takich warunkach. I to jest jeden tego przykładów. Po nieudanej próbie wywołania ducha musztardy poszliśmy na ognisko. Ach ten klimat! Szanty, stary polski rock… Pogrzaliśmy się przy ognisku do ok. 1.00. poszliśmy oglądać gwiazdy. Wypatrzyłam gwiazdozbiór Strzelca. Usiłowałam nakierować wzrok kolegi na gwiazdy w kształcie puszki coli ze słomką. Nie wiem skąd te skojarzenia. Zażyczyłam sobie tyle życzeń przy spadających gwiazdach, że do końca życia los będzie miał co robić – spełniać je.

Ok. 8.00

Ktoś mnie szturcha, ktoś mnie budzi! Jest niedziela. Dzień leniwy. Rozciągnięcie kości. Ziewanie. Śniadanie. Sprzątanie. Apel. Nie zajęliśmy żadnego miejsca, ale jesteśmy zadowoleni ze swojego startu. Najważniejsze jest to, że sprawdziliśmy sami siebie. Swoje słabości i mocne strony. Granice wytrzymałości. Dotarliśmy PKS-em do domu. Brudni, spoceni, zmęczeni, poturbowani, ale zadowolenie i dumni z siebie.

Jedyne moje podsumowanie: było cudnie, ludzie – dopisali, organizacja – dopisała, pogoda – dopisała, paznokcie – całe, jedyne co nie dopisało, to moje buty…

ROZDZIAŁ I.20

hm. Dorota Górska
BETLEJEMSKIE ŚWIATŁO POKOJU

W miejscu narodzenia Chrystusa stoi potężna bazylika  z Grotą Narodzenia, w której to płonie  nieustannie ogień. To ogień pobrany z tej groty przez skautów austriackich na przejściu granicznym w Łysej Polanie, który otrzymują z rąk skautów słowackich polscy harcerze. Wędruje on następnie do Głównej Kwatery ZHP w Warszawie, stąd do chorągwi, do hufców i przez nie do tysięcy mieszkańców naszych wiosek i miast. Wiele by mówić o symbolice ognia. Ostatecznie to ten betlejemski ogień  co roku, w okolicy 21 – 22 grudnia płonie w Łomży na Starym Rynku skąd, kto chce, może go pobrać i  zanieść do swojego domu. To piękny zwyczaj, który mocno wrósł jako trwały akcent uroczystości związanych z kolejną rocznicą Narodzenia Pana.

Na pomysł przekazywania Betlejemskiego Światła Pokoju wpadli w 1986 roku austriaccy skauci. Płomień, który pochodzi z Groty Narodzenia Jezusa Chrystusa harcerze transportują samolotem do Wiednia, gdzie podczas ekumenicznego nabożeństwa katolików, prawosławnych i protestantów zostaje on przekazany harcerzom z kilkunastu państw. Wiedeńskie uroczystości Światła Pokoju mają już wieloletnią tradycję.

Płomień betlejemski dociera co roku między innymi do Parlamentu Europejskiego w Strasburgu oraz państw byłego Związku Radzieckiego. Podawane z rąk do rąk światło trafia do ludzi potrzebujących, samotnych oraz do rodzin, szkół, szpitali, kościołów, urzędów i instytucji. — „Przekazywanie Światła Betlejemskiego  w chwili jednoczenia się Europy nabiera dodatkowego znaczenia” — mówi ks. Jan Ujma, były naczelny kapelan Związku Harcerstwa Polskiego.

Do Polski Betlejemskie Światło Pokoju trafia od 1991 roku. Coraz więcej środowisk oczekuje przed świętami Bożego Narodzenia odwiedzin harcerzy. Od 2003 roku płomień zapalony w miejscu narodzenia Chrystusa przekazują na wigilijnych świecach Caritas. Tradycyjnie polscy harcerze z ZHP przekazują Betlejemskie Światło Pokoju na Litwę, Ukrainę i Białoruś.

Do Łomży po raz pierwszy Ogień Betlejemski przywieziony został w 1995 roku przez hm. Henryka Karwowskiego oraz phm. Janusza Jastrzębskiego i odtąd co roku przekazywane jest środowisku łomżyńskiemu przez harcerzy łomżyńskich. Od 2005 roku przekazanie Betlejemskiego Światła jest imprezą miejską. Składa się z „Jasełek” wystawianych w Centrum Katolickim oraz rozpalenia ogniska na Starym Rynku Miasta. Ma ona coraz większy wymiar. Na Stary Rynek przybywają przedstawiciele władz samorządowych oraz kościelnych, którzy dzielą się z przybyłymi nie tylko opłatkiem, ale życzeniami i dobrym słowem. Pod ogromną piękną choinką oprócz harcerzy łomżyńskich, są także harcerze z drużyn z Jedwabnego, Zambrowa, Czyżewa, którzy specjalnie na tę uroczystość przyjeżdżają. Harcerskie ognisko co roku rozpalali: ks. Bp Stanisław Stefanek, Jerzy Brzeziński – Prezydent Łomży,  dh. Krzysztof Kozicki – Łomżyński Starosta. Jest z nami też ks. A. Godlewski – nasz kapelan oraz wielu innych  przyjaciół  i mieszkańców Łomży.

Uroczystość na Starym Rynku jest często okazją do rozstrzygnięcia konkursów organizowanych przez nasz Hufiec dla dzieci z łomżyńskich szkół i przedszkoli. W 2006 roku było to podsumowanie konkursu plastycznego „Łomża w szacie jesiennej”, a w 2008 konkursu plastycznego na zabawkę bożonarodzeniową „Zaczarowane Święta – po kurpiowsku”. W 2007 roku na choince zawieszony został, wykonany przez harcerzy łomżyńskich, anioł z lilijką harcerską. Spotkaniu towarzyszy wspólne śpiewanie kolęd, a na zakończenie zawiązany zostaje krąg przyjaźni.

ROZDZIAŁ I.21

hm. Dorota Górska
WIOSENNY ZLOT DRUŻYN HARCERSKICH „PRZED PALMOWĄ NIEDZIELĄ” W DROZDOWIE

Tradycją w naszym hufcu stał się Wiosenny Zlot Drużyn Harcerskich „Przed Palmową Niedzielą”, który odbywa się w Muzeum Przyrody w Drozdowie, w sobotę przed Palmową Niedzielę. Motywem przewodnim jest kultura regionalna.

Kulminacyjnym punktem każdego zlotu są zajęcia z druhną Jadzią Solińską, twórczynią ludową z Wąsosza, która uczy wiązać palmy wielkanocne, recytuje  swoje wiersze, połączone tematycznie z prezentowanymi wycinankami. Druhna Jadzia prezentuje także wystawkę swoich prac: wycinanek, palm wileńskich i kurpiowskich, tomików wierszy dla dzieci i dorosłych. Każdy zuch czy harcerz wychodzi z zajęć     ze zrobioną przez siebie palemką. Oprócz tego uczestnicy zlotu mogą zawsze pobawić się  gliną, z której na kole garncarskim mogli wykonać różne przedmioty. Odbywały się także zajęcia rzeźby w drewnie oraz pokaz prac kowalstwa artystycznego.

Obok zajęć regionalnych dzieci wyruszały na zwiad przyrodniczy do rezerwatu Kalinowo i nad rzekę Narew w poszukiwaniu żab i innych pierwszych zwiastunów wiosny. Podczas zwiadu historycznego szukały także śladów po rodzinie Lutosławskich w Drozdowie.

Ważną częścią zlotu są prelekcje oraz zwiedzanie muzeum. Nikomu nigdy     nie przeszkadza zmienna pogoda – na przemian słońce i deszcz, jak to wiosną bywa.

Zmęczeni i głodni na zakończenie wszyscy chętnie posilają się kiełbaskami podczas ogniska w parku otaczającym drozdowski dworek – muzeum.

1341 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.