Helena i Wacław Filochowscy – utalentowane rodzeństwo

Helena i Wacław Filochowscy  utalentowane rodzeństwo

Nie jest niczym nadzwyczajnym, że rodzeństwo wykazuje podobne zainteresowania czy  podejmuje podobne prace zawodowe,  ale rodzeństwo, o  którym znaleźliśmy garść informacji we „Wspólnej Pracy”, było naprawdę wyjątkowe, chociaż informacje o tym – raczej skromne.

Ojciec

Profesor Jerzy Wiśniewski w swoim obszernym opracowaniu „Początek i rozwój nowego osadnictwa w ziemi łomżyńskiej w końcu XIV i w XV wiekuw rozdziale jedenastym  m. in.  tak pisze o pochodzeniu osadników i uformowaniu się miejscowych rodów szlacheckich:

Ze względu na charakter łomżyńskiego osadnictwa większość nowych osadników stanowiło drobne rycerstwo mazowieckie (…) Na podstawie przywilejów nadań, często wymieniających nazwę wsi i nazwę powiatu, można zestawić stosunkowo dokładny wykaz wsi, z których przybyli pierwsi i następni (bo nie wszystkie rody pochodzą od osoby pierwszego odbiorcy nadania) osadnicy drobnorycerscy. Reprezentowali oni ok. 40 rodów heraldycznych, spośród których najwięcej nowych osadników przysłali Bujnowie-Ślepowrony (pochodzi od nich ok. 26 nowych rodów, m.in. Ciecierscy, Duchnowscy, Filochowscy, Gawkowscy, Gosiewscy, Gumkowscy, Gumowscy, Jastrzębscy, Kossakowscy, Milewscy, Opęchowscy, Pęscy, Piskowscy, Żelechowscy) (…)  W sumie w ziemi łomżyńskiej wytworzyło się ok. 300 rodów drobnoszlacheckich o osobnych nazwiskach. Część tych rodów w wiekach następnych wymarła (m.in. w czasie najazdu szwedzkiego i w czasie powtarzających się epidemii – największa w latach 1708-1710). Część przybyszów (Duchny, Guty, Konopki, Korytki, Kossaki, Krajewscy, Pęsy, Kostki, Slasy, Truszki, Wyrzyki, Zaręby, Żebry, Żele część Kołaków, Modzeli i Tyszków) zakładała w różnych miejscach ziemi łomżyńskiej nowe wsie o tych samych nazwach zgodnych z ich nazwiskami, a nowe gałęzie tych rodów nie przyjmowały nowych nazwisk np. było kilkanaście wsi Konopki w ziemi łomżyńskiej i wiskiej, w których mieszkały gałęzie rodu Konopków o niezmienionym nazwisku, tak samo w kilku wsiach Kossaki siedzieli rozrodzeni Kossakowscy, w kilku Gutach Gutowscy, w kilku Truszkach Truszkowscy itd. 

Opierając się na powyższym można założyć, że zamieszkała na ziemi łomżyńskiej interesująca nas rodzina Filochowskich pochodziła prawdopodobnie ze wsi szlacheckiej Filochy – Filochy Milen parafii Piski  w pow. Ostrołęckim. Potwierdza to także pośrednio informacja zawarta w metryce urodzenia syna Tomasza Filochowskiego – Wacława, którego matką chrzestną była Balbina Filochowska z Pisk.

Według zapisów w „Pamiatnych kniżkach Guberni Łomżyńskiej” kandydat praw  Tomasz Filochowski był w służbie państwowej najprawdopodobniej od 1884 roku, a na pewno w latach 1887 – 1890 pełnił funkcję sędziego gminnego w Rutkach. Tam też  prawdopodobnie  przyszła na świat córka Helena, a dwa lata później syn Wacław.
img_3974

        Metryka urodzenia Wacława Filochowskiego – oryginał  i tłumaczenie. Udostępniona przez Archiwum diecezjalne w Łomży 

No 77. Rutki.

Działo się we wsi Rutki 10/22 kwietnia 1889 roku o godz. 300 po południu. Stawił się Tomasz Filochowski szlachcic, 30 lat mający, Gminny Sędzia 5-go Okręgu Powiatu Łomżyńskiego zamieszkały we wsi Rutki, w obecności Michała Mickaniewskiego pisarza tegoż Sądu lat 40 i Wojciecha Bluma organisty lat 34, obydwu we wsi Rutki zamieszkałych, i okazał nam dziecko płci męskiej oświadczając, że urodziło się ono we wsi Rutki dnia 16/28 lutego tego roku o godz. 1000 wieczorem z jego ślubnej żony Franciszki z Wieluńskich, 24 lata liczącej. Dziecku temu na chrzcie świętym odbytym w dniu dzisiejszym przez księdza Gabriela Krokipika miejscowego wikariusza nadane zostało imię Wacław, a chrzestnymi jego byli: Stanisław Targoński lekarz z Sokół i Balbina Filochowska z Pisk. Akt ten zgłaszającemu i świadkom przeczytany, ja, ojciec i obydwaj świadkowie podpisali.

Proboszcz Parafii Rutki, Urzędnik Stanu Cywilnego – Ks. T. Mieczkowski Niżej podpisy świadków i ojca.

 

Według informacji zawartych w cytowanych wyżej „Pamiatnych kniżkach” Tomasz Filochowski przez dwa lata (prawdopodobnie 1891 -1892) pełnił funkcję  sekretarza oddziału hipotecznego przy Sądzie Pokoju Miasta Tykocina, a w roku 1893 już na stałe został przeniesiony do Sądu Okręgowego w Łomży. Początkowo zajmował tam stanowisko „przysięgłego”, następnie   „obrońcy”  (odpowiednik adwokata) , a  w 1917 roku powołany został na  prezesa Sądu Okręgowego, który to urząd  pełnił  do końca roku 1925. Jak podaje Dziennik Urzędowy Ministerstwa Sprawiedliwości NR 4 z dnia 15 lutego 1926 roku, prezes Sądu Okręgowego w Łomży – Tomasz Filochowski  – 14 grudnia 1925 r. został mianowany Sędzią Sądu Najwyższego.

W pierwszych dniach  1926 roku państwo Filochowscy opuścili Łomżę przenosząc się na stałe do Warszawy, gdzie mieszkali aż do śmierci.  Pani Franciszka  zmarła 1 XI 1943 roku,  a Tomasz Filochowski jest wymieniany jako cywilna ofiara Powstania Warszawskiego, o nieznanym miejscu spoczynku.

Helena

Urodzona w 1887 Helena Filochowska  była córką Tomasza Filochowskiego i  Franciszki  Wieluńskiej.  Kiedy  opuściła Łomżę i rozpoczęła swoją działalność pisarską, nie zdołaliśmy  ustalić. Śledząc karierę zawodową jej ojca, a także  na podstawie poniższej impresji zamieszczonej   w 9  numerze „Wspólnej Pracy” z 20 maja 1914 roku, którą  publikujemy  w wersji oryginalnej, można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że  dzieciństwo i  lata  młodzieńcze spędziła w Łomży.

HELENA F1LOCHOWSKA.

Z cyklu IMPRESJE

Ukochanemu Ojcu memu poświęcam.

Przybywam do ciebie miasto, miasto rodzinne z dalekich krajów, z za mórz błękitnych, z wysp słonecznych, podobnych do wonnych bukietów ciśniętych ręką Boga na niepokalaną toń lazuru.

Przybywam znużona zgiełkiem miast-olbrzymów, jak kamienne puszcze, miast – potworów, huczących szałem pracy, bijących krwawą łuną milionów świateł w ciche, nocne niebo i skupiających w sobie puls całego świata.

Patrzę na ciebie oczami zmęczonemi od blasku oglądanych przepychów, świetności, złota, marmurów- wybrzeż słonecznych i nieopisanych piękności obcych, dalekich stron.

W wiosennym oglądam cię rozkwicie, ciche, senne miasto… Biało i różowo kwitną twe ogrody, których cichemi ścieżkami chodziło niegdyś pod śnieżnemi, ciężkiemi od kwiecia gałęźmi moje nieśmiałe, dziewczęce marzenie. Chciałam je odszukać w tych pachnących, słonecznych ogrodach, ale białe gałęzie kwitnących drzew powiedziały mi szeptem, że umarło. Spuściłam ciężko głowę i poszłam w cieniste aleje starego, znajomego parku. Szukałam długo, w przesyconym słońcem szmaragdowym cieniu odwiecznych drzew, na złotym piasku drobnych śladów moich maleńkich, dziecięcych stóp. Dzieckiem bezradnem, radosnem dzieckiem biegałam po tych alejach, chwytając małemi rączkami złote plamy słońca, białe motyle i śliczne majaki dziecinnych, naiwnych snów… Ale nie mogłam odnaleźć drobnych, malutkich śladów mych stóp. Zawiały je wiatry jesienne i zatarło błoto listopadowych, nudnych, szarych słot, zadeptały ciężkie stopy obcych i wrogich ludzi 

Więc szukałam krzewu bzu, który wiosną buchał rozkosznym aromatem, i giął się pod ciężarem cudnych, fioletowych kiści. 1 co wiosna przybiegałam doń, wtulałam twarz w jedwabną, pachnącą gąszcz kwiatów i płakałam cicho z drapieżnej szalonej tęsknoty do szczęścia.

Szukałam go z drżeniem, z radosnym niepokojem. Marzyłam, że jak przed laty, wtulę twarz w rozkwitłe gałęzie i cicho płakać będę, ale nie z tęsknoty do szczęścia, jak niegdyś, ale z tęsknoty do owych lat dziewczęcych, kiedy w sercu mem kwitła, jak kwiat, wiara w dobro i szczęście.

Ale nie znalazłam krzewu bzu. Ścięły go obce, nielitościwe ręce, ręce, które nie wiedziały, jak cudnym i drogim był ten, pod starym parkanem wiosną rozkwitający, bez.

Więc szukałam w cienistym parku zakątka, gdzie na kamiennej, omszonej ławce lubiłam rozważać dzieje mej pierwszej miłości, miłości naiwnej i czystej, o której wspomnienie trwa w mem samotnem sercu, jak cichy, daleki płacz. Pod białym namiotem kwitnącej czeremchy powinna kryć się w cieniu i ciszy ta ławka inkrustowana złotem słońca i chryzolitem pleśni, osypana pachnącym śniegiem prószącego kwiatu. Znalazłam parę głazów zielenią porosłych i szkielet uschłej czeremchy, niegdyś dyszącej w wiosenne miesięczne noce najsłodszym z kwietnych aromatów.                 

Oplotłam jej martwy pień ramionami, oparłam czoło o obumarłą, chropowatą korę i płakałam nad jej śmiercią przedwczesną i nad śmiercią mojej miłości wiośnianej, pełnej pierwszych łez i płomieni, pierwszej goryczy i nieśmiałego upojenia ust tęskniących do najdroższych ust.

Przybywam do ciebie, miasto, miasto rodzinne i, jak we śnie, błądzę po twych sennych, pustych, zalanych słońcem ulicach. Z za parkanów witają mnie, jak białe, cienkie ręce, rozkwitłe gałęzie różowych sadów, które jesienią wypełni bogato złoty owoc i słodka woń ostatnich róż. W oknach domu, w którym ubiegły moje lata dziewczęce przedwczesnym ociężałe smutkiem, widzę obce, nieznane twarze. I serce mi drętwieje, jak gdybym stała nad trumną kogoś blizkiego. Drapieżny smutek dławi mi krtań płaczem żałosnym i samotnym, jak płacz opuszczonego przez matkę dziecka. Powoli, powoli idę ulicą i patrzę jak na błękicie nieba sennie się chwieje zielona koronka wiosennych drzew—Słucham:

Wokoło brzmi obca mowa. Mówią nią nawet ci, co chytrość Wschodu zamknęli w pozornie sennem wejrzeniu czarnych, przebiegłych oczu. Uciekam więc od ulic, twoich, miasto rodzinne, wychodzę nad rzekę, i z wiosennej łąki patrzę na ciebie, tonące w majowem kwitnieniu, w białem bogactwie sadów i wpatrzone w swe odbicie zamknięte w toni ze srebra i błękitu, jak delikatny, blady gobelin.

A potem, bezwiednie, wązkiemi uliczkami idę ku klasztornemu kościółkowi, w którym przed laty o zmierzchu dziecinnemi  ustami modliłam się do  sczerniałych w złoconych ramach świętych obrazów.

Odnajduję w ciemnej kaplicy ten sam bolesny i gorzki uśmiech Częstochowskiej, której słodkie i przebaczające oczy smugą światła patrzą z twarzy niemal zatartej. Ta sama woń więdnących kwiatów, kadzideł i starych murów owija mnie welonem melancholii rzeczy świętych, umarłych a niezapomnianych.., Klękam, opieram czoło na rękach. I oto na gorzko uśmiechniętych ustach nie wykwita ani jedno słowo dawnej czystej, naiwnej, pełnej uniesienia modlitwy. Tylko na splecione ręce spływają powoli z pod powiek duże, ciężkie łzy.

Łzy, które ci z dalekich krajów, z  za mórz błękitnych, z cudzoziemskich wysp kwitnących przyniosłam w mem zmęczonem sercu, o miasto, miasto rodzinne.

Łomża, d. 9/V 1914 r.

W Encyklopedii Gutenberga czytamy: Helena Filochowska, powieściopisarka polska, autorka powieści, nowel, listów z podróży i felietonów, odznaczająca się sporym temperamentem pióra, drukowała zarówno oddzielnie jak i w czasopismach.

Przeglądając różne czasopisma z początków XX wieku znaleźliśmy w nich  felietony i nowele (drukowane w odcinkach), autorstwa Heleny Filochowskiej, cieszące się pozytywnymi opiniami, niekiedy nawet nieprzychylnych jej recenzentów.  Świadczy o tym  m. in. informacja zamieszczona we „Wspólnej Pracy” Nr 4 z 21 stycznia  1911 roku:

Z prasy. „Nasz Kruk”, obrazek psychologiczny, Heleny Filochowskiej-Żmigrodowej, wydany nakładem „Wspólnej Pracy”, spotkał się w prasie warszawskiej z przychylną wzmianką poety i krytyka Zygmunta Różyckiego („Goniec Poranny i Wieczorny” Nr 34-1911 r.): Przerzucając książkę pani Żmigrodowej, skupiłem całą swoją uwagę, skoncentrowałem w jednem kole cały zapas krytycznej zjadliwości, pragnąc za wszelką cenę doszukać się w niej cech grafomanji. Niestety, pomimo całej niechęci do nowoupieczonych autorów, nie mogłem pani Żmigrodowej nie przyznać talentu.

Drobne  utwory (felietony, sprawozdania, recenzje, nowele itp.)  Helena Filochowska, a później już Helena Filochowska-Żmigrodowa,  publikowała zarówno  pod własnym nazwiskiem, jak i pod   pseudonimami (Fiammetta, Haef, Janusz Wroński)  we  „Wspólnej Pracy”- tygodniku poświęconym sprawom ziemi łomżyńskiej, jednak  na ogół pisała głównie dla czasopism  krakowskich.  W codziennej gazecie krakowskiej „Nowa Reforma” publikowała w odcinkach opowiadanie zatytułowane „Wazon z Murano”, którego   ostatni odcinek  ukazał się w numerze 112 z 2 kwietnia 1914 roku. W tygodniku kobiecym „Na Posterunku” poświęconym sprawom ekonomicznym, pedagogicznym i etycznym,  w numerze 46 z 11 listopada 1917 roku w cyklu „Z literatury bieżącej”, znaleźliśmy recenzję opublikowanego w druku zwartym   wspomnienia śp. Stanisława Szumskiego opracowanego  przez Bolesława Pochmarskiego, a w numerze 14 z 7 kwietnia 1918 roku – patriotyczny wiersz zatytułowany „Przysięga”.

Była też Filochowska jedną z nielicznych autorek, które zajmowały się sprawami kobiet. W publikowanych na łamach „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” wynikach analizy prasoznawczej  Adama Bańdo  („Obraz kultury i literatury w latach 1918-1939”) czytamy: Niewiele miejsca poświęcono też sprawom kobiet. W tej grupie odnotowano 4 artykuły. Ich autorką była Helena Filochowska, pisująca pod kryptonimem „Haef”.

O ile można znaleźć sporo informacji o jej  utworach zamieszczanych w prasie codziennej i czasopismach, o tyle niewiele wiadomo o utworach wydanych w postaci książkowej. Internetowy serwis rekomendujący interesujące książki (jedyny taki, w którym można znaleźć wszystkie książki danego autora), podając  dziewięć tytułów książek autorstwa jej brata  Wacława, wymienia jedynie dwie książki  Heleny Filochowskiej: zbiór nowel, zatytułowany „Czarne Łabędzie”, który ukazał się  po raz pierwszy w roku 1912 i „Sztylet” – powieść wydaną w 1920 roku przez wydawnictwo GEBETHNER I WOLF.

Druk jej  ostatniej powieści napisanej  przed  wybuchem wojny w 1939 roku „ Kariera Panny Maniusi” rozpoczął poznański ilustrowany dziennik narodowy i katolicki „Orędownik”, który w numerze 72 z 27 marca 1939 roku tak zapowiadał tę najnowszą powieść pani Filochowskiej: Jak barwny film, pełen napięcia i dramatycznych konfliktów – śledzić będą Czytelnicy naszą nową powieść „Kariera panny Maniusi” napisaną przez utalentowaną powieściopisarkę polską Helenę Filochowską. Aktualne wydarzenia polityczne, rozgrywające się na tle tej fascynującej powieści, nadają jej specjalnego posmaku. „Karierę panny Maniusi”, którą rozpoczynamy w dzisiejszym numerze „ORĘDOWNIKA” wszyscy nasi  Czytelnicy  czytać będą jednym tchem .

Nie wiemy, czy  drukowana w odcinkach powieść ukazała się w całości, czy też jej druk przerwała wojna.

Niestety, nie znaleźliśmy żadnych informacji o losach Heleny Filochowskiej, tak w okresie  okupacji, jak i czasach powojennych. Pewne ślady prowadzą do Krakowa, ale nie można ich jak na razie uznać za wiarygodne. Niewykluczone, że informacje na ten temat uzyskamy od naszych Czytelników, po ukazaniu się tego opracowania.

Wacław

Wacław Filochowski,  urodzony  28 lutego 1889 roku w Rutkach, był młodszym bratem Heleny. Do 1905 roku uczęszczał do  gimnazjum w Łomży, a  po strajku szkolnym – do szkoły w Carskim Siole, skąd rodzice przenieśli go do gimnazjum gen. Chrzanowskiego w Warszawie. Maturę zdał w Petersburgu (jak większość ówczesnych uczniów z ziem polskich, którzy chcieli podjąć studia wyższe)  i w 1911 roku wstąpił na wydział  fizyko-matematyczny w Nancy. Jednak  kierunek nauk ścisłych nie był jego powołaniem. Przeważyły  zdolności pisarskie, które  zdradzał już w czasach szkolnych  i pisarstwu poświęcił całe swoje życie.

W latach młodzieńczych, mimo wędrówek po świecie  (Rosja, Francja), utrzymywał kontakty z Łomżą, gdzie, już jako uczeń, tak jak jego starsza siostra Helena, pod pseudonimem K. Lecon publikował swoje utwory we „Wspólnej Pracy”.  To właśnie w Łomży w 1913 roku zawarł swoje pierwsze małżeństwo z Wandą Nowacką, córką nauczyciela z łomżyńskiego gimnazjum. (Ten fragment jego życia można znaleźć w komentarzu do artykułu publikowanego na łamach naszego internetowego czasopisma pod  linkiem :  http://historialomzy.pl/general-gustaw-orlicz-dreszer/  )

Do pierwszych jego utworów należą dwa dramaty – „Jesień” i „Majowe nabożeństwo”.

W czasie I wojny światowej służył początkowo w armii rosyjskiej, a później w korpusie generała Dowbor-Muśnickiego. Służbę wojskową  zakończył w roku 1920 jako oficer w Biurze Prasowym Ministerstwa   Spraw Wojskowych.

W okresie międzywojennym mieszkał i pracował w Warszawie. W „Gazecie Warszawskiej” i „Warszawskim Dzienniku Narodowym”,  pod własnym nazwiskiem lub przeważnie pod pseudonimami (Vacat, v-t, Philo Philonides, Gwiazdosław Ostry, Alm Anatol, Autor Pamiątek Rupiecia  i inne)  publikował reportaże, sprawozdania, dowcipne felietony i w odcinkach – nowele, powieści, a nawet bajki. W swoich utworach ujawniał zalety dobrej polszczyzny i humoru, dowcipne pointy, skłonność do stapiania opisów zdarzeń irrealnych z rzeczywistymi, a często stosował również autoironię.

Był też przez pewien okres czasu kierownikiem działu literackiego „Gazety Warszawskiej” i jej recenzentem teatralnym. Ale  prace redakcyjne przerywały mu podróże zagraniczne. Podróżował  nie tylko po Europie, ale również  i innych częściach świata.  Odwiedził Czechosłowację, Włochy, Jugosławię, Rumunię, Algier,  Palestynę i Brazylię, co każdorazowo owocowało  „notatkami z podróży” i felietonami.

Ponieważ nie dbał o swój dorobek literacki i sukcesy finansowe  wiele z jego drobnych utworów pozostało tylko na łamach publikujących je czasopism. Niemniej jednak wiele z nich wyszło też w postaci druków zwartych (książek), których tytuły podajemy   w kolejności ukazywania się:

W roku  1921 – Chińskie cienie – opowiadania,

1922 – Amulet Ozirisa – powieść fantastyczna,

1922 – Czarci młyn Legenda nowej Warszawy – zbiór nowel,

1922 – Znak – powieść z przeżyć wojennych,

1924 – Człowiek w ciemnych okularach – powieść fantastyczna,

1926 – Przez kraj wód, wichrów i zwierząt – satyryczny romans podróżniczy,

1931 – Szron czyli pochwała starości – przepojony ironią dramacik psychologiczny,

1937 – Ziemia dwakroć obiecana – notatki z podróży do Palestyny,

1938 – Cierpkie pobratymstwo – książka o Czechosłowacji.

W latach okupacji niemieckiej nadal mieszkał w Warszawie i współpracował z prasą podziemną. Przez pewien czas pracował w kawiarni  otwartej przez Bolesława Piaseckiego w częściowo zburzonym budynku Filharmonii przy ul. Moniuszki, w której wszystkie stanowiska  (od szatniarza do „metra” sali) zajmowali – tak jak on –  znani publicyści i ich żony. Był wrażliwy i uczynny. Chętnie pomagał potrzebującym. Pod koniec życia stawał się też  coraz bardziej religijny – został członkiem świeckim zakonu dominikanów.

Mieszkał na Żoliborzu, gdzie zmarł po długiej chorobie 29 IX 1944 roku. Ekshumowany z tymczasowej mogiły, spoczął  w 1946 roku na Starych Powązkach w Warszawie.

– – – – – –

Opracowanie –   Henryk Sierzputowski, Sławomir Zgrzywa, Jerzy Smurzyński i Beata Sejnowska-Runo. W najbliższym czasie będziemy publikowali zachowane i udostępnione nam utwory Heleny i Wacława  Filochowskich w wersjach oryginalnych.  Redakcja

Źródła:

– „Wspólna Praca”,

–  BiblioNETka – serwis internetowy rekomendujący interesujące książki,

– Słownik pseudonimów i kryptonimów pisarzy polskich tom III  Kraków MCMXXXVIII Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu,

– Polski Słownik Biograficzny – 1948 tom VI,

– Adam Bańdo – Obraz kultury i literatury na łamach „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”  w latach 1918–1939  (wyniki analizy prasoznawczej),

– Jerzy Wiśniewski  – Początek i rozwój nowego osadnictwa w ziemi łomżyńskiej w końcu XIV i w XV wieku,

– „Pamiatnyje kniżki Guberni Łomżyńskiej” i inne dokumenty archiwalne.

558 Ogólnie 2 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Pleban

„PLEBAN” Bliskość Prus Wschodnich i wieloletni zabór rosyjski sprawiły, że na Ziemi Łomżyńskiej, oprócz katolików i Żydów, istniały dwie liczące się wspólnoty wyznaniowe: prawosła[...]

Stanisław Dębowski "Młot"

Stanisław Dębowski „Młot” Dzień 22 maja 1911 roku, w którym „Komenda Skautowa” wydała we Lwowie swój pierwszy rozkaz, uznawany jest powszechnie za datę powstania polskiego skautin[...]