Historia Leśnej Polany (V)

ZAKŁADNICY MIASTA ŁOMŻY

Wczesnym rankiem, we czwartek 15 lipca 1943 roku, Łomżę zelektryzowała wiadomość: Od świtu Niemcy aresztują całe rodziny i prowadzą do więzienia. Aresztują wszystkich – dorosłych, dzieci i starców. Wiadomość była tym bardziej zaskakująca, że do tej pory nigdy nie aresztowano tak masowo i to całych rodzin.

Wszystkie aresztowania przebiegały według jednego schematu: Żandarmi po wejściu do mieszkania pobieżnie sprawdzali tożsamość znajdujących się tam osób i w szybkiej rewizji poszukiwali pieniędzy, biżuterii i cenniejszych drobiazgów, które chowali do kieszeni. (Był to prawdopodobnie ich „prywatny zysk”). Następnie wszystkim, których zastali w mieszkaniu, kazali ubierać się, zamknąć mieszkanie, a klucze chowali do kieszeni. Potwierdzają to zeznania i wspomnienia niektórych, pozostałych przy życiu, świadków tamtych wydarzeń:

Michalina KiełczewskaU adwokata Komornickiego pracowałam w charakterze pomocy domowej przez dłuższy czas przed wojną. Pracowałam u nich również w czasie okupacji. 15 lipca 1943 roku o godzinie 5 rano wtargnęło do mieszkania 3 wojskowych Niemców, którzy stwierdziwszy, że trafili do rodziny Komornickich, krzycząc, wezwali ich i mnie do ubierania się i udania się z nimi. Zaprowadzeni zostaliśmy do więzienia w Łomży, gdzie do godz. 7-mej staliśmy na korytarzu dokąd doprowadzali jeszcze inne rodziny polskie. Po godzinie 7-mej każda rodzina była wzywana na górę na przesłuchanie. Niemiec kazał nam oddać wszystkie przedmioty jakie mieliśmy. Po tym sprawdzał dane personalne każdego z nas. Zapytał mnie kim jestem dla rodziny Komornickich. Odpowiedziałam, że jestem krewną. Niemiec przyprowadził jednak jakiegoś drugiego Niemca, który przyniósł listę z czarnymi obwódkami mówiąc „Komornicki”. Po tym odesłali mnie do komórki, a rodzina Komornickich została odesłana na dolny korytarz. Piętnaście minut po 10-tej zostałam wypuszczona z więzienia…..

Bronisława SzczecińskaPodczas okupacji hitlerowskiej mieszkałam cały czas przy ul. Nowogrodzkiej. Miałam córkę, Irenę Hojak, która zamieszkiwała w Łomży przy tej samej ulicy. Była mężatką. Jej mąż nazywał się Kazimierz Hojak. Mieli dziecko, synka, nazywał się Wiesław. W dniu 15 lipca 1943 roku o godz. 5-tej rano Hojakowie zostali zabrani przez żandarmów niemieckich. Było ich trzech. Przyszli pieszo. Sąsiadka powiadomiła mnie o tym. Udałam się tam niezwłocznie. Chciałam przynajmniej zabrać dziecko, ale żandarmi nie pozwolili na to. Widziałam, jak żandarmi prowadzili moją córkę i zięcia do więzienia w Łomży. Dziecko szło razem z nimi ….

Piotr Chrzanowski – Podczas okupacji hitlerowskiej zamieszkiwałem w Łomży. W tym samym mieszkaniu zamieszkiwał również mój brat, Czesław Chrzanowski, liczył on lat 30, był z zawodu rolnikiem. Miałem siostrę Leokadię Chrzanowską, lat 18, zamieszkującą razem ze mną i bratem. Pamiętam dokładnie, że brat i siostra zostali zabrani z domu w dniu 15 lipca 1943 roku ok. godz. 5 rano. Mnie w tym czasie w domu nie było, byłem u swojego kolegi. Około godziny 6-tej rano dowiedziałem się, że brat i siostra zostali zabrani przez funkcjonariuszy władz okupacyjnych. Wiadomość o zabraniu brata i siostry uzyskałem w momencie gdy wracałem do swojego mieszkania. Napotkani ludzie ostrzegli mnie abym nie wracał do domu. Po kilku godzinach udałem się do mieszkania i widziałem, że drzwi jednego pokoju były zamknięte i opieczętowane. Z mieszkania zginęły bardziej wartościowe przedmioty. Były to ubrania, pościel, skrzypce, narty itp. Domyśliłem się, że rzeczy te zostały przeniesione do zamkniętego i opieczętowanego pokoju. Udałem się do kolegi i tam już pozostałem….

Jerzy Smurzyński – 15 lipca 1943 roku wyszedłem z domu na lekcję tajnego gimnazjum kilkanaście minut przed godz.7-mą. Lekcja została odwołana z powodu trwających w mieście aresztowań. Wracającego do domu, spotkała mnie przy ul. Polowej moja kuzynka, która mieszkała w sąsiednim domu. Od niej dowiedziałem się, że ok. godz. 7-mej do naszego domu przyszło dwóch żandarmów i po krótkim pobycie w mieszkaniu wyprowadzili moich rodziców. Mama zamknęła drzwi na klucze, które oddała swojej mieszkającej obok siostrze, ze słowami: „Pytali o Jurka”. Jeden z żandarmów, nie pozwolił rozmawiać, zabrał klucze i schował do kieszeni. Żandarmi poprowadzili moich rodziców w kierunku więzienia. W tej sytuacji nie wróciłem już do domu i polami przeszedłem na Piaski do pp. Paliwodów. W ten sposób uniknąłem aresztowania….

Takich zeznań i wspomnień, zgromadzonych w GKBZH w Polsce jest więcej. Jednak najcenniejsze jest wspomnienie pani Lucyny Kucharskiej, która jako jedyna, wraz z mężem i dzieckiem, mimo aresztowania, przeżyła dzień 15 lipca 1943 roku i była świadkiem zdarzeń jakie miały miejsce w łomżyńskim więzieniu:

15 lipca 1943 roku ok. godz. 5-tej rano poczułam przez sen, że coś bardzo zimnego dotyka mojego czoła. Otworzyłam oczy i ujrzałam niemieckiego żandarma w hełmie, który trącał mnie w skroń lufą karabinu. Widząc, że otworzyłam oczy, zapytał: „Frau Kucharski?” Potwierdziłam. Spytał jeszcze, czy śpiący obok to mój mąż i syn. Potwierdziłam również. Wówczas żandarm polecił obudzić ich a następnie ubrać się i przygotować do wyjścia.

Okazało się, że pierwsza usłyszała stukanie siostra męża i to ona otworzyła, nic nie przeczuwając, drzwi żandarmom. Było ich dwóch. Podczas kiedy my wszyscy (tj. ja, mój mąż, jego siostra, moja siostra i wychowanka) przygotowywaliśmy się do wyjścia, żandarmi przeprowadzali rewizję poszukując złota i cenniejszych drobiazgów. Ponieważ złota nie posiadaliśmy, zadowolili się niewielką sumą pieniędzy. Przygotowując wózek naszego syna – miał wówczas 7 miesięcy – wsunęłam pod poduszeczkę bochenek chleba i trochę innego jedzenia. Następnie żandarmi wyprowadzili nas z mieszkania i drzwi zamknęli na klucze, które schowali do kieszeni. Do więzienia szliśmy piechotą. Na ulicy zobaczyliśmy, że inny patrol prowadzi całą zaprzyjaźnioną z nami rodzinę pp Komornickich. Nie pozwolili nam jednak odezwać się do nich. Z przeciwnej strony żandarmi prowadzili również znanych mężowi pp. Lubowickich.

W bramie więziennej po prawej i lewej stronie prowadziły schodki do pomieszczeń przypominających korytarz, lub coś w rodzaju poczekalni. Do takiej poczekalni po prawej stronie wprowadzono kolejno pp. Lubowickich, Komornickich i Smurzyńskich. My w oczekiwaniu na naszą kolej siedzieliśmy po lewej stronie wraz z ks. Szulcem. Trzymał w ręku książeczkę. Kiedy zapytałam go czy to jest książeczka do nabożeństwa, odpowiedział: „Nie. To są moje wiersze.” Coś chciał jeszcze mówić, ale nakazano nam milczeć. Zwróciłam uwagę, że na rękach miał czarne, jakieś ażurowe rękawiczki. Może miał chore ręce, bo zimno nie było. Był bardzo zdenerwowany i osłabiony po chorobie.

Z poczekalni zatrzymani byli kolejno wzywani do kancelarii, gdzie ustalano tożsamość i zatrzymywano dokumenty osobiste. Mnie nie rewidowano, ale czy inni nie byli rewidowani – nie wiem. Wówczas też oddzielono od nas siostrę męża i naszą wychowankę, które zostały wkrótce wypuszczone…. Po przesłuchaniu aresztowani byli kierowani do dużego pomieszczenia o kamiennej, wysłanej słomą podłodze, przypominającego dużą, kilkuset-metrową stajnię. Tam wzdłuż ścian lokowano nas całymi rodzinami. Na sali tej siedzieli po naszej lewej stronie pp. Lubowiccy, a nieco dalej, po tej samej stronie – pp. Smurzyńscy. Wszyscy zebrani zachowywali się spokojnie, sprawiali wrażenie zaskoczonych i zrezygnowanych, ale nie przerażonych. Tylko pani Komornicka, będąca wówczas w ciąży, cicho płakała.

W chwilę po wprowadzeniu ostatniego aresztowanego, do sali wszedł z pejczem w ręku wyższy oficer w asyście żandarmów z psem. Poczynając od lewej strony przystawał, pytał o nazwisko i po usłyszeniu odpowiedzi wydawał krótki rozkaz: „Rauss!” Wskazani wstawali i spokojnie opuszczali pomieszczenie. Była cisza, jedynie pies czasami poszczekiwał, ale nikogo nie atakował. Po usłyszeniu naszego nazwiska, oficer kazał nam pozostać na miejscu. W ten sposób po krótkim czasie na tej wielkiej sali pozostałam tylko ja, mój mąż, nasz syn i moja siostra. Po chwili przeprowadzono nas do niewielkiej celi, tak wąskiej, że z trudem między ścianą a pryczą mieścił się wózek z dzieckiem. Byliśmy zupełnie zdezorientowani. Przypuszczaliśmy, że tamtych wszystkich zwolniono, a nas, w jakimś celu, zatrzymano w więzieniu….

Podobnie jak pani Kucharska za murami więzienia, zastanawiali się nad celem aresztowania pozostali na wolności mieszkańcy Łomży. O co chodzi? Może aresztowani będą zakładnikami? Może wywiozą ich do obozu.…? Natychmiast też podjęto działania mające na celu ewentualne wypuszczenie na wolność przynajmniej niektórych aresztowanych. Do łomżyńskiego Gestapo poszedł, doskonale władający językiem niemieckim, 70-cio letni Kazimierz Barański prosząc o wypuszczenie aresztowanej córki i jej męża – państwa Kardaszewskich. Rezultat – nie zwolniono aresztowanych, a interweniującego ojca dołączono do zatrzymanych w łomżyńskim więzieniu. Jak wspomina pani Helena Połończyk (wówczas panna Karwowska ) pracująca w firmie „Walter Mehl – Eisenwaren und Baustoffe”, kiedy dowiedziała się o aresztowaniu przyjaciółki – Janiny Figurskiej, którą zabrano wraz z rodzicami, zwróciła się w imieniu własnym i koleżanek do szefa – Niemca – z prośbą o interwencję i spowodowanie zwolnienia cenionej pracowniczki – kasjerki. Niemiec usłuchał prośby swoich pracownic. Po godzinie wrócił z więzienia i rzucił na biurko Janki klucze od kasy. Nic nie mówiąc opuścił biuro. Wtedy koleżanki zrozumiały, że Janka już nie wróci. (A tylko przypadek sprawił, że zginęła. – Poprzedniego dnia aż do wieczora była u p. Heleny, która proponowała jej nocleg u siebie. Gdyby posłuchała – nie byłoby jej w chwili aresztowania w domu i ocalałaby jak kilka innych osób).

Na interwencję przedstawiciela „Auffanggesellschaft Für Kriegsteilnehmerbetriebe des Handels im Gau Ostpreussen” o zwolnienie tamtejszego pracownika – Mariana Smurzyńskiego, aresztowanego wraz z żoną, a posiadającego księgi kasowe i klucze od sklepu przy pl. Kościuszki, teczkę z dokumentami i klucze przywiózł z więzienia i wręczył niemieckiej kierowniczce – żandarm.

Wszystkie te zabiegi trwały zaledwie dwie godziny. W tym czasie przed więzieniem zebrało się kilka osób z dalszych rodzin aresztowanych. Czekali i liczyli, że być może Niemcy zwolnią aresztowanych, a przynajmniej starców i dzieci.

Około godziny 11-tej rano z bramy więzienia wyjechał samochód z uzbrojonymi żandarmami i karabinem maszynowym na dachu szoferki, za nim zakryta plandeką ciężarówka i na końcu jeszcze jeden samochód z żandarmami. W szczelinach plandeki zebrani przed więzieniem dostrzegli niektórych aresztowanych. Konwój skierował się w stronę Piątnicy, co nasunęło przypuszczenie, że aresztowanych wywożą do Prus Wschodnich. Niestety. Rozplakatowane wkrótce na ulicach Łomży ogłoszenie rozwiało wszelkie nadzieje:

O g ł o s z e n i e

Ostatnio mnożą się w Okręgu Białostockim napady bandyckie na Niemców z Rzeszy i ludność miejscową.

1. Dnia 6.VII.1943 r na szosie Wołkowysk – Piaski został zastrzelony powiatowy Radca Medycyny Dr. Mashur z Wołkowyska oraz jego szofer n a r o d o w o ś c i p o l s k i e j .

2.Dnia 7.VII.1943 r nieznani sprawcy zastrzelili w Białymstoku Niemca z Rzeszy Hugo Berga podczas pełnienia służby strażniczej.

3.Dnia 8.VII.1943 r nieznani dotąd sprawcy zastrzelili w Białymstoku P o l k ę Stefanię Koch.

4.Dnia 7.VII.1943 r w czasie pościgu za bandytami został przez tych ostatnich ciężko zraniony Amtskommissarz Wasilkowa, powiatu Białostockiego. Na skutek odniesionych ran Amtskommissarz zmarł.

5.Dnia 11.VII.1943 r w pobliżu Dąbrówki, powiat Łomża zostali podstępnie zastrzeleni przez bandytów 5 wojskowych, 3 żandarmów i 1 woźnica n a r o d o w o ś c i p o l s k i e j, oraz ciężko zranieni jeszcze jeden wojskowy jak również 1 policjant z pośród ludności miejscowej.

W odwet za powyższe i dla osiągnięcia spokoju w Okręgu Białostockim zostały przeprowadzone następujące środki zaradcze:

Do 1. Spalono podejrzaną o bandytyzm wieś Szaulicze powiatu Wołkowyskiego.

Do 2. Rozstrzelano 50 aresztowanych z pośród ludności miejscowej miasta Białegostoku, co do których stwierdzono, że byli oni stronnikami lub uczestnikami polskiego ruchu stawiania oporu.

Do 3. Rozstrzelano 25–ciu aresztowanych z pośród ludności miejscowej miasta Białegostoku, co do których stwierdzono, że byli oni stronnikami lub uczestnikami polskiego ruchu stawiania oporu.

Do 4. Rozstrzelano 50–ciu podejrzanych o bandytyzm lub uczestnictwo w polskim ruchu stawiania oporu mieszkańców wsi Wasilków.

Do 5. 1.000 osób z powiatu łomżyńskiego podejrzanych o bandytyzm względnie przynależność do ruchu stawiania oporu zostało rozstrzelanych, ich mienie uległo konfiskacie a domy zostały zniszczone.

Ponadto we wszystkich miastach powiatowych aresztowano i rozstrzelano po 19 osób ze środowiska lekarzy, adwokatów, urzędników miejskich i nauczycielstwa wraz z ich rodzinami, ponieważ byli oni stronnikami bądź też uczestnikami polskiego ruchu stawiania oporu. Mienie rozstrzelanych skonfiskowano.

Z całą powagą zwraca się uwagę ludności na to, że władze niemieckie będą w każdym razie ochraniały lubiącą spokój i gotową do współpracy część ludności miejscowej, a natomiast bezwzględnie występowały przeciwko sprawcom niepokoju, stronnikom polskiego ruchu stawiania oporu i członkom band.

Dalsze napady na Niemców z Rzeszy i ludność miejscową pociągną za sobą jeszcze bardziej ostre środki, szczególnie przeciwko warstwie ideowych przywódców ruchu stawiania oporu. We własnym interesie ludności miejscowej leży, by uczynić wszystko w celu unieszkodliwienia tego rodzaju przestępców, lub przeszkodzenia im w wykonywaniu zbrodni.

Dowódca
Policji Bezpieczeństwa i SD
na Okręg Białostocki
Białystok, dnia 15 lipca 1943 roku

A więc była to typowa egzekucja dokonana, jak się o tym opinia publiczna dowiedziała już po wojnie (władze Państwa Podziemnego znały te fakty już w czasie ich zaistnienia) przez specjalnie powołaną przez Ericha Kocha grupę operacyjną nazwaną od nazwiska dowódcy – grupą Müllera. Grupa ta pacyfikowała w ciągu lipca 1943 roku szlak od Grodna poprzez Białystok i Grajewo po Łomżę i Zambrów, oraz miejscowości po obu stronach szosy Łomża – Białystok. To członkowie tej właśnie grupy przybyli do Łomży w nocy z 14 na 15 lipca 1943 roku i przy pomocy miejscowych żandarmów i gestapowców dokonali aresztowań, a później egzekucji.

Egzekucja została przeprowadzona 15 lipca 1943 roku około południa. Konwój, który widziano wyjeżdżający z bramy łomżyńskiego więzienia, szybko dotarł na polanę lasu jeziorkowskiego, gdzie czekał już drugi z wykopanych wcześniej dołów. Istnieje kilka wersji opisu samej egzekucji, z których najbardziej prawdopodobna jest taka, że skazanych ustawiano nad krawędzią dołu i seriami broni maszynowej pozbawiano życia. Zabitych sami oprawcy zasypywali cienką warstwą ziemi.

W ciągu kilku dni po egzekucji mieszkania zamordowanych w Jeziorku zlikwidowano, przewożąc wszystkie ruchomości do zamienionego na magazyn Liceum im. T. Kościuszki. Klucze od opróżnionych mieszkań przekazano innym lokatorom.

Następnego dnia po egzekucji do lasu jeziorkowskiego udała się pani Szczecińska. Znalazła tam mogiłę w postaci świeżo kopanego dołu. Chciała odgrzebać zwłoki, ale nie zrobiła tego, ponieważ okoliczni mieszkańcy ostrzegli ją o możliwości pojawienia się w tym miejscu Niemców.

W dwa miesiące po egzekucji udała się do lasu jeziorkowskiego pani Zofia Matejkowska, która chciała odnaleźć ciała straconych tam braci – Józefa i Tadeusza Borawskich, a także bratowej i jej dziecka. Była w lesie z kilkoma członkami swojej rodziny. Po odgarnięciu cienkiej warstwy ziemi na dość dużej powierzchni grobu, natrafiono na ofiary, które leżały twarzami do dołu. Niestety nie zidentyfikowała ofiar leżących na wierzchu. Stwierdziła jedynie, że pierwszym był nieznany jej mężczyzna, a następnie również nieznana kobieta, pod którą leżało jakieś zawiniątko, być może dziecko. Twarz mężczyzny, którą oglądała dokładnie szukając braci, jakkolwiek nosiła już cechy częściowego rozkładu, była czysta i nie nosiła śladów oparzeń, co przeczyłoby opowieściom, że mężczyzn przed egzekucją oślepiano kwasem. Z uwagi na grożące ze strony Niemców niebezpieczeństwo, rodzina nie mogła penetrować dokładnie dołu. Zasypano go ponownie ziemią.

Już w ciągu tygodnia po egzekucji była prawie gotowa lista aresztowanych i straconych w dniu 15 lipca l943 roku. Potwierdziły ją później dodatkowe dokumenty Delegatury Rządu, wśród których znajduje się przesłana do Londynu we wrześniu 1943 roku lista ofiar z jeziorkowskiego lasu.

Trzeba tu jeszcze wyjaśnić zagadkowe potraktowanie przez Gestapo wspomnianej wyżej rodziny państwa Kucharskich, która jako jedyna, mimo aresztowania, nie została stracona w Jeziorku. Rodzina ta nie figuruje na liście przesłanej do Londynu, co oznaczałoby że o aresztowaniu zadecydowano w ostatniej chwili, albo też, że cel aresztowania był inny. To jednak jest mało prawdopodobne. Z dużym prawdopodobieństwem można natomiast przypuszczać, że Gestapo, po aresztowaniu dr. Kucharskiego, u którego znajdowała się przybyła właśnie z Rzeszy siostra (rodzina pochodziła z Prus Wschodnich i wszyscy członkowie, oprócz doktora Kucharskiego, który ukończył medycynę w Warszawie, mieszkali przed wojną na terenie Prus i dlatego w czasie okupacji znaleźli się w Rzeszy) zorientowało się, że ma w ręku brata poszukiwanego w całej Polsce działacza plebiscytowego – Jana Kucharskiego Prawdopodobnie Niemcy przypuszczali, że uda się im poprzez dr. Kucharskiego trafić na ślad jego brata. Ponieważ zamiar się nie udał, a jednocześnie w sprawie uwięzionych interweniował ks. biskup Łukomski, ordynariusz łomżyński, po miesiącu p. Kucharska z synkiem wróciła do domu. Dr Kucharski resztę okupacji spędził w obozie koncentracyjnym, który szczęśliwie przeżył.

Według niepodważalnych dowodów w dniu 15 lipca 1943 roku w lesie koło wsi Jeziorko zostali zamordowani (na pierwszym miejscu podaję głowę rodziny):

1. Barański Kazimierz, lat 70. Był emerytowanym pracownikiem umysłowym. Pracował w tartaku. Doskonale władał językiem niemieckim i poszedł do Gestapo z prośbą o zwolnienie córki i zięcia (pp. Kordaszewskich).
2. Borawski Józef, ur 29.IV.1917 r. syn Ignacego i Józefy z d. Zielińskiej. Organista – uczeń prof. Bulaka – organisty w łomżyńskiej katedrze.
3. Borawska Marianna (Maria) z d. Borenkiewicz (Burankiewicz ? ) lat ok. 23, żona Józefa (w ciąży).Różne osoby podają różne nazwisko panieńskie.
4. Borawska Róża – 1 rok i 8 miesięcy – córka Józefa i Marii.
5.Borawski Tadeusz ur 15.V.1925 r. syn Ignacego i Józefy z d. Zielińskiej – brat Józefa.


Tadeusz Borawski                                 Róża Borawska


 

. Józef, Marianna i Róża Borawscy

6. Chrzanowski Czesław, lat ok. 30, rolnik. Pełnił obowiązki wójta.
7. Chrzanowska Leokadia, ur 10.X.1924 r. w Łomży, córka Władysława i Anny z d. Włodkowskiej – siostra Czesława.

Ocalał – brat, Piotr Chrzanowski.

8. Dynowska Janina z d. Skibińska – matka Ireny Komornickiej. Ociemniała. Wdowa po prezesie Sądu Okręgowego w Białymstoku (w latach 1920 – 1930). Aresztowana i stracona razem z córką i jej rodziną.
9. Figurski Piotr ur w 1890 r w Plecechowie, syn Ignacego i Rozalii – urzędnik Akcyzy.
10. Figurska Helena z d. Morawska, córka Jana i Marii, ur w 1895 roku w Pułtusku – żona Piotra.
11. Figurska Janina ur w 1923 r w Ostrołęce, córka Piotra i Heleny. Absolwentka Gimnazjum im. M. Konopnickiej w Łomży w 1939 r. W chwili aresztowania urzędniczka – kasjerka – w firmie „ Walter Mehl” w Łomży.


Janina Figurska ( zaznaczona x )

12. Figurska Regina ur w 1928 r w Bożejewie, córka Piotra i Heleny.

Ocalał – nieobecny w Łomży, syn Piotra i Heleny – Piotr Figurski.

 

13. Hojak Kazimierz, lat 39, nauczyciel. Przed wojną inspektor szkolny na Polesiu.

Kazimierz Hojak                               Irena Hojak


Wiesio Hojak

14. Hojak Irena z d. Szczecińska, lat 29, nauczycielka. Ukończyła Seminarium Nauczycielskie w Białymstoku i rozpoczęła pracę nauczycielską na Polesiu, gdzie poznała swego męża – Kazimierza.
15. Hojak Wiesław, lat 4 – syn Kazimierza i Ireny.
16. Hryniewiecki Józef, ur 19.III.1884 r w Burzynie. Nauczyciel PSP Nr 4 w Łomży. Ojciec Henryki-Marii Tyszka. Uczył polskiego, historii i przyrody.
17. Hryniewiecka Antonina, ur 13.VI.1889 r w Suwałkach – żona Józefa. Nauczycielka PSP Nr 4 w Łomży. Uczyła matematyki, polskiego i historii.
18. Komornicki Tadeusz-Urban, ur 6.IX.1901 r w Pyzdrach, syn Stanisława-Karola i Marii – adwokat. Syn aptekarza z Łomży. Absolwent gimnazjum w Łomży, a następnie Wydziału Prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Po studiach rozpoczął pracę w Sądzie Okręgowym w Białymstoku. W początku lat 30-tych ożenił się z córką prezesa sądu – Ireną Dynowską. Następnie przeniósł się z rodziną do Łomży, gdzie miał kancelarię adwokacką.
19. Komornicka Irena z d. Dynowska ur w 1908 r, córka Tadeusza i Janiny – żona Tadeusza, w 6-tym miesiącu ciąży.
20. Komornicki Adam-Józef ur 2.XII.1934 r w Warszawie – syn Tadeusza i Ireny.
21. Komornicka Anna-Maria ur 31.I.1938 r w Łomży – córka Tadeusza i Ireny.
22. Komornicka Zofia-Teresa ur 26.VI.1941 r w Łomży – córka Tadeusza i Ireny.


Helena i Józef Kordaszewscy

23. Kordaszewski Józef, lat 54 – obrońca sądowy.
24. Kordaszewska Helena z d. Barańska , lat 52 – żona Józefa.
25. Lubowicki Aleksander, lat 70, polonista, emerytowany nauczyciel gimnazjum i liceum w Łomży. Brał udział w tajnym nauczaniu.
26. Lubowicka Maria, lat 65, nauczycielka – polonistka. Przed wojną, wobec zajętych etatów w gimnazjach państwowych w Łomży, podjęła pracę w prywatnym gimnazjum Goldlusta. Napisała obszerną, nie wydaną pracę o Mickiewiczu. Była aktywnym członkiem Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Brała udział w tajnym nauczaniu.
27. Lubowicka Zofia, lat 20, córka Aleksandra i Marii. Absolwentka Gimnazjun im. M. Konopnickiej w Łomży w roku 1939 – klasa francuska. Brała udział w tajnym nauczaniu.
28. Próchnicki Jan – emerytowany urzędnik Urzędu Skarbowego w Łomży (?)
29. Próchnicka Natalia – (żona?) – brak danych.
30. Próchnicka Danuta – brak danych.
31. Próchnicka Janina – brak danych.
32. Próchnicka Mirosława – brak danych
33. Próchnicki Cezary – brak danych.
34. Próchnicki Jerzy – brak danych
35. Próchnicki Krzysztof – brak danych.
36. Próchnicki Tadeusz – brak danych.
37. Próchnicki Zbigniew – brak danych.

Informacji o rodzinie Próchnickich szukałem przez dwa lata. Nie dały rezultatów nawet imiennie skierowane pytania do ponad 200 różnych osób – byłych mieszkańców Łomży. Dowiedziałem się jedynie (i to z kilku różnych źródeł), że ta 10-cio osobowa rodzina mieszkała na Pięknej, że głowa rodziny p. Próchnicki (nie ma pewności, że to był Jan Próchnicki), był emerytowanym urzędnikiem skarbowym, a dorabiał sobie rzeźbieniem figurek w drewnie (świątków).

38. Sadkowski Piotr, lat 30 – inżynier.
39. Sadkowska Helena, lat 30 – żona Piotra.
40. Sadkowska Jadwiga, lat 7 – córka Piotra i Heleny.
41. Sadkowska Wanda, lat 4 – córka Piotra i Heleny.
42. Siwik Witold, lat 33 – urzędnik Ubezpieczalni Społecznej.
43. Siwik Stanisława, lat 37 – pielęgniarka – siostra Witolda i razem z nim zamieszkała.


rok 1937

Marian Smurzyński                         Antonina Smurzyńska z synem

44. Smurzyński Marian-Antoni, ur 21. XII.1899 r w Ostrowcu Świętokrzyskim, syn Józefa i Julii z Bojanowiczów – kupiec i działacz gospodarczy. Od 1926 do 1939 roku właściciel jednego z największych sklepów spożywczo-kolonialnych w Łomży. Ochotnik I wojny światowej i wojny 1920 roku w szeregach 33 pp w stopniu st sierżanta. Uczestnik kampanii wrześniowej. W 1939  roku. Wydostał się z sowieckiej niewoli w Szepietówce. Dwukrotnie aresztowany przez NKWD w latach 1940-1941. Do 15.VII.1943 r pracował we własnym sklepie zarekwirowanym przez firmę niemiecką. Jako specjalista ckm prowadził szkolenie konspiracyjne.

 

 

 

 

 

 

Marian Smurzyński r.1943

45. Smurzyńska Antonina, ur 13.VI.1897 r w Łomży, córka Stanisława i Bronisławy z Jeleniewskich małż. Grabowskich – żona Mariana. Urzędniczka. W 1917 r ukończyła ze złotym medalem gimnazjum św. Katarzyny w Petersburgu. Od 1919 r urzędniczka Banku Polskiego w Łomży. Za długoletnią pracę na polu bankowości odznaczona w 1938 r Srebrnym Krzyżem Zasługi.

W czasie okupacji sowieckiej kasjerka w przedsiębiorstwie budowlanym. Podczas okupacji niemieckiej – na utrzymaniu męża.

Ocalał, nieobecny w domu podczas aresztowania, syn Mariana i Antoniny – Jerzy Smurzyński

 

 

 

 

 

Antonina Smurzyńska r 1943

46. Szulc Józef, ur 23.I.1915 r w Łapach, syn Józefa i Heleny z d. Wojno. Ksiądz katolicki. Ukończy Seminarium Duchowne w Łomży. Wyświęcony na kapłana 21 września 1941 roku. Wikariusz parafii w Dobrzyjałowie. Był członkiem i kapelanem Armii Krajowej. Przeddzień aresztowania odwiedził go w szpitalu w Łomży, gdzie przebywał na leczeniu, jego ojciec.

Ks. Szulc rano 15 lipca 1943 r wyszedł ze szpitala z zamiarem udania się do rodziny w Łapach. Spóźnił się na pociąg i celem poczekania na następny wrócił do szpitala. Wtedy został aresztowany i przyprowadzony z gorączką do więzienia. Pisał wiersze, które zabrał ze sobą do grobu.


Ks. Jozef Szulc z Józefem I Marianną Borawskimi

47.Tyszka Tadeusz, ur w 1908 r – nauczyciel. Kierownik PSP Nr 1 w Łomży. Przed wojną urlopowany na studia. Autor podręcznika do matematyki.
48. Tyszka Henryka-Maria, ur 11.VII.1912 r w Sztabinie, córka Józefa i Antoniny małż. Hryniewieckich – żona Tadeusza. Nauczycielka PSP Nr 6 w Łomży.
49. Tyszka Jerzy-Zbigniew, ur 21.IV.1934 r w Łomży – syn Tadeusza i Henryki.
50. Tyszka Andrzej-Janusz, ur 8.IV.1937 r w Łomży – syn Tadeusza i Henryki.

Oraz według decyzji prokuratora Tomasza Kamińskiego z Instytutu Pamięci Narodowej – Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku:

Co najmniej dwóch, bliżej nie znanych, członków rodziny Mogielnickich.*

Czytelnika może zdziwić, że egzekucja ta, w odróżnieniu od dwóch pozostałych, jest tak dobrze i szczegółowo udokumentowana. Było to możliwe dzięki temu, że ofiarami byli ludzie powszechnie w Łomży znani, że zaraz po wojnie członkowie rodzin zorganizowali się w specjalny komitet społeczny, oraz, że Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce była w stanie zgromadzić wiele zeznań świadków tamtych wydarzeń.

———–

* Szczegółowe wyjaśnienie tej sprawy jest w rozdziale „ Koniec wieńczy dzieło”

Jerzy Smurzyński

Spis treści książki można znaleźć tutaj

1697 Ogólnie 2 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.