Historia Leśnej Polany. (VI)

W DRUGĄ ROCZNICĘ ZBRODNI

 

Wczesną wiosną 1945 roku wybraliśmy się rowerami na rekonesans do Jeziorka. Rower był wówczas, obok furmanki, jedynym dostępnym środkiem lokomocji. Pojechaliśmy we trzech: przedstawiciel burmistrza m. Łomży, Piotrek Figurski i ja. Mieszkańcy Jeziorka wskazali nam drogę do polany, ale ostrzegli, że las jest zaminowany. Istotnie, już na pierwszym zakręcie leśnej drogi, a przebiegała ona wówczas inaczej niż dzisiaj – była dłuższa, biegła skosem do szosy i miała dwa zakręty, znaleźliśmy zagrzebaną w piasku minę przeciwpancerną. Druga była na następnym zakręcie. Zostawiliśmy rowery i ostrożnie przeszliśmy do polany. Od razu rzucił się nam w oczy duży, zapadnięty dół. Obawiając się jednak możliwych min-pułapek nie chodziliśmy dalej między drzewami i po swoich śladach wycofaliśmy się do szosy.

Ponieważ w takiej sytuacji nie było mowy o jakichkolwiek pracach przy ewentualnej ekshumacji, burmistrz Łomży zwrócił się do władz wojskowych z prośbą o rozminowanie terenu. Nie było to takie proste, ponieważ saperzy musieli w pierwszej kolejności sprawdzić i rozminować tereny zamieszkałe, oraz te, po których musieli poruszać się ludzie i zwierzęta (pola uprawne i łąki). Ale dla burmistrza zrobiono wyjątek i już po kilku tygodniach rozminowano zarówno samą polanę jak i drogę dojazdową. Teren wolny od min został wyraźnie oznakowany.

W początku maja rozpoczęliśmy prace na leśnej polanie. Trzon ekipy stanowiliśmy my trzej – przedstawiciel burmistrza jako kierownik, oraz Piotrek i ja, jako jego pomocnicy. Codziennie też na polanie stawiało się z łopatami kilku mieszkańców Jeziorka wyznaczonych przez sołtysa wsi w ramach tzw. „szarwarku”.

W obrębie rozminowanego terenu znaleźliśmy trzy zapadnięte doły, których powierzchnie były ok.1m. niższe od krawędzi. Były to trzy groby ofiar masowych egzekucji dokonanych na tej polanie. Pani Szczecińska, która od początku brała udział w naszych pracach, a która już następnego dnia po egzekucji 15 lipca 1943 roku była na miejscu, wskazała nam „nasz grób”. Potwierdzili to także mieszkańcy Jeziorka, lokalizując też groby starców i więźniów. – Oni te miejsca znali od chwili egzekucji.

Jadąc pierwszy raz do Jeziorka myśleliśmy o ekshumacji zwłok i pochowaniu ich na łomżyńskim cmentarzu. Jednak to co znaleźliśmy na miejscu od razu przekreśliło nasze plany. Po odgarnięciu cienkiej warstwy ziemi zamiast zwłok znaleźliśmy jedynie czarny żużel o silnym, drażniącym zapachu chemikalii. Zapach był tak silny, że pracując wewnątrz dołu musieliśmy oddychać czasami przez mokre chusteczki i często wychodzić na wolną przestrzeń. W dole nie można było pracować większą ekipą. Dlatego „nasz grób” penetrowaliśmy we dwóch z Piotrkiem, pod czujnym okiem, stojącej na krawędzi, pani Szczecińskiej. Groby starców i więźniów penetrowali mieszkańcy Jeziorka.

Żużel przegarnialiśmy bardzo dokładnie, aż do dna – czystego piasku. Dzięki temu znaleźliśmy kilkanaście damskich i męskich butów różnych rozmiarów i jedne okulary, które p. Kiełczewska rozpoznała jako własność p. Dynowskiej. Przy samym brzegu dołu znalazłem dziecięcy sandałek, w którym tkwiła stopka nóżki w białej skarpetce. Stopka nie była odcięta. Robiła wrażenie jakby dalszą część rozpuszczono. Nasunęło to nam przypuszczenie, że zwłoki po egzekucji musiały być posypane jakimś silnym środkiem chemicznym, np. popularną podczas okupacji sodą kaustyczną, która zniszczyła z łatwością delikatne dziecięce kości. Sonderkommando 1005 (co stwierdziła później Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce) spaliło to co pozostało jeszcze w grobach w końcu 1944 roku *. Stąd popioły w postaci żużlu i zapach chemikalii.

—————

* Nazwa Akcja 1005 (Aktion 1005) pojawiła się po raz pierwszy w korespondencji pomiędzy szefem Gestapo – Heinrichem Műllerem, a Martinem Lutherem – urzędnikiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeszy. Celem akcji, która polegała na ekshumacji i spaleniu tysięcy ciał ofiar polityki eksterminacyjnej III Rzeszy, było zatarcie zbrodni popełnionych przez nazistówwe wschodniej Europie. Wszystkie jednostki biorące w tej akcji udział otrzymały nazwę Sonderkommando 1005.

Akcją kierował Paul Blobel (bezpośrednio podlegał on Müllerowi). Od czerwca 1943 do drugiej połowy 1944 roku oddziałySonderkommando 1005 zacierały ślady zbrodni w Polsce, krajach bałtyckich i na okupowanym terytorium ZSRR. W skład każdego Sonderkommando wchodzili członkowie SD, Policji Bezpieczeństwa (Sipo) lub Policji Porządkowej (Ordnungspolizei, w skrócie OrPo) oraz ponad 100 więźniów (najczęściej Żydów), którzy byli zmuszani do otwierania grobów, wydobywania ciał, poszukiwania wszelkich kosztowności, a następnie do palenia ciał. Po przeprowadzeniu akcji więźniowie byli zabijani.

Nie ograniczyliśmy się jedynie do poszukiwań w obrębie tych trzech dołów. Cały teren przeszukaliśmy przy pomocy szpilek saperskich. Dzięki temu, w odległości ok. 3 metrów na prawo od dołu, znalazłem, położone dość płytko pod ziemią, zwłoki mężczyzny. Zwłoki nie były zniszczone, a uległy tylko normalnemu rozkładowi. Nie poznaliśmy tego mężczyzny. Przenieśliśmy go do penetrowanego dołu i tam pozostawili.

Aby usypać mogiły trzeba było nawozić ziemię z pobliskich łąk. Robili to znów mieszkańcy Jeziorka, wyznaczeni przez sołtysa z furmankami w ramach „szarwarku”.

Mieszkańcy Jeziorka wspominali także o możliwym czwartym dole położonym gdzieś między polaną a szosą. Mieli tam prawdopodobnie spoczywać straceni Żydzi. Mieliśmy co do tego wątpliwości, ale ostrożnie (obawa przed minami) obejrzeliśmy wskazany teren. Nie było tam nawet śladów dołu. Na dokładną penetrację całego lasu nie pozwalało jego ewentualne zaminowanie.

Dzisiaj już wiadomo, że tego dołu w ogóle nie było.

Już w czasie pierwszych prac narodził się pomysł, aby te trzy groby uznać za leśny cmentarz. Burmistrz Łomży zwrócił się do Dyrekcji Lasów Państwowych, która, zgodnie z obowiązującym już wówczas prawem, przejęła własność pana Szyrmera, o przekazanie miastu polany. Uzyskał na to zgodę, co znalazło potwierdzenie w złożonej później w Sądzie Grodzkim ankiecie: „…miejsce wydzielone i ogrodzone w porozumieniu z Nadleśnictwem…”

Druga rocznica egzekucji z 15 lipca wypadała w 1945 roku w niedzielę. Postanowiono zatem, że w tym właśnie dniu zostanie poświęcony cmentarz w jeziorkowskim lesie. Dlatego od końca czerwca wszystkie nasze prace były poświęcone realizacji tego planu. Teren cmentarza został okopany dość głębokim rowem i ogrodzony brzozowymi żerdziami. Na grobach ustawiliśmy brzozowe krzyże i prowizoryczne tabliczki z napisami. Któregoś dnia na polanie zjawili się jacyś ludzie (pod marynarkami było widać ukrytą broń), którzy przywieźli furmanką wysoki dębowy krzyż i wkopali go na skraju polany. (Później mieszkańcy Jeziorka mówili, ze byli to okoliczni partyzanci – być może…).

Przed tym krzyżem zbudowaliśmy na wkopanych w ziemię słupkach polowy ołtarz, a w jego pobliżu, wysoką na ok. 2 metrów ambonę. O nagłośnieniu w dzisiejszym pojęciu nikt wtedy nie słyszał i każdy ksiądz głosił swoje kazania właśnie z ambony. Obok ambony, na oddzielnym stoliku, ułożyliśmy znalezione w grobie buty. Na prośbę burmistrza wojsko sprawdziło i rozminowało las wokół polany: od szosy do leśnej drogi biegnącej wzdłuż cmentarza i prawie kilometr w obie strony wzdłuż szosy. Rozminowany teren został wyraźnie oznakowany.

W niedzielę, 15 lipca 1945 roku, pogoda była piękna. My byliśmy już od świtu i ze służbą kościelną przygotowywaliśmy ołtarz i ambonę. Z Łomży i okolicznych wsi ciągnęły pieszo i furmankami tłumy ludzi. Było także kilka samochodów ciężarowych. Około południa przyjechał do lasu ordynariusz łomżyński, ks. biskup Stanisław Kostka Łukomski z ks. sekretarzem i w towarzystwie ks. infułata Henryka Betto. Przyjechali także przedstawiciele władz Łomży i kompania Wojska Polskiego. Mszę św. celebrował ks. biskup. On także wygłosił kazanie i dokonał poświęcenia terenu całego cmentarza.

15.VII.1945 – msza św. polowa. Poświęcenie cmentarza

Biskup Stanisław Kostka Łukomski, ordynariusz łomżyński, na ambonie

Po tym nastąpiło składanie wieńców i salwa kompanii honorowej WP. Cała uroczystość trwała kilka godzin i zgromadziła tysiące mieszkańców Łomży i okolic.

15.VII.1945 r. – grób ofiar z 15.VII.1943 r – składanie wieńców

15.VII.1945 r – grób ofiar z 15.VII.1943 r – kompania honorowa WP

Jerzy Smurzyński



Spis treści książki można znaleźć tutaj

1362 Ogólnie 3 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Była taka drużyna

Była taka drużyna  Mowa tu będzie o jednej drużynie skautowej. O drużynie imienia Tadeusza Kościuszki (w Łomży). Powstanie jej i pierwsze lata jej życia noszą w mych wspomnieniach[...]