HISTORIA RODU GAJEWSKICH /Wspomnienia świadka historii – cz. 2/

Spisał Jerzy Gajewski

Jerzy Gajewski

Jerzy Gajewski

Mój dziadek Franciszek Gajewski mieszkał w Warszawie. Posiadał kilka par koni, zajmował się przewozem materiałów budowlanych, opałowych i innych. Żona miała na imię Maria z Błażejewskich. Doczekali się dwójki dzieci. Syna Antoniego urodzonego 22.03.1897r. w Warszawie i córki Zofii. Antoni – mój ojciec, ukończył cztery klasy gimnazjum. Pracował jako pomoc biurowa. W roku 1915 został wywieziony do Niemiec na prace przymusowe, gdzie doskonale opanował język niemiecki. W 1918 uciekł z Niemiec – było to w m-cu listopadzie. Następnie został powołany do wojska polskiego. Jednostka została zlokalizowana w Krakowie. W wojnie bolszewickiej szli z frontem południowym w kierunku Kijowa. Była to jednostka polskiej kawalerii. Za udział w tej wojnie został odznaczony Krzyżem Walecznych i wieloma medalami.

 

Część druga

 

Czasy wojenne

Przed świętami Bożego Narodzenia 1939 roku ojciec został uprzedzony, że jest z innymi wojskowymi na liście NKWD. Ojciec, sierżant Kadłubowski i trzeci wojskowy, którego nazwiska nie pamiętam postanowili uciec do Generalnej Guberni. W trakcie przekraczania granicy, sierżanta Kadłubowskiego zastrzelili sowieci. Ojciec z tym trzecim dotarli do Warszawy. Po kilku dniach pobytu w Warszawie wyjechał do Krakowa do siostry matki – Julii. Znalazł tam pracę w niemieckim kinie, a ponieważ dobrze znał język niemiecki został bileterem. Pracował w tym kinie do 1943 roku. W 1943 roku wrócił do Łomży. Po powrocie pracował w łomżyńskiej Waciarni jako portier – ja też tam pracowałem.
W latach 1940 -1941 w czasach okupacji sowieckiej – ja z bratem Leszkiem chodziliśmy do szkoły 10 – letniej przy ulicy Stacha Konwy. Tam skończyliśmy 6 klasę – ponieważ chodziliśmy do tej samej klasy. Gdy wkroczyli Niemcy do Łomży w czerwcu 1941 roku, ja pracowałem w Waciarni – miałem wtedy 15 lat. Praca moja polegała na donoszeniu wełny dla dziewcząt, które rolowały płaty do butów filcowych dla wojska. Ojciec w tym czasie jak już wspominałem uprzednio, pracował na portierni. Zakład ten podlegał zarządowi wojska niemieckiego. Z tego zakładu nie brano pracowników do pracy w Niemczech, chyba że było to za jakieś wyjątkowo duże przewinienie.
Gdy w 1943 roku sowieci rozgromili wojska niemieckie pod Stalingradem przestaliśmy produkować płaty filcowe. Zakład przekształcono na szwalnie ubrań roboczych. Ja pracowałem na krajalni materiałów. W sierpniu 1944 roku zakład przygotowywano do ewakuacji. Wszystkie maszyny pakowano w skrzynie i platformami konnymi wywożono do wagonów na stację kolejową. W zakładzie tym pracowało dużo małoletnich dziewcząt i chłopców. Ja byłem konwojentem tych wywożonych skrzyń, podczas gdy jeden Niemiec numerował skrzynie, drugi odbierał te same skrzynie na stacji. Dyrektorem zakładu był berlińczyk o nazwisko Borhardt, mówiąc oględnie był on porządnym człowiekiem. Po ewakuacji zakładu wyjechała cała niemiecka dyrekcja i zakład przestał istnieć. W czasie niemieckiej okupacji przenosiłem korespondencję, którą matka otrzymywała – nie wiem od kogo i skąd – do Kulesz Kościelnych. Odbierał ją przedwojenny podoficer Józef Śmigielski. Trasę z Łomży do Kulesz Kościelnych odbywałem pieszo. 17 razy z Czesławem Pieńkowskim chodziliśmy pieszo do Ostrołęki za szmuglem. Po wkroczeniu sowietów do Łomży, wyjechaliśmy do Śniadowa. Aby żyć i mieć pieniądze na utrzymanie, ja handlowałem słoniną. Kupowałem ją w Ostrowi Mazowieckiej po 400 zł. a w Śniadowie sprzedawałem po 600 zł. Handel odbywał się przy kościele w Śniadowie.
W Jakaci Dwornej było polowe lotnisko wojsk sowieckich. Stałym moim klientem był kapitan – pilot, który brał ode mnie zawsze większą ilość słoniny. Około 17 stycznia 1945 roku powiedział mi, gdy jutro zobaczysz lecące samoloty na Ostrołękę i Łomżę możesz śmiało iść do Łomży, tam naszego wojska już nie będzie, i tak było. Następnego dnia wyruszyłem ze swoim kolegą Staszkiem Kozłowskim do Łomży. Tam przygotowywaliśmy każdy swoje mieszkanie do zasiedlenia i możliwości w nim zamieszkania. Ponieważ mój ojciec służył w wojsku, z referatu wojskowego, otrzymywaliśmy paczki i zapomogi, a matka w dalszym ciągu zajmowała się handlem, z tego mogliśmy żyć.
13.09.1944r została wyzwolona Łomża przez wojska sowieckie. Ponieważ front zatrzymał się nad Narwią, musieliśmy opuścić dom i Łomżę na odległość 10 km od miasta. Udaliśmy się do Śniadowa. Tam zatrzymaliśmy się u gospodarza Wiśniewskiego. Po kilkunastu dniach ojciec podjął decyzję, że wstąpi do Wojska Polskiego. Pojechał pociągiem do Białegostoku, gdzie został przyjęty do II Armii Wojska Polskiego. Jednostka wojskowa w której służył ojciec brała udział w wyzwoleniu Warszawy i Poznania. Z Poznania ojciec został skierowany na kurs oficerów żywnościowych. Po zakończeniu wojny w 1945 roku pułk w którym służył ojciec został przeniesiony do Ełku. Był to 54 Pułk Artylerii Lekkiej. Ojciec w wojsku służył do 1948 roku w stopniu porucznika.

Czas powojenny

Po zwolnieniu z wojska pracował w PGR w powiecie ełckim. Po przyjeździe do Łomży rozpoczął pracę w Okręgowym Związku Cechów w Łomży. Następnie w Spółdzielni Pracy Piekarzy „Zgoda” oraz w Spółdzielni Pracy Rzeźniczo – Wędliniarskiej. Po jej rozwiązaniu zatrudnił się PZGS w Łomży. Tam pracował jako kierownik referatu skupu. W 1963 roku w lipcu poszedł na emeryturę mając 66 lat i w tymże roku 3 grudnia zakończył życie w wyniku powikłań grypy, którą przeziębił.
Do 1939 roku matka nigdy nie pracowała. Pobory które przynosił ojciec były wystarczające do utrzymania całej rodziny. Za okupacji sowieckiej w okresie 1940 -1941 matka pracowała jako pomoc kucharza w restauracji przy Placu Pocztowym w Łomży – kamienica w której mieściła się ta restauracja już nie istnieje. Obiadów matka nie musiała nam gotować, ponieważ przynosiła nam jedzenie z pracy. W 1941 roku w czerwcu wkroczyli do Łomży Niemcy, a za jakiś czas matka dostała się do pracy w Landratzamcie (Starostwie) – jako sprzątaczka. Urząd ten mieścił się w budynku obecnie Szkole Przemysłu Drzewnego. Po zakończeniu wojny matka nie pracowała nigdzie, a utrzymywała siebie i nas dzieci z handlu … .
Gdy ojciec wrócił z wojska było nam wszystkim lżej utrzymać się z dwóch pensji, ale matka handlować … nie przestała. Po śmierci ojca, matka otrzymała emeryturę po nim jako jego małżonka, czasami również otrzymywała jakąś zapomogę ze ZBOWiD-u (Związku Bojowników o Wolność i Demokracje), którego członkiem był ojciec. Miała dużo znajomych, ponieważ była osobą bardzo towarzyską i lubiła ludzi i spotkania z nimi. Matka zmarła w 1984r – 28 lipca mając 88 lat. Ciała naszych rodziców spoczywają na cmentarzu parafialnym w Łomży przy ulicy Kopernika.
Pod koniec marca 1945 przeniesiono z Zambrowa Gimnazjum łomżyńskie do Łomży. 1 kwietnia 1945 roku zostałem przyjęty do pierwszej klasy Gimnazjum. Rok szkolny trwał do końca lipca. Ponieważ była to klasa semestralna w latach 1945 – 46 kończyłem 11 klasę. Szkoła mieściła się w budynku przy ulicy Zjazd, w tak zwanym domu Choćki. Potem mieścił się w tym budynku internat Liceum Ogólnokształcącego. W 1946 rok szkolny rozpoczęliśmy w Gimnazjum przy ulicy Bernatowicza, był to tylko parter ponieważ budynek był jeszcze nie odremontowany po zniszczeniach wojennych. W 1947 roku skończyłem 4 klasy Gimnazjum – i otrzymałem tzw. „ małą maturę”. W lipcu tego samego roku wstąpiłem do wojska na ochotnika. Przeszkolenie rekruckie przechodziłem w Jeleniej Górze na Gronowie. Było nas tam 8 kompanii, byliśmy szkoleni na potrzeby wojsk Ochrony Pogranicza. Przysięgę wojskową złożyłem 18 września 1947 roku, na stadionie odprawiona została msza połowa i złożona przysięga na Boga. Potem była selekcja gdzie kogo przydzielą. Ja trafiłem do Plutonu Szkolnego przy Brygadzie w Kłodzku. Na szkole było nas 36. Ukończyłem szkołę jako radiotelegrafista. Nauka trwała 1 rok. Z Łomży służyli ze mną – Edek Filipowicz, nieżyjący Tadek Kutty oraz Zygmunt Komorowski – późniejszy lekarz też już nieżyjący. Po skończeniu szkoły zostałem w niej jako instruktor. Było nas czterech. Na Okręgowych Zawodach Łączności we Wrocławiu – indywidualnie zająłem 5 miejsce. Do końca służby byłem w plutonie szkolnym. Szkolę ukończyłem z I -szą lokatą i dlatego zostałem wytypowany na kurs oficerów łączności w Legionowie. Z zaszczytu tego zrezygnowałem – ponieważ moje cywilne ubranie już czekało w szafie. Z wojska wróciłem 27 września 1949 roku.
Prawdę mówiąc nie miałem szczególnych upodobań, nie mówiąc już o talentach, lecz w okresie nauki w szkole podstawowej dobrze deklamowałem wiersze wzbudzając zainteresowanie słuchających. W wieku 7 lat z koleżanką Janiną Kędzior deklamowaliśmy wiersz pułkownikowi Bociańskiemu dowódcy Szkoły Podchorążych w Ostrów Komorowie w dniu jego urodzin. Już w Łomży w 1937 roku istniał Wojskowy Teatr Amatorski w którym grał mój ojciec. Pamiętam wystawiono sztukę p.t. „Gałązka rozmarynu” – wycinek z wojny bolszewickiej. Ojciec grał zakonnika – kapelana, a ja śpiewałem o Piłsudskim piosenkę „Jedzie, jedzie na kasztance …” Za sowietów należałem do koła tanecznego w naszej szkole. Wykonywaliśmy taniec marynarzy. W Gimnazjum należałem do chóru, który prowadził profesor Jasiński. W wojsku należałem do zespołu artystycznego, gdzie deklamowałem i śpiewałem. Jednym słowem – „Przebłyski talentu były, ale się nie spełniły”.
Po powrocie z wojska zostałem przyjęty do pracy w Państwowej Komunikacji Samochodowej w Łomży w dniu 22 października 1949 roku. Biuro mieściło się w kamienicy doktora Wejrocha przy ulicy Krótkiej na trzecim piętrze. Przez kilka miesięcy pracowałem jako konduktor. W maju 1950 roku przeniesiono mnie do biura na etat fakturzysty. Pod koniec roku zostałem przeniesiony na stanowisko dyspozytora transportu towarowego. W roku 1952 zostałem kierownikiem tego transportu, a w 1953 mianowano mnie kierownikiem działu eksploatacji, któremu podlegał transport osobowy, towarowy i spedycja. W tym to właśnie roku kierownikiem ekspozytury PKS był Jan Żebrowski, który w 1955 został z Łomży przeniesiony do Syby koło Ełku. Komitet Powiatowy PZPR zlecił mu przedstawienie kandydata na jego stanowisko. Wytypowanym przez niego kandydatem byłem ja – wtedy byłem bezpartyjny. Na zatwierdzenie mnie na to stanowisko do Komitetu został wezwany z-ca Dyrektora Dyrekcji Okręgowej w Olsztynie. Na Egzekutywę PZPR został tylko on poproszony, ja oczekiwałem za drzwiami. W tym okresie skończyłem kilka kursów związanych z transportem. Kandydaturę moją na stanowisko Kierownika zatwierdzono bez żadnych zastrzeżeń. Na przełomie 1955/1956 ukończyłem czteromiesięczny kurs dyrektorów PKS w Warszawie z wynikiem bardzo dobrym. Ekspozytury PKS zostały zamienione w Oddziały, a kierownicy zostali mianowani na Stanowiska Dyrektorów. W okresie swojej kadencji otworzyłem pierwszą placówkę terenową w Wysokiem Mazowieckiem, druga powstała w Grajewie, zaś pod koniec swojej kadencji w 1961 roku – 1 kwietnia utworzyłem placówkę terenową w Zambrowie. W Zjednoczeniu PKS w Warszawie wyprosiłem 15 nowych autobusów dla tej placówki. Większość tych autobusów dowoziła pracowników do Zakładów Bawełnianych w tym mieście. Już po moim odejściu placówkę w Zambrowie przekształcono w Oddział. W maju 1961 roku zaproponowano mi przejście do placówki terenowej w Ełku, którego przyczyną był brak wyższego wykształcenia. Z dniem 31 sierpnia 1961 roku zakończyłem pracę w PKS Łomża. Od jesieni 1961 roku do końca 1962 byłem kierownikiem placówki terenowej Transbudu, podległej pod Białystok. 17 października 1964 roku zostałem przyjęty do pracy w Zakładach Przemysłu Ziemniaczanego w Łomży. Z początku pracowałem jako brygadzista brygad rozładunkowych, a następnie jako kierowca samochodu osobowego marki „Warszawa” – podległego Dyrektorowi Malinowskiemu – był to samochód służbowy. W maju 1968 roku przeniosłem się do nowo powstałego Browaru „Łomża”. Po przeszkoleniu objąłem stanowisko warzelnianego. W dniu otwarcia Browaru miałem szczęście warzyć pierwszą „warkę”. W Browarze pracowałem do 18 marca 1972 roku. Od dnia 30 marca 1972 roku do dnia 8 sierpnia 1980 roku pracowałem w Zakładach Przemysłu Bawełnianego „Narew” jako klejarz przy tkalni nr 1. W tym samym roku przeszedłem na rentę chorobową. Na rencie przebywałem do osiągnięcia wieku emerytalnego, czyli do osiągnięcia 60 -tego roku życia w 1986 roku.
Mój stan kawalerski zakończył się 22 listopada 1952 roku, kiedy wstąpiłem w związek małżeński z ukochaną Sabiną Maciejewską – zwaną przez wszystkich Krystyną. Niedoszłych – przyszłych żon miałem kilka, ale nic z tego nie wyszło. W stanie kawalerskim z kolegami z wojska Edwardem Filipowiczem, Witoldem Wszeborowskim i Zygmuntem Komorowskim – późniejszym lekarzem byliśmy częstymi gośćmi w kawiarence „Stokrotka” Tam pracowała moja obecna żona jako kelnerka i bufetowa. Przez prawie rok odwiedzałem tą kawiarenkę i pilnie obserwowałem dziewczynę, która bardzo mi się podobała i o której często myślałem. Ze swojego zainteresowania piękną dziewczyną zwierzyłem się jej kierowniczce Pani Słupeckiej, która poparła moje zdanie odnośnie Krystyny. Po wizycie moich rodziców u Państwa Maciejewskich i ich u moich rodziców, została ustalona data ślubu i jego realizacja 22 listopada 1952 roku.
Na pierwsze dziecko czekaliśmy do 1958 roku – wtedy to urodził się nam pierwszy syn – Wojciech, a w roku 1959 drugi syn – Andrzej. Trzy lata po ślubie mieszkaliśmy wspólnie z rodzicami żony na ulicy Nadnarwiańskiej, gdzie urodził się pierwszy syn. Teściowie po tym okresie przeprowadzili się do nowo – wybudowanego domku w Piątnicy, a my zostaliśmy na Nadnarwiańskiej sami do 15 października 1959r. Wtedy to otrzymaliśmy mieszkanie przy ulicy Dwornej – w którym mieszkamy do dzisiaj oboje. Lata naszego małżeństwa to lata przeplatane spokojem i trudem, złością i miłością – lata trudne, pełne żalów i chwil spokojnych. Z biegiem czasu wszystko powoli blakło, traciło na ostrości, a w tej chwili emocje trochę uspokoiły się i doczekaliśmy się 50 -lat naszego małżeństwa.
Z okazji tylu wspólnych lat otrzymaliśmy odznaczenie za długoletnie pożycie małżeńskie z rąk Prezydenta Miasta Łomży Jana Turkowskiego, a odznaczenie podpisał Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej – Aleksander Kwaśniewski. Dzień ten rozpoczęliśmy Mszą w Katedrze Łomżyńskiej. Nasi synowie Andrzej i Wojciech zrobili nam niespodziankę i przyjechali na te uroczystości ze Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkają – a wszystko pomogła im zorganizować nasza chrześniaczka Hania – córka siostry żony Aliny Markowskiej. W trakcie trwania naszego małżeństwa moja żona Krystyna dużo ciężkiej pracy włożyła w dobre wychowanie naszych synów Andrzeja i Wojciecha, w utrzymanie naszego małżeństwa oraz w codzienny trud życia małżeńskiego. Najważniejszą sprawą dla mojej żony była rodzina, to dzięki niej nasi synowie Andrzej i Wojtek założyli samodzielnie rodziny, wychowują dzieci i doskonale sobie radzą w podstawowych sprawach jakie sobie stawia za cel rodzina.

Łomża, dnia 15 sierpnia 2005r.

 

od redakcji:
W tekście pisownię autora zachowano w oryginale.
Korekty tekstu i wprowadzenia śródtytułów dokonał red. Wojciech Winko

HISTORIA RODU GAJEWSKICH /Wspomnienia świadka historii – cz. 1/
http://historialomzy.pl/historia-rodu-gajewskich-wspomnienia-swiadka-historii/

Biogram Jerzego Gajewskiego:
http://historialomzy.pl/wspomnienie-sylwetki-jerzego-gajewskiego/

315 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.