Kochanowskiego Polska

KOCHANOWSKIEGO POLSKA.

Mało tematów można wymyślić więcej doniosłych, jak zrozumienie i wytłumaczenie istoty własnego narodu, jego powołania dziejowego, w chwili, gdy ten naród, odzyskawszy niepodległość, szuka nowych dróg i usiłuje znaleźć wyjście z beznadziejnego prawie położenia.
Kraj nasz, w dwa lata po rzekomem ukończeniu wszechświatowej wojny, nie ma jeszcze ani granic, ani pokoju, ani waluty, ani dosyć żywności, ani opału wystarczającego do zniesienia nadchodzącej zimy, ani trwałego rządu, któryby umiał zapewnić nam wymiar sprawiedliwości, ani dyplomacji, któraby potrafiła ustanowić znośne stosunki z sąsiadami.
Ma natomiast dwóch sąsiadów bezlitosnych i okrutnych, którzy od wieków czyhają na naszą zgubę i nie mogą się pogodzić z naszą niepodległością. W takich warunkach wielką czuć musimy potrzebę dowiedzenia się, kim właściwie jesteśmy, czem jest Polska, jak się Polacy różnią od współzawodniczących z nimi wrogów, jakie mają siły istotne, na co mogą liczyć w nieskończonej jeszcze walce, co stanowi nadzieję zwycięstwa?
Na te pytania usiłuje odpowiedzieć w obszernem dziele rektor warszawskiego uniwersytetu i prezes Warszawskiego Towarzystwa Naukowego, Jan Kochanowski. Dzieło to poświęcone jest „pamięci tej, która mi dała wiarę w bezwzględne dobro”— i zawiera płomienną charakterystykę Polki, którą warto przytoczyć (str. 330).
„Tak gorąca, że aż zbliżona do boskości samej wiara w Boga czyni z Polki w jej czystym a szczytnym typie narodowym istotę jakby na- poły tylko cielesną: twór z ducha, bytującego nieśmiertelnie w Nieskończoncści, a posiłkującego się ciałem swem na ziemi, niby tylko narzędziem chwilowem, służącem tutaj ideałom najwyższym, bożemu tchnieniu zwielokrotnionego życia, w którego ramach doczesność cała wydaje się jednem okamgnieniem”…
„Jeżeli też wśród innych narodów cywilizowanych kobieta, jako przedstawicielka subtelna istoty ich dążeń, uczuć i nastrojów, króluje intelektem, talentem władzy, intrygą czy ambicją, to panowanie typowe Polki polega na głębokim, boskim rządzie dusz: na genjuszu poświęcenia i samofiary, na kapłaństwie namaszczonem ogniska domowego, jako strażnicy tchnień Bożych i służących im wiernie cnót narodu”… (Str. 331).
„Wiadomo, że uczucie zdolne jest osiągać na skrzydłach błyskawicy ów stopień górny stosunku człowieka do rzeczy, na który rozum daremnie w mozolnym kroczy mozole. Wiadomo też, że człowiek, żyjący uczuciem, może być subjektywnie bardzo szczęśliwy, acz nie bezwzględnie, bo pragnąłby nie mniej szczęśliwymi uczynić innych. Wiedzie ku temu tylko droga przykładu – czynu, bo nawet nie stojącego na najwyższym bodaj poziomie słowa, jako zachęty do działania. Samo uczucie – wewnętrzna siła subjektywna, posiadana wstopniu wyższym lub niższym przez wszystkich – niezdolne jest sprostać omawianemu tutaj zadaniu. Aby uczynić zadanie to osiągalnem, trzeba umieć ludzi w sposób objektywny o potędze uczucia swego przekonać. Pozostawiając wszelkie po temu narzędzia inne –  innym, Polka, z całą energją typu swojego – uderzyła w czyn. I podobnie jak muzyk tylko przy pomocy instrumentu, malarz pendzlem, a rzeźbiarz dłutem – ona, typ jej przepiękny, czynem swym prostym a cichym, zdolna jest powiedzieć ludziom wszystko, wprzęgając mistrzów rozumu, słowa i pieśni w rydwan skarbów bezcennych, spoczywających w głębinach niezmierzonych prawdy Bożej, dobra i piękna jej duszy”. (Str. 331).
Autor widać miał szczęście znać i kochać zacną Polkę, ale przyznaje, że typ idealny Polki przezeń odczuty nie jest częstym. „Typ, o którym mowa, przekazuje nam bowiem nie teraźniejszość, niestety, lecz raczej przeszłość, prawda, że niedawną jeszcze, do naśladowania. Przekazuje nam go, jako wzór najwyższy życia, jako arcydzieło, z ducha krwi i kości polskiej wyrosłe”. (Str. 332).
Autor, który sam badaniom historycznym poświęcił większą część życia swego i szczególniej badał dzieje ojczyste, każe nam w przeszłości szukać wzorów godnych naśladowania i twierdzi, że odrębność narodu polskiego w porównaniu z innemi, a szczególniej z Prusakami i Moskalami polega na jego stosunku do Boga. (Str. 296).
„Wiara nasza to nie owoc wyczerpanego szamotaniem buntu, ani wyraz czerpiących soki swe z ateizmu kompromisów, czynionych przez świat wewnętrzny na rzecz świata zewnętrznego człowieka. Rodzaj wiary polskie], styl jej i typ rdzennie swojski, to pogodna Jej pełnia, płynąca czystym jak łza, wezbranym potokiem natchnienia z ducha  – naprzekór złu, plugawym żądzom i „racjom” życia – z nurtów istnienia. Wiara ta, to szczyt aryjskości, jako pełni najwyższej „człowieka wiecznego”, a za nią – tworzywo istotne europeizmu cywilizowanego, jako, z jednej strony, ufności człowieka, syna Bożego, nie zbója, w siły twórcze woli ludzkiej w stosunku do życia, z drugiej zaś – roli jego psychicznej w stosunku do wszechświata i jego nieskończoności, której dusza ludzka wiernem jest, bo być może, odbiciem z łaski Boga”. Ufność dziecięca łączy się tu z potęgą duchową tytana”. (Str.297).
Dla Kochanowskiego życie i charakter narodu nie zależy od przyczynowości zewnętrznej łączącej między sobą wypadki, ale jest rzeczywistością głębszą, będącą przyczyną wypadków. Dzieje Polski to trud prawdziwych Polaków, a ci prawdziwi Polacy w Polsce rodzić się będą, z pokolenia w pokolenie, choćby wrogowie nad ich wynarodowieniem najsilniej pracowali. Jest w tem realizacja planu Bożego, niezależna od woli i zabiegów jednostek, a jednak wola i zabiegi jednostek są wynikiem tego szeregu natchnień, który prawdziwą istotę bytu narodowego stanowi.
Że chwilowo tego skutku nie widać, że jesteśmy w znacznej mierze wynarodowieni i ulegamy wpływom obcym, to bynajmniej nie osłabia optymizmu naszego historjozofa. Bywają lata nieurodzaju, po których następuje urodzaj. Obecne pokolenie jeszcze nie powróciło do najlepszych tradycyj przodków, jeszcze nosi piętno wiekowej niewoli, ale to minie i znów w Polsce przyjdą na świat prawdziwi Polacy, na wzór Czarnieckiego i Żółkiewskiego, bo Polska nie jest wymysłem ludzkim, tylko jest ogniwem planu Bożego zbawienia ludzkości i sprowadzenia Królestwa Bożego na ziemię. Bóg się tego planu nic wyrzeknie, i natchnie swoje sługi, aby go w Polsce wiekuistej urzeczywistniały. Ta Polska wiekuista i odwieczna była przygotowywana przez setki pokoleń, nim wystąpiła w historji. Ludzka przemoc i przewrotność naszych sąsiadów mogła na kilka pokoleń nas wykoleić, ale nawet w epoce tego wykolejenia, gdy zbrakło wielkich ludzi czynu, zjawili się wieszczowie słowa, którzy światło prawdy przekazali skarłowaciałym pokoleniom.
Teraz stoimy u progu epoki czynu i Polska zaczyna zwracać uwagę obcych, Jako siła nowa, decydująca o losach naszej zachodniej cywilizacji. Ta cywilizacja zabrnęła w gruby materjalizm i tylko Polska z pomocą prawdziwych Polaków ją ratować może. Kochanowski daje świetną charakterystykę Moskali i Niemców, których typy są przeciwległe typowi Polaka.
„Nie tylko interesa ekonomiczne świata, ale i przyszłość jego kultury domagają się tego, aby Rosja – i to bodaj na długo – stała się kolonją, twardo rządzoną przez ludy cywilizowane; aby zwany Rosją, leżący na pograniczu Europy i Azji śmietnik narodów został pługiem kultury przeorany do głębi pod przyszły ogród cywilizacji”. (Str. 241).
„Wyznawana u nas w czasach ostatnich nie tylko sporadycznie wiara w niezwyciężalność Rosji, to nic więcej jak hańbiące nadewszystko katów naszych piętno ich panowania a naszej niewoli. Typ psycho-dziejowy polski winien się go pozbyć z taką siłą, z jaką duch mocen jest wyzwolić człowieka z więzów bydlęcych”. (Str. 243).
Autor wierzy w nasze ostateczne zwycięstwo nie tylko nad Moskalami, lecz także nad Niemcami. „Mimo przewagi technicznej na wszystkich polach życia; mimo całego wielowiekowego wysiłku swej energji potężnej, nie tylko nie zdołali Niemcy pokonać materjalizmem swoim istoty duchowej swych ofiar, lecz pozostawili— nawet w zniemczonych pozornie do szczętu ich przedstawicielach dziejowych – zaródź przyszłej reakcji zwycięskiej na własną swą zgubę”. (Str. 438).
Konkluzja historjozofji Kochanowskiego zawiera się w przeświadczeniu optymistycznem o wielkiej przyszłości polskiego narodu, jako twórcy wyższego społecznego ładu i porządku nie tylko na własnej ziemi, ale i wśród ościennych ludów.
..Potęga duchowa Polski rdzennej jest niezmożona. Leży w niej, jako w źródle istotnem racji bytu narodu, podstawa trwała jego przyszłości, oraz promieniowania jego wpływów, bez względu na postać formalną tymczasowych granic politycznych państwa. A leży w niej i coś więcej jeszcze na pożytek i chwalę ludzkości, bo najgodniejsza dostojeństwa ludzkiego misja uczłowieczenia tych, co w szeregu sąsiadów naszych pomocy takiej niezbędnie jeszcze potrzebują. Optymizm wszystkich tych myśli, snutych sub specie aeternilalls rozwoju, a jakby przychodzących do porządku nad błędami, jakich dopuścić czy dopuszczać się możemy, płynie nie tylko z obfitych a tak znamiennych przesłanek psychodziejowych Polski: płynie on z opartej na ich podstawie wiary głębokiej, że – omijając obce, wrogie typowi naszemu ścieżki cudze – zwyciężymy idąc jedynie własną drogą”. (Str. 440).
Trzeba przyznać, że taki wniosek jest arcypolskim i zgodnym z jednomyślnem przeświadczeniem największych Polaków wszystkich czasów, nie wykluczając karcącego tak ostro zboczenia Skargi. Polak wbrew niezliczonym klęskom, które znosi, ufa, że wkońcu dobro zwycięży, a sam pragnąc dobra, wierzy w to, że inni także dobro ukochają. Ten optymizm Polaka jest cechą tak charakterystyczną, że nie można wątpić o rdzennej polskości autora „Ech prawieku” i całego szeregu dzieł, stanowiących oryginalną hlstorjoznfję wyrażoną w oryginalnej, acz, niestety, często niejasnej formie.
Mamy tu myśliciela, któremu nikt polskości ani gruntownej znajomości dziejów Polski nie odmówi, i ten, w chwili krytycznej, budzi w nas nadzieję, że ciężkie obecne okoliczności przeminą, że ideał polski zapanuje od Renu do Uralu, tak jak się rozpowszechnił od Odry do Dniepru.
Ten ideał polega na wielkiem umiłowaniu wolności nie tylko własnej, ale i wolności bliźnich i na życiu takiem, aby w niem duch panował nad ciałem, bez pogardy dla ciała, ni poniewierki cielesności. Obcy jest Polakowi skrajny ascetyzm, podobnie jak obce prawdziwemu Polakowi jest wyuzdanie. Polak pragnie służyć Bogu i braciom swym, a nawet odwiecznych wrogów umie na braci przekształcić, jak tego dowiódł w wiekowych swych stosunkach z Łotwą i Litwą. Zapowiedź zwycięstwa ducha, uczyniona w stolicy kraju przez człowieka stojącego na czele dwóch najpoważniejszych instytucyj naukowych tej stolicy, niech będzie dobrą wróżbą na przyszłość.

31 grudnia 1920 r.                                               W. Lutosławski.
– – – – – – – – –
Jest to kolejny artykuł (publikowany w wersji oryginalnej) autorstwa Wincentego Lutosławskiego  zamieszczony w Tygodniku Ilustrowanym ( Nr 16 z 16 kwietnia 1921 roku str.44 ) udostępnionym nam przez Bibliotekę Cyfrową Uniwersytetu Łódzkiego.
Poprzedni –  „Kongres filozofów w Oksfordzie” historialomzy.pl/kongres-filozofow-w-oksfordzie/   zamieściliśmy w zeszłym tygodniu, a informacje o Autorze  w artykułach:
historialomzy.pl/rozwoj-potegi-woli/ Recenzja książki Wincentego Lutosławskiego „Rozwój potęgi woli”, oraz  historialomzy.pl/sofia-casanova-lutoslawska/ „Sofía Casanova Lutosławska”
Redakcja.

1052 Ogólnie 3 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

XX LAT ŁOMŻYŃSKIEGO OZPN

XX LAT ŁOMŻYŃSKIEGO OKRĘGOWEGO ZWIĄZKU PIŁKI NOŻNEJ PIONIERSKI OKRES (1976-80) Dokonany w 1975 r. podział administracyjny kraju, w wyniku którego powstało Łomżyńskie, spowodowało[...]