Kolej żelazna w Łomży

Kolej żelazna w Łomży

W pierwszych latach po wojnie (1945-55 i nieco później) z Łomży do Białegostoku, Warszawy i dalej, najczęściej podróżowało się pociągiem. Łomża miała zaledwie kilka bezpośrednich połączeń z Białymstokiem i Warszawą, a nawet przez pewien czas (lata 60-te) z Łodzią Fabryczną. Poza tym było wiele dogodnych połączeń z innymi ważniejszymi miastami Polski, np. Siedlcami, Lublinem, Gdańskiem… korzystając z przesiadek w Śniadowie lub Ostrołęce. Do końca 1992 roku kursował jeszcze bardzo dogodny pociąg osobowy relacji: Łomża – Ostrołęka – Łomża.

W tzw. „Planie 6-letnim” (1950-1955) były założenia (które spełzły na niczym, podobnie jak wiele innych zamierzeń PRL-owskiego systemu) przedłużenia linii kolejowej z Łomży w kierunku północnym poprzez budowę nowego nasypu kolejowego oraz mostu kolejowego na Narwi dla połączenia z węzłem kolejowym w Piszu.

Wkrótce komunikacja autobusowa zaczęła wypierać łomżyńskie kolejnictwo. Jedynie jeszcze w okresie letnio-jesiennym kolej nabierała „rumieńca”. W tym bowiem czasie ze stacji PKP Łomża pociąg wyruszał z wagonami wypełnionymi do ostatniego miejsca pasażerami, którzy po odbyciu kilkunastokilometrowej podróży, na najbliższej stacji Koziki tłumnie wysiadali na grzybobranie, a pociąg dalej odjeżdżał niemalże pusty.

Wielką dumą dla ówczesnej, niewielkiej Łomży, była kolej wąskotorowa, której stacja znajdowała się wis a wis stacji szerokotorowej PKP Łomża. Rozpiętość szyn tejże łomżyńskiej kolejki była tak wąska, że jako młody chłopiec próbowałem nieraz przemierzać po nich stąpając jedną nogą po prawej, drugą po lewej szynie, obrywając często przy tej okazji srogie upomnienia od rodziców. Była to prawdziwie kolejka wąskotorowa, w odróżnieniu od kolejki o tej samej nazwie, która kursowała np. z Warszawy Wileńskiej do Radzymina, czy z Warszawy – Południe do Nowego Miasta n. Pilicą. Rozpiętość torów tej wąskotorowej kolejki była nieco szersza niż wąskotorowej kolejki łomżyńskiej.

Łomżyńska kolej szerokotorowa jak i wąskotorowa w Łomży nie miała charakteru przelotowego. Zarówno jedna jak i druga tu rozpoczynała swój bieg i tu kończyła. Kolejka wąskotorowa zaczynała swój bieg od stacji przy ulicy Sikorskiego, dalej ul. Sikorskiego w kierunku północno-zachodnim, przecinając ul. Wojska Polskiego, do ul. Nowogrodzkiej i przez Nowogród w głąb Kurpiowszczyzny. Przejażdżka kolejką wąskotorową sprawiała nie lada frajdę, zwłaszcza ludziom młodym, wrażliwym na piękno puszczańskich krajobrazów, roztaczających się wokół wolno posuwających się wagoników, ciągnionych parowozem, zasilanym węglem i drewnem, z którego unosiły się kłęby pary zmieszanej z dymem, a co chwilę sygnał gwizdka kolejowego oznajmiał o zbliżającej się wąskotorowej kolejce. A okazji do sygnału gwizdka kolejowego było bardzo wiele, ponieważ łomżyńska kolejka wąskotorowa nie miała oddzielnego nasypu, ale jej tor był ułożony wzdłuż wspomnianych ulic na jednym z ich poboczy, gdzie bardzo często można było spotkać przemieszczających się pieszych lub wałęsające się zwierzęta.

Gdy nadszedł ostatni dzień kursu wąskotorówki (pocz. lat 70-tych), wyruszyłem rowerem na ul Nowogrodzką, dogoniłem pociąg i ustawiłem się z aparatem fotograficznym, aby na slajdach uwiecznić jej ostatni kurs. Slajdy wypadły imponująco, ale niestety, podczas częstych moich przeprowadzek, zaginęły bez śladu. A szkoda. Dziś, kiedy jadąc do Warszawy, po drodze spoglądam na pomnik – lokomotywę kolei wąskotorowej w Markach, żal, że podobnego pomnika nie mamy w Łomży. Dla starszych Łomżyniaków pozostały tylko wspomnienia, a z młodszych nie wielu wie, że taka wąskotorówka, zwana popularnie „ciuchcią”, była swego rodzaju atrakcją dla naszego miasta.

Z wielkim sentymentem wspominam podróżowanie koleją, może dlatego, że dość często odwiedzałem swego bliskiego kuzyna, który pochodził z licznej kolejarskiej rodziny, pracującej na odcinku Ełk – Grajewo – Białystok. Sam, będąc najmłodszym, dziewiątym dzieckiem również związał się pracą na kolei. W jego, o wiele liczniejszej, bo 15-dzietnej rodzinie, znaleźli się także kolejarze. Samo zaś gościnne przebywanie w tak licznej rodzinie napawało wielką radością i odczuciem wielu miłych wrażeń, które nie zastąpią najbardziej atrakcyjne podróże świata.

Innym motywem mego sentymentu do kolei była moja podróż, którą odbyłem 4 sierpnia 1955 r. z Łomży do Nowego Miasta nad Pilicą, aby rozpocząć nowicjat w zakonie kapucynów. Była to podróż, którą w całości odbyłem koleją, o czym wspominam w swojej książce Spotkałem Ojca Honorata: „… I wreszcie w towarzystwie rodziców i rodzeństwa: Wandy, Zdzisława i Zofii oraz kolegi Piotrka udałem się na łomżyński dworzec kolejowy, aby stamtąd wraz z Jankiem z Kupisk, który również został przyjęty do zakonu, udać się do Nowego Miasta. Najpierw pociągiem do Warszawy, a stąd koleją wąskotorową z dworca „Południowego” bezpośrednio do zamierzonego celu”.

Dziś po Łomżyńskiej Kolei Wąskotorowej pozostały tylko wspomnienia, zaś po PKP Łomża stare, zarośnięte chwastami torowisko, po których, jak na razie, trzy razy w tygodniu przetaczają się wagony towarowe na trasie Śniadowo – Łomża, przypominając, że tu kiedyś była normalna kolej żelazna, sięgająca początkami pierwszej wojny światowej.


O. Jan Bońkowski

 

3964 Ogólnie 2 Dziś
  
 

7 Komentarzy

  1. maciek
    24 sierpnia 2011  17:34 przez maciek Odpowiedz

    Komentarz Pana Jerzego Smurzyńskiego do tematu Kolej żelazna w Łomży.

    Bardzo ciekawy materiał. Ja również, mieszkając na Łomżycy, przekraczałem codziennie tory „wąskotorówki” na „Obwodówce”. A, że jestem troszkę straszy – pamiętam jak z Rodzicami jeździłem przed wojną do Myszyńca na Boże Ciało i do Morgownik - odwiedzać moje koleżanki na koloniach organizowanych przez Liceum im. M. Konopnickiej. (Liceum miało tam swój dom kolonijny)
    I jeszcze jedno uzupełnienie - Idea przedłużenia linii kolei szerokotorowej jest chyba bardzo stara. Pamiętam, że mówiono o niej już przed wojną. Mówili o nie też bolszewicy i Niemcy podczas okupacji i nie wiem, czy to nie któryś z okupantów, ( a może władze wczesnej PRL) spowodował nawet usypanie podjazdu do wiaduktu, który miał być przerzucony nad ówczesną Ostrołęcką koło „Żytomłyna”.... W każdym razie nasyp ten istniał jeszcze chyba w końcu lat czterdziestych...


    Dziękuję i oczekuję na dalsze tak ciekawe wspomnienia – Jerzy Smurzyński

  2. 24 sierpnia 2011  22:41 przez Krzysiek Kostrzewski Odpowiedz

    Wacław Świątkowski w wydanej w 1927 roku książce pt. "W Dorzeczu Narwii" ubolewa jak wielkim błędem była polityczna decyzja o zaprzestaniu rozbudowy infrastruktury kolejowej w Łomży i jak ta decyzja niekorzystnie wpływa na rozwój miasta i życie mieszkańców, głownie przez ograniczenie handlu i pogorszenie perspektyw dla przemysłu.
    Jak ważną rolę w okresie II RP miał rozwój kolei, niech świadczy fakt, iż z chwilą "obarczenia" Białegostoku rolą stolicy regionu od razu przystąpiono do budowy dworca kolejowego, a że w szczerym polu, to już szczegół;)

  3. Kolank0
    25 sierpnia 2011  12:35 przez Kolank0 Odpowiedz

    Przedłużenie linii kolejowej w kierunku na Petersburg planowane było już w latach 90 XIX wieku. Projekt upadł gdyż w tym czasie oddano do użytku trakt, a i koła wojskowe w Cesarstwie nie widziały w tym interesu. W Cesarstwie liczyły się tylko potrzeby militarne - potrzeby gospodarczo-ekonomiczne ignorowano.

  4. 2 października 2011  18:43 przez białostoczanin Odpowiedz

    Musze kolege zmartwic. Dworzec w Białymstoku został otwarty w 1861 r, jeszcze w czasach carskich.

  5. 5 października 2011  22:36 przez Krzysiek Kostrzewski Odpowiedz

    Owszem kolego Białostoczaninie, dworzec w Białymstoku był już za czasów carskich- wybudowany w 1861roku. Powiem PÓŹNO i bez odpowiedniej infrastruktury oraz z szerokotorową linią kolejową. Tym czasem pierwszy dworzec kolejowy w Łomży powstał za zaboru Pruskiego, hen przed 1830 rokiem i hen przed czasami, gdy Car Mikołaj rozpoczął proces zasiedlania ziem polskich rosyjskimi obywatelami, a co wymagało budowy dworca w Białymstoku, by owi obywatele musieli gdzie wysiadać;).
    W 1919 roku po decyzji o ustanowieniu województwa białostockiego przystąpiono do przebudowy części dworca i włączenia go w koloryt miejski, poprzez łączenie tworzących "administracyjny" Białystok wiosek ulicami, alejami i budynkami. Wiadomo miasto wojewódzkie musiało wyglądać! Podobnie przebudowywano linię kolejową Białystok - Warszawa. Projekt trasy kolejowej ominął Łomżę i nad tym ubolewał cytowany przeze mnie Wacław Świątkowski - nota bene warszawski profesor - co by nie było, że łomżanin.
    Tak czy owak, gdyby nie paniczny lęk Piłsudskiego przed rozpanoszoną w Łomży Endecją, Marszałek przystałby na pierwotny projekt reformy administracyjnej państwa, województwo byłoby w granicach łomżyńskiej Guberni, a Białystok leżałby w woj. grodzieńskim.
    Moja propozycja - historii nie zmienimy, więc zakopmy wojenne topory. Wybudujcie nam taką kolejkę do siebie jaką zrobiliście do Hajnówki i na pewno się bardziej polubimy. Poza tym pomoże wam to w aspirowaniu o tyt. metropolii, gdyby którys z rządów wrócił do tego pomysłu.
    Pozdrawiam

  6. Kolank0
    16 sierpnia 2012  14:23 przez Kolank0 Odpowiedz

    Wiele wskazuje na to, że jeszcze trochę, a jedynym śladem obecności kolei w Łomży pozostaną zdjęcia i wspomnienia. Odnoszę się tutaj do informacji: http://4lomza.pl/index.php?wiad=29523

  7. 17 sierpnia 2012  13:14 przez Jan Strzała Odpowiedz

    Prośba do kolegi Kostrzewskiego - proszę o bliższe informacje dotyczące pierwszego dworca kolejowego w Łomży ktory powstał w czasie zaboru pruskiego, co to za linia kolejowa skąd i dokąt prowadziła?

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Zagadka 139

Trzeba się z ziemi łomżyńskiej urodzić, by całą jej piękność poznać. Napozór to kraj taki sam, jak inne. Trochę pagórków, dużo równin, wiele łąk, jeszcze więcej lasów, kilka białyc[...]