Kronika Panien Benedyktynek Opactwa Św. Trójcy w Łomży. Część 6.

Link do 5 części Kroniki Panien Benedyktynek Opactwa Św. Trójcy w Łomży:
http://historialomzy.pl/kronika-panien-benedyktynek-opactwa-sw-trojcy-w-lomzy-czesc-5/

OKUPACJA NIEMIECKA
22 czerwiec … Bardzo wczesnym rankiem dał się słyszeć warkot samolotów i od czasu do czasu huk rozrywających się bomb nad miastem. Początkowo nie można było się zorientować, co to jest. Sowieci sami myśleli, że to manewry. Niedługo jednak sytuacja wyjaśniła się. Niemcy wypowiedzieli wojnę Rosji – był to więc nalot. Kilka bomb niemieckich upadło na ważniejsze placówki sowieckie. Zrobił się niesłychany popłoch wśród Sowietów. Zaczęli bezładnie uciekać. Polacy cieszyli się bardzo. Każdy huk rozrywającej się bomby napełniał dusze niewypowiedzianą radością. Za kilka godzin nie było w mieście ani jednego Sowieta, Żydzi pochowali się gdzieś po suterenach i piwnicach. Przed południem więźniowie opuścili cele. Ludzie na ulicach rzucali się sobie w ramiona i z radości płakali. Kilka osób cywilnych zostało rannych. Sowieci cofali się bez broni, ani jednym wystrzałem nie odpowiedzieli następującym Niemcom. Wieczorem tego dnia w Łomży nie było ani jednego Sowieta. Sytuacja była jednak nie wyjaśniona -Sowieci uciekali, a Niemcy jeszcze nie weszli. Następnego dnia 23 czerwca tak samo pustka w mieście. Ludność cywilna rzuciła się na rabunek. Rozbito i zrabowano wszystkie składy, bazy i sklepy sowieckie. Wieczorem 23 czerwca weszło kilku Niemców do miasta – ludność odetchnęła.
Na noc Panna Alojza poszła do naszego kochanego domu obok Groty Matki Boskiej i zgliszcz spalonego kościoła i klasztoru. Należało jak najprędzej zająć nasz domek, aby nie wprowadził się do niego ktoś obcy i nie pozwolić rabusiom ograbić go. Panna Wincenta z Panną Wizenną pozostały tymczasem na starym miejscu, pilnując gospodarstwa. Ach, jaka to była szczęśliwa noc dla Panny Alojzy. Prawie po rocznej tułaczce znów znaleźć się w swoim domu, z nadzieją rychłego połączenia się ze wszystkimi zakonnicami. Nazajutrz zakonnice zaczęły ściągać wszystko i sprowadzać z Nadnarwiańskiej na Dworną. W pierwszych dniach pracy było ogromnie dużo, a nas tylko cztery. Parkany popsute, od ulicy Kierzko-wej w parkanie zrobiono dwie duże bramy, którymi złodzieje zaczęli wszystko wynosić co zostało po Sowietach w naszym ogrodzie np. deski, bale, kloce, cegły itp. materiał budowlany. Trzeba było wielkiej energii i odwagi zakonnic, aby tę bandę rabusiów przepędzić i nie pozwolić kraść. Za kilka dni poreperowano prowizorycznie parkany. W ogrodzie Sowieci zasiali warzywa. Wszystko tonęło w zielsku. Trzeba było jak najprędzej pleć. Trudno było nająć kobiet do tej roboty, bo za pieniądze nikt nie chciał przyjść. Dopiero przy pomocy naszych Sióstr Tercjarek udało się zebrać pewną ilość kobiet i panienek i opielono ogród. Zakonnice też dużo pracowały, bo pielące kobiety były na naszym stole. Tymczasem burmistrzem miasta został pan Kurcjusz. Do niego więc zwróciła się Panna Alojza z zapytaniem, czy możemy korzystać z posianych przez Sowietów warzyw w ogrodzie. Pan burmistrz odpowiedział, żebyśmy wszystko traktowały jak swoją własność. W ogóle bardzo przychylnym okazał się dla nas pan Kurcjusz. Na naszym terytorium jest wybudowana fabryka. Obok tejże, w ogrodzie jest posiane warzywo. Z zarządem fabryki były pewne trudności – nie chcieli nas wpuścić do tego ogrodu mówiąc, że i według praw niemieckich jest własnością państwa, jako zdobycz wojenna. Pan burmistrz pogodził nas z zarządem fabryki w ten sposób, że połowa zbiorów na terenie fabrycznym ma być dla nas, reszta dla fabryki.
27 czerwca … Zakonnice z Tabędza przysłały pewnego chłopca do Łomży, by dowiedział się co z nami i czy zajęłyśmy dom. W tym celu przyjechała też z Puchał Panna Maura. Serdecznie prosiłyśmy zakonnice z Puchał i z Tabędza, aby jak najprędzej przybyły do Łomży, bo jest tutaj ogromnie dużo pracy.
30 czerwca … Dziś przyjechała ze wszystkim z Puchał Panna Stanisława. Bardzo się ucieszyłyśmy. Kochana Panna Stanisława najpóźniej opuściła Łomżę i najprędzej do niej wróciła. W ogóle przez cały czas pobytu na wsi, Panna Stanisława utrzymywała serdeczne stosunki z zakonnicami w Łomży. Często materialnie i żyw­nościowo wspierała tutejsze zakonnice. Siostrom na wsi pod względem żywnościowym było o wiele łatwiej, niż nam w Łomży.
4 lipiec … Panna Teresa przyjechała z Tabędza, osobiście dowiedzieć się, czy mogą zakonnice wracać do Łomży ze wszystkim. Była bardzo rozrzewniona.
5 lipiec … Wróciła Panna Gertruda z Tabędza. Ucieszyłyśmy się serdecznie, bo to dobra robotnica.
8 lipiec … Wrócił do Łomży Ksiądz Biskup Stanisław Kostka – Łukomski.
10 lipiec … Przyjechała z Tabędza Panna Otylia.
11 lipiec … Uroczystość św. Ojca Benedykta. Dziś ubrałyśmy się w habity. Prawie cały rok w Łomży chodziłyśmy w świeckich ubraniach. Och! Jak Wielki i Dobry jest Bóg! Pozwala nam, że znowu możemy żyć jak prawdziwe zakonnice. Dziś wróciła ze Szczepankowa Panna Immaculata… Po południu Panna Alojza z Panną Małgorzatą odwiedziły Ks. Biskupa. Ekscelencja przyjął je bardzo serdecznie. Zakonnice pokornie i serdecznie dziękowały za dotychczasową pomoc i rady oraz poprosiły o pozwolenie na wybór ksieni a także, aby w naszym domu była kaplica ze stałym przebywaniem Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Ksiądz Biskup odniósł się dość przychylnie do tych próśb i obiecywał zadośćuczynić naszym pragnieniom. Na razie jednak odłożył je, aż przyjdą wszystkie zakonnice.
12 Lipiec … W rannych godzinach przyszedł do nas Ksiądz Biskup. Zastał nas nie przygotowane, przy pracy. Bardzo ucieszył się, że widzi nas tak zapracowane. Bardzo serdecznie przemówił do nas, zwiedził cały dom, wybrał pokój na kaplicę. Polecił, aby Panna Teresa zawiadomiła wszystkie zakonnice, aby jak najprędzej powróciły do Łomży, byśmy mogły zacząć na nowo wspólne życie zakonne. Udzielił nam przy pożegnaniu błogosławieństwa pasterskiego. W niespełna godzinę po wyjściu Księdza Biskupa, przyjechała ze wszystkim z Tabędza Panna Teresa z Siostrą Edytą. Natychmiast spełniła rozkaz Ks. Biskupa, posyłając zawiadomienie na wieś do pozostałych Sióstr o rozporządzeniu Jego Ekscelencji.
14 lipiec … Dziś powróciły do Łomży z Puchał: Panna Maura oraz z Tabędza Panna Maria. Ludzie w Tabędzu bardzo niechętnie żegnali zakonnice. Nie obyło się bez i głośnych żalów. Ksiądz Proboszcz w Tabędzu pożegnał z ambony zakonnice i podziękował im za pracę dla kościoła. Zakonnice przez cały czas swojej bytności w Tabędzu zajmowały się utrzymaniem porządku w kościele, uczyły młodzież śpiewu kościelnego, pomagały Księdzu Proboszczowi w przygotowaniu dzieci do Pierwszej Komunii św. itp. Nic więc dziwnego, że ludziom i młodzieży trudno się było rozstać z zakonnicami.
13 lipiec … Powróciły ze Sczepankowa Panna Kunegunda i Panna Mechtylda. Brakuje więc tylko jednej – Panny Benedykty, która przebywa w Zambrowie u swoich kuzynów. Kilka razy ponawiałyśmy prośbę do Ks. Biskupa o kaplicę. Z powodu niewielkiej liczby Księży, były z tym pewne trudności. Nie miałyśmy kapelana a żaden z miejscowych Księży nie mógł podjąć się tej funkcji. W lipcu przyjechał do Łomży Wielebny Ks. Henryk Kulbat, były Kapelan Księdza Biskupa z 1939 roku. Jego to, za zgodą Ekscelencji uprosiłyśmy, że został naszym Kapelanem.
23 lipiec … Powróciła Panna Benedykta. W ogrodzie intensywna praca. Ze sprzedaży warzyw mamy pewne dochody. Trwają przygotowania w urządzaniu kaplicy.
1 sierpień … W Pierwszy Piątek miesiąca Jego Ekscelencja Ks. Biskup odprawił w naszej kaplicy pierwszą Mszę św. i pozostawił nam na stałe Przenajświętszy Sakrament. Co to była za radość!
Postanowiłyśmy poreperować parkany popsute wskutek działań wojennych i wybudować piwnicę, której odczuwa się potrzebę. Postarałyśmy się o pozwolenie restauracji kościoła przed zimą. Burmistrz miasta – Niemiec, pozwolił nam ustnie na przykrycie kościoła. W czasie, gdy budowano piwnicę i reperowano parkany w ogrodzie przy kościele, Panna Maura udała się do wioski za kwestą drzewa budulcowego na zrąb kościoła. Dostała przeszło sto kloców. Nie zwiozłyśmy ich jednak zaraz, ponieważ nie ufałyśmy zbytnio pełnomocności tego pozwolenia. Na początek przywieziono tylko osiem kloców. We wrześniu zrobiono rusztowanie na wieżę kościelną, zrzucono pewną cześć zgruzowanych cegieł i za kilka dni mieli robotnicy przystąpić do odbudowy wieży. Pewnego dnia przyjechał samochodem landrat na nasze podwórko, obejrzał rusztowanie i zabrał nam robotników do swojej roboty. W kilka dni potem przyjechały furmanki z ludźmi, którzy rozebrali rusztowanie i gdzieś wywieźli. To samo stało się z klocami. Oprócz tego zabronił landrat wszelkich robót przy kościele, mówiąc że jeszcze wojna nie jest skończona.
10 wrzesień … Ksiądz Biskup przysłał pisemne zawiadomienie na ręce Panny Przeoryszy, o mającej odbyć się elekcji. Na dzień elekcji wyznaczył Ks. Biskup 17 września, środę kwartalnych dni. Nareszcie nadszedł długo oczekiwany dzień elekcji przełożonej w naszym domu. Upływa już prawie rok po śmierci śp. Matki Ksieni. Przewodniczącym elekcji był Ks. dr B. Waldman, asystentami -Ksiądz dr H. Kulbat i Ks. dr Walerian Szubzda. Ksienią została wybrana większością głosów w czwartym głosowaniu, Panna Maria Bałazówna. Przewodniczący ogłosił uroczyście prawomocność elekcji i wręczył nowej Ksieni pieczęcie klasztoru i klucze na znak władzy.
23 wrzesień … Wiele trudności mamy z sąsiadami z fabryki. Przez nasze podwórko zrobili sobie wjazd na terytorium fabryczne, z oddaniem połowy warzyw robią niezwykłe trudności – w ogóle chcą nas zmusić, abyśmy wyrzekły się tej części ogrodu, którą nam Sowieci zabrali i określili mianem terytorium fabrycznego.
W tym roku również rozesłałyśmy starym, polskim zwyczajem opłatki na okoliczne wsie. Otrzymujemy za to od ludzi zboże. Opłatki te piekł nam pewien chłopiec u Przezacnych Ojców Kapucynów. W tych dniach przyszła do nas Siostra Majola Rotkiewicz, profeska klasztoru w Nieświeżu – konwerska, z prośbą aby przyjąć ją na czas wojny. Naturalnie, że Matka Ksieni przyjęła ją z otwartymi rękami. Przed rokiem Sowieci wypędzili zakonnice z klasztoru w Nieświeżu. One dostała się do swojej rodziny w Suchowoli – co stało się z pozostałymi, nie wie. Niedawno dowiedziała się, że jesteśmy w Łomży i prowadzimy wspólne życie, przyszła więc, aby nie tracić zasług posłuszeństwa i wspólnego życia zakonnego w czasie wojny. Dusza raduje się, gdy spotyka się zakonnicę z prawdziwym zrozumieniem swojego powołania. Od pierwszej chwili przybycia do nas, poddała się wszystkim wymaganiom życia zakonnego i posłuszeństwa. Zachowuje się, jak profeska naszego klasztoru.

Materiał opracowano na podstawie:
Kronika Panien Benedyktynek Opactwa świętej Trójcy w Łomży (1939-1654).
Autor. S. Alojza Piesiewicz.

Koniec części 6
C.D.N.

Redakcja Serwisu

Link do 7 części Kroniki Panien Benedyktynek Opactwa Św. Trójcy w Łomży
http://historialomzy.pl/kronika-panien-benedyktynek-opactwa-sw-trojcy-w-lomzy-czesc-7/

685 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.