Kronika Panien Benedyktynek Opactwa świętej Trójcy w Łomży. Część 16

Link do 15 części Kroniki Panien Benedyktynek Opactwa Św. Trójcy w Łomży:
http://historialomzy.pl/kronika-panien-benedyktynek-opactwa-swietej-trojcy-w-lomzy-czesc-15/

ROK 1949
2 styczeń … W niedzielę, w uroczystość Najświętszego Imię- lia Jezus, odbyła się w naszym klasztorze uroczysta i radosna ceremonia obłóczyn Marysi Gutowskiej i Helenki Wawiórko, postulantek 11 chóru. Marysia otrzymała imię zakonne Siostra Tarsycja, i Helenka Siostra Fortunata.
13 styczeń … Srebrny jubileusz dwudziestopięciolecia profesji zakonnej Panny Alojzy Piesiewiczówny. Po Trzech Królach Panna Gertruda, Siostra Wizenna i Panna Maura wyjechały znów na kwestę, by można spłacić letnie długi i pracujących robotników. Panna Maura wróciła 26 stycznia z zamiarem wyjazdu na dłuższy czas po uroczystości Matki Boskiej Gromnicznej. W uroczystość Matki Bożej chciała być koniecznie w domu na uroczystość poświęcenia gromnic. Nie rozumiała pewnie, co się w tym jej pragnieniu kryło. Dopilnowała, aby było tyle gromnic, ile zakonnic. W dniu 2 lutego Panna Maura czuła się doskonale. Była na Mszy św., była na upragnionym poświęceniu gromnic, była na wspólnym obiedzie i rekreacji, była na Nieszporach. Zabrakło jej na kolacji. O godz. 7 wieczorem znalezioną ją nieżywą. Zmarła na atak serca. Wezwany natychmiast lekarz nie zdołał docucić zmarłej. Wrażenie przeokropne. Przed godziną zdrowa i żywa… już w wieczności. Wybierała się nazajutrz na kwestę na odbudowę klasztoru, a Pan Bóg odwołał ją najniespodziewaniej do przybytku niebieskiej chwały.
Trudno opisać wrażenie, jakie śmierć ta wywarła w naszym klasztorze. Zupełne obezwładnienie i jakby zamarcie władz we wszystkich duszach. Niestety po kilkunastu godzinach trzeba było zacząć myśleć o pogrzebie tej, która zdawało się, że żyć musi i powinna.
3 luty Wieczorem eksportacja zwłok do kościoła przy licznym udziale wiernych.
4 luty … Po uroczystym nabożeństwie żałobnym złożono zwłoki śp. Panny Maury w katakumbach pod kościołem. Trudno wyrazić stratę jaką poniósł nasz Konwent w osobie śp. Panny Maury Skorupko. Była to zakonnica całkowicie oddana Bogu i zakonowi.
Niezmordowana dla dobra konwentu łomżyńskiego! Przez całą wojnę wytrwale służyła Zgromadzeniu na kweście i w domu. Gorliwa o Chwałę Bożą, była jedyną z pierwszych inicjatorek odbudowy kościoła i klasztoru. Można powiedzieć, że najgorliwiej oddawała się pracy na kweście, aby budowa mogła postępować jak najszybciej. I to heroizm w Służbie Boga wypalił Ją jak płonącą świecę – symbol życia i śmierci Panny Maury. Nic dla niej nie było nigdy za ciężkie i za trudne. Zawsze pełna poświęcenia i zapału. Długoletnia zakrystianka, szczególniej dbała o ozdobę i cześć Domu Bożego. Po spaleniu kościoła i klasztoru, gorliwie starała się o zdobycie paramentów i mebli kościelnych. Młodzieńczy zapał i energia nie odstępowały jej nigdy. Nie można było zauważyć u niej ani chwilowego zniechęcenia się lub załamania wewnętrznego na skutek piętrzących się trudności i niepowodzeń. W pracy przy budowie przekraczającej fizyczne siły niewieście. Tak pragnęła doczekać się poświęcenia klasztoru! Była na różnych urzędach klasztornych: spełniała funkcję przeoryszy kilkakrotnie, była bibliotekarką, przez jakiś czas szafarką – zmarła na urzędzie podprzeoryszy. Najdłużej była zakrystianką. Podczas wojny kwestowała w razie potrzeby, a od chwili rozpoczęcia budowy tj. od 1946 roku stale oddawała się pracy na kweście i praca ta doszczętnie zużyła jej siły fizyczne. Stale cierpiała na bronchit, lecz nie skarżyła się nigdy na swoje cierpienia, owszem ukrywała je z obawy, aby Matka Ksieni nie pozostawiła jej w domu, ponieważ chciała do końca być pomocną Zgromadzeniu w ciężkiej pracy odbudowy. Umierając, miała 64 lata, 15 dni; z czego w klasztorze przeżyła 38 lat. Cześć Jej pamięci! Niech odpoczywa w pokoju!
10 luty … w miesiącu tym odwiedził jeszcze raz Siostrę Paulę jej wuj, próbując wyciągnąć jąz klasztoru… I tym razem spotkał się ze stanowczym „nie”. Musiała jednak Siostra Paula w obecności wuja własnoręcznie napisać do stryjów w Ameryce i do ciotki w Australii, że stanowczo i dobrowolnie chce zostać w klasztorze. Uważał, że list, który poprzednio wysłała przez adwokata, nie był przez nią napisany. Może już teraz dadzą jej spokój. Niech Bóg będzie uwielbiony za to, że takim męstwem i stałością obdarzył duszę kochanej Siostry Pauli. I w życiu zakonnym cechuje ją stałość i szczęście. W lutym Panna Edyta miała w Warszawie robioną operację. Usunięto jej w gardle migdałki. Przebywała w szpitalu przeszło dwa tygodnie. W marcu w klasztorze doroczne rekolekcje. Prowadził je Ks. H. Kulbat.
4 marzec … Zima lekka. Prace przy budowie prawie nie ustają. Cieśle zrobili zrąb dachu na południowej części klasztoru, murarze wewnątrz budynku ścianki działowe w celach i podtrzcino- wali sufity do tynków; stolarze robią bez przerwy drzwi i okna. Kwestarki też nie mogą odpoczywać.
10 marzec … Panna Gertruda z Siostrą Wizenną kwestowały; jacyś panowie zażądali od nich wyjaśnień, kim są i na jaki cel zbierają ofiary. Po otrzymaniu wyjaśnień i po sprawdzeniu dokumentów Sióstr, oświadczyli, że Siostry nie mogą dalej kwestować, ponieważ nie mają zezwolenia Ministerstwa Administracji Publicznej na urządzanie kwesty. Aby urządzić kwestę na cele religijne, trzeba mieć pozwolenie wspomnianego ministerstwa, inaczej można narazić się na więzienie. Dzięki Panu Bogu, że panowie ci nie aresztowali od razu Sióstr. Przestraszone biedaczki wróciły natychmiast do domu, do Łomży.
15 marzec … Panna Alojza udała się do Warszawy z podaniem do ministerstwa o pozwolenie urządzania kwesty na budowę kościoła i klasztoru. Ministerstwo dało odpowiedź odmowną. Nowe zmartwienie. Kwestować nie wolno, pieniędzy nie ma a budować nie można przestać. Trzeba pokrywać zrobiony dach dachówką, bo inaczej pierwszy huragan może zerwać część dachu już zrobionego. Okna i drzwi trzeba wstawić w całym gmachu; niemożliwe przeciągi. Po kilku dniach przerwy i wahań, dzielne nasze kwestarki, oddawszy się w opiekę św. Józefa, i poleciwszy się modlitwom Zgromadzenia, wyruszyły w Imię Boże i dla Chwały Bożej na kwestę. Najpierw, przed Wielkanocą, kwestowały po wsiach w okolicach Łomży. Trudna to praca chodzić po domach od drzwi do drzwi, od wsi do wsi. Ludzie pieniędzy nie mają, dają przeważnie jaja, te trzeba sprzedać, a ile trzeba się namęczyć i nadźwigać, ile znieść niewygód i głodu. Co dzień w innym domu i w innej wsi nocleg, co dzień z innego garnka jedzenie.
Często wszy i pluskwy dają się w nocy we znaki … A ile razy trzeba moknąć od deszczu, a wysuszyć ubrania nie ma gdzie. Dlatego piszę o tym, aby następne pokolenia wiedziały wśród jakich trudów i ofiar powstał ten kościół i klasztor. Może dlatego Pan Bóg temu dziełu tak błogosławił, że dzieło to zaczęło się, trwało i dokonywalo wśród tylu ofiar, poświęceń i zaparcia. A wszystko to podjęto dla Większej Chwały Boga i Miłości. Aby Miłość Boga i Jego Chwała na tym miejscu nie ustala, lecz trwała do końca świata, i aby następne pokolenia mogły oddać się wyłącznie tej Chwale Bożej, wynagradzając i za nasze niedomagania w służbie głoszenia Tej Bożej Chwały.
Zważywszy na nasze trudy i poświęcenie dla wybudowania tego przybytku Chwały Bożej i modlitwy, niech nasze następczynie wiernie służą Bogu i gorliwie starają się oddawać Chwałę Bogu w tym klasztorze Trójcy Przenajświętszej w Łomży. Dla tej Chwały Bożej radośnie podejmujemy trudy i wszystkie poświęcenia. Ut in omnibus Deus glorificetur.
W tym czasie Siostry zaczęły oglądać się za inżynierem artystą, który by nam zaprojektował wnętrze kościoła. Będąc w Warszawie Panna Alojza poznała pewnego inżyniera-artystę, człowieka młodego, który podjął się zrobić projekty wnętrza naszego kościoła. Po bliższej znajomości dowiedziałyśmy się, że to aspirant do klasztoru 00. Benedyktynów w Tyńcu, dosyć obeznany ze sztuką kościelną. Po osobistym obejrzeniu naszego kościoła, udał się do Tyńca, by szczegółowo omówić z Przewielebnym Ojcem Wizytatorem projekt wnętrza naszego kościoła.
11 kwiecień … W Grajewie został sprzedany dom po zamordowanej przez Niemców siostrze Panny Teresy. Jedyną spadkobierczynią połowy tego domu była Panna Teresa. Po uprzednich różnych formalnościach prawnych, upoważnioną została przez odpowiednie władze do prawnego działania w imieniu Panny Teresy, Panna Alojza. Panna Teresa będąc chora na ischias w nodze, nie może odbywać żadnych podróży. Zanim ta sprzedaż doszła do skutku, trzeba było parę razy być w Grajewie. Otrzymane za dom 1 500 000 zł. przeznaczono na założenie centralnego ogrzewania w klasztorze.
29 kwiecień … Przyjechali z Łodzi monterzy, aby zaprowadzić centralne ogrzewanie w naszym budynku klasztornym. Po świętach Wielkanocnych zakonnice-kwestarki bez względu na odmowną odpowiedź ministerstwa w sprawie kwesty, udały się w swoją pielgrzymią, kwestarską drogę. Potrzeby są nadzwyczajne. Budowy nie można przerwać, bo na nic by się nie przydał nasz dotychczasowy wysiłek. W gmachu, który nie jest wykończony nie można zamieszkać. W tym roku jeszcze większe koszty przy wykończeniu. Robi się wewnętrzne tynki, podłogi, centralne ogrzewanie, kanalizację, malowanie drzwi i okien, kuchnię itp. Wysiłek ponad siły i możliwości. Gdy pogłębiano piwnicę na kotłownię, znaleziono na głębokości mniej więcej trzech metrów, drewnianą drenę, idącą wzdłuż południowego skrzydła. Drena ta była wydłubana w całym sosnowym klocu, a z wierzchu nakryta mocną deską. Widocznie kiedyś za jej pomocą osuszano teren. Drenę tę na przestrzeni kotłowni musiano przeciąć i odpowiednio zabezpieczyć, aby nie zalewała kotłowni. Wszystkie piwnice nowego gmachu są zdrenowane i woda odprowadzona do studni drenażowej, skąd wypompowuje się ją do potrzeb domowych i kanalizacyjnych. Z braku odpowiednich warunków do podłączenia się do miejskiej kanalizacji, trzeba było zrobić miejscową kanalizację, budując własne szambo. A wszystko to złączone z tysiącem kłopotów, przeszkód i trudności Zadawało się niekiedy, że piętrzące się góry rozmaitych trudności, nie dadzą się pokonać, lecz zawsze św. Józef dopomaga. Najtrudniej było z brakiem pieniędzy. Często w sobotę nie było grosza na wypłatę bo Siostry kwestarki nie nadesłały. Jeszcze ufniejsza modlitwa do św. Józefa i w ostatniej chwili zwykle nadchodziła pomoc. Albo jakaś ofiara lub pożyczka u znajomych, albo Siostry z kwesty coś telegraficznie nadesłały. Pod koniec maja większość zakonnic przeniosła się do nowego gmachu. Zajęły cele w zachodnim skrzydle. Mieszkały w celach, które nie były jeszcze otynkowane i nie miały podłóg. Wstawiono tylko drzwi i okna. Wschodnia część budynku najpierw wykonana, kończona jest wewnątrz. W domku mieszka jeszcze Matka Ksieni, Panna Benedykta i Panna Teresa. Kuchnia i refektarz też jeszcze w domku. Siostry zadowolone, że mogą mieszkać już w klasztorze. Za nic mają niewygody, szczęśliwe, że mogą mieszkać pod jednym dachem z Panem Jezusem.
15 maj … Ingres Księdza Biskupa Czesława Falkowskiego. Kilka zakonnic wzięło w nim udział.
18 maj … Jego Ekscelencja Ksiądz Biskup złożył wizytę naszemu klasztorowi; zwiedził dokładnie budowę. Okazał się nadzwyczaj dobry i ojcowski. Zna znakomicie, osobiście Przewielebnego Ojca Wizytatora van Oosta.
27 maj … Przyjechał do nas Najprzewielebniejszy Ojciec Wizytator z panem inż. artystą Jarosławem Sawińskim, kandydatem do ich zakonu. Przywieźli projekty wnętrza naszego kościoła. Zaledwie jeden dzień zabawił u nas Czcigodny Gość. Przepiękne rysunki wnętrza kościoła, lecz kiedy się je wykona? Strach pomyśleć.
Aby dopomóc Siostrom kwestarkom w dostarczeniu pieniędzy, cztery zakonnice udały się na Zielone Święta do Hodyszewa i Studzienniczej, miejsc cudownych, aby kwestować przy stoliku w czasie odpustu. Panna Magdalena i Panna Stanisława pojechały do Hodyszewa, a Panna Alojza z Panną Cecylią do Studzienniczej. Siedziały z tacą przy kościele i w ten sposób kwestowały na odbudowę klasztoru i kościoła. Księża Proboszczowie w naszej diecezji są nam nadzwyczaj przychylni. Ogłaszają cel kwesty z ambony i ludzie chętnie składają ofiary.
27 lipiec … Przewielebna Matka Ksieni wyjechała do Krzeszowa, wezwana przez Matkę Ksienię Prezeskę na kilkudniowy odpoczynek. Pod koniec lipca Siostra Cecylia pojechała do Sta- niątek na doroczny kurs. Musiała wyjechać sama, ponieważ Panna Alojza i w tym roku nie może ruszyć się od budowy, a Panna Edyta nie bardzo jest zdrowa. Po skończonych kursach Siostra Cecylia zaraz nie mogła wrócić, gdyż zachorowała na zapalenie płuc i kilka tygodni musiała przeleżeć w Krakowie w szpitalu. Wróciła dopiero w październiku, dzięki Panu Bogu zdrowa.
8 wrzesień … Profesje Siostry Pauli, Siostry Łucji i Siostry Bernardy.
12 wrzesień … Wstąpiła do klasztoru na zakonnicę chórową panna Irena Tarasiukówna.
29 wrzesień … Przybyła do naszego klasztoru Siostra Teresa Wołłodźko, zakonnica po wieczystych ślubach II chóru z klasztoru wileńskiego Panien Benedyktynek. Po ewakuacji zakonnic z Wilna przez władze sowieckie, przebywała parę lat u swojej rodziny na wsi w woj. białostockim, nie mogąc złączyć się ze swoim Zgromadzeniem. Zapragnęła życia wspólnego w zgromadzeniu zakonnym, a nie mając nadziei na połączenie się ze swoim klasztorem, prosiła Matkę Ksienię o przyjęcie jej do naszego konwentu. Przewielebna Matka Ksieni przychyliła się do jej prośby, przyjmując ją do naszego klasztoru. Wdzięczna Siostra ofiarowała swoją pomoc w pracy przy malowaniu cel i korytarzy klasztornych. W budynku naszym jest dużo otworów drzwi i okien. Wszystkie trzeba malować dwa razy olejną farbą. Pokost bardzo drogi – 1000 zł za litr. Nie podobna kupować. Zakonnice nasze, jak przezorne mrówki, urządziły w kilku wioskach kwestę siemienia lnianego. Otrzymawszy zeń olej lniany, przygotowano go z odpowiednimi dodatkami i otrzymano doskonały pokost, który zużyto do malowania drzwi i okien. W jesieni tego roku bardzo intensywna praca przy budowie. Wykańczanie wschodniej części gmachu, aby przed zimą zakonnice mogły się wprowadzić. A nie było to łatwe. Materiałów budowlanych zupełny brak. Najtrudniej było doprowadzić do końca centralne ogrzewanie. Często brak jakiejś rurki lub kranu zatrzymał posuwanie się naprzód całej pracy. Inżynier prowadzący robotę, wziął większą część pieniędzy z góry (za sprzedany dom w Grajewie) i mało troszczył się o wykończenie robót. Zostawił tylko jednego majstra, a o materiały niewiele się troszczył. W jesieni zimno zaczęło dokuczać zakonnicom, a o wykończeniu pracy z braku materiałów nie można było myśleć. Dopiero, gdy przestały się łudzić nadzieją, że inżynier nadeśle materiały, zaczęły starać się na własną rękę i praca szybko poszła naprzód. Przy pomocy Bożej i wyraźnej opiece św. Józefa wszystkie trudności zostały pokonane.
13 listopad … W uroczystość Wszystkich Świętych w naszym zakonie zrobiono próbę ogrzewania, która wypadła nadzwyczaj dobrze. W całej instalacji były bardzo małe poprawki, jakich można dokonywać bez przerw w paleniu. Już i stolarze i malarze pokończyli swoje prace w celach. Zakonnice zaczęły opuszczać swoje letnie mieszkania w zachodniej, jeszcze nie wykończonej części klasztoru, i zajmować swoje cele. Nie można było dostać majstra do wykończenia kuchni, aby położyć glazurę na ścianach i terakotę na podłodze, i dlatego opóźniało się wejście do klasztoru całego Konwentu. W listopadzie kończono najpotrzebniejsze roboty. Wykończono najpotrzebniejsze roboty. Wykończono betonowe podłogi w piwnicach, drenowano wirydarz i robiono posadzkę na korytarzach podziemi. Wewnątrz zalewano betonem gruzy na korytarzach, w refektarzu z braku desek na podłogę, zrobiono posadzkę z cementu. Tak samo w kilku celach w skrzydle południowym, musiano zrobić posadzki cementowe zamiast podłóg, bo desek nie można kupić. W rozmównicy wstawiono kratę i zrobiono podłogę z betonu. Druga rozmównica nie została wykończona. I tak powoli pokonano największe trudności. Klasztor z grubsza wykończony tak, że można w nim zamieszkać.
Na objęcie nowego gmachu Przewielebna Matka Ksieni wyznaczyła dzień 8 grudnia w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Aby uprosić błogosławieństwo Boże dla klasztoru i podziękować Bożej Opatrzności za opiekę i pomoc, Matka Ksieni postanowiła, aby pierwszy ugotowany obiad na nowej kuchni i podany do refektarza, był dla ubogich.
7 grudzień … W wigilię Matki Bożej znalazło się w naszym refektarzu 30 ubogich staruszek z miejscowego przytułku. Po wspólnej modlitwie ubogie panie zasiadły do stołu na miejscach zakonnic. Matka Ksieni z Panną szafarką usługiwały im. Zakonnice zaś tego dnia bardzo ściśle pościły. Dopiero wieczorem gorąca woda i suchy kawałek chleba dla słabszych.
8 grudzień … Uroczysta śpiewana Msza św. dziękczynna. Cały dzień skupienie w nieustannej dziękczynnej adoracji. Zakonnice po dwie klęczały przed Najświętszym Sakramentem. Od godz. 11 – 12 z rana całe Zgromadzenie u stóp Pana Jezusa na dziękczynieniu i uwielbieniu.
Na wspólny obiad odezwał się donośny głos dzwonka na korytarzu. Przed błogosławieństwem stołu odśpiewano dziękczynne „Te Deum” Cośmy wewnętrznie tego dnia przyrzekły, trudno słowami wyrazić. Po dziesięciu latach tułaczki po świecie i przeogromnych zmagań z trudnościami wszelkiego rodzaju, mamy klasztor i cichą celkę. O, jaki Bóg Wielki i Dobry! Wszechmoc Jego ziściła najśmielsze nasze nadzieje i pragnienia! Niech będzie Bóg uwielbiony w tym klasztorze, aż do końca świata!
Chociaż zakonnice już wszystkie mieszkają w klasztorze, prace wykończeniowe jeszcze trwają w dalszym ciągu.
17 grudzień … Ustawienie na wirydarzu figury św. Józefa. Pracy tej dokonali bezinteresownie nasi pracownicy majstrowie: murarze, stolarze, monterzy, szklarze itp. Od rana zabrali się do pracy, zrobili podstawę i postawili na niej, już na Nieszpory, figurę św. Józefa. Figurę tę przywiozła z Warszawy śp. Panna Maura. Znalazła ją na podwórzu w wielkim nieuszanowaniu wśród gruzów i ruin. Postać św. Józefa znajdowała się wówczas w dwóch częściach. Zapewne wskutek jakiegoś wypadku wojennego posąg został uszkodzony. Pęknięcie było w okolicy kolan. Górna część postaci znajdowała się w jednym kącie podwórka, dolna z małym postumentem leżała na kupie gruzów. Nóżki u Dzieciątka Jezus poodtrącane. Śp. Panna Maura nie mogła znieść takiej poniewierki swojego Opiekuna, którego była wielką czcicielką. Przebywając, na kweście poprosiła gospodynię owego podwórka, aby pozwoliła jej zabrać ten potłuczony posąg św. Józefa. Gospodyni chętnie na to przystała. Było to w styczniu br. Panna Maura wynajęła okazyjny samochód i przywiozła tę figurę do Łomży, do klasztoru. Była to jej ostatnia podróż z kwesty i ostatnia „zdobycz” dla klasztoru. A jaka to cenna i szczęśliwa zdobycz! Przywożąc ten posąg, powiedziała, że gdy posąg ten stanie na naszym wiryda- rzu, możemy być spokojne o przyszły los naszego klasztoru. Nie doczekała tej chwili gorliwa czcicielka św. Józefa. Na pewno już cieszy się, nie tyle oglądaniem figury, co obecnością samego św. Józefa w niebie.
18 grudzień … Po obiedzie całe Zgromadzenie z Przewielebną Matką Ksienią na czele udało się procesjonalnie z pieśnią „Duszo moja” na wirydarz do św. Józefa. Tu po odśpiewaniu pieśni, Matka Ksieni oddała cały klasztor pod szczególną straż i opiekę św. Józefa.
20 grudzień … Wróciła z kwesty Panna Gertruda z Panną Wizenną. Ostatnio miały bardzo niemiłą przygodę. Panna Gertruda została w Gnieźnie aresztowana za zbieranie ofiar po domach, ponieważ na mocy ustawy wydanej przez obecny rząd polski, nie jest to dozwolone. Kwestujemy na naszą budowę bez pozwolenia rządu, bo takiego uzyskać nie można. Jakoś do tej pory Pan Bóg pomagał. Ludzie są życzliwi dla Kościoła i chętnie dają datki na odbudowę. Milicja często udaje, że nie widzi zakonnic. W Gnieźnie zaś, jakiś milicjant – rządowiec przytrzymał Pannę Gertrudę i odprowadził ją na posterunek milicji. Biedaczka przelękniona przesiedziała tam całą noc. Na drugi dzień oddano ją pod sąd. Sędzia, gorliwy katolik, uwolnił ją, naznaczywszy jej tylko 3 000 zł kary. Ponieważ nie miała przy sobie tyle pieniędzy, musiała się pisemnie zobowiązać, że karę tę uiści w przeciągu 7 dni. Dzięki Panu Bogu, że tylko na tym skończyło się. Zdarzały się wypadki, że za kwestę uliczną na odbudowę kościołów bez specjalnego pozwolenia, skazywano na kilka lat więzienia lub bardzo wysokie kary pieniężne. Nas jakoś Bóg do tej pory osłaniał swoją opieką.
Tak jak zwykle każdego roku kwesta w Łomży po domach z opłatkiem. Opłatki wypieka nasza Siostra Józefa. Siostra Cecylia z Panną Edytą roznoszą po domach.
24 grudzień … Uroczysta kapituła łaski w naszym nowym kapitularzu. Kapitularz jeszcze do dziś nie był czynny. Nie umeblowany służył na skład rzeczy i materiałów. Przy przeprowadzce z kapelanii naskładało się w tej sali wiele rozmaitych rzeczy a nie było nigdy czasu, aby je stamtąd usunąć. Stały tam meble do rozmównic, sprowadzone przez Pannę Gertrudę, obrazy przygotowane do rozwieszania na korytarzach zdobyte także przez nasze kwe- starki i wiele innych przedmiotów. Wieczorem, poprzedzającym wigilię Bożego Narodzenia, Przewielebna Matka Ksieni przy pomocy Panny szafarki i dwóch Sióstr nowicjuszek, zabrały się energicznie do urządzania kapitularza na kapitułę łaski. Wszystkie zakonnice już spały, nikt nie przeszkadzał – robota szła szybko. Usunięto wszystkie niepotrzebne rzeczy, odkurzono ściany, przyozdobiono je obrazami, umyto podłogę itp. Postawiono duży fotel i nakryto go czerwonym dywanem – tron dla Pana Jezusa zajmującego dziś w kapitule miejsce Matki Ksieni. Całą salę odświętnie przyozdobiono kwiatami i dywanami. Dużo światła. Pulpit dla lektorki nakryto serwetką z koronek i też ozdobiono kwiatami. Na godz. 2 po północy kapitularz był gotowy. W czasie Primy, na martyrologium cały Konwent udał się do kapitularza. Jakaż miła niespodzianka dla Zgromadzenia. Wczoraj była tu jeszcze graciarnia, a dziś piękny kapitularz, w którym ma odbyć się pierwsza kapituła łaski. Trudno opisać w jakim nastroju ona się odbyła. Same niespodzianki Pan Jezus nam przygotował w tak krótkim czasie. Uroczyste ma- tryrologium – adoracja rodzącego się Boga. Na koniec ceremoniarka odczytała imiona zakonnic, które miały spełniać obowiązki w tym świątecznym tygodniu. Po południu wieczerza wigilijna w dużym pięknym refektarzu: choinka, kolędy. W nocy uroczysta Jutrznia i Pasterka, potem śpiewano Laudesy. Trudno opisać nasze uczucia. Można je tylko przeżyć w milczeniu u stóp ołtarza; trudniej je wypowiadać… Wielkie rzeczy uczynił nam Wszechmogący Pan i Święte Imię Jego. Zaraz po świętach reszta przeprowadzki z kapelanii; sprzątanie i odnawianie domu dla ks. Kapelana.

Materiał opracowano na podstawie:
Kronika Panien Benedyktynek Opactwa świętej Trójcy w Łomży (1939-1954).
Autor. S. Alojza Piesiewicz.

Koniec części 16
C.d.n.
Redakcja Serwisu

Link do 17 części Kroniki Panien Benedyktynek Opactwa Św. Trójcy w Łomży:
http://historialomzy.pl/kronika-panien-benedyktynek-opactwa-swietej-trojcy-w-lomzy-czesc-17/

 

873 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.