Kronika Panien Benedyktynek Opactwa świętej Trójcy w Łomży. Część 18.

Link do 17 części Kroniki Panien Benedyktynek Opactwa Św. Trójcy w Łomży:
http://historialomzy.pl/kronika-panien-benedyktynek-opactwa-swietej-trojcy-w-lomzy-czesc-17/

ROK 1951
9 styczeń … Wieczorem Matka Ksieni dostała zawiadomienie, aby 10.1. br. o godz. 8 z rana stawiła się w Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Łomży.
10 styczeń … Matka Ksieni w towarzystwie Panny Alojzy udała się do prezydium. Tu sekretarz oznajmił, że za pół godziny przyjadą do nas samochody i zabiorą nasz inwentarz żywy i martwy na własność państwa. Oznajmił nam to po przyjacielsku, jak mówił, abyśmy się nie przelękły, gdy do nas przyjadą wozy z ludźmi. I rzeczywiście przyjechały samochody, ludzie do ładowania, milicja, urzędnicy z urzędu bezpieczeństwa publicznego, sekretarz prezydium, delegowana komisja itp. O obronie nie było mowy. Milicja kazała otworzyć podwórze i stajnię. Przewielebna Matka Ksieni oświadczyła, że dobrowolnie nie oddaje niczego, lecz przymuszona gwałtem – bezprawnie; wbrew „Porozumieniu” odbywa się to przyjęcie naszego majątku.
Było to około godz. 10 z rana. Po otwarciu drzwi zaczęło się wiązanie świń i ładowanie na samochody. Robotnicy, przeważnie łomżyniacy, bardzo niechętnie zabierali się do tego. Tak to niezgrabnie czynili, że żadnej świni nie umieli związać. Czynili tak celowo. Sekretarz prezydium naglił, klął ze złości, że tak powoli to wszystko dzieje się. Kilka godzin im zeszło zanim załadowali wszystko. Zabrano nam trzy konie, dwa wozy, cztery krowy, dwanaście świń, wszystkie narzędzia rolnicze i gospodarskie. Parnik od gotowania kartofli wyrwali ze ściany i zabrali. Słowem wszystko, co należało do gospodarstwa. O godz. 6 wieczorem wyjechały ostatnie wozy i milicja opuściła nasze podwórze. W mieście ogromne oburzenie wśród ludności. U Ojców Kapucynów zrobili to samo co u nas. Zostawiono nas bez środków do życia. W czasie wojny wiele przeżyłyśmy i przecierpiałyśmy, lecz podobnych rzeczy nawet wrogowie wobec nas nie dopuścili się. To było okropne. Nazajutrz zawiadomiłyśmy Jego Ekscelencję Ks. Biskupa Ordynariusza o wszystkim, co się u nas stało. Jego Ekscelencja napisał jedno pismo do sekretarza Episkopatu Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Z. Choromańskiego, donosząc mu o wszystkim, a drugie do Ministerstwa Wyznań do ministra Bidy. Z pismami tymi pojechała Panna Alojza do Warszawy. Jego Ekscelencji Biskupa Choromańskiego nie zastała w domu, więc udała się bezpośrednio do ministra. Minister dowiedziawszy się o tym co u nas zaszło, niezmiernie był zdziwiony. Kazał sobie szczegółowo opowiedzieć, jak się rzecz miała. Wysłuchawszy, zaraz przy Pannie Alojzie zatelefonował do Białegostoku do województwa i udzielił urzędnikom ostrej nagany, za samowolne przedsięwzięcie. Rozkazał nam, także Ojcom Kapucynom, oddać wszystko. Z województwa poinformowali ministra, że mamy więcej niż 5 ha posiadłości, ponieważ zabrana nam łąka wynosi przeszło 3 ha. Wtedy minister proporcjonalnie do przejętej łąki podzielił inwentarz. Dla rządu miał pozostać jeden koń, źrebak i wóz, 1 krowa i 4 świnie a resztę kazał nam zwrócić. Ojcom Kapucynom kazał oddać wszystko, ponieważ ich posiadłość nie przekracza 2 ha.
21 styczeń … Matka Ksieni i Panna Alojza wyjechały do Warszawy. Prymas Polski zarządził, aby dla przełożonych urządzono dziesięciodniowy kurs religijno-wychowawczy. Wykłady były przeważnie dla mistrzyń, o wychowaniu zakonnym nowoczesnych powołań. Wykładali najlepsi specjaliści; wykłady te były bąrdzo zajmujące i pouczające.
Matka Ksieni z Panną Alojzą wróciły dopiero 1 lutego. W czasie nieobecności Matki Ksieni 29 stycznia, przybyli do klasztoru delegaci z województwa i zabrali dwie zakonnice do Powiatowej Rady Narodowej w Łomży. W klasztorze powstała ogromna panika. Zdawało się pozostałym zakonnicom, że zabrane Siostry zostały aresztowane. Jakież gorące modły słano do nieba o ich powrót. Prędko, bo w ciągu godziny wyjaśniła się sprawa zabrania zakonnic. Wojewódzcy delegaci w obecności wszystkich urzędników prezydium przeprosili Zakon w imieniu rządu „za pewne przykrości i nieprzyjemności, jakie zakonnice miały od miejscowych władz z powodu pewnych nieporozumień”. Potem rozkazali miejscowym władzom, aby zaraz dziś zwrócono nam wszystko, co minister rozporządził. I nie odjechali z Łomży, aż wszystko zostało nam zwrócone.
Cały dzień zakonnice i nasz gospodarz zbierali nasz dobytek i narzędzia; porozwłóczyli bowiem wszystko po całym mieście. Różne instytucje rozebrały nasze narzędzia gospodarskie, a inwentarz żywy wyprowadzili do państwowego majątku w Marianowie – 3 km od Łomży.
2 luty … Profesja trzechletnia Siostry Tarsycji i Siostry Fortunaty.
10 luty … Dwie nasze Siostry z II chóru: Siostra Marta i Siostra Józefa ponawiały swoją profesję. Dziś powinny składać wieczystą profesję, lecz Matka Ksieni odłożyła tę uroczystość do 20 maja. Codziennie mamy dwie Msze św. Wielebny Ksiądz Stanisław Ołdakowski, pracownik w Kurii Diecezjalnej prosił naszego Księdza Kapelana, aby mógł w naszym kościele odprawiać codziennie Mszę św., z czego bardzo cieszymy się. W lutym odbyły się u nas doroczne rekolekcje. Prowadził je Ks. Kapelan H. Kulbat. Co dzień trzy przepiękne konferencje, dwa czytania, wspólna Droga Krzyżowa, błogosławieństwo Najśw. Sakramentem. Prawdziwa uczta duchowa.
Nasz chór zakonny ma już nowe, dębowe stalle. Refektarz też już umeblowany. Solidne dębowe ławy i stoły. Jak wielki jest Bóg! Tak wszystko dzieje się u nas cudownie.
26 luty … Matka Ksieni wyjechała do Krzeszowa na wizytację kanoniczną tamtego klasztoru, jako druga Asystentka naszej Kongregacji. Z Matką Ksienią pojechała Panna Małgorzata na kilkutygodniowy pobyt w tamtym klasztorze, na który uzyskała pozwolenie Ojca Wizytatora.
10 marzec … Matka Ksieni wróciła z Krzeszowa. Przywiozła ze sobą profeskę chórową Siostrę Benedyktę Krzeczyńską. Siostrze Benedykcie ostry klimat Krzeszowa nie służy. Rozchorowała się poważnie i lekarze nakazali stanowczo zmianę klimatu. Wypadało jej wrócić do świata albo przejść do innego klasztoru. Wybrała to ostatnie, i poprosiła Matkę Ksieni o przyjęcie jej do naszego klasztoru. Biedna Siostrzyczka musiała ponieść wielką ofiarę, bo bardzo kochała swoje opactwo w Krzeszowie, gdzie odbyła nowicjat i złożyła pierwsze luby 4 maja 1950 roku. Mężnym sercem poddała się jednak Przenajświętszej Woli Bożej.
16 marzec … Matka Ksieni dokonała zamiany urzędów w naszym klasztorze. Przeoryszą została Panna Teresa, podprzeoryszą Panna Alojza, seniorkami Panna Magdalena i Panna Cecylia, za- krystianką Panna Gertruda, furtianką Panna Magdalena, mistrzynią I chóru Panna Stanisława, mistrzynią II chóru Panna Alojza, infirmierką, bibliotekarką i kantorką I Panna Otylia, kantorką II Panna Cecylia, ceremoniarką Panna Edyta, ogrodniczką I Panna Kunegunda, ogrodniczką II Panna Wincenta, ogrodniczką II Panna Immaculata.
24 marzec … Ksiądz Stanisław Ołdakowski został mianowany zwyczajnym spowiednikiem naszego klasztoru. .
5 kwiecień … Jeszcze raz sekretarz prezydium próbował nam zabrać ogród. Przyprowadził ze sobą geometrę, aby wyznaczyć granicę, dla państwa połowę i dla nas połowę. Powiedziałyśmy mu, że zaraz wyślemy depeszę do ministra ze skargą, że nie zostało uszanowane rozporządzenie ministerstwa, zwracające nam ogród całkowicie. Wtenczas, panowie ci, zostawili nas i odeszli. Zaraz na drugi dzień przystąpiłyśmy do uprawy całego ogrodu.
18 kwiecień … Matka Ksieni z Panną Magdaleną pojechały do Krzeszowa na zjazd Ksień, zwołany przez Ojca Wizytatora, celem rozpatrzenia i wprowadzenia w życie Konstytucji Apostolskiej „Sponsa Christi”. Tego dnia wstąpiła do klasztoru jako aspirantka na Siostrę II chóru Celinka Grądzka z parafii Wizna.
13 maj … W dzień Zielonych Świątek odbyły się obłóczyny Andzi Łada. Szczęśliwa Siostrzyczka otrzymała imię zakonne Michaela.
20 maj … W uroczystość Trójcy Świętej trzy Siostry II chóru a mianowicie: Siostra Józefa Polkowska, Siostra Marta Bartosiewiczówna i Siostra Placyda Kosmaczewska złożyły wieczyste śluby zakonne. Uroczysta ceremonia odbyła się w kościele podczas Mszy św. bardzo okazale. Kościół był przepełniony. Szczęśliwe Siostry promieniały szczęściem. Trzy dni spędziły w ścisłym milczeniu na rozmowie sam na sam z Bogiem, swym Oblubieńcem. W Zgromadzeniu radość z powiększenia się liczby członków. Oby im Bóg dał łaskę wiernego zachowania tego co ślubowały.
20 maj … Po chwilach radości cień smutku zasnuł nasze życie. Przezacny ksiądz Kanonik dr H. Kulbat, nasz dotychczasowy kapelan mianowany proboszczem w Rzekuniu, opuścił nas, udając się na nowe pole pracy dla Pana Boga.
Odczułyśmy to boleśnie. Straciłyśmy wielkiego przyjaciela, kochającego ojca, światłego spowiednika i kierownika oraz gorliwego Kapłana. Służył nam wiernie od 1939 roku, zawsze pełen życzliwości i poświęcenia dla nas.
8 czerwiec … W opuszczonym domku Księdza Kapelana zamieszkał jego Ekscelencja Ks. biskup Sufragan, Czesław Rydzewski. Ofiarował się pełnić u nas funkcję Kapelana, naturalnie przy pomocy Ks. Ołdakowskiego. Niemały to dla nas zaszczyt, chociaż jesteśmy mocno tym zażenowane. Jego Ekscelencja jest zadowolony z pięknego mieszkania i tej nowej pracy, gdyż obiecał nam głosić także konferencje oraz powiedział, że postara się wypełniać wszystko co należy do funkcji kapelana.
10 czerwiec … Marysia Wesołowska, postulantka I chóru musiała dziś opuścić klasztor, ponieważ kończy się jej urlop i władze państwowe zaczęły jej poszukiwać. Musi jeszcze dwa lata pracować dla państwa. Szkoda powołania. Marysia ma wrócić za dwa lata do klasztoru, gdy odbędzie służbę.
15czerwiec … Odwiedził nasz klasztor Ojciec Wizytator van Oost. Dostojny Gość spędził u nas trzy dni. Były to prawdziwie ojcowskie i przyjacielskie odwiedziny.
21-22 czerwiec ... W nocy z czwartku na piątek dokonano w naszym kościele kradzieży Tabernakulum z Najświętszym Sakramentem. Z rana zakrystianka Panna Magdalena, gdy weszła do kościoła, zauważyła brak Tabernakulum. Zabrano nam Pana i nie wiemy co z Nim się stało. Tabernakulum było drewniane, przymocowane śrubą do tymczasowego drewnianego ołtarza. Złoczyńca wyrwał je i wyniósł w całości. W Tabernakulum znajdowała się puszka prawie pełna konsekrowanych komunikantów i Custodia z konsekrowaną Hostią do wystawienia w monstrancji. Co działo się w klasztorze i w naszych sercach, trudno opisać. Płacze i jęki napełniały pustą świątynię. Nie ma Pana. Gdzie On jest? Czemu pozwolił unieść się zbrodniczym rękom? Czy źle Mu było z nami? Zakonnice rozbiegały się po ogrodzie szukać swego Pana. Może złoczyńca porzucił gdzieś Komunikanty, unosząc tylko złoconą puszkę? Wszystkie jednak poszukiwania okazały się daremnymi.
Nie ma Pana. W kościele drzwi wszystkie pozamykane, kluczy nigdzie na wierzchu nie było. Niestety nigdzie nie widać śladu, którędy zbrodniarz wszedł i którędy wyszedł. Dopiero po bardzo szczegółowym szukaniu śladów, znaleziono w konfesjonale, po stronie ołtarza Matki Bożej, okruszyny wapna. Okazało się, że spadło ono z góry. Nad konfesjonałem na ścianie odtrącono kawałek gzymsu. Możliwe, że zbrodniarz ukrył się wieczorem po czerwcowym nabożeństwie za konfesjonałem i w nocy wychodząc z ukrycia uchwycił się ręką gzymsu, oberwał kawałek lub też wszedł do kościoła z górnego chóru.
Którędy jednak wyszedł nie wiadomo. Przypuszczamy, że wyszedł dołem, przez dziedziniec korytarzem przy furcie i oknem od opłatkami. Okno to znalazłyśmy rano przymknięte, lecz zewnątrz na zakrętkę nie założone. Są to tylko nasze przypuszczenia, wyraźnych śladów nie można było znaleźć. Zbrodni tej dokonano jak przypuszczamy pomiędzy godziną 10 wieczorem a godz. 4 rano. O godz. 10 wieczorem Matka Ksieni modliła się przed wielkim ołtarzem i wszystko było w porządku, a gdy o godz. 4.30 rano przyszła do kościoła Panna Magdalena, zauważyła brak Tabernakulum. Zaraz z rana zawiadomiłyśmy Księdza Biskupa, naszego Kapelana i władze milicyjne.
Po odprawionej Mszy św. Ksiądz Biskup zakonsekrował w kielichu nowe Hostie i umieścił je w starym, zapasowym Tabernakulum, jakiego używa się w Wielki Czwartek. Matka Ksieni na znak żałoby i w duchu wynagrodzenia zarządziła w dniu dzisiejszym bardzo ścisły post i nieustanną adorację. Wstrzymano wszystkie prace a zakonnice w duchu pokuty i wynagrodzenia spędzały czas u stóp ołtarza. Wieczorem w czasie czerwcowego nabożeństwa wystawienie Pana Jezusa w puszce, ponieważ melchizedech od monstrancji z PrzenajświętsząHostiązostał skradziony. Po odśpiewaniu litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa, Kapłan odmówił z ludem specjalne modlitwy uwielbienia i wynagrodzenia.
W ciągu dnia przybył do kościoła Ks. Biskup Ordynariusz, aby osobiście na miejscu obejrzeć ślady przestępstwa. Specjalna komisja z milicji sporządziła na miejscu protokół. Oburzenie ludności ogromne na tak straszliwe świętokradztwo.
24 czerwiec … Niedziela. Ksiądz Biskup Ordynariusz, Czesław Falkowski zarządził w naszym kościele całodzienne wystawienie Pana Jezusa w monstrancji w duchu przebłagania i wynagrodzenia za dokonaną zbrodnię i profanację Najświętszego Sakramentu. Wystawienie to trwało od godz. 6 rano do 6 wieczorem. W innych kościołach w Łomży po nabożeństwie też było wystawienie Najświętszego Sakramentu z odśpiewaniem suplikacji. Świątynia nasza przez cały dzień wypełniona po brzegi. Wierni boleśnie odczuli zniewagę Pana. W naszym klasztorze od dnia świętokradztwa postanowiłyśmy w duchu wynagrodzenia Panu Jezusowi, i aby nie dopuścić do ponownej zniewagi, nocną adorację. Każdej nocy zmieniają się zakonnice co 2 godziny, adorując i wynagradzając Panu Bogu za zniewagę. W dzień też prywatnie zakonnice zmieniają się co godzina, aby nieustannie wynagradzać i świadczyć miłość. Spontanicznie, większość zakonnic podjęła myśl, aby odtąd życie nasze w łomżyńskim klasztorze poświęcić nieustannej adoracji wynagradzającej. W kościele naszym dokonano profanacji Najświętszego Sakramentu, słusznym więc jest, aby trwała w nim nieustanna adoracja. Matka Ksieni pozwala na razie prywatnie odbyć te adoracje wynagrodzenia i miłości. O urzędowym wprowadzeniu jej do nas, w odpowiednim czasie pomówi z Ojcem Wizytatorem i Ks. Biskupem Ordynariuszem. Matka Ksieni pragnie jeszcze poddać próbie czasu ten powszechny zapał zakonnic. Może trzy osoby na 23, w naszym konwencie, nie są za wprowadzeniem wieczystej adoracji, ale i one mówią, że poddadzą się temu obowiązkowi, jeśli będzie przez władze zatwierdzony.
12 lipiec … Zachorował ksiądz Biskup Sufragan, nasz Kapelan. Poważnie chorego odwieziono najpierw do Białegostoku na obserwację, a potem do Warszawy do szpitala. Poważna choroba wątroby i woreczka żółciowego.
Z robót budowlanych prowadzonych drogą kwesty na odpustach, wytynkowano parę cel na górnym, szerokim korytarzu, opłatkarnię na dole i rozmównicę na dole od Groty. Robi się ambona, umeblowano kapitularz i zrobiono półki do biblioteki, oprócz tego wymurowano komin nad celami Matki Ksieni i przeniesiono kotły z pralni do dużej sutereny, gdzie zrobiono piec do pieczenia chleba. Za pieniądze kwestowane przez Pannę Gertrudę kupiono w Łodzi pozłacaną monstrancję, zrobiono nowy melchizedech, nową puszkę do komunikantów i kupiono nową płytę do wypieku opłatków. Mamy coraz więcej zamówień na opłatki mszalne i wigilijne.
22 sierpień … Ksiądz Biskup Sufragan, Czesław Rydzewski zmarł w szpitalu w Warszawie. Miejsce Kapelana u nas zajął Ks. Stanisław Ołdakowski, nasz zwyczajny spowiednik, w formie zastępstwa.
12 wrzesień … Zaczęła się wizytacja kanoniczna, najpierw Ojca Wizytatora, który przyjechał do nas w towarzystwie Ojca Prowincjała Szczanieckiego, mnicha z Tyńca.
16 wrzesień … Zakończenie wizytacji kanonicznej. W roku obecnym od lipca począwszy, wprowadzone zostało w każdy Pierwszy Piątek miesiąca nabożeństwo wynagradzające z wystawieniem Najświętszego Sakramentu w monstrancji – tzw. „Godzina Święta” Od godz. 6-7 wieczorem publiczna, wspólna adoracja w duchu wynagrodzenia za zniewagi wyrządzone Panu Jezusowi.
Październik … Kapelanem naszego klasztoru mianowany został Ks. Kanonik Wincenty Krajewski, prof. Seminarium Duchownego w Łomży. Spowiednikiem zaś nadzwyczajnym, na miejsce Ks. H. Kulbata, mianowany został Ojciec Bogumił Wiśniewski, Kapucyn, zakonnik miejscowego klasztoru Ojców Kapucynów.
W październiku Panna Alojza wyjechała do Świdnicy na Dolny Śląsk w sprawie budowy wielkiego ołtarza. Dowiedziałyśmy się, że w śląskich kamieniołomach można nabyć białe marmury po stosunkowo niskich cenach. Przed zamknięciem się w ścisłej klauzurze chciałybyśmy wybudować wielki ołtarz Naszemu Panu. Zaprojektowany jest w białym marmurze. W Świdnicy odpowiedziano Pannie Alojzie, że owszem mogą wykonać ten ołtarz pod dwoma warunkami: że dostarczymy rysunki robocze tego ołtarza, na każdy element naturalnej wielkości, i że otrzymamy pozwolenie na tę budowę z Ministerstwa Kamienia Budowlanego w Krakowie. Sekretarka informująca Pannę Alojzę, w sposób przyjacielski dodała, że wątpi, abyśmy uzyskały w ministerstwie pozwolenie budowania ołtarza w kościele, który nie jest zabytkowy. Poradziła raczej wykonać go w firmie prywatnej a nie państwowej. Dała adres do Krakowa do firmy pana Łuczywo. Ze Świdnicy Panna Alojza udała się do Krakowa. Tu pan Łuczywo, właściciel i kierownik zakładu kamieniarskiego oświadczył, że nie podejmie się wykonać tego ołtarza w białym marmurze, bo tego materiału nie posiada nie tylko zakład w Krakowie, ale żaden prywatny zakład w Polsce. Nazwał mżonką chęć wybudowania w dzisiejszych czasach ołtarza w białym marmurze. Radził wykonać go w piaskowcu szydłowieckim. Z tego materiału, owszem podejmie się wykonać ołtarz, ale także Siostry musiałyby dostarczyć rysunki robocze. Po otrzymaniu tychże, przekalkuluje je i poda nam przybliżoną cenę tego ołtarza. Z tymi wiadomościami wróciła Panna Alojza do domu z wywiadowczej podróży.
Po naradzie w Konwencie i z Księdzem Kapelanem, jakoś trudno było nam reflektować na ołtarz z piaskowca. Ksiądz Kapelan zaofiarował się zrobić wywiad jeszcze w Warszawie. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności poznał w Warszawie trzech inżynierów pracujących w państwowych zakładach kamieniarskich. Ci, po obejrzeniu rysunków, wyrazili nadzieję, że może uda się uzyskać pozwolenie na budowę w ministerstwie. Obiecali, że po porozumieniu się z odpowiednimi osobami dadzą nam odpowiedź.
W grudniu dwóch panów inżynierów przyjechało do Łomży, aby omówić z nami szczegóły i swoje projekty, co do tej budowy. Mają nadzieję, że uda się to zrobić przy pomocy kolegów drogą oficjalną z resztek remanentów poniemieckich, bo te dozwolone są do prywatnej sprzedaży. Kazali nam złożyć podanie urzędowe do Piławieckich Zakładów Kamienia Budowlanego (Dolny Śląsk). Rysunki robocze sami dostarczą. Ołtarz projektują wykonać w białym śląskim marmurze tzw. „stronie”. Co do ceny nie mogli nas poinformować, lecz przypuszczają, że nie będzie zbyt wygórowana. Omówiono również sprawę posadzki w prezbiterium. Radzą, aby ją wykonać z różnokolorowych kawałków marmurów, tak zwaną „dziką posadzkę” o płatkach nieregularnych. Przypuszczają, że ten materiał będzie można dostać w tychże zakładach kamieniarskich na Dolnym Śląsku. Tak więc pierwsze kroki do budowy ołtarza zrobione. Ale skąd wziąć funduszy? Kwestować dłużej ani Ojciec Wizytator, ani Ksiądz Biskup Ordynariusz nie pozwalają. Same też zakonnice tak są zmęczone tą kwestą, wyczerpane a nawet znudzone, że pragną już w ciszy pozostawać i modlić się u Stóp Pana, niż wałęsać się po świecie. Zresztą w dzisiejszych czasach kwesta uliczna i po domach, jest bardzo niebezpieczna, bo zabroniona przez władze państwowe. Zaczynać tak kosztowną pracę bez grosza w kieszeni, to było wielkie ryzyko. Kto jednak doznał tyle cudów Opatrzności i Opieki Bożej, ile Konwent łomżyński przy budowie klasztoru i kościoła od roku 1946-1951, ten niczego nie powinien się lękać i nie przestawać ufać.
Matka Ksieni pomimo różnych rad postanowiła jednak zacząć starania o budowę ołtarza, oddając resztę wszechmocy Bożej i pomocy św. Józefa. Korzystając z pozwolenia kwesty do końca tego roku, zakonnice bardzo gorliwie pracowały przy wypiekaniu i roznoszeniu opłatków wigilijnych, zbierając pieniądze na budowę ołtarza.
W październiku Matka Ksieni z Konwentu przyjęła na dożywocie przy klasztorze pewną staruszkę ze Starej Łomży, pannę Julię Kozłowską. Ofiarowała ona na to w zamian około 2,5 ha swojej ziemi na Starej Łomży i kawałek łąki na Jednaczewie.
15 grudzień … Wstąpiła do klasztoru jako kandydatka na siostrę II chóru Irenka Zajkowska ze Śliwowa, gmina Rutki. W grudniu Panna Alojza z Panną Cecylią udały się do Warszawy. Panna Cecylia do lekarzy z chorym gardłem a Panna Alojza pojechała do Łodzi do majstra, który robi żelazną kratę do chóru na dole przy ołtarzu.

Materiał opracowano na podstawie:
Kronika Panien Benedyktynek Opactwa świętej Trójcy w Łomży (1939-1954).
Autor. S. Alojza Piesiewicz.

Koniec części 18.

Link do 19 części Kroniki Panien Benedyktynek Opactwa Św. Trójcy w Łomży:
http://historialomzy.pl/kronika-panien-benedyktynek-opactwa-swietej-trojcy-w-lomzy-czesc-19/

C.d.n.

Redakcja Serwisu.

694 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

"Zapisane w testamencie"

Uroczyste obchody 71. rocznicy zbrodni dokonanej przez hitlerowców  na  więźniach z łomżyńskiego więzienia i inteligencji łomżyńskiej oraz 72. rocznicy mordu na starcach z przytułk[...]