Sprawy spółdzielcze Ziemi Łomżyńskiej

Ruch spółdzielczy, którego kolebką była ówczesna Anglia, powstał w XIX wieku. W tym czasie w całej Europie powstawały spółdzielnie rolnicze, produkcyjne czy kredytowe. W Polsce ruch spółdzielczy wywodzi się z okresu zaborów. Na ziemi łomżyńskiej zainicjowało go założenie w 1902 roku Oddziału Handlowego Towarzystwa Rolniczego. Była to, jak pisze w swojej książeczce Władysław Świderski, pierwsza większa polska placówka handlowa, która zaopatrywała w artykuły rolnicze przeważnie stowarzyszonych i z powodzeniem konkurowała cenami i jakością towaru. W 1907 roku powstał w Łomży oddział Towarzystwa Kooperatystów, a w 1913 Stowarzyszenie Spożywców „Nadzieja”.

W okresie międzywojennym łomżyński ruch spółdzielczy był sprawny i dobrze zorganizowany o czym świadczy wydana w 1934 roku przez Wydawnictwo Spółdzielczej Rady Okręgowej w Łomży jednodniówka Ku Lepszej Przyszłości, którą zamieszczamy poniżej.

O spółdzielczych tradycjach naszego miasta – od „Łomży gubernialnej” do czasów współczesnych – pisze pani Zofia Chyra-Rolicz. Jej ciekawy artykuł Spółdzielcze tradycje Łomży, zamieszczony w trzecim numerze Rolnika Spółdzielcy z marca 2013 roku również publikujemy poniżej.

* * * *

Ku lepszej Przyszłości.

Obywatele

Żyjemy w czasach wielkiego przełomu . W życiu narodów i społeczeństwo wre i kipi, jak w kotle na goręjącem ognisku . Zawodzą stare, wypróbowane systemy, nie udają się często i nowe doświadczenia. Ludzkość szuka drogi wyjścia, dąży do zmiany obecnych nie znośnych stosunków. Dość nędzy, głodu i bezrobocia! Dość wojen i walk wzajemnych między narodami. Dość wyzysku, bezprawia, przemocy i gwałtów jednych nad drugimi! Obecny system gospodarki społecznej zawiódł, wprowadził ludzkość na cierniste manowce. Musi przyjść system nowy. Musi nastąpić zmiana. Nie można jednak biernie oczekiwać upragnionej zmiany. Należy nad jej wprowadzeniem pracować. Należy nową gospodarkę społeczną tworzyć! Do tego tworzenia powołani są wszyscy obywatele, którzy ciężary obecnego porządku rzeczy odczuwają i zmienić go pragną. Nie wszyscy jednak wiedzą, jak się do tego zabrać, wielu zaś nie może zdobyć się na wysiłek, aby do szeregów tworzących nowy porządek świata się przyłączyć. Do nich to zwracam y się, jak co roku, z okazji Dnia Spółdzielczości:
Wzywamy Was pod  sztandary spółdzielcze!
Spółdzielnie są samorządnemi organizacjami gospodarczemu szerokich mas ludności, zarówno wiejskiej, jak i miejskiej. W interesie tych mas organizują spółdzielnie życie gospodarcze. Tworzą wspólne warsztaty, kasy, banki, sklepy, przedsiębiorstwa, będące własnością ogółu zrzeszonych i dla nich pracujące. Tworzą one stopniow o nowy, wielki system gospodarczy w interesie szerokich mas prowadzony i przez przedstawicieli tych mas zarządzany. Wynikiem jego działalności musi być podniesienie dobro bytu tych mas, zwiększenie ich spożycia i siły nabywczej, usunięcie bezrobocia i stopniowa zmiana obecnej gospodarki na inną, lepiej interesom całego społeczeństwa odpowiadającą.
Obywatele!
Jeżeli chcemy dla siebie i dla naszego kraju lepszej  przyszłości, musimy ją stworzyć własną pracą,  organizacją  i  solidarnym wysiłkiem! Do czynu wzywamy Was! Do wytrwałego, stałego i mądrego wspólnego działania, do pochodu w przyszłość n a zdobycie lepszego jutra. Do tego czynu wzywam i nas wielcy pionierzy spółdzielczości . W tym roku upływa 10 lat od śmierci jednego z nich — Franciszka Stefczyka,  twórcy i  wodza  spółdzielczości rolniczej . Uczcijmy Jego pamięć przez wierną służbę zasadom i ideałom, jakie głosił pospołu  z  innymi wielkimi duchami  naszej spółdzielczości. Pod  tęczowemi  sztandarami  spółdzielczości, w  świadomych,  zorganizowanych  szeregach spółdzielców  jest miejsce dla wszystkich . W bierności — klęska , w  działaniu — zwycięstwo.

Warszawa, 3 czerwca 1934 r.    Centralny Komitet Dla Spółdzielczości w Polsce

Rola spółdzielczości w życiu gospodarczem.

Chociaż  Ziemia Łomżyńska leży blisko Warszawy i województwa warszawskiego , potężnego ośrodka
produkcji i konsumpcji, jednak  poziomem  i  strukturą swego gospodarstwa zbliżają się raczej do zacofanych pod względem  gospodarczym  Ziem Wschodnich . Niski poziom  ekonomiczny wspomnianego  terenu jest wynikiem w znacznym stopniu niewłaściwego ustosunkowania się zaborcy do spraw gospodarczych. Jednym z wyrazów tego ustosunkowania jest np. niedorozwój dróg komunikacyjnych, jeszcze i dzisiaj dający się odczuwać. Brak licznych i dobrych dróg komunikacyjnych, to synonim zacofania między innemi i gospodarczego. Wojna wywołała przewrót w pojęciach ludzkich. W zacofanym wieśniaku z naszego terenu, przez obserwację życia w innych ośrodkach, w czasie służby wojskowej, powstaje pęd do lepszego zorganizowania swej egzystencj. Na wsi budzą się nowe potrzeby  doniedawna tam nieodczuwane. Praca  licznych organizacyj na terenie wiejskim , niewątpliwie również przyczynia się do ukulturalnienia wsi. Odczuwane potrzeby wymagają  zaspokojenia, które nastąpić może przez spotęgowanie wytwórczości wsi i dostarczenie jej potrzebnych środków drogą wymiany.

Proces uaktywniania gospodarstw wiejskich stopniowo zaczyna u nas się  rozwijać.  A żeby przyniósł on znaczne rezultaty, musi jednocześnie uwzględniać, obok podnoszenia poziomu gospodarowania, również dziedzinę wymiany. Nadmiar  wytwarzanych  produktów, ponad własne potrzeby musi wieś zbyć korzystnie, gdyż w przeciwnym razie wspomniany proces uintensywniania gospodarstw wiejskich będzie musiał zamrzeć .
Równolegle więc z podnoszeniem kultury rolnej i hodowlanej, rozwijać się musi działalność w kierunku uhandlowienia wsi.
Organizacja zbytu wytworów rolnych przedstawia się na naszym terenie niezmiernie stabo. Rolnik sprzedaje  wytwory osobiście na najbliższym tanim rynku, a wyższe ceny dalszych rynków dyskontuje długi łańcuch pośredników, żerujących na rolniczych organizacjach sprzedażnych. Niskie ceny jakie otrzymuje za wytwory, nie zachęcają go oczywiście do zwiększania wydajności swego gospodarstwa, gdyż nie opłaca mu się to. Trzeba więc skrócić łańcuch dzielący go od konsumenta, co nastąpić może tylko przez tworzenie rolniczych organizacji sprzedażnych, wyłanianych przez samych rolników. Zyski otrzymywane dziś przez pośredników, staną się w ten sposób udziałem producenta rolnego. Jedynie właściwą formą dla organizacjy przerobu i sprzedaży produktów gospodarstw wiejskich jest forma spółdzielcza, gdyż pozwala drobnemu rolnikowi osiągnąć całość zysków, płynących z wymiany. Rolnik jest również nabywcą, i w tym zakresie identyfikuje się z położeniem konsumenta miejskiego, z tą jednak różnicą, że konsument miejski zazwyczaj całość swych potrzeb materjalnych zaspakajać musi na drodze wymiany.

Konsument polski niedocenia korzyści wynikających z koncentracji nabycia. Do jakich nawet rezultatów dojść można na tej drodze, świadczy o tern chociażby przykład dany przez amerykańskiego przedsiębiorcę Wolwortha, działającego w Niemczech. Występując, jako skoncentrowany nabywca towarów dla swych kilkudziesięciu sklepów, zdołał tak omotać swych dostawców, że szereg fabryk niemieckich  zostało przez niego zrujnowanych.
W Polsce działa stokilkadziesiąt organizacyj kartelowych. Kilka z nich utworzono dla wyższych celów gospodarczych, resztę — dla zapewnienia członkom karteli wysokich zysków; innemi słowy, celem  obdzierania ze skóry konsumenta, który jak baranek idzie na rzeź. Nasze skromne dochody pożerają rekiny kartelowe i co najsmutniejsze, że wielkie zyski organizacyj kartelowych wychodzą przeważnie  zagranicę. Wiadomem jest, że na tworzenie karteli pozwolić sobie mogą większe przedsiębiorstwa , a więc działające w formie spółek akcyjnych. 41% kapitałów w naszych spółkach akcyjnych należy do kapitalistów zagranicznych. Taki odsetek zdołał ustalić Główny Urząd Statystyczny; a ileż kapitału zagranicznego kryje się pod polskimi figurantami. Rzecz charakterystyczna, że najbardziej rozbudowane zostały kartele w tych branżach, które wykazują największy odsetek pracującego kapitału zagranicznego (hutnictwo 83%, górnictwo 62%  i t. d.).
W imię więc nie tylko obrony własnej, ale i całego społeczeństwa, należy rozwinąć akcję, zmierzającą do sprowadzenia nadmiernych zysków organizacyj kartelowych do poziomu godziwego zysku. W pojedynkę dokonać tego nie można. Należy skoncentrować nabycie, a jedynie możliwą tego formą są spółdzielcze organizacje spożywców, które powiązane w związki, zdolne są przeciwstawić się zachłanności karteli, a nawet uzyskać nad niemi przewagę. Obojętność społeczeństwa do spółdzielczości dowodzi, jak nie doceniamy korzyści, które możerny otrzymać z zorganizowania nabycia.
Zamiast biadać nad praktykami karteli, powinniśmy użyć przeciw nim tej samej broni : dla nich nazywa się ona koncentracją sprzedaży, dla nas — konsumentów— koncentracją nabycia. Jedną z cech charakterystycznych obecnego rynku jest różnorodność  gatunków produktów i  skomplikowany ich skład, co daje pole do oszukiwania nabywcy. Przeciętny konsument nie jest w stanie zorientować się czy, i kiedy, przepłaca za nabywany produkt. Jakże często cena nie odpowiada istotnej wartości kupowanego artykułu. Tylko Spółdzielnie spożywców, wyłonione przez samych konsumentów, rozporządzające fachowcami  towaroznawcami i odpowiednią aparaturą badawczą mogą zapewnić konsumentów i dostawę rzeczywiście dobrych towarów, po godziwych cenach. Musimy uprzytomnić sobie, że często padamy ofiarą niesumiennych sprzedawców którzy za nieco niższa cenę dają nam mało wartościowe artykuły.

W dniu dzisiejszym obchodzimy  Dzień  Spółdzielczości. Może powyższe uwagi wywołają większe zainteresowanie naszego społeczeństwa ruchem spółdzielczym, które powinno wyrazić się przez udział w tym dniu w urządzanych obchodach , a na przyszłość przez popieranie istniejących spółdzielni, propagowanie idei spółdzielczej i ucieleśnianie jej w zakładanych organizacjach spółdzielczych, gdyż na tej tylko drodze zdołamy trwale podnieść obecny niski poziom naszego gospodarstwa. Nadmiernie pod względem ilościowym rozbudowane na naszym terenie rzemiosło, prowadzi nędzną wegetację. Odczuwać się daje konieczność zorganizowania spółdzielni surowcowych, celem dostarczania rzemieślnikom surowców po niższych cenach. Również korzystnem dla rzemiosła byłoby stworzenie spółdzielni sprzedażnych. Spółdzielnie te umożliwiłyby rzemiosłu zbyt swych wytworów na innych rynkach, na które pojedyńcze warsztaty rzemieślnicze dotrzeć nie są w stanie. Proces podnoszenia poziomu naszego gospodarstwa oraz zwiększania jeg o zróżniczkowania wymaga kredytu.
Banki, instytucje pośredniczące w udzielaniu kredytu, nastawione są  na współpracę z poważniejszemu  kredytobiorcami  Drobny rolnik, rzemieślnik, kupiec detaliczny, mniejsza spółdzielnia nie mogą zazwyczaj nawiązać bezpośrednich stosunków z bankami. Chroniąc się przed wyzyskiem ze strony lichwiarzy, muszą sfery te tworzyć spółdzielnie kredytowe.

Wł. Ewertyński.
___________

__________________________________________________________________

Na drodze spółdzielczości tworzymy wielką i potężną Polskę Ludową, wielką bogactwem kultury, potężną zamożnością i uspołecznieniem ludu.
                                                                                           Romuald Mielczarski.  
________________________________________________________________________

Uczcijmy Święto Spółdzielcze.

Powolny rozwój ruchu spółdzielczego należy przypisać tylko temu, że nie wszyscy zdają sobie sprawę czem jest i do czego dąży spółdzielczość, co spółdzielczość daje i co dać może człowiekowi pracy. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że gdyby ludzie byli dostatecznie pod tym w zględem uświadomieni, to potrafiliby na drodze pokojowej, bez rozlewu krwi,dokonać wielkiego dzieła. Przedewszystkiem nie daliby się nikomu wyzyskiwać: zamiast iść w rozsypce, myśleć każdy o sobie, podaliby sobie ręce, aby wspólnemi  siłami zbudować lepsze jutro — dotychczasowy niesprawiedliwy ustrój, o którym nasza nasza wielka poetka Marja Konopnicka mówi, że „ludzi dzieli na pokrzywdzonych i krzywdzicieli” — zamienić na lepszy, sprawiedliwszy, a do tego właśnie dąży Spółdzielczość.
Dla propagandy idei spółdzielczej kulturalne narody całego świata obrały jeden dzień w roku. U nas w Polsce, takim dniem jest— Trzeci Czerwca. W tym dniu każdy spółdzielca powinien zastanowić się, co zrobił dla spółdzielczości, czy postępuje według zasad spółdzielczych, powinien rzucić choć jedne szlachetne ziarnko w nieprzeoraną dotąd glebę, aby wydało jak  najobfitszy plon. Ja ze swej strony rzucam myśl, aby Dzień Święta Spółdzielczego uczcić jednomyślnie powziętym postanowieniem naszych spółdzielców : zaopatrzyć  wieś polską w dobrą książkę!
Mówię wieś, bo miasto ma tego pod dostatkiem , bo na wsi większa ciemnota, bo Polska jest krajem rolniczym — wsiowym i Jej lepsza przyszłość od uświadomienia ludu wiejskiego zależy. Książka i gazeta, to najlepsi przyjaciele człowieka, wszystkiego go nauczą, wskażą jak żyć i jak pracować, opowiedzą co się  dzieje na szerokim świecie, co myślą i czują inni ludzie, uświadomią co wart jest dzisiejszy świat i jakiemi drogami należy dążyć do jego naprawy. Pomimo takich zalet książki, na wsi, przy dzisiejszej biedzie, nikt książki ani gazety nie kupi, a ta, którą mu przyszłą za darmo , zamiast zdrowego pokarmu, może truciznę zawierać.
Podając taką myśl, powinienem, jako spółdzielca, doradzać iść do celu drogami spółdzielczemi — zakładać bibljoteki i czytelnie spółdzielcze, czyli wspólnemi siłami. Tym razem muszę odstąpić od tej słusznej zasady, chodzi o pośpiech. Proponuję, aby placówki te ufundowały nasze Spółdzielnie, bez różnicy —-spożywcze, czy rolnicze, a Rady Okręgowe i Związki żeby w tem im dopomogł. Drugim , nie mniej ważnym, czynnikiem propagandowo -oświatowym, to każdy sklepowy. Powinien umieć nie tylko towar sprzedać, ale i pouczyć kupującego czem jest spółdzielczość, powinien zachęcić do przeczytania gazety lub książki, a analfabecie sam gazetę na głos przeczytać. Tych rzeczy musimy wymagać od pracownika spółdzielczego, a szczególnie sklepowego, bo on najwięcej się z ludźmi  styka, najwięcej ma sposobności do propagandy spółdzielczej. 
Być może na początku robota ta pójdzie kulawo, jak zwykle pierwsze kroki, ale jeżeli szczerze  zabierzemy się do pracy, to  propaganda  ruchu spółdzielczego, za pomocą gazety, książki i odpowiedniego pracownika,   wyda w niedalekiej przyszłości  jak najlepsze  owoce: każdy śpieszyć będzie do spółdzielni nie tylko po dobry towar, ale i po  strawę duchową.

Fr. Hryniewicz.

                                                               

O czem  zorganizowany  spożywca
wiedzieć powinien

Każdy spożywca, nawet spoza grona spółdzielców, wie już coś niecoś o spółdzielczej produkcji towarów z marką „ Społem ”. Jedni ganią z przyzwyczajenia, bo wszystko ganić muszą, inni, — bo towar u tego nawet nie oglądali ani próbowali, ale są  i  tacy (i to co raz liczniejsi ), że dziś bez mydła „ Społem ”, bez  proszku mydlanego i bez pasty do obuwia „Społem”, nie wyobrażają sobie gospodarstwa domowego, a prawdziwi smakosze dawno już wypowiedzieli się za herbatą i czekoladą  z marką „Społem”. A  pamiętam , nie takie odległe to czasy, gdy pokazały się pierwsze kawałki  mydła , wypuszczone przez spółdzielczą fabrykę , ileż to było powątpiewania ileż przycinków na temat tego mydła!  Zapewne nie mniej , niż przy otwieraniu 90 lat temu przez pionierów roczdalskich pierwszego  sklepu spółdzielczego. A przecież drwin i prześmiechów spółdzielczość się nie zlękła  i kroczy dziś śmiało a pewnie ku zwycięstwu. To samo z naszem mydłem. Czy nie odniosło, już zwycięstwa, skoro opanowało w ciągu 13 – u lat polski rynek spółdzielczy, wyrugowując z naszych sklepów najwięcej znane i wysoko nieraz cenione gatunki mydeł fabryk prywatnych .
Znacznie łatwięj przyjęły się już wszystkie późniejsze nowości naszych wytwórni w Kielcach, we Włocławku, paczkowni w Łodzi. A pamiętać trzeba, że produkty „Społem” torowały sobie drogę z mozołem, pracowicie i uczciwie, boć nie przypominam sobie, aby Spółdzielcze Zakłady Wytwórcze stosowały kiedykolwiek i jakiekolwiek środki przymusu w stosunku do spółdzielni, aby te nabywały wyłącznie wyroby  „Społem ”.
Osobiście uważałem, że tę sprawę traktuje się zbyt liberalnie, przez co opóźnia się postęp własnej produkcji. Przekonywano mnie krótkiem oświadczeniem: „Chcemy, aby nasze artykuły „Społem” trafiły same do świadomości  spożywców przez swe wybitne zalety. Dajemy najlepszy surowiec  i uczciwą  pracę, resztę pozostawiamy przekonaniu spożywcy”. Widzę dzisiaj, że te metody postępowania dały najbardziej zadawalające wyniki
Przeświadczenie o wyższości towarów spółdzielczych zakorzeniło się bardzo głęboko i tego nikt zmienić nie zdoła. Wzrost z roku na rok produkcji najważniejszych artykułów „Społem”, pomimo stałego spadku ogólnej konsumcji, daje najlepsze o tem świadectwo.
W okręgu łomżyńskim olbrzymia większość spółdzielń, i to spółdzielń pod każdym względem dobrych, nie uznaje kompromisu; nie prowadzi równorzędnie z artykułami „Społem” obcych towarów. Uspołeczniony spożywca – spółdzielca nie żąda już w spółdzielni produktów obcych fabryk, jeżeli można je zastąpić wyrobami „Społem’’. Na licznych zebraniach i konferencjach członków niema narzekań na gatunek. Pracownicy sklepowi stwierdzają życzliwy stosunek odbiorców do każdego nowego artykułu, jaki się ukaże ze znakiem spółdzielczym.
Niezmiernie wdzięczną rolę może’ odegrać tutaj i sam pracownik sklepowy, który winien być w sprawach doboru towarów rzeczowych, sumiennym doradcą kupującego.
Zadanie to spełnia wielu wyrobionych pracowników spółdzielczych w zupełności, budząc coraz większe zaufanie do organizacyj spożywców.Wszystko jest na najlepszej drodze, ale nie dopięliśmy jeszcze ostatecznego celu. My,
spółdzielcy, nie spoczniemy dotąd, dopóki produkt spółdzielczy nie zapanuje całkowicie w domu każdego zrzeszonego spożywcy. Czy mamy prawo tego: żądać? Bezwzgędnie,tak! Po to budujemy własne wytwórnie, szkolimy fachowo robotników, kładziemy cały zapas dobrej woli, doświadczeń i pracy, abyśmy w pierwszej linji spożywali i zuzytkowywali wyprodukowane przez nas produkty. Kiep ten piekarz, który swojego chleba nie jada; wystawia sobie najgorsze świadectwo. Któryż to rozumny spółdzielca będzie omijał swój własny produkt?
Konsument ostrożnie i podejrzliwie bada w sklepach prywatnych towary —- wszak o tych zafałszowaniach ciągle się słyszy i czytuje w gazetach ł Szkoda więc zdrowia i szkoda pieniędzy na bezwartościowe towary, .produkowane i sprzedawane li- tylko dla zysku przedsiębiorstw, a nie z myślą o dobru spożywcy.
Czy tę samą podejrzliwość zmuszony jest stosować konsument do artykułów „Społem”? Bynajmniej, wszak artykuły „Społem” są produktem naszym własnym, są wytwarzane nie dla zysku, a dla najlepszego zaspakajania potrzeb. My sami jesteśmy producentami, sami .kontrolerami tej produkcji I sami konsumentami naszych wyrobów. Któż zatem miałby interes w fałszowaniu i obniżaniu wartości produktów, które sami spożywać będziemy? Czyż to nie ‚ jest najbardziej przekonywujący argument? Cóż . więcej trzeba jeszcze dodawać, abyśmy pojęli, że w naszym dobrze zrozumianym interesie spożywców, za nasze z trudem zdobyte pieniądze, winniśmy nabywać- takie artykuły, które gwarantują nam najlepsze i najoszczędniejsze zaspakajanie naszych potrzeb.
Tym . wymaganiom odpowiadają artykuły „Społem”.                                               Z. Fuks.

_______________________________________________________________

Głównym orężem spółdzielczości jest nie pieniądz, siła materialna, lecz człowiek — spożywca, wierzący w potęgę pracy zbiorowej i umiejący współdziałać.

Stanisław Wojciechowski

_________________________________________________________________

Z niedalekiej  przeszłości

W ciągu ostatnich 30 lat ruch spółdzielczy na naszym terenie przechodził różne koleje. Rozsiane dość gęsto w łomżyńskiem „stowarzyszenia spożywcze” (tak nazywano wówczas spółdzielnie) . — wojna europejska zmiotła z powierzchni ziemi.
Ocalałe z pogromu kilka spółdzielni, w czasie okupacji niemieckiej, ledwie dyszało, Nic dziwnego. Ogólny zastój, brak źródeł zakupu i skontyngentowanie artykułów pierwszej potrzeby przez okupantów, złożyło się na to, że spółdzielnie nie mogły pracować normalnie z powodu braku handlu niezbędnych artykułów pierwszej potrzeby. To też działacze spółdzielczy na terenie Łomży, z redaktorem Hryniewiczem na czele, dokładali wszelkich starań, żeby Związek Spółdzielni Spożywców w Warszawie otworzył Oddział Związku w Łomży. Jakże smutno brzmi pierwszy raport ówczesnego Kierownika Oddziału Związku w Łomży w połowie 1917 .roku: „Pustynia spółdzielcza, niema narazie widoków wskrzeszenia zniszczonych spółdzielni i powstawania nowych, prawdopodobnie wypadnie Oddział, w Łomży zlikwidować”.
Decyzja ś. p. dyrektora Mielczarskiego była krótka: „Oddział —w Łomży nie przyczynia szkód moralnych idei spółdzielczej, finansowo pokrywa się — należy wytężyć wszystkie siły w kierunku  organizowania spółdzielni na terenie ziemi łomżyńskiej”.Trzeba pamiętać, że powiedział to Dyrektor Związku ś.p. Romuald Mielczarski. Ten genjalny o niezwykłym rozumie pionier kooperacji jeżeli co mówił, to wierzył w to każdy spółdzielca jak w świętość. Przyszedł rok 1918, a z nim powstanie Państwa Polskiego. Władze państwowe Polskie powierzyły Związkowi Spółdzielni podział pomiędzy ludność artykułów kontyngentowych, t. j, soli, cukru i nafty. Czynności te za okupantów spełniały prywatne instytucje handlowe i Syndykaty Rolnicze, Związek Spółdzielni uchylił się od spełniania tych funkcji, niechcąc współdziałać z okupantami w przeprowadzaniu różnych szacherek z artykułami kontyngentowemu Szwindle władz okupacyjnych polegały na tem, że zmniejszano porcje artykułów kontyngentowych, przeznaczone dla ludności, a oszczędności wymieniano za pośrednictwem różnych kombinatorów na zboże, którego nie dało się zarekwirować, a które w następstwie wysyłano do Niemiec.
Niezależnie od podziału artykułów kontyngentowych, Związek Spółdzielni sprowadził z zagranicy cały szereg artykułów pierwszej potrzeby, których dotkliwy brak odczuwało się w Polsce. Ożywiona działalność Związku stworzyła i dla terenu łomżyńskiego bardzo wygodne warunki do powstawania spółdzielni. Dość powiedzieć, że w roku 1919 na terenie ziemi łomżyńskiej istniało trzydzieści kilka spółdzielni spożywców.
Niestety, nie wszystkie Spółdzielnie zostały oparte na zdrowych zasadach, to też część z nich po pewnym czasie została zlikwidowana. Dzisiaj, w dobie przeżywanego kryzysu, w dobie naprawy gospodarczej i zamiaru czynników państwoych zwalczania kryzysu gospodar­czego bardziej skutecznemi sposoba­mi, my spółdzielcy musimy wytężyć wszystkie siły, żeby stanąć w pierw­szym szeregu walczących o naprawę gospodarczą.

W. Pozowski.

Wspomnienia jasnych dni

Po wiekowej drzemce, jaka zapa­nowała w narodzie pod rządami najeźdców, społeczeństwo nasze zaczęło budzić się do życia i szukać dosko­nalszych form bytu. Wielu zwo­lenników znalazła rozpowszechnio­na na Zachodzie idea spółdzielcza.
Łomża była jedną z pierwszych, która z całym zapałem zabrała się do pracy na tem polu. Pierwsze kroki były wyjątkowo trudne — z jednej strony brak wiary we własne siły, z drugiej — brak uświadomienia. Po­dejmowana w tych warunkach praca musiała z konieczności spaść na barki nielicznych jednostek.
Jeszcze w końcu ubiegłego stule­cia zapoczątkowano na naszym tere­nie, pod egidą władz zaborczych, konferencje czołowych przedstawicieli miejscowego społeczeństwa na tema­ty gospodarcze. Na tle tych dyskusyji powziętych uchwał powstała w1902 r., obok organizacji rolniczych, pierwsza spółdzielnia spożywców w Łomży, ma­jąca na celu zaopatrywanie członków w artykuły pierwszej potrzeby. Z bra­ku funduszów, spółdzielnia musiała ograniczyć zakres swej działalności Dla tych samych powodów dalsza praca spółdzielcza potoczyła się eta­pami:’ w miarę zdobywania fundu­szów społecznych tworzono nowe spółdzielnie.
W ten sposób powstało w roku drugie stowarzyszenie spożywców dla handlu manufakturą. Zebraniem udziałów członkowskich zajęła się p. Henryka Sopoćko, która, nie bacząc na osobiste przykrości, z calem poświęceniem oddała się tej sprawie, obchodząc po kolei wszystkie domy w mieście,
W rok później, dnia 21 września 1906 roku odbywa się zebranie orga­nizacyjne trzeciego stowarzyszenia spożywców p. n. „Chleb”. Bierze w nim udział zaledwie 16 osób. Spra­wa zdaje się nie łatwa, gdyż chodzi o spółdzielnię wytwórczą, wymagają­cą większych nakładów. W ciągu ro­ku wszystkie piętrzące się trudności zostają pokonane: nabyto plac od miasta, zaciągnięto, niezależnie od zebranych udziałów, pożyczkę w Kasie Przemysłowców i w dniu 29 czerwca 1908 roku założono kamień węgielny pod budowę własnego gmachu. Do powstania piekarni w dużej mierze przyczynił się pastor Mikulski, który włożył nie tylko bezinteresowną pra­cę, lecz i posiadaną gotówkę.
Czwarta z kolei spółdzielnia pow­staje w Łomży w roku.-1907 — jest to hurtownia towarów, przeznaczonych do zaopatrywania drobnych sklepików wiejskich. Pracuje z małym kapita­łem, nabywając towary w miarę za­potrzebowania i wpłacanej gotówki spółdzielczej hurtowni warszawskiej, która w tym czasie została założona.
Piątą spółdzielnią była Jadłodajnia Spółdzielcza, uroczyste otwarcie któ­rej odbyło się 18 sierpnia 1907 roku. Placówka ta powstanie swoje zawdzię­cza p. Zofji Nowackiej, która w pra­cę spółdzielczą wkładała całą swoją duszę. Jadłodajnia stała się ulubionem miejscem zebrań „rodziny spół­dzielczej”, składającej się z kilku­nastu entuzjastów i entuzjastek, któ­rzy przy szklance herbaty snuli piękne marzenia o zbliżającej się Rzecz­pospolitej Spółdzielczej.
W tym samym czasie uruchomio­na została szósta spółdzielnia, p. n, „Opał“, zadaniem której było zaopa­trywanie członków w artykuły opało­we, sprowadzane na zamówienie w większych partjach dla podziału pomiędzy członków.
Obok wymienionych spółdzielni funkcjonował w Łomży Oddział War­szawskiego T-wa Kooperatystów, jednem z głównych zadań którego było koordynowanie pracy poszczególnych spółdzielni. Na posiedzeniach Oddzia­łu przeprowadzane były .dyskusje na tematy spółdzielcze, opracowywano nowe projekty oraz zwoływano konferencje i zjazdy. Dwa takie zjazdy działaczy spółdzielczych, z udziałem czołowych kooperatystów warszaw­skich, odbyły się w roku 1906, na których wyłoniony został Patronat spółek rolniczych, handlowych i kre­dytowych Ziemi Łomżyńskiej.
Kulminacyjnym punktem rozkwitu ruchu spółdzielczego’ na naszym te­renie były lata 1905 — 1908. W tym czasie cała Ziemia Łomżyńska usła­na była zrzeszeniami o charakterze spółdzielczym. Samych spółdzielni spożywców było 126.
W latach późniejszych zapał sty­gnie. Wzmożona agitacja na rzecz zagrożonego w swych podstawach handlu prywatnego robi swoje — drob­ne sklepiki spółdzielcze po wsiach, w braku uświadomionych zarządów i fachowego kierownictwa, upadają, względnie przechodzą w ręce pry­watne; utrzymują się przy życiu, tylko jednostki silniejsze i lepiej zorganizo­wane; dopomaga w tem przewlekła wojna światowa. W samej Łomży przetrwały wojnę tylko trzy spółdziel­nie, które weszły w skład dzisiejszej Powszechnej Spółdzielni Spożywców.
Kończąc ten krótki zarys historji ruchu spółdzielczego na naszym te­renie, trzeba z całą bezstronnością, stwierdzić, że pierwsze kroki naszych poczynań spółdzielczych opromienio­ne były umiłowaniem wielkiej idei, posuwały się szlakiem ciernistym i posiadały wszystkie cechy poczynań „górnych i chmurnych”.
_______________________________________________________________________________________

Fr. Hryniewicz.

_______________

___________________________________________________________________

Nędza i wszystkie troski życia stąd pochodzą, że każdy o sobie tytko myśli i sobie samemu radzi, nic dbając o drugich.

Edward Abramowski.
_________________________________________________________________________________________

Nasze niepowodzenia

Ruch spółdzielczy w Łomży prze­żył ciężki kryzys moralny i material­ny przez załamanie się Spółdzielczej Kasy Przemysłowców Łomżyńskich i straty w Powszechnej Spółdzielni Spożywców w Łomży.
Przyczyną upadku Kasy Przemy­słowców była niespółdzielcza gospo­darka i nieuczciwość dyrektora. Praw­dziwa spółdzielnia kredytowa udziela tylko drobnych pożyczek swoim człon­kom w wysokości ustalonej przez walne zebranie, tymczasem Kasa Prze­mysłowców, której większość człon­ków nie było spółdzielcami, zaanga­żowała kilkaset tysięcy złotych w zakładach przemysłowych i majątku rol­nym Kisielnica i udzieliła dużo więk­szych pożyczek kupcom hurtownikom i właścicielom obszarów rolnych. Ru­ina właściciela Kisielnicy i niewypła­calność całego szeregu większych dłużników pociągnęła Kasę w prze­paść niewypłacalności. Ostatecznie dobił Kasę były dyrektor G., który za swe grzechy odpokutował w wię­zieniu.
To, że członkowie Kasy mają nie­ograniczoną odpowiedzialność utrud­nia zlikwidowanie zobowiązań Kasy. Większość członków usiłuje dowieść, że nie ponosi odpowiedzialności i wy­daje na adwokatów, a w rezultacie musi płacić należność wraz z koszta­mi sądowemi i egzekucyjnemu.
Potrzebę stworzenia nowej Kasy Spółdzielczej odczuwa bardzo wielu ludzi, ale musi ona być oparta na odpowiedzialności tylko udziałami i pro­wadzić gospodarkę istotnie spółdzielczą
Na pogorszenie się interesów Powszechnej Spółdzielni Spożywców w Łomży wpłynęło przedewszystkiem zubożenie członków, ale obok tego cios równowadze budżetowej zadała mechanizacja piekarni.
Za czasów p. Ministra Składkowskiego sfery rządowe wywarły na wła­dze Spółdzielcze nacisk w kierunku zbudowania piekarni mechanicznej. Zaproponowano pożyczkę i oświad­czono, że za kilka miesięcy będą zamknięte wszystkie małe niezmechanizowane piekarnie. Pożyczkę otrzymała Spółdzielnia z Banku Go­spodarstwa Krajowego i wybudowała piekarnię, zdolną do obsłużenia pra­wie całego miasta. Minęło 6 lat, a drobne piekarnie w suterynach pra­cują jak pracowały. Nasza piekarnia wypieka od 1500 do 2000 kg. pieczy­wa dziennie, a jest obliczana na wy­piek 4000 kg. Bank Gosp. Krajów. zabezpieczył sobie pożyczkę w złocie i do roku 1933 liczył po 91/2% rocz­nie. Takiej kalkulacji nie wytrzyma żaden zakładprzemysłowy’ i rzeczywiście druga piekarnia mechaniczna, zbudowana przez spółkę ziemian, już dawno zbankrutowała i piece wraz z urządzeniem stoją bezczynnie ! Spół­dzielcza piekarnia trzyma się tylko dlatego że ma dużą ilość wiernych członków, którzy kupują pieczywo.
Bieżące wydatki pokrywamy, ale jednocześnie brniemy w długi, z po­wodu niemożności płacenia rat w Ban­ku Gospodarstwa Krajowego. Winę moralną za ten stan ponoszą wyłącz­nie te czynniki, które nie umiały lo­gicznie przeprowadzić mechanizacji piekarń jako zagadnienia ogólnopaństwowego.
Niezbyt wielką krzywdę materjalną, ale olbrzymią krzywdę moralną wy­rządził ruchowi spółdzielczemu były buchalter Powszechnej Spółdzielni Spożywców p. T., który nadużył za­ufania, jakiem go obdarzono. Za­czął on swą pracę od stanowiska chłopca w biurze i stopniowo do­kształcając się na różnych kursach doszedł do stanowiska buchaltera i spełniał czasowo obowiązki kierow­nika. Okradł Spółdzielnię, sam od­pokutował w więzieniu, ale wielu człon­kom odebrał wiarę w uczciwość na­tury ‚ ludzkiej, bez której żaden ruch społeczny, a więc i spółdzielczy ist­nieć nie może.
Czas robi swoje. Depresja i znie­chęcenie wśród członków mija. Wy­siłki kierownictwa i grona ludzi dob­rej woli zrównoważyły ‚ budżet skle­pów. Piekarnia daje zyski, króre jed­nak nie wystarczają na pokrycie rat bankowych. Staramy się o odrocze­nie rat. Ale jedyną pewną drogą wyjścia jest powiększenie obrotów i kapitału własnego. Wszyscy musi­my zabrać’ się do pracy pod hasłem: „Kupujcie tylko w Spółdzielni“! i „Do­pełniajcie stopniowo udziały”!
Ruch spółdzielczy jest formą go­spodarki przyszłości, gospodarki spo­łecznej dla dobra całego narodu, jest on szkołą służby społecznej. 1 dla­tego nieuczciwość jednostek i błędy nasze własne mogą wywołać tylko chwilowe zamieszanie, lecz ruchu spół­dzielczego nie złamią. Poznawszy błędy przeszłości,starajmy się być lep­szymi, abyśmy byli godni nieść przed sobą tęczowy sztandar lepszej przy­szłości, opartej na sprawiedliwej go­spodarce.

D-r M. Czarnecki.

 O przysposobieniu spółdzielczem
młodzieży wiejskiej

Kryzys gospodarczy i smutne doś­wiadczenia lat ostatnich, które w na­szych szeregach spółdzielczych poro­biły nieraz głębokie rysy i wyrwy, po­derwały nieraz zaufanie w szerokich a nieuświadomionych masach ludowych i robotniczych wykazały nam tą nagą prawdę, że każdy człowiek, przystępując do samodzielnego wy­konywania jakichś obowiązków czy pracy, musi mieć odpowiednie przy­gotowanie, aby na powierzonym mu przez ogół stanowisku nie zawiódł jego zaufania. Fakty takie spotyka­my w naszem życiu społdzielczem i jego poszczególnych komórkach, gdzie nieraz, z braku uświadomienia i wyrobienia członków Zarządu czy Rad Nadzorczych, spółdzielczy kredyt moralny załamuje się u całego ogółu na pewnych terenach. Nie chciałbym być nauczycielem starszego pokolenia chociażby dlatego, że posiadamy tam wiele cen­nych, ideowych i pracowitych jednos­tek, ale mam na myśli naszą mło­dzież wiejską tak liczną, a jakże ma­ło obeznaną i nie orjentującą się co może wsi i miastu dać spółdzielczość, jakie jej cele i zadania. I nie dzi­wota, szewc z kopytem, ułan w ostro­gach na świat nie przyszli — nauczali ich później, skąd więc młodzież ludowa może wiedzieć o spółdziel­czości jeśli nic, a w każdym razie bardzo mało o niej słyszała, A prze­cież to przyszli obywatele i sternicy państwa, samorządu, prowodyrzy spo­łeczeństwa, liczącego trzy czwarte ca­łego Narodu. Dlatego też zadaniem władz i funkcjonarjuszy spółdzielczych jest, ażeby z tą młodzieżą biednych naszych wsi. słomianych chat, miej­skich poddaszy i suteren zetknąć się współpracować, wygłaszać odczyty i wciągać ich bezpośrednio do tej pracy, jako członków, w porozumieniu z organizacjami młodzieżowemi, jak Związek Młodzieży Ludowej, Strzelec, Straż Pożarna, ażeby z pośród nich wyrobić tego przodownika spółdziel­czego, na którym w przyszłości spocz­nie obowiązek walki i dumnego wznie­sienia sztandaru w walce z wyzyskiem mas przez kapitalizm. Należę do pokolenia młodych. Nie biorę pod uwagę niczyjego wieku, ile on ma lat. Patrzę mu w duszę, czy roa ją młodą, i patrząc nieraz na te wędrujące chłopskie nasze ży­to po 8 złotych, na te kartofle, co to kosztów furmanki nie pokryją, na idącą matkę, czy sąsiadkę z kopą jaj lub osełką masła do miasta, aby wziąć za to półtora złotego, albo i mniej, a kupić wzamian jakiejś tan­dety, czy soli z piaskiem, podłego mydła kawałek, czy jakiś łach w prywatnym sklepie, który go wyzyska i oszuka — to serce mi się kraje, że to młode pokolenie, jeśli nie przygo­tuje się, jeśli nie pozna spółdzielczoś­ci, będzie tak samo wegetować jak ci starsi. Czytałem Żeromskiego „Szklane Domy” i myślę nieraz, że jeśli chce­my prędzej zrealizować to, o czem ten największy powieściopisarz Polski Odrodzonej pisał i walczył — to tyl­ko przez spółdzielczość. Nie krzy­kiem, nie warcholstwem i polityką, ale urabianiem młodzieży i ich uświa­damianiem zdziałamy napewno wię­cej. A kiedy oni zrozumieją, kiedy w każdej większej wsi powstanie na zdrowych podstawach i popierany będzie przez wszystkich sklep spół­dzielczy, mleczarnia, Kasa Stefczyka, kiedy zaczną powstawać o własnych siłach spichrze zbożowe, organizacje zbytu trzody i bydła, kiedy cale ży­cie gospodarcze będzie ujęte w ramy spółdzielczości przez przygotowanie do tego młodego pokolenia — wów­czas w Polsce naszej życie będzie znośniejsze i lepsze. Młodzież ze spółdzielcą — spóldzielca z młodzieżą — niech będzie naszym hasłem, wszyscy musimy sta­nąć do szeregu w walce o lepszą przyszłość. Znam już młodych spółdzielców w powiecie łomżyńskim, jako jeden z szarych działaczy młodzieżo­wych miałem sposobność ich poznać, wyszli z naszych szeregów. Uczyli się spółdzielczości z „Młodej Wsi” czy „Siewu”. Jak zaobserwowałem dobrze spełniają swe obowiązki. Jest ich jednak niewielu jeszcze – przeto, ciężko im. Ludzie ci pracują cicho lecz stale i rzetelnie. Pracują w spółdzielczości, wysuwają postula­ty spółdzielcze w samorządach, z któremi spółdzielczość winna iść w pa­rze. Dlatego też ufam i wierzę moc­no, że idea tkaczy roczdalskich, a je­szcze może więcej obecny szalony wyzysk kapitalizmu, który wepchnął miljony mas ludowych i robotniczych na całym świecie w nędzę, zmusi wszystkich do szukania dróg pod tęczowym sztandarem spółdzielczości, i być może w niedługim czasie znikną takie rzeczy, jak topienie pszenicy, palenie kawy i bawełny obok chodzącego bez pracy i chleba człowieka.

Stanisław Sadowski

 Nieposzanowanie prawa.

W życiu człowieka bardzo ważną rolę odgrywa, jako artykuł odżywczy, mleko. Trudno sobie wyobrazić wy­chowania młodego pokolenia bez mle­ka. Nic też dziwnego, że tym arty­kułem pierwszej potrzeby zajmują się nie tylko organizacje społeczne i naukowe lecz i Państwo.
Przed półtorarokiem M-wo Opieki Społecznej, w porozumieniu z M-mi Rolnictwa, Przemysłu i Handlu, opra­cowało Ustawę Nabiałową, która po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw, weszła w życie z dniem 24 czerwca 1933 r. Osobom utrzymującym wy­twórnie i lokale, przeznaczone do hur­towego handlu mlekiem i jego prze­tworami, dano ponadto dziewięć mie­sięcy na przystosowanie tych pomie­szczeń do wymagań Ustawy.  Ten termin upłyną! w dniu 24 marca 1934 r. |
Pomimo, że upłynęły – wszystkie terminy, nikt na naszym terenie nie spieszy z wykonaniem Ustawy Nabia­łowej. Nawet najbardziej niewinny i nieszkodliwy § 24 o wywieszeniu Ustawy na widocznem miejscu w każ­dym lokalu, gdzie odbywa się przerób i sprzedaż mleka, nie jest przestrzegany.
Władza ‚wojewódzka, na którą, w myśl § 26, włożony został obowią­zek wyznaczenia terminów, w jakich ma odbyć się wprowadzenie w życie niektórych postanowień Ustawy w za­leżności od miejscowych warunków gospodarczych i technicznych, rów­nież nie przystępuje do wykonania tego obowiązku. Za jej przykładem widocznie idą i organa miejscowe, poprzestając na wykrywaniu, jak by­ło dotychczas, masowego fałszowania mleka i produktów nabiałowych (na przeszło 70 prób, pobranych na ryn­ku łomżyńskim, tylko 4 wykazały mleko niesfałszowane).
Jeżeli nie wiele sobie robią z Usta­wy czynniki do tego powołane, to co mówić – o producentach i sprzedaw­cach nabiału. Piękna Ustawa Nabia­łowa pozostaje dotychczas prawem papierowem, a dozoru nad mlekiem jak nie było tak niema.
Kto chce przekonać się, jak te sprawy wyglądają w praktyce, niech wyjdzie wczesnym rankiem na miasto w Łomży. Zobaczy jak stosowany jest § 16 Ustawy, w którym powie­dziano, że sprzedaż mleka i jego przetworów na podwórzach, w bra­mach, sieniach i t. p. jest niedozwolona ; dowie się, czy zostały wyzna­czone na targach i placach miejsca do sprzedaży nabiału i w jakich na­czyniach sprzedaż się odbywa; jak wyglądają lokale, „przeznaczone do sprzedaży artykułów nabiałowych — czy mleko nie. sprzedaje się w maglu, i wiele innych ciekawych rzeczy zobaczy.
Tak dzieje się w mieście wydzie­lonym z powiatu, dawniej gubernialnem, a co mówić o naszych, zabi­tych deskami, osadach i miasteczkach. Człowiek myślący patrzy na to wszystko i zadaje sobie pytanie: poco te Ligi Nabiałowe, poco te traktaty naukowe o mleku,’ memorjały, rezolucje zjazdowe, poco tyle pracy, aż trzech Ministerstw nad układaniem Ustawy Nabiałowej, skoro tej Ustawy nikt nie szanuje i szanować nie myśli.
Na odwlekaniu wykonania Ustawy najgorzej wychodzą Spółdzielnie mle­czarskie, które muszą konkurować z niestosującym się do przepisów sa­nitarnych przedsiębiorcą prywatnym, rolnik, który sprzedaje mleko za bezcen, oraz konsument narażony na spożywanie produktu zagrażającego jego zdrowiu.                       Spółdzielca,

 

Bez kobiet niema kooperacji

Wielokrotnie omawiamy temat, ale wiecznie żywy.|
Nie można pojąć instytucji, mają­cej w pierwszym rzędzie zaspakajać potrzeby gospodarstw domowych, przy wyeliminowaniu kierowniczek tych go­spodarstw. A przecież jest to, przy­najmniej u nas, powszechnem zjawis­kiem, że kobiety mało interesują się ruchem spółdzielczym, jego istotą, zasadami i urządzeniami. Sam fakt kupowania w sklepach spółdzielczych, t.j. biernego poddawania się istnieją­cym już warunkom, nie jest jeszcze dowodem tego zainteresowania.
 Dopiero czynny udział w tworze­niu organizacjy spółdzielczych, kon­troli nad różnemu przejawami życia tych organizacy, zabieranie głosu we wszystkich sprawach gospodarczych, a nawet wychowawczych, słowem, wpływanie na takie kształtowanie się charakteru instytucyj, jaki najlepiej odpowiada pojęciom o demokratycznych formach życia gospodarczego—to dopiero nazwalibyśmy rzetelnem interesowaniem się spółdzielczością.
Tymczasem trudno doszukać się kobiet na walnych zebraniach człon­ków, we władzach spółdzielń, a nawet rzadko przychodzą panie na zebrania informacyjno dyskusyjne.
Działalność, która z natury przy­pada w spółdzielniach kobietom, roz­wijać muszą zastępczo mężczyźni, oczywista, niezawsze „fachowo” o ile chodzi o sprawy gospodarstwa do­mowego.
Właściwą rolę swoją w spółdziel­czości pojęły już kobiety w wielu kra­jach, gdzie tworzą „Ligi kooperatystek”. Mają tam swoje stałe, przed­stawicielki we władzach spółdzielni i opierają swój program na ścisłej współpracy z organizacjami spółdziel­czemu. U nas w większych ośrodkach ruchu spółdzielczego powstają również Koła Kooperatystek czynnych, prze­jawiające dość ożywioną działalność. Sądzimy jednak’, że w każdej ‚miej­scowości, gdzie istnieje spółdzielnia spożywców,’ powstanie Koła Kooperatystek powinno być logicznem następstwem.
Współpraca kooperatystek z władzami spółdzielni usprawni napewno gospodarkę tej ostatniej i usunie wiele tarć i nieporozumień między funkcjonariuszami spółdzielni a pania­mi domu, nieporozumień, wynikają­cych przeważnie z braku porozumienia.
I w Łomży powstanie takiego Koła byłoby rzeczą niezmiernie pożądaną. Rzucamy tę myśl z okazji Dnia Spół­dzielczości ku rozwadze pań.
Kooperatystka

Z Kolna

Podobnie jak w życiu poszczegól­nych ludzi, tak samo i w życiu orga­nizacji spółdzielczych, jakiemi są Spół­dzielnie Spożywców, zdarzają się bu­rze i niepowodzenia, to znowu nor­malny rozwój, a nieraz i rozkwit nad­spodziewany. Powszechnie się mówi, że Spółdzielnie są doskonałą szkolą życia i rzeczywiście, kto bacznie obser­wuje bieg życia tychże Spółdzielni, ten dużo może się nauczyć.
Początek istnienia naszej Spółdzielni w Kolnie, datuje się od czasów przedwojenych od roku 1906. Zało­życiele jej, pierwsi członkowie opo­wiadają, z jakim entuzjazmem ogół powitał wówczas powstanie tej pla­cówki. W niezwykle uroczysty spo­sób odbyło się jej poświęcenie — w procesji z krzyżem i chorągwiami przybył ksiądz z ludnością z kościo­ła. Na wrogach jak to mówią skó­ra cierpła, gdy na to wszystko pa­trzyli. Nic dziwnego, że w takich wa­runkach założona Spółdzielnia impo­nująco rozwijała się ku ogólnemu zadowaleniu mieszkańców Kolna i okolic
W dalszym życiu Spółdzielni były błędy w częstych zmianach pra­cowników, może i nieodpowiednich, i przez to rozwój Spółdzielni był wstrzymany. Następnie wojna eu­ropejska i okupacja niemiecka przyczyniły się do zupełnego zawieszenia działalności Spółdzielni. Po wojnie w roku 1918, w czasach kontyngentów, zebrano dodatkowe  udziały i Spółdzielnia wznowiła swoją działal­ność, przetrwała czasy dewalucji, a na­wet zdobyła się na uruchomienie własnej piekarni, co prawda w cu­dzym domu. Powodzenie piekarni początkowo również było nadzwyczajne. Ludność przyzwyczajona do kupowa­nia marnego pieczywa, bo nie było lepszego -— rzuciła się odrazu do kupowania w piekarni Spółdzielczej, która wypiekała pieczywo pierwszorzędne i po uczciwej cenie. Trzeba było prowadzić wypiek na dwie zmia­ny dzień i noc bez przerwy — zno­wu nastał moment żywej i intensyw­nej działalności Spółdzielni ku ogól­nemu zadowoleniu. Kapitał rezerwo­wy Spółdzielni wynosił 10.000 złotych. Niestety przyszły znowu czasy kata­strofy, przeważnie na skutek częstych zmian i nieuczciwuści pracowników. Spółdzielnia poniosła wówczas dotkli­we straty, które o mało, że nie prze­wróciły jej zupełnie.
Obecnie sytuacja Spółdzielni ura­towana, poczynając od roku 1932, Spółdzielnia co rok wykazuje – czyste nadwyżki, mianowicie za rok 1932 zł. 2111, za zok 1933 zł. -1718, jed­nym słowem dźwigamy się na nowo. Pomimo niskich cen i ogólnej biedy obroty Spółdzielni nie maleją — jest to dowodem, że ogół społeczeństwa docenia istnienie Spółdzielni i kupu­jąc w niej wszystko, dopomaga przez to samo do jej rozwoju.
Dziś Spółdzielnia odgrywa już bardzo poważną rolę na tutejszym terenie, bo oprócz artykułów codziennej potrzeby prowadzi sprzedaż ce­mentu, wapna nasion, nowozów sztu­cznych, oraz hurt soli, zapałek i naf­ty. Można być pewnym, że ile w dalszym ciągu wzrastać będzie zrozumienie i poparcie Spółdzielni, to zakres działalności tejże będzie się rozszerzać.
                                                                                                        Kolniak.

*****

Spółdzielcze tradycje Łomży

Transformacja ustrojowa przyniosła zachłyśnięcie się liberalizmem i ka­pitalizmem, który w polskim wydaniu przyniósł bardzo silne zróżnicowanie ma­jątkowe społeczeństwa, wysokie bezro­bocie. wykluczenie społeczne wielu grup ludności i degradację cywilizacyjną tere­nów słabiej rozwiniętych gospodarczo. Spółdzielczość, poddana ostrej krytyce, została zmarginalizowana w gospodarce narodowej. Prywata zastępowała myśle­nie o wspólnym dobrze. Narastające prob­lemy gospodarczo – społeczne, takie jak brak pracy i perspektyw życiowych młode­go pokolenia zachęcają do odkrywania na nowo walorów spółdzielczości.
Różne środowiska o dobrych tra­dycjach spółdzielczych coraz częściej zwracają się ku sprawdzonym w prakty­ce wzorom wspólnotowego gospodaro­wania, poszukują współczesnych form spółdzielczości możliwych do adaptacji w zależności od miejscowych potrzeb. Władze lokalne wspierają w tym zakresie uczelnie, działając na rzecz rozwoju swego regionu, stanowiąc forum dyskusji decydentów, badaczy i praktyków. Z cie­kawą inicjatywą wystąpi! w tym zakre­sie Instytut Społeczno-Humanistyczny Państwowej Wyższej Szkoły Informatyki i Przedsiębiorczości w Łomży, który zor­ganizował w dn, 26 – 27 listopada br. międzynarodową konferencję naukową Różnorodność form spółdzielczości we współczesnym świedeTradycja a no­woczesność. Honorowy patronat nad nią objęli prezydent miasta Łomży Mieczy­sław Czerniawski oraz starosta łomżyń­ski Lech Szabłowski.
Tradycje spółdzielcze Łomży sięgają schyłku XIX w., gdy to gubemialne mia­sto, leżące blisko granic Cesarstwa Rosyjskiego i Niemieckiego, przeżywało okres rozwoju gospodarczego, pojawiania się nowych inicjatyw w przemyśle, rzemiośle i handlu, dużego napływu ludności i roz­woju przestrzennego miasta. Nowinki spółdzielcze docierały do Łomży z pomocą prasy i osobistych kon­taktów przedstawicieli miejscowej inteli­gencji. Jednak warunki tworzenia polskich organizacji spółdzielczych były w zaborze rosyjskim znacznie trudniejsze aniżeli pod zaborem niemieckim i w Austro – Wę­grzech. Nie było specjalnych regulacji prawnych dotyczących spółdzielni, a zało­żenie spółdzielni wymagało (aż do 1905 r) uciążliwych formalności w Petersburgu i zgody Ministra Spraw Wewnętrznych, niechętnego inicjatywom stowarzysze­niowym polskiego społeczeństwa. Często inicjatywy spółdzielcze rejestrowano u no­tariusza w różnej formie spółek dochodo­wych osób fizycznych.
Szybko rozwijająca się u schyłku XIX w. Łomża stawała się centrum finan­sowym okolicy, powstawały instytucje drobnego kredytu i placówki oszczęd­nościowo – pożyczkowe o różnym cha­rakterze i klienteli. Obok państwowych I gubemialnych oraz miejskich instytucji kredytowych, pojawiła się ciekawa ini­cjatywa środowiskowa, nawiązująca do spółdzielczych wzorów spółdzielczości oszczędnościowo – kredytowej wielko­polskich przedsiębiorców, W 1884 r. zy­skała akceptację carskich władz Kasa Pożyczkowa Przemysłowców Łomżyń­skich, której członkiem mógł zostać każ­dy, kto wniósł udział w wysokości 50 rb. i trudnił się przemysłem , rzemiosłem handlem lub inną „pożyteczną pracą”.
W1899 r. Kasa liczyła 313 członków i udzieliła pożyczek na sumę ponad 300 tys. rb. Cieszyła się dużą popularnością. W roku jubileuszu XXV-lecia (1909) zrze­szała 1581 członków, wypracowała do­chód ok. 430 tys. rb., a zysk wyniósł 16, 5 tys. rb. Systematycznie część zy­sku przeznaczano na ceie dobroczynne . wspierała Straż Ogniową, świadczyła na rzecz szkół i szpitali. 2 innych spółdziel­czych inicjatyw finansowych wymienić należy m. in. założoną w 1906 r. Kasę Pomocy dla Pracowników Stowarzyszeń Spożywczych „Przezorność” oraz istnie­jące od 1911 r. Łomżyńskie Towarzystwo Oszczędnościowe z siedzibą w redakcji miejscowego czasopisma „Wspólna Pra­ca”, propagującego spółdzielczość.
W mieście, żywym ośrodku handlu zdominowanego przez ludność żydowską, od 1897 r. podejmowano próby założenia powszechnej, otwartej dla wszystkich spółdzielni spożywców, która rozpoczęła działalność w 1902 r. Udział członkowski wynosił w niej 10 rb. Spółdzielnia szybko odniosła sukces. W 1904 r. sprzedano towarów za ponad 300 tys. rb., co za­chęciło do naśladowania. Gdy podczas rewolucji 1905 r. złagodzeniu uległy prze­pisy dotyczące rejestracji stowarzyszeń o różnym charakterze, w 1905 r. powstało II Stowarzyszenie Spożywcze z własnym sklepem „łokciowym’, a w 1906 r. III Sto­warzyszenie „Chleb”, prowadzące własną piekarnię, największą w mieście. Stała się ona bardzo popularna, cieszyła się popar­ciem kół narodowych i „Wspólnej Pracy”. W 1911 r. jej moc produkcyjna wynosiła 2,6 t. pieczywa dziennie, wpływając na obniżenie ceny Chleba i przysparzając po­pularności spółdzielczości.
W 1907 r, z pomocą Stanisława Woj­ciechowskiego, działacza socjalistyczne­go i przyszłego prezydenta RP w Łomży powstał oddział Towarzystwa Kooperatystów, co przyczyniło się do wzmożenia propagandy spółdzielczej w mieście i okolicy. W tym kręgu entuzjastów spółdzielczości założono także jadłodajnię spółdzielczą, W 1913 r. powstało kolejne Stowarzy­szenie Spożywców „Nadzieja” Przed wybuchem I wojny światowej w mieście pojawiały się inne jeszcze stowarzyszenia spółdzielcze, sklepy winno – kolonialne, blawatne, hurtownie, jadłodajnie, Stowa­rzyszenie „Opał”.
Podczas I wojny światowej stowarzy­szenia spożywcze prowadziły nielegalny handel reglamentowaną żywnością, za­pewniając mieszkańcom miasta zaopa­trzenie w tanią żywność. Wspomagano także i aprowizowano także uchodźców wojennych
W II RP, po okresie chaosu gospodar­czego i stabilizacji waluty, Łomża znów stała się żywym ośrodkiem spółdzielczo­ści oszczędnościowo – kredytowej, spo­żywców i rolniczo – handlowej. W 1919 r. odbudowano organizację stowarzyszeń spożywców, które w 1926 r. przystąpiły do Związku Spółdzielni Spożywców RP „Społem”. W Łomży miai siedzibę od­dział terenowy Związku „Społem”, któ­rego kierownikami był« kolejno: Wacław Pozowski. Stefan Zawadzki, Stanisław Wojciechowski, Zygmunt Fuks i Aleksan­der Marczyński. Zakupiono plac przyległy do stacji kolejowej przy ul. Śniadowskiej, wybudowano magazyn i bocznicę kolejo­wą. Oddział obsługiwał także spółdzielnie z powiatów: łomżyńskiego, kolneńskiego oraz części szczuczyńskiego i ostrołę­ckiego. Zaopatrywały się w nim w towary spółdzielnie z Łomży. Kolna. Ostrołęki, Zambrowa, Nowogrodu, Myszyńca oraz 24 spółdzielnie wiejskie i 7 spółdzielni uczniowskich. Ponadto łomżyński oddział Związku „Spotem” prowadzi! także 4 ko­misowe hurtownie soli w Łomży, Kolnie. Myszyńcu i Ostrołęce, 2 hurtownie wyro­bów tytoniowych w Kolnie i Łomży oraz rozlewnię octu. W okresie międzywojennym Łomży istniała także Kasa Stefczyka i Centralna Spółdzielnia Mleczarska „Zdrowie”
Druga wojna światowa wstrząsnęła polską spółdzielczością, którą zachowana została jedynie w Generalnym Guberna­torstwie, włączona w gospodarkę wojenną III Rzeszy i pozbawiona (oficjalnie) moż­liwości prowadzenia działalności społecz­nej.
Po wojnie, łomżyński oddział Związku „Społem” został otwarty ponownie w lu­tym 1945 r„ lecz jego likwidacja nastąpiła na początku 1950 r. w związku z reorga­nizacją i powstaniem Państwowej Spół­dzielczej Centrali Handlowej i rozwojem sieci GS „Samopomoc Chłopska” oraz przekształcaniem spółdzielni spożywców działających na terenach wiejskich i rolniczo – handlowych, w uniwersalne spółdzielnie „SCh”. W Polsce powojennej, spółdzielczość, traktowana jako wspierany przez władze sektor gospodarki uspołecznionej, wtopiona została w centralnie planowaną gospodarkę nakazowo – rozdzielczą. co skutkowało szybkim rozwojem różnych branż spółdzielczości i rozwojem centralnych i terenowych struktur administracyjnych, dostosowanych do podziału administracyjnego kraju i organizacji branżowych. W Łomży istniały powiatowe (a później od 1975 r. wojewódzkie) zwitki spółdzielni spożywców. GS „SCh”, pracy i usług. Pojawiły się nowe obszary działania spółdzielczego,
W 1958 r. powstała Łomżyńska Spółdzielnia Mieszkaniowa, która umożliwiła poprawę standardu mieszkaniowego prawie 30 tys. mieszkańców miasta. Spółdzielnia Inwalidów .Razem” prowadziła usługi krawieckie, szewskie, rymarski. PSS .Społem” oprócz sieci sklepów prowadziła różne punkty usługowe i ośrodek „Praktyczna Pani”. Rejonowa Spółdzielnia Ogrodniczo – Pszczelarska zrzeszała prawie 200 członków.
Szczególny rozkwit organizacji spółdzielczych nastąpił, gdy Łomża uzyskała rangę miasta wojewódzkiego i stała się siedzibą wojewódzkich związków spółdzielni różnych branż: „Społem”, „SCh”, mieszkaniowej, pracy. „Specustawa” i prywatyzacja przyniosła i tu widoczną degradację roli spółdzielczości, wciąż jednak dobrze wspominanej, inspirującej do działania. To dobry kierunek poszukiwań sposobu na poprawę sytuacji, tworzenie nowych perspektyw rozwoju.
Konferencja łomżyńska znacząco wpisuje się w współczesny dyskurs o roli różnych form działalności spółdzielczej w życiu słabszych ekonomicznie warstw społecznych i regionów gorzej rozwijających się, co znalazło wyraz w nowym sformułowaniu zasad spółdzielczych przez Międzynarodowy Związek Spółdzielczy. Zapowiedziano publikację materiałów tej interesującej konferencji. Żywe zainteresowanie władz lokalnych problematyką spółdzielczą pozwala żywić nadzieję, że ze słów powstanie czyn.

Zofia Chyra- Rolicz 

****

Jednodniówkę  „Ku lepszej Przyszłości” udostępniła nam i wyraziła zgodę na jej publikację
Biblioteka Cyfrowa Polona, a artykuł „Spółdzielcze tradycje Łomży” zamieściliśmy po uzyskaniu zgody Autorki. Dziękujemy.

                                                                                                          Redakcja

253 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Zagadka 109

Był nie tylko jednym z największych szachistów świata, choć nigdy nie było mu dane stanąć do walki o mistrzowski tytuł. Był również Klasykiem teorii gry w szachy. I chociaż nie zos[...]