Łomża – Włocławek . Część 2.

Łomża – Włocławek część 2

(Dalszy ciąg).

Narew wyglądała tajemniczo, a wysokie „brzegi zwiększały znacznie panujące ciemności.
Absolutna cisza, panująca w przyrodzie, nieprzejrzany mrok, tajemniczy szmer wody, czarny las po brzegach, nieznany kierunek rzeki i brak jakiejkowick oznaki życia ludzkiego, wywierały na nas wrażenie przygnębiające, wrażenie czegoś groźnego i strasznego. Dopiero liczne stada gęsi domowych, nieruchomo i milcząco tkwiące na powierzchni rzeki, a wyglądające w ciemnościach nocy jak jaka groźna czarna plama, świadczyły, iż znajdujemy się w pobliżu siedzib ludzkich. Rzeczywiście, wkrótce usłyszeliśmy przed sobą turkot wozu, przejeżdżającego jakby przez most, wytężając więc wzrok, ujrzeliśmy na lewym brzegu niewielką budkę, a w tej samej sekundzie drążek od naszej flagi zawadził o przeciągniętą w powietrzu przez rzekę linę żelazną i tylko dzięki powolnemu prądowi, obeszło się bez wypadku.
Po wylądowaniu okazało się, że jesteśmy u przewozu pod Nowogrodem. Ponieważ miasteczko znajdowało się w pewnej odległości od rzeki, na wyniosłym brzegu, a również z powodu zbyt późnej już godziny, postanowiliśmy przenocować na brzegu rzeki, tym bardziej że uprzejmy przewoźnik ustąpił nam swej budki. Budkę tę przezwaliśmy hotelem „Pod pajęczyną”, którą cała była omotana.
We dwuch ułożyliśmy się niebawem na tak zwanym pospolicie „wyrku”, a trzeci, który okazał się potym najwrażliwszym na niewygody podróży, musiał zadowolić się prostą, twardą ławą, z której jednak wkrótce zrezygnował, uważając że pod ławą będzie o wiele wygodniej i bezpieczniej, gdzie rzeczywiście snem sprawiedliwego spał do rana, czwarty zaś, Z. Jasiński, dobrowolnie pełnił przez pierwsze dwie godziny obowiązki wartownika, po upływie których ściągnął z „wygodnego łoża” Z. Błędowskiego, a sam jego miejsce zajął. Było po 1-ej. Gwiaździsta i chłodna noc panowała niepodzielnie. Z przeciwległego brzegu dochodził głuchy, jednostajny szum: to zasobna zawsze w wodę Pissa, prawy dopływ Narwi, zmuszona rozumem ludzkim obracać ciężkie koła młyńskie, biegła żaląc się, utulić w objęciach swej matki.
Nowy wartownik szybkimy krokami mierzył niewielką część brzegu wprzód i wstecz, wreszeie siadł na wywróconej łodzi rybackiej i wzrokiem ogarniał ciemności nocne

a ziemia przed nim leżała uśpiona,
I mgła, jak z muślinu zasłona.
Ponad senną ziemią się kołysze;
Za mgłą Narew wśród szarych kamieni
Ciemnymi wodami się pieni
I szemrze pacierze mnisze”.

Krótka noc lipcowa miała się ku końcowi. Wschodnia część nieba zaróżowiła się i rzucać zaczęła swój odblask na uśpioną rzekę. W poblizkich zaroślach odezwał się szczebiot ptasząt: Lekkie drżenie przebiegło po liściach drzew, zdawało się, że i ziemia drgnęła; to przyroda oddawała hołd zjawiającemu się słońcu
Wkrótce i życie ludzkie rozpoczęło się. Głos dzwonu kościelnego przerwał ciszę poranku i popłynął hen, daleko… z biegiem rzeki. Z miasteczka ciągnął długi sznur krów, koni, a później i owiec. Zwierzęta, zaspokoiwszy pragnienie chłodną wodą rzeki, dobrowolnie przebywały wpław rzekę i udawały się na rozległe nadnar- wiańskie łąki; tylko bezmyślne owce, bojaźłiwie skupiwszy się na promie, przedostawały się na przeciwny brzeg.
Przeprawa przez Narew aż do Ostrołęki odbywa się na promach, posuwających się wzdłuż żelaznej liny, przeciągniętej w powietrzu przez rzekę w ten sposób, że najniższy punkt liny znajduje się na odległości 3—4 stóp od powierzchni wody. Prom jest cokolwiek dłuższy niż szerszy, o pojedynczym dnie, na które wjeżdża się wprost wozem bez wyprzęgania koni; ruchoma klapa, przymocowana do promu na zawiasach, łączy go z brzegiem.
Osada Nowogród leży na lewym brzegu, wzniesionym na 450 stóp ponad poziom morza, a na 125 stóp nad poziom Narwi; znana ona już była w 1379 roku, kiedy ks. mazowiecki, Ziemowit III nadał ją symowi swemu ks. Januszowi. Ten założył w Nowogrodzie kościół w 1400 roku, istniejący dotąd. Obecnie osada niczem się nie różni od naszych kujawskich, może tylko nieco czystością ulic i domów, Widok na niziny, okalające ciemną linją lasów przeciwległy brzeg, na srebrną wstęgę Narwi, wijącą się u jego stóp, jest bardzo malowniczy i przypomina widok na Zawiśle z naszego Dobrzynia. Mieszkańcy Nowogrodu dawniej uprawiali na polach w wielkiej ilości grykę, z której wypiekali słynne placki gryczane i stąd zwano ich „gryczanami”, obecnie zaś hodują liczne stada gęsi i owiec, z skór których wyrabiają znane w tamtych okolicach kożuszki.
Od Nowogrodu Narów, płynąc dotąd w wązkiem łożysku, teraz zasilona wodami Pissy rozszerza się znacznie, płynie bardziej bystro i podobnież jak Wisła, podmywa brzegi i sypie zdradzieckie mielizny. Dolina rzeczna rozszerza się do 6 wiorst i kiedy lewy brzeg przedstawia jednostajne wydmy piaszczyste, na prawym ciągną się żyzne łąki, uprawne pola, a wśród nich bieleją chaty zamożnych wiosek. Wieśniacy tutejsi są bardzo uprzejmi i gościnni, a wiedząc to mimowoli przypominają się słowa poety, charakteryzujące ich usposobienie:

I twoją postać nieuczoną
I twą mowę niepieszczoną,
Zapamiętam do mogiły,
Nadnarwiański kmieciu miły!”

Wioski ciągną się zawsze wzdłuż drogi, równolegle z biegiem rzeki. Budynki gospodarskie, wszędzie drewniane, są bardzo czysto utrzymane. Drewniane również chaty stoją szczytami do drogi, kryte są słomą i wyglądają miło, Obok chat znajdują się sady wiśniowe.

Nad tą rzeką, nad tą moją,
Poświęcone chaty stoją,
A w nich zbożność i prostota,
I pogoda mieszka zioła”.

Takimy słowy charakteryzuje W. Gomulicki wieś nadnarwiańską w swych pieśniech o rzekach naszych.

Ponieważ była to niedziela, więc w nadbrzeżnych wioskach odświętnie poubierani wieśniacy i wieśniaczki wysiadywali na zielonym kobiercu kwiecistych łąk lub pod rozłożystymi konarami nadnarwiańskich dębów; w wielu miejscach młodzież umajonymi łodziami pruła ciemne wody Narwi, i wesołe melodyjne piosenki rozbrzmiewały naokół.
Nad wieczorem ujrzeliśmy Ostrołękę,  rzeka która ogromnym lukiem niosła nas obok fortów i czerwonych budynków wojskowych, obok dużego parku miejskiego, skąd dochodziły nas wesołe dźwięki orkiestry, i w końcu wzdłuż całego miasta, położonego na lewym niezbyt wysokim brzegu rzeki. Zatrzymać się zmuszeni byliśmy na środku rzeki przy filarze wysokiego mostu, ponieważ z powodu mielizn dojazd do brzegu był niemożliwy. Po trzeszczącej drabinie, mającej do 20 stóp długości, narażeni ce chwila na niebezpieczeństwo, wydostaliśmy się z naszymi bagażami na most i udaliśmy się do jednego z pośród pięciu żydowskich, polskiego hotelu „Wlktorja. Po zainstalowaniu się w brudno utrzymanych numerach, wyszliśmy na miasto. Wrażenie wywarło ono na nas niezbyt miłe: ulice wązkie, zaśmiecone, brak chodników; przez otwarte bramy zalatywał nas z brudnych podwórz zaduch; domy przeważnie parterowe, wznosiły się jeden przy drugim; nigdzie ani ogrodu, ani drzew na ulicach, dla tego też powietrze w mieście było duszne i ciężkie. Tłumy żydowstwa w długich kapotach pomimo niedzieli zalewały miasto. Ruch handlowy niewielki, bo miasto znajduje się na kurpiów obszarze. Dawniej szumiały pod Ostrołęką ciemne bory, stanowiące puszczę myszyniecką; dziś pozostały tylko mizerne lasy, a wraz z borami zniknęła i obfita ilość bursztynu, którego handlem słynęła niegdyś Ostrołęka. Należy ona do starych osad nadnarwiańskich i znaną już była w połowie XIV wieku; od początku swego istnienia uważaną była za dogodny punkt obronny. Dlatego nie raz jeden rozlegały się pod jej murami, dzikie okrzyki pogańskich Prusaków, Jadźwingów i Litwinów; nie raz jeden gorzała niszczącym ogniem. Tutaj również w 1702 roku stoczone były walki ze Szwedami; tutaj 26 maja 1831 r. po raz ostatni zaszła krwawa bitwa wojsk polskich pod gien. Skrzyneckim z rosjanami. Poległa wtenczas znaczna ilość nietyle od kul ile od grasującej wówczas cholery. Na pamiątkę rząd wzniósł poległym pomnik na prawym brzegu, przy szosie pułtuskiej.
W poniedziałek wyjechaliśmy dopiero po- 4-ej rano. Dwie wiorsty za miastem zobaczyliśmy olbrzymie składy sosen, świerków i dębów ściętych; stosy szryków, wiązałek łykowych i gotowych budek ze słomy dla flisaków. Tutaj bowiem koncentruje się główny handel drzewny z dorzeczami środkowej Narwi. W danej chwili kilkudziesięciu robotników zajętych było zbijaniem tratew; wiele gotowych szykowało się do odpłynięcia: ruch wrzał naokół.

(D. c. n.).
Z. Błędowski.
Pisownia oryginalna

Wspólna Praca 1913 r. nr. 3, marzec, nr 3. Str. 55 – 56

 

400 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.