Łomżyńskie podróże w czasie

O kartach z historii Poczty w Łomży oraz czasami trudnych życiowych wyborach, wspominamy razem z Władysławem Mrówką: wieloletnim dyrektorem łomżyńskiej Poczty, jednym z autorów jej rozwoju oraz „pocztowcem” z pasją – w jednej osobie.

red: Pańskie rodzinne strony to …?

Władysław Mrówka: Pochodzę z zagubionej w lasach osady Krysiaki k.Myszyńca. Ojciec miał tam małe kilkuhektarowe gospodarstwo, a.przyszedłem na świat w 1938r jako najstarszy z sześciorga rodzeństwa. W 1939r ojciec został zmobilizowany do wojska i walczył o Polskę w samodzielnej grupie operacyjnej pod dowództwem gen. Kleberga. Po honorowej kapitulacji pozwolono zwykłym żołnierzom powrócić do swoich domów.

red: Czy coś Pan pamięta z wojennych czasów?

W.M.: Byłem malutki, ale wiem, że w naszym gospodarstwie stacjonowali Niemcy z wojsk inżynieryjnych. Ojciec nominalnie pracował w małej mleczarni, jednak pod przykryciem jako członek AK był łącznikiem oddziałów partyzanckich. Z uwagi na swoją pracę i obecność w domu Niemców nikt nie podejrzewał, że w swoim wozie pod sieczką szmuglował niejednokrotnie broń lub inne konspiracyjne materiały.

red: Początki edukacji?

W.M.: Szkołę podstawową z wyróżnieniem ukończyłem w Krysiakach. Ojciec bardzo dbał o nasze wychowanie, a widząc moje zdolności do nauki, umożliwił mi jej kontynuację. Pamiętam, że jako dziecko zawsze kiedy miałem okazję, lubiłem obserwować pracę poczty w Myszyńcu. Stąd wynikła zapewne moja   decyzja życiowa o kontynuowaniu nauki w Technikum Łączności. Pamiętam jak pierwszy raz w życiu w 1952r pojechałem pociągiem … na egzamin do technikum w Olsztynie.

red: Rozumiem, że egzamin został zdany?

W.M.: Oczywiście i był to jednocześnie początek mojego startu w dorosłe życie. Szkoła była z internatem, więc do domu wracałem na święta i wakacje. Po ukończeniu technikum pragnąłem kontynuować naukę na wydziale historii Uniwersytetu im.Kopernika w Toruniu, jednak dostałem nakaz pracy w urzędzie pocztowym Olsztyn 2. Po krótkim przeszkoleniu skierowano mnie na członka załogi wożącego po całym kraju przesyłki ambulansu pocztowego, gdzie następnie zostałem jego kierownikiem. Była to trudna praca i ciągłe „życie na walizkach”.

red: Jak na Pana drodze życiowej znalazła się Łomża?

W.M.: Na moją prośbę w 1961r przeniesiono mnie do poczty w Kętrzynie, gdzie najpierw jako asystent, a potem jako inspektor obwodu pracowałem do 1967r. Założyłem tam rodzinę, urodził mi się syn. Pilnie szukałem samodzielnego mieszkania oraz możliwości dalszego awansu zawodowego. Z pośród  kilku propozycji wybrałem zaproponowaną mi przez dyrekcję okręgu Olsztyn pracę na stanowisku z-cy dyr. urzędu pocztowego w Łomży. Moje upragnione mieszkanie mieściło się początkowo w siedzibie budynku pocztowego, a obowiązki z-cy dyr. poczty w Łomży zacząłem pełnić od października 1967r.

W.M.: Do partii wstąpiłem już w Kętrzynie, gdy założyłem rodzinę. Było to po wielokrotnych namowach dyrekcji w Olsztynie, ale i też po moich długich wahaniach. Rozumiałem, że w przypadku odmowy, plany stabilizacji życiowej mojej rodziny staną pod znakiem zapytania.

Postawiłem wtedy sobie warunek, że będzie to możliwe jedynie po zgodzie mojego ojca, który jako członek AK miał do partii wiadomy stosunek. W trakcie długiej męskiej rozmowy ojciec zaakceptował moją decyzję i była to dla mnie jak dobrze pamiętam wielka rzecz. Nie zapomnę też jego nauki: „Porządnym człowiekiem można być na każdym  stanowisku”. Tą dewizą staram się kierować do dnia dzisiejszego.

red: Początki na nowym stanowisku?

W.M.: Moje życie potoczyło się bardzo szybko, a przeprowadzka do Łomży była dla mnie pod pamiętną datą. W noc pakowania naszego dobytku w Kętrzynie, moja żona dostała bóli porodowych i na świat przyszła nasza córka. W kwietniu 1968 po awansie swojego poprzednika objąłem stanowisko dyrektora poczty.  Obwodowy urząd poczty w Łomży obejmował wówczas powiat zambrowski i łomżyński, razem 32 placówki i około 200 pracowników. Placówki były skromne i wymagały wielu inwestycji aby  doprowadzić je do jednego standardu. Trzeba też wiedzieć, że wówczas poczta zajmowała się także obsługą  ruchu telefonicznego i urzędy pocztowe posiadały swoje centrale do łączenia rozmów telefonicznych.

red: Jak przyjęli nowego szefa pracownicy?

W.M.: Całe moje zawodowe życie starałem się podchodzić poważnie do moich obowiązków, a do tej pory uważam, że największą wartością każdego zakładu pracy jest jego załoga. Dlatego też od początku postawiłem na jej integrację, wprowadziłem różne formy działalności kulturalno-oświatowej. Starałem się też zapewnić ludziom dobre warunki pracy ponieważ rozumiałem, że bardziej związani z zakładem pracy pracownicy, lepiej i sumienniej będą wykonywać swoje obowiązki. Był to okres bardzo wytężonej pracy, bo poza pracą administracyjną dokonałem modernizacji podległych placówek, które w szybkim tempie uzyskały zbliżony standard obsługi.

Brałem udział także jako członek partii w wielu spotkaniach terenowych, z których przywoziłem od ludzi wnioski i postulaty. Zależało mi zawsze, żeby były one realizowane i pamiętam, że niejednokrotnie na tym tle dochodziło w komitecie powiatowym partii do utarczek. Ja ze swojej strony zawsze starałem się wobec ludzi być wiarygodny. Przynosiło to dobre rezultaty, bo pamiętam np, że w 1970r w olbrzymim okręgu pocztowym Olsztyn zajęliśmy I miejsce we współzawodnictwie, a brane były pod uwagę wyniki tak ekonomiczne jak i jakościowe. Widać więc było, że moja filozofia działania przynosiła rezultaty.

Wymagałem jednak nie tylko od załogi, ale i od siebie. W 1972r podjąłem studia na UW, na którym  zrobiłem magisterium oraz ukończyłem podyplomowe studia na SGPIS.

red: Czy wojewódzki status Łomży przyniósł na poczcie jakieś zmiany?

W.M.: Tak był to dla łomżyńskiej poczty ogromny skok kompetencyjny i organizacyjny. W roku 1975 powstaje WUP /wojewódzki urząd poczty/, a ja w czerwcu zostaję powołany na jego dyrektora. Pod Łomżę zaczęły podlegać dodatkowo Grajewo, Wysokie Mazowieckie, Kolno. Łącznie było to już 105 urzędów pocztowych i 1100 pracowników. Doszły nowe wyzwania, bo trzeba było poddać reorganizacji, modernizacji i usprawnieniu pracę znacznej części nowych placówek. Wprowadziłem wtedy nową strukturę gminnych urzędów pocztowych. Był to udany eksperyment, który wzbudził w ogólnopolskiej branży pocztowej wielkie zainteresowanie.

Potrzeba pozyskania wykwalifikowanych pracowników była tak ogromna, że na mój wniosek i przy poparciu dyrekcji okręgu w łomżyńskim Ekonomiku, mieliśmy jako poczta swój profil kształcenia i swoich wykładowców. Wywodziło się stamtąd wielu późniejszych naszych pracowników.

Podjąłem także decyzję o renowacji pocztowych obiektów stanowiących historyczne stacje poczty carskiej np. w Szczuczynie czy Stawiskach. Założona została kronika historii łomżyńskiej poczty, do której pozyskaliśmy wspomnienia naszych najstarszych pracowników. Uznałem za ważne, aby ocalić od zapomnienia historię naszej poczty, która od zawsze była częścią historii rozwoju naszych ziem.

red: Do kiedy łomżyńska poczta utrzymała swój uprzywilejowany status?

W.M.: Trudne czasy dla poczty zaczęły się w latach 80. i 90. Najpierw nerwowy okres stanu wojennego, a później szybko zmieniające się realia polityczno-ekonomiczne. Widać było, że decydenckie stanowiska kierownicze zaczynają być przydzielane z klucza politycznego – często ludziom, którzy w branży pocztowej mają niewielkie doświadczenie zawodowe.

Po utracie w 1997r przez Łomżę statusu miasta wojewódzkiego następuje kolejna reorganizacja, po której ostatecznie w roku 1999 łomżyński urząd poczty przechodzi pod Białystok. Wtedy też po 31 latach pracy odchodzę ze stanowiska dyrektora poczty, do stycznia 2004r pozostając jeszcze naczelnikiem urzędu pocztowego nr1 w Łomży /przy pl. Pocztowym – przyp. red/.

red: Czy po tak intensywnym życiu zawodowym umie Pan być po prostu „emerytem”?

W.M.: Tak, bo jestem człowiekiem spełnionym zawodowo i rodzinnie. Mam poza tym w końcu czas na moje wielkie hobby i pasję, którą od 40 lat jest muzyka operowa. Pierwszą partią, w której się „zakochałem” i nauczyłem, to aria Stefana z opery „Straszny dwór” Moniuszki. Okazało się bowiem, że moje warunki wokalne umożliwiają mi wykonywanie szeregu partii operowych i operetkowych. W chwili obecnej mam już cały swój szeroki repertuar, o którego wykorzystanie często przy okazji różnych uroczystości jestem proszony. Muzyka operowa od lat jest ważną częścią mojego życia, dzięki niej odnajduję jego radość i „gubię” codzienny stres.

Oczywiście, do naszej poczty dalej mam sentyment, a w mojej życzliwej pamięci pozostają nadal moi współpracownicy, z którymi tak wiele razem udało się nam osiągnąć.

red: Dziękuję za rozmowę
/kow/

Goniec Łomżyński nr4

http://www.mignet.pl/goniec_archiwum.html

autor zdjęć: arch. Poczty w Łomży

1051 Ogólnie 1 Dziś
  
 

4 Komentarzy

  1. 2 lipca 2016  11:21 przez Janusz Odpowiedz

    Panie Dyrektorze, POZDRAWIAM ! :) Wszystkiego Najlepszego, Zdrowia Życzę :)

  2. 2 lipca 2016  15:31 przez Janusz Odpowiedz

    Tutaj się urodziłem, ( 1967 ) jak wielu, los tak chciał i sprawił. Rodzina miejscowość Mały Płock, wiekowa jak wiele innych. Życie sprawiło, że po 18 latach, wróciłem tam, gdzie sie urodziłem, tak pokierował los, życie.
    Dziwnym trafem, podjełem pracę na PP - 1989 po wojsku ( tokarz ), wtedy jako doreczyciel telegramów - 2 lata, póżniej " awans ", na Ekspedycję, za zgodą przełożonych, tak myślę ( Pani B. Kruszewska, uczyła szacunku do pracy pocztowej, trafisz do '' elity pocztowej " przechodzisz od zaraz i masz, pracować dobrze - jak, Pan J.Mielnicki, K. Duda , nie ma gadania, taka była potrzeba chwili i po dyskusji ) i tak zostało do dzisiaj, już 27 lat, jak z bata strzelił !!!. Bywało różnie !.
    Nie żałuję ! Panie Dyrektorze, miał Pan na to, też wpływ ! Dziękuję ! Pozdrawiam :) Na powyższych, zdjęciach starzy znajomi do dzisiaj, choć już nie wszyscy, pracują. Pozdrawiam ! :)

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.