Łomżyńskie Szkoły Handlowe – zakończenie roku szkolnego

Łomżyńskie Szkoły Handlowe – zakończenie roku szkolnego

W 1896 r. rząd zezwolił na zakładanie w Cesarstwie Rosyjskim i w Królestwie Polskim szkół handlowych, które podlegały nie ministerstwu oświaty, a ministerstwu handlu. Korzystając z tego zezwolenia, powołano w Królestwie Polskim do życia wiele prywatnych szkół, które po 1905 r. wprowadziły język wykładowy polski, gdy w szkołach rządowych język polski był przedmiotem nadobowiązkowym.

15 września 1906 r. powstała w Łomży Prywatna Siedmioklasowa Szkoła Handlowa dla 306 uczniów narodowości polskiej, wydalonych z rządowego gimnazjum rosyjskiego za udział w strajku szkolnym w 1905 r. W latach 1910 – 1913 w szkole w każdym roku szkolnym uczyło się średnio 260 uczniów.

W tym samym 1906 roku Maria Korzeniowska założyła 3-klasową Szkołę Handlową z językiem polskim dla dziewcząt, którą wkrótce przekształciła na 7-klasową. Szkoła wzorowała się na programie państwowych gimnazjów żeńskich. W 1909 r. było w szkole 163 uczennic, w 1912 r. – 162.

O szkołach handlowych, istniejących na początku XX wieku w Łomży pisaliśmy w wielu publikowanych na naszych łamach artykułach ( m Inn. w – http://historialomzy.pl/32079/ , czy http://historialomzy.pl/dzieje-lomzy-tysiacletnie-rozdzial-vii-ii/ )

Wspólna praca” z czerwca 1913 r. nr 6 publikuje dwa artykuły, które opisują najważniejszy dzień w obydwu łomżyńskich szkołach handlowych – dzień zakończenia roku szkolnego. Artykuły te zamieszczamy poniżej.

Redakcja serwisu.

Zakończenie roku szkolnego w Szkole Handlowej męskiej.

Uroczysty dzień zamknięcia roku szkolnego w Szkole Handlowej męskiej rozpoczął się od wysłuchania przez personel nauczycielski i uczniów nabożeństwa w kościele 0.0. Kapucynów, poczym ks. prefekt Supiński zwrócił się z odpowiednim przemówieniem do wychowańców szkoły, a w szczególności do tych, którzy opuszczają mury szkolne, t. j. maturzystów, i w ciepłych serdecznych słowach żegnał się z nimi, dając jednocześnie rady t wskazówki na przyszłą drogę życia.

W szkole akt zakończenia zagaił dyrektor p. Piotrowski i zdał sprawozdanie z działalności za rok ubiegły, podkreślając wzmożoną pracę Rady Pedagogicznej nad podniesieniem poziomu naukowego szkoły, jak również usiłowania zespołu wychowawców i ich trudne zadanie wychowywania młodzieży w ciężkich warunkach lokalnych; następnie podzielił się z zebranymi wynikiem ankiety, przeprowadzonej wśród uczniów szkoły, z której widać, że większa część wychowańców szkoły znajduje się w ciężkich warunkach materjalnyeh; wreszcie, zapoznał słuchaczy z wynikami tegorocznych egzaminów i przedstawił plan przyszłych zmian w działalności szkoły, poczym nastąpiło wydanie patentów dojrzałości abiturientom szkoły przez p. Korolca, delegata Rady Opiekuńczej.

Dyplomy z ukończenia szkoły otrzymali: p.p. Bagieński Czesław z odznaczeniem, Bagieński Teofil, Cebrzyński Jan, Czeczerda Bronisław, Hałuszkiewicz Juljan, Jałbrzykowski Antoni, Mościcki Edward, Pieńkowski Tadeusz, Prusińki Antoni, Radłowski Jan z odznaczeniem, Rychter Bohdan z odznaczeniem, Rychter Jerzy, Sztyler Bolesław i Zaleski Juljan.

Do abiturjentów z pożegnalnym słowem zwrócił się ich wychowawca profesor, Keindienst, mówiąc:

Kiedy przed przeszło stu laty, po utracie przez kraj nasz samodzielnego bytu, na czełe oświecenia publicznego stanął mąż wielkiej cnoty narodowej, wielkiego charakteru i serca — ks. Adam Czartoryski, bezmierne przestrzenie smutnej Litwy, żyznego Podola, Wołynia, kędy kultura polska szeroką strugą płynęła na wschód, okryły się siecią mnogich szkół polskich, narodowych, których hasłem było wychowanie obywateli, miłujących cnotę i ojczyznę. Były to uczelnie świetne, znakomite, poczynając od wioskowej Bakalarni, a kończąc na szkole wyższej. Była to bujna niwa, z namaszczeniem przez niego zaprawiana, z której też zbierał plony obfite, czerpał myśli płodne, wskazania ku czynom spiżowym, podnietę ku wzruszeniom, gorejącym ogniem poświęcenia. Te szkoły wychowały pokolenie ludzi, pełnych hartu, bohaterów, którzy własne szczęście i życie poświęcali dla szczęścia przyszłych pokoleń, w nierównej walce ulegli i albo zginęli, albo poszli na niedolę wygnania na wschód i na zachód. Najwspanialszym owocem tej niwy—to liceum krzemienieckie, wiekopomne dzieło Tadeusza Czackiego, i uniwersytet wileński, stojący w ówczesnej Europie w rzędzie pierwszych, świetny imionami obu Śniadeckich, Lelewela, Gródka, Poczobuta i wielu innych. Z tych szkól, liceum, uniwersytetu, snopy jasnych promieni oświetlały kraj cały, a wśród nich żarzyła się gwiazda hetmana poezji polskiej—Mickiewicza, którego hasła ogólnoludzkie trwać będą wiekuiście, a polskie tak długo, jak długo istnieć będzie imię polskie, który ukocha] miljony i cierpiał za miłjony, który całą swą istotą umiłował ojczyznę, nie za jej dawne świetności, tryumfy, potęgę, ale za jej ból i cierpienie, który przez całe życie wygnańcze ścierał pot męki z jej czoła, całował jej rany, kornie pochylał się u stóp jej. Te szkoły i uniwersytet wydały drugiego księcia—ducha polskiego, Juljusza Słowackiego, kochanka jutrzenki, który w swej brylantowej fantazji wysnuł przecudne obrazy; któremu mowa polska szelestna, szumiąca, bogata była posłuszna, jak dźwięki mistrza tonów, który mógł powiedzieć o sobie, że gdyby ojczyzną był język i mowa, posąg by mój stal z napisem, zlotemi zgłoskami wyrytym: ojcu ojczyzny, który, wygnaniec od wczesnej młodości, smutny przez cale życie, w bolesnej tęsknocie za narodem, dla niego nadziei nie stracił i w testamencie pozostawił spiżowe słowa: a Niech żywi nie tracą nadziei i przed narodem niosą oświaty kaganiec, a kiedy trzeba, na, śmierć idą po kolei, jak kamienie rzucane przez Boga na szaniec. Dla uczącej się młodzieży wszystkich krajów i czasów na zawsze pozostaną wzorem do naśladowania studenci wileńscy, którzy związani w stowarzyszenie filaretów i filomatów, co znaczy miłujących cnotę i wiedzę, w cudnej poetycznej harmonji łączyli dziecięcą czystość i nieskazitelność duszy z rozwagą i umiłowaniem spraw ojczystych dojrzałych mężów. Takiemi oto były wyniki szkoły polskiej narodowej w pierwszej ćwierci ubiegłego stulecia. Po raz drugi niwa szkolna okryła się bujnym plonem, kiedy za staraniem znakomitego męża stanu margrabiego Wielopolskiego otworzono szkoły średnie ze Szkołą Główną na czele. Istniała ona tylko siedem lat od r. 1862—1869, ale przez ten tak krótki czas wydała dziesiątki znakomitych łudzi, którzy szeroko wsławili imię polskie, że wspomnę Sienkiewicza, Prusa, Świętochowskiego, Chmielowskiego, i wydała wielu, którzy zaszczytnie odznaczyli się na wszystkich polach działalności. Jesteśmy w dobie trzeciej fazy szkoły polskiej. Zbyt krótko ona istnieje, ażeby były widocznemi jej wyniki, a że istnieje śród warunków bezmiernie trudnych, że przeszkody piętrzą się przed nią, jak ślepym wichrem zwalone złomy drzew na drodze pielgrzyma, trzeba przywołać cały zasób cierpliwości, pracowitości, hartu duszy, aby się nie ugiąć. Do tych przeszkód zaliczyłbym w pierwszym rzędzie to dziwne po krótkotrwałym zapale słomianym zobojętnienie społeczeństwa dla sprawy szkolnictwa polskiego, to karygodne sprzeniewierzanie się jej. Zwracam się do Was, kochani maturzyści, którzy macie wejść w życie i dać życiu świadectwo tej szkole. Narówni z nami — uczącymi — jesteście budowniczemi przy zrębie z mozołem wznowionej świątyni szkoły polskiej. Po czteroletniej pracy z Wami i trzyletnim bliższym obcowaniu w charakterze wychowawcy pragnąłbym, ażeby Wam coś po mnie pozostało, i proszę Was przyjąć i zapamiętać słowa moje z taką serdeczną szczerością, z jaką je wypowiadam, a mianowicie: To, co przez długie dziesiątki lat było dla całego narodu największym pragnieniem, najtajniejszym marzeniem; to, co z głębi duszy narodu ukazało się światu, jak uśmiech ukazuje się na twarzy matki na widok dawno niewidzianego, a, ukochanego dziecka; to, dla czego naród poniósł bezmierne ofiary, dla czego zginęło lub złamało się wiele istnień, pragnących czuć i żyć; to pragnienie, aby młode pokolenie uczyło się w języku, w którym matka trzyletnią dziecinę uczy pacierza, — to- pragnienie, raz ziszczone, powinno się stać wiecznotrwałym, jak wiecznotrwałą jest miłość ku ziemi rodzinnej, zroszonej krwią i potem naszym, naszych ojców, dziadów i naddziadów, jak wiecznotrwałą w duszy naszej jest cześć dla bohaterskich wysiłków ku polepszeniu doli ziemi ojczystej”.

Po przemówieniu p. Kleindiensta wśród słuchaczy nastąpiło uroczyste skupienie, wzruszenie odbiło się na twarzach, a w oczach abiturientów zabłysły łzy — łzy, któremi żegnali ukochaną przez siebie szkołę i kierowników, co wreszcie doskonale ujawniło się, gdy po słowach pożegnania, wypowiedzianych przez dyrektora p. Piotrowskiego, zabrał głos p, Cz. Bagieński maturzysta, który w słowach, przerywanych wzruszeniem, żegnał nauczycieli szkoły, dziękując im w imieniu kolegów za pracę trudy, podjęte nad ukształceniem serc i umysłów, i obiecując, że skoro tylko im siły pozwolą, postarają się oddać społeczeństwu dług zaciągnięty i dbać w miarę możności o dalszy rozwój szkoły.

Na tym zakończono akt szkolny. Wychodziliśmy ze szkoły z uczuciem głębokiego przekonania, że obowiązki, włożone na nprzez społeczeństwo, spełnia ona pod każdym względem wzorowo, wychowując dzielne jednostki w duchu obowiązków obywatelsko-społecznych.

Akt zakończenia roku szkolnego w Żeńskiej Szkole Handlowej.

Dnia 22 czerwca, godzina 2 po południu.

Sala rekreacyjna przedstawia niezwykły widok. Zebrali się w niej wszyscy, dla których dzień ten jest uroczystością, jak uczennice, tak wykładający i wychowawczynie. Oprócz tego nieodłącznego zespołu przybyli i rodzice wychowanek, uczęszczających na pensję, oraz garstka gości, którzy zawsze chętnie przybywają, aby śledzić za postępami tych, co przyszłością narodu być mają.

Uroczystość rozpoczął od przeczytania sprawozdania z roku szkolnego dyrektor szkoły, pan Makarewicz.

Ukończyły szkołę: Balińska Marya, Grzymkowska Józefa ( z odznaczeniem), Hermanowska Irena (z odznaczeniem), Jarząbkówna Lucyna, Kawkiewiczówna Rachela, Kleindienstówna Halina (z odznaczeniem), Kuleszanka Janina, Rogińska Stefanja, Wołfkówna Władysława (z odznaczeniem), Krzyżanowska Jadwiga i Goworecka Jadwiga.

Następnie, jako nagrodę za postępy w naukach, rozdano książki i pochwały, mianowicie: Iwanickiej Minie, Szulborskiej Ąnatoli (kl.II), Kleczewskiej Irenie, Kornbergierównie Teresie (kł. III), Brzozównie Annie, Bursztynównie Helenie, Czaplickiej Halinie, Dziekońskiej Janinie, Stypulkowskiej Hipolicie (kl. IV) i Łubiance Kazimierze (kl. V),

Zbliża się najbardziej wzruszająca chwila, bo oto te, które wkrótce opuszczą gościnne progi przybytku wiedzy, odbierają z rąk przełożonej świadectwa dojrzałości, które im mają otworzyć wrota do nowych światów.

I ta, która była tym młodym dziewczętom przez lat tyle kierowniczką, z prawdziwie macierzyńskim uczuciem rozstaje się ze swymi wychowankami, Gorące przywiązanie przejawia się w jej słowach, zwróconych do maturzystek: cytując słowa jednego z naszych poetów, mówi, że młode, pełne zapału serca winny podtrzymywać płomienie narodowego Znicza. W pełnych prostoty wyrazach odpowiada drżącym ze wzruszenia głosem w imieniu koleżanek swej zacnej kierowniczce abiturjentka, p. Józefa Grzymkowska. Słuchając jej, ma się wrażenie, że przełożona nie zawiedzie się w pokładanych w swych wychowankach nadziejach, wyczuć można ten serdeczny macierzyński węzeł, jaki zadzierzgnął się między nauczycielkami i uczennicami, bez którego wszelkie wysiłki szkoły pożądanych owoców przynieść nie mogą.

Następnie żegna swe uczennice dyrektor szkoły, nie szczędząc im słów uznania i życząc powodzenia na nowych torach. Nie szczędzi im również zasłużonych pochwał wychowawczyni klasy VII-ej, p. Stanisława Gregorjew, wyrażając zarazem szczery żal, że rozstaje się ze swemi wychowankami; prosi je aby w każdej potrzebie zwracały się do tych, którzy im dotąd radą służyli. Jedna z maturzystek, p. Kuleszanka, dziękuje całemu personelowi nauczycielskiemu za trudy, poniesione nad kształceniem ich umysłów.

I jeszcze padają słowa szczerego uznania, jak gdyby na dopełnienie owej czary, z której młode dusze mają czerpać siły w drodze życia. „Niechaj głębokie myśli wieszczów naszych będą Wam balsamem w chwilach zwątpienia i trosk codziennego życia,” kończy swe przemówienie p. Juljusz Kleindienst.

Pierwsza to może garstka dziewcząt, które tak jednozgodnie szczerym żegnane były uznaniem.

Oby uznanie to towarzyszyło im przez życie całe!

Podlaska Biblioteka Cyfrowa.
Wspólna praca, czerwiec 1913 r. nr 6, str.31-33

433 Ogólnie 1 Dziś
  
 

1 Komantarz

  1. 7 września 2017  12:45 przez Anna Odpowiedz

    Bardzo proszę o wiadomość, czy istnieje możliwość zobaczenia oryginału tego artykułu? Skan?
    Serdecznie dziękuję,
    Ania

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Łomża sprzed lat

Ze wzruszaniem oglądałem w czerwcu 2001 r., w Galerii pod Arkadami na Starym Rynku, czarno - białe zdjęcia z połowy lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku. …„Wy[...]