ŁTW. Dawnych Wspomnień Czar. Część III

Dawnych Wspomnień Czar

Część 3 (Ostatnia)

Między dwoma herbami

Przedwojenne ŁTW dbało o swój prestiż, a ten dawała snobistyczna- niekoniecznie w znaczeniu pejoratywnym – chęć nadążania za Europą. W pierwszych latach istnienia skład osobowy Towarzystwa (określenie – Usta – brzmiało zbyt plebejsko) otwierał: Członek Honorowy- Jego Wysokość Gubernator Łomżyński, Szambelan Najwyższego Dworu, Rzeczywisty Radca Stanu – Baron – Syn Mikołaja Korff. Do czasu I Wojny Światowej skład Towarzystwa stanowiła elita ówczesnej Guberni Łomżyńskiej. Należeć do tego samego klubu, co „jego wieliczestwo gubernator – toż to, panie dobrodzieju, było nie lada gratką”. Dlatego, każdy, kto myślał o sobie w kategoriach sferycznej promienistości towarzyskiej, zabiegał, by jego nazwisko znalazło się w gronie wybrańców losu. Pamiętam, że w latach 70-tych, żeby obłaskawić młodzież do wstąpienia w szeregi szacownego ŁTW, trzeba było zachęcać nowymi dresami, darmowymi obozami letnimi na Mazurach, bo samo powoływanie się na historię brzmiało zbyt naiwnie i budziło uśmiech przekory. Potwierdza się stara zasada, że tylko to jest coś warte, za co trzeba płacić, bo skoro inni płacą – to chyba wiedzą co czynią.

Właśnie kilka dni temu dotarła do mnie wiadomość, że w trakcie opracowywania tego materiału powinienem zaprzestać używania określenia „obecne ŁTW”, gdyż na początku 1993 roku przestało być obecnym. Ktoś uznał, że prowadzona działalność jest przedsięwzięciem nierentownym i podjął decyzję o wstrzymaniu dotacji z budżetu miasta. Uczyniono ten manewr także innym klubom sportowym. Zaoszczędzone środki finansowe trzeba będzie wydać na policyjną działalność prewencyjną, bo kluby zostały zmuszone do tzw. rozpuszczenia młodzieży. Teraz przyjdzie pewnie kolej na emerytów, bo w myśl reguł ekonomicznych są oni podmiotami nierentownymi dla społeczeństwa, więc najlepiej będzie poddać te podmioty uśpieniu.

Druga Wojna Światowa zamknęła rozdział karnawałowych lat dwudziestych, kiedy to tańczono kankana, jeżdżono na bicyklach, latano aeroplanami i wierzono w cudowną magię postępu i ludzkiego geniuszu. Czasami mam wrażenie, że każda poprzednia wojna jest krwawym ostrzeżeniem przed jeszcze większą rzezią. Lata trzydzieste były latami dekadencji, rodzenia się faszyzmu i narastania złej atmosfery politycznej. Łomżyńskie Towarzystwo Wioślarskie dzieliło się, różnicowało, a jego członkowie zakładali nowe organizacje i nowe kluby. Powstał Łomżyński Klub Sportowy i moda na futbol wyparła modę na wiosłowanie. Najwięcej, bo ponad trzystu

 

Karta pocztowa z 1955 r. Łomża – Narew i Przystań LPZ. FotJ. Siudecki. Biuro Wydawnicze Ruch.

członków miało ŁTW w latach 1922-1929. Po II Wojnie Światowej łomżyńska przystań była zdruzgotana, rozszabrowana, usiana lejami bombowymi. Duch wiosłowania jednak nie umarł w narodzie, skoro już na wiosnę 1945 roku znalazła się grupa ludzi, którzy sięgnęli do swoich prywatnych portfeli, chwycili za łopaty i zaczęli wskrzeszać legendę swojego klubu. Wśród tych niepokornych zapaleńców byli m. innymi: Witold Prusiński, Tadeusz Kalisz, Karol Mścichowski, Mieczysław Gregorek. Ich radość trwała jednak krótko, bo do maja 1950 roku, kiedy to ówczesne władze zabroniły używania burżuazyjnej nazwy Łomżyńskie Towarzystwo Wioślarskie i cały klub, wraz z ludźmi i majątkiem podkleili pod sztandar organizacyjny Związkowca. W rok później powołano Ośrodek Ligi Morskiej, a niedługo po tym łomżyńscy wioślarze, aby móc dalej uprawiać wiosłowanie wstąpili do Ligi Przyjaciół Żołnierza, która przemianowana została na obecną Ligę Obrony Kraju. Wiosłowanie wyczynowe spychane było na boczny tor, bo LOK miał inne wytyczne i nie chciał wydawać pieniędzy na kosztowne wyjazdy regatowe. Powstał lokowski Klub Wodny „Okoń” i w nim stopniowo gasły tradycje przedwojennego ŁTW. W wyniku reorganizacji administracyjnej kraju, Łomża stała się miastem wojewódzkim. Były to czasy konsumowania zaciągniętych na Zachodzie kredytów, czasy odwilży ideologicznej. Dzięki staraniom miejscowych wioślarzy, poparciu ze strony Warszawskiego Towarzy­stwa Wioślarskiego i Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej w roku 1974 przystąpiono do działań reaktywujących Łomżyńskie Towarzystwo Wioślarskie. Dużo w tych latach dla ŁTW uczynił rzutki i pełen inwencji, ówczesny zastępca Dyrektora Wydziału Kultury Fizycznnej Sportu i Turystyki Urzędu Wojewódzkiego w Łomży -Zdzisław Sawicki. Zapamiętano go jako tego, który umiał mieć dobre pomysły i znajdować pieniądze na ich realizację. Towarzystwo zakupiło kosztowny sprzęt cedrowy, motorówki, dresy, dostało pokaźną dotację na działalność, a w efekcie młodzież wodniacka z LOK-u przeszła do ŁTW, bo ono miało wtedy więcej atrakcji do zaproponowania. Obok sekcji wioślarskiej powstała sekcja kajakarstwa wyczyno­wego. I znów na łomżyńskiej Narwi zrobiło się gwarnie, kolorowo i wesoło. Postawiono namłodzież roczników spartakiadowych. ŁTW zaczęło zwyciężać i zdobywać medale na turniejach ogólnopolskich. Na okoliczność reaktywacji zmajstrowano nowy herb Towarzystawa, oczywiście nic nie mający wspólnego z herbem przedwojennym. Nikomu nie chciało się odkurzać przeszłości i zawiązywać przerwanej nici klubowej tradycji, bo liczyły się tylko punkty, tylko pogoń za wynikami, bo tylko na to dawano później dotacje. W roku 1980 zaangażowałem się w odkurzenie historii Towarzystwa. Zacząłem zbierać pamiątki, spisywać relacje, rozsyłać ankiety do ludzi rozsianych po całej Polsce, a kiedyś tworzących przedwojenną historię Towarzystwa.

Odznaka wydana z okazji 80-lecia ŁTW. Wykonana z mosiądzu, lakierowana, mocowana na szpilkę. W centrum tarcza podzielona krzyżującymi się wiosłami na cztery pola. Na polach pionowych w kolorze czerwonym u góry napis: ŁTW, u dotu ŁOMŻA, na polach niebieskich od lewej: 1901, po prawej: 1981. Tarczę okala złoty wieniec. Na czerwonym polu w otoku napis: ŁOMŻYŃSKIEGO TOWARZYSTWA WIOŚLARSKIEGO, u dołu w ramce: JUBILEUSZ. Wykonana w 1981 roku, w ilości 150 szt,przez grawera Jerzego Wiśniewskiego w Toruniu. Opracowanie graficzne:

Jerzy Swoiński.

Szczęśliwie doszło do nawiązania kontaktu z panem Januszem Dziarskim – szefem Oddziału Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej. TPZŁ okazało się kopalnią pamiątek po starym ŁTW. Postanowiliśmy uhonorować byłych członków i w roku 1981 zorganizowaliśmy Jubileusz 80-lecia Towarzystwa. Była okoliczno­ściowa wystawa pamiątek, sesja wspomnieniowa, łzy wzruszenia, gdy historyczna flaga znów załopotała na przystaniowym maszcie. Reaktywowane ŁTW nie posługiwało się starym herbem i nie kultywowało tradycji. O renomie tego stowa­rzyszenia w dużej mierze decydował zwykły ludzki snobizm. Czy jest on grzechem? Moim zdaniem nie jest, bo gdybyśmy zdobyli się na traktowanie naszego życia w konwencji bardziej wyważonej, to byśmy odkryli, że jest ono – przynajmniej w 50 procentach zabawą. Jest grą pozorów i przeróżnych iluzji, które aż proszą się, by patrzeć na świat z szelmowsko przymrużonym okiem. Nie bądźmy tak poważni, więcej luzu, bawmy się, organizujmy, zacznijmy czuć się wreszcie gospodarzami własnego kraju. Nowy herb ŁTW powstał, gdyż zabrakło starego. Powstał, bo garstka zapaleńców postanowiła znów bawić się w etos starego ŁTW. Założenie klubu w roku 1901 też wyrosło z potrzeby zabawy. Zamożni mieszczanie nudzili się, nie było telewizji, tragikomicznych transmisji z obrad parlamentu. Co było robić? Panowałamodanaelitarne kluby wioślarskie, więc zaczęto przebierać się w marynarskie mundury, zapuszczać wąsy i bokobrody, tworzyć cały ten obliczony na owację ceremonializm. Pierwsza przystań, budynek z tarasami, wieżą obserwacyjną, z której widać było tylko do zakola rzeki, te flagi, bandery, komendy , medale, kunsztowne broszki w kształcie wiosełek – czym były, jeśli nie zabawą, jeśli nie chęcią oszukania szarej rzeczywistości dnia codziennego? Konwencja dobrej zabawy prysła, gdy dorośli zaczęli zbyt poważnie traktować swoją zabawę. Regaty uwolniły ducha rywalizacji, ducha zawiści, chęci odegrania się. Mężczyźni nie lubią przegrywać, chyba że tylko z kobietami, w roli własnych żon. Zabawa w wiosłowanie przerodziła się w arenę walki. Mówię o wiosłowaniu ale dotyczy to wszystkich dyscyplin naszego życia, które poczęły się w konwencji niewinnej zabawy. Żądza zwyciężenia prowadzi na manowce, bo gdzie są zwycięzcy – tam też muszą być zwyciężeni. Zwyciężeni są upokorzonymi, puszczają im nerwy i zaczynają robić głupstwa. Czym stał się współczesny sport? Stał się areną biznesu, faszerowania się chemią, szowinizmami, grą polityczną – tym się skończyła zabawa, którą potraktowano zbyt poważnie. Lud kocha igrzyska, bo lud jest zawsze po stronie zwycięzców, nigdy zwyciężonych, lud kocha ceremoniały, bo lubi, by mu kadzono. Biedny lud! Szkoda, że na łomżyńskiej przystani, zamiast dawnych róż, kwitną teraz pokrzywy.

Na zakończenie tej, nazbyt refleksyjnej rozprawy o dziejach Łomżyńskiego Towarzystwa Wioślarskiego – coś o starym herbie, fladze i banderach. Pan Wojciech Antosiewicz włożył sporo trudu, by posiłkując się wspomnieniami długoletniego Naczelnika Przystani Wodnej ŁTW – Stanisława Wejmera, tekstami rocznych sprawozdań klubowych, oraz miesięcznikiem „Wioślarz Polski” z roku 1925 – odtworzyć opisowo i graficznie wygląd starego herbu, bandery wioślarskiej, bandery naczelnika, flagi masztowej, barw na piórach wioseł.

Herb w części frontalnej ryngraf z herbem Łomży. Zza ryngrafu wyłania się kotwica, a zza niej dwa skrzyżowane wiosła, z piórami do dołu. Kotwica wieńczy herb od dołu, a górny jej pierścień wystaje ponad herbem, by dawać początek dwóm wijącym się po obu stronach wstęgom.

Bandera wioślarska – służyła do dekorowania rozpoznawczego łodzi, wypływającej z przystani. Szyta była z grubego, białego płótna i miała wymiary: 70×40 cm. Obszyta była ciemnoniebieskim podłużnym i poprzecznym pasem o szerokości 6 cm, tworzącym znak krzyża poziomego. Umieszczano ją na krótkim drzewcu, tuż przy sterze rufowym. Na łodziach rasowych i półrasowych – bander nie umieszczano

Bandera Naczelnika Przystani – różniła się od wioślarskiej tym, że u dołu miała czerwony pas szerokości 6 cm, a w prawym górnym rogu – herb ŁTW. 

Flaga masztowa ŁTW – podobna do bandery wioślarskiej, odróżniała się obe­cnością herbu obok górnego sznurowania masztowego. Flagę wciągano na maszt na okoliczność otwarcia sezonu wodnego w maju, a ściągano na jego zakończenie (naj­częściej w końcu września).

Pióra wioseł – malowano na biało i znaczono ciemnoniebieskim pasem, o szerokości 3 cm, biegnącym pod kątem 45° w dół pióra. Zainteresowanych bliższym poznaniem znamion historii ŁTW -jednego z grona pięciu najstarszych klubów wioślarskich w Polsce – pragnę poinformować, że wszystkie archiwalia, jakimi dysponowałem – przekazałem do Muzeum Okręgowego w Łomży.

Opracował: Jerzy Klama

Opracowano na podstawie:
Kolekcjoner Łomżyński nr3/93. PTN Oddział w Łomży.

Redakcja Serwisu.


 

2378 Ogólnie 2 Dziś
  
 

1 Komantarz

  1. 15 lutego 2014  20:12 przez Krzysiek Kostrzewski Odpowiedz

    Taka ciekawostka w temacie :)
    http://100lattemu.pl/index.php/aktualnosci3/sport2/6220-wycieczka-wioslarzy

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.