Major Józef Sikora

Major Józef Sikora

(W siedemdziesiątą rocznicę „ Września”)

Zgodnie z planami operacyjnymi SGO „Narew” dowódcą odcinka „Nowogród” wyznaczony został dowódca III batalionu 33 pp major Józef Sikora.
Józef Sikora syn Jana i Katarzyny z Kopańskich, urodził się w 1899 roku w Krakowcu powiat Jaworów. W czasie pierwszej wojny światowej walczył w Legionach Józefa Piłsudskiego. Po odbytej kampanii wojny 1920 roku pozostał  w Wojsku Polskim jako oficer służby stałej. W 1923 roku poślubił Stanisławę Pawlak – nauczycielkę urodzoną w 1900 roku w Warszawie. W 1924 roku  przyszła na świat w Łomży ich pierwsza córka – Danuta, a w 1928 młodsza – Wanda.
Stanowiska w Nowogrodzie batalion obsadził w końcu sierpnia 1939 roku. Major Sikora od czasu do czasu przyjeżdżał na kilka godzin z Nowogrodu do Łomży, do żony i córek. Ostatni raz widziały go chyba 31 sierpnia. Wtedy, wyjeżdżając z domu, zostawił, przez zapomnienie na biurku swój „nieśmiertelnik” czyli znaczek identyfikacyjny, noszony przez wszystkich żołnierzy, a pozwalający m inn zidentyfikować poległego.
Nowogród, podobnie jak wszystkie inne przyszłe pozycje SGO „Narew” był przygotowywany do obrony już od marca 1939 roku, kiedy do prac koordynowanych przez Kierownictwo Robót Fortyfikacyjnych przystąpili zmobilizowani w „cichej mobilizacji”, żołnierze – rezerwiści 33 pp, saperzy 18 batalionu saperów, junacy Hufców Pracy, a później nawet ochotnicy cywilni. Planowano wybudowanie 13 ciężkich schronów bojowych, z których do wybuchu wojny ukończono i to nie całkowicie, jedynie 8. (Brak w nich było wentylacji i załogi musiałyby walczyć przy otwartych drzwiach.)
Od czasu obsadzenia stanowisk wyjściowych przez batalion, aż do 4 września, oprócz patrolowania przedpola, żołnierze uzupełniali braki fortyfikacyjne: Wykańczali rowy strzeleckie, zapory z drutu kolczastego oraz kopali rowy łącznikowe. Prace te mogły być prowadzone ponieważ w ciągu pierwszych czterech dni września na odcinku środkowej Narwi nie było żadnych walk.

„Schron-forteca” – z załogą 30-tu żołnierzy był najcięższym schronem.
Wygląd aktualny ( po rekonstrukcji)

Działania rozpoczęły się dopiero 5 września. Tego dnia mjr Sikora wycofał z Morgownik swoją placówkę zagrożoną zbliżaniem się w kierunku Nowogrodu zmotoryzowanych sił niemieckich, o czym natychmiast zameldował dowódcy 33 pp. Na tej podstawie dowódca pułku, nie posiadając bardziej szczegółowych informacji dotyczących oddziałów wroga, zarządził pogotowie bojowe i upoważnił majora Sikorę do zniszczenia mostu w Nowogrodzie, wtedy kiedy ten uzna to za konieczne. Mjr Sikora rozkaz wysadzenia i spalenia mostu na Narwi wydał tegoż dnia o godz. 18.00. Dwie godziny później żołnierze wysuniętej placówki obrony, słysząc silniki samochodowe na północnym brzegu Narwi otworzyli samorzutnie „na ślepo” ogień. Ponieważ tego rodzaju strzały mogły niepotrzebnie dekonspirować stanowiska obrony, mjr Sikora zabronił otwierania ognia bez koniecznej potrzeby, lub jego rozkazu.
W nocy Niemcy zaczęli ostrzał artyleryjski na całym odcinku „Nowogród”, a po jego zakończeniu podjęli próbę przejścia Narwi w okolicy mostu i brodów. Na sygnał wystrzelonej rakiety ogień otworzyły polskie cekaemy. Pomimo dużych strat Niemcy nie przerwali forsowania. Ale rzekę udało się przebyć tylko jednemu pontonowi, którego część załogi zginęła w walce z obsadą bunkrów, a część dostała się do niewoli.
Następnego dnia, 6 września rano, ppłk Stanek otrzymał od majora Sikory meldunek o przebiegu walk oraz grupę wziętych do niewoli Niemców. Jeńcy powiedzieli, że jako wydzielony oddział zmotoryzowany mieli opanować Nowogród z marszu, i że nie spodziewali się tak dużego oporu Polaków.
Tegoż dnia między godziną 7.00 a 8.00 Niemcy powtórzyli natarcie. Podobnie jak w dniu poprzednim, były to oddziały piechoty z pontonami. Polacy odpowiedzieli silnym ogniem z bunkrów. Części Niemców udało się sforsować rzekę, ale przeciwuderzenia Polaków zmusiły ich do opuszczenia „polskiego” (południowego) brzegu. Po krótkiej przerwie, pod osłoną silnego ognia zaporowego, piechota wroga ponowiła bezskuteczną próbę przekroczenia Narwi. W godzinach przedpołudniowych walka ostatecznie ustała a Niemcy wycofali się poza zasięg rażenia polskiej obrony. Nie udało im się osiągnąć zamierzonego celu czyli utworzenia z marszu przyczółków na brzegu nowogrodzkim. Straty Polaków w obu natarciach, według meldunku majora Sikory, wynosiły 22 zabitych i 85 rannych, w tym 15 ciężko
7 września od rana na odcinkach „Nowogród” i „Czartoria” panował spokój. W związku z tym major Sikora wysłał na północny brzeg patrole rozpoznawcze, które nie stwierdziły obecności wojsk wroga w najbliższych okolicach. To jednak nie uspokoiło ani dowódcy batalionu, ani dowódcy pułku. Taka cisza mogła bowiem oznaczać prowadzenie przez wroga działań rozpoznawczych, a to z kolei mogło świadczyć o przygotowaniach nowego natarcia. Dlatego też mjr Sikora, zarządził pogotowie bojowe. Przypomniał jednocześnie żołnierzom, że ogień należy otworzyć z możliwie bliskiej odległości i dopiero na sygnał rakietą
Przewidywany przez mjr Sikorę atak nastąpił wieczorem, po godz. 20.00. Przygotowanie artyleryjskie, wraz z bardzo silnym ogniem ciężkich karabinów maszynowych, objęło rozległy teren, zarówno wszerz jak i w głąb polskiej obrony. W świetle płonącego Nowogrodu Niemcy rozpoczęli próbę przekroczenia rzeki. Po nieudanej pierwszej próbie, rzucili do ataku kolejny bardziej, już liczny, rzut. Oprócz ciągłego ognia artylerii polowej, polskie bunkry zaczęły ostrzeliwać działka przeciwpancerne.
Dzięki takiemu wsparciu ogniowemu drugie natarcie osiągnęło brzeg południowy. Ale major Józef Sikora nie pozwolił Niemcom tego wykorzystać. Na jego rozkaz 3 pluton 8 kompanii, dowodzony przez podporucznika Jana Witkowskiego, przeprowadził przeciwuderzenie.
Nastąpiło ono w momencie, gdy nieprzyjaciel opuszczał pontony.

Kopuła bojowa bunkra po ostrzale pociskami
przeciwpancernymi – zdjęcie archiwalne

Zaskoczenie było całkowite i zmusiło wroga do odwrotu. Pod silnym ogniem polskiej artylerii Niemcy, rezygnując już z kolejnych prób przekroczenia Narwi, opuścili całkowicie brzeg rzeki i ukryli się w lesie.
Początek niemieckiego ataku w dniu 8 września nie zapowiadał ciężkich walk. Przygotowanie artyleryjskie było bardzo słabe. Jednak w miarę upływu czasu wzmagało się, a Niemcy, aby osłonić swoje natarcie zaczęli używać pocisków dymnych. Mimo, że Polacy odpowiedzieli silnym ogniem, nieprzyjacielowi udało się, na krańcach wschodnich Nowogrodu, osiągnąć brzeg południowy Nie udało się to natomiast na krańcach zachodnich, w pobliżu zniszczonego mostu i brodów. Niemcy jednak nie zrezygnowali. Aby celniej razić ogniem na wprost polskie bunkry, a także skutecznie „nakryć” linie obrony, podciągnęli działa na skraj lasów pokrywających północny brzeg Narwi. Dzięki temu natarcie piechoty niemieckiej zakończyło się sukcesem. Niemcy nie tylko osiągnęli brzeg południowy, ale przedarli się i zajęli skarpę na wschodnich krańcach Nowogrodu.
W tej sytuacji major Józef Sikora osobiście poprowadził przeciwnatarcie, które, z powodu użycia przez wroga przeciw bunkrom ponownie działek przeciwpancernych, zakończyło się niepowodzeniem. Polskie bunkry nie mając urządzeń wentylacyjnych, nie mogły całkowicie spełniać swojej roli i skutecznie wspierać ciężką bronią własne wojska. Obsada bunkra, przy tak intensywnym ogniu, dusiła się dymami prochowymi i była zmuszona otwierać drzwi, co nie zastępowało jednak profesjonalnej wentylacji, a konieczność dodatkowego pilnowania wejścia absorbowała uwagę załogi.
Na pomoc obrońcom Nowogrodu przeszedł z Mątwicy oddział por. Łempickiego, który mjr Sikora wzmocnił dodatkowo drużyną cekaemów. Atak 5 kompanii przy wsparciu ogniowym z bunkrów zmusił ostatecznie Niemców do wycofania się na brzeg rzeki. Zniszczona została także przerzucona przez Niemców w pobliżu skarpy kładka, po której przebiegali żołnierze, w celu wzmocnienia swoich sił na brzegu południowym. Ostatecznie skarpa została odbita, a do niewoli wzięto 32 jeńców.
9 września w godzinach przedpołudniowych, wspierana silnym ogniem artylerii i lotnictwa, piechota wroga, mimo bohaterskiej obrony III batalionu, opanowała Nowogród. Z Jednaczewa ruszyło przeciwnatarcie II batalionu, które odrzuciło Niemców z części miasta. Jednak brak odwodów i ogromna przewaga wroga spowodowały, że przeciwnatarcie utknęło w miejscu.
Rano 10 września Niemcy atakowali miasto od czoła, a jednocześnie przebijali się przez linię ciężkich schronów, w celu oskrzydlenia Nowogrodu od wschodu. Zdziesiątkowany III batalion 33 pp wycofał się na polową linię obronną, biegnącą przez południowe przedmieścia Nowogrodu. Mimo wsparcia II batalionu 33 pp i wycofanego spod Ostrołęki 42 pp. obrońcom Nowogrodu nie udało się wyprzeć wroga z południowego brzegu Narwi. Przewaga Niemców była zbyt duża.
Wieczorem dowódcy obu pułków działających w rejonie Łomży (33 i 42) przekazali podległym batalionom otrzymany rozkaz odwrotu. Rozkaz ten brzmiał: „Nocą, z dnia 10 na 11 września oderwać się od nieprzyjaciela i skoncentrować się w rejonie Bacz Mokrych. Ruchy odwrotowe rozpocząć o godz. 23.00″.
Wykonaniem tego rozkazu zakończyły się walki batalionu mjr Sikory w rejonie Nowogrodu. 11 września, zgodnie z rozkazem odwrotu z rejonu Łomży, obaj dowódcy batalionów 33 pp. – Major Stanisław Wyderka (d-ca I batalionu) i major Józef Sikora ( d-ca batalionu III), przybyli na wyznaczone rozkazem nowe miejsce postoju pułku. Dzień ten był przeznaczony na zrekonstruowanie sił fizycznych jednostek. Uzupełniono pułk błąkającymi się żołnierzami różnych formacji, którzy zgłaszali się do niego dobrowolnie. M inn sformułowano dwu-kompanijny batalion o pełnych stanach, którego dowództwo objął mjr Sikora i 6 kompanii o niepełnych stanach liczbowych.
Zadaniem 33 pp było teraz ubezpieczanie 18 DP od północy. 12 września zgrupowania pułku nawiązały walkę z posuwającymi się na południe Niemcami. Pierwszy napór niemiecki przyjął batalion mjr Sikory. Walczył wytrwale i początkowo skutecznie wstrzymywał ruch niemiecki. Dopiero kiedy Niemcy wprowadzili do walki czołgi, pod uderzeniami przeważających sił musiał się cofać. Rozpoczęła się zażarta i rozpaczliwa walka o każdy metr terenu. Szczególnie ciężkie i krwawe walki toczyły się, kiedy Niemcy uderzyli ze Srebrnego Borku na Łętownicę, by zadać od tyłu ostateczny cios walczącej dywizji.
33 pp. uzupełniany doraźnie walczącymi pododdziałami innych formacji, nie ustępował. W Srebrnym Borku, Zagrobach i Osowcu, bronionych przez III batalion rozpoczął się bój o każdy dom, lasek i pagórek. Niemcy, zasilani świeżymi odwodami i skutecznym ogniem artylerii, zaczęli spychać polskie oddziały na południe. Straty polskie były co raz większe. Padł ciężko ranny d-ca 18 DP – pułkownik Stefan Kossecki. Prawdopodobnie wtedy także poległ dowódca III batalionu 33 pp – mjr Józef Sikora.
12 września wieczorem zamknął się pierścień niemiecki dookoła walczącej jeszcze 18 DP. Nocą z 12 na 13 września 1939 resztki 33 pp próbowały realizować rozkaz przebicia się na południe. Działały w oderwanych grupach z różnym szczęściem. M inn. d-ca pułku z niewielkim oddziałem przeszedł nocą w bród Mały Brok pod Kuleszkami i wydostał się z niemieckiego okrążenia. Wydostało się także kilka innych grup. Kilka nie miało szczęścia, natknęło się na nieprzyjaciela i dostało się do niewoli.
13 września część sił 18 DP, która nie zdołała wydostać się z okrążenia kontynuowała obronę, a kiedy wyczerpała się amunicja – złożyła broń. Tak – jak określa to w swoich wspomnieniach gen. Młot Fijałkowski – „skończyła się” 18 Dywizja Piechoty.
Jaki był naprawdę los majora Józefa Sikory – nie udało się ustalić. Rodzina nie znalazła  żadnych śladów w rejestrach PCK.  Część jego żołnierzy twierdziła, że istotnie poległ pod Andrzejewem (tak pisały też kiedyś łomżyńskie „Kontakty” – i to chyba jest najbardziej prawdopodobne). Część, że zdołał się przebić przez okrążenie. Pani Raganowiczowa (żona pułkownika Raganowicza) mówiła pani Sikorowej, że słyszała, iż majora Sikorę widział ktoś w rejonie Chełma Lubelskiego. Znaleźć też można w literaturze wzmiankę, że zginął w październiku 1939 roku podczas próby przekraczania granicy polsko-rumuńskiej…
Jedno jest wiadome na pewno – major Józef Sikora walczył do końca i broni nie złożył. Nie jest wykluczone, że to właśnie brak pozostawionego w domu „nieśmiertelnika” uniemożliwił jego późniejszą identyfikację. Gdzie na prawdę poległ i gdzie spoczywa nie wiadomo.
W imieniu własnym jak też córki majora, Wandy, pisałem prośby o informacje w tej sprawie do zarządzających cmentarzami księży proboszczów z parafii znajdujących się w rejonie walk 33 pp. Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, ani pozytywnej, ani negatywnej. Szkoda!
Dzisiaj pamięć dowódcy III batalionu 33 pp. mjr Józefa Sikory poległego za Ojczyznę we wrześniu 1939 roku uwiecznia jedynie symboliczny napis na tablicy grobu rodzinnego na Wojskowych Powązkach w Warszawie.

 

Jerzy Smurzyński


5748 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.