Meteory i meteoryty. Czyli o nocnym patrzeniu w niebo.

Meteory i meteoryty. Czyli o nocnym patrzeniu w niebo.

Do ciekawych i stosunkowo często występujących zjawisk, na naszym nieboskłonie to meteory, czyli jak dawniej mówiono spadające gwiazdy. Pierwsze próby naukowego wyjaśnienia fenomenu meteorów i meteorytów poczynił Anaksagoras z Kladzomen / 500-428 p.n.e./. Filozof obserwując przelatujący nisko meteor na podstawie własnych obliczeń i relacji świadków określił, w którym miejscu powinien upaść kamień, który następnie odnalazł w leju nieopodal rzeczki Ajgospotamoj, potwierdzając tym samym trafność i dokładność swoich założeń. Rozwój – jak byśmy to dzisiaj nazwali meteorytyki – znakomicie zapoczątkowanej przez Anaksagorasa, przerwany został przez Arystotelesa / 384-322 p.n.e./, którego teoria, że meteory to rozbłyski powstające wskutek zetknięcia się ziemskich oparów z ogniem niebieskim znalazła swoich wyznawców na ponad 2500 lat.
Przeloty meteorów, a szczególnie tych dużych – zwanych bolidami wzbudzały wśród obserwatorów, lęk, podziw i zachwyt. Nazywane lecącymi smokami, a na obszarze ziem polskich żmijami lub latawcami. Odnajdywane meteoryty otaczano szczególnym kultem. Traktowano jako amulety i nierzadko budowano dla nich świątynie. Jednym z bardziej znanych jest bez wątpienia Czarny Kamień znajdujący się w świątyni Kaaba w Mekce w Arabii Saudyjskiej. Odnajdywane meteoryty umieszczane były nie tylko w świątyniach, ale również jak na medalach i monetach. Przykładem może być medal wybity na polecenie cesarza Trajana / 98-118 n.e./, a przedstawiający meteoryt zawieszony na łańcuchach w jednej w syryjskich świątyń. W Egipcie w związku z pojawieniem się w 903 roku n.e. deszczu meteorytów ogłoszono amnestję, a rok ten ogłoszono Rokiem Gwiazd.
Jednym z pierwszym odnalezionym meteorytem w nowożytnej Europie był obiekt, który upadł 1.09.1304 roku w pobliżu miasteczka Friedland w Brandenburgii. Podobne zjawisko miało miejsce w roku 1492 roku w miejscowości Ensiheim w Alzacji we Francji. Z kolei nasz polski kronikarz Gabriel Rzączyński/1664-1737/ w swojej „Historii naturalis curiosa Regni Poloniae..” zanotował, że 13 marca 1681 roku o północy ponad Warszawą widziano kulę ognistą okrągłą mająca średnice około 1,5 stopy, koloru ognisto-czerwonego; mały ogon, który rzucała za sobą , trwał tak długo, iż go można było dostatecznie uważać; kula przebiegała tak nisko, iż zdawała się dotykać szczytów najwyższych budowli.
Do początku XIX wieku świat nauki nadal kategorycznie odrzucał teorię o pozaziemskim pochodzeniu meteorytów. Kiedy w 1785 roku na teren Bawarii w obecności wielu świadków spadł meteoryt – jeden z mineralogów stwierdził „w naszych czasach byłoby niewybaczalnym błędem wierzyć w takie bajki” inny zaś miał powiedzieć „w spadanie meteorytów, nie uwierzę nawet gdybym to zobaczył na własne oczy”.
W 1794 roku pewien kowal z małej wioski nad brzegiem Jeniseju odnalazł kilkutonową bryłę żelaza, która według legendy tatarskiej miała być pochodzenia niebiańskiego. Nikt wtedy nie przypuszczał, że znalezisko to będzie przełomowym – w będącej jeszcze w powijakach meteorytyce. Rzemieślnik wprawdzie po nieudanych próbach przetopienia ostatecznie porzucił obiekt, ale dziwnym znaleziskiem zainteresował się podróżnik i uczony Peter Pallas /1741-1811/, który przetransportował obiekt do Petersburga i przekazał do kolekcji osobliwości Rosyjskie Akademii Nauk. Znalezisko znane obecnie pod nazwą „Żelazo Pallasa” za sprawą fizyka i geologa Ernesta Chladniego /1756-1827/ szybko doczekało się rehabilitacji i awansu w oczach uczonych. Chladni w wydanej książce „O pochodzeniu znalezionej przez Pallasa i o innych podobnych masach żelaznych oraz o pewnych z tym związanych zjawiskach natury” dowodził, że meteoryty są pochodzenia pozaziemskiego. Publikacja przez środowisko naukowe przyjęta została sceptycznie, żeby nie powiedzieć z niechęcią. „Chladni nie respektuje praw nauki i sam nawet nie ma pojęcia, ile szkody wyrządza ludzkości, a w szczególności religii”. Współcześni mu naukowcy nie mogli, bowiem – rozumiejąc już porządek w ruchu planet- znaleźć miejsce dla przypadkowo i chaotycznie wałęsających się okruchów materii kosmicznej. Trudno powiedzieć jak długo trwałyby spory, gdyby z pomocą nowej nauce nie przyszło …niebo. 26 kwietnia 1803 roku w Aigle koło Paryża miało miejsce zjawisko zwane deszczem meteorytowym. Na ziemię spadło wówczas kilka tysięcy kamiennym odłamków, a zjawisko to obserwowała duża grupa ludzi, w tym wielu uczonych. Badanie meteorytowego deszczu „Aigle” zajął się francuski fizyk i astronom Jean Baptiste Biot /1774-1862/. Wyniki jednoznacznie potwierdzały, że meteoryty są ciałami pochodzenia pozaziemskiego. Rok 1803 w którym dokonał się przewrót w poglądach na meteory i meteoryty uznaje się jako narodziny meteorytyki.
Dziś wiemy, że zjawisko krótkich rozbłysków na niebie powodują niewielkie bryłki materii poruszające się w przestrzeni międzyplanetarnej i z dużymi prędkościami wpadające w naszą atmosferę. Według szacunków astronomów w ciągu doby w górne warstwy naszej planety wpada nawet kilkaset milionów meteoroidów– czyli różnej wielkości odruchów materii kosmicznej. W zależności od tego czy „doganiają” Ziemię czy też spotykają się z jej atmosferą prędkość ich waha się od 2 do 72 km/s. Te bardziej masywne wnikają w niższe warstwy atmosfery, rozgrzewają się, a powstałe w wyniku tego opary wraz z otaczającą obiekt zjonizowaną atmosferą zaczynają świecić i powodują powstawanie tym samym zjawiska, które popularnie nazywamy efektem spadającej gwiazdy. Bryłka o masie około 0,25 g wpadając w atmosferę z prędkością 60 km/ s tworzy zjawisko, które swoim blaskiem może dorównać najjaśniejszym gwiazdom. Przelotowi bolidu mogą towarzyszyć efekty dźwiękowe w postaci szumu lub gwizdu.1
Pierwszych zaobserwowanym i szczegółowo opisanym meteorytem, który spadł na obszar dzisiejszych ziemi polskich był tzw. Meteoryt Białostocki. Jego upadek i okoliczności temu towarzyszące przedstawił w drobiazgowym sprawozdaniu, nauczyciel fizyki białostockiego gimnazjum Jan Wolski, który m.in. zanotował:(…) Dnia 23 września(niedziela) /5 października(piątek)1827 roku między godziną 9 a10 rano, gdy po większej części mieszkańcy wsi Fastów zajęci byli wybieraniem warzywa w ogrodach, dała się słyszeć wielka eksplozja w powietrzu wcale wypogodzonym i naraz wiele innych powtórzonych jakby wystrzałów karabinowych, co zwróciło uwagę obecnych na ogrodach i w różnych miejscach na polu pracujących ludzi, po czym nastąpił mocny świst połączony z dźwiękiem ciał szybko spadających i silne uderzenia w kilku miejscach o ziemię. Zjawisko to zatrwożyło na czas niejaki wszystkich ludzi, ale po przejściu strachu, kiedy jeden z nich odważył się zbliżyć do miejsca spadku i podjął kamień czarny i ukazał skupionemu ludowi, ten ośmielony rozbiegł się na inne przez podniesiony pył zanotowane miejsca i poznachodził podobne kamienie. Za świadectwem ledwo nie całej wsi mieszkańców, spadło wiele innych kamieni na błota i rzekę Supraśl pod samą wsią płynącą. Deszcz meteorytów rozsiał się na stosunkowo dużej powierzchni, której zachodnia granica przebiegała w okolicach Knyszyna, a nawet miała sięgać do wsi Jaśki pod Goniądzem.
Przeglądając XIX wieczną prasę z terenów Królestwa Polskiego, w której skrupulatnie i barwnie odnotowywano przeloty bolidów, można stwierdzić, że zjawiska tego rodzaju opisywano 1-3 na rok w. Oczywiście to, aby wejście meteoroidu w atmosferę Ziemi zostało dostrzeżone musi być spełnionych kilka warunków, w tym niewielkie zachmurzenie, niskie zanieczyszczenie powietrza, mała ilość świateł pochodzących z dużych aglomeracji miejskich, godzina oraz sam fakt zauważenia zjawiska zwykle przez przypadkowych obserwatorów. .
Pojawiające się na niebie spadające gwiazdy można obserwować w zasadzie w każdą bezchmurną noc. Aby jednak dostrzec meteor, a tym bardziej bolid musimy uzbroić się nie tylko w cierpliwość, ale również zaopatrzyć w pewną wiedzę, która to prawdopodobieństwo zwiększy. Bowiem w pewnych okresach – te piękne rozbłyski pojawiają się szczególnie często. Meteoroidy pochodzące z jednego strumienia są najczęściej pozostałością po kometach okresowych, które podczas każdego zbliżania się do Słońca tracą coraz więcej cząstek pyłu rozpraszających się wzdłuż toru, po którym wędruje kometa. Gdy Ziemia przecina trasę wędrówki komety, wpada w smugę pyłu i dochodzi wówczas do wielu kolizji, których skutkiem mogą być widoczne przeloty pojedynczych meteorów lub tzw. deszczu meteorów. Jeżeli w wyobraźni przedłużymy świetlne rozbłyski w kierunku, z którego się pojawiły, odniesiemy wrażenie, że rój meteorów zdaje się wychodzić z jednego punktu sfery niebieskiej, który nazywany jest radiantem roju. Do najbardziej znanych rojów meteorowych należą: rój leonidów- w gwiazdozbiorze Lwa, którego maksimum przypada na 17-18 listopada i rój pereseid w gwiazdozbiorze Pereseusza- obserwowany około 12-13 sierpnia.
Wybrane roje meteorów.

Meteory i meteoryty

Szczególnie dobre warunki do obserwacji nieba w Polsce znajdziemy w rejonie bagien biebrzańskich. Duże płaskie niezabudowane przestrzenie, czyste powietrze, niewielka ilość świateł pozwalają dostrzec w bezksiężycowe noce szereg obiektów, które nieznane są mieszkańcom dużych aglomeracji, takie jak występujące bliżej horyzontu gwiazdy i gwiazdozbiory, pełną szczegółów drogę mleczną i wreszcie znakomicie prezentujące się na tle nadbiebrzańskiego nieba meteory. Pomysł na „nocne patrzenie w niebo” może być jedną z atrakcji turystycznych proponowanych przez bardziej otwartych na nowości właścicieli gospodarstw agroturystycznych, przewodników zorganizowanych wycieczek, nauczycieli fizyki tutejszych szkół i pracowników domów kultury. Do filmowania przelotów meteorów można wykorzystać ustawione na statywach kamery skierowane we właściwa część nieba / patrz tabelka/. Filmy opatrzone ciekawym tekstem i wstawione na różne portale stanowiłyby ciekawą promocję naszego regionu. Obserwując niebo można przy okazji posiłkować się doniesieniami prasowymi o pojawiających się „ świetlnych kulach ognistych” na tutejszym niebie z ostatnich 150 lat zaobserwowanych przez mieszkańców nadbiebrzańskich miejscowości. Żeby wymienić kilka: 1.05.1856 roku o godzinie 20.45 mieszkańcy tych miejscowości byli świadkami pojawienia się na niebie „ Kuli ognistej (…), która z szybkością nadzwyczajną w kierunku niemal zupełnie pionowym spuściła się ku poziomowi. Meteor w przelocie swym pozostawił na niebie smugę ognistą, a dobiegając do poziomu rozdzielił się na kilka mniejszych, z których mianowicie z nadzwyczaj rażącym błękitnawym zajaśniała światłem. Zjawisko trwało 10 sekund i blaskiem (…) cała okolicę na chwilę rozświeciła. Niektóre osoby słyszały w czasie rozdzielania się kuli jakby trzaskanie słabe z pewnym szumem połączone(…). Podobne zjawiska pod postacią „meteoru świetlnego” zauważone były przez mieszkańców z całej guberni łomżyńskiej m.in. 26.01.1870 roku, 10.02.1878 roku i 7.12.1894. W ostatnim przypadku przelatujący bolid był tak jasny, że widziany ponadto przez mieszkańców wielu innych dużych miejscowości: min. Łomży, Białegostoku, Radomia, Kielc i Nałęczowa. Meteoryt upadł ostatecznie pod miasteczkiem Różana koło Prużan na grodzieńszczyźnie. Jednym z najbardziej widowiskowym upadkiem meteorytu widzianym w całym Królestwie Polskim, a także m.in. w Gdańsku, Poznaniu i Krakowie był tzw. Meteorytu Pułtuskiego, który spadł 30.01.1868 roku w postaci deszczu meteorytowego. Jest to prawdopodobnie największe i najbardziej intensywne odnotowane w annałach meteorytyki zjawisko tego rodzaju na świecie. Jak podaje na bieżąco warszawski korespondent Tygodnika Ilustrowanego „30 stycznia o godzinie 7 wieczorem, przy dobrym zmroku, zaimprowizowaną została dla Warszawy prawdziwa niespodzianka iluminacya powietrzna, którą trudno jest opisać. Osoby znajdujące się w mieszkaniach ujrzały się nagle jak gdyby w płomieniach, a najdrobniejsze szczegóły były dla nich widziane jak gdyby w jasny dzień(…) Ujrzeli, bowiem w powietrzu dość wolno przesuwającą się kulę ognistą z południo-zachodu na pólnoco-wschód, poza którą ciągnął długi, w tęczowe barwy strojny ogon płomienisty. Po upływie kilku minut od ukazania się tej dziwnej łuny, usłyszeli huk, podobny do huku odległego grzmotu (…)z tej strony, w którą powędrowała owa kula ognista. Ponieważ dla wielu nadzwyczajne to zjawisko musi by zagadką i niejeden zapewne uczynił już rachunek sumienia(…) dla uspokojenia, przeto lękliwszych umysłów, poczytujemy za obowiązek, tę dziwną a krótkotrwała iluminację objaśnić ze stanowiska naukowego.
Kula ognista, co niejednego w rzeczy samej mocna strwożyła, był to aerolit, który z wyżyn poza atmosferycznych zstąpił na ziemię naszą i legł wedle wszelkiego prawdopodobieństwa w dość wielkiej od nas odległości rozerwany w kawałki.
Szacuje się, że na Ziemię dotarło wtedy około 70000 meteorytów, o łącznej wadze ponad 2 ton. Większość z nich to kilkugramowe okazy zwane grochem pułtuskim. Największy znaleziony okaz ważył 9095 gramów.
Niekiedy zdarza się, że wzajemna konfiguracja orbit meteoroidu i Ziemi powoduje, że obiekt „wchodzi” w ziemską atmosferę niemal równolegle do powierzchni Ziemi. Przy bardzo dużej prędkości i dostatecznej masie, bolid taki przelatuje niemal horyzontalnie nad rozległym obszarem Ziemi i jeśli w trakcie swego przelotu nie odparuje i siły naprężeń nie rozerwą go na części może ponownie opuścić atmosferę i odlecieć w przestrzeń. Jako przykład można podać przelot olbrzymiego bolidu, który pojawił się na niebie 14.01.1965 roku około 6.30 rano. Kula ognista przecięła niebo nad Polską od Białegostoku aż do jej zachodnie granicy – w okolicach Gubina. Obiekt poruszał się z prędkością około 18-20 km/s. Doleciawszy nad Niemcy, a za chwilę nad Luksemburg gdzie zaczął wznosić się i opuścił atmosferę ziemską. Był to zatem bolid, który nie spadł jako meteoryt.2
Na granicy bagien biebrzańskich znajduje się zarastające Jezioro Maliszewskie, którego kształt może sugerować, że jest ono pochodzenia impaktowego.3
Przedstawiając pokrótce historię meteorytyki oraz pomysłu nocnego patrzenia w niebo warto przywołać niektóre dawne wierzenia, odnoszące się do pochodzenia zjawiska spadających gwiazd. Najbardziej popularnym było oczywiście wierzenie, że widząc przelatujący meteor należało pomyśleć życzenie, które miało się spełnić. Ze względu na nasilenie meteorowych rozbłysków w sierpniu – nazywano je łzami św. Wawrzyńca. Szczególną wartość miała spadła gwiazda odnaleziona 15 sierpnia tj. w Dzień Matki Boskiej Zielnej. Znaleźć jednak mógł ją jedynie wierny, który wcześnie wyspowiadał się i uczestniczył w mszy. Meteory miały być również duszami nieochrzczonych dzieci. Aby je oczyścić z grzechu pierworodnego, a tym samym pomóc w zbawieniu, nadawano im imiona, żegnano się i odmawiano „Zdrowaś Mario…” lub „Wieczne odpoczywanie…”. Przeloty dużych meteorów, a szczególnie w połączeniu ze zjawiskiem deszczu meteorowego – w tradycji ludowej były zapowiedzią morowej zarazy, wojny lub śmierci. Nierzadko widziano w nich również diabła zrzucanego z nieba przez anioły.

Na określenie meteorytu używano nazw spadła gwiazda, niedopał gwiazdy lub po prostu kamień z nieba. W miejscu gdzie upadł miała powstawać tłusta galaretowata masa podobna do wypalonej łojowej świeczki…
Echa dawnych wierzeń odnośnie meteorów i meteorytów funkcjonują współcześnie. Czyż widząc srebrną smugę na rozgwieżdżonym niebie nie wymawiamy gorączkowo życzenia, które winno w naszym mniemaniu spełnić się? Czy nie mówimy i dzisiaj, ze każdy ma swoją gwiazdę? Lub, że urodził się pod szczęśliwą gwiazdą ?
Pisała o tym w swoim wierszu „ Gwiazda” Stefania Matysiewicz, poetka ludowa z Rybczyzny koło Rajgrodu.

(…) Roztwarłam oczy i zobaczyłam gwiazdę większą,
w jednej szybie mego okna błyszczącą.
Czuję, że ona mnie widzi i mruga do mnie.
Patrzę i patrzę ciekawym wzrokiem..
Przyglądamy się sobie nawzajem.
Jakby się trochę oddala,
Ale ciągle patrzy w moja stronę.
——————————————————-

1. Świadkiem takiego wydarzenia był Bartłomiej Balcerak z miejscowości Rysie koło Tłuszcza. Relację przytaczam poniżej.
„ To było prawdopodobnie późną wiosną 1992 lub 1993 roku. Wspólnie z kolegą bawiliśmy się w pobliżu mojego domu. Było już ciemno- zapewne około 22 i już mieliśmy zbierać się do swoich domów, gdy nagle usłyszeliśmy w górze przenikliwy świst. Odruchowo podnieśliśmy głowy do góry i zobaczyliśmy przelatującą tuż nad naszymi głowami ognistą kulę. Trwało to bardzo krótko…może 2-3 sekundy. My jednak długo jeszcze staliśmy wpatrzeni w niebo oczarowani i oszołomieni tym zjawiskiem. Wtedy wydawało nam się, że meteor przeleciał bardzo nisko prawie na wyciągniecie dłoni. Dzisiaj, kiedy się nad tym zastanawiam skłaniam się jednak ku temu, że bolid musiał przelecieć wyżej. Przemawia za tym fakt, że nie usłyszałem eksplozji po jego upadku. Meteor, a właściwie meteoryt mógł upaść nawet kilkadziesiąt kilometrów dalej.

2. Podobne zjawisko zauważył autor artykułu, który jako 13 letni chłopiec obserwował w 1976 roku nocne niebo nad miejscowością Białobrzegi koło Zegrza. Olbrzymi bolid pojawił się około 23 i przeciął niebo od „horyzontu do horyzontu” z północnego zachodu na południowy wschód. Przelot trwał około 3-4 sekundy. „Ogon” pozostawiony przez obiekt widoczny był jeszcze przez około 15-20 sekund. Zjawisko to pozostawiło w pamięci autora niezatarte wrażenie.

3.Informację o możliwości „ meteorytowego” pochodzenia Jeziora Maliszewskiego, znalazłem na portalu www.meteoritica.pl. W jeziorze ani w jego bezpośrednim sąsiedztwie nie były jednak prowadzone w tym kierunku żadne badania. Do informacji tej podchodzić należy, zatem sceptycznie. O tym, w jaki sposób przyroda „płata figle” przedstawił w swoim artykule Cezary Werpachowski, pracownik BPN, który prowadząc badania na zamarzniętych torfowiskach Parku w styczniu 2010 natknął się na dziwne promieniście rozchodzące się pękniecie lodu. Początkowo sądził, że efektem utworzenia się charakterystycznego pęknięcia jest pozostałość po tzw. „ głuszce”, czyli nielegalnym połowie ryb za pomocą drewnianego młotka osadzonego na długim drążku, później, że jest to minikrater po upadku meteorytu. Wytłumaczenie okazało się jednak dużo prostsze. Lodowa pajęczyna najprawdopodobniej powstała jednak w wyniku uwolnienia się pewnej ilości gazów gnilnych, które uchodząc spowodowały podniesienie się i w końcu pęknięcia cienkiej jeszcze i elastycznej warstwy lodu, która ponownie zamarzła. Mogło to dawać w efekcie błędne wrażenie, że pod lód wpadł z dużą prędkością meteoryt.

Literatura:
Jerzy Bartminski „ Słownik stereotypów i symboli ludowych”, t. I Lublin 1996.
Fredrach L. Boschke „Z Kosmosu na Ziemię”, Warszawa 1969.
Stanisław Brzostkiewicz „ W kręgu astronomii”, Warszawa 1982.
Andrzej Dzięczkowski, Honorata Korpikiewicz „ Zagadka meteorytu Morasko”, Poznań 1979.
Jerzy Pokrzywnicki „ Przelot wielkiego bolidu nad Polską” Urania 3/ 1965.
Jerzy Pokrzywnicki „ O meteorycie Różana i zjawiskach towarzyszących jego przelotowi w atmosferze” Acta Geophysica Polonica nr. 2 vol.3 /1955.
Jerzy Pokrzywnicki „ O bolidach obserwowanych nad Polską” w: Acta Geophysica Polonica vol. III nr.3 /1960.
Krzysztof Ziółkowski „ Meteoroidy, meteory, meteoryty”.
Tygodnik Ilustrowany 5/1868 / komunikat o zaobserwowaniu dużego jasnego obiektu na niebie nazwanym później Meteorytem Pułtuskim/.

Autor opracowania:
Jarosław Marczak, Legionowo
jaroslaw.marczak@o2.pl

1073 Ogólnie 2 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.