Nigdy właściwie stąd nie wyjechałem

Jerzy Lipiński – człowiek instytucja. Niestrudzony propagator uroków ziemi łomżyńskiej, twórca, armator i właściciel linii żeglugi śródlądowej po Narwi, miłośnik naszej historii i przyrody, leśnik, sportowiec, a wreszcie społeczny prezes Lokalnej Organizacji Turystycznej.

red: Panie Jurku, w której z wymienionych przeze mnie ról, czuje się Pan najlepiej?

Jerzy Lipiński: Jestem przede wszystkim człowiekiem, który się w Łomży urodził, wychował i rozpoczął start w dorosłe życie. Tu ukończyłem szkołę podstawową i średnią, tutaj narodziła się we mnie wielka pasja, która mi w zasadzie towarzyszy przez całe życie.

Wszystkie określenia mojej osoby wymienione przez Pana redaktora, tak naprawdę wynikają z mojego niezwykle emocjonalnego związku z Łomżą i jej historią oraz z Narwią, która od niepamiętnych dla nas czasów okrąża nasze miasto, będąc jednocześnie częścią otaczającej nas przyrody. Właściwe rozumienie tego faktu naprawdę uczy nas pokory i rozumienia naszego „tu i teraz”.

red: Skąd początki Pana „miłości” do wody?

J.L.: Pamiętam jak dziś, w 8 klasie szkoły podstawowej mój kolega podpowiedział mi, że w Łomży reaktywowało się Łomżyńskie Towarzystwo Wioślarskie. Pomyślałem sobie wtedy, że jest to ciekawy pomysł na spędzanie wolnego czasu, poszedłem na trening i to już zostało we mnie do dzisiaj. Pamiętam, że siedzibą ŁTW był pełen niewygód barak obok przystani, ale pamiętam też, że atmosfera w klubie była wspaniała.

Początki były ciężkie, trener Leszek Zwoleński, wsadził nas na ciężką „czwórkę” podwójną /łódkę w które każdy wioślarz ma dwa wiosła/. Treningi były dla nas pasją, były dziesiątki młodych ludzi, których czasami trudno było wygonić do domu. Czasami śmieję się, że odezwały się we mnie geny, mianowicie cała rodzina od strony mojego ojca żyje na wybrzeżu i wszyscy mają zawodowy związek z morzem, a mój stryj jest kapitanem żeglugi morskiej.

red: Rozumiem też, że przygoda z wioślarstwem była także próbą charakteru?

J.L.: Tak i to w pełnym tego słowa znaczeniu. Jako młodzi adepci wioślarstwa na skutek treningu nabraliśmy szacunku do ciężkiej pracy i dyscypliny. ŁTW był wtedy prężnie działającym klubem, była sekcja wioślarska chłopców i dziewcząt, a potem pojawiła się również mieszana sekcja kajakowa. Były to dobre czasy dla klubu i Łomży.

Pamiętam, że na początku lat 80-tych mieliśmy duże sukcesy na forum krajowym w „czwórkach podwójnych”, a ja osobiście byłem 6 w Polsce w skifie /”jedynka” podwójna/. Na dorocznych międzynarodowych regatach w Szczecinie, drużyna z ŁTW była zawsze jedną z najlepszych ekip.

red: Jak to się stało, że zmienił Pan miejsce zamieszkania?

J.L.: W 1984r ukończyłem technikum, a do grudnia 88 byłem w ŁTW instruktorem wioślarstwa. Jednak brak perspektyw rozwoju spowodował, że postanowiłem zmienić coś w swoim życiu. Z uwagi na swoje zainteresowania przyrodnicze podjąłem wyzwanie zawodu leśnika w Puszczy Augustowskiej, nadleśnictwo Płaska.

Zamieszkałem w leśniczówce położonej dosłownie 10m od rzeki Czarna Hańcza, ok.5 km od najbliższej wioski. Zrobiłem też kierunkowe leśne wykształcenie magistersko – inżynierskie. Zaczynałem od stanowiska gajowego, przez podleśniczego, do stanowiska leśniczego. Po 20 latach pracy odpowiadałem za gospodarkę leśną na obszarze około 5000 ha puszczy.

red: Czy okres ten stanowił Pana rozbrat z „wodą”?

J.L.: … – śmiech /przyp. red/. Panie redaktorze, wprost przeciwnie. Bliskie sąsiedztwo Czarnej Hańczy i jezior Augustowskich umożliwiało mi regularne uprawianie wioślarstwa na ulubionym przeze mnie skifie. W trakcie pracy jeździłem też służbowo po Polsce i zauważyłem, że zaczyna się w Polsce moda na rejsy tzw gondolami. Bardzo mi się to spodobało, ponieważ dostrzegłem tutaj okazję na powrót do rodzinnego miasta i szansę na dalszą realizację młodzieńczych pasji.

red: Jakie było zderzenie z rzeczywistością?

J.L.: Niestety, brutalne. Stwierdziłem, że Łomża odwróciła się od rzeki, a działalność np. ŁTW zupełnie zanikła. Jestem jednak człowiekiem konsekwentnym. Postanowiłem to zmienić i stworzyć firmę turystyczną realizującą rejsy po Narwi i jej dorzeczu swoimi gondolami. Z pomocą przyjaznych mi ludzi zbudowałem 2 gondole, a w międzyczasie zrobiłem uprawnienia do kierowania statkami żeglugi śródlądowej. Egzamin zdawałem na jednostce, którą podróżował po Wigrach Jan Paweł II. W międzyczasie wprowadziłem nowe usługi typu czarter jachtów motorowych, założyłem również agencję żeglugi śródlądowej, która pełni także rolę doradczą dla osób chętnych do żeglugi śródlądowej.

red: Skąd na Pana drodze znalazł się LOT?

J.L.: Trochę niespodziewanie dla mnie stałem się osobą, której propozycję w tej sprawie złożył starosta łomżyński Krzysztof Kozicki. Propozycja była wyzwaniem, ponieważ celem było stworzenie organizacji profesjonalnie promującej ziemię łomżyńską. Pomyślałem sobie, że będzie to także realizacją mojej wizji promocji naszej pięknej ziemi, jej bezcennych walorów przyrodniczych i historycznych.

Z uwagi na prowadzone już wcześniej przez lokalne samorządy próby stworzenia takiej instytucji, bez zbędnej zwłoki we wrześniu 2009r została przeprowadzona rejestracja sądowa stowarzyszenia, a jej członkami stał się ogół gmin powiatu łomżyńskiego, samo starostwo,  urząd miasta oraz liczne instytucje branżowe i lokalne firmy turystyczne.

red: Pana pomysł na rozruszanie rynku usług turystycznych?

J.L.: Ja oparłem się w swoim działaniu na wykorzystaniu bezcennego skarbu jakim jest nasza Narew, ludzie, którzy przy niej mieszkają i tradycje, które oni tworzą. Uważam, że Narew to nie tylko walory  przyrodnicze i wielkie bogactwo kulturowe, to również świadomość naszej 1000 letniej historii, to wreszcie szacunek do samego siebie.

Korzystając z instytucji LOT możemy stworzyć lokalną branżę turystyczną i gospodarczą, która będzie generować dodatkowe miejsca pracy. Mamy  w naszych okolicach mnogość podmiotów świadczących usługi turystyczne. Wszyscy oni są zainteresowani współpracą. Możemy więc myśleć o stworzeniu produktu turystycznego.

red: Pańska osoba znana jest w Łomży z dynamizmu w działaniu …

J.L.: Oczywiście, nie ma czasu do stracenia, ponieważ inne samorządy poszły już mocno do przodu. Na początek opracowaliśmy szereg szlaków turystycznych, które prowadzą przez miejsca szczególnie w naszym regionie warte wyróżnienia. Są to zarówno miejsca kultu religijnego jak również zabytki militarne, historyczne i przyrodnicze. Wprowadziliśmy także do strategii turystycznej naszego województwa markę: ziemia łomżyńska.

Wszystkie wyznaczone miejsca trzeba starannie opisać oraz prawidłowo oznakować. Udało się już na ten cel pozyskać wstępne dofinansowanie z urzędu marszałkowskiego. Bardzo ważne jest również opracowanie aktualnych materiałów promocyjnych i ekspozycja ich na branżowych targach turystycznych. Potrzebą chwili staje się stworzenie koncepcji funkcjonowania punktów informacji turystycznej.

red: Czy widać już finał w sprawie siedziby LOT-u?

J.L.: Na razie LOT korzysta z gościnności starosty Kozickiego. Cieszy nas decyzja prezydenta Łomży o użyczeniu organizacji „Domku pastora” przy ul.Krzywe Koło. Mamy już kompletną dokumentację niezbędną do ubiegania się o dotacje celowe na remont budynku oraz  złożyliśmy stosowny wniosek o pozwolenie na realizacje prac budowlano-konserwatorskich .

Planujemy w najszybszym możliwym terminie umieścić tam nasze biuro oraz centrum informacji turystycznej. Cieszy mnie jako prezesa LOT, że bardzo widoczne jest wsparcie i życzliwość, której doznajemy od współpracujących z nami samorządów. Liczymy, że w jak najkrótszym czasie wspólne działania owocować będą wymiernymi efektami.

red: Dziękuję za rozmowę.

Goniec Łomżyński nr6

http://www.mignet.pl/goniec_archiwum.html

autor zdjęć: arch. własne J.L.

1188 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Miejska elektrownia

Stosunkowo nawet niedawna historia naszego miasta kryje w sobie niejedną niespodziankę. Jedną z takich historycznych ciekawostek było funkcjonowanie i lokalizacja w Łomży miejskiej[...]