Obrona Łomży w 1920 r.

Odwrót wojsk polskich z nad Dźwiny i Berezyny w 1920 r. zagroził zajęciem rejonu Łomży przez wojska bolszewickie. Na wieść o zajęciu Stawisk przez bolszewików część mieszkańców Łomży, władze administracyjne i pracowników urzędów wojskowych ogarnęła panika i do wieczora 27 lipca opuściła pośpiesznie ewakuując się Łomżę. Wraz z nimi wyjechała policja i żandarmeria. Baon „Grodzieńskiego Pułku Piechoty” wraz
z „Szwadronem Jazdy Tatarskiej”, który w godzinach rannych 28 lipca zatrzymał się  w Łomży i miał zająć się obroną miasta bez żadnego zagrożenia ze strony nieprzyjaciela wycofał się z Łomży w kierunku Ostrołęki. Uczynił to nie powiadamiając nikogo. Straż Obywatelska zorganizowana kilka tygodni wcześniej wezwana przez prezydenta Władysława Świderskiego nie stawiła się na stanowiskach. Dla utrzymania porządku w mieście zorganizowana została przy magistracie „Milicja Miejska” pod kierownictwem ks. Dąbrowskiego. Dnia 29 lipca do godziny 12-tej na posterunkach stanęło 200 milicjantów i 120 sanitariuszy. „Baon Zapasowy 33 p. p.”, który pozostał w Łomży po wykonaniu rozkazu opuszczenia miasta przez podstawowe kompanie pułku posiadał 3 kompanie piechoty i jedną kompanię karabinów maszynowych. Stan liczebny baonu wynosił 900 żołnierzy, z których 500 znajdowało się na oddziale ozdrowieńców i nie nadawało się do użycia do jakiejkolwiek akcji bojowej. W Łomży organizowano 133 ochotniczy pułk piechoty. Zaciąg ochotników do tego pułku trwający od 12 lipca w dniu 27 osiągnął zaledwie około 130 osób. Podjęto decyzję o rezygnacji z organizacji pułku, a ochotników wcielono do „Baonu Zapasowego 33 p. p.”. Po przeprowadzeniu od 23 lipca masowego poboru rekrutów z powiatu łomżyńskiego, kolneńskiego i ostrołęckiego stan liczbowy baonu wyniósł 3500 ludzi, z których tylko około 700 szeregowców było jako tako przygotowanych i zdolnych do walki. Dnia 28 lipca dowódca „Batalionu Zapasowego 33 p. p.” po kilkakrotnej nieskutecznej próbie telefonicznego połączenia z Dowództwem Okręgu Warszawskiego postanowił samodzielnie zorganizować obronę przejść przez Narew w okolicy Łomży. W tym celu dokonał reorganizacji batalionu. Wydzielił 700 żołnierzy do oddziału liniowego z 6-ma karabinami maszynowymi. Pozostałych około 3000 rekrutów rannych i chorych wraz z majątkiem skarbowym wysłał pod dowództwem por. Czesława Szczęsnego ostatnimi odjeżdżającymi pociągami w kierunku Warszawy. Około godziny 18-tej kpt. Stanisław Raganowicz otrzymał z dowództwa okręgu rozkaz natychmiastowej ewakuacji całego batalionu do Wyszogrodu. Jednak na skutek wytworzonej sytuacji w Łomży utrzymał swoje poprzednie zarządzenie  w mocy.
Patrol piechoty wysłany samochodem w kierunku Szczuczyna pod dowództwem chor. Twardowskiego starł się o godzinie 19-tej z silnym podjazdem kawalerii bolszewickiej na północ od Kisielnicy i z 3-ma rannymi szybko wycofał się do Łomży. Patrole wysłane
w kierunku Stawiski i Wizny stwierdziły w tych miejscowościach obecność większych oddziałów kawalerii Siemiona Budionnego. Dnia 26 lipca 1920 r. o godzinie 10-tej we wsi Józefince na południe od Łomży pojawił się 15-osobowy patrol jeźdźców z kawalerii Siemiona Budionnego. Patrol został doszczętnie rozbity przez placówkę oficerską. Do niewoli wzięto 6-ciu jeńców, którzy podczas przesłuchania poinformowali, że w kierunku Łomży, uznanej za główny, trudniejszy punkt oporu kierują się 4 bolszewickie dywizje. Dnia 27 lipca godzinie 6-tej rano pieszy, 32-osobowy patrol bolszewicki dotarł do lasu Drozdowskiego. Patrol został rozbity, a część żołnierzy wzięto do niewoli.
Na wieść o zagrożeniu ojczyzny łomżyńska młodzież spontanicznie zorganizowała zebranie w „Ogrodzie Ludowym” celem omówienia zbiorowego wstąpienia do wojska. Drugie zebranie odbyło się w gmachu gimnazjum. Wyłoniono komitet, który przyjmował zapisy ochotników. Nabór odbył się szybko, w 3 dni zgromadzono taką grupę, że można było odebrać zbiorową przysięgę. Odbyła się ona na placu Sienkiewicza przy kościele garnizonowym w obecności tłumnie zgromadzonych rodziców i znajomych. W gronie ochotników znaleźli się sędzia śledczy Leon Wajcht, sędzia hipoteczny Mikułowski, działacz „PPS” Boryszewski, działacz „Narodowej Demokracji” Roman Bielicki, nauczyciele szkół powszechnych: Kurpiewski, Butler, Szepietowski i Wiśniewski, młodzież szkolna ze starszych klas, młodzież rzemieślnicza i wiejska, seminarzyści oraz harcerze, których rozpoznać można było po krzyżach i lilijkach. Ochotnicy ci dali zaczątek późniejszej popularnej kompani ochotniczej 33 p. p. Następnego dnia rozpoczęli intensywne ćwiczenia w koszarach 33 p. p. Ochotnicy otrzymali ubiory wojskowe. Po ćwiczeniach i musztrze mogli wieczorem odwiedzać bliskich. Wieczorem na dziedzińcu koszarowym rozbrzmiewały śpiewy uczestników i rozmowy z instruktorami. Stale rozmawiano o wyjeździe na front, ale nie trzeba było wyjeżdżać w niedługim czasie wróg sam stanął u granic miasta. Tego dnia część kompani została już wysłana na placówki. Pozostali kompletowali jeszcze rynsztunek. Wyposażenie było słabe, jednemu brakowało ładownic, innym rzemienia do karabinu lub płaszcza. Wieczorem przy zapadającym zmroku cała kompania wymaszerowała na linie obronne, na forty. Wymarszowi towarzyszył drobny deszcz. Mijano cofające się tabory  i żegnającą młodych żołnierzy ludność. Na szosie do Piątnicy słyszalne były już pojedyncze strzały karabinowe. Po dość długim przeciskaniu między wozami kompania przedostała się na forty.

33 p. p. broniący odcinka od Łomży do Osowca i Mikulińca otrzymał rozkaz wycofania się w kierunku na Wysokie Mazowieckie. Pułk rozkaz wykonał. Dnia 28 lipca 1920 r. obrona Łomży składała się tylko z baonu zapasowego 33 p. p.  i ochotników. Tego dnia o godzinie 5-tej rano rozpoczął się silny ostrzał artyleryjski na I fort i przyczółek mostowy. Straty w ludziach i sprzęcie były niewielkie. W tym dniu odbył się pierwszy chrzest bojowy ochotniczej, 3 kompanii 33 p. p. Po godzinie 4 po południu nastąpił silny atak artyleryjski i karabinowy na pozycje obrońców, na forcie I. W szeregach obrońców, którzy nie mieli jakiegokolwiek doświadczenia bojowego, na sam widok dużej ilości atakującego wojska nieprzyjaciela powstało zamieszanie i przerażenie. O godzinie 7-mej I-szy fort został zajęty przez bolszewików. Przemieszczono kompanie 7-mą i 4-tą II batalionu na flankę nieprzyjaciela w kierunku wsi Jedlinki. W tym czasie kompania 1-sza i 2-ga z II fortu wykonała działania maskujące dla 7-mej i 4-tej kompanii przez pozorację ataku. Niespodziewany ogień z flanki spowodował zamieszanie w szeregach bolszewickich  i wycofanie ich oddziałów ze stratami na dawne pozycje. Opanowanie fortu było zasługą kompani ochotniczej, która dokonała decydującego o losach walki szturmu z brawurowym okrzykiem na ustach. Godna zauważenia jest też postawa dowódców kompanii polegająca na osobistym przykładzie. Dnia 28 lipca 1920 r. na przedpolach Łomży, między Radziłowem, a Przytułami toczyła bój 1 kompania 101 p. p. wraz z przydzieloną do niej baterią artylerii polowej. Oddział ten wchodził w skład grupy ppłk Andrzeja Kopy a od 23 lipca bronił Osowca. Trzykrotnie łamiąc opór nieprzyjaciela kompania dotarła do lasu położonego 2 km na południe od Przytuł. Nieprzyjaciel lasami przedostał się na tyły kompani i zaatakował od tyłu i z boków. Zagroził nawet znajdującej się z tyłu kompani baterii artylerii, na którą przypuścił szarże oddział jego jazdy. Wykonano odwrót w kierunku na Jedwabne.
W Jedwabnem do walki dołączyła 2 kompania i razem odzyskano w kontrataku utracony teren. Nieprzyjaciel został zmuszony do ucieczki. Po otrzymaniu informacji, że nieprzyjaciel zrezygnował z ataku na Jedwabne, a przemieszcza się przez Kobylin na Łomżę grupa ppłk Andrzeja Kopy wykonała marsz na Łomżę. Działanie Rosjan groziło odcięciem jedynej drogi odwrotu grupy na Łomżę. W drodze z Jedwabnego do Łomży przednia straż grupy napotkała okopanego nieprzyjaciela na północnym skraju Jeziorka. Przeciwnika rozbito, zdobyto jeńców i 3 karabiny maszynowe. Dnia 29 lipca o świcie do obrońców we wschodnich fortach dołączyli żołnierze z 101 p. p. Zakwaterowali się w budynkach fortecznych.
Mjr Zygmunt Maria Piwnicki z 9 baonu „KOP” poinformował że 29 sierpnia siły obrońców składały się z 101 p. p., w skład którego wchodziły 4 baony po 500 bagnetów. Baon składał się z 4 kompanii piechoty i kompani karabinów maszynowych. Ponadto siły obrońców stanowiły: 4 kompania karabinów maszynowych, kompania techniczna – 80 bagnetów, pluton telefoniczny, baon zapasowy 33 p. p. – około 400 bagnetów, ochotnicy – około 300 bagnetów, szwadron jazdy – 80 szabel, 2 baterie szkolne artylerii i pluton czołgów (5 szt.). Szwadron kawalerii służył do utrzymania łączności z 205 p. p. walczącym pod Nowogrodem i do patrolowania dróg wyjazdowych z Łomży. Pozostawał też wraz  z ochotnikami w odwodzie walczących oddziałów Dowódcą utworzonego związku taktycznego obejmującego swym zasięgiem odcinek Łomża-Nowogród został ppłk. Andrzej Kopa, powstałą grupę zwano grupą ppłk. Andrzeja Kopy. Nieprzyjaciel 29 sierpnia dysponował 2-ma dywizjami jazdy, 4-ma bateriami artylerii polowej i 1 baterią artylerii ciężkiej. Dnia 30 sierpnia do jego sił dołączyły dodatkowe jednostki piechoty. Tu też nastąpiły pierwsze ofiary wojny: uczniowie Franciszek Penkala i Piotr Prokopowicz. Tu objawiły się emocje: odwaga, bohaterstwo i zwykły ludzki strach. Mjr Zygmunt Maria Piwnicki ocenił stan moralny obrońców: „101 p. p. po zwycięskiej bitwie pod Jedwabnem, przedstawia się pod względem moralnym bardzo dobrze. Ufa bezgranicznie swoim dowódcom, jest pewny siebie, rwie się do walki. Baon 33 p. p. i ochotnicy przedstawiają minimalną wartość bojową; zupełnie nie wyszkoleni, w połowie nie umundurowani, przy pierwszym silniejszym natarciu porzucą stanowiska i stale będą to robić”. Wysoką wartość bojową przedstawiał 101 p. p. złożony z żołnierzy poborowych, z kadrą ze szkoły podchorążych i centralnej szkoły podoficerskiej piechoty. Zdarzyło się kilkakrotnie, że sąsiednie oddziały w ucieczce opuszczały stanowiska, wówczas żołnierze 101 p. p. nie zawahali się nawet użyć broni, aby zmusić oddziały te do powrotu i dalszej walki. Dnia 29 sierpnia o godzinie 13 nieprzyjaciel po silnym przygotowaniu artyleryjskim zajął III fort po słabej obronie 33 p. p. „Obrońcy fortu uciekają w popłochu na mosty na rzece Narwi. Nieprzyjaciel szybkim marszem posuwa się w kierunku na mosty, chcąc je opanować. Sytuację ratuje 101 p. p., który dwoma kompaniami obsadza II fort, ogniem zaś dwu drugich kompanii zatrzymuje nieprzyjaciela i zmusza go do cofnięcia się z powrotem do II fortu.

W kilkanaście minut po tym, 4 kompania 101 p. p. rusza do natarcia i zdobywa z powrotem  i obsadza III fort. Baon 33 p. p. zajmuje opuszczony przez ochotników I fort, zaś 4 kompania karabinów maszynowych zajmuje stanowiska obronne po obu stronach drogi Łomża-Czarnocin o 800 m na południe od tej wioski. Już w tym dniu obrońcy dotkliwie odczuwali brak amunicji. Dopiero wieczorem sytuacja uległa poprawie po przybyciu z Warszawy 2 samochodów ciężarowych z amunicją”. Harcerka Zofia Wnorowska meldowała w mieście o widzianych przez nią zabitych i rannych na starym moście i szosie do Piątnicy. Adela Jarnuszkiewiczowa, Mayerowa, Zofia Wnorowska pomimo ostrzału docierają do fortów, opatrują rannych a niektórych na własnych ramionach przenoszą do Łomży. Inne kobiety z Janiną Cabertówną i Wandą Jakubowską wystarały się o konie i przyjechały wozami wysłanymi słomą po rannych. Akcją ratunkową kierował dr Mieczysław Czarnecki. Najcięższym dniem dla obrońców był 1 sierpnia 1920 r. Rosjanie po południu, po ostrzale artyleryjskim ze wszystkich swoich baterii 7-krotnie natarli na II i III fort, Czwarta część załogi II fortu i piąta część załogi III fortu zginęła lub została ranna. Jednak atakującym nie udało się zdobyć polskich pozycji. Ponieśli bardzo duże straty. Tego dnia mieszkańcy wiosek z powodu silnego ostrzału nie dostarczyli na forty mleka, pieczywa i innej żywności. Dnia 30 lipca według Stanisława Raganowicza, a według mjra Zygmunta Marii Piwnickiego 1 sierpnia przybył wieczorem od strony Śniadowa pluton czołgów, jednak nie został użyty w walce, przez cały czas walk pozostawał w ukryciu za II fortem. Przybył też gen. Antoni Longin Mirza Baranowski, który z rozkazu dowództwa okręgu objął dowództwo nad wszystkimi oddziałami. Tego dnia od rana nieprzyjaciel atakował artylerią forty  i peryferie Łomży. Udało mu się nawet przejściowo zdobyć III fort, ale przeciwnatarciem został rozbity.

Postawa ludności Łomży i okolicznych wiosek podtrzymywała ducha walki  u żołnierzy utrudzonych poprzednimi walkami, niewyspanych, znoszących zimno i deszcz. Mjr Zygmunt Maria Piwnicki opisał udział ludności cywilnej: ”We wszystkich bitwach bierze udział ludność cywilna; mężczyźni, niewiasty, a nawet dzieci. Niewiasty wynoszą  i opatrują rannych wśród największego ognia nieprzyjacielskiego, wielu mężczyzn  i chłopców, biorąc broń z rak rannych żołnierzy walczy ramię w ramię z wojskiem. Dzieci nawet donoszą amunicję i biegają z rozkazami i meldunkami. I ludność wiejska nie jest obojętna; na najbardziej wysuniętych stanowiskach bojowych, widać furmanki, którymi chłopi dowożą z własnej inicjatywy żywność, wódkę, ciepłą strawę a nawet bieliznę i odzież ciepłą”. Stanisław Raganowicz poinformował o ofiarnej pomocy społeczeństwa łomżyńskiego, włączających się do walki nawet starcach i dzieciach oraz  o energicznej akcji prezydenta miasta Władysława Świderskiego, Witczaka, Jana Lachowicza oraz Selensa i innych, która opanowała panikę po ucieczce władz. Komitet pomocy dostarczał żywność, mimo, że wyżywienie obrońców było dobre z powodu dobrze zaopatrzonych  w Łomży wojskowych magazynów żywnościowych. Do pomocy włączyła się ludność
z okolicznych wsi, szczególnie z Jednaczewa, Zawad, Szczepankowa i ludność żydowska. Ofiarnie pomocy udzielały kobiety: Adela Jarnuszkiewicz-Surawska, dr Peltynowa, Zofia Wnorowska, Jadwiga Szczęsna, Cecylia Ostrowska, Felicja Suchorzewska, Janina Cabertówna, Wanda Jakubowska, Maria Nowacka-Jakubowska, Wanda Hermanowska, Stanisława Chojnowska, Janina Głowińska, Hipolita Stypułkowska, Zofia Dębowska i wiele innych. Godna podkreślenia jest postawa łomżyńskiego biskupa Romualda Jałbrzykowskiego, który na wieść o zbliżających się bolszewikach do Łomży,  z drogi na konferencję episkopatu zawrócił  do Łomży. Staną na czele Komitetu Obrony Łomży. Zakazał księżom opuszczania swoich placówek. Obrona trwała 5 dni, od 28 lipca do 2 sierpnia  1920 r. Na skutek informacji o rozbiciu w Śniadowie baonu „4 Pomorskiego Pułku Piechoty” maszerującego na pomoc broniącej Łomży grupie ppłk. Andrzeja Kopy i zdobycia przez czerwonoarmistów Nowogrodu dowódca grupy nakazał w dniu 1 sierpnia 1920 r. o godz. 21-ej opuszczenie wschodnich fortów i przeniesienie obrony miasta i mostów na lewy brzeg Narwi. W nocy na pomoc przybyła 5 kompania 157 p. p. i „Lidzki Pułk Piechoty”. 2 i 3 kompania 101 p. p. obsadziła rzeczkę Łomżyczkę wraz z IV fortem, baon 157 p. p. V fort i folwark. Starą Łomżę bronił „Lidzki Pułk Piechoty”. 4-ta kompania karabinów maszynowych 101 p. p. broniła mostów na Narwi. W odwodzie grupy pozostała 1 kompania 101 p. p. i kompania techniczna tego pułku.

Dnia 2 sierpnia nieprzyjaciel zaatakował pozycje II i III baonu i 2 mosty. Do godziny 10-tej rano użyto wszystkie siły pozostające w odwodzie jako posiłki dla walczących.
O godzinie 18-tej 5-ta kompania 157 p. p. pod naporem nieprzyjaciela opuściła V-ty fort i w popłochu uciekła aż do łomżyńskich koszar, nazywanych przez obrońców czerwonymi koszarami. Tutaj została zatrzymana przez dowódcę 101 p. p. i dowódcę 1 kompani tego pułku. Uciekinierzy porwani zostali budującym przykładem przez wymienionych dowódców do kontruderzenia. Odzyskali utracone pozycje. W przeciwnatarciu wzięła udział jedna kompanii batalionu 33 p. p. pod dowództwem kpt. Kaczyńskiego. O zmierzchu nastąpiła cisza, nieprzyjaciel poniósł duże straty, wycofał się na całej linii i zrezygnował z dalszych ataków. Harcerki z Jadwigą Ramatowską na czele dostarczały w Łomży żołnierzom osłaniającym odwrót wojsk żywność. Sanitariuszki z Jadwigą Szczęsną, Zarębianka i Zofią Dębowską znosiły rannych. Adela Jarnuszkiewiczowa z Piekarską zarządzająca z ramienia „Ligi Kobiet” gospodą żołnierską dostarczyły na pierwszą linię walki do Zawad 4 dzbany czarnej kawy. Janina Cabertówna dostarczyła chleb i papierosy. Kuchnie polowe z powodu silnego ognia nieprzyjaciela nie mogły przez cały dzień dojechać w pobliże tych stanowisk.
Z powodu przełamania frontu pod Nowogrodem obrońcy zagrożeni byli okrążeniem.
O godzinie 21-ej po rozkazie z Naczelnego Dowództwa gen. Antoni Longin Mirza Baranowski zarządził odwrót. O godzinie 23 grupa ppłk. Andrzeja Kopy opuściła Łomżę i bez kontaktu z nieprzyjacielem pomaszerowała w kierunku Czerwińska. Dnia 3 sierpnia 1920 r. czerwonoarmiści o świcie zajęli Łomżę. Wykonano rozkaz odwrotu.
W czasie odwrotu 3 kompania ochotnicza przydzielona została do 101 p. p. Po trudnym marszu zatrzymano się w Różanie. Rannych odesłano na dalsze zaplecze frontu. Pozostałych wcielono jako odrębną kompanię do „Lidzkiego Pułku Piechoty”. Z pod Różana wykonano kolejny odwrót przeplatany potyczkami. Pod Nasielskiem wizytował oddziały gen. Józef Haller i gen. Władysław Sikorski. Gen Józef Haller podarował znaczek ochotniczy Antoniemu Śledziewskiemu. Dwa dni później kompania ruszyła do ataku. Oddali w nim życie: Stefan Wądołowski i trafiony obok niego 2-ma kulami Antoni Śledziewski. Ciężko ranny w głowę umarł Edward Pusz. Zabici zostali także: sędzia Leon Wajcht, Leon Jakubowski, Tomasz Kuligowski i sierżant Bobiński. Kompania biła się jeszcze pod Przasnyszem i Zawadami. Po tych bojach zostaje wysłana na odpoczynek do Modlina. Po 3 tygodniach zostaje wysłana na Wołyń do 33 p. p. Tu żołnierzy kompani porozdzielano po innych kompaniach, Resztę batalionu zapasowego skierowano 6 sierpnia do Żyradowa w celu dalszego wyćwiczenia żołnierzy, by później wzmocnili swój 33 p. p.
Harcerze, którzy ze względu na młody wiek w listopadzie 1918 r. zostali zwolnieni  z wojska w1920 r. sami zgłosili się jako ochotnicy do wojska. Z 14 członków harcerskiego plutonu „POW” w wojnie polsko-bolszewickiej 5 poległo, a jeden został inwalidą.

Działalność łomżyńskich drużyn harcerskich kształtowała patriotyzm i postawy narodowe harcerzy i harcerek. Przykładem skutków tej pracy jest udział łomżyńskich harcerzy i ich ofiary w Łomży podczas rozbrajania Niemców, w bojach z bolszewikami w 1920 r., w obronie Lwowa w 1918 i 1919 r. i wstępowanie na ochotnika do wojska w latach 1918–1920. Wspomnieć należy o udziale harcerzy w pięciodniowej obronie Łomży na piątnickich fortach. Władysław Nekrasz ocenił aktywność łomżyńskich dziewcząt w pracach pogotowia wojennego harcerzy: „Na tle wielu miast i miasteczek jaśnieją w 1920 r. świetnie Wilno, Łomża, Płock”. „Część harcerek wycofała się wraz z wojskiem, inne pozostały na miejscu w służbie trudnej i od frontowej bardziej niebezpiecznej”. „W Łomży nie mniej poświęcenia wykazały tamtejsze druhny. Donosiły żywność, kopały okopy, opiekowały się rannymi lub jako kurierki roznosiły rozkazy; po zajęciu miasta przez bolszewików pracowały w szpitalach”. Ochotniczek do pomocy w szpitalach było bardzo dużo, lecz bardzo mało było takich, które miałyby przygotowanie pielęgniarskie. Jedna z ochotniczek wspominała, że służba sanitarna często odmawiała im pomocy. Czyniła to prawdopodobnie ze zmęczenia lub ze strachu, bowiem po każdym odgłosie strachu chowała się do piwnic. Ochotnicy w oparciu o dobre chęci, bez fachowych umiejętności udzielali pomocy. W momencie gdy trwały już tylko walki dla umożliwienia odwrotu doktorzy ogłosili, że kto się czuje na siłach może udać się do taborów. Kto mógł to uszedł. Pozostali tylko ciężko ranni, którzy nie mogli się podnieść lub ranni w nogi. Panowała przygnębiająca atmosfera. Opowiadano o okrucieństwach bolszewików. Sióstr zostało bardzo mało, na jedną siostrę przypadało kilka sal. Z obawy przed ostrzałem zgaszono światła. Pierwsi bolszewicy, którzy wpadli do szpitala byli rośli, w ponadrywanych ubiorach i brudni. Wyrzucili na środek sal ubrania, bieliznę i plecaki, które siostry poprzedniego dnia i w nocy w miarę przybywania rannych ułożyły pod ich łóżkami. Nastąpił podział łupów, każdy ciągnął je w swoją stronę, powstała kłótnia, krzyk i szarpanina, która przerodziła się w walkę na pięści. Oglądając to widowisko jeden z rannych gwizdał, a inny zawzięcie klaskał. Po pewnym czasie do szpitala wpadła druga grupa, a po niej trzecia żołnierzy sowieckich. Splądrowali cały szpital i zabrali wszystko czego nie udało się siostrom skutecznie ukryć. Zaczęto dostarczać rannych, przeważnie bolszewików, szpital został przepełniony. Brakowało łóżek. Lżej rannych kazano ułożyć na płaszczach i słomie na korytarzu. Kolejnych układano już tylko na kamiennej posadzce. Do pracy w szpitalu dołączyły kolejne harcerki, co poprawiło atmosferę wśród sióstr. Od nielicznych polskich rannych, których przez pomyłkę przywożono z pod Nowogrodu i Ostrołęki siostry dowiadywały, że wojsko broni się dzielnie, ale odwrót trwa. Rannych zaczęto wywozić w głąb Rosji. Wieczorem pojawiała się w szpitalu komisja lekarzy sowieckich i typowała do wywózki rannych. Siostry wiedziały kto ma być wywieziony. W odniesieniu do żołnierzy wroga nie czyniły żadnych przeszkód.
Wytypowanych do wywózki polskich żołnierzy w nocy przemieszczano poza obręb szpitala. Szpitala pilnował obchodzący go żołnierz z bronią. Najczęściej jednak zabawiał on się z swoimi kompanami lub spał. Czekano, aż zmorzy go mocny sen i wówczas ranni przemykali koło jego lawy na podwórze i dalej. Czasem czynili to pokonując trud wynikający z niesprawnych ciał przez okna i okienka. Po pokonaniu podwórza przedostawali się do umówionych domów, gdzie ich zaopatrywano w paszporty z fotografiami i transportowano dalej w bezpieczne miejsce. Ostatnia grupa skierowana do Jednaczewa musiała cały dzień kryć się w stogach siana zanim ich zabrano do bezpiecznej kryjówki Jeden z szpitali funkcjonował w prywatnym szpitaliku ginekologicznym felczer Lucyny Kukiełko-Mioduszewskiej. Oddała ona do dyspozycji rannych i chorych żołnierzy umiejętności medyczne swoje oraz personelu, szpitalik przy starym więzieniu oraz posiadane środki opatrunkowe i medykamenty. Lżej ranni przychodzili do szpitala sami, ciężej rannych znosili Ciborowski, Piątek, Ciepliński Napiórkowski. Rannym pomocy udzielała d-rowa Zalewska, Jadwiga Antosiewicz, Panny Pieńkowskie z Pniewa, Mikułowska, panny Piorunek, Ładówna i inni. W szpitalu pracował dr Alchimowicz z swoim pomocnikiem Salmońskim. W szpitalu przebywało około 100-tu rannych i chorych na rozstawionych łóżkach i na podłodze z rozłożoną słomą. Okoliczna ludność wspomagała pracę szpitala produktami spożywczymi. Praca szpitala, zaangażowanie personelu, panująca w nim mimo przepełnienia rannymi higiena została bardzo wysoko oceniona przez wizytującego go Stanisława Zajewskiego, ówczesnego komendanta łomżyńskiego garnizonu. Po wkroczeniu bolszewików w szpitalu pozostało 28 polskich rannych. 6-ciu polskich ozdrowieńców bolszewicy ewakuowali do Białegostoku. Lucyna Kukiełko- Mioduszewska przed wyjazdem dała im cywilne ubrania, co ułatwiło im ucieczkę. Szpitalik funkcjonował przez 34 dni.

Obrona Łomży w znaczący przyczyniła się to do przygotowania kontruderzenia polskiej armii od Warszawy i z nad Wiepsza oraz Sanu. W końcowej fazie ataku na Łomżę brało w niej udział 12 sowieckich dywizji piechoty i III korpus kawalerii. Baon zapasowy 33 p. p. i 101 p. p. podczas 5-ciodniowych walk o Łomżę i walk odwrotowych pod Śniadowem stracił około 35 zabitych żołnierzy i 70 rannych. Nie są to dokładne dane, bowiem podczas rozbicia przez Sowietów taborów pod Śniadowem zniszczone zostały księgi i dokumenty. W 1920 r. 63 łomżyńskich harcerzy wstąpiło na ochotnika do wojska w celu obrony ojczyzny i kształtującego się młodego państwa. Część z nich złożyła ofiarę w postaci własnego życia dla ojczyzny. Należeli do nich: Kazimierz Burzyński, Leopold Gardocki, Jan Grzymkowski, Leon Kaliwoda, Ludwik Kleindienst, Tomasz Kulągowski, Franciszek Penkala, Piotr Prokopowicz, Edward Pusz, Antoni Śledziewski, Władysław Śledziewski, Stefan Wądołowski, Jan Żbikowski, Rena Żyłkówna i Mieczysław Trentowski. Wielu zostało rannych, a Franciszek Piaszczyk, przyboczny „I Drużyny”, ciężko. W dniach majowego przewrotu w Warszawie zginął Stanisław Przecławski, a śmiercią żołnierską  w tych dniach na ulicach Warszawy poległ Roman Rutkowski.

Dnia 4 stycznia 1931 r. Stanisław Dębowski podsumował wydarzenia z czasu walk  o wyzwolenie i ukształtowanie granic: „Aż chwila czynu zbrojnego nadeszła. Żadnego z nas nie zabrakło w szeregach, wszyscy pośpieszyliśmy, by walczyć o wolność. Polała się obficie młoda krew, wielu złożyło swe życie na stosie ofiarnym, by zadokumentować gorącą miłość  i ukochanie Matki – Ojczyzny. Odeszli od nas najlepsi, chociaż – może wtedy wszyscy byli najlepsi – trudno powiedzieć”.

Stanisław Dębowski „Młot” poświęcił poległym harcerzom słowa, które przesłał do „Czuwaja” z frontu:

Witaj Ojczyzno! Pozdrawiają Ciebie, którzy polegną… Polsko Święta, Ave! I niech na naszym żołnierskim pogrzebie nie będzie płaczu. Niechaj się we sławę oblecze Ziemia.
I niech się kolebie nada mogiłami wieść, że nasze krwawe żołnierskie groby ostatnie już będą.
Niech się staną Przeszłością… Legendą.

Chryste, gdy każesz aniołom swym groby dla nas wykopać i gdy nas rozpleciesz ze zbroic ciała, owej wielkiej doby zwól naszym duchom w Polsce żyć, bo przecież gdyby nas zabrakło wśród żyjących, to by z bólu zamarla… Bólem naszym nie ciesz się Panie. Karki dziś przed Tobą zegniem: Daj nam być Polską! Nam, Którzy polegniem.

Stało się…

Bracia, Waszą krwią mocarna powstała Polska, a Polski imieniem są wasze groby… Wasza krew ofiarna jest dziś niewoli wszelkiej wyzwoleniem. Więc z piersi naszej dzisiaj nie cmentarna pieśń do Was płynie. Oto pozdrowieniem wołamy do Was: Którzyście odbiegli,
o pozdrowieni bądźcie – Wy- Polegli!

O, pozdrowieni bądźcie w polnych kwiatach, które z krwi Waszej może dzisiaj rosną…
O pozdrowieni – w naszych młodych latach, w tem, co w nas wieczne, co myślą radosną poza śmierć biegnie – w bolesnych objatach serc tych, co w grobach jako i Wy posną i, jak Wy będą polskiej Chwały strzegli… O, pozdrowieni bądźcie, Wy – Polegli!

10 IV 1921 Młot Dębowski”.

Stanisław Sedlaczek udział harcerzy w działalności niepodległościowej podsumował, cytując słowa ks. Kazimierza Lutosławskiego: „Twórcy skautingu byli jednak tak młodzi, że sami musieli być porwani przez ruch wojskowy, nawet pojmując dokładnie, że sam skauting musi mieć inne zadania i odrębne metody”. Kazimierz Lutosławski docenił udział skautów w działalności niepodległościowej, ale już w 1918 r. widział szerzej rolę skautingu niż tylko działalność militarną na rzecz odzyskania niepodległości przez ojczyznę. Określił swoje myśli w słowach: „Skauci okazali się wybornymi żołnierzami …ale nie pozwolimy utopić wielkiej idei odrodzenia, która stanowi istotę skautingu, w jednym jej zastosowaniu do doraźnych zadań wojennych i jestem pewny, że Ojczyzna szczerą wdzięczność okaże tym, którzy poprzez burzę wojenną umieli przechować narzędzie wychowania doskonalszych pokoleń, dla nowych, bardzo niezawodnie ciężkich zadań dnia jutrzejszego”.

Jest to fragment z opracowania Czesława Rybickiego pod tytułem Rozwój skautingu na Ziemi Łomżyńskiej. Skauci i harcerze łomżyńskiego okręgu Związku Harcerstwa Polskiego XIV A i B w walce o niepodległą Polskę w latach 1913-1920 złożonego do druku.

Planowana dostępność opracowania to przełom 2017 i 2018 r.

Czesław Rybicki

Uzupełnieniem tego opracowania jest temat pod linkiem:

http://historialomzy.pl/nowogrod-1920-r/

 

564 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Zaproszenie

W ramach uroczystych obchodów Jubileuszu 140-lecia szkoły w Jeziorku serdecznie zapraszam wszystkich chętnych do udziału w spotkaniu z  Marcinem Schirmerem - prezesem Polskiego Tow[...]