Okoliczności śmierci biskupa Stanisława Kostki Łukomskiego

Okoliczności śmierci śp. biskupa Stanisława Kostki Łukomskiego

Zredagowano na podstawie pracy doktorskiej ks. dr Tadeusza Białousa:
Biskup Stanisław Łukomski (1874 – 1948) Pasterz Niezłomny,
Wydawnictwo Towarzystwo Miłośników Rajgrodu, Rajgród 2010,
str. 281-286


22 października 1948 r. zmarł dr August Kardynał Hlond, Prymas Polski. Jego pogrzeb wśród gruzów Starówki na Krakowskim Przedmieściu i ulicy Miodowej, we wtorek 26 października 1948 r., był wielką manifestacją narodową. Następnego dnia przed południem bp. Stanisław Łukomski, w towarzystwie ks. kanonika Henryka Kulbata wracał z uroczystości pogrzebowych do Łomży. Kierowca samochodu osobowego Mercedes (chyba model W 136), Aleksander Sokołowski jechał przez Ostrów Mazowiecką – Zambrów, gdyż szosa ta była znacznie lepsza i bezpieczniejsza, niż przez Śniadowo. Na czwartym kilometrze za Ostrowią Mazowiecką, koło miejscowości Podlesie (właściwie Podborze) doszło do tragicznego wypadku. Nagle w samochodzie zacięła się kierownica, a kierowca nie zdołał utrzymać kierunku jazdy wozu, który gwałtownie zarzucił, uderzył w ostatnią z trzech wierzb, rosnących na prawej skarpie szosy, odbił się i potoczył się do rowu…Szkło z pobitych szyb obsypało biskupowi twarz, a uderzenie samochodu wyrzuciło go na zewnątrz. Świadkowie wypadku, miesz­kańcy Podborza zaalarmowali pogotowie, które przewiozło poszko­dowanych do szpitala w Ostrowi Mazowieckiej. Brak jednoznacznych dowodów spowodował, że do tej pory nie podano przyczyny wypadku samochodu, który był po przeglądzie technicznym w Poznaniu. Dlatego budzi to od lat szereg podejrzeń i hipotez. Szczegółowa relacja ks. Kulbata o wypadku nie została spisana, albo gdzieś zaginęła. Zachował się list Haliny Łukomskiej, rodzonej siostry bp. Łukomskiego. W liście do chrześnicy i bratanicy, Łucji – Melanii Łukomskiej ze Zgromadzenia sióstr Urszulanek w Pniewach, Halina Łukomska w dniu 28 października 1948 r. tak napisała:

Siostro Kochana

Abyś się nie przeraziła na jakową wiadomość o wypadku Ks. stryjka piszę, że wracając z pogrzebu śp. Prymasa wpadli na drzewo i poturbowali się trzej podróżni, a więc Ks. stryjek jest trochę poraniony na głowie od szkła i w prawej ręce czuł ból, Ks. Kan. Kulbat ma też coś w ręce i bolę go plecy, szofer uderzywszy piersią na kierownicę stękał i w kolanach czuł ból. Stało się to nieszczęście wczoraj, w środę przed południem 4 km od Ostrowia, tuż przy jakiejś wsi, ludzie pośpieszyli na pomoc i przewieźli do Ostrowia na plebanię, czy też do szpitala tamtejszego. Po telefonie z stamtąd, pojechał Ks. Biskup Rydzewski stąd sanitarka, w Ostrowiu zabrała do Warszawy Ks. stryjka do Elżbietanek i szofera, biskup wrócił z Kanonikiem, i umieścił go w naszym szpitalu. Czekam teraz niespokojna na powrót Ks. Kapelana z Warszawy i jego relację, może też Ks. stryjek wróci za dni kilka, jeżeli wierzyć można, że szwanku gorszego nie poniósł, tylko szramy od szkła i dolega, coś w ręce prawej ponad łokciem. Wczoraj miałam okropny dzień zanim mi świadek Ks. Biskup sufragan późnym wieczorem wróciwszy z Ostrowia, nie wyjaśnił i uspokoił. Dosyć przyszłam do siebie w ostatnich trzech tygodniach, a teraz serce i nerwy znów się osłabiają. Nie trzeba jednak wyrzekać tylko dziękować Bogu, że żyją i nie gorzej poka­leczeni. W samochodzie podobno kierownica się popsuła i szofer nie zdołał zatrzymać, więc wpadli na drzewo. Piszę dlatego, abyś znała przebieg tego wypadku, może w gaze­tach jakowych będzie wzmianka, w dodatku przejaskrawiona. W Warszawie ulokowano pacjentów u Elżbietanek na Mokotowie, to też Siostry na Łąkowej w Poznaniu może już wiedzę. Później napiszę Ci znów, gdy się dowiem szczegółów, albo Ks. stryjek wróci podleczony. Módlmy się o to.

Uścisk serd. H.

Pierwszej pomocy poszkodowanym udzielił lekarz Świderski. Ksiądz Kulbat, który doznał ogólnego potłuczenia i miał złamaną prawą rękę, pozostał w szpitalu w Ostrowi Mazowieckiej. Najcięższy był stan bp. Łukomskiego, który stracił dużo krwi w wyniku ciętych ran twarzy odłamkami szkła z okien samochodu. Postanowiono bp. Łukomskiego przewieźć karetką pogotowia do szpitala św. Antoniego w Warszawie, prowadzonym przez Zgromadzenie sióstr św. Elżbiety. Z powyższego listu wynika, że również kierowca pojechał do tego szpitala, jednak inne relacje milczą na ten temat. Cztery godziny po wypadku kapelan biskupa ks. Józef Biernacki zastał bp. Łukomskiego już po zabiegu. Miał obandażowaną głowę i unieruchomioną rękę w szynie. Doktor Świderski miał powiedzieć kapelanowi: Wielu opatrywałem chorych oficerów wysokiej rangi w czasie frontu, ale tak opanowanego człowieka jeszcze nie spotkałem w życiu. Tyle cierpiał przy opatrunku, ale nie wydał żadnego jęku. O godzinie 18.00 karetka wyruszyła do szpitala sióstr Elżbietanek w Warszawie, na Mokotowie. Z relacji ks. Biernackiego wynika, że podczas jazdy bp. Łukomski był przytomny. Do szpitala na Mokotowie (ul. Goszczyńskiego nr 1) karetka dojechała około godziny 22.00. Ciężki stan i duże osłabienie rannego biskupa utrudniały wykonanie odpowiednich zdjęć rentgenowskich. Lekarze czynili wszystko, aby uratować życie bp. Łukomskiemu, u którego tętno stawało się coraz słabsze. Poza uszkodzeniami czaszki, doznał on zwichnięcia stawu biodrowego, złamania prawej i uszkodzenia lewej ręki oraz innych obrażeń. Jeden z najlepszych chirurgów ortopedów dr (Adam) Gruca odłożył operację na następny dzień. Przy łóżku bp. Łukomskiego czuwali: dr Miśkiewicz, kapelan szpitala, ks. Kotyński, matka przełożona i kilka sióstr oraz ks. Biernacki. O godzinie 8.00 przystąpiono do operacji bp. Łukomskiego, który miał obie ręce i biodro w gipsie. Lekarze chcieli unieruchomić też obie nogi, biskup jednak sprzeciwił się, chciał bowiem jak najwcześniej chodzić po operacji. Głowę miał obandażowaną, że nic prawie nie widział. Mógł rozmawiać, dlatego poprosił ks. Biernackiego, by przywiózł mu do szpitala nowy brewiarz, nową sutannę i inne drobiazgi. Ks. Biernacki otrzymał też inne zlecenia dla kurii i seminarium. W swojej relacji w dniu 20 lipca 1959 r. zapisał, że opuszczając szpital o godz. 14.00bp. Łukomski, nie spodziewał się śmierci, i pełen był czynu w swoich myślach. Gdy zapytał, co ma powiedzieć siostrze Halinie, odpowiedział:Proszę ją pozdrowić. Uspokoić, że nic takiego, jedynie będę musiał tu być koło trzech tygodni, a potem znów do pracy.Lekarze obawiali się zatoru (płucnego) u operowanego biskupa. Wieczorem stan bp. Łukomskiego znacznie się pogorszył. Około godziny 22.00 stracił przytomność, a piętnaście minut później lekarz stwierdził zgon bp. Łukomskiego. Na jego twarzy widać było kilka zszytych ran i krwawe ślady, które nie zniekształciły klasycznych rysów twarzy. Prof. prawa kanonicznego ks. Bolesław Waldman znał bardo dobrze bp. Łukomskiego. Będąc niejako jego wychowankiem, tak jego określił bp Stanisława Łukomskiego: Majestat i niezłomność wobec każdego i względem wszystkiego, Niezłomny Książę Kościoła, oto krótka, ale najtrafniejsza charakterystyka wielkiego Biskupa Łomżyńskiego.

Materiał opracował Adam Sobolewski. Sieradz


3368 Ogólnie 4 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Stadion w Łomży

Stadion (z języka starogreckiego στάδιον ) termin oznaczający miejsce, w którym ludzie stoją - (budowla sportowa najczęściej otwarta), przeznaczona do rozgrywania zawodów w różny[...]