Ostatnie lata życia Profesora Piotra Bańkowskiego. 3

Ostatnie lata życia Profesora Piotra Bańkowskiego

Prof. dra Piotra Bańkowskiego spotykałem wielokrotnie na zebraniach naukowych w Archiwum Głównym Akt Dawnych oraz w Archiwum Państwowym m.st. Warszawy, w tzw. „sali pod świetlikiem”, na posiedzeniach organizowanych przez Oddział Warszawski Stowarzyszenia Archiwistów Polskich. Widywałem go znacznie wcześniej na ulicach Żoliborza. Był postacią charakterystyczną. Te pierwsze przelotne spotkania najczęściej miały miejsce w rejonie placu Wilsona, gdyż Profesor mieszkał w pobliskim bloku Spółdzielni Mieszkaniowej „Feniks”. W domu tym bywałem często, ponieważ mieszkała tam moja narzeczona, późniejsza żona. Przy tej okazji widziałem pierwszy raz prof. Bańkowskiego, prawdopodobnie w 1960 roku. Nie miałem w owym czasie najmniejszego pojęcia kim jest ten sympatyczny siwy pan niskiego wzrostu i o przenikliwym spojrzeniu niebieskich oczu. Pracowałem wówczas od wielu lat w jednym z archiwów resortowych, jako archiwista i stałem się jednym z czytelników Archeionu”. Z regularnej lektury tego pisma zdobywałem pierwsze wiadomości o funkcjonowaniu państwowej służby archiwalnej oraz podstawy praktycznych umiejętności fachowych. Tej wiedzy nie mogli mi przekazać ówcześni moi zwierzchnicy, ponieważ sami nie byli przygotowani do prowadzenia prac archiwalnych.
W końcu z niemałym zdziwieniem skonstatowałem, że znany mi z widzenia mieszkaniec Żoliborza – siwy pan z bloku „Feniks” – jest redaktorem „Archeionu”, którego nazwisko widniało na karcie tytułowej każdego numeru tego pisma. Tego odkrycia dokonałem podczas jednego z zebrań naukowych w Archiwum Głównym Akt Dawnych, na którym to zebraniu byłem obecny jako pracownik delegowany przez szefa mojego macierzystego archiwum. Stało się to chyba w 1967 roku.
Wystąpienia prof. Piotra Bańkowskiego na zebraniach naukowych ujawniały jego wielką wiedzę, gruntowną znajomość zasobów
archiwalnych, szczególnie akt archiwalnych z okresu staropolskiego. Przemawiał niezbyt głośno, ale ze swadą, posługując się bardzo piękną polszczyzną, która, niestety, w owych czasach należała do rzadkości. Jednym z takich wystąpień był udział w dyskusji na zebraniu, którego głównym tematem rozważań stał się referat ówczesnego naczelnego dyrektora Archiwów Państwowych, Henryka Alltnana, poświęcony archiwom w ZSRR. Prof. Bańkowski wspaniale ten referat uzupełnił swoimi szczegółowymi uwagami. W okresie międzywojennym uczestniczył on w komisji, zajmującej się rewindykacją polskich materiałów archiwalnych z ZSRR, na mocy Traktatu Ryskiego z 1921 r. Poza tym, po II wojnie światowej, Piotr Bańkowski, |ako pracownik państwowej służby archiwalnej, wyjeżdżał na delegacje do archiwów i bibliotek Związku Radzieckiego, gdzie zajmował się badaniem między innymi spuścizn archiwalnych rodów magnackich na Ukrainie.
Obserwowana przeze mnie aktywność Profesora nie pozwalała mi domyślać się, że jest on już od lat na emeryturze, a faktyczne kierownictwo redakcji czasopisma „Archeion” sprawował niemal społecznie, bowiem pobierał tylko cząstkowe wynagrodzenie.
Z końcem 1969 roku, w lokalu Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych, odbyło się spotkanie członków Redakcji „Archiwisty” z czytelnikami. Biuletyn kwartalny „Archiwista” był w tym okresie „młodym” czasopismem. Zaczął się ukazywać dopiero w 1965 roku, jako organ Stowarzyszenia Archiwistów Polskich. Wydawany był w „czynie społecznym”. Redaktorzy i autorzy zamieszczanych w nim artykułów nie otrzymywali żadnych honorariów. Ów biuletyn, poza artykułami omawiającymi sprawy organizacyjne Stowarzyszenia, zamieszczał teksty popularyzujące problemy pracy archiwalnej na szczeblu przedsiębiorstw. Nie reprezentował takiego poziomu naukowego jak „Archeion” i nie cieszył się takim prestiżem jak to czasopismo z „tradycjami”. Krążyły pogłoski, że prof. Bańkowski niejednokrotnie wyrażał dezaprobatę i obawy co do profilu „Archiwisty”, szczególnie niepokoiła go forma popularyzacji. Miał obawiać się powierzchownego traktowania problematyki i w konsekwencji szerzenia dyletanckich poglądów o zadaniach archiwów. Tymczasem wystąpienie Profesora podczas spotkania redakcji „Archiwisty” z czytelnikami było zaskakująco odmienne od tych krążą
cych pogłosek. Prof. Bańkowski, jako wieloletni doświadczony redaktor czasopisma naukowego, wygłosił na owym zebraniu niezwykle pochlebną opinię o kwartalniku „Archiwista” oraz jego roli w rozwoju współczesnej archiwistyki polskiej.
W 1968 roku złożyłem w „ Archeionie” recenzję pewnego wydawnictwa źródłowego. Przez dłuższy czas nic nie wskazywało, że zo stanie ona zakwalifikowana do druku, zwłaszcza, że temat recenzji nie wiązał się ściśle z profilem „ Archeionu”, ani z zainteresowaniami jego naczelnego redaktora. Mniej więcej po upływie roku zostałem w pracy nagle wezwany do telefonu. Ku memu wielkiemu zdziwieniu odezwał się w słuchawce głos prof. Bańkowskiego, który zaczął rozmowę od słów: Mam tu przed sobą recenzję pana pióra…, a następnie w niezwykle uprzejmym tonie zaproponował mi spotkanie, dla omówienia kilku szczegółów i zmian redakcyjnych w tekście recenzji. Nasza rozmowa – o ile mnie pamięć nie myli – odbyła się kilka dni później w lokalu redakcji „Archeionu”, którym był jeden z pokoi Biura Prac Naukowych Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych. Rozmowa dotyczyła nie tylko samego tekstu. Profesor czynił wiele dygresji, między innymi nawiązał do swoich wspomnień z czasów wojny. Podczas Powstania Warszawskiego przebywał w Forcie Sokolnickiego na Żoliborzu. Ta XIX wieczna budowla, wchodząca w skład systemu fortyfikacyjnego Cytadeli Warszawskiej była wykorzystywana w czasie drugiej wojny światowej do chronienia cennych archiwaliów historycznych, zabezpieczenia ich przed zniszczeniem lub grabieżą.
„Archeion” był niewątpliwie największą pasją ostatnich lat życia Prof. Bańkowskiego. Ta działalność zawodowa i naukowa przynosiła mu wiele dowodów uznania. Wśród archiwistów cieszył się dużym prestiżem. Mimo to istniała, trudna do scharakteryzowania , jakaś bariera, jakiś dystans, który dzielił go od współpracowników w ostatnim okresie jego życia.
Piotr Bańkowski był człowiekiem skromnym, lecz zamkniętym w sobie, bardzo rzadko mówił o sobie, o swoich sprawach życia codziennego. Niewiele osób cokolwiek wiedziało o jego życiu prywatnym. Po śmierci żony mieszkał ze swoimi bratanicami – córkami brata Bolesława. Osoby te stanowiły jego najbliższą rodzinę, bowiem jego małżeństwo było bezdzietne, a po śmierci żony nowego związku nic zawarł. Nikt nie zdawał sobie dokładnie sprawy z domowej sytuacji Profesora. Dawni przyjaciele poumierali. Prawie nikt z jego współpracowników nie odwiedzał go w mieszkaniu. Dziś można się tylko domyślać, że prawdopodobnie za ową powściągliwością Piotra Bańkowskiego kryła się jakaś konfliktowa sytuacja domowa.
Latern 1974 albo 1975 roku spotkałem Profesora na ulicy Słowackiego na Żoliborzu. Odpowiedział uprzejmie na mój ukłon, ale ze spojrzenia jego zmrużonych oczu, oślepionych ostrym słońcem lipcowym, zorientowałem się, że nie poznaje mnie, nie przypomina sobie naszej rozmowy w redakcji, ani też naszych wcześniejszych spotkań podczas zebrań. Wyraz jego poważnie zatroskanej twarzy sprawił, że nie odważyłem się nawiązać rozmowy. Nie sądziłem też, że to ostatni raz widzę prof. Bańkowskiego.
W lutym 1976 roku ukazał się na łamach „Żyda Warszawy” jego nekrolog. Prof. Piotr Bańkowski zmarł 16 lutego 1976 roku w Warszawie, w swym mieszkaniu przy placu Wilsona 4. Pogrzeb odbył się 20 lutego, na starym Cmentarzu Powązkowskim, gdzie został pochowany w kwaterze 257 – d – VII, we wspólnym grobie z żoną Janiną, zmarłą 30 lat wcześniej. Obecnych na tej smutnej uroczystości współpracowników Profesora z Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych zaskoczyła zupełnie wiadomość, że posiadał on kiedykolwiek żonę, gdyż od lat, w tym środowisku, uchodził za starego kawalera! Wkrótce też zaczęto mówić, że ostatnie miesiące życia spędził w całkowitym osamotnieniu. Zwracał się telefonicznie do koleżanek z pracy by zrobiły mu zakupy najniezbędniejszych artykułów spożywczych.
Tak się złożyło, że moje związki z osobą prof. Piotra Bańkowskiego stały się bardziej intensywne po Jego śmierci – za sprawą testamentu, w którym Profesor wszystkie swoje materiały rękopiśmienne, jak też prawa autorskie do ich ewentualnego opublikowania, zapisał Archiwum Polskiej Akademii Nauk. Jako kustosz tego Archiwum otrzymałem od swego zwierzchnika, dyrektora prof. dr Zygmunta Kolankowskiego – pełnomocnictwo do stawania w sądach w sprawach rozpatrujących zapis testamentowy Piotra Bańkowskiego.
Otwarcie i ogłoszenie testamentu profesora Bańkowskiego zostało dokonane w Państwowym Biurze Notarialnym w Warszawie w dniu 10 kwietnia 1976 roku. Na posiedzenie to nikt się nie stawił nawet krewni zmarłego.
Testament został sporządzony 17 maja 1973 roku. Głównym spadkobiercą było Łomżyńskie Towarzystwo Naukowe im.Wagów Piotr Bańkowski pragnął w ten sposób uczcić pamięć swej żony Janiny ze Szlachetków Bańkowskiej, tamtejszej działaczki społecznej z okresu międzywojennego. Poza tym poczuwał się do wdzięczności wobec miasta Łomży, w którym zdobywał wykształcenie początko we i gimnazjalne oraz „w atmosferze tego miasta, w środowisku niezapomnianych kolegów i w obliczu licznych przykładów publicznej, patriotycznej i ofiarnej działalności jej obywateli wykształcił sobie pogląd na obowiązki Polaka, związanego z Łomżą i Ziemią Łomżyńską”. Sporządził testament pragnąc przysłużyć się, w miarę swoich możliwości, do rozwoju kulturalnego Łomży. Ostatnią wolą Profesora było, aby jego zbiory biblioteczne stały się warsztatem dla łomżyńskich badaczy i aby nie zostały rozdzielone, by stanowiły jedną całość oraz zostały zgromadzone w jednej sali im. Janiny i Piotra Bańkowskich.
Podstawową częścią masy spadkowej była więc biblioteka, składająca się z 3000 tomów, pochodzących nawet z XVI wieku, głównie z zakresu historii ogólnej i historii literatury. Poza księgozbiorem zapis dla Łomżyńskiego Towarzystwa Naukowego obejmował cenne meble antyki, zegar szafowy angielski, porcelanę, ceramikę, szkło o wartości artystycznej. Ponadto obrazy – w tym portrety królów polskich : Augusta III i Stanisława Augusta.
Dla Archiwum Polskiej Akademii Nauk w Warszawie Spadkodawca przeznaczył wszystkie materiały rękopiśmienne, z zastrzeżeniem, że mogą być udostępniane do badań naukowych dopiero po upływie 10 lat od Jego zgonu. Wśród archiwaliów przeznaczonych dla Archiwum PAN znajdowała się paczka listów prywatnych, która miała być komisyjnie spalona po przyjęciu materiałów do Archiwum (co też zostało dokonane dnia 30 października 1976 r.).
Trzeba w tym miejscu wyjaśnić w jaki sposób przetrwały w Warszawie tak liczne i cenne przedmioty, a zwłaszcza bogaty księgozbiór. Przecież po upadku Powstania Warszawskiego celowo palono lub plądrowano domy, wywożąc do Rzeszy co cenniejsze ruchomości. W przypadku mieszkania prof. Bańkowskiego pomyślną
Okolicznością stało się zawalenie się schodów podczas działań wojennych, wskutek czego dostęp do lokalu został odcięty. Hitlerowcy nie podpalili budynku ani nie wysadzili go w powietrze, co należało do rzadkości. W ten sposób biblioteka, obrazy i zabytkowe meble, przetrwały do powrotu małżonków Bańkowskich.
Pomimo szczegółowo i fachowo sporządzonego testamentu notarialnego, dalsze losy spadku nie były proste. Jako wykonawców testamentu Piotr Bańkowski wskazał prof. Edwarda Ciborowskiego prezesa Zarządu Głównego Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej, Stanisława Góralczyka – członka Zarządu Głównego tegoż towarzystwa, Jerzego Wierzchowskiego – kierownika Domu Wypoczynkowego Ministerstwa Kultury i Sztuki w Radziejowicach oraz panią Helenę Czernekową – kierowniczkę Powiatowej i Miejskiej biblioteki Publicznej w Łomży, a następnie sekretarza Zarządu Łomżyńskiego Towarzystwa Naukowego im. Wagów.
W Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy odbyły się trzy posiedzenia (w dniach 9 czerwca, 12 lipca i 9 września 1976 roku). Orzeczenie o prawach do spadku było odraczane z uwagi na nieobecność niektórych spadkobierców. Nie wszyscy mogli stawić się w terminie, a okres urlopów nie sprzyjał szybkiemu załatwieniu sprawy w Sądzie. Ale po ogłoszeniu przez Sąd orzeczenia rozpoczęły się następne komplikacje. Stosunkowo najprostszą sprawą było przejęcie rękopiśmiennej spuścizny archiwalnej. Po prostu rękopisy Profesora spakowano w paczki i przewieziono samochodem osobowym do Archiwum PAN w Pałacu Staszica. Gorzej było z księgozbiorem, zabytkowymi meblami i obrazami; Łomżyńskie Towarzystwo Naukowe im. Wagów było w owym czasie stowarzyszeniem niedawno powołanym do życia i nie dysponowało odpowiednimi pomieszczeniami, ani możliwościami szybkiego przewiezienia wszystkich przedmiotów przejętych na mocy testamentu.
Ponadto okazało się, że są dwa dodatkowe, odręczne dokumenty, mające charakter zapisów testamentowych. Pierwszy z nich był zapisem na rzecz Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych i obejmował pewną ilość biżuterii i starych monet z przeznaczeniem na fundusz nagród dla autorów najlepszych artykułów opublikowanych w „ Archeionie”. Drugi zapis sporządzony własnoręcznie przez prof. Piotra Bańkowskiego, dnia 24 stycznia 1976 roku, a więc na trzy tygodnie przed jego śmiercią, dotyczył jego bratanicy Jadwigi Bańkowskiej, jako spadkobierczyni mieszkania. W ogólnym zarysie nie był on sprzeczny z testamentem notarialnym z 1973 roku, natomiasl w części dotyczącej bratanicy Profesora, która – jak to określał zapis notarialny – „zamieszkiwała z nim i prowadziła gospodarstwo domowe”, zawierał liczne różnice w szczegółach, bowiem testamenl notarialny z 1973 roku wyposażenie mieszkania traktował sumarycznie, jako sprzęty „nie posiadające wartości naukowej, artystycznej i zabytkowej” i przeznaczał je dla przyszłej właścicielki mieszkania. Zaś testament odręczny z 1976 roku wyliczał te sprzęty, a w tym i niektóre przedmioty przewidywane dla Łomżyńskiego Towarzystwa Naukowego rozporządzeniem notarialnym prof. Bańkowskiego, sporządzonym trzy lata wcześniej. Jest oczywiste, że ten późniejszy odręczny zapis został wykonany w warunkach złego stanu zdrowia i niesprawności fizycznej Profesora, a także pod niewątpliwą presją atmosfery panującej w domu w ostatnim okresie jego życia.
Ujawnienie tych dodatkowych dokumentów stworzyło sytuację, w której musiały się odbywać kolejne posiedzenia grona wykonawców testamentu dla uzgodnienia podziału masy spadkowej w warunkach zaistniałych rozbieżności. Należy dodatkowo wyjaśnić, że prof. Bańkowski w swych rozporządzeniach testamentowych całkowicie pominął swoją drugą bratanicę – Kazimierę, a w odręcznym zapisie z 24 stycznia 1976 roku jej nazwisko zostało wykreślone. Nic dziwnego zatem, że posiedzenia wykonawców testamentu odbywały się w nieprzyjemnej i napiętej atmosferze. Obie bratanice były mocno zbulwersowane faktem przejęcia poważnej części masy spadkowej, w tym obrazów, cennej porcelany i biżuterii, przez instytucje społeczne.
W pierwszym posiedzeniu grona wykonawców testamentu wzięli udział: 1) Helena Czernekowa – sekretarz Zarządu Łomżyńskiego Towarzystwa Naukowego im. Wagów 2) Stanisław Góralczyk – skarbnik Zarządu Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej, 3) Jerzy Wierzchowski, 4) Jadwiga Bańkowska – bratanica Zmarłego oraz w imieniu Archiwum Polskiej Akademii Nauk, prof. dr Z.Kolankowski. W toku posiedzenia ustalono, że Łomżyńskie Towarzystwo Naukowe im. Wagów po dokonaniu spisu przedmiotów przyznanych testamentem pozostawi je tymczasowo w jednym z pokojów lokalu, który w spadku przypadł Jadwidze Bańkowskiej. W związku z tym Towarzystwo miało spisać umowę o najem tego pokoju od nowej właścicielki mieszkania. P. Jerzy Wierzchowski wyrewindykował przedmioty przynależne mu z tytułu zapisu notalialnego z 1973 roku z wyjątkiem srebrnego koszyczka, który miał wcześniej zaginąć.
Najwięcej czasu i emocji zajęła sprawa biżuterii, starych monet i zegarków przeznaczonych na fundusz nagród im. P.Bańkowskiego. W związku z tym dodatkowym legatem, na następne posiedzenia zaproszono przedstawiciela Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych. Instytucja ta powołała Fundusz Nagród im. Piotra Bańkowskiego dla archiwistów, za ich wyróżniające się artykuły opublikowane w czasopiśmie „ Archeion” – organie NDAP. Fundusz stanowić miała kwota, pochodząca ze sprzedaży wartościowych przedmiotów przeznaczonych na ten cel przez spadkodawcę. Nagrody miała przyznawać Rada Redakcyjna „Archeionu” co dwa lata, poczynając od 1983 roku. Jednak realizacja tej ostatniej woli prof. P. Bańkowskiego natrafiła na trudności spowodowane przedłużającym się kryzysem i postępującą inflacją.
Minione lata dowiodły również, że zastrzeżenia wyrażone w testamencie notarialnym dotyczące nieudostępniania spuścizny archiwalnej Piotra Bańkowskiego przez okres 10 lat od daty jego śmierci – okazały się bardzo niekorzystne. Materiały przyjęte do zasobów Archiwum PAN nie zostały włączone do obiegu naukowego i nie zostały objęte pracami we wnątrzarchiwalnymi. Powód był prosty; Archiwum przejmowało inne spuścizny, które mogły być udostępnione natychmiast, ponieważ ich twórcy oraz ich rodziny nie zgłaszały przy przekazywaniu materiałów żadnych zastrzeżeń. Obecnie jest sprawą konieczną i pilną przygotowanie materiałów tej spuścizny naukowej do jej należytego wykorzystania. Dorobek naukowy prof. Piotra Bańkowskiego nie ogranicza się do rękopiśmiennej spuścizny. Pozostawił on bowiem ponad 180 różnych publikacji naukowych; opracowań monograficznych, artykułów, przyczynków historycznych i recenzji, jakie ukazały się w latach 1909-1975, nie licząc drobnych pozycji drukowanych w pismach codziennych.

Jan Andrzej Igielski

Redakcja Serwisu.

 

132 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Zagadka 108

Tym razem zagadka historyczna. Opis fragmentu pewnej akcji w Bitwie pod Wiedniem, której głównym bohaterem był syn Ziemi Łomżyńskiej. A więc kiedy jazda wyszła już na wiedeńską ró[...]