Paweł Renfert

Temat poniższy został opracowany na podstawie opowiadania Janusza Dąbrowskiego p.t. Paweł Renfert pierwszy hodowca gołębi pocztowych w Łomży opublikowanego w broszurze w 2012 roku i jest powiązany tematycznie z artykułem 20 – lecie lotów gołębi z Radzymina zamieszczonym na naszym portalu 28 września 2011 roku.

http://historialomzy.pl/20-lecie-lotow-golebi-z-radzymina/

Redakcja  Serwisu

Paweł Renfert pierwszy hodowca gołębi pocztowych w Łomży

 

                                      W dniu i sierpnia 2013 r. minie 60 lat
                                        jak po II wojnie światowej powstała
  Stowarzyszenie Hodowców Gołębi Pocztowych w Łomży.


                      Wszystkim, którzy tworzyli zręby organizacyjne
naszego związku no ziemi łomżyńskiej poświęcom tę biografię

Autor

Słowo wstępne

Biogramy zazwyczaj piszemy ludziom zasłużonym, ze względu na ich wiedzę, osiągnięcia w kulturze, ze względu na zajmowane stanowisko lub stopień wojskowy, naukowy czy wyjątkową aktywność społeczną oraz osiągnięcia sportowe.

Paweł Renfert nie był osobą publiczną, nic dokonał niezwykłych czynów, odkryć, nie zapisał się w annałach historii. Był zwyczajną osobą, jedną z wielu. Właśnie jego zwykłość sprawiła, że powszechnie był łubiany i szanowany przez wszystkich, którzy go znali.

Paweł należał do pokolenia ciężko doświadczonego przez wielkie wydarzenia historyczne XX wieku i na wyzwania tych wydarzeń odpowiadał aktywnie – jak mógł i umiał.

Dlatego ciekawy i godny szacunku jest ten życiorys żołnierza Wojska Polskiego, ojca, pasjonata, żołnierza AK i działacza społecznego.

Odszedł z szeregu ludzi innej epoki, innej Polski. Tych, dla których Godność, Honor, Ojczyzna nie były tylko pustymi hasłami, ale wielkimi wartościami, dla których należało żyć, a nawet za nie umierać.

Należał do odchodzącego pokolenia, które dobrze zasłużyło się Polsce. Z takimi żołnierzami żaden wróg ani okupant nie mógł wygrać wojny. Mogli ponieść chwilową porażkę ale po każdej zawsze z większą zawziętością uderzali i w końcu zwyciężali.

Tacy jak Paweł Renfert stale podnosili morale społeczne.

Hodowca Gołębi Pocztowych w Łomży PAWEŁ RENFERT

I. Dzieciństwo

Urodził się 29 czerwca 1904 roku w Starym lubotyniu, niedaleko Ostrowi Mazowieckiej (około 15 km),
w wielodzietnej rodzinie (sześcioro rodzeństwa). Był synem Jana i Marianny z Andrzcjczyków.
Nazwisko Pawła wywodzi się z Austrii.

Prawdopodobnie przodek Pawła był żołnierzem z czasów wojen napoleońskich, który osiadł na stałe na terenach polskich. Rodzice posiadali średniej wielkości gospodarstwo rolne, z którego i utrzymywała się rodzina. Tu Paweł spędził dzieciństwo, tu ukończył szkołę, tu zdradził, że ma zainteresowania, które w przyszłości siały się jego pasję. Miał zawsze swoje psy, koty i gołębie. Hodował je i pielęgnował.

Jego młodzieńcze lata przypadają na okres wielkich zmian politycznych. Jeszcze tylko 10 lat od narodzin Pawła, żołnierze carscy przebywają na ziemiach polskich. Imperium rosyjskie chyliło się ku upadkowi. Powstało wiele nowych państw. Po 123 latach państwo polskie odzyskało niepodległość. Zapewne był szczęśliwy w tym czasie. Miał zainteresowania, które rozwijał, i tyle zmian działo się wokół niego. Powstało Wojsko Polskie, które go od razu zauroczyło. Często bywał w Ostrowi, widział defilady wojskowe i uroczystości patriotyczne. Szybko nauczył się marszowych pieśni wojskowych, które chętnie śpiewał. Był to taki czas, który uformował go jako człowieka rzetelnego i uczciwego. Wyróżniał się pośród chłopaków wiejskich patriotyzmem. W takiej atmosferze rósł i dorastał do pełnoletności.

II. Wojsko

Był młodzieńcem przystojnym, szczupłej budowy ciała, o niebieskich oczach i czarnych włosach, średniego wzrostu (172 cm), energicznym. Odznaczał się naturalną inteligencję i błyskotliwością. Miał dobrą pamięć i szybko przyswajał nowe wiadomości oraz wyciągał właściwe wnioski.
W 1922 roku, mając zaledwie 17 lat, postanowił ochotniczo wstąpić do Wojska Polskiego do 71. Pułku Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej.
1 lipca 1923 roku skierowany został do Podoficerskiej S2koły przy 71. pp. Ukończył ją 15 października 1923 roku i został sekcyjnym (dowódcą drużyny).

Od 1 października 1924 roku do 14 marca 1925 roku przebywał w Szkole dla Podoficerów Zawodowych, którą pomyślnie ukończył i wrócił do macierzystego pułku..

W dniu 23 maja 1928 roku zawarł związek małżeński z Heleną Gumko wską. Była piękną brunetką o kędzierzawych włosach. Pochodziła z zamożnej rodziny mieszczańskiej w Ostrowi. Rodzice Heleny to Edward I Emilia. Helena miała ukończoną średnią szkołę.

Wkrótce po ślubie rodzice Heleny wraz z jej bratem wyjechali do USA. Zostawili córce duży dom z 25-arową działką. Po roku przyszedł na świat syn Waldemar. Wychowaniem syna zajmowała się niania.

Żona po porodzie zachorowała na zakrzepowe zapalenie żył i wkrótce umarła, mając 22 lata, w 1931 roku, pozostawiając męża i kilkutygodniowe dziecko. Po dwóch latach ojciec zawiózł je do swojej siostry Natalii Kamrańczykowej, która mieszkała w Łomży. Mąż jej był podoficerem w 33. Pułku Piechoty w Łomży. Kamrańczykowie mieszkali naprzeciwko bramy koszarowej.

 

Paweł Renfert z synem Waldkiem, który stoi na dachu gołębnika Kamrańczyka

 

III. Przeprowadzka do Łomży

Paweł, chcąc być bliżej swojego synka, służbowo przeniósł się do 33. Pułku Piechoty w Łomży. W nowym pułku otrzymał zadanie opieki nad gołębiami pocztowymi. Pielęgnował je i trenował do utrzymania łączności na poligonach i manewrach. Miał na stanie i był odpowiedzialny za sześć koni, dwa wozy taborowe i gołębnik. Obsługą zajmowało się siedmiu żołnierzy. Gołębnik trzy razy dziennie był czyszczony, a pojemniki i karmniki myte.

Pierwszy sztandar 33 Pułku Piechoty w Łomży, który znajdue się w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie

Dopiero po dokonaniu tych czynności karmiono gołębie. W skład karmy wchodziły następujące ziarna: podstawowe to pszenica, następnie jęczmień, groch, peluszka i wyka. Taką mieszankę karmiło się przez cały dzień.

Po latach udowodniał, że potrafił należycie wywiązać się z obowiązków na samodzielnym stanowisku. Za nienaganną służbę był wielokrotnie nagradzany, odznaczany awansowany na wyższy stopień.

Dlaczego właśnie on został odpowiedzialny za łączność gołębią?                                                                                                                      

Miał opinię żołnierza solidnego i budzącego zaufanie. Można było mu tak odpowiedzialne i samodzielne stanowisko zawierzyć. Przecież gołębie

Marcin Duczyński

hodował od dziecka. Na przepustki lub na urlop zawsze przyjeżdżał do domu, ale najpierw zachodził do gołębnika. Gdy wszystko obejrzał, sprawdził, poprawił, co było nie tak, dopiero zachodził i witał się z całą rodziną. W pułku nikt lepiej nie umiałby opiekować się ptakami i dlatego Paweł chętnie wyraził zgodę na tę pracę. Gołębnik stał w pobliżu pułkowej stajni. Był na czterech kołach i na ćwiczenia ciągnęły go dwa

artyleryjskie konie. Znajdowało się w nim sześćdziesiąt gołębi. Hodowlę prowadził według instrukcji „Hodowla gołębi pocztowych w wojsku”.

Było jeszcze kilka dzienników z ewidencją. O każdym gołębiu trzeba było zapisać swoje uwagi, spostrzeżenia jak: choroby, wylęg i wychów młodych, o ile zginą – przyczynę i datę. Należało też opisać wszystkie ćwiczenia – jak ptaki się spisywały.

Tu, przy gołębniku, poznał starszego sierżanta Marcina Duczyńskiego – szefa kancelarii tajnej pułku. On również był wielkim miłośnikiem gołębi. Z biegiem czasu ta znajomość zamieniła się w przyjaźń, która przetrwała aż do śmierci.

Z częstych spotkań zadowolony był Paweł. Wiele mógł usłyszeć nowości o gołębiach. Marcin był starszy o osiem lat. Posiadał wyższy stopień wojskowy. Dla Pawła to był zaszczyt mieć przyjaciela ze sztabu pułku.

IV. Treningi i ćwiczenia gołębi

Gdy pułk ruszał na słynne letnie lub zimowe manewry, na ćwiczenia poligonowe, razem z nim wyruszał gołębnik z gołębiami. Do gołębnika zakładało się dyszel, zaprzęgało się konie i jechało w wielkiej kolumnie transportowej. Przeważnie na poligon w Czerwonym Borze, oddalony od koszar o 20 km. Poligon był duży. Często zmieniano miejsce postoju podczas różnego rodzaju ćwiczeń. Gołębnik zawsze był blisko sztabu pułku.

Gdy już stanął na górce (aby gołębnik był widoczny) na dłuższy czas, to trzy pierwsze dni przeznaczone były na zapoznanie gołębi z nową okolicą. Na dachu gołębnika była dość wysoka siatka (obecnie nazywa się woliera), pod nią swobodnie przebywały gołębie. A czwartym dniu całe stado dzieliło się na trzy części. Pod wieczór, jak zaczynało się zmierzchać, wypuszczano pierwszą część gołębi. Latały one nad gołębnikiem i gdy próbowały się oddalić, wypuszczano drugą część. Oba stada się łączyły i znów latały nad gołębnikiem. Gdy ponownie zaczynały niespokojnie się oddalać, wypuszczano trzecie stadko. Wieczór powodował zniechęcenie do oddalania i gołębie z pierwszej części, zmęczone lataniem, siadały na gołębnik a za nimi pozostałe. Na drugi dzień z samego rana opiekun gołębi powtarzał to ćwiczenie. Po tym oswojeniu na nowym miejscu ptaki były gotowe do użycia w działaniach wojskowych. (Należy pamiętać, że gołębie przebywały cały rok w tym samym gołębniku. Miały swoje ustalone miejsca i gniazda, wszystkie się znały, dlatego w nowym miejscu było łatwo je oswoić).

Do specjalnych klatek tornistrów noszonych na plecach, żołnierz wkładał trzy lub cztery gołębie udawał się z nimi do sztabu batalionu oddalonego do pięciu kilometrów lub na wyznaczony punkt do obserwacji. Gdy zaszła potrzeba, do specjalnych aluminiowych tulejek wkładało się meldunek zapisany szyfrem na wąskiej taśmie papierowej.

Tulejkę zaczepiało się do nogi wypuszczanego gołębia. Jeżeli trzeba było ukryć meldunek w gołębich piórach, wówczas niezastąpione do tego było gęsie pióro. Wąską papierową taśmę wkładało się do krótkiej tutki obciętej 2 pióra gęsiego. Dla pewności, że meldunek dotrze wypuszczano dwa lub trzy gołębie z identyczną treścią meldunku. Gołąb bezbłędnie trafiał do gołębnika pułkowego. Skąd meldunek w tulejce przekazywano do sztabu pułku. Na takich ćwiczeniach ginął jeden lub dwa gołębie. Uzupełnień do gołębników pułkowego oraz dywizyjnego, który mieścił się na fortach w Piątnicy, dokonywały dwie stacje hodowlane gołębi pocztowych dla wojska. Jedna mieściła się w Śniadowie, a druga w Szczepankowie.

V. Likwidacja gołębi

W święto pułkowe 14 sierpnia 1934 roku Paweł Renfert za wzorową służbę został udekorowany Odznakę Pamiątkową 33. Pułku Piechoty przez dowódcę pułku płk. Mariana Stanisława  Raganowicza.

W 1935 roku poznał przyszłą żonę Jadwigę Ciborowską, z którą wziął ślub. Ród Ciborowskich wywodzi się ze szlachty. W Łomży zamieszkiwał od kilku pokoleń. Jadwiga traktowała syna męża z pierwszego małżeństwa jak własne dziecko. Z Pawłem doczekała się dwóch chłopców Mirosława i Innocentego.

W dniu 5 maja 1938 roku Renfert otrzymał Brązowy Medal za Długoletnią Nienaganną Służbę Wojskową. Akt nadania medalu podpisał dowódca 18. Dywizji Piechoty gen. bryg. Czesław Młot-fijałkowski.

Okres codziennej służby z gołębiami trwał do 1938 roku. W tym czasie przyszedł rozkaz, aby je wysłać do centrali hodowli gołębi do Modlina. Gołębie zostały załadowane do specjalnego wagonu dostosowanego do przewozu gołębi i pod eskortę odesłane. Do czasu wybuchu wojny żaden gołąb do koszar 33. Pułku Piechoty nie wrócił.

VI. Wojna

 Sierżant Paweł Renfert zostaje szefem kompanii i z nią wyrusza 1 września na front. Walczy z agresorem niemieckim. Pod Mikołajkami niedaleko Szczepankowa nieduża grupa żołnierzy postanawia przebić się z okrążenia. Pawłowi nie udaje się z powodu odniesionych ran. W walce był dwukrotnie ranny.

Podoficerska kadra 33 Płku Piechoty

Drugi sztandar 33 Pułku Piechoty w Łomży który znajduje się w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie

13 września 1939 roku dostaje się do niewoli. W obozie jenieckim lekarz usuwa jeden pocisk, drugi utkwiony w ramieniu pozostaje aż do śmierci, lekarz poinformował, że usunięcie kuli ze stawu barkowego może spowodować unieruchomienie stawu, co grozi, że ręka będzie bezwładna. Paweł nie wyraża zgody na drugą operację. Pocisk często później przypomina o sobie, boleśnie dokuczając. Paweł dzięki swemu nazwisku otrzymuje pracę w obozie jako ogrodnik. Życie miał odrobinę łatwiejsze niż pozostali żołnierze.

VII. Śmierć żony i dzieci

W 1939 roku podczas gwałtownego ostrzału miasta żona wraz z dwoma synkami (trzy i sześć lat) postanowiła ukryć się w stogu zboża, w którym schroniło się dwanaście osób. Stóg stał na polu za zabudowaniami, miedzy Szosą Zambrowską a ulicą Wąską. Bomba trafiła akurat w ten stóg. Wszyscy zginęli. Zebrane szczątki żony i dzieci zostały złożone do jednej trumny i pod osłoną nocy pochowane na cmentarzu przy ulicy Mikołaja. Syn Pawła Waldemar pobiegł do innej sterty i dzięki temu przeżył.

Z niewoli Paweł wrócił do domu jesienią 1942 roku. Doznał szoku, gdy dowiedział się, że jego najbliższa rodzina nie żyje. Syna Waldemara ponownie powierza pod opiekę swej siostry Natalii.

VIII. Wstępuje do Armii Krajowej

Pod koniec roku 1942 zaciąga się w szeregi Armii Krajowej. Przybiera pseudonim „Rekord”. Nie mógł znieść, że niemieccy żołnierze swobodnie i bezpiecznie chodzą po ulicach miasta. W AK zajmuje się szkoleniem młodych chłopców, którzy rwali się do walki z okupantami. Szkolił do akcji dywersyjnych, a w przyszłości do walk partyzanckich. Sam również brał udział w licznych akcjach zbrojnych.

W jednej z nich, pewnej marcowej nocy w 1944 roku, wraz z kolegą akowcem dokonywali rozpoznania okolicy wzdłuż rozlanej rzeki na odcinku Łomża – Drozdowo. W pewnej chwili zauważyli ich niemieccy żołnierze. Zaczęli w ich kierunku strzelać. Nie mogąc się wycofać ani szybko znaleźć innej drogi ratunkowej, partyzanci, ratując się, wskoczyli do wody. Kożuchy, które mieli na sobie, momentalnie nasiąkły, więc w pośpiechu ich się pozbyli, pozostawiając na wodzie. Zdezorientowani Niemcy dalej strzelali długimi seriami w to, co płynęło, myśląc, że to są ludzie. Paweł w ostatniej chwili chwycił się gałęzi, która zwisała do samej wody. Był mocno wyczerpany i wyziębiony. Będąc przewieszony przez konar, stracił przytomność. W takiej pozycji znalazł go nad ranem rybak, który wypłynął na połów ryb. Rybak, nie wiedząc kogo ratuje, zaciągnął Renferta do swego gospodarstwa i ukrył w stajni. Zakopał go w końskim oborniku po samą szyję. Tak ukryty i ogrzewany ciepłem koni przeleżał kilka dni, aż odzyskał przytomność. Gospodarz wraz z żoną, stojąc nad nim, głośno rozmyślali, co zrobić z tym gościem. Wówczas odezwał się i powiedział, że jest Polakiem i prosi o kontakt z bazą, która mieściła się na porośniętych chaszczami mokradłach w okolicach Pniewa. Miejscowi pomogli i odwieźli tam, gdzie wskazał. Partnera od rekonesansu nigdy nie spotkał, nic dowiedział się, kim był i jak się nazywał. Prawdopodobnie zginął w nurtach rzeki.

 IX. Koniec wojny

Według oficjalnej daty wyzwolenie Łomży nastąpiło 13 września 1944 roku. Front zatrzymał się na linii rzeki Narew i stał blisko pół roku. Miasto znalazło się w strefie działań wojennych. Cała ludność została wysiedlona. Mieszkańcy mogli ze sobą zabrać to, co unieśli lub załadowali na wózki (koni nikt w mieście nie miał). Przez pół roku obie wrogie strony ostrzeliwały miasto. W dniu 23 stycznia 1945 roku ruszyła wielka ofensywa zimowa. Mieszkańcy następnego dnia masowo zaczęli wracać do swych opuszczonych domów. Przeważnie zastali zniszczone lub wypalone budynki. Te, które ocalały, byty ogołocone ze wszystkiego, co przedstawiało jakąś wartość. Drewniane meble drzwi i okna służyły jako opał. Samo miasto doznało olbrzymich strat. Zniszczenie przekroczyło 70 procent. Do Łomży wróciło 12142 osoby. Przed wojną miasto liczyło około 28 tysięcy mieszkańców (bez wojska}. Najważniejsze budynki przestały istnieć: koszary wojskowe, więzienie, dworzec kolejowy, kościoły, szkoły, szpital, elektrownia, mosty, drogi i ulice, a nawet stadion miejski.

Paweł zastanawiał się, co dalej ma robić. Miał 41 lat. 33. Pułk Piechoty nie istniał. Koszary zniszczone. Podświadomie czuł, że obecna władza jest obca, że została narzucona siłą przez obce mocarstwo ze wschodu. Zdawał sobie sprawę, że zwycięskie państwa zachodnie wyraziły zgodę na obecny podział Europy. Przykro mu było, że Polaków nikt nie pytał o zdanie, jakiej chcę Polski. Nie było wolności, demokracji ani suwerenności. Nie ufał nowej władzy. Władza jednak o nim pamiętała, a szczególnie służby bezpieczeństwa.

Oświadczył się siostrze swojej żony Jadwigi – Janinie Blusiewicz. 8yła wdowę. Mąż jej, Wiktor, podczas wojny zginął od przypadkowych kul niemieckich na alei Legionów, naprzeciwko obecnego dworca autobusowego. Janina z Wiktorem miała troje dzieci, Zdzisława – 6 lat, Tadeusza – 2 lata i najmłodszą Barbarę. Tragiczne losy wojenne połączyły Pawła i Janinę. Ślub odbył się 26 czerwca 1946 roku.

X. Paweł a Urząd Bezpieczeństwa

Po zakończeniu wojny Urząd Bezpieczeństwa Publicznego śledził wszystkich, którzy przed wojną pracowali w służbach mundurowych: wojsku, policji itd. Zainteresowany był osobami, które były członkami partii prawicowych i religijnych. Interesowano się nawet tymi, którzy w 1920 roku walczyli z bolszewikami. Paweł również tym prawom podlegał.

Już na początku 1945 roku władze bezpieczeństwa zaczęły wykazywać zainteresowanie Renfertem. Przecież był zawodowym żołnierzem 33. Pułku Piechoty, był w szeregach AK i walczył. Bardzo często był wzywany na przesłuchania do „białego dornku” na Nowogrodzkiej, gdzie mieściła się siedziba UB. Funkcjonariusze z urzędu kilkakrotnie przychodzili do domu, przesłuchiwali i dokonywali rewizji. Byli bardzo zainteresowani strukturami organizacyjnymi 33. Pułku i AK. Po kilku dniach znów przychodzili i zadawali te same pytania. Informatorzy UB niejednokrotnie prowokowali, aby czegoś się dowiedzieć.

Oto dwa przykłady z lat nieco późniejszych. „W dniu 29 listopada 1955 informator o pseudonimie Kamień donosił do UBP wiadomość, iż Paweł Renfert z Łomży w szerszym gronie opowiadał anegdotę polityczną, ośmieszającą i szkalującą system gospodarczy istniejący w Związku Radzieckim oraz dostojników państwowych w Polsce i ZSRR. W sprawie tej miano przesłuchać świadków” (wypis z książki Urząd Bezpieczeństwo w Łomży – powstanie i działalność 1944-1956 Krzysztofa Sychowicza, s. 254. Ten sam autor w „Gazecie Bezcennej” nr 350 z kwietnia 2011 roku w cyklu „Łomżyńskie dzieje PRL-u” pod tytułem Zanim nastąpił 1 maja 1957 roku napisał: „Informator Kamień doniósł do SB. W rozmowie z Pawłem Renfertem na temat 1 maja w dniu 25 kwietnia 1957 roku. Paweł nieświadomy zagrożenia stwierdził w trakcie spotkania, że w Polsce nie powinno być propagandy z tej okazji, bo społeczeństwo otrzymało więcej wolności. Według niego na pochód powinni iść tylko ci, którzy mają chęć i byłi komuniści. Jako puentę dał przykład, że nie powinno się ciągnąć konia do wody, gdy on pić nie chce”. Dziwne jest to, że po odwilży politycznej, gdy do władzy doszedł Władysław Gomułka w październiku 1956 roku, jeszcze prowadzono inwigilację społeczeństwa.

 XI. Codzienne życie

W rok po ślubie przychodzi na świat córka. Ksiądz nie chce ochrzcić córki starosłowiańskim, pogańskim imieniem Bożena. W wierze katolickiej nie ma świętej o tym imieniu. W owym czasie dziecko podawane do chrztu musiało mieć imię jakiegoś świętego patrona. Zdenerwowany ojciec zdecydował, że pierwsze imię będzie Helena (tak jak pierwsza żona Pawła), a na drugie Bożena. Obecnie dorosła pani Bożena używa tylko imienia pogańskiego, tak jak pierwotnie chciał tata.

Nowa rodzina stworzona przez Pawła liczyła osiem osób, gdyż na utrzymaniu była jeszcze babcia Józefa Ciborowska. Wszyscy mieszkali w starym, parterowym. drewnianym domu, pokrytym słomianą strzechą. Zbudowany był przez pradziadka Ciborowskiego. Ciborowscy żyli z rolnictwa. Cała posesja była duża, miała 35 arów. Pośrodku dzieliła ją drewniana stodoła wybudowana przed 1910 rokiem. Rodzice Janiny podzielili ją na pół. Jedną połowę otrzymał brat Edward Ciborowski, a drugą – Janina.

Janina z Pawłem pobudowali nowy dom murowany w 1950 roku. Przeprowadziła się do niego cała rodzina, oprócz syna Pawła – Waldemara. Waldemar w tym czasie przebywał w więzieniu w Rawiczu za działalność wywrotową, wrogą przeciwko władzy ludowej. Otrzymał wyrok 15 lat ciężkiego więzienia. Na mocy amnestii w 1956 roku, po dziewięciu latach, wyszedł na wolność. Nie ułożył sobie życia. Żył samotnie. Zmarł w 1979 roku, mając 50 lal. Pochowany został w Ostrowi w grobie rodzinnym, obok swojej matki Heleny.

Paweł miał trudności z pracą, wiadomo dlaczego. W 1948 roku rozpoczął pracę w Starostwie Powiatowym w referacie wojskowym. Następnie był kierownikiem łaźni miejskiej przy ulicy Zjazd. Był także kierownikiem punktu skupu surowców wtórnych. Gdy powracał z pracy do domu, zawsze najpierw zachodził na dłuższą chwilę do swych gołębi, które zaraz po wojnie znowu hodował. Nie pomagały nawoływania żony: „Chodź, bo obiad stygnie” i często musiała jeszcze raz podgrzewać. Żona Janina zajmowała się prowadzeniem domu, wychowaniem dzieci. W zabudowaniach gospodarczych były dwie krowy, kilka świniaków. Z Unry był koń, który dożył sędziwego wieku. W obejściu Ronfertów były zawsze psy, koty, drób. Ze wszystkich hodowlanych zwierząt najważniejsze byty gołębie – gołębie pocztowe. Żonie nigdy nie przeszkadzało, że mąż spędzał przy nich swój wolny czas. Na podwórzu, na honorowym miejscu, stał obszerny, okazały gołębnik. Zbudował go sam Paweł, który miał smykałkę do majsterkowania. Gołębnik był ładny {podziwiali go i zazdrościli mu koledzy) i spełniał wszelkie warunki do hodowli gołębi pocztowych na owe czasy. Ptaków było zawsze dużo, ponad sto.

 XII. Powołanie Stowarzyszenia Hodowców Gołębi Pocztowych

 Po obiedzie, gdy już nie musiał pomagać przy gospodarstwie, zajmował się swoją pasją. Często spotykał się z przyjaciółmi z wojska i działań wojennych. Najważniejsi to: Marcin Duczyński z ulicy Sikorskiego 74, Lubomir Bielicki z Kierzkowej, Leopold Gawkowski z Wąskiej, Marian Załęski ze Świerczewskiego 133/1, Jerzy Cwalina z Kierzkowej 30, Jan Charubin, który był bez nogi i mieszkał w Rogienicach Wielkich, na zebrania i gołębie na lot przywoził wozem konnym tzw. żeleźniakiem (12 km), Józef Dymko i ulicy Zdrojowej 5. Do Pawła można było przyjść zawsze o każdej porze, miał czas i serdeczność dla każdego, potrafił doradzić, wysłuchać. W czasie tych nieoficjalnych spotkań zastanawiali się, planowali i rozmawiali często do późnych godzin nocnych w sprawie powołania organizacji hodowców gołębi pocztowych. Sprawa była niełatwa, gdyż brak było chętnych do spełnienia wymaganego limitu piętnastu osób. Wielu z tych, którzy należeli przed wojnę, zginęło lub nie wrócili do Łomży z wygnania. Przed wojną do związku należeli przeważnie wojskowi. Osoba cywilna w owym czasie musiała uzyskać zgodę na przynależność z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a to nie było łatwe.

Po pięciu latach zabiegań i starań w dniu 1 czerwca 1953 roku powołano Związek Hodowców Gołębi Pocztowych.

Taka data figuruje w najstarszych dokumentach archiwalnych Oddziału Łomża. Pierwszym prezesem został Marcin Duczyński. Co kadencja zmieniali się w prezesowaniu z Pawłem Renfertem.

Gołębie wystartowały, a wokół życie budziło się ze snu

Powrót gołębia z lotu to było wielkie przeżycie. Ptak był serdecznie witany i ucałowany. Paweł Renfert długo omawiał ten wyczyn ze swymi kolegami. Zegarów specjalnych do mierzenia czasu z powrotu gołębi w Łomży nikt nie miał. W owym czasie koszt takiego urządzenia wynosił trzy pensje przeciętne krajowe. To była zbyt duża kwota dla łomżyniaka. Zegary te można było zakupić za granicą za dewizy, w dolarach lub markach niemieckich. Gdy gołąb wrócił z lotu należało go przynieść do prezesa. W następnych lotach donosiło się tylko specjalną kontrolną gumową obrączkę, która była zakładana na nogę przed wysłaniem gołębia na lot. Na stole stał zegar, zwyczajny „budzik”, i słoik, do którego wrzucało się gumkę, a prezes zapisywał na liście powrotu czas według budzika. Spisana lista ustalała kolejność przylotu gołębi. Nie uwzględniano w owym czasie dobiegu hodowcy z gołębiem czy z gumką do „słoika”. Nie brano pod uwagę odległości między centralnym punktem, który stanowił „słoik” a gołębnikiem, do którego wrócił gołąb. Pomimo tych mankamentów zabawa była wspaniała a ptaki dolatywały przez cały tydzień. Koledzy, którzy się spotkali, zawsze mogli porozmawiać o tym, jak gołębie wracały.

XIII. Śmiertelna choroba

W roku 1961 r. Paweł Renfert, który nigdy wcześniej nie miał problemów ze zdrowiem, zachorował. Poczuł się bardzo źle. Lekarz chirurg Zbigniew Chrzanowski postawił diagnozę: wrzód żołądka i prawdopodobnie dwunastnicy. Z dnia na dzień był coraz słabszy. Ograniczył hodowlę gołębi do minimum. Mówił, że nie może się poddać, przecież musi dokończyć tyle spraw, musi być silniejszy od choroby, że przecież czekają na niego koledzy ze związku.

W dniu 30 marca 1965 roku przeszedł operację jamy brzusznej.

Diagnoza była straszna – nowotwór żołądka z przerzutami. Walczył z chorobą, nie poddawał się, jednak wyrok losu był nieubłagany.

Paweł czuł, że zbliża się kres życia. Przed ponownym wyjazdem do szpitala prosił synów, aby go na siodełku zrobionym ze splecionych dłoni obnieśli po podwórku. Zatrzymali się na dłużej przy otwartym gołębniku. Podali mu gołębia do rąk. Z oczu spływały łzy jak groch po policzkach. Wcześniej udowadniał wiele razy, że był człowiekiem twardym i głębokie wzruszenia go nie dotyczyły. Powiedział: Ja tu już nie wrócę. Zaopiekujcie się Bożenką i gołębiami, i nie płaczcie po mnie”. Na prośbę ojca posadzili go na ziemi. Ukląkł ucałował gołębia i ziemię, po której tyle lat chodził.

Ostatnie trzy miesiące przeżył w niewyobrażalnych cierpieniach. Przez cały okres choroby nie było słowa skargi. Ból znosił z cierpliwością i godnością. Zmarł w dniu 9 listopada 1965 roku, przeżywszy 61 lat.

 

Pogrzeb zgromadził tłum ludzi w kościele i na cmentarzu. Żegnała go liczna rodzina, koledzy z wojska, sąsiedzi, duża grupa hodowców gołębi, liczni znajomi. Gdy trumnę wpuszczano do mogiły, jeden z synów wypuścił dwa gołębie.

W swoim nie za długim życiu ukochał trzy pasje ponad wszystko: rodzinę, wojsko i gołębie. I im też został wierny do ostatniego tchu życia. Żona nigdy nie umiała wymienić, która z tych pasji była na pierwszym miejscu.

Dobre wspomnienia o Pawle Renfercie niech trwają między nami hodowcami jak najdłużej, pozostanie na zawsze wspaniałym człowiekiem, kolegą, przyjacielem i hodowcą.

Pragnę podziękować Pani Bożenie Helenie Wieczorek-Stępińskiej, córce Pawła Renferta, za udzielenie wielogodzinnych informacji, za udostępnienie fotografii i za różne cenne dokumenty.

Gołąbki

Choć oczy moje nie będą widziały.
Choć uszy nie będą słyszały,
Pamięć powraca w tęsknocie jak burza
Serce się miota i czoło zachmurza.

 Ten dom rodzinny ten gołębnik stary
Przeprowadzam ten obraz przed swymi oczami
Pamięci nie udało się uchwycić
Tym widokiem oczu mych nasycić

Mały gołąbku porwała Cię chmura
powróciłeś po latach lżejszy od pióra.
Gdy żadna wroga nie chwyciła Cię ręka
Jesteś u mnie bezpieczny – gościu – i się nie lękaj!

Dla mojego taty, niech otaczają go Gołębie w niebie
(zmarł 9.11.1965 r.)
Bożena Wieczorek Stępińska Łomża, dnia 13 czerwca 2011 roku

Epilog

Od dzieciństwa marzył o wojsku i chciał być żołnierzem. Bez wojska nie wyobrażał sobie życia. Z wielką dumą i szacunkiem nosił mundur, który stale był wyprasowany, a wyczyszczone buły lśniły jak nowe lakierki. Na wszystkie uroczystości rodzinne, na spacery z żoną, szedł w mundurze.

Ogród miejski w Łomży. Paweł z żoną i znajomymi na głównej alei

Ogród miejski z bramą główną 1913 r.

Do Ludowego Wojska Polskiego go nie przyjęli, a przecież był urodzonym żołnierzem. Przez długie lata myślał, ze dostanie powiadomienie-powołanie, aby stanąć w szeregi armii. Przecież walczy! z wrogiem, był dwukrotnie ranny we wrześniu 1939 r. Obóz jeniecki, w którym przebywał trzy lata, to nic były wczasy. Tu też walczyło się o każdy dzień przetrwania, o życie. W szeregach Armii Krajowej omal nie zginął

Zamiast otrzymywać zasłużone nagrody, odznaczenia, był przez długie lata śledzony, przesłuchiwany i szykanowany, a potem do końca życia zapomniany.

Swoim dzieciom często opowiadał o wojsku. Miał same dobre wspomnienia. Mówił z sentymentem i nostalgią. Wstyd mu było, że ówczesne władze tak potraktowały go po zakończeniu wojny. Z tego powodu byt rozgoryczony i żył z wielkim żalem.

Całą energię skierował na rodzinę i pasję, którą zajmował się od dziecka. W wolnym czasie po pracy zajmował się gołębiami. Przy nich odpoczywał i nabierał sił do następnego dnia. Gołębie zawsze były pocztowe – zwane popularnie przed wojną wojskowymi, gdyż na obrączkach aluminiowych widoczne było godło państwowe.

Obrączki aluminiowe z lat 1955 – 1965

Posiadał doskonały słuch muzyczny. Miał ładny głos i często śpiewał piosenki żołnierskie, gdy był zadowolony i dopisywał humor, np.: Wojenko, wojenko…, Jak to na wojence ładnie…. Ułani, ułani, malowane dzieci. Najczęściej śpiewał Piechotę. Wiadomo dlaczego. Z okresu wojny i okupacji to: Rozszumioły się wierzby płaczące i Czerwone maki. Z innych popularnych piosenek: Nie kochać w taką noc to grzech…, Tango Milongo…, Młodym być i więcej nic…, Już nigdy…, Jo się boję sama spać…, Miłość ci wszystko wyboczy. Najładniejszy jednak muzyką, której codziennie słuchał z wielką przyjemnością, było gruchanie gołębi. Każdy gołąb robił to trochę inaczej. Nie widząc ich, wiedział, który właśnie się odzywa. Gołębie mu się wdzięcznie odpłacały – spokojnym zachowaniem, chodziły blisko niego, nawet po stopach. Siadały na ramionach, głowie i wyciągniętej ręce. Gdy wchodził na swoją posesję, zrywało się kilka z nich i leciały wolno nad głową jakby prowadziły go do gołębnika.

Moje gołębie

Niedzielny ranek, niebo pogodne.
Nagłe rozlega się skrzydeł szum.
Tysiące ptaków wita przestworza.
Lecą wytrwałe, tam gdzie ich dom.

Tam gdzie stęskniony hodowca czeka.
Gdzie niecierpliwie spogląda w dal.
Przed nimi jeszcze droga daleka.
Lecą gołębie szybkie jak wiatr.

Wracają ptaki z dalekiej drogi.
Płyną po niebie, niesie je wiatr.
W przestworzach piękne, zwinne i lekkie.
Słońce w ich piórach figlarnie gra.

Czym się kierujesz, maleńki ptaku.
Lecąc bezbłędnie gdzie miejsce twe
Miłość hodowcy daje ci znaki.
To on ci Swoje marzenia śle.

A ty powracasz wdzięczny za miłość.
Którą otacza cię każdy z nas.
Nasze marzenie dziś się spełniło.
Na odpoczynek nadchodzi czas.

Przyjdzie niedziela, nowe rozstanie.
Ty będziesz leciał, ja czekał tu.
Aby zgotować ci powitanie.
Kiedy zmęczony powrócisz

                                  1999r.
Bartłomiej Tomasz Kłos
Rypin

Hodowla Gołębi Pocztowych”. nr 6/2000

Drugą wielką pasją był Związek Hodowców Gołębi Pocztowych, którego był twórcą. Traktował go jak umiłowane dziecko. Związek był dla niego życiem. Jako działacz społeczny wzbudzał podziw i szacunek kolegów. Wielu z nich chętnie pomagało i współpracowało. W swoim mieszkaniu zgromadził cenne dokumenty z początkowych lat działalności związku w Łomży. Po śmierci zostały w jego mieszkaniu. Przeleżały bezpiecznie ponad 30 lat. Nikt ich nie szukał.

W 1984 roku wróciłem do Łomży na emeryturę. Wcześniej, mieszkając w Krośnie Odrzańskim, hodowałem gołębie i należałem do związku. Pełniłem w nim różne funkcje społeczne. W Łomży zacząłem szukać i zbierać stare dokumenty związkowe. Zamieszkałem po sąsiedzku z pasierbem Pawła Renferta, który opowiadał o nim. Pytałem, czy nie posiada jakiś dokumentów z działalności ojczyma. Twierdził, że nic ma i odradzał wizytę u matki, gdyż była już staruszką mocno schorowaną. Nie poszedłem, bo po co, skoro żadne dokumenty z działalności gołębiarskiej się nie zachowały.

Wiosną 2011 roku przypadkowo poznałem córkę Pawła – Bożenę. Powiedziałem jej, co mi opowiadał jej przyrodni brat. Odpowiedziała spokojnie i rzeczowo, że takie dokumenty, o które pytałem, leżały jeszcze ponad 10 lat na strychu w dużym drewnianym kufrze. Podczas generalnego remontu i przebudowy domu trzeba było ze strychu wszystko wynieść. Kufer był mocno zniszczony, a o te stare papiery nikt nigdy nic spytał. W tych dokumentach było dużo spisów członków z dokładnymi adresami. Aby nie dostały się w obce ręce zostały razem ł kufrem spalone w 1995 roku. Dokumentów był pełen kufer, prawdopodobnie jeszcze sprzed 1939 roku. O swojej matce powiedziała, że do samej śmierci była przyjaźnie nastawiona do ludzi. Miała bardzo dobrą pamięć. Była gościnna i byłaby zadowolona, gdyby ktoś przyszedł ze związku w sprawie męża Pawła i w sprawie jego zbioru starych dokumentów. Byłaby zadowolona, że ktoś dalej by je prowadził.

Do tej pory nie mogę sobie wybaczyć, że nie spotkałem się z Panią Janiną Renfertową, która żyła jeszcze ponad 12 lat, gdy zbierałem dokumenty i wiadomości sprzed lat.

Paweł Renfert był pionierem hodowli gołębi pocztowych. Pozostawił niezatarty ślad swej bogatej działalności w PZHGP Oddziału Łomża.

Janusz Dąbrowski

Deklaracja wstąpienia do Towarzystwa Hodowców Gołębi z 1923 r

Deklaracja wstąpienia do Towarzystwa Hodowców Gołębi.

Karty okolicznościowe z gołębiami sprzed 1939 r.

  Karty świąteczne z gołębiami

Znaczki z gołębiami

 

 

 

 

204 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Hanka Bielicka

Biografia :: Hanka Bielicka  1915 – 2006, urodziła się w 1915 roku w miejscowości Konowka (obecnie Ukraina). Studiowała romanistykę na Uniwersytecie Warszawskim i aktorstwo w Państ[...]

Mamert Wandalli

Mamert Wandalli W latach trzydziestych ubiegłego wieku na ulicach Łomży spotykano często starszego pana ubranego w mundur, który w 1922 roku wprowadzono dla powstańców styczniowyc[...]