Poezja

Propozycja dla Poetów

Sławić, kochać i wielbić swoje miasto trzeba i można na różne sposoby. Domeną historyków niewątpliwie będą naukowe dysputy, artykuły, referaty. Dziennikarze zabłysną niejednym ciekawym reportażem. Nauczyciele w zanadrzu mają swoje rozprawki, opisy, opowiadania. Mieszkańcy, w mowie potocznej, nie będą szczędzić słów zachwytu.

Jednak, na szczęście,  pozostaje pewna przestrzeń, którą wypełnić może tylko… poezja. To właśnie słowo poety najpełniej odda skryte w sercu emocje w całym ich bogatym spektrum. Poezja emanuje kolorami i odcieniami uczuć. Dzięki poezji te uczucia podlegają swoistej nobilitacji – nie ukrywają się pod postacią beznamiętnych słów mniej lub bardziej naukowego wywodu, nie chowają się na marginesie opisywanych wydarzeń i  faktów,  nie wstyd o nich pisać… Poza tym poezja ma w sobie coś z muzyki i malarstwa. Obrazy, które ”maluje” powstają tuż pod powieką. Wystarczy tylko przymknąć oczy i wsłuchać się w melodię poszczególnych słów, a one z pewnością przeniosą duszę w nowe światy niezapomnianych doznań.

Zdarza się nierzadko, że prozie trudno trafić do odbiorcy, a bez najmniejszych barier udaje się to właśnie poezji! Albo inaczej – tam, gdzie proza nie trafi, poezja dotrze z łatwością, a często i z przyjemnością. Niewątpliwie  przyjemność z obcowania z poezją jest obopólna dla twórcy i odbiorcy. Poeta wiedziony przemożnym wewnętrznym nakazem przekazuje światu  swoje widzenie rzeczy. Odbiorca będzie to zawsze  „konsumował” poprzez pryzmat własnych przeżyć, a  nadając  temu  widzeniu swoją perspektywę uczyni dzieło poetyckie bliskim sercu.

Taka nadzieja przyświeca nowej inicjatywie twórców Serwisu Historycznego Ziemi Łomżyńskiej, którzy na swoim portalu postanowili uruchomić witrynę poetycką. Nie będą to strofy przypadkowe, ale tylko te poświęcone ziemi łomżyńskiej i  samej Łomży.

W imieniu Redakcji Serwisu zapraszam więc wszystkich, którzy czują się poetami do nadsyłania na adres redakcji swoich wierszy. Po pozytywnej weryfikacji utwory te  zostaną zamieszczone w wyżej wspomnianej zakładce, dzięki czemu przemawiać będą do naszych czytelników swoim własnym niepowtarzalnym językiem obrazów i uczuć.

Beata Sejnowska – Runo, dziennikarz obywatelski Serwisu Historycznego Ziemi Łomżyńskiej

 

 

 

Romuald Sinoff

Romuald SinoffUr. 7 lutego 1940 r. w Zambrowie. Jest emerytowanym nauczycielem Zespołu Szkół Ekonomicznych w Łomży. Od 1974 r. mieszka w Łomży. Brał udział w konkursie poetyckim organizowanym przez MDK-DŚT w Łomży – „O kwiat akacji” w roku 1982, 1985 i 1986, uzyskując trzy wyróżnienia.

Nagrodzony w 1990 r. w Ogólnopolskim Konkursie „Pamiętniki nauczycieli” oraz w 1996 r. w konkursie poetyckim Zespołu Szkół Ekonomicznych. Finalista Czerwcowego Konkursu Jednego Wiersza – 2006, 2007, 2008, organizowanego przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Łomży. Autor otrzymał wyróżnienie w konkursie literackim „Tamten dzień pamiętam z…” – Kolno 2009.

W roku 2010 MOK w Zambrowie wydał opowiadania Romualda Sinoffa „Moje miasto a w nim…ulica Mazowiecka” (część druga w przygotowaniu). Debiutował w 2006 roku tomikiem wierszy „Mnie tak dużo w życiu nie trzeba”.

Spacerkiem po Łomży

Mnie tak dużo w życiu nie trzeba
tylko świty oglądać nad Narwią
iść spacerkiem przez Krótką i Długą
Stary Rynek w podcieniach przywitać
pełną gwaru strojną ulicę Farną.

Zajść do Matki Pięknej Miłości.
Podziwiać zachody ze wzgórza od krzyża
nie oczekując poranku i odchodzącej młodości
bo co stać się musi to i tak się zbliża.

Mnie tak dużo do szczęścia nie trzeba
Idąc sławnych Łomżan pomniki nawiedzić
Chwycić kroplę serdeczności i kawałek czystego nieba,
a po drodze przyjaciół odwiedzić.

Brodzić boso w kaczeńcach złocistych
We wstęgach Narwi oglądać obłoki
Panoramę Łomży z fortów i pagórków falistych
Mieć w oczach aż po horyzont błękitny, szeroki.

Mnie tak bardzo niewiele potrzeba
Idącemu przez park Wagi o brzasku
tylko trochę błękitnego nieba
a nad mym miastem pogodnego zmierzchu

Pragnę przejść przez to miasto kochane
przytulić do serca mego z troską
poznać dni te przed nim nieznane
widzieć jak codziennie rozkwita z radością

Kroczącemu po ścieżkach mych przodków
Wspomnień jasnych z kart burzliwej przeszłości
Chwil zadumy nad czasem minionym
z lat dzieciństwa i wczesnej młodości

Mnie tak wiele do szczęścia nie trzeba
gdy wyjeżdżam zaraz wracam z tęsknoty
i jak światła Łomży w rozlewiskach Narwi zobaczę
nocą śnię o tym mieście sen piękny sen złoty.

 

7:45

Rano
marsz pokoleń
maluchów z plecakami
ciężkich wiadomości
w kolorach plastelinowej tęczy
podlotków
jak stado wróbli krzykliwych
par licealistów
o dłoniach złączonych nadzieją
że jutro ich będzie spełnieniem
studentów
ubranych w różowe okulary świata
pełnych nadziei i złudzeń
uśmiechem losu wybranych
staruszków
niosących torby bagażu
zakupów z kartką
Na wszelki wypadek zapominania
tych dni przeżytych tak odległych
jak wydarzenia czasu przeszłego 

 

***

My mieliśmy swojego palanta
klipę i szmaciankę ulicy
by jak zwykle każdego ranka
skrzyknąć się i grać do ciemnicy

Nam rekordy pachniały w trampkach
nasze swojskie kolegów i moje
ty musisz mieć adidas lub pumę
aby zacząć te swoje podboje

Zwykły buksiak już ci nie wystarczy
by zmierzyć swój czas i międzyczas
my jak zwykle twardzi uparci
biegaliśmy z rosą na gaz

W dniu codziennym i w letniej przygodzie
nasze ciała rzeźbiły strumienie
ty aby zanurzyć się w Narwii
chcesz mieć wodę jak mówisz marzenie

Wszystkie górki z Bony zjeżdżone
stare szlaki do Jednaczewskiego przetarte
i nie trzeba było mieć markery
jednak takie życie było coś warte

W zimowej niebieskiej poświacie
bladolicy oświetlał nas księżyc
gdy gromadą jak młode wilczki
przecieraliśmy ślady swoich cieni.

Należało pokonać swą słabość
mieć uznanie chłopców z ulicy
mój mały to jedno ci powiem,
że wiadomo było kto w mieście się liczy.

 

Rozlewiska Narwi

Portrety drzew
moczących nogi
marszczone wiatrem
czerwone słońce
zanurzone
by utonąć w głębi
za horyzontem
platynowy księżyc
ogląda ciszę
wieczoru
do brzasku dnia
rozciętego krzykiem
bekasa
wiatr wzmaga się i burzy
harmonię nocy
świt wywołuje
w rozlewiskach
zatopione obrazy
utrwalane światłem poranka
płynąca wstęga Narwi
niesie obłoki rozcięte sitowiem
odsłania błękitną kurtynę
doliny
w radosnym oczekiwaniu
na ikarowe loty
i śpiewne zachwyty ptaków 

 Łomża

Rozpięte na wzgórzach ramiona
wieże kościołów
złocone promieniami
srebrzone księżycem
przegląda się
w nurtach Narwi
poprawia zmarszczki ulic
Rybaków i Woziwodzkiej
a już w kolejce stoi Długa
panna strojna do Rynku
ukwiecona pozłacana światłem latarń
i zazdrosny Zjazd od Placu Kościuszki
w purpurze wschodzącego słońca
to miasto budzi się
śpiewem ptaków
z kolorowymi snami mieszkańców
uśmiechem każdego dnia
tak samo piękne
pięknem poranku

Zaobserwowane

Przywieźli ją z dzieckiem
posadzili przed kościołem
teraz będzie żebrać
daj panie daj złoty
brzęk monety
szept nieznanej modlitwy
nadzieja
na kupno litości
u spotkanych serc
przyjadą zabiorą całe proszone
może zostawią grosze
na chleb i mleko dziecku

do następnego razu

Jednaczewski las

W maleńkiej kapliczce
mieszka
Mateńka nas wszystkich
przed nią stała płacząca kobieta
z różańcem w ręku
a Matka jak siostra
gładziła jej włosy
wiatrem zaplatała warkocz
szeptała nie płacz
twój syn też zmartwychwstanie
gdy przyjdzie czas
wspomnij co obiecał Pan
już nie płacz nie płacz
odchodzącej wiatr osuszał łzy

____________________

Iwona Krzepkowska-Bułat

Iwona-Krzepkowska-Bulat

Jest rodowitą łomżynianką, wnuczką znanego i  cenionego w naszym mieście felczera ( później lekarza) Kazimierza  Żochowskiego. Mieszkała w Łomży do matury w 1949 roku. Absolwentka SGGW. Inżynier – technolog drewna. Przez ponad trzydzieści lat pracowała w zakładach przemysłu drzewnego w Białymstoku.  Od kilkudziesięciu lat mieszka w Piastowie pod Warszawą, ale Łomża była i jest dla niej najdroższym miastem –

Jest takie miejsce na ziemi Tak ukochane ogromnie, Najcudowniejsze, najmilsze, Którego się nie da zapomnieć. Tym miejscem jest moje miasto Niby zwyczajne, a przecież Drugiego takiego, jak Łomża, Nie ma na całym świecie.

Autorka wierszy o różnej tematyce i  wspomnień o Łomży pierwszej połowy ubiegłego wieku, publikowanych tak w  wydawnictwach zwartych ( książki), jak też różnych periodykach.

Łomża

Miasto z jeleniem w herbie, najmilsze moje Miasto,
Myślami wciąż wracam do Ciebie. Gdy w nocy nie mogę zasnąć.
Przez długie, bezsenne godziny przemierzam Twoje ulice
I widzę Cię takim, jak kiedyś: te same kamienice
Z mrocznymi bram wnękami, kochany Rynek Stary,
Budynek Magistratu z tym samym na wieży zegarem,
Ulice brukowane, wszystkie znajome takie:
Dworna, Polowa, Długa, Farna, Sadowa, Rybaki
I Plac Pocztowy ze skwerem, a w cieniu drzew obok niego
Rząd czarny konnych dorożek – jak w wierszach Gałczyńskiego,
Wszystko zaczarowane, konie i dorożkarz
Stoję i patrzę i słucham…. Czy ja tak tylko marzę?
Czy może to naprawdę cofnął się czas o te lata
I znowu jestem w najdroższym ze wszystkich miast tego świata,
W Mieście mojego dzieciństwa, w Mieście, co było mi rajem,
Wszystko jest takie prawdziwe i nawet mi sie wydaje,
Że słyszę najwyraźniej, jak pośród dymu z kominów
Rozpływa sie dźwięk sygnaturki od Ojców Kapucynów.
Na starej dzwonnicy Fary też rozdzwoniły się dzwony.
Ich głos płynie nad miastem, ku Górze Królowej Bony,
Ku Narwi, co wije się w dole i miasto otacza wieńcem,
Ku łąkom, gdzie każdej wiosny kwitną złociste kaczeńce
I echem powraca do miasta, jak fala dawnych wspomnień
O tym, co już nie wróci. I czegoś tak żal ogromnie…

Żołnierze Armii Krajowej

Nie powiewały sztandary, nie grały surmy bojowe,
Gdy wyruszali do boju żołnierze Armii Krajowej.
Choć nie nosili mundurów, nie mieli czołgów, ni armat
Do walki nierównej stanęli, jako podziemna armia.
Walczyli podstępnie, z ukrycia, mszcząc się za krzywdy doznane
I nawet za cenę życia chcąc zerwać niewoli kajdany.
A krwi nie żałowali i śmierć też mieli za nic
Rzucali na stos swe życie, niby kamienie na szaniec.
A dzisiaj, ci co zostali, żyją już tylko wspomnieniem
Lat tamtych walki krwawej żywe historii cienie.
Kiedyż to wszystko minęło? Niedawno byli tak młodzi.
A teraz już wielu odeszło, im także czas wkrótce odchodzić.

Czy młode pokolenie doceni ich czyny chwalebne?
Nie jeden wszak dzisiaj pyta: „komu to było potrzebne?
Po co wci
ąż o tym wspominać?
Przecie
ż to wszystko nas nudzi.
To temat dla historyków, nie dla zwyczajnych ludzi.”
 Nie da się nigdy wymazać z pamięci tamtych wspomnień.
Choć tyle lat już minęło, niech pamięć wiecznie trwa
O Bohaterach Podziemia, dawnych żołnierzach AK.

Wiersz ten dedykuję mojemu ukochanemu Mężowi Adamowi, byłemu żołnierzowi A.K. Międzyborów, lipiec 2000 roku

Po co Wam to było Chłopcy?

Po bezdrożach, przez lasy, moczary
Leśnych chłopców szły oddziały szare
W zimnym wietrze, w deszczu,
ciemną nocą

Po co wam to chłopcy było, po co?

Poprzez pola, zaśnieżone drogi.
Na nierówną walkę, na bój z wrogiem.
Karabiny w przemarzniętych rękach

Po co wam to chłopcy było, po co?

Utrudzeni, głodni i spragnieni
Gdzieś wśród lasu siadali na ziemi
I śpiewali pieśni przy ognisku

Po co wam to chłopcy było, po co?

W mróz i w upał, czy to w dzień,
czy w nocy
Wędrowali patrząc śmierci w oczy
Wielu życiem młodym zapłaciło

Po co wam to chłopcy było, po co?

Umierali z ran w straszliwej męce,
Padł nie jeden, by nie powstać więcej,
Biały krzyż pozostał nad mogiłą
Po co, chłopcy? … Bo tak trzeba było!

Międzyborów, lipiec 1998 r.

 

____________________

Ojciec Jan A. Bońkowski

ojciec-Jan-BońkowskiKapłan w zakonie Braci Mniejszych Kapucynów w Łomży, aktywny i zaangażowany instruktor harcerstwa na Białorusi, którego był naczelnym kapelanem. Redaktor dwumiesięcznika harcerskiego „Bogu i Ojczyźnie” oraz autor książek: „Nad Narwią, Newą i Niemnem”, „Tropami druha huragana, czyli harcerstwo polskie na Białorusi”, „Kalwaria Podlaska w Serpelicach”, „Polskie wierszowanie”, „Spotkałem Ojca Honorata”.

wiersze:

 

 W III URODZINY

Serwisu Historycznego Ziemi Łomżyńskiej
Twórcom i Redakcji Serwisu oraz
Członkom Łomżyńskiego Bractwa Historycznego
i wszystkim Miłośnikom Historii

najlepsze życzenia następnych twórczych i
ciekawych stron na kolejne płodne lata
ukazujące piękno historii naszego Miasta –
od ich sympatyka o. Jana Bońkowskiego

 

Sen o Łomży

Serce radośniej bije,
Gdy Łomża wznosi się wzwyż
Nad Narwią, co wstęgą się wije,
Co mi tam Roma, czy dumny Paryż.

Tu w Łomży jak w raju się żyje –
Wie to Łomżyniak i ten,
Kto zda się podziwia niczyje
Uroki mej Łomży jak sen.

I choć za chlebem po świecie
Ujechał łomżyński kwiat,
Po nocach im śni się, czy wiecie?
Z ich Łomży złożony świat.

Tu myślą wracają po nocach
Na place i Rynek Stary,
By w sercu i w swoich oczach
Wpleść szczęście, a nie mary.

I tak radosnym krokiem
Polową, Giełczyńską, na wprost
Schodkami szleńczym skokiem
Nad Narew, Żelazny Most.

A stąd wzrok pada na wieżę,
Co „Ciśnień” dziś nazwa brzmi:
Lecz miast lać wodę – w to wierzę,
Ona swym kunsztem lśni.

A jakżesz piękne świątynie,
Choć wieżyc nie zliczysz wiele.
Historia mej Łomży z nich słynie
Na co dzień i każdą niedzielę.

Więc nie śnij po nocach, mój drogi!
Bo Łomża wciąż czeka Cię.
Wróć tu zasobny, ubogi…
Do Łomży – twą Matką się zwie.

Cdn.

 

2 Komentarzy

  1. Henryk Sierzputowski
    18 kwietnia 2015  12:44 przez Henryk Sierzputowski Odpowiedz

    W poezji łomżyńskiej został dodany przez Pana Romualda Sinoffa wiersz pt. Las Jednaczewski.

  2. Henryk Sierzputowski
    5 października 2015  21:38 przez Henryk Sierzputowski Odpowiedz

    W dziale Poezja mamy kolejnego autora wierszy o Łomży. Jest nim o. Jan Bońkowski. Dzisiaj dodano Dwa wiersze. Będzie jeszcze więcej.

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.