Relikty demonologii ludowej w miejscowościach nadbiebrzańskich. Część 2

Link do części 1:
Relikty demonologii ludowej w miejscowościach nadbiebrzańskich Część 1.

Relikty demonologii ludowej w miejscowościach nadbiebrzańskich

Zapadłe kościoły i grody

Motyw zapadłego kościoła, cerkwi lub zamku dość często wykorzystywany był w opowieściach ludowych bajarzy. Przedstawione poniżej opisy, raczej ubogie w warstwę fabularną, dotyczą jednak konkretnych miejsc i stanowią źródło ludowej wiedzy historycznej. W przypadku obiektu sakralnego, to stałym elementem tych wierzeń było przeświadczenie, że świątynia zapadła się w czasie nabożeństwa, zwykle w efekcie grzesznego działania człowieka. Przykładem tego jest historia kościoła koło Promisek. Jeden z rozmówców przedstawił to w następujący sposób:
Na Lipowej Górze, co jest za rzeką, był kościół. Dzwony zaczynały bić o dwunastej. Rybak ciągnął tam sieć – to było w niedzielę i on nie poszedł do kościoła, i miał grzech. Zerwał się wiatr. On zobaczył wstęgę na wodzie, zrobiło się zapadlisko. Sieci rwały się o zatopione dęby. Promiski gm. Augustów
Inną legendą mającą wyraźne odniesienia historyczne jest opowieść o kościele w Krzywej. Świątynia ufundowana w 1638 roku nie przetrwała tragicznych wydarzeń potopu szwedzkiego.,, Legendę o zaginionym kościele w Krzywej ,, spisał krypniański ksiądz Antoni Walentynowicz (zm. 1944 r.), której fragment prezentowany jest poniżej:

(…) Raz w uroczystość
Zmartwychwstania Pana,
Kiedy – Alleluja
Radośnie śpiewano
A ksiądz przy ołtarzu
Ofiarę sprawował
I organ ludowi
Do śpiewu wtórował.
Rozległ się wrzask dziki,
Napadli Tatarzy
A że lud się modlił
A kapłan ofiary
Świętej nie przerywał
I o pomoc do nieba
Boga i Niepokalaną
Dla ludu wciąż wzywał.
Góra zadrżała
Na krzyż rozstąpiła
I kościół wraz z ludem
Na wieki pokryła.
I dziś na tym miejscu
Widać zagłębienie
I w każdą Wielkanoc
Słychać w ziemi pienie.
To kapłan ofiarę
Niekrwawą sprawuje
A organ ludowi

Do śpiewu wtóruje.” Krzywa gm. Jasionówka
Poruszającą, z wyjątkowo silnym przekazie dydaktycznym, jest spisana przez Jadwigę Solińską, poetkę ludową z Wąsosza opowieść,, O Kajetanie i zapadniętym kościele w Wąsoszu”.

Kilkadziesiąt metrów za kaplicą, na starym cmentarzu, znajdował się dawniej dół, zasypany przed ponad 40 laty. Ludzie powiadali, że dawniej stał tam kiedyś kościół, który zapadł się pod ziemię. O tym wydarzeniu krążyła następująca opowieść:
Kiedy jeszcze nie było cmentarza, wiodła tędy droga do Prus Wschodnich. Z jednej strony stał kościół, z drugiej karczma,, Pokrzyk”. Ludzie po nabożeństwie szli prosto z kościoła do karczmy, a by się rozweselić. Nieopodal kościoła mieszkał młody gospodarz Kajetan. Był wdowcem. Żona jego umarła po połogu. Dziecko – kochana córka Józia-przeżyła. Nie opuszczała ojca nawet na chwilę. Nadeszły żniwa, Kajetan poszedł kosić żyto, a Józia podążyła za nim. Kajetan kosi, kosi, a cieszy się, że tak mu idzie, nie to, co sierpem. Ojciec nie zauważył swego dziecka i wraz z żytem ściął głowę Józi. Gdy zobaczył, co zrobił, padł na kolana przed dzieckiem, trząsł się z przerażeniem i głośno szlochał. Wyciągnął ręce do nieba i głośno złorzeczył Bogu. Mało tego, wziął ciało Józi, zaniósł do kościoła i tam straszliwie obwiniał Stwórcę. Wołał, że to on jest wszystkiemu winien. Nagle ściany się zatrzęsły i kościół zapadł się pod ziemię razem z ojcem i Józią. W tym miejscu pojawił się głęboki dół, a kościoła ani śladu.
Powiadali ludzie, ze każdego roku podczas żniw drżała ziemia w tym dole. I na tym się nie skończyło. Wkrótce zmarła matka Kajetana i siostra, a pół roku później teść i brat. To znaczył, ze Kajetan jest upiorem i zabiera członków rodziny na tamten świat.
Pomyślano, ze trzeba go odkopać, pokropić święconą wodą, odciąć głowę i wsadzić ją miedzy nogi, a następnie do pełna nasypać maku do gęby. Wtedy będzie gryzł, co dzień po ziarnku, będzie spał i da spokój rodzinie. Zaczęto kopać w miejscu gdzie zapadł się kościół, ale na próżno. I tak wymarło całe pokolenie Kajetana.
Wszyscy mieszkańcy Wąsosza bali się tego miejsca. Nawet w biały dzień nikt nie odważył się tam pójść. Samo miejsce przeznaczono na tak zwany cmentarz ,,przypadkowy” i chowano tam samobójców.
Kajetana Bóg ukarał za bluźnierstwo, za sprzeciwianie się Jego woli. Ukarał też całe pokolenie Kajetana, bo za jednego Pan Bóg karze setnego.
Wąsosz gm. Grajewo

Góra Zamkowa w Rajgrodzie

Góra Zamkowa w Rajgrodzie

Na omawianym terenie, dawniej rozpowszechnione były – choć dzisiaj funkcjonują w szczątkowej formie opowieści o ,,zamkowych górach”. Przykładem tego typu relacji jest przekaz o Zamkowej Górze w Rajgrodzie, gdzie jak opisuje w połowie XIX wieku w swoich,, Wędrówkach po guberni augustowskiej” Aleksander Połujański:
( …) Stał tu niegdyś zamek, który się zapadł. Mieszkańcy miasteczka słyszeli niekiedy wrzawę, muzykę i huczne biesiady urządzane przez Litwinów. Rajgród gm. loco
Inną z kolei historią jest przekaz o Zamkowej Górze w okolicach Skieblewa na północ od szosy grodzieńskiej.
U jej podnóża są trzy ługi (stawy), obecnie zarośnięte, jakby chroniły dostępu do tej góry. Prawdopodobnie w czasach Jadźwingów stał tu potężny zamek, otoczony wysokim murami. Na stokach góry Jadźwingowie ponieśli klęskę od Krzyżaków. Zamek uległ zniszczeniu. Nazwa pozostała. Skieblewo gm. Lipsk
W przypadku Pobojnej Góry, znajdującej się na bagnach koło Czarniewa, jej atrybuty takie jak położenie, ukształtowanie i forma- przypominająca niewielkie grodzisko, a przede wszystkim nazwa, która wydaje się być echem burzliwych wydarzeń…
Według miejscowego przekazu był tam gród, który się zapadł. Inni opowiadają, że była tam wielka bitwa i dużo trupów na szczycie pozostało. Trupy przysypano piaskiem i jak ciała rozłożyły się to środek góry zapadł się. Od tego poboju powstała nazwa góry. (Wzgórze koło wsi Czarniewo) gm. Sztabin
Powyższe opisy mają charakter baśni. Pewna lakoniczność opisów świadczyć może o tym, że wierzenia te nie mają literackiego źródła pochodzenia. Choć bez wątpienia powstawały według wyraźnego schematu.

Istoty demoniczne spotykane na drogach i w miejscach granicznych

Drogi funkcjonujące jeszcze w stosunkowo nieodległej przeszłości, od tych nam współczesnych, różniły właściwie wszystkim. Ich kształt i stan determinowały niejako warunki topograficzno- pogodowe. Trakty wiły się łagodnymi serpentynami, omijając w miarę możliwości, co bardziej strome wzniesienia, miejsca piaszczyste lub podmokłe. Te, które prowadziły jednak przez podmokłe tereny zwykle ,,szły” wąską i lichą grobelką. O ile gościńce o większym znaczeniu gospodarczym, były dość szerokie i o stanie nawierzchni – powiedzmy dostatecznym – to drogi lokalne znajdowały się w stanie opłakanym. Na przykład stan szlaku z Rajgrodu do Tykocina, według opisu z 1784 roku przedstawiał się następująco: ,, Droga z Raygrodu do Tykocina piaszczysta, korzeniska, miejscami błotnista, kręta i kamienista, a zwłaszcza przy przewozie Osowieckim na Biebrzy”.
Przemieszczanie się pomiędzy punktami w przestrzeni – dawniej było tylko jednym z elementów podróży. Wędrowanie, bowiem w tamtych czasach było również przekraczaniem przez podróżujących granic zagrody, wsi, parafii…Podróżowanie było zatem nie tylko uciążliwe, ale w rozumieniu magicznym – niebezpieczne. Znaczenie, w jakie wyposażona była droga – jako fragment przestrzeni, powodowało, że funkcjonowało wiele zaleceń, które te niebezpieczeństwa zmniejszały. Powszechnie znany jest rytuał posiedzenia chwilę przed wyruszeniem w podróż i niechęć, obawa, czy wręcz strach do powrotu, kiedy już wyszło się poza próg. Gdy się jednak to podróżującemu przytrafiło, dla zażegnania potencjalnego pecha, musiał on ponownie usiąść na chwilę… Czynności te miały oszukać czy odwrócić uwagę czyhających na drodze demonów.
Bojaźń czy strach pojawiał się także u podróżujących, którzy docierali na rozstaje dróg. Obawy były wszak uzasadnione – to przecież na rozstajach stykało się to, co mieściło się wewnątrz granic – z tym, co znajdowało się na zewnątrz. Rozstaje to przecież wiele dróg, które wzmagały u podróżującego uczucie niepewności, które ogarniało każdego w obcej mu rzeczywistości.
Kilkadziesiąt metrów od krzyżówki Kopiec-Wrotki, Huta-Tajno był mostek na bagnie. Coś tam straszyło. Niektórzy słyszeli człapanie. Jak wracałam z rodziną wozem z Gorzkich Żalów w Wielki Piątek, a miałam wtedy 11 lat, to widziałam białą postać anioła ze skrzydłami. Nikt go nie widział tylko ja. Kopiec gm. Sztabin
O tym, że rozstaje dróg to miejsca naznaczone, może świadczyć kolejny opis.
Krążyła wśród ludności taka legenda: idąc gościńcem do Krasnegoboru, na trzecim kilometrze od Lipska, na miejscu zwanym,, Oliwo” rosła rosochata sosna. Na tej sośnie carscy żandarmi wieszali powstańców z 1863 roku. Duchy ich, co noc o godzinie dwunastej miały właśnie z tego miejsca rozpoczynać swą wędrówkę po okolicy. Tu rozchodziły się drogi w kierunkach na Podłucze, w stronę Melicznego i do Krasnegoboru. Lipsk gm. loco
Przy zbiegu dróg stoją dwa krzyże, jeden oparty o brzozę. Tam kiedyś dziecko miało umrzeć i był płacz tego dziecka. Motułka gm. Sztabin
Również przy drodze pod Rogożynem Starym również było słychać płacz dziecka. Rogożyn Stary gm. Lipsk
Aktywność istot demonicznych ujawniała się w miejscach, które w jakiś sposób zostały tragicznie doświadczone przez historię. Duchy jakby nie zdawały sobie sprawy, że są już dawno ,, po drugiej stronie”.
To było już po wojnie, w okolicach Sośni dziadek jechał wozem. Przejeżdżał obok jaszczyka / niewielkiego bunkra /, na którym siedział żołnierz, a kilku innych przyciągało działo. Konie stanęły dęba i nie chciały iść. Po jakimś czasie postacie rozpłynęły się – bo to były zjawy. Wtedy dziadkowi udało się przejechać. Klimaszewnica gm. Radziłów
Niekiedy rozmówca opowiadając o swoich odczuciach nie do końca potrafił je zdefiniować i przedstawiał je w następujący sposób:
Niedaleko od krzyżówki w lasku, między Borem a Gabowymi Grądami troje ludzi się powiesiło. Dwóch mężczyzn i kobieta. Strach ogarnia, jak się tamtędy przechodzi. Bór gm. Augustów
Podróżując nadbiebrzańskimi drogami, podróżni ryzykowali również spotkania z diabłami, które w dużej liczbie zamieszkiwały tutejsze bagna.
Prawdopodobnie w okresie tworzenia się naszej państwowości diabła jeszcze nie było. Jego pierwowzorem był starosłowiański bies, czart – złośliwy i uprzykrzający życie ludziom demon leśny. Ta tajemnicza dla nas istota w wyniku coraz silniejszego oddziaływania elementów nowej religii ulegała stopniowym zmianom. Z czasem kościół podejmował działania zmierzające do włączenia tak biesa i niektórych bóstw z panteonu słowiańskiego w swój obszar istot diabelskich. Jednak w początkowej fazie chrystianizacji diabeł jawił się jako szczególny stróż karzący grzeszników wiecznym potępieniem. Czasami wprawdzie pozwalał sobie na kuszenie i namawianie do grzechu, ale jak się wydaje poprzez odwoływanie się do autorytetu kościoła, można było stosunkowo łatwo pozbyć się natręta. Nie była to wówczas postać bezwzględnie wroga człowiekowi.
Duża zmiana w postrzeganiu diabła na naszych ziemiach nastąpiła w XVI-XVII wieku i była wynikiem rozwoju psychozy lęku przed wszechobecnym i skutecznym w swoim działaniu szatanie i jego mocy piekielnych. Stał się on istotą groźną, która nie przebierała w środkach, aby zniszczyć rodzaj ludzki i uzyskać panowanie nad światem. Wiara w diabła, zgodnie z wydawaną wówczas literaturą, żeby wymienić choćby ,, Pogrom, czarnoksięskie błędy, latawców zdrady i alchemickie fałsze” ( wyd. 1595) autorstwa Stanisława z Gór Poklateckiego, wspomniane już ,,Nowe Ateny” (wyd. 1745-46 ) Benedykta Chmielowskiego, czy wreszcie demaskatorskie w swojej wymowie, ale opatrznie odczytane dzieło Jana Bohomolca „Diabeł w swojej postaci” ( wyd.1775). Ponadto ciekawą publikacją z tej dziedziny jest książka Artura Benisa z 1570 roku ,,Postępek prawa czartowskiego przeciwko narodowi ludzkiemu ”Autor przedstawia w niej cały panteon postaci demonicznych odpowiedzialnych – jego zdaniem za destrukcję pewnych obszarów życia ludzkiego. Mamy więc diabły o imieninach Farel, Maraha, Kierdas i Kafel, ale również swojsko brzmiące imiona demonów takie jak Markot, Rozwad, Śmieszek, Wsad, Latawiec, Smółka, Kozera, Pożar, Gajda, Ruszaj, Bieda, Rozbój, Bierek, Dyngus, Wicher, Kiczka, Bajor i inne. W tym panteonie były i diablice Marzanna, Dziewanna, Chorzyca czy Jędza. Z Podlasia wspomnieć należy o Kuwasie, Wierzbickim i Łozińskim. Wymienione powyżej imiona diabłów i diablic to w większości reminiscencje prasłowiańskich istot demonicznych.
W związku z coraz ostrzejszym podziałem klasowym społeczeństwa polskiego, w wierzeniach ludowych zaczynają funkcjonować trzy rodzaje czy też wizje diabłów. Były to:
1. Diabeł chłopski, gatunkowo najgorszy, biednie ubrany, funkcjonujący na dnie hierarchii piekielnej. Niezbyt mądry, łatwowierny i dający się łatwo oszukać. Ale również na swój sposób dobry i przyjazny chłopom. Opowieści o tym diabłach pojawiały się najczęściej w opowieściach ludowych.
2. Szlachecki, pański, dobrze odżywiony, ubrany bogato, często w kontusz szlachecki z karabelą u boku. Diabły te należały do elity piekielnej.
3. Diabeł cudzoziemski, najczęściej pochodzenia niemieckiego. Przedstawiano go jako fircyka ubranego w cudzoziemski strój. Nosił czerwony lub czarny frak, czarny kapelusz i niekiedy z dość długim harcapem. Jego wizerunek upowszechnił się w okresie zaborów.
Przykładem tego chłopskiego, niemądrego, naiwnego, a tym samym łatwo dającego się oszukać i wyprowadzić pole, był diabeł mieszkający w okolicach Jaświł i Moniuszek :
Zgodził kiedyścik raz diabeł pozycyć chłopu tyle złota ile jego się zmieści w piaście od wozu, pod warunkiem, ze jak tego złota za rok nie odda to zabiese jego duse do piekła. Mądry chłop wykopał w stodole pod klepiskiem jame, nakrył jo kołem od wozu i ceka wiecora, w którem diabeł miał psylecieć ze złotem. Dacie wiare? Diabeł wypróżnił wszystkie swoje kisenie ze złota, a ono znikło bez śladu w piaście! Az po dziewiątym worku zapełnił jo do wierchu. Po roku chłop zasypawszy jame, napełnił piaste dwoma garsciami złota i oddał je diabłowi. Dolistowo, Moniuszki gm. Jaświły
Ludzie znali wiele sposobów, które gwarantowały obronę przed ich działaniem. Przechodząc w pobliżu miejsca gdzie bies zwykle przebywał należało głośno się modlić, często się żegnać, a miejsca podejrzane skrapiać wodą święconą. Starano się nie wymawiać słowa,,diabeł” – które go przywoływało ale – jeżeli już było to konieczne – to zalecane było używać ,,zamienników” na przykład ,,zły”, ,,czarny”, ,,czort”. Wędrując nadbiebrzańskimi drogami – szczególnie wieczorną porą, należało przede wszystkim wystrzegać się gwizdania. Był to bowiem niemal pewny sposób spotkania złego. Takiego zdarzenia doświadczył pewien nocny marek w okolicach Jamin. Na szczęście wyszedł z tej opresji obronną ręką.
W lesie na drodze z Jamin na Janówek coś nocą gwizdało. Jeden zapóźniony przechodzień odgwizdał i w tej chwili pojawił się na biało ubrany pan i zaproponował,,pójście w biady,, ( tj. zapasy). Zaczęli się mocować. O północy wyszedł zza chmur księżyc i chłop zobaczył, że ten pan ma kopyta. Przestraszył się, ale nie dał po sobie tego poznać. O świcie jego przeciwnik zaczął słabnąć, aż w końcu znikł. Jaminy gm. Sztabie.
Diabły – nie wiedzieć czemu, szczególnie upodobały sobie pijaków, którym dokuczały na różne sposoby. Nie uszanowały nawet osób będących na urzędzie!
Na uroczysku Kalucha, leżącym pomiędzy szosą grodzieńską, a drogą do Jasionowa czatował diabeł. Spotkał go wójt Lipska, który dojeżdżał do pracy z Jasionowa. Często mu się zdarzało, że kiedy wracał, konie nie mogły uciągnąć sań i ktoś wtedy zapraszał go do domu, aby się ogrzał i on szedł. Rodzina rano znachodziła drzemiącego wójta na kruśni kamieni. Raz to nawet diabeł go na drzewo wsadził. Lipsk gm.loco
Inny – bo wobec liczby pijaków, którzy wracali,,po spożyciu” jeden nie dałby rady – zadrwił z pijanego muzykanta z Białaszewa.
Był w Białaszewie muzyk, który pięknie grał na harmonii. Pewnego razu wracając dobrze już podchmielony z zabawy w Klimaszewnicy spotkał na drodze elegancko ubranego pana, który poprosili go ażeby im trochę pograł, a on mu dobrze zapłaci. Ten zaczął grać, a on mu do kieszeni po każdym utworze wkładał pieniądze. W końcu zmęczony harmonista usnął. Budzi się rano, sięga do kieszeni, a tam końskie łajno…(Klimaszewnica gm. Radziłów)
Wydaje się, że każda wieś czy okolica miała swojego czarta. Straszył on i dokuczał, zwodziły ludzi na bezdroża i bagna. Wędrował gdzieś po polach, bagnach, lasach, groblach czy rozstajach dróg i wypatrywał swojej ofiary. Diabeł miejscowy raczej nie chodził do wsi sąsiednich – mieszkały tam przecież inne, zasiedziałe diabły. Taki właśnie, upatrzył sobie miejsce gdzieś na bagnach koło wsi Dwugły…
We wsi Dwugły nad rzeką Biebrzą stała dawniej karczma. Było to ulubione miejsce spotkań okolicznych chłopów. Częstym, a właściwie stałym jej bywalcem był Świder – chłop z pobliskiego Ostrówka. Przesiadywał on tu całymi dniami, a nierzadko do późnej nocy. Pewnego zasiedział się nad dzbanem okowity o wiele dłużej niż zwykle. Bardzo grzeczny i zawsze chętny do dolewania owego napoju, arendujący karczmę Żyd zwrócił mu uwagę, że już czas wracać do domu. Chłop podniósł się niechętnie z ławy i skierował się do drzwi. Zimna kwietniowa noc ocuciła go na tyle, że zataczając się skierował się – jak sądził – w stronę swojej wsi. Po przejściu zaledwie kilkudziesięciu kroków usłyszał parskanie konia. Odwrócił się zdziwiony. Na drodze stała zaprzężona w konia piękna bryczka. Na koźle siedział dziwnie wyglądający jegomość, który uśmiechając się szeroko powiedział: – Siadaj pan, ja pana podwiozę. -Kogóż diabli noszą o tej porze? przemknęło przez myśl mającemu mocno w czubie Świdrowi. Wsiadł z niemałym trudem… Bryczka ruszyła, a kołysany miarowo chłop szybko usnął. Obudziło go o świcie przenikliwe zimno. Poderwał się raptownie. Dla utrzymania równowagi oparł się o rosnącą obok drzewo. Przetarł zapuchnięte oczy i ze zdziwieniem stwierdził, że stoi na niewielkim śródbagiennym grądziku, a w około jak okiem sięgnąć woda i nieprzebyte bagna. Świder ułamał kawał olchowego drąga i zaczął badać głębokość wody. Byłą głęboka – może na sążeń, jednak kij nie znalazł dna w grząskim podłożu, z którego buchały śmierdzące bąble. Wystraszony nie na żarty zaczął wzywać pomocy… Krzyczał prawie do zachodu słońca. Uratował go dopiero przepływający łódką rybak. Taka to była przejażdżka starego Świdra… diabelską bryczką. (Dwugły gm. Suchowola)
W niektórych opisach działań diabła można odnieść wrażenie, że przejął on rolę i zadania latawca, demona identyfikowanego z wiatrem i wirami powietrznymi. Pojawiał się najczęściej wraz z nadejściem wichury i burzy. Leciał wtedy nisko nad ziemią wydając przeraźliwy świst. Latawiec jako demon został niemal zupełnie zapomniany. Jednak echa jego aktywności dają się zauważyć w poniższych relacjach.
Moja mama posła narwać zielska dla kacek. Była godzina 12 ale mama miała różaniec w renku. A tam była olszyna i od tej olszyny leciał diabeł. Olsyna do samej zemi się kładła i taka spadła wichura. A koło mama spadł ten satan to tak się kręcił, kręcił i cało mame pyłem zazucił, kuzem takim i ziemio. (Milewo gm. Grabowo)
To było w Wielkanoc pośli my se na wozatkę,( huśtawkę). Była godzina 12. No i wicher się zerwał i tak pędził wsystko. Taki tuman…Pendził chyba s poł kilometra, aś na koniec wsi i dopiero ustał u ksyża. Od tego casu jus nigdy piersego świenta nie woziliśmy się na wozatce. (Kajmy gm. Jedwabne).
Jak zauważył etnograf Leonard Pełka w ,,Polskiej demonologii ludowej ”od XVII wieku można zaobserwować łączenie postaci diabła chłopskiego z niektórymi elementami demonologii ludowej. Dlatego też funkcjonowały w świadomości ludowej diabły wodne, przybrzeżne, polne, leśne czy domowe. Obecnie postać diabła stopniowo ubożeje, choć jako jedna z nielicznych postaci demonicznych zdaje się być nadal obecna w wierzeniach ludowych, choć obecnie zdecydowanie częściej postrzegany jest jako uosobieniem zła.

Opracował Jarosław Marczak, Legionowo
jaroslaw.marczak@o2.pl

Koniec części II
C.d.n.
Link do części trzeciej do artykułu Relikty demonologii ludowej
http://historialomzy.pl/relikty-demonologii-ludowej-w-miejscowosciach-nadbiebrzanskich-czesc-3/

 

861 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.