Relikty demonologii ludowej w miejscowościach nadbiebrzańskich. Część 3

Link do drugiej części artykułu Relikty demonologii ludowej
http://historialomzy.pl/relikty-demonologii-ludowej-w-miejscowosciach-nadbiebrzanskich-czesc-2/

Redakcja Serwisu

NIEMATERIALNY CHARAKTER ISTOT DEMONICZNYCH. 

Dusze dzieci nieochrzczonych
Specyficznym obszarem demonicznym, były ukazujące się duszyczki nieochrzczonych dzieci, zmarłych tuż po porodzie, zamordowanych przez wyrodne matki, bądź wreszcie dusze dzieci starszych, zmarłych również gwałtowną śmiercią.
Grzebanie niechrzczeńców w poświęconej ziemi jest praktyką stosunkową młodą. Przez wieki ze względu na niejasny status pośmiertny tychże, Kościół zakazywał chowania ich na cmentarzach katolickich. Zrównywano, zatem takie dzieci z samobójcami, zabójcami, heretykami i jawnymi grzesznikami.

Noworodki grzebane były zatem na polnych mogiłkach, w lesie, „na granicy”, pod progami domów, potajemnie przy krzyżach lub kapliczkach. Wzgardzone, snuły się bezradne i nieszczęśliwe koło miejsc swojego pochówku, rozdrożach dróg lub na bagnach w unoszącej się o zmierzchu mgle. Przybierały różnoraką postać i oczekiwały od ludzi pomocy w przejściu do nieba. Nazywano je jak wspomniano wcześniej niechrzceńcami lub, m.in. w nieistniejącej już dzisiaj wsi Grzędy sosunami od słowa sysun = osesek. Pochowane bez chrztu dziecko nigdy nie przestawało łkać i domagało się spełnienia tego sakramentu.
Kiedyś w mojej wsi rodzinnej stał duży drewniany krzyż. Starzy ludzie opowiadali, że jak się obok niego przechodziło to się słyszało płacz dzieci. Ponoć jakaś matka pod krzyżem pochowała nieochrzczone dzieci. Będąc małą dziewczynką razem z innymi z ciekawości skradaliśmy się do tego krzyża, ale nic nie słyszeliśmy. (Krzecze gm.Goniądz)
Przekonanie o możliwości udzielenia takim duszyczkom tego podstawowego sakramentu, w istotny sposób kształtował wierzenia ludowe. Świadomość wiernych o grożącym bezbronnym istotom wiecznym potępieniu, powodował u znacznej części ludzi wewnętrzny bunt i niezgodę na porządek zadekretowany przez kościół. Wierzono w możliwość jak i konieczność pomocy bezradnym duszyczkom. Postrzegając je jako istoty będące gdzieś w zaświatach, ale pojawiające się tutaj na ziemi w tym właśnie celu. Jeśli w ciągu 7 lat taka dusza nie uzyskała pomocy – to jest nie została poświęcona – zamieniała się w latawca, który pod postacią czarnego ptaka przyfruwał znienacka na krzew lub mogiłkę i piszczał chrztu!, chrztu! Ale dla nieochrzczonych duszyczek – również tych pod postacią ptaka było wybawienie. Odważny przechodzień, który napotkał taką duszyczkę powinien był pokropić ją wodą, względnie zrobić znak krzyża i wypowiedzieć jedną z formuł. Na przykład:
– Jeśliś pan, niech ci będzie Jan.
– Jeśliś panna, nich ci będzie Anna.
Ochrzczenie, a tym samym uwolnienie istotki od jarzma grzechu pierworodnego do nieba, było uczynkiem, godnym prawdziwego chrześcijanina. Jednak spotkanie z duszyczką dziecka, która nie była przecież istotą złą – wywoływało strach, a w najlepszym przypadku konsternację…
Kiedyś ojciec mi opowiadał, jak byłem mały wybrał się z prośbą o kupienie leków do sąsiada Romanowskiego, który wybierał się do Goniądza. Ojciec wyszedł na ulicę i taka postać dziecka 2-3 letniego w bieli stanęła przed nim. Dawniej mówili, że jak się spotka ducha, to trzeba zapytać:, czego dusza potrzebuje? Ojciec chwilę postał i nie wiedział, co powiedzieć. Kiedy wracał od sąsiada znów mu się ta postać ukazała, a potem znikła. Dawniej mówiona, że nieochrzczone dziecko prosi aby je ochrzcić i trzeba było ojcu powiedzieć: -Ja Ciebie chrzczę w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego i zrobić znak krzyża. (Polkowo gm. Sztabin)
Inna rozmówczyni opowiadała: Pewnego razu, a była to niedziela, byłam w lesie na grzybach. Nie zauważyłam, kiedy znalazłam się w pobliżu mogiłek. Coś mnie tknęło, żeby się obejrzeć. Obejrzałam się i stanęłam jak wryta. Między mogiłkami zobaczyłam małą dziewczynkę w białej sukience. Przybliżyła się w moją stronę. Szybko zrobiłam znak krzyża w powietrzu i od razu przeżegnana dziewczynka znikła. (Horodnianka gm. Suchowola)

Zjawiska foniczne o charakterze demonicznym
Obszary światów: materialnego i ponadzmysłowego w wielu punktach były według ludowych wierzeń styczne. Jednym z przejawów aktywności istot z tego drugiego świata, są różnego rodzaje zjawiska foniczne. Wyróżnienie oddzielnej grupy zjawisk o tym podłożu jest zasadne, gdyż stanowią one bodaj czy nie najliczniejszy zestaw występujących tak dawniej jak i obecnie relacji.
Takie dźwięki jak trzaski, skrzypienia, płacz, odgłosy przypominające mowę i inne w zależności od sytuacji, odbierane były przez słuchaczy bądź jako działalność ducha kogoś bliżej nieokreślonego lub ducha konkretnej osoby.
Pamiętam to było zaraz po śmierci pani…, która zabłądziła i zmarła tu na bielach. Ktoś później w tym miejscu śpiewał pieśni nabożne. (Gugny gm. Trzcianne)
Z reguły dźwiękowa aktywność duchów nie szkodziła słuchaczom. Bywało jednak, że odgłosy wydawane przez demony stawały się tak intensywne, że zupełnie dezorganizowało życie mieszkańcom.
Na pokojach w Lipsku Murowanym coś straszyło. To nocą pociągnie łańcuchem i wszystkie talerze pobije, to coś się tłucze. W dzień talerze byli całe. Jak półpanek / zarządca / wyjeżdżał gdzie na noc, to rodzina prosiła kobiety z czworaków, by przyszły nocować na pokoje. (Siółko gm.Lipsk.)
Inny przykład aktywności fonicznej.
W jednym domu, pobudowanym na dworskim, umarł parobek i po śmierci buniował się, spać nie dawał. (Rogożyn Stary gm. Lipsk)
Niekiedy zaistniałe zjawisko foniczne, dopiero po pewnym czasie, wiązano z pośmiertną działalnością konkretnej osoby.
Była pełnia lata 1935 roku. Jak zwykle wieczorem po kolacji cała rodzina zebrała się w jednym pomieszczeniu, aby słuchać na głos czytanej książki. Była godzina 10 wieczorem i nagle krzesło gięte, na którym ojciec siedział tak głośno trzasło, że tata zerwał się raptownie, tym bardziej, że równocześnie otworzył się z hukiem lufcik w oknie. Ojciec obejrzał krzesło – było całe, nieuszkodzone w najmniejszym stopniu. Wybiegli na dwór wszyscy sprawdzić czy nie ma burzy. Wieczór był jednak cichy i spokojny /…/. Zrobiło się bardzo nieprzyjemnie. Nazajutrz przyszedł telegram ze Szczuczyna, że wuj Antoni umarł poprzedniego dnia wieczorem o godzinie 10 wieczorem. (Grajewo gm. loco).
Przykładem dźwiękowej aktywności sił demonicznych jest kolejna opowieść.
Kiedyś, jeszcze przed wojną była tu kuźnia. Ale Ruskie zabili kowala jak tędy szli i od tamtej pory, kto w nocy przechodził tamtędy słyszał jak kowal pracował: stukało, jakby ktoś rozmawiał, a przecież w środku nikogo nie było, bo on nie żył. Dopiero jak się ta kuźnia spaliła, to wszystko ustało. (Suchowola gm.loco)
W Wierciszewie miejscowa ludność miała słyszeć odgłosy dochodzące z nieistniejącego od dawno dworu.
Za rzeką na piaszczystej wyspie Kępa był dwór i park i coś nocą tam straszyło. Słychać było rżenie koni, odgłosy codziennego życia, a nawet dźwięki muzyki. (Wierciszewo gm. Wizna)
W innych przypadkach mieszkańcy słyszeli „coś”, co było niejasne i niedookreślone.
W miejscu, jak droga z Kopca dochodzi do Janówka, jeszcze przed pierwszymi mieszkaniami po prawej stronie jest szmat pola i tam o określonej godzinie dzwonią dzwony. To miejsce nazywa się Lipówka albo Lipowka.
Kopiec /Janówek gm. Sztabin. Straszyło przy końcu wsi pod Wolne przy bagienku. Jakby ktoś na koniu jeździł.  (Krasnoborki gm. Sztabin)
Prezentowane przykłady fonicznej aktywności demonicznej nie mają jednorodnego charakteru i opisują różne zdarzenia. Niekiedy próbują nawet tłumaczyć nieprawne działania niektórych mieszkańców tutejszych wsi.
W lesie klimaszewskim ciągle było słychać, że ktoś rąbie drzewo, a drwali nie było widać! (Klimaszewnica gm. Radziłów)

PRZYBIERANIE PRZEZ ISTOTY DEMONICZNE POSTACI ZWIERZĘCEJ.

Zwierzęce postaci diabła
Zoomorficzne wyobrażenia istot demonicznych, rozpowszechnione jest na całym świecie. Nie inaczej było w wierzeniach dawnych Słowian. W wyniku procesu chrystianizacji i wzajemnym przenikaniu się nowej religii z dawną, wytworzyła się grupa wierzeń trudna do analizy i opisu. Stanowią one obecnie dość wąska grupę wyobrażeń o istotach demonicznych. Generalnie na podstawie zebranego materiału wyróżnić można następujące rodzaje wierzeń:
a) wierzenia, w których pod postacią zwierzęcia zwykle czarnego kota, psa, barana występuje diabeł.
b) wierzenia, w których pod postaciami zwierząt pojawiają dusze zmarłych ludzi.
Diabeł jak powszechnie wiadomo, często przybierał postać ludzką. Swoje atrybuty takie jak rogi, sierść, ogon, kopyta potrafił ukryć pod kapeluszem, ubraniem i w trzewikach. Pomimo swoich pewnych cech zoomorficznych, mógł bez trudu udawać człowieka. Jednak nie zawsze był przedstawiany w tej postaci. Potrafił on bowiem przybierać formę zwierzęcia. Nie ograniczało go w tym w zasadzie nic. Istotny był jednak kolor czarny. Czerń bowiem była przypisana w wierzeniach ludowych władcy złu. Trzeba zaznaczyć, że zakres działania ,,złego” w formie zwierzęcia, w zasadzie nie różnił się niczym od działania diabła w postaci ludzkiej. Ten pierwszy również straszył, wodził po bezdrożach, bagnach czy w inny sposób utrudniał życie. Częstym motywem były – jak wspomniano czarne psy, koty czy barany, które pojawiały się na drodze i straszyły ludzi.

O pojawiającym się diable pod postacią czarnego barana opowiadano okolicach Klimaszewnicy.
Baran miał pojawiać się przy drodze w lesie klimaszewskim. Wskakiwał na wóz, który stawał tak ciężki, że konie nie mogły go uciągnąć. Dopiero jak woźnica przeżegnał się to zwierzę znikało. (Klimaszewnica gm. Radziłów)
Ciekawą relacją jest opis spotkania robotników z bliżej nieokreśloną osobą i z jej „demonicznym kotem”.
Późną jesienią przed przyjazdem corocznych gości, Edmund Mikita jeden z najbardziej zaufanych ludzi dziedzica kończył malowanie jednego z pokoików facjaty. W pewnym momencie weszła do pokoju nieznajoma dama ubrana w czarną suknię z kruczymi włosami upiętymi w wysoki kok zwieńczony złotym grzebieniem. Na jej ramieniu siedział duży czarny kot z zielonymi oczami. Pan Mikita sądził, że to przyjechała już jedna z sióstr dziedzica pragnąca zobaczyć jak idą prace w przygotowywanym dla niej pokoju. Ukłonił się jej więc i pracował dalej nie zważając na przybyłego gościa. Po jakimś czasie usłyszał na schodach kroki swego pomocnika, którego wysłał po farbę. Nie minęło kilka chwil, gdy dobiegł pracującego krzyk i huk spadającego po schodach ciężaru. Gdy wybiegł na klatkę, nikogo już nie zastał, tylko z dołu dobiegały ciche jęki. Zbiegł po schodach na sam dół, gdzie leżał jego pomocnik z twarzą przeoraną trzema krwawiącymi rysami. Po jakimś czasie, gdy w końcu chłopak doszedł do siebie opowiedział, co mu się przytrafiło. Otóż niosąc farbę na górę w połowie schodów zauważył jakąś czarną kobiecą postać, z której rąk prosto na jego głowę skoczył czarny duży kot. Po tej opowieści robotnicy nie przejawiali ochoty na kontynuację pracy i udali się do dziedzica opowiadając mu o zajściu i o tym, że na górze znajduje się niezgaszona świeca. Jan Kozłowski wysłuchał ich opowieści i odesłał ich do domu, sam z kolei bez żadnej obawy udał się na górę gasząc palącą się świece. Nikt do tej pory nie wie, kim była tajemnicza kobieta, a odpowiedź, którą znał tylko dziedzic zabrał ze sobą do grobu. (Mikicin gm. Jaświły)

Dusze ludzi pod postacią zwierząt
Inną podkategorią wierzeń to motywy powracających dusz pod postacią zwierząt. O ile jednak w przypadku pojawiania się diabła w formie różnych zwierząt, takich jak pies, kot, baran, można było łatwo zidentyfikować go po kolorze futra, złośliwym zachowaniu, szyderczym śmiechu – to w przypadku zwierząt, które w żaden sposób nie kojarzą z ,,diabelskimi” sprawa nie była już tak prosta. Wynika to generalnie z dwóch powodów: po pierwsze – tego rodzaju przypadki w demonologii ludowej notowane są bardzo rzadko, a po wtóre rozmówcy opisujący te zdarzenia nie zawsze potrafią zdefiniować, kogo, czy co wiedzieli. Czy ukazujący się biały baranek lub cielę, które przecież nie kojarzy z aktywnością,,złego” mogą być jednak przejawem jego działalności?
Pojawiające się dusze ludzi zmarłych pod postacią czworonogów domowych najczęściej baranka, jagnięcia czy źrebięcia – jak już wspomniano – to zjawisko marginalne i niełatwe do scharakteryzowania. Trzeba tu zaznaczyć, że nie mamy tutaj do czynienia z wiarą w reinkarnację, w rozumieniu hinduistycznym, choć bez wątpienia można tu doszukać się ech wierzeń słowiańskich o powracających na pewien czas w ciele zwierząt dusz ludzi. Wydaje się, ze dusze w ciałach naszych braci mniejszych nie ,,zamieszkiwały” na stałe, a jedynie po to, aby na krótką chwilę zamanifestować swoją obecność. Jednak zdają się niekiedy przeczyć temu niektóre relacje, w których dusza w formie zwierzęcia pojawia się w danym miejscu regularnie.

W Wielkim Parowie między Jaminami a Janówkiem widywano białego baranka. Raz chłopi zaczęli go łapać, ale taki ich strach ogarnął, ze musieli uciekać. (Jaminy gm. Sztabin)
Inny opisy są równie lakoniczne.
Tam gdzie jest kapliczkana sośnie, straszyło. Pojawiało się tam jagnię i znikało. (Jastrzębna II gm. Sztabin)
Od Bartnik jechali ludzie do Starożyńc i zobaczyli białego baranka. Jeden zeskoczył z wozu i gonił tego baranka, ale ten zmienił się w kamień. (Starożyńce gm. Lipsk)
Kiedyś dziadka brat z kuzynem jechali furmanką z Augustowa i Koło Mogielnic przy tzw. Rękalu – rozdrożu gdzie stał wysoki krzyż, jakiś koń za nimi wyleciał. Włożył głowę w takie plecione półkoski, którymi był wyłożony wóz i za nimi biegł. Kiedy wjeżdżali na podwórko do domu koń zarżał i gdzieś zginął. (Polkowo gm. Sztabin)
Brak jak widać w powyższych opisach pewnej logiki, która pozwoliłaby w pełni odnieść się do przedstawianych zjawisk w kontekście demonologii ludowej.
Ciekawym przykładem jest poniższa historia, w której rozmówca wyraźnie wskazuje, kim była dawniej osoba strasząca przechodniów pod postacią psa dusza.
Przez wioskę płynie mała rzeczka, nad którą zbudowano mostek. Zaraz po wojnie szedł tamtędy jeden z gospodarzy. Było już dosyć późno, więc żwawo przebierał nogami, żeby się znaleźć jak najszybciej w domu. Kilkadziesiąt metrów przed kładką zauważył czarnego, dużego psa. Ki czort pomyślał i zaczął się rozglądać za kawałkiem kija. Po znalezieniu podręcznej broni kilka razy się zamachnął i krzyknął w stronę wolno poruszającej się sylwetki. Ale nie zrobiło to na biegnącym psie żadnego wrażenia. Strach go ogarnął coraz większy. Wreszcie, gdy zbliżył się do mostka pies gdzieś zniknął. Nie bardzo było się tam gdzie schować, więc po przejściu mostka gospodarz obejrzał się za siebie i wtedy zobaczył ciemną sylwetkę psa z białymi wyszczerzonymi zębami, która zaśmiała się i znikła pod mostkiem. Wtedy to włos mu się zjeżył na głowie, przeżegnał się i na ile pozwoliły mu miękkie nogi ruszył śpiesznie do domu. Rankiem opowiedział swoją historię dla matki staruszki, a ona mu odrzekła, że w czasie pierwszej wojny światowej w wiosennym czasie znaleziono w rzeczce nieżywego ruskiego żołnierza. Po wyciągnięciu go na brzeg powiadomiono lokalne władze. Po sołdata przyjechano nazajutrz niestety już go nie było. Podobno nigdy go nie odnaleziono. (Białosuknia gm. Goniądz)

Zaskakującą relacją jest opis, w której rozmówca sugeruje, że dusza zmarłej niedawno kobiety wcieliła się w …kaczora.
Mój wujek opowiadał mi tak: był w Grabowie pogrzeb, szedł on z miasta z zakupów, bardzo był zmęczony i pomyślał zajdę na pogrzeb, ale nie zaszedł. Wyszedł on na wioskę, a wielki kaczor wyleciał i tuuk mu pod nogi, lazł mu pod nogi. Wujek krzyczał, wrzeszczał. I tak kaczor długo, długo prowadził. Wujek był tak wystraszony i pomyślał sobie: To ta kobieta, co umarła, to jego gonił, dlatego, ze nie zaszedł. To niedawno jeszcze było. (Milewo gm. Grabowo)

Opracował Jarosław Marczak, Legionowo
jaroslaw.marczak@o2.pl

Koniec części III
C.d.n.

865 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.