Relikty demonologii ludowej w miejscowościach nadbiebrzańskich. Część 6

Strach ma wielkie oczy, ale mało mocy. Czyli strachy ujawniają się.
Strach jest jedną z podstawowych cech pierwotnych, który ma swoje źródło w instynkcie przetrwania. Każdy z nas słyszał zapewne powiedzenie,,strach ma wielkie oczy, ale mało mocy”. Inaczej boimy się, kiedy postrzegamy otaczającą nas rzeczywistość w dzień, a inaczej – zwykle silniej, intensywniej w nocy. Odmiennie znowu, odbieramy dane zjawisko za pomocą dwóch głównych zmysłów – tj. słuchu i wzroku, a inaczej, kiedy dane zdarzenie poznajemy jedynie jako,, opisany” dźwiękiem. Inaczej w końcu postrzegamy rzeczywistość jako dorośli, a inaczej zgoła jako dzieci.
Większość z nas w swoim życiu nie raz przeżyło paniczny strach, który powodował błyskawiczną ucieczkę połączoną z szaleńczym biciem serca.

Baba Jaga

Baba Jaga

Strach może być czymś pozytywnym, kiedy na przykład jest reakcją na grożące nam niebezpieczeństwo. Strach, a właściwie jego natężenie jest odczuciem subiektywnym i nie u wszystkich powoduje jednakowe poczucie zagrożenia. Osobami, które są wyjątkowo nieodpornymi na zagrożenie są na przykład dzieci. Traumatyczne spotkania z „Babą Jagą” opisał jeden z pamiętnikarzy w następujący sposób:
Było to latem, kiedy dojrzewały łany żyta. Miałem wtedy pięć może sześć lat. Bawiłem się wtedy z dwa lata starszą siostrą Zosią grzebiąc jakiś dołek w ziemi. Nagle zauważyłem, że Zosia zerwała się gwałtownie i uciekła nic nie mówiąc ani krzycząc. Podniosłem wówczas głowę zobaczyć wówczas, co się dzieje, dlaczego tak nagle zerwała się i uciekła. I wtedy zamarło mi dosłownie serce. Zobaczyłem wyłaniająca się z miedzy między zbożami ,,autentyczną” Babę Jagę z opowiadań, w których straszono dzieci. Szła zgarbiona. Na głowie miała czerwono – brunatna chustę w jakieś kwiaty i wzory. Była stara, nos miała zakręcony, haczykowaty. Pomarszczona z dużymi brodawkami, z których sterczały długie pojedyncze włosy. Bluzkę i spódnicę długą do kostek też były w kolorowe kwiaty i wzory. W wychudłej dłoni trzymała sękaty kij, którym podpierała się. Zbliżała się do mnie, a ja ze strachu nie mogłem się ruszyć. Chyba bym umarł, ale Opatrzność czuwała nade mną, gdyż, kiedy zbliżyła się na kilka kroków nagle odzyskałem władzę w nogach, zerwałem się i uciekłem do ojca. Gdzie stała już Zosia, która gestykulując błagała ojca aby przegnał Babę Jagę. Za Zosią prosiłem również ja i pozostałe rodzeństwo. Kiedy dowiedzieliśmy się, ze Jaga pochodzi z … Kadzidła ogarnęła nas histeria. Ojciec pozwolił kobiecie przenocować, która pomimo przygotowanego posłania przespała się na siedząco owinięta w chustę. Cała noc baliśmy się. Kobieta poszła w dalszą drogę o świcie i więcej jej nie widzieliśmy.

Planetnik

Planetnik

Po latach, kiedy stawałem przed komisja wojskową stwierdzono u mnie arytmię. Możliwe, że schorzenie to miało swoją przyczynę w traumatycznej wizycie kobiety z Kadzidła.(Grajewo gm. loco)
Swoje pierwsze dni pracy w Sosnowie opisał Kazimierz Omiljanowicz, który jako młody, początkujacy nauczyciel zamieszkał w nowo wybudowanej szkole. Wykształcony i racjonalnie myślący pedagog, uległ jednak specyficznemu klimatowi miejsca. Zaprezentowany poniżej fragment jest swego rodzaju lapidarnym studium rodzącego się strachu:
(…) Kotowski jest światły i oczytany, interesuje się sprawami społecznymi. Podoba się ten mój nowy sąsiad bardzo.
– Może panu samemu markotno w takim dużym domu? Zakwaterowałbym się u pana – proponuje.
– Nie, nie. Dziękuję.
-Jak pan uważa. Ludzie tam różnie plotą.
– A co takiego?- dopytuję.
-Że niby w szkole słychać nocami hałasy i tupoty, pogwizdywania jakieś…Ja to myślę – ciągnął dalej-że to wiatr. Dom obszerny, pusty, pobudowany na wydmuchu, na skrzyżowaniu dróg. A może to i zły? Któż to może wiedzieć? W każdym razie trzeba szkołę prędzej poświecić.

Wieczorem oblatuje mnie strach. Pootwierałem wszystkie drzwi i chodzę po pokojach. (…). W ciszy rozlega się echo moich kroków. Wiatr wyje w kominie. Ktoś tłucze się po strychu. Za ścianą słychać jakieś szurania. Po jakiego diabła zbudowano tu, w tej pustce, taki pałac? Chyba dla ciemnych mocy, żeby miały wyprawiać gdzie swoje harce(…). Byle przetrwać do rana(…).

Licho

Licho

Sąsiedzi podziwiają moją odwagę. Co to znaczy nauka! Tylko ciemny chłop wierzy w gusła i boi się diabła, a człowiek uczony, wie, że to wymysły ludzi. Kotowski widzi moją zmęczoną bezsennymi nocami twarz i kiwa ze współczuciem głową. Jest dla mnie serdeczny, ale propozycji zamieszkania ze mną nie ponawia. Noce stają się coraz dłuższe i ciemniejsze, coraz głośniej huczą kroki w pustym domu, coraz przeraźliwiej wyje wiatr…(Sosnowo gm. Sztabin)
Ciekawa historia z udziałem,,ducha” miała miejsce w okolicach Trzciannego. Tym razem jednak uczestnik zdarzenia miał na tyle odwagi, że nie uległ strachowi…
Mój ojciec wracał późnym wieczorem do domu. Przechodząc koło swojej łąki, na której stał stóg siana zobaczył opartą o niego drabinę, a nieco dalej stojącą zwiewną białą postać. Ojciec poczuł się trochę nieswojo, ale ponieważ był po kilku kieliszkach, trochę jakby wbrew sobie ruszył w jej kierunku. Ta zauważywszy go zaczęła się spiesznie oddalać. Ojciec przyśpieszał, a zjawa również. Trwało to dłuższą chwilę, w końcu dogonił ją i chwycił za koszulę. Zjawa wcale się nie rozpłynęła w powietrzu, czy też w inny sposób zdematerializowała. Okazało się, że to sąsiadka połaszczyła się na stojące w stogu siano i w nocy je podkradała… (Trzcianne gm. loco.)
Jak łatwo, w sprzyjających warunkach można było nastraszyć innego człowieka, świadczyć może poniższa historia. Inicjatorem tego iście upiornego żartu jest były mieszkaniec wsi Białosuknie, który po latach wspomniane zdarzenie przestawił następująco:
W latach 70-tych wybrałem się w moje rodzinne strony na Wszystkich Świętych, aby odwiedzić groby bliskich mi zmarłych. Jechałem pociągiem z Warszawy i na stację do Goniądza przyjechałem około 5 rano. Było jeszcze zupełnie ciemno. Do miasteczka było prawie 4 kilometry – wtedy piaszczystą drogą. Z pociągu wysiadł również żołnierz, który widząc, że idę w kierunku miasteczka zapytał się czy może mi towarzyszyć. Zgodziłem się. Mężczyzna pochodził z niedalekich Downar – jak mi się przyznał – po ciemku sam bał się iść. W Goniądzu miał siostrę, u której miał zamiar kilka godzin przeczekać. Rozmawiając, przyjemnie razem nam się szło. Mijając goniądzki cmentarz, mój towarzysz wyraził swoje obawy, co do zmarłych. Ja natomiast skręcając w stronę cmentarza, ( na który zresztą miałem i tak po drodze zajść, aby zapalić znicze)powiedziałem, że jak żyłem również się ich bałem. W tej chwili usłyszałem przerażający krzyk młodego człowieka. Nie spodziewałem się takiej reakcji. Dopiero po dłuższej chwili udało mi się go w końcu uspokoić. Jednak już do końca drogi nie zamieniliśmy już ani słowa… (Goniądz gm.loco.)

Dworowy

Dworowy

Nasze spotkanie z nadbiebrzańskimi reliktami demonologii ludowej dobiega końca. Żegnamy tutejsze diabły, duchy pokutujące, zmory, upiory, wiedźmy, rusałki, topielce i inne postacie z tutejszego panteonu istot ponadzmysłowych.
W wyniku różnych czynników, ludowe wierzenia uległy daleko idącym przeobrażeniom. Daje nam to dzisiaj gamę postaci, dość chaotyczną i niespójną w stosunku do porządku panującego dawniej w demonologii ludowej. Z biegiem czasu niektóre z demonów traciły w hierarchii swoją pozycję, pozostałym zaczęto przypisywać inne zadania. Przykładem stracha, którego „specjalizacja” uległa daleko idącej przemianie jest – znanego również w miejscowościach leżących nad Biebrzą – postać dydka lub ditka. Pierwotnie będącego dość wysoko w panteonie demonów słowiańskich – opiekował się bowiem domem – później zdegradowany został do roli straszydła „ na słomianych nogach”. Zaczęto utożsamiać go także z diabłem lub innym rodzimym demonem bobo.
Straszono nim dzieci, a także panny, które zbyt długo czasu spędzały przed lustrem. Ewolucja słowiańskiego demonicznego panteonu wytworzyła w świadomości prostego człowieka nowe animistyczne wizje rzeczywistości przyrodniczej i społecznej.
Według wspomnianego Leonarda Pełki, etnografa, autora licznych publikacji z tematyki polskiej demonologii ludowej, w ostatnich kilku dekadach nastąpiły istotne zmiany w postrzeganiu otaczającej nas rzeczywistości. Między innymi:
1 Zanikanie wierzeń w demony atmosferyczne i przyrodnicze. Niektóre jednak cechy tychże – na przykład latawców przeniesione zostały na wyobrażenia demonów społecznych na przykład na diabły.
2 Zasilanie wierzeń w opiekuńcze demony domowe, których funkcje częściowo przejęto zostały przez ludowo-chrześcijańskie wyobrażenia aniołów, świętych, a także w niektórych przypadkach diabłów.
3 Wyraźne zubożenie demonicznego panteonu na korzyść wyeksponowania wierzeń diabłologicznych i parademonicznych.
W ciągu stuleci wieś ulegała różnym przeobrażeniom gospodarczym, społecznym i kulturowym. Wpływ na to miały nie tylko działanie kościoła – bo jak już wspomniano- demony przez wieki w jego obecności miały się zupełnie nieźle, ale przede wszystkim szeroko rozumiane koncepcje oświeceniowe, ruch ludowy, przemiany struktur produkcji i wymiany towarowej, powszechna oświata, procesy industrializacyjne, ruch migracyjny, wpływ mediów i inne. Większość z nich szczególnie nasiliły się po II wojnie światowej, nabierając szczególnie dużego tempa po przemianach ustrojowych. Zmianie ulegały również poglądy i wzorce postępowania w relacjach międzyludzkich i odbiorze świata przyrody. Wszystko to miało swoje odbicie w sferze wierzeniowej. Jednak im bliżej czasów nam współczesnych tym szybciej odchodziły w zapomnienie elementy, które nie odpowiadały zmienionym układom życia społeczności wiejskiej i tym samym nie były zdolne nadal wypełniać swoich dotychczasowych funkcji: utraciły, więc one rolę czynnika inspirującego w ludowym systemie wartości i norm obyczajowych. Pokolenie urodzone już w nowej rzeczywistości, wykształcone i nierzadko mieszkające z dala od swoich rodzinnych stron zwykle krytycznie podchodzi do przekazów ojców i dziadków.
Wspomniane przemiany gospodarcze i kulturowe spowodowały, że relikty dawnych wierzeń bezpowrotnie zanikają. Coraz trudniej spotkać przykłady „prawdziwej demonologii ludowej ”. Choć z drugiej strony jej elementy nadal przecież funkcjonują w rodzimym słownictwie. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że Baba Jaga, Boruta, Bełt, Bieda, Zmora zwana Gnieciuchem, Kocmołuch, Maruda, Mróz, Mrucek, Matołek, Paskudnik, Poroniec, Smęda, Srala, Tęsknica, Trusia, Latawiec zwany Chmurnikiem lub Obłocznikiem, Dola, Bobo, wspomniane wcześniej Dydko zwany niekiedy Bucem, Ćmok, Bies, Licho, Warchoł i wiele innych – to imiona dawnych demonów słowiańskich. Imiona ich to niemal niesłyszalne echa dawnych wierzeń… Obecnie nie należą one już do obszaru zainteresowań młodego pokolenia zamieszkującego wieś. Również średnie, a niekiedy starsze pokolenie wstydzi się tych „ zabobonów”. Natomiast wśród osób mających na ten temat pewną wiedzę, daje się zauważyć niekorzystne dla dawnej sfery wierzeniowej procesy „nakładania się” ludowych wierzeń z informacjami mający swoje źródło w środkach masowego przekazu. Nasiliło się szczególnie w ostatnich 20 – 30 latach. Jest to zjawisko normalne i nieodwracalne. Coraz częściej możemy usłyszeć legendy i opowieści typu „ O królu Brzoście, jego trzech córkach i czarowniku Batalionie”, „ Dumie Jaćwinga”, „Klątwie wróżki Zatory” czy wreszcie „ O szczeniaku kupionym od Ruskich, który wyrósł na niedźwiedzia” …
opracował Jarosław Marczak, Legionowo
jaroslaw.marczak@o2.pl

Literatura :

Bohdan Baranowski, W kręgu upiorów i wilkołaków. Łódź 1981.
Bohdan Baranowski, Ludzie gościńca w XVII-XVIII. Łódź 1986.
Irena Drowdiłło – Batura, Relikty kultury tradycyjnej w świadomości mieszkańców powiatu augustowskiego w końcu XX wieku: nazewnictwo, duchy, strachy, zwidy, lecznictwo. w : http://www.astn.pl/r2007/relikty.htm
Zygmunt Gloger, Encyklopedia Staropolska repr. Warszawa 1972
Renata Kaczyńska – Łuba, Krzyże i kapliczki w tradycji ludowej Podlasia. Praca dyplomowa napisana pod kierunkiem dr Natalii Szydłowskiej. Białystok 2006.
Małgorzata Kalicińska, Fikołki na trzepaku. Wyd. Zysk I S-KA. 2009 Poznań.
Wojciech Krasucki, Krzyże i kapliczki przydrożne jako znaki podziału przestrzeni w: Polska Sztuka Ludowa z. 3-4/ 1986. Irena Lewoc, Tajemnica Pobojnej Góry w: Nasz Sztabiński Dom 6/2013.
Witold Lewoc, Zwyczaje, obrzędy i tradycje ludowe ziemi sztabińskiej w: Nasz Sztabiński Dom 4/2014.
Alicja Maciejek, Demony przyrody i personifikacje zjawisk przyrodniczych w wierzeniach ludu białoruskiego w XVIII i XIX wieku w: Rocznik Białostocki XIII/ 1976.
Józef Maroszek, Jaświły. Dzieje obszaru gminy do końca XVIII wieku. Białystok 2004.
Aleksander Metelski, W dorzeczu Ełku w: Ziemia 17-20/1931.
Aleksander Mianecki, Postać demona wodnego w ludowych przekazach wierzeniowych w: Literatura Ludowa 2 / 2002.
Kazimierz Moszyński, Kultura Ludowa Słowian. Z. 1-2, 1939.

Kazimierz Omiljanowicz, Lata młodości górnej i chmurnej. Suwałki 2006.
Barbara Podgórska, Adam Podgórski, Wielka księga demonów polskich: leksykon demonologii ludowej. Wyd. KOS 2005.
Antoni Kazimierz Osiecki, Moja biografia. (wspomnienia w maszynopisie udostępnione mi przez autora).
Leonard Pełka, Polska Demonologia Ludowa. Warszawa 1987.

Henryk Sędzia, Łomżyńskie teksty gwarowe. Łomża – Kielce 1996.
Jerzy Sienkiewicz, Demonologiczne aspekty kultury ludowej okolic Suchowoli w: Białostocczyzna 1/1995.

Jerzy Sienkiewicz, Jolanta Wasila, Demonologia pogranicza kultur w Polsce północno – wschodniej. Białystok 2010.
Sławomir Sikora, Cmentarz. Antropologia pamięci w: Polska Sztuka Ludowa, z. 1-2/ 1986.

Jadwiga Solińska, Dawne tradycje i obyczaje w Wąsoszu Grajewskim i okolicach. Lublin 2006.
Arkadiusz Studniarek, Demonologiczne aspekty kultury ludowej… w: http://inter.home.pl/studniarek/krzyze.html
Franciszek Zabielski, Z życia i pamięci. Ludowa spółdzielnia Wydawnicza. Warszawa 1971.

Elżbieta Zielińska, Grzeszna niewinność. Niechrzczeniec w religijności ludowej w: http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,255024, grzeszna-niewinnosc-niechrzczeniec-w-religijnosci-ludowej.html Są jeszcze na wsi upiory w: Ziemia Łomżyńska 4/1920.

Informacje od Pani Dąbrowskiej z Szostaków, Państwa Klimaszewskich z Klimaszewnicy oraz Panów: Kazimierza Dąbrowskiego z Trzciannego, Wiesław Mosaka z Legionowa, Stanisława Niedziółko z Grajewa, Antoniego i Stanisława Osieckich z Chwaszczyna, Stanisława Prokopa z Nowego Dworu Mazowieckiego i Edwarda Szlejtera z Gdańska. Wszystkim wymienionym osobom serdecznie dziękuję.

Specjalne podziękowania dla Pani Kamili Mosak z Legionowa za korektę tekstu i cenne uwagi.

1264 Ogólnie 2 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.