Relikty demonologii ludowej w miejscowościach nadbiebrzańskich. Część I

Relikty demonologii ludowej w miejscowościach nadbiebrzańskich

Jarosław Marczak rocznik 1963. Z wykształcenia chemik, a z zamiłowania historyk, etnograf, ekolog i osoba głęboko uzależniona od … Biebrzy. Z rzeką i jej bagnami zetknąłem się ponad 30 lat temu. Urzekło mnie jej piękno, przestrzeń i zieloność łąk, a także pewien pierwiastek tajemniczości, który dawał się odczuć podczas słuchania opowieści – zwykle starszych już wiekiem tutejszych mieszkańców. 
Efektem tychże spotkań i rozmów jest przedstawiony poniżej artykuł Relikty demonologii ludowej w miejscowościach nadbiebrzańskich. Praca nad nim trwała kilka lat i według mojej wiedzy jest pierwszym tak obszernym opracowaniem – o odchodzących w niepamięć – strachach, duchach, diabłach upiorach i innych nadbiebrzańskich demonach.
Tekst nie powstałby jednak w takiej formie, gdyby nie zaangażowanie innych regionalistów, z których prac pozwoliłem sobie skorzystać. Wymienić należy tutaj artykuły Ireny Drowdiłło – Batury z Augustowa, Renaty Łuby – Kaczyńskiej z Polkowa czy Arkadiusza Studniarka z Moniek.
Mam nadzieję, że wyniki mojej pracy, ze względu na swoją nieziemską tematykę, spotkają się z życzliwym przyjęciem z strony czytelników.
Życzę Państwu przyjemnej lektury.                                                                                                                    Autor.

Relikty demonologii ludowej w miejscowościach nadbiebrzańskich.

Posąg Światowita

Posąg Światowita

Naukowcy zajmujący się badaniem wierzeń i mitologią dawnych Słowian są w bardzo trudnym położeniu. Nie dysponując bowiem źródłami pisanymi, które pozwoliłyby odpowiedzieć na zasadnicze pytania dotyczące słowiańskiej religii, muszą sięgać do dorobku historiograficznego, archeologicznego, religioznawstwa porównawczego, a także do badań językoznawczych i etymologicznych. Wielu badaczy zastanawia się ponadto nad stopniem ukształtowania się panteonu bóstw słowiańskich jako zorganizowanego zespołu mitów naczelnych. Wydaje się, że tego rodzaju politeistyczna organizacja wierzeń pojawiła się stosunkowo późno i że właściwą płaszczyzną słowiańskiej religii pozostawała demonologia, a więc niższego rodzaju wiara w różnorodne istoty ponadzmysłowe, które występowały w otaczającej człowieka rzeczywistości przyrodniczej i społecznej. Po zniszczeniu przez postępującą chrystianizację ośrodków kultów słowiańskich, a tym samym panteonu naczelnych bóstw, pomniejsze zaczynały własny i samodzielny żywot, zwykle w kręgu wiejskim. Rozpoczął się skomplikowany proces dostosowywania się ich do nowej rzeczywistości. Pozbawione Peruna, Swaroga, Świętowita i innych, funkcjonowały przez wieki obok coraz silniejszej nowej religii, tworząc skomplikowaną mitologię tyle, że mało zhierarchizowaną i obejmującą całe mrowie różnego rodzaju ponadzmysłowych istot – nazywanymi ogólnie demonami. Pamiętając o słowiańskim rodowodzie większości tych wierzeń, zwrócić należy uwagę na fakt, że w toku zachodzących procesów chrystianizacyjnych, w kulturze ludowej ukształtowało się zjawisko tzw. dwuwiary, polegającej na syntezie i przetworzeniu słowiańskich wątków pogańskich z chrześcijaństwem. Kościół ostro występował przeciw oficjalnym lub szeroko rozpowszechnionym praktykom kultowym. Tolerował natomiast praktykowanie prywatnych i lokalnych zwyczajów i wierzeń o słowiańskiej proweniencji. W efekcie udało się wyplenić kult Perkuna czy Świętowita, natomiast na bardzo długo żywa pozostawała wiara w pomniejsze bóstwa. Najpełniej przejawiało się to w szczególnym synkretyzmie kulturowym obrazu diabła – wizji ludowej i chrześcijańskiej.
Jak wiele było istot demonicznych i jak silnie ich świat przenikał i wpływał na świat ludzi, niech świadczy fakt, że nazwy, określenia czy imiona wielu z nich przeszły do mowy potocznej i w szczątkowej formie obecne są nadal w choćby w różnego rodzaju przesądach, a także przysłowiach i powiedzeniach.
Demony duszą i gniotą, straszą jękiem. Płaczem i gwizdem, śmiechem, klaskaniem, jeżdżą na ludziach, wysysają krew i mleko, wyżerają wnętrzności, męczą kobiety ciężarne, podmieniają niemowlęcia, porywają dziewczyny i kobiety, wchodzą w stosunki płciowe z ludźmi. Demony niepokoją swym śpiewem i muzyką, potrafią zgubić swym tańcem. Mogą być także nieokreślone strachy czyhające na człowieka” tam gdzie straszy: u grobu, w mieszkaniu, przy zakopanym skarbie, w miejscu zbrodni, przy moście – pisał znakomity historyk Aleksander Gieyszyor w „ Mitologii Słowian”.
Na kulturę ludową składają się dwa obszary: kultura materialna i kultura duchowa. Obie są ze sobą silnie powiązane, a granica oddzielająca obie przestrzenie jest nieostra. Przeobrażenia zachodzące na wsi polskiej spowodowały wiele zmian w obu tych obszarach. O ile jednak świat ludowej kultury materialnej – pomimo przemian jest jeszcze stosunkowo łatwy do udokumentowania i opisania – to świat duchowy zdaje się odchodzić cicho i niezauważenie. Kultura duchowa obejmowała, bowiem tę część naszego życia, na które wpływ miały: religia, magia i sztuka. Kultura duchowa w istotny sposób opisywała, porządkowała tłumaczyła i regulowała stosunki międzyludzkie, a także wyznaczała normy życia mieszkańcom wsi.
Poza oficjalną religią funkcjonował panteon istot ze świata nadzmysłowego, czyli demony. Literatura podaje różne określenia słowa ,,demon”. Wielka Encyklopedia PWN definiuje je jako „ zły duch szatan, duch dobry lub zły, wpływający na losy ludzkie, później zły duch, szatan. Władysław Kopaliński w „Słowniku mitów i tradycji kultury istoty te definiuje w następujący sposób: „ W dawnych wierzeniach ludowych istota nadprzyrodzona, o cechach na wpół boskich i na wpół ludzkich, groźna lub rzadziej dobrotliwa. Najważniejszymi demonami były diabły. W demonologii słowiańskiej rozróżniano: boginki (rusałki) porywające dziewczęta i dzieci; przypołudnice pojawiające się na polu w czasie upału; topielice wciągające ludzi do wody latawce fruwające na wietrze, płanetnicy w chmurach, ubożęta i skrzaty pilnujący domu, wreszcie bobo postrach dzieci. Bohdan Baranowski przypisuje im negatywne cechy i zalicza do bóstw niższego rzędu. Z kolei Jerzy Sienkiewicz przedstawia postać demoniczną jako istotę o cechach negatywnych, przynależną do świata pozaziemskiego, lecz nie boskiego. Demony w jego ujęciu to istoty przybierające postacie ludzi lub zwierząt, mające moc bycia niewidzialnymi, zawieszone pomiędzy światem boskim i ludzkim.
Współczesna klasyfikacja postaci z panteonu demonów nie jest łatwa. Wynika to nie tylko z trudności wybrania właściwego kryterium na określenie terminu „demon”, ale także ilości i różnorodności zebranego materiału etnograficznego oraz faktu, że sfera wierzeń jest obszarem dynamicznym. To, co było realne, barwne i łatwe do opisania jeszcze kilkadziesiąt lat temu – dzisiaj jest zaledwie bladym wspomnieniem. Próby tej podjęło się kilku badaczy m.in. Kazimierz Moszyński, który zaproponował podział istot ponadzmysłowych ze względu na miejsce ich występowania tj. demony powiązane ze środowiskiem wodnym, powietrznym lub lądowym czy Leonard Pełka, który z kolei przedstawił podział demonów na grupy przypisane zjawiskom atmosferycznym, przyrodniczym i życia społecznego. Ciekawe podział zaproponował wspomniany Jerzy Sienkiewicz, z którego specyfikacji – z pewnymi zmianami korzystam.
1. Aktywność demonów związanych ze specyfiką miejsca:
a) cmentarze i miejsca tragicznej śmierci,
b) nawiedzone domy,
c) zapadłe kościoły i grody,
d) istoty demoniczne spotykane na drogach i miejscach granicznych.
2. Niematerialny charakter istot demonicznych z podziałem na:
a) duchy/dusze dzieci nie ochrzczonych,
b) zjawiska foniczne o charakterze demonicznym,
c) ognie i niezidentyfikowane siły jako zjawiska o charakterze demonicznym.
3. Przybieranie przez istoty demoniczne postaci zwierzęcej – zwierzęce postacie diabła, dusze ludzi pod postacią zwierząt.
4. Półdemoniczny charakter postaci:
a) strzygi, upiory,
b) zmory,
c) czarownice,
d) wodniki, topielce, rusałki.

AKTYWNOŚĆ DEMONÓW W ZWIAZKU ZE SPECYFIKĄ MIEJSCA.

Cmentarze i miejsca gwałtownej śmierci

Cmentarz grafika z XIX wieku.

Cmentarz grafika z XIX wieku.

W zebranych materiałach terenowych nawiązujących do obrzędowości pogrzebowej oraz poświęconej ludowemu rytuałowi śmierci znajdujemy liczne opisy powracania zmarłych do rodzinnego domu, czyli świata, w którym jeszcze niedawno przyszło im żyć. W ludowej wizji opisy kontaktów żywych z tymi, którzy próg śmierci już przekroczyli, zawarte jest przekonanie nie tylko o konieczności takich kontaktów, ale wręcz o ich nieuchronności. Idea współistnienie i przenikanie się tych światów jest fundamentem ludowej wizji rzeczywistości. Postacie demoniczne mogły występować właściwie wszędzie. Niemniej można wyodrębnić grupę charakterystycznych miejsc, w których straszy. Topos demonicznej istoty nawiedzającej dom, pojawiającej się na cmentarzu, krążącej zwykle wokół miejsca swojej gwałtownej śmierci jest powszechnie znany.
Jeżeli chodzi o cmentarze – to występowanie tam właśnie istot demonicznych, wydaje się sprawą oczywistą. To tu następuje ziemski koniec człowieka. Jest to jednocześnie miejsce niejako nagromadzenia się istot demonicznych. Podkreślić jednak należy, że z cmentarzem związane są istoty pochodzące od człowieka określane jako,,duchy” lub,, dusze zmarłych” bądź istoty półdemoniczne takie jak: upiory lub strzygi. Nie spotyka się natomiast w tych miejscach istot takich jak diabły, rusałki, topielice, zmory itd.
Postacie demoniczne pojawiające się na cmentarzach, a także w innych miejscach swojej śmierci, zwykle przybierały ziemski wygląd i najczęściej nie szkodziły ludziom. Próbowały nawiązać kontakt, porozmawiać lub przekazać jakąś ważną informację. Rozmówcy opowiadający o tych zdarzeniach wypowiadają się raczej dość ogólnie.
Przykładem tego są opisy epizodów z czasów powstania styczniowego.
Na Brodniej Górze stała stara sosna. Jak było powstanie 1863 roku, to wieszano na tej sośnie zdrajców. Teraz tam straszy. Jaminy gm. Sztabin:
Echem wypadków z powstania 1863 była pamięć o tragicznej śmierć Aspazji Świderskiej, córki właściciela dworu w Białaszewie. Kobieta zamordowana przez oblegających dwór Kozaków, miała później ukazywać się mieszkańcom wsi.
Pewna kobieta poszła bardzo rano na cmentarz, aby przed pracą w polu uporządkować grób swojej rodziny. Przechodząc obok nagrobka Aspazji Świderskiej, ( grób znajdował przy głównej bramie) zauważyła stojącą zapłakaną młodą kobietę w dziwnym stroju. Po niedługim czasie wracając już jej nie było. Zaintrygowana podeszła do mogiły i spojrzała na znajdujące się tam zdjęcie. Na fotografii była kobieta, którą nieomal kilka chwil temu widziała stojącą nad grobem. (Białaszewo gm. Grajewo).
Powszechnie występował motyw osób – zwykle młodych, nie mogących pogodzić się ze swoją śmiercią. Przykładem tego jest następująca historia:
Zdarzenie to miało miejsce przed wojną, jechaliśmy furą w mroźny zimowy wieczór od strony Downar. Zmierzch zapadał dosyć szybko, więc wracaliśmy już po ciemku. Gdy zbliżyliśmy się do cmentarza zauważyliśmy, że przy cmentarnym murze przesuwa się jakaś postać. Po podjechaniu jeszcze kilkuset metrów postać stała się bardziej wyrazista. Była to sylwetka kobiety ubranej na biało posuwającej się bez ruszania nogami, wyglądało jakby płynęła. Przeżegnałem się i zacząłem się modlić, po czym postać znikła. Po przyjeździe do domu opowiedziałem całą historię swojej żonie, na co ona odparła, że dwa tygodnie temu pochowali tam młodą kobietę, która z pewnością nie może się pogodzić z tym, że w tak młodym wieku musiała opuścić ziemski padół. (Goniądz gm. loco).

Nie tylko gwałtowna śmierć mogła być przyczyną powracania zmarłych. Powodem tego mogło być również niedopełnienie rytuału pogrzebowego. Czasami była to – jak później się okazywało – drobna rzecz, która jednak sprawiała, że zmarli nie mogli przejść na drugą stronę i trwali w jakimś trudnym do zdefiniowania zawieszeniu, który budził nierzadko trwogę przypadkowych obserwatorów.

W rowie Ruski leżał zabity i jak rodzina wróciła z Niemiec, to wzięli wór, zabrali to wszystko i szynelkę, i czapkę z gwiazdą, i zawieźli koniem na cmentarz. Brat piaskiem trzy razy rzucił i się z ojcem przeżegnali. Ciotka Ania mówi, że śni się jej ten Ruski, a koło tego rowu chodził jakiś chłop, od cmentarza do rowu. Dużo ludzi widziało to wieczorem. Tata mówi: „ pójdę ja, i się roznajdę”. Trawa była. On patrzy, kawałek szynelka leży, a w niem mała ikonka. Ten Ruski, to był starowier jak my. Po ikonce było to widać. Ojciec z bratem poszli, rozkopali trochę grobu i zakopali tą ikonkę z kawałkiem szyneli. I ten chłop przestał pokazywać się. (Gabowe Grądy gm.Augustów).

Nawiedzone domy
Topos nawiedzonego domu znany był niemal we wszystkich kulturach. Nie inaczej jest dzisiaj. Z motywu domu, w którym manifestują się siły paranormalne, pojawiają się upiory, duchy i wampiry czerpią obecnie pełnymi garściami – z różnym skutkiem – pisarze, scenarzyści, reżyserzy i przedstawiciele sztuk plastycznych, ale również kultura ludowa.
Dom jest symbolem ludzkiej codzienności. Termin ten pokrewny jest takim określeniom jak ład, porządek, harmonia i bezpieczeństwo. Dom jest przestrzenią zamkniętą. Jego ściany, drzwi, a przede wszystkim próg – to granice oddzielające go od świata zewnętrznego. Dawniej dom, a w szerszym rozumieniu tego terminu – zagrodę doglądały skrzaty czy inne opiekuńcze bóstwa domowe. Dzisiaj już ich nie ma. Niedokarmiane i zaniedbywane zanikły stopniowo wypierane przez nową rzeczywistość.
Wyświęcenie przez kapłana, przynajmniej raz do roku domostwa, wiszących na ścianach krzyży i świętych obrazów powinno było chronić całe gospodarstwo przed działaniem szeroko rozumianych sił demonicznych. Aby zmarły odszedł z tego świata w spokoju, należało go we właściwy sposób pożegnać. W okolicach Goniądza, po nocnym czuwaniu, wywożono zmarłego na wozie do kościoła. Na granicy miejscowości zdejmowano trumnę i tą częścią, gdzie była głowa, odwracano w stronę w stronę wsi. Wszyscy uczestnicy pogrzebu schodzili z wozów. Następnie stukano trumną o ziemię trzy razy. Były to przeprosiny zmarłego za wszystko zło, jakie uczynił komukolwiek za swojego życia, a także jego prośba o wybaczenie. Po tym rytuale ponownie kładziono trumnę na wóz i jechano do kościoła. Czynność przeprosin zmarłego miała wymiar magiczny. Oczyszczała go i ułatwiała odejście do innego świata. Czasami bywało jednak inaczej. Jego duch powracał do miejsc, które były mu bliskie. Był to najczęściej właśnie dom, który powinien był zapewniać ich użytkownikom harmonię i azyl, stawał się miejscem, gdzie ,, prawowici właściciele” demonstrowali swoją obecność. Pojawiała się więc matka, aby nakarmić swoje dzieci lub ostrzec je przed grożącym niebezpieczeństwem, (ciekawe, że nie spotykało się opisów przychodzących duchów troskliwych ojców), babka przędząca wełnę lub gospodarz pracujący nocą w swoim dawnym obejściu. Często duch przychodził w konkretnym celu i próbował porozumieć się z domownikami. Aby nie przestraszyć bliskiej mu osoby, niekiedy pojawiał się w jej śnie i przepowiadał ważne zdarzenia dotyczące losów jego rodziny. Bywało, że takie zdarzenie miało charakter wizji i wiązało się z przepowiednią przyszłych losów kraju. Manifestacja zmarłej osoby oraz to co powiedziała wywoływała tak duże poruszenie, że opowiadano o tego rodzaju zajściu jeszcze przez wiele lat.
Nieboszczyk mój ojciec, który pod komendą Wawra w powstaniu służył i od moskiewskiej kuli padł, po śmierci przyśnił mi się nazajutrz. Stał przy mnie w powstańczym odzieniu, z kosą w ręku na sztorc obsadzoną i tak do mnie mówił: Źle ci będzie, synku na świecie. I nie tylko tobie. Miliony (…) pić będą brudną wodę z zatrutego jeziora i jeść gorzki chleb, spleśniały chleb żywota. Ginąć będą ludzie, jak kwiaty na mrozie, jak jesienią muchy. Z krwi i płomieni powstanie wolna nasza kraina i zrzuci z rąk swoich kajdany niewoli ( …). (Rajgród gm. loco)
Obecność siły ponadzmysłowych mogła objawiać się dziwnymi odgłosami, trzaskami, przesuwaniem przedmiotów czy nawet ich rzucaniem. Czasami duch nie mógł odejść,,zatrzymywany” lub ,,przywoływany” przez rozpaczającą po nim osobę.
To było we wojnę. W obronie Warszawy zginął mieszkaniec naszej wsi. Jego żonka rozpaczała całymi dniami. Trwało to bardzo długo. Pewnego razu weszła ona do stodoły, usiadła i dalej płacząc głośno wzywała go po imieniu. Nagle usłyszała wysoko na belce kroki, a potem ktoś z całych sił cisnął w nią snopkiem. Wtedy zrozumiała, że wzywając swojego ukochanego nie pozwala jego duszy spokojnie odejść z tego świata. Nareszcie się uspokoiła. (Polkowo gm. Sztabin).
Innym przykładem zamanifestowania przez ducha swojej obecności jest poniższa historia.
Po śmierci teścia gospodyni szykowała stypę. Przyszli kuzyni i sąsiedzi. Jeden z gości powiedział o zmarłym – „Szkoda, że Władzia nie ma z nami”. Wtedy w końcu stołu, gdzie nikt nie siedział, strzeliła z hukiem szklanka i się rozsypała. (Jaziewo gm. Sztabin).

Bywało, że duchy nie potrafiły, czy też nie chciały opuścić miejsca, w którym spędziły wiele lat swojego życia i na swój sposób funkcjonowały w dawnym obejściu. Najczęściej widywano je o zmroku lub nocą. Choć nie było to regułą. W siedlisku istniejącego do I wojny światowej dworze Kępa koło Wierciszewa nad Biebrzą, miała pojawiać się nawet za dnia tajemnicza postać…
To było jeszcze przed wojną. Miałam wtedy z 10 lat i pasłam krowy na łące koło Kępy. Było ciepło i usnęłam w cieniu, niedaleko miejsca, gdzie stał dawniej dwór. Nagle obudziłam się, a przy mnie stała starsza kobieta w długiej czarnej sukni. Zerwałam się przestraszona, a ona znikła. To była chyba pierwsza żona tego hrabiego… (Wierciszewo gm. Wizna)
Również za dnia widywano zjawę innej kobiety…
Jedna kobieta powiesiła się na drągu od siana na wozie. Chcieli ludzie jej dom kupić, ale ona po śmierci wracała. Siedziała w tym domu na krześle i ludzie bojali się. To było po drugiej wojnie. (Jaziewo gm. Sztabin).
Liczne były przypadki, że duch człowieka ukazywał się – bo za życia popełnił ciężki grzech i aby odejść w spokoju, musiał naprawić popełnioną krzywdę.
Wdowiec z dziećmi postanowił się ożenić. Upatrzył sobie młodą kobietę. Ta dała mu rozichot (wiano w formie pieniędzy). Los jednak chciał, że kobieta przed ślubem zmarła. Mężczyzna jednak tych pieniędzy nie chciał oddać. Po jakimś czasie on również zmarł. I wtedy zaczęły dziać się różne rzeczy. Wnuczka- czyli córka jednego z dzieci ciągle powtarzała, że widzi dziadka. – Podchodzi i przykłada rękę do ściany. Trwało to dłuższy czas. Końcu ktoś zapytał dziecka. -Ale co robi dziadek? – Pokazuje ręką na ścianę. O tu… Okazało się, że mężczyzna pieniądze, które dostał od kobiety, schował między belkami i przykrył mchem. Dzieci wzięły te pieniądze i zawiozły do rodziny tej kobiety. Od tej pory ich ojciec przestał się pokazywać. (Szostaki gm. Jedwabne).
Czasami nawiedzenie domu przez ducha zmarłej osoby miało charakter incydentalny. Pojawiał się na krótko, i z sobie tylko wiadomego powodu.
Było to około 1967 roku w październiku. W polu było dużo roboty przy wykopkach. Ja wróciłam wcześnie z pola żeby przygotować mężowi i teściowi obiad. Weszłam do domu, a tam w kącie stoi kobieta. Twarzy nie widziałam, bo na nią padał jakby cień, ale chociaż widziałam ja może dwie sekundy to zapamiętałam każdy szczegół jej ubrania. Oczywiście wybiegłam z krzykiem z chałupy i schowałam się do chlewu. Po jakimś czasie przyszli z pola mąż i teść, którym wszystko opowiedziałam. Może za dwa dni przychodzi wiadomość Kownat, ze ciotka Paulina nie żyje. Na pogrzeb jechać nie mogłam, bo miałam małe dzieci. Dopiero po jakimś czasie podczas rozmowy wyszło jak była ubrana ciotka do trumny. Wszystko się zgadzało łącznie z kolorami. Dopiero wtedy przypomniałam sobie, że przed śmiercią ciotki zapraszałam ją do siebie, a ta odwiedziła mnie dopiero po śmierci. (Szostaki gm. Jedwabne)

Opracował Jarosław Marczak, Legionowo
jaroslaw.marczak@o2.pl

 

Koniec części I.
Cdn.

Link do części 2:
http://historialomzy.pl/relikty-demonologii-ludowej-w-miejscowosciach-nadbiebrzanskich-czesc-2/

 

964 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Piotr Nowiński

W numerze 401 Tygodnika Ilustrowanego wydanego w 1875 roku w Warszawie na stronie 148 znaleźliśmy ciekawy artykuł o Piotrze Nowińskim pochodzącemu z okolic Łomży, o którym do tej p[...]