Stanisław Michałowski. Część 4

Stanisław Michałowski (1843-1914)

W RODZINNEJ ŁOMŻY

Po ślubie w Warszawie młody doktór Michałowski wraz z ukochaną żoną powrócił do Łomży. Zrazu zamieszkali w Zambrowie, gdzie doktór otworzył wolną praktykę lekarską.
Początki kariery lekarskiej nie były łatwe. Aby wyrobić sobie klientelę lekarz potrzebuje conajmniej kilku lat. Niektórzy przez te lata nie mieli chorych. Mówiono o nich, że „ fotografują pacjentów”, bo tak rzadko są przez nich odwiedzani. Dr Michałowski podjął posadę nadetatowego lekarza Łomżyńskiej Izby Skarbowej w IX randze z roczną pensją 225 rubli srebrnych. Na owe czasy była to dobra pensja i można było za nią się utrzymać przy nawet niewielkiej praktyce, kiedy wół kosztował 40 rubli. W 1872 roku doktor opuścił Zambrów i przeniósł się do Łomży.
Owe lata i następne charakteryzowały się żywiołowym rozwojem miasta. W 1866 roku Łomża stała się miastem gubemialnym, co wywarło niemały wpływ na jej rozwój. Nastąpił ożywiony wzrost budownictwa mieszkalnego. Wzniesiono szereg gmachów użyteczności publicznej, okazały budynek Szpitala Miejskiego przy ul. Wiejskiej w 1870 roku, w 1877 r. monumentalną cerkiew w stylu bizantyjskim, nazwaną później soborem, Dom Starców przy ul. Polowej w 1882 roku. Powstały budynki reprezentacyjne przy ul. Dwornej dla Kasy Przemysłowców w 1886 roku i dla Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego oraz Banku Państwa w 1888 roku projektu architekta FeliksaNowickiego. Z prywatnych budynków należy wymienić kamienicę czynszową dwupiętrową w posesji przy zbiegu ulic Dwornej i Sadowej postawioną w 1879 roku przez Unisława Hewelke i Feliksa Uszyckiego, administratora dóbr Kupiski, w której zamieszkał dr Michałowski z rodziną.
Wytyczono lub uregulowano nowe ulice, jak Nadnarwiaóską, Ogrodową, Piękną, Przechodnią, Trybunalską, Tykocińską i Wiejską. Wielkim mankamentem były kanalizacja i oświetlenie. Place i ulice w śródmieściu pokrywał bruk z kamienia polnego, niektóre ulice miały tylko chodniki, inne natomiast pozostawały nie pokryte brukiem, zamieniając się w porze jesiennej i wiosennej w bagniste bezdroża. Po obu stronach jezdni znajdowały się głębokie rynsztoki, nie tylko dla deszczowych wód, ale i dla ścieków nieczystości wylewanych obficie przez mieszkańców. W ciepłej porze roku z rynsztoków unosił się niemiły fetor, bardzo typowy dla ówczesnych miast na prowincji. Pamiętam go jeszcze na niektórych ulicach podczas mojej bytności w Łomży latem 1918 roku.
Co się tyczy oświetlenia miasta, to zapamiętałem opowiadania mego ojca, mieszkańca Łomży urodzonego w 1873 roku, o iluminacji miasta podczas świąt ku czci cesarza i jego rodziny, których było niemało w przeciągu roku, zwanych powszechnie galówkami. W święta te wieczorem płonęły świece w oknach domów mieszkalnych z nakazu gubernatora, a na ulicach paliły się kaganki.Budynki rządowe bogato dekorowane girlandami zieleni, rzęsiście oświetlano świecami w oknach i ozdabiano elewację cyfrą cesarską oraz czerwono-niebieskuni flagami. Zabudowania były nieliczne na takich ulicach, jak Śniadowskiej, Polowej, Sadowej, Wiejskiej. Zapełniły je sady lub ogrody ogrodzone parkanami szczemiałych desek zakończonych w szpic, niektórych już pochylonych. Wychodki z desek stanowiły typowy rodzajowy obrazek. Można je było spotkać nie tylko w ogrodach , lecz także na podwórkach dużych kamienic. Pod koniec XIX wieku poczęto ulice obsadzać kasztanowcami, na przykład Dworną, Nowy Rynek.

Utrzymanie w Łomży owych lat było tanie, a podaż produktów przekraczała popyt. Mięso, nabiał, warzywa i owoce płynęły do miasta szerokim strumieniem. Zwozili je włościanie najczęściej w targi, które odbywały się na Starym Rynku. Liczne majątki ziemskie rozsiane wokół Łomży (Kupiski, Kownaty, Kumelsk, Grabowo, Drozdowo, Kisielnica) brały również udział w owym zaopatrywaniu w żywność Łomży. Towary te jednak dostarczane były przeważnie przez handlarzy – hurtowników, którymi najczęściej okazywali się Żydzi.

Latem ulicami toczyły się ociężale wozy wyładowane lodem, wyrąbanym zimową porą z Narwi. Woźnice kroczyli obok, popędzając konie batem. Lód miał licznych nabywców, którzy chętnie go kupowali celem umieszczenia w piwnicy dla konserwacji łatwo o tej porze psującej się żywności. Jesienią pojawiały się w mieście włościańskie furmanki z dębiną, sośniną i brzeziną do palenia w piecach z kafli oraz kominkach. Te ostatnie były wówczas bardzo rozpowszechnione. Jesień była też porą, kiedy gospodynie domu smażyły na zimę konfitury, powidła, marmolady, marynowały grzyby, śliwki, kwasiły kapustę i ogórki oraz suszyły owoce i grzyby, wypełniając nimi następnie spiżarnie. Znajdowały się tam również wędliny, połcie solonej słoniny, kamienne garnuszki z solonym masłem i domowej roboty żółte sery.
Nie można nie wspomnieć o rzece, którą sunęły tratwy zbite ze spławianych bali drzewa. Latem Narew przyciągała, zwłaszcza młodzież, która używała w niej kąpieli dowoli. Niestety często zdarzały się przypadki utonięć. W latach siedemdziesiątych XIX wieku ludność miasta Łomży przekroczyła 13 tysięcy.
Przedstawiony powyżej obraz, który zastał dr Michałowski w 1872 roku, zapewne jest niepełny. Podaję to, co zapamiętałem z opowieści mego ojca, a ten z kolei słyszał je od swego ojca dr. Michałowskiego.
Życie codzienne lekarza prowincjonalnego toczyło się pod przemożnym znakiem działalności zawodowej. Mała liczba lekarzy, rozległy zakres praktyki, obejmującej wszystkie specjalności, ówczesne niedogodności komunikacji, zwłaszcza pozamiejskiej, pochłaniały większość jego dnia, nie tylko powszedniego. Niewiele zatem pozostawało czasu na życie rodzinne, towarzyskie, dokształcanie się oraz ostatni w kolejności wypoczynek.
Dr Michałowski jako łomżanin, znany w mieście jeszcze w swych młodzieńczych latach, obecnie specjalista w dziedzinie chorób kobiecych i akuszeryjnych, zyskał uznanie i wzięcie w zarówno ubogich, jak i zamożnych kręgach miejskiego społeczeństwa oraz okolicznego ziemiaństwa. W dowód uznania otrzymał od Bronikowskich portret Ludwika Osińskiego w stroju wolno- mularza pędzla Antoniego Brodowskiego (1784-1832) z 1820 roku. Osiński był znanym krytykiem literackim, poetą, dyrektorem Teatru Narodowego w latach 1814-1833, prof. Uniwersytetu Warszawskiego oraz zięciem Wojciecha Bogusławskiego. Znany z dowcipnej parafrazy wstępu do drugiej księgi „Dziadów” Mickiewicza: „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie: Nic nie było, nic nie będzie”, albo inaczej przerobiona: „Cóż to było? Nic nie będzie: Głupio było, głupio będzie”. Drugi obraz półakt kobiety pędzla Tadeusza Mucharskiego otrzymał dr Michałowski prawdopodobnie z bliskiego kręgu rodziny Mucharskich.
Z chwilą zamieszkania w domu przy ul. Dwornej 24, w domu swego szwagra Feliksa Uszyckiego, doktór Michałowski ustabilizował praktykę. Rano odwiedzał chorych w mieście, między godziną pierwszą a trzecią przyjmował w domu, po obiedzie szedł do nagłych wezwań, co nie zawsze się zdarzało. Kolację jadł o godzinie 7-ej wieczorem. Była to od lat ulubiona jego potrawa, kluseczki na mleku. Wieczorem szedł na przechadzkę po mieście. W sobotę lub niedzielę schodzili się w jego mieszkaniu przyjaciele i znajomi na preferansa lub winta, o czem jeszcze niżej będzie mowa.
Obowiązki położnika zmuszały go do wyjazdów do odległych miejscowości. Komunikacja należała do arcyniewygodnych. Rzadko to był powóz lub dyliżans, a przeważnie bryczka lub furmanka chłopska. Nieraz przyszło przeprawiać się przez bród rzeki, bo mostu nie było. Wówczas mąż położnicy brał doktora „na barana” i w ten sposób przeprawiał go przez rzekę. Przy rodzącej pozostawał do chwili zakończenia porodu a nieraz, gdy wymagała tego potrzeb a i dłużej. Czasy były wówczas niespokojne, na drogach zdarzały się zabójstwa, rozboje, rabunki, toteż doktór nie rozstawał się z pistoletem, pamiątką z powstania styczniowego. W zimie jadąc do chorych saniami wwkłał wysokie buty z żółtej skóry o długich cholewach z jasno beżowego wojłoku oraz wdziewał niedźwiedzicę lub wilczurę. Wiedział, kiedy wyjeżdża, lecz nie znał terminu powrotu. W owych latach ubezpieczeń ani bezpłatnych przychodni nie było. Leczenie było kosztowne, honoraria i opłata za leki w aptece, zwłaszcza przy przewlekłej chorobie, pochłaniały sporo pieniędzy. Z tego powodu biedniejsza część mieszkańców Łomży i okolicznych włościan leczyła się u felczerów, którzy zadawalali się niższym honorarium niż lekarze prywatni. Honorarium lekarskie w Łomży wynosiło jednego rubla srebrnego. Tyle brał za wizytę w swoim gabinecie dr Michałowski. Wizyta na mieście kosztowała drożej, jeszcze wyższe honorarium pobierano przy wyjeździe w teren, zwłaszcza przy porodzie. W tej ostatniej specjalnośd dużą wyrękę dla położników stanowiły akuszerki i „babki wiejskie”.
Główną specjalnością dr. Michałowskiego była akuszeria i ginekologia, chodaż zajmował się całą medycyną, leczył choroby dziecinne, umysłowe oraz alkoholizm. Te ostatnie przypadki odsyłał do szpitala dla umysłowo chorych w Tworkach. Inne przypadki, jak choroby zakaźne, głównie tyfus brzuszny i plamisty kierował do Szpitala św. Ducha w Łomży. Wielu chorych leczył bezpłatnie, zwłaszcza osoby duchowne. Opiekował się konwentem kapucynów. Co roku w dniu 8 maja, dniu imienin dr. Michałowskiego, ks. gwardianin kapucynów Łukasz Zaczyński przybywał z życzeniami i podarkami wraz z podziękowaniem za opiekę lekarską nad konwentem. W archiwum domowym zachował się obrazek święty ofiarowany doktorowi dnia 8 maja 1903 roku, przedstawiający św. Franciszka, fundatora Zakonu, w habicie kapucyna, klęczącego przed Ukrzyżowanym Chrystusem ukazującym się mu na nieboskłonie. Od dłoni i stóp Chrystusa spływają złociste promienie, które powodują krwawe stygmaty na dłoniach św. Franciszka. Jest to reprodukcja prawdopodobnie obrazu Carravagia. Na odwrode widnieje dedykacja fioletowym atramentem ręką brata Łukasza: „Szanownemu dziś Solenizantowi. Naszemu Łaskawemu lekarzowi, Dobrodziejowi i Opiekunowi z powinszowaniem i najserdeczniejszymi życzeniami z całym konwentem wdzięczny br. Łukasz”.
Dr Michałowski leczył także bezpłatnie rodziny lekarskie, zwyczaj to dawniej powszechny, obecnie przez młodych lekarzy prawie całkowicie zapomniany. Miał także znaczną praktykę wśród ludnośd żydowskiej, mimo że praktykowali w Łomży lekarze Żydzi, Kacenelenbogien a później Karbowski. Zdarzało się czasem, że matka Żydówka przyszła z dzieckiem do dr. Michałowskiego, a po zbadaniu i zapisaniu recepty dziecku mówiła: „Zapomniałam pieniędzy”. Wówczas doktór mówił: „Zostaw dziecko i idź po pieniędze”. I jakoś pieniądze się znajdowały bez potrzeby pozostawiania dziecka w gabinecie. Były jednak przypadki, że szła do domu i wracała ze srebrnym rublem po odbiór dziecka.
Dnia 7 sierpnia 1880 roku dr S. Michałowski ukazem Rządzącego Senatu nr 126 został mianowany za wysługę lat radcą tytularnym z ważnością od 3 grudnia 1875 roku. Dnia 1 września 1880 roku został lekarzem przy łomżyńskim lazarecie więziennym z zachowaniem stanowiska nadetatowego lekarza łomżyńskiej Izby Skarbowej i pensją roczną 250 rubli sreb. Dnia 22 lutego 1882 roku ukazem Departamentu Heroldii Rządzącego Senatu nr 18 awansowany do stopnia assesora kolegialnego z ważnością od 3 listopada 1878 roku. Na mocy rozporządzenia nr 11 Ministerstwa Finansów z dnia 29 marca 1884 roku, zgodnie z podaniem został zwolniony ze stanowiska nadetatowego lekarza przy łomżyńskiej Izbie Skarbowej. Stanowisko to objął dr Aleksander Godlewski. Na mocy dekretu nr 141 Rządzącego Senatu z dnia 10 grudnia 1886 roku awansowany za wysługę lat w poczet radców dworu z dniem 3 listopada 1882 roku.
Praca w lazarecie znajdującym się w łomżyńskim więzieniu przy ul. Wiejskiej zwiększyła zakres działalności lekarskiej dr. Michałowskiego. Do lazaretu uczęszczał w godzinach rannych dwa, trzy razy w tygodniu. Z czasem jednak z powodu rozległej praktyki prywatnej nie mógł podołać wzrastającym obowiązkom. Prze cały okres pracy na stanowiskach państwowych nie skorzystał z przysługującego mu urlopu. Nigdy nie chorował, bo cechowało go żelazne zdrowie. Toteż złożył podanie do Głównego Zarządu Więziennego o zwolnienie z posady w lazarecie. Główny Zarząd przychylił się do tego podania i zwolnił ze stanowiska lekarza więziennego dr. Michałowskiego z dniem 22 listopada 1889 roku. Stanowisko to objął po nim dr W. Szyszko.
Dr Michałowski przepracował w służbie państwowej osiemnaście lat. Po wymienionym okresie ograniczył się do wolnej praktyki lekarskiej. W owym czasie była moda na konsylia lekarskie. Powoływano je zwłaszcza w trudnych przypadkach, na życzenie lekarza lub chorego. Czasem urządzano wielkie konsylia złożone z kilku lekarzy, którzy po zbadaniu chorego zbierali się w przeznaczonym na ten cel pokoju, gdzie ustalali rozpoznanie i leczenie. Konsylia te, jeżeli nawet nie pomagały choremu, to miały psychologiczny wpływ na rodzinę chorego, działały na nią uspokajająco. Dr Michałowski przesyłał swych chorych do konsultacji do dr Ignacego Dąbrowskiego.
Wobec nieznanej przyczyny wielu chorób leczenie sprowadzało się do postępowania paliatywnego (objawowego). Były to zimne i ciepłe okłady, decocta i infusa z ziół lekarskich, pigułki, maście, czopki, pijawki, wody mineralne oraz leczenie uzdrowiskowe. Dużym wzięciem cieszyła się kamfora, która znacznie później okazała się lekiem bezwartościowym.
Zachorowalność na choroby zakaźne była wówczas znaczna i powodowała dużą śmiertelność. W porze zimowej dzieci zapadały na szkarlatynę, dyfteryt, odrę, ospę wietrzną, zapalenie opon mózgowych; w porze letniej na choroby przewodu pokarmowego, biegunki. Dorośli chorowali na dur brzuszny, krwawą dysenterię, a nade wszystko na suchoty. Nierzadkie były ospa prawdziwa, tyfus plamisty, zdarzały się też epidemie cholery. Jeszcze podczas mej młodości spotykałem ludzi z gęsto usianymi bliznami na twarzy (zw. „dziobami”), pozostałością po przebytej ospie prawdziwej. Obecnie wirus wywołujący tę chorobę został wytępiony.
W owych czasach wychowankowie Szkoły Głównej podtrzymywali między sobą koleżeńskie stosunki. Przeważnie rozsiani po różnych miastach prowincjonalnych rzadko mieli sposobność zobaczyć się i odnowić dawne wspomnienia z ławy uniwersyteckiej. W tym celu zorganizowano Koleżeński Zjazd w Warszawie absolwentów rocznika 1870 i 1871, który przypadł dnia 1 lipca 1880 roku. Oto sprawozdanie z tego zjazdu pióra Henryka Sienkiewicza, które ukazało się w Gazecie Polskiej nr 144 z 2 lipca 1980 roku: „Wczoraj miało miejsce spotkanie się b. wychowanków b. Szkoły Głównej, którzy 10 lat temu, a zatem w r. 1870 ukończyli wydział medycyny. Dawni koledzy wieczorem zebrali się w mieszkaniu dra Konrada Dobrskiego. Jednocześnie miało miejsce i zebranie się Kolegów należących do generacji o rok młodszej t.j. tej, która ukończyła studia medyczne w r. 1871”. Nadesłano nam szczegółową wiadomość
0 onegdajszym zjeździe b. wychowanków Wydziału Medycznego, którzy ukończyli studia wr. 1871. List ten brzmi, jak następuje: „Z liczby 25 kolegów stawiło się 15. Pięciu śmierć zabrała, reszta przybyć na oznaczony termin nie mogła. Zgromadzenie miało dziwnie serdeczny i uroczysty charakter. Szanowny dziekan Brodowski przewodniczył uroczystości. Po licznych przemówieniach i toastach, jakie kolejną wznoszono już to dla uczczenia obecnego dziekana, już to na cześć zasłużonych przewodników profesorów, każdy ze zgromadzonych opiewał krótką historię swych kolei, jakie przechodził w ciągu ubiegłych lat dziewięciu, Ileż to zawodów, prób i doświadczeń, ile dramatów odgrywało się w losach tego kółka, które pomimo kilku lat rozłąki zachowało dla siebie te gorące młodzieńcze uczucia, jakie ożywiały piersi wtenczas, kiedy z nadzieją i zapałem żegnało się ze sobą, idąc w świat.
Tradycja szkoły żywo zachowała się w sercach tych ludzi i bodajby szlachetne obywatelskie uczucia, jakie z niej wynieśli, pozostały w nich zawsze. Następny zjazd naznaczono na dzień 1 lipca 1886, a wszyscy obecni zobowiązali się słowem nie uchybić w oznaczonym terminie”.26
W zbiorach po doktorze Michałowskim zachowała się zbiorowa fotografia o wymiarach 30×23 cm, wykonana prawodopodobnie u Kostki i Mulerta, sukcesorów Breyera przy ul. Krakowskie Przedmieście 40. Grupa lekarzy usytuowana w dwu rzędach przedstawia od lewej ku prawej: w pierwszym rzędzie prof. dr Tytusa Chałubińskiego, prof. dr Ignacego Baranowskiego, prof. dr Juliana Kosińskiego, prof. dr Józefa Konstantego Rosego; obok prof. Rosego klęczy lekarz wojskowy z młodszego rocznika Skoły Głównej niż zgromadzeni na fotografii lekarze, jego nazwiska nie udało się zidentyfikować, a ostatni po stronie prawej to dr Wiktoryn Kosmowski. W drugim rzędzie od lewej ku prawej stoją: dr dr Stanisław Michałowski, Henryk Wojtasiewicz (?), Stefan Karczewski, Wacław Mayzel, Jan Rode, Teodor Hering, Konrad Dobrski oraz Franciszek Rajkowski.
W niniejszych wspomnieniach fotografia ta jest publikowana po raz pierwszy i jak mogę sądzić w oparciu o moje poszukiwania, nie znajduje się nawet w zbiorach Głównej Biblioteki Lekarskiej, jest zatem unikatowa.
Liczba lekarzy w Łomży z latami stopniowo wzrastała. W 1888 roku kolegami dr. Michałowskiego byli: Włodzimierz Chyliński, lekarz miejski i szpitala św. Ducha, Jan Delinikajtys, Aleksander Godlewski, Herman Kacenelenbogen, Stanisław Kanclerz, lekarz powiatowy, Roman Londyński, lekarz szpitala żydowskiego, Jan Markowski, Cezary Markiewicz, Michał Niemirowski i Aleksander Wojciechowski; w 1892 dodatkowo Rudolf Beber, Julian Osmólski i W. Szyszko, nadetatowy lekarz szpitala św. Ducha i lazaretu więziennego. Duże wzięcie mieli Delinikajtys, Markiewicz i Beber. Stanisław Kośmiński w „Słowniku Lekarzów Polskich”, a za nim Stanisław Konopka w swej „Bibliografii Lekarskiej XIX wieku” wymieniają następujące prace lekarskie napisane przez dr. Stanisława Michałowskiego: „O wściekliźnie” (Tygodnik Lekarski 1863, Nr 5), „Uleczenie paraliżu od długotrwałego gośćca pochodącego, użyciem rośliny Rhus Thoxicodendron” (Tygodnik Lekarski 1859, Nr 42), „Gorączka pokrzywkowa powikłana błonicowem zapaleniem gardła” (Gazeta Lekarska, t. VIII, 1870, s. 825-830), „Zapalenie kiszki stolcowej spowodowane traumatyzmem połkniętej kości” (Tamże, t. XI, 1871, s. 387-392).
Obok działalności lekarskiej dr Michałowski oddawał się z zapałem pracy społecznej. Terenem jego działalności była Ochotnicza Straż Pożarna, która odznaczała się znaczną aktywnością na terenie Łomży. Była to jedna z nielicznych wówczas społecznych instytucji całkowicie zarządzana przez Polaków. Leopold Tock, właściciel apteki na Starym Rynku, należał do wybitnych jej działaczy i pozostawał przez wiele lat naczelnikiem. Znana jest jego fotografia w mundurze ochotnika Straży Pożarnej, wykonana przez T. Chodźkę w Łomży. Stoi na niej tęgi blondyn o płonej twarzy z niewielkim wąsikiem w jasnym mundurze, przepasanym szerokim ciemnym skórzanym pasem, w wysokich po kolana czarnych butach. Przy prawym boku na rapciach toporek przytrzymywany ręką. Płasko nałożony kask uzupełnia całość umundurowania.
Dr Michałowski brał udział w różnych deputacjach z okazji uroczystości miejskich i gubemialnych, m.in.: 8 lipca 1897 roku w Łomży przy przejeździe księcia A.K. Imeretyńskiego, gubernatora warszawskiego i dowódcy Wojskowego Okręgu Warszawskiego. Zachowała się z tej uroczystości fotografia o wymiarach 30×23 cm przedstawiająca wysoką bramę triumfalną zbitą z desek, ubraną girlandami zieleni i kwiatów, herbami powiatów guberni, w tym Łomży, herbem z berlinką u szczytu oraz licznymi flagami rosyjskimi. Opisana brama znajdowała się prawdopodobnie u wylotu ulicy Śniadowskiej przed Placem Zambrowskim (Niepodległości). Wśród 12 obywateli stanowiących miejską deputację można wyróżnić: rejenta Michała Korolca, dr. Stanisława Michałowskiego, mecenasa Mariana Śmiarowskiego, Jozafata Śmiarowskiego, dr. Cezarego Markiewicza oraz dr. Juliana Karbowskiego. Obok stojący pułkownik z lewej strony fotografii to Piotr Władimirów.
Dr Michałowski należał też do delegacji miejskiej wybranej z ludności polskiej i żydowskiej z okazji przyjazdu do Łomży BU. Kokowcewa z Ministerstwa Finansów dla otwarcia nowego więzienia, położenia kamienia węgielnego pod budynek nowego gimnazjum i otwarcia Towarzystwa Popierania Narodowej Trzeźwości w Łomży. Ta ostatnia uroczystość inspirowana przez władze rosyjskie otrzymała szczególny program. Członkowie, których dwudziestkę wybrano na zebraniu wraz z zaproszonymi gośćmi, przybyli na otwarcie zebrania dnia 25 lipca 1898 roku, po mszy św. w Soborze oraz innych kościołach. Na zebranie stawili się: przybył wspomniany gość z Petersburga oraz gubernator baron Korff, którzy dokonali spotkania zebrania, podnosząc znaczenie narodowej trzeźwości. Tajny radca Kokowcew wyraził gotowość Ministra Finansów przyjścia z pomocą w miarę możliwości Komitetowi Narodowej Trzeźwości w Łomży. Zorganizowano wieczór tańcujący, bilet wstępu kosztował 50 kop. W opłatę włączony był obficie zaopatrzony bufet. Alkohol i gra w karty były zabronione. Podczas wieczoru dr W. Szyszko, lekarz lazaretu więziennego miał wykład: „O szkodliwości napojów alkoholowych”. Udział w wieczorze wzięło 300 osób. Zabawa trwała do godziny 2.30 nocą.
Dnia 15 sierpnia 1898 roku położony został kamień węgielny przez Kokowcewa i barona Korffa w miejscu, gdzie miał stanąć nowy budynek gimnazjalny. Przyozdobiono je zielenią i kwiatami oraz flagami rosyjskimi. Obecność duchowieństwa rosyjskiego nadawała uroczystości powagi. Do bańki, którą wmurowano w fundament, włożono akt budowy na pergaminie, podpisany przez przedstawicieli oddzielnie wojska i obywateli. Wraz z pergaminem włożono kilka różnych monet. Bohdan Winiarski wspomina w swym pamiętniku rozbiórkę starego gmachu gimnazjalnego polskiego i budowę nowego rosyjskiego. Fotograł Lubeck z Łomży wykonał okolicznościową fotografię członków komitetu budowy wraz z baronem Korffem. Dr S. Michałowski jako jeden z członków Łomżyńskiego Gubemialnego Komitetu Popierania Trzeźwości Narodowej otrzymał dyplom w języku rosyjskim, który znajduje się w archiwum domowym.
Wychowaniem dzieci oraz domem zajmowała się doktorowa Michałowska. Syn Oleś zdał egzamin do Gimnazjum Łomżyńskiego i z początkiem roku szkolnego 1884 zasiadł na ławach pierwszej klasy. Ojciec przykładał wielką wagę do wykształcenia dzieci. Synowi dał korepetytora Stanisława Koszorka vel Kosiorka, ucznia ze starszej klasy tegoż gimnazjum. Mieszkał on z Olesiem i razem z nim odrabiał codziennie materiał przerobiony w klasie, pomagał w zadanych pracach domowych. Córka Helenka miała dwie guwernantki, jedną Francuzkę, drugą Niemkę, które uczyły obojga dzieci swoich ojczystych języków oraz przerabiały z nią materiał szkolny. W owych czasach w pewnych sferach uważano, że pannie nie jest potrzebna nauka w gimnazjum i poprzestawano na wykształceniu domowym. W domu przeważnie pozostawała doktorowa Michałowska, pod której dozorem stale znajdowały się dzieci. Otaczały ją wielką czcią i gorącą miłością. Jej ukochany syn Aleksander, kiedy po wielu latach umierał, ostatnim słowem, jakie wypowiedział było „Matko”.
Dr Michałowski miał wielu przyjaciół i znajomych, którzy bywali w jego domu, a on w ich. Z niektórymi spotykał się w łomżyńskiej resursie, gdzie chodził czasem wieczorami na karty. Do najbliższych przyjaciół zaliczali się szwagrostwo Bronisława i Feliks Uszycki z Kupisk, brat szwagra Uszycki, z zawodu cukiernik, Edmund, syn Napoleona, Cabert. Ten ostatni był jeszcze młodszym kolegą Michałowskiego z Gimnazjum Łomżyńskiego, które ukończył w 1868 roku, przez 1868/69 był studentem na Wydziale Filologiczno-Historycznym Szkoły Głównej. Po powrocie do Łomży objął stanowisko urzędnika Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, a później przeszedł do Kasy Pożyczkowej Przemysłowców Łomżyńskich. Cabert był zamiłowanym kolekcjonerem map i posiadał ich piękny zbiór z XVII wieku, a także z innych okresów. Wielką przyjaźnią darzył dr. Michałowskiego Jozefat Śmiarowski, sekretarz Sądu Okręgowego w Łomży. Pochodził z zamożnej rodziny prawniczej. Jego ojciec Mateusz Śmiarowski był rejentem w Kancelarii Ziemskiej w Łomży, miał dwóch braci Mariana i Jędrzeja. Marian Śmiarowski był wybitnym łomżyńskim adwokatem.
Trzeci z braci Jędrzej Śmiarowski, też adwokat zwany Jędrusiem, znany był w Łomży ze swej niezwykłej tuszy. Kiedy siadał do dorożki, zajmował całe siedzenie, tak że nikt już przy nim nie mógł usiąść. Ta niezwykła otyłość łączyła się u niego z zamiłowaniami kulinarnymi. Na ten temat krążyła wówczas po Łomży pewna anegdota, którą znam od mego ojca. Pewnego razu Jędrusia zaproszono do jednego domu, znanego ze smacznej i wyszukanej kuchni. Jędruś miał zwyczaj po przybyciu na zaproszony obiad udawać się do kuchni, aby zorientować się, co gotuje się i jak gotuje się? Tym razem na kuchni gotował się duży garczek wypełniony szarobrunatną płynną zawartością. Będąc pewien, że są to flaki, przytknął garnek do ust i opróżnił go do dna. Kiedy do kuchni przyszła gospodyni, z przerażeniem usłyszała od niego, że był tak głodny, że skonsumował zawartość garnka. Okazało się, że były to gotujące się firanki!!! Sin non e vero e trovato.
Wielka przyjaźń łączyła dr. Michałowskiego z rejentem Michałem Korolcem, jednym z najbogatszych obywateli Łomży. Syn jego natomiast, Leon Korolec przyjaźnił się z Aleksandrem, synem dr. Michałowskiego. Przyjaźń z Michałem Korolcem była jedna z najdawniejszych, pochodziła bowiem jeszcze ze Szkoły Głównej, w której Korolec studiował prawo. Do dobrych przyjaciół zaliczali się Tadeusz Krafit, inżynier powiatowy w Łomży oraz Przemysław Januszewski, adwokat przysięgły. Spośród rodów ziemiańskich należy wymienić Józefa Sokołowskiego z Grabowa. Jego córka Cesia była pierwszą platonicz- ną miłością Aleksandra Michałowskiego. Zachowały się jej fotografie w albumie rodzinnym. Do wielkich przyjaciół dr. Michałowskiego zaliczali się państwo Adamostwo Jastrzębscy, on był naczelnikiem żandarmerii w Łomży, ona pochodziła ze Starzyńskich. Także państwo Władysławowstwo Skarżyńscy, on sędzia pokoju w Grajewie, Jan Stegman, urzędnik Sądu Pokoju w Kolnie. Ze sfer prawniczych wymienić jeszcze można mec. Tomasza Filochowskiego. Silne więzy sympatii łączyły dr. Michałowskiego z Adolfem Bzurą i jego żoną Marią z Choynowskich. On to weteran z powstania styczniowego, obywatel ziemski Ziemi Łomżyńskiej. Zmarł w sędziwym wieku, mając 93 lata, oboje pochowani są na Powązkach.
Do częstych gości dr. Michałowskiego należeli obywatel ziemski Jan Pilawa Łącki i jego żona Lucyna z Lesznowskich Pilawa Łącka. Łącki zmarł wcześnie na cukrzycę, jego niezwykłym przysmakiem były konfitury. Żona Lucyna znana była w Łomży ze swej urody. Po śmierci męża wyszła ponownie za mąż za dr. Kanclerza. Dr Stanisław Kanclerz zaliczał się do najwybitniejszych lekarzy łomżyńskich. W latach 1890-1903 był lekarzem powiatowym. Mieszkali państwo Kanclerzowie w domu własnym przy ul. Bernatowicza 2. W okresie międzywojennym dr Kanclerz podjął pracę lekarza domowego w Ubezpieczalni Społecznej w Łomży.
Kontakty towarzyskie w ostatnich trzydziestu latach XIX wieku były w Łomży niezwykle ożywione. W zimie zapraszano na bale, wieczory taneczne, w których brali udział nie tylko starsi, ale i młodzież. Zwłaszcza pełno było młodzieży w tych domach, gdzie były panny na wydaniu. Dom dbający o dobrą opinię czuł się zobowiązany do zorganizowania jednego chociażby balu w karnawale. Dr Michałowski urządzał corocznie jeżeli nie bal, to wieczór taneczny. Długo pamiętano w Łomży bal kostiumowy urządzony w domu doktora w latach osiemdziesiątych. Większość gości włożyła bardzo pomysłowe stroje. Pani dr Michałowska wystąpiła w stroju ludowym, jej córka Helena jako mała krakowianka. Piękny strój staropolski Cześnika z Zemsty Fredry przywdział Jozafat Śmiarowski: żupan obwiązany pasem słuckim, który uzupełniała czapka bobrowa i ozdobna karabela. W stroju tym w latach następnych jako Cześnik czarował publiczność na deskach teatru amatorskiego w Łomży. Był to typ starego szlachcica żywcem wyjęty z obrazu Juliusza Kossaka. Do tańca przygrywała kapela żydowska pod batutą starego Jankiela, który jednocześnie grał na cymbałach. W albumie rodzinnym zachowały się fotografie z tego balu Józefata Śmiarowskiego i cymbalisty Jankiela, który podobnie jak ten mickiewiczowski zaliczał się do niepospolitych artystów.
Święta Bożego Narodzenia i Wielkanocy obchodzono hucznie, zgodnie ze staropolskimi tradycjami. Do najbardziej uroczystych należała Wigilia Bożego Narodzenia, na której królował kunszt kucharski pani doktorowej. Stół bogato nakryty 13 potrawami, a pod orbrusem siano. Niemniej bogato przedstawiał się stół wielkanocny. Już w sobotę około drugiej godziny po południu przychodził na ulicę Dworną kapucyn brat Łukasz, aby poświęcić wspaniałe święcone. Do stołu zasiadano już w sobotę, zaraz po święceniu potraw. Apetyty były ogromne, zaostrzone długotrwałym postem. Nowy Rok obchodzono bardzo uroczyście. Dr Michałowski, ubrany we frak, przyjmował gości, którzy w ciągu przedpołudnia napływali z miasta. Część gości nie wchodziła, lecz pozostawiała we drzwiach swą kartę wizytową i jechała dalej, aby w innym miejscu postąpić w podobny sposób. Kiedy syn Aleksander dorósł, on jeździł z wizytami noworocznymi ubrany we frak i białą muszkę. Dni imienin doktorowej Michałowskiej w dniu 8 września i doktora w dniu 8 maja obchodzono uroczyście. Dzieci przygotowywały laurkę, którą wręczali solenizantce lub solenizantowi, wygłaszając przy tym z pamięci wierszyk okolicznościowy wypisany na laurce. Aptekarz Tock przysyłał mydła toaletowe w podarunku. Jednym z licznych gości był kapucyn brat Łukasz, który składał życzenia doktorowi w imieniu całego konwentu.
Tłusty czwartek w domu dr Michałowskiego, jako zakończenie karnawału czczono przyjęciem, a pączki i faworki zajmowały naczelne miejsce na stole. Na tym przyjęciu nieobecny był syn Aleksander, który znajdował się wówczas w gimnazjum. Na tablicy szkolnej uczniowie tego dnia wypisywali okolicznościowy dwuwiersz domorosłego poety:

Wszyscy piją, wszyscy jedzą
A uczniowie w klasie siedzą”

lub smarowali tablicę tłuszczem, co uniemożliwiało pisanie na niej kredą.
Dużym wydarzeniem w domu doktorstwa były chrzciny syna Aleksandra i córki Heleny. Chrzest odbył się w domu przy ul. Dwornej dnia 22 stycznie 1883 roku. Dzieci w białych ubrankach, pończochach i bucikach przyjęły św. Sakrament Chrztu. W albumie rodzinnym zachowała się z tej uroczystości fotografia T. Chodźki. Wieczorem odbył się bal, w którym dzieci oczywiście nie brały udziału.
W maju i czerwcu odbywały się loterie fantowe, wenty i korsa kwiatowe w ogrodzie spacerowym. W niedziele przed południem wielu łomżan spotykało się w tym parku. Spacerowano, flirtowano, z ust do ust podawano sobie najnowsze ploteczki. Bywał też gubernator łomżyński baron Korff, Niemiec kurlandzki. Zazwyczaj w tym czasie grała orkiestra wojskowa. Zwłaszcza orkiestra 17 pułku dragonów wołyńskich cieszyła się szczególnym uznaniem. Wśród spacerowiczów można było dojrzeć oficerów pułków stacjonujących w Łomży. Dragoni wołyńscy ubrani w zgrabne mundury o niebieskiej brawie, z zawieszoną nisko na rapciach szablą i błyszczącymi ostrogami, przy wysokich butach wzbudzali podziw swą prezencją. W letnich miesiącach socjeta łomżyńska się rozjeżdżała.
Wielu oficerów służących w 17 pułku dragonów wołyńskich nosiło polskie nazwiska. Spośród kolegów Aleksandra Michałowskiego z gimnazjum w Łomży należy wymienić Bolesława Mościckiego, później pułkownika wojsk polskich i dowódcę 1 Pułku Ułanów Krechowieckich. Mościcki rozpoczął zawód żołnierski w armii rosyjskiej w starokolskim batalionie zapasowym. Następnie odbył szkołę piechoty w Czugajewie, którą opuścił ze stopniem chorążego. Brał udział w wojnie japońsko-rosyjskiej w randze porucznika (1904-05) na czele oddziału pułku zaamurskiego. Za męstwo został odznaczony Oficerskim Krzyżem św. Jerzego i otrzymał złotą szablę, dosługując się stopnia pułkownika i stanowiska dowódcy 1 pułku zaamurskiego. Po utworzeniu się armii polskiej otrzymał stanowisko dowódcy 1 Pułku Ułanów Krechowieckich. Zginął w rejonie leśniczówki w okolicy Łunińca dnia 18 lutego 1918 roku. Byłem wraz z ojcem na uroczystym jego pogrzebie dnia 18 sierpnia 1921 roku w kościele św. Krzyża, gdzie został pochowany w krypcie podziemnej.
W porze letniej w niedziele i święta oraz w dniu imienin Bronisławy i Feliksa widywało się pod domem przy ul. Dwornej powóz zaprzężony w dwa konie, którym doktorstwo z dziećmi udawało się do Kupisk, majątku majoratowego książąt Szachowskich, administrowanego przez Feliksa Uszyckiego. Uszycki miał piękne konie półkrwi angielskiej, które zdobywały nagrody w konkursach organizowanych przez miejscowe ziemiaństwo. Tam Aleksander Michałowski posiadł doskonale jazdę konną. Opanowaniu kunsztu jeździeckiego zawdzięczał swe życie, bo pewnego razu poniósł go koń i skierował się ku stajni galopem. Aleksander niemal w ostatniej chwili przywarł głową do szyi konia i w ten sposób uratował się przed niechybną śmiercią, którą poniósłby uderzając głową o supraport stajni.
W lecie 1918 roku jeździłem powozem wraz z Mamusią i moim bratem Stasiem do tychże Kupisk na obiad do babki Uszyckiej, wówczas już wdowy po Feliksie, zmarłym w 1909 roku. Stangret strzelał z bata i konie ruszały raźnym truchtem w podróż, która sprawiała nam tyle przyjemności, że pragnęliśmy, aby trwała jak najdłużej. Czas poobiedni spędzaliśmy w ogrodzie nieco zaniedbanym, przebywając w nim do wieczora. Nocowaliśmy w drewnianym dworku u wujostwa Henryka i Adeli Uszyckich. Szczekanie podwórzowych psów zakłócało ciszę letniej nocy.
Pomimo nawału zajęć doktór nie zaniedbywał kontaktów z polską literaturą i kulturą. Prenumerował „Gazetę Polską”, a od 1901 roku zbierał dodatek do niej pt.: „Historia XIX wieku”. Otrzymywał też ukazującą się co tydzień „Gazetę Świąteczną” redagowaną przez H. Benniego, a później przez Konrada Prószyńskiego. Do obowiązkowych swych lektur zaliczał miesięcznik „Bibliotekę Warszawską” interesująco redagowaną przez K. Wł. Wójcickiego. Jego żona prenumerowała niezwykle popularny wówczas tygodnik „Bluszcz”, spotykany niemal we wszystkich domach inteligencji. Było to pismo ilustrowane dla kobiet, poświęcone wychowaniu estetycznemu i moralnemu, poezji i powieściom oraz zawierające dodatek z wzorami ubiorów i robót, redagowane przez M. Glucksberga, a później przez Zofię Seidlerową. Dzieci otrzymywały ulubiony swój tygodnik „Przyjaciel Dzieci”, służący nauce i zabawie, ilustrowany rycinami. Wychodził on wiatach 1861-1914, redagowany kolejno przez F.K. Bełdowskiego, Hipolita Witkowskiego i J. Skiwskiego. Miał dr Michałowski pokaźną bibliotekę zaopatrzoną w najbardziej wartościowe dzieła lekarskie: „Wykład akuszeryi”, tom. I części, Ludwika Neubauera, „Diagnostykę chorób płuc i serca”, „Kurs patologii i terapii szczegółowej” oraz „Choroby narzędzi oddechowych” Konstantego Rosego, zapewne „Metodykę wynajdywania wskazań lekarskich” z 1874 roku Tytusa Chałubińskiego, „Poszukiwania patologiczne czyli sposoby uskuteczniania ich przy łóżku chorego” oraz „Recepturę” Antoniego Kryszki. Z dużych dzieł trzytomowy „Wykład patologii szczegółowej”, przekład z wydania francuskiego z 1883 roku, wydany w Warszawie w 1884 roku, ozdobiony drzeworytami i tablicami chromolito- graficznymi, a opracowany przez S. Jaccoud, również „Odczyty z patologii ogólnej”, wydane w Warszawie w 1884 roku, w trzech tomach Juliusza Conheima.
Doktór zajęty działalnością lekarską i pracą społeczną niewiele miał czasu na rozrywki. Lubił dobre cygara, które palił z przyjemnością, rzadziej papierosy zwane wówczas nieraz z francuskiego cygeretami. W wolnych chwilach wieczorami w w soboty i niedziele, gdy zeszli się przyjaciele grywał w karty, głównie w preferansa i winta, w swoim domu lub w łomżyńskiej resursie.
Szczególnie upamiętnił się S. Michałowskiemu jeden powrót z resursy. Nad ranem w przechodzącej obok starej kobiecie rozpoznał swoją matkę. Gdy go minęła, zawrócił i pobiegł za nią, lecz na ulicy już nikogo nie było. W owych czasach resursy były w modzie i niemal każde większe miasto w zaborze rosyjskim taką posiadało. Ponieważ obecnie tego typu instytucja jest nieznana, warto o niej kilka słów powiedzieć. Był to rodzaj klubu zrzeszającego członków, którzy wyłącznie mieli do niej prawo wstępu. Odbywały się tam odczyty, zebrania, narady. Były sale do gry w karty, bilard, sala do tańca i bufet lub restauracja. Członkowie mogli wprowadzać gości. Urzędnicy niektórych instytucji korzystali z zaproszeń zbiorowych. Niektórzy uważali resursę jako jeden z czynników rusyfikacyjnych.
Lekarze wolno praktykujący rzadko wówczas opuszczali miasto na dłuższy okres czasu, groziło to bowiem utratą pacjentów i związanych z tym dochodów. Doktór Michałowski nie korzystał z urlopu przez 43 lata, mógł jedynie pozwolić sobie na wyjazdy do Warszawy. Wśród zachowanych dokumentów znajduje się świadectwo nr 443, zawierające formalny spis służbowy Stanisława Antoniego Michałowskiego. Wspomniane świadectwo służyło doktorowi za dowód osobisty. Na czwartej jego stronie znajdują się poświadczenia pobytu w Warszawie przez hotele i prystawa biura policji. Ponadto wpisywano numer pokoju hotelowego, który za następnym pobytem w Warszawie skreślano i obok podawano nowy. Pozwala to ustalić daty wyjazdów doktora. Pierwszy przyjazd do Warszawy poświadcza pieczęć Hotelu Saskiego (Hotel se Saxe) przy Krakowskim Przedmieściu 33 z datą 7 listopada 1897 roku. Następnym razem 7 lipca 1898 i 31 marca 1899 r. ponownie tam zamieszkał. 12 lipca 1899 przebywał w Hotelu Rzymskim przy ul. Nowo-Senatorskiej, a 12 października tego roku w Hotelu Saskim. 20 lipca 1900 roku w Hotelu Europejskim, 3paździemika 1900 w Rzymskim, 22 października 1901 wRzymskim, 8-11 maja oraz 7 października 1902 roku w Rzymskim, 9 maja i 30 września 1903 w Rzymskim, 7 stycznia 1904 w Rzymskim, 25 marca 1904 w Saskim, 25 września 1905 roku w Saskim, 19 stycznia i 10 kwietnia 1907 w Saskim, 6 września 1909 r w Saskim, 17 czerwca 1910 roku w Saskim, 4 kwietnia 1911 w Saskim, 3 lutego 1914 w Saskim. Ostatni stempel pochodzi zlecznicy Ignacego Solmana przy ul. Aleja Szucha 9, gdzie doktór zgłosił się na obserwację w dniu 15 lutego 1914 roku. Co najmniej 22 razy odwiedził Warszawę, 12 razy mieszkał w Hotelu Saskim, 8 w Hotelu Rzymskim oraz 1 w Hotelu Europejskim. Podczas pobytu w Warszawie odwiedzał swych kolegów ze Szkoły Głównej: Konrada Dobrskiego, Wacława Mayzla, Wiktoryna Kosmowskiego oraz ulubionych swych profesorów Juliana Kosińskiego i Ignacego Baranowskiego. U nich też zasięgał rady w sprawie trudniejszych przypadków chorób spotykanych u swych pacjentów.
Lata mijały, dzieci dorosły i nadszedł czas wejścia ich w związki małżeńskie. Ślub Heleny Michałowskiej odbył się dnia 15/28 kwietnia 1904 roku o godzinie 3.30 w kościele Wizytek w Warszawie ze Stanisławem Mieczysławem Witoldem Brulińskim rodem ze Skierniewic, liczącym lat 23, synem Wincentego i Antoniny Rogójskiej Brulińskich, urzędnikiem Wiedeńskiej Kolei Żelaznej w Piotrkowie. Ślub poprzedziły trzy zapowiedzi ogłoszone w dniach 10, 17 i 24 kwietnia w kościołach parafialnych łomżyńskim i piotrkowskim. Dokonano intercyzy ślubnej dnia 12/25 w Hipotece Sądu w Warszawie u rejenta Paradowskiego. Związek połączył węzłem małżeńskim ks. Jan Chodorowski, proboszcz wieluński w obecności proboszcza łomżyńskiego Mieczysława Dronkiewicza. Świadkami byli przyjaciele ojca panny młodej Feliks Uszycki i Adam Jastrzębski. Małżeństwo to trwało zaledwie trzy i pół roku. Stanisław Bruliński chorował na cukrzycę. Wczesną jesienią wybrał się z psami myśliwskimi na polowanie pociągiem. Zanim pociąg ruszył psy wyskoczyły na peron, a on pogonił za nimi, potknął się i przewrócił, kalecząc się dotkliwie. Wskutek cukrzycy doszło do gangreny i uogólnionego zakażenia, które spowodowało jego śmierć 25 października 1907 roku. Pozostało po nim dwóch synów, Stanisław Adam Mieczysław ur. w 1905 roku i Marian Feliks (1907) Brulińscy.
Aleksander Michałowski, syn doktora uczył się w gimnazjum w Łomży oraz w gimnazjum w Rydze, po którego ukończeniu wstąpił na farmację na Uniwersytecie Moskiewskim w Moskwie, gdzie uzyskał stopień prowizora farmacji w 1901 roku. Marzył o poświęceniu się rolnictwu. Doktór na to nie zgodził się, twierdząc, że nie rozporządza sumą, która pozwoliłaby mu kupić dla niego majątek. Równocześnie zagroził, że jeżeli nie pójdzie na farmację, to go wydziedziczy. Chcąc nie chcąc syn poszedł na farmację. Zawodu tego nigdy nie polubił, natomiast oddawał się z zamiłowaniem studiom nad końmi pełnej krwi angielskiej. Jeździł na licytacje roczniaków do Newmarket, zwiedzał stada koni wyścigowych w Napajedl, Kisber, bywał na wyścigach koni w Askot i Epsom, Chantilly i Freudenau, stale asystując wyścigom konnym na Polu Mokotowskim. Był właścicielem Laboratorium Analitycznego, które otworzył przy ul. Nowogrodzkiej 23 m. 7.
Ślub Aleksandra Michałowskiego z panną Stanisławą Wandą Raciborską odbył się dnia 11 kwietnia 1907 roku o godzinie 7 wieczorem w kościele Wizytek w Warszawie. Panna Stanisława Raciborska była córką Piotra Raciborskiego h. Rawicz, inżyniera komunikacji, absolwenta Instytutu Inżynierów Komunikacji w Petersburgu i Wandy z Białosukniów Raciborskiej. Inż. Raciborski (1848-1893) był kierownikiem Sekcji Szosowej Łomżyńskiej i kierował budową dróg bitych w rejonie Mariampola. Był synem Leona Raciborskiego i Katarzyny z Roszkowskich Raciborskiej. Ojciec Piotra Leopold był drobnym szlachcicem („ziemianinem”), gospodarował na małym mająteczku 44-morgowym Różki Leśne. Inż. Raciborski zmarł na galopujące suchoty w Gleichenbergu i pochowany został w Łomży. Matka panny Stanisławy pochodziła ze starodawnego rodu Białosukniów h. Pielesz. Gloger wymienia gniazdo Białosukniów w Ziemi Łomżyńskiej; Białosuknie Popki i Białosuknie Wrzący Stok, założone w 1432 roku. Wanda Białosuknianka (1848-1909) urodziła się w majątku Mścichy, przynależnym do majątku Brzóski niedaleko Kolna. Ojciec jej Stanisław Białosuknia (1820-1888) był senatorem za czasów cara Aleksandra II oraz właścicielem dóbr Chłaniów, Chłaniówek i Popławy, obejmujących 120 włók ziemi, nabytych od Głogowskiego w powiecie krasnystawskim. Był synem Tomasza a wnukiem Leopolda Białosukniów. Wincenty Białosuknia, urzędnik Magistratu w Szczuczynie był jego stryjecznym bratem. Aleksander (1873-1944) i Stanisława z Raciborskich (1884-1965) Michałowscy mieli 6 synów: Janusza, Juliusza, Romana Edmunda Hugo, Stanisława Szymona Jana, Jerzego Ryszarda Aleksandra i Konstantego Franciszka Edwarda. Żyją prawnuki i praprawnuki dr. Stanisława Michałowskiego.
Doktór cieszył się doskonałym zdrowiem, nie chorował przez całe życie. Był średniego wzrostu i mocnej budowy. Jedyną jego wadą była krótkowzroczność, z której powodu nosił okulary. Był apodyktyczny i raptowny, jak określano dawniej ludzi łatwo wybuchających gniewem, czym można tłumaczyć jego procesy rodzinne z matką i siostrą o prawa spadkowe. Pod koniec życia stał się centralną postacią w życiu lekarskim i społecznym dawnej Łomży. Dla wielu chorych był dobrodziejem i opiekunem, obok swych wad miał dobre i gorące serce.
Prawdopodobnie przy końcu 1913 roku zauważył niepokojące objawy groźnej choroby. Dnia 15 lutego 1914 roku udał się w Warszawie do chirurga dr. Tomasza Solmana, właściciela lecznicy przy Alei Szucha 9. Chociaż znany już był elektryczny cystoskop, wynaleziony przez niemieckiego urologa Maxa Nitze nie wiadomo czy przyrządem tym posłużono się przy badaniu dr. Michałowskiego w klinice Solmana. Prawdopodobnie stan pęcherza jeszcze nie przedstawiał się groźnie. Jest również możliwe, że postawiono wówczas błędną diagnozę. Dość, że doktór powrócił do Łomży. W ciągu kilku miesięcy objawy nasiliły się, tak że już nie było wątpliwości co do natury choroby. W trzecim tygodniu sierpnia 1914 roku doktór ponownie przybył do lecznicy Solmana w Warszawie. Po kilku dniach obserwacji poddał się operacji pęcherza, którą wykonał dr Solman. Okazał się rak pęcherza. Operacja się udała, jednak wkrótce doktór zmarł na opadowe zapalenie płuc dnia 21 sierpnia 1914 roku.27
Od trzech tygodni trwała już wojna europejska. Życie toczyło się w Warszawie pod znakiem mobilizacji, ewakuacji biur i urzędów. Tłumy ludzi opuszczały Warszawę. W tych warunkach nie można było myśleć o wybudowaniu grobowca dla dr. Michałowskiego. Syn zdecydował się tymczasowo pochować ojca w grobowcu Wandy Raciborskiej, matki swej żony na Powązkach w 35 kwaterze, rząd 1, grób 5. Po pięćdziesięciu przeszło latach prochy dr. Michałowskiego zostały przez wnuków ekshumowane dnia 17 kwietnia 1967 roku i przeniesione do własnego grobu rodziny Michałowskich na tymże cmentarzu w 229 kwaterze, rząd 6, grób 28, gdzie do dziś spoczywa obok swej żony Marii i dzieci Heleny Brulińskiej i Aleksandra Michałowskiego.
,
Po śmierci doktora domem zarządzała wdowa Maria Michałowska przez cały okres wojny. Sytuacja stała się ciężka, wielu lokatorów nic nie płaciło za mieszkanie, niską wartość miał pieniądz. Pod wpływem namowy córki Maria postanowiła dom sprzedać. Oprócz budynku głównego wybudowanego przez inżyniera architekta Nowickiego wchodziły w skład posesji dwupiętrowa oficyna wybudowana z cegły kryta papą oraz budynek jednopiętrowy drewniany kryty papą, dla stróża, o ścianie kamiennej od strony ulicy Sadowej. Za jedną połowę domu dr Michałowski zapłacił 16 tys. rubli Feliksowi Uszyckiemu, a w 1889 Teresie Ryczyńskiej 16 tys. rubli za pozostałą część, czyli jak na owe czasy sumę ogromną. Hipoteka domu była obciążona jedynie 9 tys. rubli, kaucją dla książąt Szachowskich zabezpieczającą spełnienie wszystkich warunków administracji majątkiem Kupiski przez Feliksa Uszyckiego. Dnia 24 października 1918 roku dom ten oszacowany został przez Ubezpieczenia Wzajemne Budowli od Ognia na sumę 32.230 rubli, w tym dom mieszkalny na 29.920 rb., a oficyna na 1.850 rb., szopa czyli budynek dla stróża na 390 rb., chlew 40 rb. i brama od ulicy Sadowej na 30 rb. Dnia 15 listopada 1920 roku Helena Brulińska i Aleksander Michałowski jako spadkobiercy dr. Michałowskiego sprzedali całą posesję księdzu biskupowi Romualdowi Jałbrzykowskiemu za ogólną cenę 1.110.000 marek polskich z czego otrzymali przy akcie 740 tys. marek. Pozostałą część sumy 370 tys. marek polskich przysługujących Marii Michałowskiej tytułem dożywocia otrzymały wraz z córką Heleną 31 maja 1921 roku, wraz z procentami. Wskutek reformy walutowej Grabskiego w 1923 roku pieniądze te uległy tak wielkiej dewaluacji, że można było za nie nabyć pudełko zapałek. Po sprzedaży domu Maria Michałowska przeniosła się do syna do Warszawy. Dnia 12 marca 1922 roku zmarła na anewryzm serca w bramie domu przy Alejach Jerozolimskich, gdzie mieszkała jej siostrzenica Jadwiga Rostkowska, do której szła w odwiedziny.

Przypisy do części 4:

26. „Gazeta Polska”, nr 145 z 3 VII 1880.
27. Wiadomość o śmierci dr. Stanisława Michałowskiego w Warszawie, liczącego 71 lat, dnia 21 sierpnia 1914 roku. „Zdrowie”, 1914, nr 8 (sierpień), s. 662; „Gazeta Lekarska” z 5 września 1914 roku, nr 36, t. XXXIV, s. 986; „Medycyna i Kronika Lekarska” 1914, nr 35, s. 663; „Przegląd Lekarski” (Kraków) 1916. nr 6, s. 163.

 

322 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.