Wincenty Lutosławski. Wielki Francuz.

Artykuł o rodzinie Lutosławskich z Drozdowa historialomzy.pl/rodzina-lutoslawskich-z-drozdowa/) był jednym z pierwszych jaki ukazał się na naszych łamach. W zeszłym roku(historialomzy.pl/w-kregu-pisarstwa-rodziny-lutoslawskich/  informowaliśmy o wystąpieniu w Muzeum Przyrody w Drozdowie przedstawicielki rodziny Lutosławskich pani Krystyny Witkowskiej, omawiającym twórczość piśmienniczą rodziny Lutosławskich, której przedstawiciele byli na przestrzeni wieków, zasłużonymi dla polskiej państwowości luminarzami kultury, muzyki i gospodarki, co we fragmentach prezentowaliśmy już na naszych łamach. Zamieściliśmy artykuły Jana i Józefa Lutosławskich, pisaliśmy o Witoldzie i ks. Kazimierzu Lutosławskich, a także o Sofíi Casanova Lutosławskiej. Opublikowaliśmy też recenzję książki Wincentego Lutosławskiego pt. „Rozwój potęgi woli” napisaną w 1909 roku przez Bolesława Prusa.
Wincenty Lutosławski, którego biografię znajdzie Czytelnik pod linkami – historialomzy.pl/rozwoj-potegi-woli/ i historialomzy.pl/sofia-casanova-lutoslawska/ , po zakończeniu wojny światowej został w 1919 roku profesorem na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Z tego okresu pozostał po nim dorobek piśmienniczy zamieszczany m. inn. w Tygodniku Ilustrowanym, na który składają się publikacje o charakterze naukowym, popularnonaukowym i politycznym. Dwie z nich ( z roku 1920) zamieściliśmy w październiku br.
Dzisiaj rozpoczynamy publikacje kolejnych artykułów autorstwa profesora Wincentego Lutosławskiego zamieszczanych w egzemplarzach Tygodnika Ilustrowanego z 1922 roku udostępnionych nam przez Bibliotekę Cyfrową Uniwersytetu Łódzkiego. Artykuły te, jak wszystkie poprzednie, podajemy w wersji oryginalnej.

Redakcja

WIELKI FRANCUZ.
Wojna wszechświatowa ujawniła wszędzie bohaterskie siły licznych wyjątkowych jednostek. Ale w żadnym kraju nie wyrosło w czasie wojny tyle postaci ponad miarę zwykłą, jak we Francji, jeśli za miarę bohaterstwa uważać nie tylko odwagę, lecz wysoką doskonałość moralną.
Jednym z takich niepospolitych bohaterów ostatniej doby jest zamordowany 1 grudnia 1916 w pustelni swojej w głębi Sahary Charles de Foucauld, uważany za Świętego nie tylko przez wielu księży i mnichów, ale także przez Muzułmanów, wśród których spędził ostatnie piętnaście lat swego życia. Sam jeden wśród najdzikszego plemienia Tuaregów pozyskał to plemię dla Francji, uzupełnił prace naszego rodaka, Motylińskicgo, nad językiem i literaturą Tuaregów, i padł ofiarą zamachu przez Niemców i Turków uknutego, a później przez Francuzów pomszczonego, Był przyjacielem Polski, wierzył w jej zmartwychwstanie i modlił się o naszą niepodległość, więc tembardziej jego postać zasługuje na naszą uwagę.
Urodzony 15 września 1858 r. w rodzinie znanej już od X-go wieku z patrjotyzmu i ofiarności, poświęcił się służbie wojskowej. Jeden z jego przodków za czasów Świętego Ludwika walczył z Muzułmanami w Afryce.
Po ukończeniu szkoły wojskowej w St. Cyr i szkoły kawalerji w Saumur wstąpił do 4 pułku strzelców afrykańskich i brał czynny udział w walkach z niespokojnemi plemionami Algerji.

Ojciec de Foucauld

Ojciec de Foucauld

Gdy te walki ustały, wystąpił z wojska w 25 roku życia w celu podróży po Marokku, które wówczas było prawie niedostępne dla Europejczyków. Przebrany za rabina żydowskiego i w towarzystwie sowicie opłacanego prawdziwego rabina odbył jedenastomiesięczną podróż w głąbi Marokka (1883—1884) i ogłosił w 1887 r, o tej podróży pomnikowe swe dzieło „Reconnaissance au Maroc”, które odrazu pozyskało ogromne uznanie w sferach wojskowych i naukowych.
Obcowanie bliskie z Żydami i Muzułmanami, fanatycznie wyznającymi swą wiarę, udawanie obcej wiary przy zupełnym zaniku wiary własnych przodków, pobudziło Karola de Foucauld do rozmyślań religijnych. Przygotowując do druku swe dzieło, spotkał w Paryżu świątobliwego księdza Huvelin i zaprzyjaźnił się z nim. Wkrótce pod wpływem tego przyjaciela odżyła w nim wygasła wiara i powrócił do zaniedbanych oddawna praktyk religijnych.
We wszystko, co przedsięwziął, kładł całą duszę, więc gdy się nawrócił, bardzo rychło doszedł do postanowienia, by się całkowicie poświęcić, nawracaniu niewierzących. Odbył w 1888 pielgrzymkę do ziemi Świętej i wrócił ze wzmocnionem postanowieniem życia pustelniczego i ascetycznego.
W r. 1890 wstąpił jako nowicjusz do zakonu trapistów, pozostając najprzód we Francji, a potem przenosząc się do klasztoru w Syrji, gdzie zakonnicy, zajęci robotami rolnemi i medytacją, prowadzili życie bardzo surowe, które jednak wydało mu się zbyt łatwem bo w poczuciu ogromu grzechów swoich i cudzych, za które chciał pokutować, łaknął jeszcze większego umartwienia. Z trudem skłoniono go do studjów teologicznych i do przyjęcia święceń kapłańskich. W tym celu posłano go w r. 1896 do Rzymu. Tam dojrzał plan osobliwego powołania. Za zgodą przełożonych opuścił w r. 1897 zakon i wrócił do ziemi Świętej, żeby jako służący pełnić najniższe posługi w jednym klasztorze w Nazarecie. Dopiero w r. 1901, mając 43 lata, nareszcie przyjmuje święcenia kapłańskie i osiada w oazie Beni Abbes na Saharze.
Odtąd już aż do śmierci pozostaje na Saharze, najprzód w Beni Abbes, potem od r. 1905 jeszcze dalej w głębi Sahary w pustelni Tamaurasset w górach Hoggar, na wysokości blisko 3000 metrów nad poziomem morza. Nie nawraca Muzułmanów słowem, tylko życiem swem i służbą, polegającą na licznych rozmaitego rodzaju świdczeniach, pozyskuje ich zaufanie, cześć i miłość. Sam jeden wśród dzikich mieszkańców pustyni, zrzadka odwiedzany przez rodaków, jeszcze rzadziej odwiedzający Algerję lub Francję, ustawicznie daje przykład poświęcenia i wielkiego umartwienia, uczy rzeczy praktycznie pożytecznych, jak np. spożytkowania wełny owiec i wielbłądów, czego przedtem nie umieli Tuaredzy, leczy chorych, godzi powaśnionych, a poza tem zbiera podania ludowe i uzupełnia słownik języka Tuaregów, nad którym pracował Motyliński.
W swojej pustelni znajduje czas na rozległą korespondencję z odległymi przyjaciółmi. Przed wojną w roku 1913 spędził kilka miesięcy we Francji razem z jednym młodym Tuaregiem, który miał w przyszłości zostać przywódcą części tego plemienia. Chciał mu pokazać Francję, aby rozszerzyć horyzonty myśli swego przyjaciela.
Wtedy poznałem osobiście ojca Foucauld, z którym już dawniej zawiązałem korespondencję, gdym w roku 1911 spędzał Święta Bożego Narodzenia w Beni Ounif na krańcu Sahary. Przy wielkiej inteligencji i znajomości życia uderzał on swoją nadzwyczajną pokorą. Mówił wówczas, że jeszcze żadnego Tuarega na chrześcijaństwo nie nawrócił. A jednak, jak widać z obszernego źródłowego życiorysu ojca Foucauld wydanego w roku 1921 przez Rene Baziu, piętnaście lat czysto duchowego wpływu pustelnika pozyskały dla Francji ogromne przestrzenie dawniej niedostępne, podobnie jak dawniejsza podróż po Marokku utorowała drogę dla późniejszego protektoratu Francji nad tym krajem.
Wpływ ojca Foucauld na władze wojskowe był nie mniejszy niż jego wpływ na tuziemców. Opiekował się tuziemcami, aby im stopniowo uprzystępnić wszystko, co ma dobrego europejska chrześcijańska cywilizacja, bez gwałtu i wyzysku, cechującego Niemców, a po części i Anglików w ich kolonizacyjnej działalności.
Rzadko jaka książka z ostatniej doby tak jasno ukazuje, ile może zdziałać pokorny sługa Boży w zupełnem odosobnieniu i bez żadnych współpracowników. Ojciec Foucauld marzył o nowym zakonie misjonarzy Afryki, którzyby jak on działali na miejscową ludność bezinteresowną miłością. Czasem się zgłaszali ochotnicy do nowicjatu przy misjonarzu, ale nikt nie wytrzymał tak bardzo uciążliwego życia i ojciec Foucauld nie doczekał się za życia swego uczniów. Za to pewno po śmierci znajdzie naśladowców.
Zawsze tęsknił do męczeńskiej śmierci za wiarę i to jego pragnienie zostało spełnione. Wierzył on, że śmierć w obronie wiary budzi cześć nawet samych morderców i przygotowuje bezwiednie świadków takiego zgonu do przyjęcia lej wiary, która się nie ulękła śmierci. I choć dopiero pięć lat minęło od zgonu tego męczennika, już życie jego wydało plon. Pozyskał on dla Francji serce Tuaregów, obudził w nich cześć dla francuskiego ducha — Francuzom zaś ukazał drogi pokojowego podboju dzikich plemion – siłą ducha. Jednocześnie z nim, dalej jeszcze na południe, działał również zabity podczas wojny wnuk Renana, Ernest Psichari, który podobnie jak ojciec Foucauld powrócił do wiary przodków pod wpływem wrażenia, jakie na niego wywarła religijność Muzułmanów. Ci dwaj oficerzy odradzającej się francuskiej armji byli rycerzami ducha, wyzwalającego się z więzów płytkiej negacji. Obaj żyli dla swego narodu, mieli żywą świadomość istotnego powołania tego narodu wobec ludów mniej oświeconych i, szukając prawdy, zdobyli sobie jasność i pogodę ducha, pewność bezwzględną, że śmierć prowadzi do wiecznego żywota.

W. Lutosławski

– – – – – – – – – – –

Tygodnik Ilustrowany nr 9, str. 138, 25 lutego 1922r.
Biblioteka Cyfrowa Uniwersytetu Łódzkiego

Link do artykułu Wincentego Lutosławskiego Praca Narodowa
http://historialomzy.pl/wincenty-lutoslawski-praca-narodowa/

1182 Ogólnie 2 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Łomżyńskie kina

I znowu wracam do Łomży, do mego miasta rodzinnego – mojej Łomży lat 30-tych. Wracam we wspomnieniach. Moich i moich przyjaciół: „...Gdy byłem jeszcze w szkole powszechnej mama za[...]