Władysław Świderski. Łomża. 2.

Link do poprzedniego artykułu autora Władysława Sikorskiego:
http://historialomzy.pl/wladyslaw-swiderski-lomza-1/

Link do artykułu o prezydencie Władysławie Świderskim:
http://historialomzy.pl/prezydent-swiderski/

 

II

Baśnie i Legendy

Dawno, bardzo dawno, wokoło Łomży roztaczała się nieprzenikniona i pełna tajemnic puszcza, w ktorej brodate tury, drapieżne rysie i kudłate niedźwiedzie dzieliły władze między sobą. Ludzie bali się zapuszczać w głąb puszczy, bo wiadomo: nie tylko zwierzęta zagrażały tam człowiekowi . . . Nad wodami topielice, czesząc na słońcu swe bujne włosy, czychały na nieostrożnych, aby wciągnąć ich w głębinę. Płomienne latawice 4 potworne upiory spragnione były krwi ludzkiej, a słowa zaklęć wiedźm i czarownic w czyn się zamieniały. W puszczy tej, na gorze, tuż przy Narwi, niedaleko wsi Szuru*, stał mocny zamek, w ktorym, otoczona licznym dworem, z corką jedynaczką mieszkała krolowa. Stary król sprowadził ją jako księżniczkę z dalekiej nadmorskiej krainy, pojął za żonę, a umierając powierzył jej rządy nad państwem. Chciwa władzy i bogactwa królowa otoczyła się ludźmi o śniadej twarzy, czarnych jak węgiel oczach i kruczych włosach, z kórymi często odbywała praktyki tajemne. To też dziwne rzeczy działy się w zamku . . . Królowa miała zwyczaj przywoływać do posług wiejskie dziewczęta, ktorym kazała zamiatać pokoje, a śmiecie zabierać jako zapłatę, ostrzegając, aby się nie oglądały, gdy będą wychodziły z zamku. Te, ktore usłuchały ostrzeżenia, po przyjściu do domow, znajdywały w fartuchach pieniądze, te zaś, ktore oglądały się po za siebie, zamiast pieniędzy, wysypywały węże i żaby. Na przeciwległych wzgorzach, zamykających dolinę Narwi, stał drugi zamek, należący do brata krolowej. Krolowa przez chciwość zapragnęła zawładnąć majętnością brata, W tym celu podstępem zwabiła go do swego zamku i kazała przywiązać do dzikiego konia, który ponosząc po gorach i lasach groził mu co chwila śmiercią, aż w przyległej wsi Siemieniu odważny wieśniak zatrzymał konia i oswobodził księcia, za co przez niego został wynagrodzony dyplomem szlacheckim, dużym obszarem ziemi i rożnym dobrem. Oburzony postępkiem królowej lud zaczął się burzyć i żądać, aby zrzekła się władzy na korzyść brata, a gdy żądania stawały się coraz natarczywsze, krolowa kazała zapakować wszystkie swe skarby i szykowała się do odjazdu w rodzinne swe strony. Córka królowej za nic nie chciała rozstać się z rodzinną ziemią i ludem, ktorego bardzo ukochała, a gdy nadeszła chwila wyjazdu zamknęła się w swej komnacie nie chcąc wyjść, pomimo prośby i groźby matki.
Gniewna i zapalczywa krolowa przeklęła zamek, ktory wraz z krolewną, dwiema kadziami złota i innemi skarbami natychmiast zapadł się w ziemię i tylko jako ślad po zamku pozostały na wierzchołku gory, drzwi żelazne, przywalone ciężkim głazem. Szeroko po kraju rozeszła się wieść o zaklętym zamku. Wielu odważnych rycerzy próbowało nieraz odwalić kamień, wejść do lochu i zawładnąć skarbami, lecz ile razy, po wielkich trudach, udało im się odwalić kamień w dzień, to w nocy złe siły wtaczały go z powrotem na gorę. Pewnego razu przybył w tutejsze okolice młody rycerz, ktory nigdy nie skalał swego honoru krzywdą bliźniego i któremu obcą była żądza bogactwa. Słysząc o zaklętym zamku wzruszył się bardzo losem królewny i zapragnął całą siłą młodej swej duszy oswobodzić ją od więzow zaklęcia. Nie zwlekając długo, zaraz następnego dnia, ruszył ku miejscu, na ktorym stał zamek. Zmrok już zapadał, gdy stanął przy kamieniu okrywającym drzwi żelazne, ktore zamykały tajemnicze wejście do zamku. Pomimo zmęczenia, śmiało przystąpił do odwalenia głazu. Noc całą stracił na ciężkiej pracy, a gdy ukazały się pierwsze promienie świtu, olbrzymi głaz z wielkim łoskotem stoczył się z gory aż hen w nurty Narwi. Przez ciemne krużganki, przejścia i liczne komnaty, pełne wszelkiego dobra, szedł rycerz, szukając królewny. Tuż przy skarbcu, napełnionym złotem i perłami znalazł królewnę przybraną w przebogate szaty, spoczywającą w śnie głębokim na szczerozłotem wezgłowiu. Ostrożnie ujął ją w ramiona i wyniosł na światło dzienne. A gdy promienie słońca padły na krolewnę — zarumieniło. się jej liczko, lecz pozostawała w uśpieniu i dopiero, gdy rycerz wycisnął na jej koralowych ustach gorący pocałunek otworzyła modre oczy i dźwięcznym głosem wyszeptała słowa podzięki, oświadczając, że na mocy tajemnych wyrokow ręka jej należy do wybawcy. Uszczęśliwiony rycerz sprowadził ją po przez gąszcze głogow do podnoża gory. Tu przypomniał sobie, że oprócz sławy nic nie posiada, co mogłoby zabezpieczyć byt krolewnie i wtedy komnaty pełne skarbów stanęły mu przed oczami i opanowała go żądza bogactw. Złożył więc królewnę na lśniącej szmaragdem trawie, a sam wrocił do podziemi po skarby, lecz skoro przestąpił progi lochu, dał się słyszeć podziemny grzmot i huk straszny, runęły sklepienia murów, i pogrzebały pod sobą rycerza na zawsze, a miejsce, gdzie stał zamek zapadło się jeszcze głębiej w ziemię. Osamotniona królewna gorzko zaczęła płakać, a z każdą łzą coraz bardziej nikła i gdy ostatnia kropla spadła na ziemię — krolewna rozwiała się w mgłę opalową, ktorą wiatr poranku uniosł hen — ku błękitom . . . zaś w miejscu rozstania utworzyło się źródło, w aktorem dotąd świeci łza krolewny — baśń stuleci.

*) Szur-wioska, istniejąca dotąd o 3 kilometry od Łomży.
Zaklęty zamek. (Według Rzeczniowskiego).

Dzwon świętego Michała

Pod stropem kościelnej dzwonnicy u Fary
i Kołysał się niegdyś przedziwny dzwon stary.
W poranki, południa i ciche wieczory
Słał głos swój potężny nad sioła i bory.
Był zwany imieniem świętego Michała,
Do modłów pierś jego wierzących wzywała,
I był on przez jakieś zaklęcia czy dziwy
Obdarzon uczuciem i myślą jak żywy.
Bo szła pod niebiosy pieśń dzwonu wesoła,
Gdy brzmiało „Te Deumwśród murów kościoła,
To znowu słyszałeś, jak cicho się żali,
Gdy ,,Requiem aeternamnad zmarłym śpiewali.
A zawsze przed wojną, zarazą, pożogą,
Gdy Północ nadeszła, rozbrzmiewał dzwon trwogą,
Bił sercem spiżowym bez ludzkiej pomocy,
Przeciągły dźwięk płynął nad miastem wśród nocy.
Łomżanie wróżebny głos dzwonu już znali,
By przyszłe nieszczęścia odwrócić czuwali
A ż w końcu, gdy zv kraju ostatnie szły boje,
Dzwon, wróżąc niewolę, pękł nagle na dwoje.
I odtąd pęknięty, przedziwny dzwon stary
Spoczywa milczący na wieży u Fary.

Na Rycerskim Krzu.

Zmrok już zapadl, i nad rzeką
Mgła srebrzysta się kołysze,
A z pod lasu, hen daleko
Cudny śpiew słowika słyszę.

Księżyc blaski smętne swoje
Śle na pulwy, na moczary,
I spowija w srebrne zwoje
Mazowiecki gród prastary.

Na polance, gdzie brzeg stromy
Wpatruje się w Narwi wody,
W mgle swawolne tańczą gnomy
i rusałek korowody.

A tam dalej, gdzie nad niwy
Zaniku zvznoszą się zwaliska,
Jakieś białe błądzą dziwy,
Jakiś siny ognik błyska.

*        *       *

Nocy dziwna ! Czy to czary,
Czy złudzenie wzrok osłania ?
Gdzie wyrasta dąb prastary,
Jakaś postać się wyłania.

Straszna postać! Głową sięga
Ponad wszystkie drzewa w lesie,
A na szyi sina pręga . . .
W ręku hełm żelazny niesie.

I obchodzi „Kierz Rycerski ”
Co pamięta wieków dzieje,
Kędy bój wrzał bohaterski . . .
W koło z hełmu ogień leje.

 Gdy dotknęła hełmem dębu .—
niepojęte moce cuda
Z pośród mgły, oparów kłębu
Wstają zbrojne rzesze ludu.

*        *         *

zahuczały trąby, rogi,
Zawtórzyły gęste strzały,
I rozpoczął się bój srogi,
Że aż zadrżał lasek cały.

Krasną strugą krew już płynie,
Bitwa stosy ciał układa . . .
Postać z hełmem jest w dolinie,
A wokoło mar gromada.

Naraz postać co to znaczy ?
Pada, jako dąb podcięty.
Krzyk rozlega się rozpaczy
,,Konwa nasz w niewolę wzięty”!.

W jednej chwili nieb ogromy
Osnuły się w czarne chmury,
Zmilkła wrzawa, zcichły gromy.
W bliskiej wiosce piały kury . .

 

 

386 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.