Wycieczka do Augustowa.

Od Redakcji

Łomżyńskie Towarzystwo Wioślarskie, którego historię można znaleźć pod linkiem http://historialomzy.pl/historia-lomzynskiego-towarzystwa-wioslarskiego/ było jednym z najaktywniejszych łomżyńskich organizacji przełomu XIX i XX wieku. Jego członkowie oprócz imprez regionalnych organizowali także wycieczki kilkudniowe w dół i w górę Narwi. Wycieczka do Augustowa to jedna z takich wypraw zorganizowana w 1910 roku i opisana we Wspólnej Pracy Nr25 z tegoż roku, przez jej uczestnika pana Wiktora Kłoskowskiego. Nie wykluczone, że „wycieczka do Augustowa” była inspiracją dla członków włocławskiego Towarzystwa Wioślarskiego, którzy dwa lata później zorganizowali spływ na trasie Łomża – Włocławek
(http://historialomzy.pl/lomza-wloclawek-czesc-1/ )
Autor publikowanego poniżej artykułu, pan Wiktor Kłoskowski, w tamtych czasach pracował i mieszkał w banku przy ul Dwornej (mieszkał na III piętrze w mieszkaniu, które w latach dziewięćdziesiątych ub. wieku było siedzibą łomżyńskiego oddziału Narodowego Banku Polskiego). Po odzyskaniu niepodległości pan Kłoskowski został głównym kasjerem oddziału łomżyńskiego Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej, a po jej przekształceniu w Bank Polski pełnił nim, tą sama funkcję aż do emerytury w drugiej połowie lat trzydziestych ub. wieku.
Oprócz działalności w ŁTW pan Kłoskowski brał czynny udział w życiu kulturalnym Łomży, które kwitło zarówno pod zaborem rosyjskim jak i późniejszym – niemieckim. Jak wspomina jego córka Wanda – Ojciec, wraz ze swoją siostrą Anielą należąc do łomżyńskiej „Lutni” byli aktorami-amatorami w wystawianych przez ten zespół sztukach teatralnych jak wystawiana w 1906 roku „Wiara Nadzieja i Miłość”, „Chata za Wsią” itp.
W latach dwudziestych pan Kłoskowski aktywnie uczestniczył w różnych organizacjach społecznych, jak też w komitetach rodzicielskich gimnazjów do których uczęszczały jego dzieci – syn Mieczysław ( Gimnazjum im. T. Kościuszki) i córka Wanda (Gimnazjum im. M. Konopnickiej). Ale latem , poza współpracami w organizowaniu letniego wypoczynku dla uczniów gimnazjów, cały wolny czas poświęcał ŁTW. Jak wspominał to jego syn Mietek – Po uroczystym otwarciu sezonu wioślarskiego w maju rozpoczynały się wycieczki wioślarskie. Najczęściej jeździliśmy do Kalinowa gdzie dojeżdżało się się Narwicą, małą rzeczką wpływającą do Narwi na wysokości mostu żelaznego. Jechało się zawsze w kilka łodzi.. . Jeździliśmy również w górę rzeki Narwi aby potem już wieczorem spływać z pieśnią na ustach do przystani…
Po przejściu na emeryturę pan Kłoskowski opuścił Łomżę i wraz z rodziną zamieszkał w podwarszawskiej Radości, gdzie rodzina szczęśliwie przeżyła lata wojny. Po wyzwoleniu mieszkał w Warszawie na Saskiej Kępie. Był aktywnym członkiem oddziału warszawskiego TPZŁ. Do ostatnich lat swego długiego życia zachował sprawność fizyczną. Jak wspominają ówcześni członkowie TPZŁ – potrafił przyjść piechotą z Saskiej Kępy do śródmieścia na miesięczne zebranie.
Zostały po nim wspomnienia syna i córki zamieszczone w przygotowanych przez oddział warszawski TPZŁ, wydanych w 1998 roku, „Łomżyńskich Wspomnieniach”, z których korzystaliśmy opracowując niniejszą informację.

Redakcja serwisu.

Wycieczka do Augustowa

Wśród członków łomżyńskiego Towarzystwa wioślarskiego powstała myśl urządzenia wycieczki wodą do Augustowa. Zapisało się 4 osoby, pp.: Kuczewski, Grzegorzewski, Krauze i niżej podpisany.
W dniu 7 sierpnia, o godzinie 6 rano, odprowadzani przez druhów—wioślarzy, wyruszamy w drogę. Chłodno, mży deszcz, mimo to nie tracimy dobrych humorów: żarty i dowcipy sypią się jak z rogu obfitości.
Na samym wstępie spotykamy przeszkodę w postaci tratw, które towarzyszą nam przez czas całej podróży. Pod Starą Łomżą rzeka zatarasowana tratwami, przejazd o tyle utrudniony, że odprowadzający nas druhowie myślą
0 powrocie. Wvsiadamy. Rozlega się hymn wioślarski i serdeczne uściśnienia dłoni na pożegnanie. Zostajemy sami, a przeczucie nam mówi, że podróż nie będzie łatwą i pomyślną.
Przemoczeni do nitki o 11-ej przed południem stajemy w Krzewie, aby się przebrać, osuszyć i ogrzać, gdyż zimno dotkliwie nam się daje we znaki. Po dwugodzinnym wypoczynku ruszamy dalej i około 6-ej wieczorem, przepychając się między tratwami, podjeżdżamy do Wizny, mając ciągle niepomyślny wiatr. Dwuch z nas idzie do miasteczka kupić latarkę i po bezskutecznych poszukiwaniach, siadamy do łodzi z zamiarem dotarcia na nocleg do Sieburczyna, leżącego już nad Biebrzą, Po wyjeździe – z Wizny i minięciu mostu na Narwi bacznie i ciekawie przyglądamy się okolicy, zupełnie nam nieznanej. Okolica powoli przybiera inną postać. Narew od Wizny do Łomży płynie po dnie jakoby olbrzymiego jaru, mając z dwuch stron wysokie krawędzie brzegów, w niektórych miejscach dość malowniczych. Pod Wizną rzeka wije się po szerokiej nizinie, zwanej pulwami. Brzegi Narwi są aż do ujścia Biebrzy wszędzie suche, rzeka ma jedno koryto i nie spotyka się prawie wcale jeziorek i moczarów. Inne zupełnie brzegi ma Biebrza—przeważnie nizkie i mokre. Okolica Biebrzy obfituje w jeziorka, bagienka i dopływy, które spotykamy prawie do samego kanału. Woda Biebrzy ma barwę zupełnie identyczną z wodą Narwi, tylko dno jest bardziej błotniste i zarośnięte zielskiem. Rzeka Biebrza. nie ma prądu silniejszego od Narwi, ale mając bardziej kręte brzegi, wytwarza co kilka sążni silne wiry. Przy budowie kanału Augustowskiego Biebrza była regulowaną; z chwilą, gdy kanał stracił swe znaczenie, rząd zaniedbuje tę wodną drogę, a Biebrza, zmieniając koryto, tworzy mielizny i wiry. Na Biebrzy spotykamy rozmaite błotne ptactwo: czaple, żórawie, kaczki, jastrzębie i t. p. Biebrza również obfituje w ryby , ale brak jakiejkolwiek racjonalnej gospodarki i kontroli nad rybołóstwem wpływa ujemnie na ilość i jakość ryb. Około 9-ej wieczorem przybijamy do Sieburczyna, jadąc już Biebrzą i mając od wsi Rusi po prawym brzegu Królestwo Polskie, po lewym Cesarstwo. Podczas ogromnej ulewy udajemy się do dworu i u rządcy p. Mioduszewskiego znajdujemy serdeczną gościnę. Cierpliwość nasza zaczyna się już wyczerpywać wobec niemożliwej pogody, toteż nalegam, aby wracać, ale wobec różnych zdań decyzję odkładamy do jutra. Ranek następny niewiele nas pociesza, postanawiamy więc czekać do południa, a tymczasem dzięki uprzejmości p. Mioduszewskiego, zwiedzamy Sieburczyn. Miejscowość ta miała niegdyś znaczenie handlowe jako spichlerz zbożowy, dzisiaj jest to ładnie utrzymane gospodarstwo p. C. Kuberskiego; zwiedzamy więc oborę wzorową polskiej rasy czerwonej, stajnię, gdzie nie brak i czystej krwi anglików; zwiedzamy również i bardzo pożyteczną dla wsi instytucję – straż ogniową dworską, której naczelnikiem jest sam dziedzic. Gdyby takie straże były w każdym dworze, możeby mniej ludzkiego mienia szło na pastwę ognia. Na dość wysokim wzgórzu stoi stary dwór, a za nim tarasami spada do samej rzeki ogród. Z tarasu przed dworem roztacza się prześliczny widok na okolicę. Widać Biebrzę wraz z jej jeziorkami i dopływami, łąki, ładny pałacyk na Kępie, Strenkową Górę, a na skraju widnokręgu szosę, prowadzącą z Tykocina do Białegostoku. Podziękowawszy za gościnę p. Mioduszewskiemu, ruszamy w dalszą drogę,
Za Sieburczynem brzegi Biebrzy stają się coraz wilgotniejsze. 8-go sierpnia o 6 wieczorem stajemy w Brzostowie, ostatniej wsi, położonej nad Biebrzą przed Biebrzańską puszczą. Wobec dość wczesnej pory, zaopatrujemy się w żywność z zamiarem nocowania w puszczy. Po 3 godzinnej jeździe puszczą, przybijamy do brzegu w pobliżu opuszczonej budy rybackiej, wyrzucamy z niej zgnile siano, przykrywamy dziurawy dach, aby się ochronić przed deszczem i po wieczerzy układamy się na spoczynek w sypialni, obliczonej na 2 osoby. Sen nie bardzo nam sprzyja; skoro świt nikt już nie śpi, a po spożyciu śniadania ruszamy w dalszą drogę. Posuwając się naprzód z szybkością około 5 wiorst na godzinę, widzimy tylko na północy osowieckie lasy, pozatem, jak okiem sięgnąć, łąki i łąki, pokryte bardzo lichą grubą trawą. Mają pewien urok dla nas mieszczuchów te bezbrzeżne pustkowia. Trzeciego dnia obiadujemy na puszczy, spożywając własne zapasy. Wreszcie podróż na puszczy zaczyna nużyć swą jednostajnością, to też z radością witamy mknący w dali pociąg. Około godziny 3-j po południu, przepychając się z trudem śród tratew, zbliżamy się ku fortecy Osowiec, przejeżdżamy pod niewielkim żelaznym mostem kolejowym. W tym miejscu zaczynamy jechać wolniej, sądząc, że wypadnie dopełnić formalności meldunkowych wobec władz fortecznych.
Spostrzegamy nad lasem fortecznym ogromny balon kształtu cygara na linie, zwolna płynący ku nam, jakby chciał przeniknąć, co nas w te strony sprowadza. Przyglądając się balonowi, aniśmy się spostrzegli, gdyśmy wjechali w wąwóz, na jednym brzegu którego widniały ustawione armaty, z drugiej strony—budynki forteczne, a przed nami Biebrza, przegrodzona na całej szerokości slupami. Sądząc żeśmy zbłądzili, wracamv się i pytamy o drogę siedzącego na brzegu rybaka. Dowiadujemy się że jechaliśmy dobrze. Za fortecą Biebrza ma już brzegi suchsze, a nawet w niektórych miejscach górzyste, co parę wiorst widać wsie; łąki znacznie lepsze; spotykamy również sterty torfu. Około godziny 5-ei zbliżamy się do Goniądza, położonego w gub. Grodzieńskiej. Miasteczko zdaleka prezentuje się nieźle, to też w drodze powrotnej postanawiamy je zwiedzić. Za Goniądzem brzegi Biebrzy w pobliżu niektórych wiosek są umocowane bardzo gęsto palikami. Wśród takich właśnie palików przekradamy się pod wieczór, wjeżdżamy w małą zatokę i przybijamy do brzegu we wsi Wrocieniach. Jest to pierwsza wieś Cesarstwa, w której stajemy od wyjazdu. Ludność różni się akcentem mowy śpiewnym 1 miękkim. Djalekt mowy jest polsko-rosyjski, a i ludność sama uważa się za ruskich, mówiąc, że tam za rzeką mieszkają polacy. Przenocowawszy u jednego z gospodarzy w stodole, czwartego dnia, t. j. 10 sierpnia, ruszamy w dalszą drogę, mijając co parę wiorst nadbrzeżne wioski, a więc Nowe Dolistowo, Stare Dolistowo z niewielkim, ale murowanym kościółkiem, Jasienowo, gdzie Biebrza ma dość znaczny spadek i szybki prąd, a dno gęsto usłane kamieniami, wreszcie kolo południa zbliżamy się do Dębowa, gdzie już zaczyna się kanał Augustowski. Zdała słychać szum wody, wypuszczanej ze szluzy; przed szluzą na jakieś pół wiorsty Biebrza jest zapchana tratwami; po 2 godzinnej orce zbliżamy się nareszcie do kanału. Pozostawiając Biebrzę i gub. grodzieńską na prawo od siebie, wjeżdżamy pomiędzy gubernie łomżyńską 1 suwalską.
Wobec tego, że dorzecza Niemna i Wisły leżą nie na jednakowym poziomie, inżynierja chcąc połączyć te dwa systemy wodne zbudowała na kanale cały szereg szluz, w odległości kilkunastu wiorst jedna od drugiej. Załatwiwszy formalności z zarządem komunikacyjnym, podjeżdżamy do szluzy. Jest to rodzaj długiej na 5-6 sążni, a szerokiej na 2 sążnie studni, której 2 ściany podłużne są wyłożone u dołu cegłą, a u góry piaskowcem, poprzeczne zaś ściany są zakończone dwiema wielkiemi bramami, przegradzającymi kanał w poprzek. Po otwarciu bramy od strony Biebrzy wjeżdżamy w ową studnię. Wierzeje zamykają się za nami. W przeciwległej bramie podnoszą otwory, przez które z hukiem, pieniąc się, wpada woda i napełnia ową studnię. Łódź nasza podnosi się od przybywającej do szluzy wody i po 10 minutach mamy poziom wody równy z poziomem w kanale, a wyższy od Biebrzy o jakiś sążeń, wtedy otwierają nam wrota od strony kanału i już jesteśmy na kanale. Na kanale znów mamy biedę z tratwami, to też zamiast wiosłować, musimy się przepychać między drzewami, a miejscami wychodzić na brzeg i odpychać tratwy drągami i wiosłami. Uporawszy się z przeszkodami; poczynamy oglądać kanał, który za Dębowem nie różni się prawie od Biebrzy. Brzegi ma również kręte, prąd nieco słabszy. O jakieś 3 wiorsty od Sosnowej szluzy zaczyna się właściwy kopany kanał: tworzy on prościutką łinję z nasypami po obu brzegach, na których widnieją gdzie niegdzie topole, jako smutne pomniki lepszych czasów. Przy Sosnowej szłuzie zatrzymujemy się na nocleg u stróża kanałowego. Nocleg mamy bardzo wygodny, gdyż stróże na kanale mają ładne damki, a w każdym domku specjalny pokój dla urzędników inspekcji kanałowej.
Gościnnie przyjęci przez stróża i jego rodzinę, piątego dnia swej wycieczki wyruszamy w dalszą drogę. Na jednym z bocznych kamieni ocembruwań szluzy w Sosnowej widnieje napis: budowa! inżynier Korczakowski 1825 r. Myśl ulata w przeszłość daleką. Budowa kanału rozpoczętą została za polskich rządów, a po wojnie 1831 roku dokończona przez Bank Polski—instytucję, która tyle zasług położyła dla rozwoju polskiego handlu i przemysłu. Kanał ten niegdyś miał większe znaczenie ekonomiczne: tą drogą szło zboże, sól, mąka i drzewo z całego dorzecza Niemna i prawych dopływów Wisły. Dziś stracił zupełnie dawne znaczenie wobec przeprowadzenia kolei, płyną po kanale tylko tratwy, a czasami przemknie statek inspekcyjny. Rząd niewiele dba o kanał, dno jego niepogłębiane zarasta zielskiem, a szluzy, niszczone przez tratwy, przedstawiają również nieszczególny widok. Od Sosnowej szluzy do Borków kanał na przestrzeni 7 wiorst jest kopany i tworzy tak prostą drogę, że z jednej szluzy widać drugą. _ W tym miejscu kanał najpiękniej się przedstawia, z jednej ‚strony mając prześliczne lasy sosnowe, a z drugiej łąki pachnące różnymi ziołami; wcale to niepodobne do błot biebrzańskich z ich twardą i szorstką trawą.
inąwszy szluzy w Borkach i Białobrzegach, 5 -go dnia o godzinie 2-ej stajemy w Augustowie. Miasto założone w XVI w. przez Zygmunta Augusta, od którego wzięło swą nazwę, niegdyś stolica województwa, potem gubernji, dzisiaj jest lichą powiatową mieściną. Oprócz napisów na ulicach w 2-ch językach, paru polskich sklepów i kościoła dopiero na pół wykończonego nic nie mówi o jego polskim pochodzeniu. Handel znajduje się głównie -w rękach żydów.
Do reszty zniechęca nas Augustów brakiem jakiej kolwiek kawiarni, lub cukierni, jak również brakiem hoteli, to też zajrzawszy do miejskiego ogrodu, w którym stoi pomnik na pamiątkę ocalenia rodziny Cesarskiej w Borkach, uciekamy z Augustowa do kanału z zamiarem przenocowania u stróża. Przejeżdżamy szluzy w Augustowie, Białobrzegach i Borkach i nocujemy u stróża, który nam ofiarowywa nocleg na „rości” – tak nazywają miejsce na skład siana nad’ oborą. 6-go dnia mijamy Sosnową szluzę i około południa żegnamy kanał, przejeżdżając ostatnią szluzę w Dębowej. Na Biebrzy witają nas chmury, od których staramy się uciec, niestety, silny wiatr przeciwny stale zatrzymuje nam w biegu łódkę. Przed samym Goniądzem deszcz nas dogania, a trzeba zdarzenia, żeśmy zbłądzili wśród zatok Biebrzy i z pól godziny spędziliśmy na mieliźnie. Zmoczeni stajemy nareszcie pod Goniądzem, składamy rzeczy u jakiegoś żydka, mieszkającego nad rzeką, a sami ruszamy do miasta posilić się. Goniądz jednakże, jak i wszystkie miasta na kanale, nie zachował żadnych śladów swej świetnej przeszłości. Miasto–niegdyś ważny punkt handlowy w województwie podlaskiem, siedziba starosty, miejsce urodzenia słynnego Piotra z Goniądza, —dziś jest brudną mieściną żydowską, nie mającą nawet bruków i oświetlenia na ulicach. 7-go dnia swej wycieczki zwiedzamy rano skromny drewniany kościółek, pochodzący z XVllI w., jedyny prawie budynek, który ocalał wczasie wielkiego pożaru, w końcu zeszłego stulecia. Dzisiaj Goniądz ma już dość dużo murowanych domów, ale stawianych bez symetrji i ładu. Po zwiedzeniu Goniądza ruszamy w dalszą drogę i minąwszy fortecę Osowiec wjeżdżamy w Biebrzańską puszczę, która już po raz drugi jest dla nas mocno niegościnną, gdyż deszcz siecze nas prawie bezustannie, a przytem i zimno daje się we znaki. Skuleni wytężamy resztę sił, aby dojechać czemprędzej do budy rybackiej, gdzieby można było się jakoś ogrzać i posilić; niestety, buda każe nam czekać na siebie 3 godzinv. Zziębnięci i przemoczeni wyładowujemy i włazimy do budy. Po przyjęciu posiłku i ogrzaniu skostniałych członków ruszamy dalej i około 6-ej wieczorem opuszczamy z ulgą na sercu Biebrzańskie błota. Szybko mijamy wsie mazowieckie: Brzostowo, Mocarze, Burzyn, Rutkowskie i około 9-ej wieczorem przybijamy na nocleg do Sieburczyna. 8-go dnia, zatrzymawszy się na krótką chwilę w Wiźnie, około czwartej po południu witamy widniejące w oddali mury Łomży. Pod Siemieniem deszcz wycina nam pożegnalnego marsza, a pod Szurem witają nas koledzy-wioślarze na 2-ch łodziach. Po serdecznem przywitaniu wśród miłej pogawędki stajemy u kresu naszej podróży—przystani wioślarskiej w Łomży.

W. Kłoskowski.

Wspólna Praca Łomża dnia 27 września 1910 roku nr 25 str. 5, 6, 7

141 Ogólnie 2 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.