Profesor Zdzisław Ludwik Wilhelmi

Zdzisław Ludwik Wilhelmi
fizyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego wybitny uczony,
wielki patriota, kapitan AK, meloman, miłośnik i znawca literatury, poezji, sztuki.

22 stycznia 2014 roku Rodzina, społeczność akademicka, przyjaciele i nieliczni już łomżyniacy pożegnali podczas mszy św. odprawionej w kościele św. Karola Boromeusza na  Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, zmarłego 27 grudnia 2013 roku, Profesora Zdzisława Wilhelmiego.

Zdzisław Ludwik Wilhelmi urodził się w Łomży 20 września 1921 roku w rodzinie o żywych tradycjach patriotycznych. Pradziadkiem jego ze strony matki był bohater Powstania Styczniowego –  Kazimierz Mościcki, a wujem – bohater bitwy pod Krechowcami,  dowódca 1 pułku Ułanów Krechowieckich – pułkownik kawalerii Wojska Polskiego  Bolesław Mościcki.

Według wspomnień jego rówieśniczki Haliny Miroszowej (wówczas Haliny Uścińskiej absolwentki Liceum im M. Konopnickiej z 1939 r.) Zdzisław był miłym, wesołym kolegą, ale też wszechstronnie uzdolnionym, poważnie traktującym swoje  obowiązki uczniem, czego najlepszym dowodem był fakt, że w czerwcu 1939 roku uzyskał w łomżyńskim Liceum im Tadeusza Kościuszki maturę z pierwszą lokatą.

W pierwszym roku okupacji sowieckiej pracował jako nauczyciel w Przytułach, a w następnym rozpoczął studia na Wydziale Elektrycznym Politechniki Lwowskiej. Dalszą edukację przerwał wybuch wojny niemiecko-sowieckiej.

Jak napisałem wyżej – Zdzisław Wilhelmi był wszechstronnie uzdolniony. Jego „Marsz na azymut” – wspomnienia z okresu okupacji – czyta się z zapartym tchem.  Niestety, nie możemy tej pasjonującej opowieści zamieścić tutaj w całości. ( jest opublikowana w siódmym roczniku ZIEMI ŁOMŻYŃSKIEJ ). Tutaj, opierając się na relacjach Autora, możemy podać jedynie w dużym  skrócie przebieg jego okupacyjnej działalności:

Pracę w konspiracji rozpoczął już w październiku 1939 roku prowadząc nasłuch radiowy i kolportując podziemne  wydawnictwa. Po wkroczeniu Niemców  do służby wywiadu ZWZ zwerbował go jego starszy kolega, przedwojenny absolwent szkoły artylerii, a wówczas już porucznik służby stałej, Antoni Konichał – „Pax”.

Na polecenie dowódcy (Andrzeja Surowca, ps.”Gruby”) „Powój” (taki pseudonim przyjął Zdzisław Wilhelmi) zgłosił się do łomżyńskiego Arbeitsamtu  podając się za znającego język niemiecki elektryka-instalatora ( tu przydał się rok nauki na wydziale elektrycznym PL)  i został skierowany do pracy  w Urzędzie Budownictwa Wojskowego (Heeresbauamt) w Łomży. Dzięki temu uzyskał dostęp do koszar (przed wojną koszar 33 p.p.), magazynów i innych obiektów wojskowych na terenie garnizonu łomżyńskiego i nowo budowanych obiektów (także poza garnizonem łomżyńskim).

Po opanowaniu wiedzy potrzebnej funkcjonariuszowi wywiadu a także zaopatrzeniu w odpowiedni sprzęt ( głównie aparat fotograficzny) „22” (bo takim kryptonimem „Powój” podpisywał swoje raporty wywiadowcze) dostarczał co raz to cenniejszych informacji dotyczących ewidencji i stanu jednostek wojskowych garnizonu łomżyńskiego, ich sprzętu bojowego, zmian uzbrojenia, programów szkolenia,  nastrojach w wojsku niemieckim, czy ruchach oddziałów na liniach komunikacyjnych. W 1943 roku udało mu się zdobyć (sfotografować) komplet dokumentów zawierających  wykaz rozlokowania niemieckich jednostek wojskowych na terenie znacznej części województwa białostockiego i przyległych terenów Prus Wschodnich. Rolka z tym cennym filmem jeszcze tego samego dnia znalazła się w „skrzynce kontaktowej”. Jak pisze w swoich wspomnieniach – „… po kilku tygodniach dotarły do mnie – drogą służbową – wyrazy uznania II Oddziału Komendy Głównej za zdobycie cennego materiału wywiadowczego….”

Równolegle do pracy w wywiadzie „Powój” uzupełniał swoje wyszkolenie wojskowe ( w 1942 roku ukończył konspiracyjną Szkołę Podchorążych uzyskując stopień kaprala podchorążego), a także  przez ponad dwa lata (1942-44) prowadził akcję „N” skierowaną do żołnierzy Wehrmachtu, policji niemieckiej i administracji cywilnej.

W październiku 1943 r. podejrzany przez  niemieckie władze wojskowe o  sabotaż na terenie budowy obiektów wojskowych w Czerwonym Borze w ostatniej chwili uniknął aresztowania wyskakując przez okno z siedziby kierownictwa  budowy. W tej sytuacji musiał przerwać swoją działalność na terenie Heeresbauamt-u w Łomży i przeszedł pod bezpośrednie rozkazy komendanta obwodu łomżyńskiego AK – Stanisława Cieślewskiego „Lipca”, który powierzył mu funkcję zastępcy szafa wywiadu Obwodu Łomżyńskiego, a po dwóch miesiącach pracy na tym stanowisku mianował szefem wywiadu łomżyńskiego Obwodu AK.

Jako „spalony” na terenie Łomży i jej okolicach otrzymał stały przydział do oddziału partyzanckiego (formalnie 1 plutonu 33 p.p. o kryptonimie  „Mazur”), pozostającego w dyspozycji komendanta „Lipca”. Teraz „Powój” odbywał systematyczne inspekcje podległych mu placówek. Organizował i prowadził szkolenia w zakresie pracy wywiadowczej. Uczestniczył w niektórych akcjach bojowych oddziału „Mazur”.  (W likwidacji szpicli niemieckich, w przeszkadzaniu Niemcom w wywozie Polaków na roboty do Niemiec, w likwidacji gorzelni itp.)

I tutaj chciałbym zacytować  fragment  „Marszu na Azymut”:

„…Na jednej z odpraw u „Lipca”, a było to wczesną wiosną 1944 roku, poznałem „Wilka” – redaktora „Głosu znad Narwi”, bardzo popularnej gazetki wychodzącej na terenie naszego obwodu. Pan Zenon Wlazłak, bo tak się nazywał, był z zawodu nauczycielem szkoły powszechnej (….) Obecnie oficjalnie zajmował się rolnictwem, a faktycznie potajemnym nauczaniem i redagowaniem swej odbijanej na powielaczu gazetki (….) Dowiedziawszy się ode mnie, że pisuję czasami  wiersze pan Zenek zaczął mnie namawiać do napisania czegoś do „Głosu znad Narwi”. Obiecałem.  I tak doszło do powstania „Pierwszego Plutonu” – wiersza, który miał być tekstem partyzanckiego marsza śpiewanego na melodię „Warszawianki”. Napisałem go z myślą o naszym oddziale „Mazur”, i stąd właśnie wziął się jego tytuł. Pocztą kurierską przesłałem „Wilkowi” swoje dzieło i jakaż była moja radość, gdy już po paru tygodniach otrzymałem pachnący jeszcze farbą drukarską numer „Głosu” z wydrukowanym na pierwszej stronie moim wierszem. Zdarzyło się to, pamiętam, gdy przebywałem na bazie „W Olszynie Pniewskiej” (….) I jeszcze tego samego dnia (….) śpiewaliśmy półgłosem przy akompaniamencie deszczu bijącego w liście zadaszenia szałasu:

Nie powiodą nas sztandary / Ani werbli groźny śpiew;
Lecz Traugutta szlakiem starym / Święty nas powiedzie gniew.
Dzisiaj nocą bracia leśni, / Porzucimy borów chłód,
Dzisiaj nam się ucieleśni / Purpurowy zemsty cud.

I nieco głośniej i szybciej:

Naprzód, naprzód, Pierwszy Pluton, / Niechaj szwab, niech szpicel drży,
Że nas lżono, że w twarz pluto, / Pomści Pułk Trzydzieści Trzy!

I znowu ciszej i spokojniej:

My – wiosenny siew rzucony / W polską ziemię, w żyzny muł,
Z nas wyrosną bataliony / Bohaterski stanie pułk.
My – ciśnięty pierwszy kamień / Co lawiny wznieci szał,
Siłą swej młodości złamiem / Germanizmu butny wał.

A potem  znowu refren:

Naprzód, naprzód, Pierwszy Pluton, / Niechaj szwab, niech szpicel drży,
Że nas lżono, że w twarz pluto – / Pomści Pułk Trzydzieści Trzy!

I przez moknące w deszczu zarośla popłynęła pieśń leśnych braci:

Już niedługo zakołaczem / W okiennice śpiących chat –
Matka twoja niech nie płacze, / Kiedy mundur będziesz kładł.
Już niedługo krwawe wici / Zapalimy ogniem w krąg,
Ty spod strzechy mauzer weźmiesz / Do spragnionych zemsty  rąk.
Naprzód, naprzód, Pierwszy Pluton, / Niechaj szwab, niech szpicel drży,
Że  na lżono, że w twarz pluto, / Pomści Pułk Trzydzieści Trzy! …..”

W listopadzie 1943 roku Zdzisław Wilhelmi – „Powój” – został odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami i  jako szef wywiadu wszedł do ścisłego kierownictwa łomżyńskiego Obwodu AK. W maju 1944 r. otrzymał nominację na podporucznika czasu wojny,  został odznaczony Krzyżem Walecznych,  a w listopadzie  tegoż roku – Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

 Czynnie uczestniczył w akcji „Burza”, oraz w kilku potyczkach z oddziałami wojska niemieckiego w rejonie Wizny. Razem z „Lipcem” i jego adiutantem „Majem” próbował nawiązać rozmowy z dowództwem armii sowieckiej wkraczającej na teren Obwodu Łomżyńskiego. Fiasko rozmów, próba aresztowania przez SMIERSZ uczestników tych rozmów i ostrzelanie ogniem artylerii bazy na „Kościółku” spowodowały, że rozkazem „Lipca” zgrupowanie zostało rozwiązane. „Powój” wrócił do konspiracji.

Po oficjalnym rozwiązaniu Armii Krajowej wszedł do powołanej w lutym 1945 roku AKO, gdzie pełnił swoją dotychczasową funkcję –  szefa wywiadu. Jednocześnie 15 marca tegoż roku immatrykulował się na Politechnice Warszawskiej, którą w styczniu 1945 roku otwarto w Lublinie. Jak pisze w swoich wspomnieniach, legitymacja studenta drugiego roku Wydziału Elektryczno-Mechanicznego, a także indeks z numerem 225, w którym widniały dowody zdawanych na lubelskiej uczelni egzaminów i zaliczeń ćwiczeń, uratowały go parokrotnie przed aresztowaniami podczas podróży jako szefa wywiadu.

Po kilku miesiącach funkcjonowania „Politechnika Warszawska z siedzibą w Lublinie” została zamknięta, a jej studenci w większości przenosili się na politechnikę łódzką. Dla „Powoja” była to odległość zbyt duża aby mógł godzić obowiązki szefa wywiadu na terenie ziemi łomżyńskiej  z obowiązkami studenta w Łodzi. W tej sytuacji  uzyskał zgodę przewodnika łomżyńskiej AKO na zaprzestanie działalności konspiracyjnej, swoje obowiązki przekazał następcy i rozpoczął nowe życie. Został studentem Politechniki Łódzkiej formalnie immatrykulowanym na trzeci rok Wydziału Elektrycznego.

Aby uzyskać środki na utrzymanie się w Łodzi objął asystenturę, którą zaproponował mu w swojej Katedrze Fizyki profesor Sołtan. „… I tak to – jak pisze w zakończeniu swoich wspomnień – zaczęła się moja fascynująca przygoda z fizyką jądrową…”

Dyplom magistra inżyniera elektryka obronił na Politechnice Łódzkiej jesienią 1948 roku i przyjmując kolejną propozycję  profesora Sołtana, przeniósł się do Warszawy, rozpoczynając pracę jako starszy asystent w Katedrze Atomistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Równocześnie podjął studia na Wydziale Fizyki, które ukończył w 1952 r. uzyskując tytuł magistra filozofii w zakresie fizyki.

Od tego czasu swoją dalszą karierę naukową Zdzisław Wilhelmi związał z Uniwersytetem Warszawskim. W dwa lata później obronił pracę doktorską „Przekroje czynne jąder na reakcje (n.p).”, której promotorem był profesor Andrzej Sołtan, a recenzentem profesor Henryk Niewodniczański.  W 1956 r. został mianowany na stanowisko docenta, tytuł naukowy profesora nadzwyczajnego uzyskał w roku 1962, a  zwyczajnego w 1971.

Równolegle z pracą na Wydziale Fizyki UW, od 1955 r. zaangażował się w organizację tworzonego wówczas Instytutu Badań Jądrowych, gdzie objął kierownictwo Zakładu Fizyki Jądra Atomowego, a później Zakładu Reakcji Jądrowych. W uznaniu zasług w tworzeniu Instytutu został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

W 1970 roku powołano go na stanowisko Dyrektora Wydziału w Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej w Wiedniu – instytucji o ogólnoświatowym zasięgu podlegającej Organizacji Narodów Zjednoczonych. Na tym stanowisku przepracował ponad trzy lata, odpowiadając za sprawy związane z zapewnieniem bezpiecznego rozwoju energetyki jądrowej i badań jądrowych w świecie.

Po zakończeniu misji w Wiedniu kierował Katedrą (później Zakładem) Fizyki Jądra Atomowego na Uniwersytecie Warszawskim. W roku 1991 przeszedł na emeryturę, zachowując jednak część etatu i nie tracąc kontaktu z uczelnią.

Dorobkiem profesora Wilhelmiego jest ponad trzysta publikacji w czasopismach naukowych z dziedziny fizyki jądrowej o światowym zasięgu, oraz podręcznik  „Fizyka reakcji jądrowych”, który przez długi czas był jedynym dostępnym polskim źródłem informacji na ten temat.

Był też Profesor  autorem rozlicznych referatów wygłaszanych przy okazji konferencji międzynarodowych, a także  wychowawcą nowej kadry fizyków polskich. Z około pięćdziesięciu fizyków, dla których był promotorem prac doktorskich z dziedziny fizyki jądrowej, większość doszła do tytułów profesorskich.

W okresie 1968-1988 był organizatorem i dyrektorem cieszących się znakomitą renomą corocznych międzynarodowych sympozjów naukowych znanych w świecie pod nazwą „Mazurskich Szkół Fizyki Jądrowej”. Szkoły te były dla wielu fizyków oknem na świat i miejscem kontaktów z międzynarodową społecznością fizyków.

Od 1974 roku był przez trzy kolejne kadencje prezesem Polskiego Towarzystwa Fizycznego. Przez wiele lat przewodniczył Sekcji Fizyki Jądrowej Komitetu Fizyki PAN.

Był też  członkiem lub członkiem honorowym różnych zagranicznych towarzystw naukowych. Między innymi:

Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego,
Instytutu Fizyki Wielkiej Brytanii,
Nowojorskiej Akademii Nauk,
Europejskiego Towarzystwa Fizycznego.

W 1977 roku został mianowany „korespondentem seniorem ” włoskiego instytutu „Ettore Majorana Centre for Scientific Culture”

W 2002 r. za swoją działalność naukową został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Dziesięć lat później – 29 maja 2012 r., o godz. 12:00 w Sali Senatu Pałacu Kazimierzowskiego (Warszawa, Krakowskie Przedmieście 26/28) odbyła się uroczystość odnowienia doktoratu profesora Zdzisława Wilhelmiego.

Rektor Uniwersytetu Warszawskiego, profesor Katarzyna Chałasińska-Macukow
wręcza dyplom odnowienia doktoratu profesorowi Zdzisławowi Wilhelmiemu.

Działał też Profesor w środowisku byłych żołnierzy Armii Krajowej. Jako członek Światowego Związku Żołnierzy AK, pełnił funkcję prezesa środowiskowego Koła Żołnierzy AK Okręgu Białystok w Warszawie, które zbierało się systematycznie w gmachu Instytutu Fizyki  UW przy ul Hożej w sali obok gabinetu Profesora.

W latach 1990 – 1993 był członkiem Prezydium Zarządu Głównego Związku  Żołnierzy AK, w którym  kierował Komisją ds. Edukacji i Młodzieży oraz Zespołem Inicjatyw Obywatelskich. Od  1996 do 1999 roku był członkiem Rady Naczelnej Związku Żołnierzy AK.

Za działalność w Armii Krajowej Prezydent RP odznaczył Go w 1991 roku Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w roku 2004 od Rady Naczelnej Związku Żołnierzy AK otrzymał Złotą Odznakę Zasługi.

Odprowadzony przez bliskich, przyjaciół, kolegów, liczne grono byłych uczniów i  współpracowników, a także przybyłą z Łomży delegację Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej, którego był wieloletnim członkiem, wybitny uczony, nestor polskiej fizyki jądrowej, Profesor  Zdzisław Wilhelmi „Powój” – bohaterski syn ziemi łomżyńskiej, spoczął w grobie rodzinnym na Starych Powązkach  (kwatera 193.2.1)

JS

Źródła

Zdzisław Wilhelmi „Marsz na azymut” – Ziemia Łomżyńska Nr 7 – Łomża 2003

Wikipedia – l.wikipedia.org/wiki/Zdzisław_Wilhelmi

Odnowienie doktoratu prof. Zdzisława Wilhelmiego – http://uw.edu.pl/wydarzenia/2012/wilhelmi.html

Prof. dr hab. Reinhard Kulessa,  Instytut Fizyki im Mariana Smoluchowskiego, Uniwersytet Jagielloński – „ Recenzja dorobku prof. dr hab. Zdzisława Wilhelmiego kandydata Rady Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego do odnowienia doktoratu”. Kraków, 5 listopada 2011 roku

Nekrologi

1745 Ogólnie 1 Dziś
  
 

1 Komantarz

  1. 10 sierpnia 2016  20:36 przez Christo Odpowiedz

    Wspaniały człowiek i jego żyjący uczeń mego przyjaciela
    Uczestniczyłem na jego pogrzebie

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Bolesław Mościcki

Bolesław Euzebiusz Mościcki urodził się w Wysokiem Mazowieckiem w r. 1882. Tam też spędził swe dzieciństwo i pobrał, pierwsze nauki. Następnie uczęszczał do rosyjskiego gimnazjum[...]