33 Pułk Piechoty – III

WALKI 33-GO PUŁKU PIECHOTY POD DUNIŁOWICZAMI I GŁĘBOKIEM

Dnia 3 czerwca 1920 roku 33-i. pułk piechoty pozostawał w odwodzie do godziny 15 w Łuczaju; na żądanie XVI brygady piechoty ruszył pospiesznym marszem do Duniłowicz, gdzie właśnie załamał się atak 36-go. pułku piechoty, ponosząc ciężkie straty od] własnej artylerji. Nazajutrz dinia 4 czerwca 33-i pułk piechoty o świcie błyskawicznym atakiem na wieś Świdno, po swietnem przygotowaniu ogniowem 8-go pułku artylerji polowej, przełamuje front świeżo przybyłej 12-ej dywizji sowieckiej. II bataljon po przejściu linji Świdno napotyka skoncentrowanie dwa puki sowiieckie, które brawurowym atakiem na bagnety rozgramia i zmusza do panicznej ucieczki. Na pobojowisku przeciwnik zostawia 70 trupow. W dalszym pościgu 8-a kompanja brawurowem uderzeniem rozproszyła 105 pułk sowiecki, przyczem pochwycono meldunek brygady sowieckiej, stwierdzający rozbicie 12-ej dywizji sowieckiej. Tymczasem 7-a kompanja gromi silniejszy oddział nieprzyjacielski, zabierając mu tabor. W natarciu na Świdno szczególnie wybitnie zasługi położyli porucznik Bursa, dowódlca III batałljonu, kapitan Minkowski, dowódca II bataljonu, kapitan Hryniewiecki), dowódca I bataljonu, jak również podporucznicy Biały, Węgliński’, Lewandowski, Wawryk, Tabaczyński i Pałucki, piluitonowy Kotowski z 5-ej kompanji, szeregowiec Popek i szary bohaterski tłum bezimiennych szeregowych. W tymże samym dniu 33-i pułk piechoty ponownie udzielił pomocy 36-mu pułkowi piechoty, mianowicie — ruchem flankowym dopomogli do rozgromienia nieprzyjaciela pod Bilewiczami, skąd następniego dnia wyruszył pułk dwiema kolumnami na Głębokie. Nieprzyjaciel bronił Głębokiego zażarcie. Pozycje Rosjan składały się z trzech pozycji obronnych, odratowanych i obsadzonych przez świeżo przybyłą brygadę sowiecką. Mimo rozpaczliwej obrony nieprzyjacielskiej, III bataliom brawurowym atakiem zdobydwa pozycję po pozycji. Podporucznik Tabaczyński pierwszy wkracza do miasta, zdobywając sześć karabinów maszynowych, z kilku zaś zagarniętych „maszynek” natychmiast kieruje ogień na uciekającego przeciwnika. Oprócz kompanji 9-ej pódl G/łębokiem okryły się nową sławą bojową 10-a i 11-a kompanje. Z podoficerów świetnie wyróżnili się sierżant Wróbel i plutonowy Mocarski. Kompanje 10-a i 12-a dotarły wówczas do wisi Zaborze, gdzie spędziły próbującego się okopać się nieprzyjaciela i zmusiły go dlo dalszego odwrotu.

Dnia 6 czerwca 33-i pułk piechoty z 2-ą baterją 8-go pułku artylerji polowej pod dowództwem kapitana Sawickiego posuwa się wzdłuż traktu Głębokie — Plissa, celem zdobycia Plissy. I bataljon pod dowództwem kapitana Hryniewieckiego po odrzuceniu nieprzyjaciela z Zaborza, w ciągłej walce pod silnym ogniem artylerji nieprzyjacielskiej zmierza w kierunku na Plissę. Przeciwnik, korzystając z opóźnienia 11-ej dywizji piechoty (na prawo od 33-go pułku piechoty) wrzyna się klinem między 33-i pułk piechoty i 11-ą dywizję piechoty. W celu zlikwidowania tego wdarcia kapitan Sawicki wysłał II batałjon i 10-ą kompanje pułku, które po ciężkich walkach w lesie pod Plissą zmusiły nieprzyjaciela do odwrotu. Jednocześnie następuje atak frontowy 1 bataljonu. wzmocnionego po zlikwidowaniu niebezpiecznego klina dwiema kompanjami II bataljonu i 10-ej kompanji. Mimo niezwykle zaciętego oporu 4-ej dywizji sowieckiej i morderczego ognia artylerji rosyjskiej, Plissa została Zdobyta o 18 godzinie. Oddziały pościgowe przedostały się przez płonący most i przeszkodziły koncentracji nieprzyjaciela. Również 10-a kompanja wraz z plutonem 11-ej kompanji zdążyła dotrzeć nocą do folwarku Szepietewo nad rzeką Mniutą itam rozgromić większy oddział nieprzyjacielski.

Dnia 8 czerwca 1920 roku 33-i pułk piechoty został zaalarmowany i znowu ruszył w pomoc. 36-mu pułkowi piechoty, jako bezpośredni odwód Pułk osiąga w tym dniu zaledwie lasek za Plissą na wschód od Prudziszcz Nazajutrz dnia 9 czerwca, celem zmuszenia nieprzyjaciela, stawiającego silny opór 36-mu pułkowi piechoty, kapitan Sawicki rzuca 11-ą i 12-ą kompanje pod dowództwem podporucznika Frydrycha do flankowej dywersji wzidlłuż toru kolejowego. Tu napotkano silnie okopanego nieprzyjaciela. Po krótkiej lecz zaciętej walce nieprzyjaciel, zostawiwszy na placu kilkunastu zabitych, rzucił się do ucieczki. W dalszem posuwaniu się podporucznik Frydrych natknął się ponownie na niezwykle zacięty opór przeciwnika pod wsią Borowe. Pomimo bardzo niedogodnych warunkowi terenowych, podporucznik Frydrych zdecydowanym atakiem na bagnety wyparł nieprzyjaciela, zadając, mu dotkliwe straty. Wówczas jednak komipanja podporucznika Frydrycha poniosła straty — 5 zabitych i 11 ciężko rannych.. Walka pod wsią Borowe była ostatnim zwycięskim akordem polskiej ofensywy czerwcowej, w której 35-i pułk piechoty zapisał chlubnie swoją kartę bojową.

Ogólna zdobycz w ofensywie czerwcowej wynosiła: 790 jeńców, 37 karabinów maszynowych, 60 koni kawaleryjskich, 70 woozów taborowych, 7 wagonów żywności, 40 aparatów telefonicznych i mnóstwo sprzętu wojennego.

Dowódca armji rezerwowej, generał Sosnkowski, za gorący zapał żołnierzy, za pogardę śmierci i brawurę wojenną wyraził w imieniu służby 33-mu pułkowi piechoty zaszczytną podziękę i pochwałę. .

GENERALNA OFENSYWA ROSJAN

BREGUCZE — JELNIA

W dniu 4 lipca 1920 roku, to jest w pamiętnym dniu, kiedy nastąpiło .generalne uderzenie Tuchaczewskiego, 33-i pułk piechoty jako grupa północna „Dźwina” zajmował pozycję: III bataljon — Sawiczynki — Dregucze, II bataljon — Halino do Sawczynki włącznie (I bataljon — w odwodzie). O godzinie 3 dnia 4 lipca nieprzyjaciel otworzył huraganowy ogień z ciężkich i lekkich bateryj na odcinek 33-go pułku piechoty. Po raz pierwszy na froncie polsko-rosyjskim artylerja nieprzyjacielska osiągnęła taką potęgę ogniową, iż zniszczyła doszczętnie polskie słabe zasieki i okopy i zerwała całą sieć łączności. Ogień trwał blisko godzinę. Pozycje stanęły w dymie i. kurzu tak, iż nie można było na kilka kroków nic rozeznać. Nieprzyjaciel był pewny, że nie napotka już oporu. Ruszył więc zwartą masą do potężnego natarcia, kierując, gros sił na odcinek III bataljonu. Po morderczej walce, trwającej blisko godzinę, nieprzyjaciel poniósłszy ciężkie straty, zdołał opanować zniszczone okopy, skąd posuwał się na Kleamin. Ziejąc nieustannym ogniem artylerji, wróg parł na ustępujące polskie oddziały. Również II bataljon musiał wycofać się z odcinka Hulki — Halino pod potężnym naporem wroga. Wtedy dowódca 33-go pułku piechoty, kapitan Hryniewiecki, rzucił pierwszy bataljon odwodowy wraz z rozbitkami III bataljon u do kontrataku ze stanowiska wyjściowego Peresławka — Morozy. zaś II bataljon w kierunku utraconego odcinka.

Przeciwuderzenie 33-go, pułku piechoty wraz z III bataljonem 155-go pułku piechoty było wykonane z taką furją, że przeciwnik dwadzieściakroć liczniejszy zdumiał się, zachwiał i cofnął. Był to jeden z najpiękniejszych widoków brawury polskiej, kiedy dowódcy bataJjonów jak porucznik Bursa, podporucznik Frydrych, dowódcy komipanij — podporucznicy Latour, Tabaczyński, Goldman i Szymański — ruszyli konno pod gradem kul na czele swych oddziałów do przeciwnatarcia. Był to ogólny wyścig poświęcenia, zapału i pogardy śmierci. Żołnierze nasi jak stado zgłodniałych wałków rzucali się na przeciwnika, rozbijając wniwecz jego silne oddziały.

Podporucznik Frydrych po zażartej walce osiągnąjł poprzednio utracomą pozycję, zabrawszy nieprzyjacielowi 2 karabiny maszynowe i 50 jeńców; podporucznik Szymański na czele 1-ej komjpanji, rywalizując z nim, puścił się na koniu za ustępującym przeciwnikiem. Kilka już głów żołnierzy rosyjskich strzaskał karabineniu kręcąc nim wściekłego młynka, w końcu jednak otoczono go; zdradliwa kula wroga ugodziła go z tyłu — padł syi chwały pód Dreguczą, gdzie wyzionął ducha. Podporucznik Frydrych, jadąc na karkach strwożonych Rosjan, minął w zapale dawne okopy i znalazł się zewsząd otoczony. W tym groźnym momencie granat nieprzyjacielski oddał mu zbawczą przysługę, wybuchając tuż przed jego kasztainkiem. Pocisk rozrywając się odrzucił podporucznika Frydrycha kilka kroków w bok, kładąc jednocześnie trupetm 11 żołnierzy nieprzyjacielskich, zażarcie nań nacierających. W morderczym boju bataljon 155-go pułku piechoty został prawie doszczętnie zniesiony: żołnierze tego pułku wałczyli jak lwy z największem poświęceniem. Również 33-ci pułk piechoty poniósł ciężkie straty. Nieustanne kontrataki trwały do 16 godziny. Pułk zdziesiątkowany, wyczerpany, nie ustąpilł pola. Za każde natarcte płacił krwawym odwetem: zepchnięty z jednego stanowiska, atakował drugie. Nie było już linji, pozycji, frontu, broniono się ze wszystkich stron, ustępując na drugą pozycję od bagien Jelnia na Morozy — Nowe Kruki. Cały ten szlak pokryły gęsto trupy nieprzyjacielskie i własnych żołnierzy. Piechota rosyjska ciągle zasilana i w ogromnej przewadze liczebnej, ani razu nie wstrzymała kontrataku pułku, — zwłaszcza gdy ruszano do walki wręcz. Do 16 godziny pułk szedll 17 razy do przeciwnatarcia, a za każdym razem nieprzyjaciel ustępował. Dopiero gdy kawalerja nieprzyjacielska zaszła na tyły Polaków, nakazano odwrót. Bataljony I i III cofały się na Brasław pod nieustannymi naporem kawalerji, II bataljon cofnął się na Mory również pod naciskiem konnicy.

Dnia 7 lipca 1920 roku I i III bataljony stoczyły pod Widzami zażantą walkę z kawalerją w najfatalniejszycli warunkach. Mianowicie, z powodu braku amunicji postanowiono na wniosek porucznika Bursy i podporucznika Frydrycha dopuścić ka-walerję jak najbliżej, ażeby ani jednego strzału nie zmarnować i następnie odl zabitych jeźdźców odebrać amunicję do dalszej obrony. Plan się powiódł. O świcie wyłonił się silny patrol kawalerji z poza jeziora. Na okopie stanął podporucznik Goldman ze szczątkami swej 11-ej kompanji, dając do zrozumienia, że chce się poddać, reszta kompani j ukryta w okopach poniemieckich obserwowała przeciwnika. Patrol nieprzyjacielski zamiast się przekonać o sytuacji, zaczekał aż się doń zbliży większy oddział i ten uwiadomiony ruszył na śmiałego w kierunku 11-ej kompan ji. Gdy zbliżył się już na odległość 50 kroków, nastąpiła katastrofa łatwowiernego oddziału wroga. Zaledwie kilku Rosjan zdołało się uratować.

Śmiałym czynem zdobyto, nietyko amunicję, ale również 25 koni.

Po tymi wypadku kawalerja sowiecka przestała już być straszną dla polskich żołnierzy. Do dnia 10 lipca stracono styczność z nieprzyjacielem. Cofając się dalej na Nowo-święciany, Wilno, Grodno i Białystok, pułk staczał ciągłe utarczki. II batalljon w składzie XV brygady piechoty 13-go i 21-go pułklów piechoty, idąc jako straż tylna 8-ej dywizji piechoty również cofał się w ciągłych walkach na Komaje, Szarkowszczyznę, Koziany. Michaliszki. Oszmianię. Lidię, Skidel, Indurę.

Pod Indurą podporucznik Walasek na. czele 6-ej kompanji rozbił silny oddział nieprzyjacielski, wziąwszy karabin maszynowy i 20 jeńców. Koncentracja 33-go pullku piechoty nastąpiła dnia 27 lipca w Ciasem. Wówczas nad rzeką Supraśl pod wsią Wasilków podporucznik Stanisław Podolski na czele 8-ej kompanji odparł zwycięsko kilkakrotnie ataki przeciwnika, podczas których ugodzony kulą w pierś, poległ śmiercią bohaterów. Dnia 1 sierpnia pod wsią Zochami podporucznik Frydrych, prowadząc bataljon do „kontrataku padł ranny, lecz mimo upływu krwi dowodził bataljonem aż do ukończenia nakazanego działania. Tegoż dnia podporucznik Adam Tutkay świetnym manewrem z dwiema kompanjami zajął wieś Wyszonki Kościelne, zadając prżytem nieprzyjacielowi dotkliwe straty i biorąc kilkudziesięciu jeńców. W dalszym pościgu za nieprzyjacielem podporucznik Tutkay został śmiertelnie ugodzony kulą w głowę.

MAŁKIN – KAŃKOWO NAD BUGIEM

Na przedmościu Małkiń — Kańkowo 33-i pułk w składzie 8-ej dywizji piechoty, stawiał przez trzy dni zacięty opór, zyskując podczas wypadu na tyłach przeciwnika 2 karabiny maszynowe i 30 jeńców. Dnia 5 sierpnia III batatjon odparł na przedościu pięć silnych ataków wroga, po których odparciu 10-a kompanja pod dowództwem podporucznika Latoura i 12-a pod dowództwem podjporucznika Ciapki samorzutnie ruszyły do kontrataku, rozlbijając silny oddział nieprzyjacielski i przyprowadzając 36 jeńców. Nieprzyjaciel dzięki męstwu wspomnianych kompanji zaniechał tej nocy dalszego natarcia, maskując tylko atak okrzykami i zasypując polskie pozycje ogniem karabinowym i artyleryjskim. Na przedfmościu świetnie współdziałała nasza pancerka.

WALKI BATALJONU ZAPASOWEGO 55-GO PUŁKU PIECHOTY.

POD ŁOMŻĄ

Odwrót polskiego wojska z nad Dźwiny i Berezyny w lipcu 1920 roku zagroził obszarowi łomżyńskiemu inwazją. Sparaliżowało to zaciąg ochotników. Dowództwo Okręgu Warszawskiego nie nakazało na cza-s, ewakuacji bataljonu zapasowego 35-go pułku piechoty. Dopiero w ostatniej chwili, gdy już patrole nieprzyjacielskie dochodziły do Jedwabna, dowódca bataljonu zapasowego, kapitan Marjan Raganowic, zdołał ostatnim pociągiem odesłać z Łomży przeszło 2000 rekrutów, 2000 uzdrowieńców i majątek skarbowy, bataljon zaś zapasowy zreorganizował na bataljon bojowy w sile 600 bagnetów, 6 karabinami maszynowemu Tą siłą obsadził forty Nr.Nr. 1, 2 i 3. Dnia 29 lipca o godzinie 23 oddział kawalerji nieprzyjacielskiej w sile trzech szwadronów z samochodem pancernym natarł wzdihiź szosy Jedwabne—Łomża pomiędzy forty Nr.Nr. 1 i 2, Jednakże ogień karabinów maszynowych i piechoty wyparł go z dużemi dlań stratami. Ludność cywilna, zwłaszcza młodzież szkól średnich, z całym zapałem dopomagała wojsku w obronie. Z pań łomżyńskich sizczególnie spieszyły z pomocą żołnierzom podczas walki pani Zofja Wnoroska, ś. p. Jadwiga Szczęsna, pani Cecylja Ostrowska, pani Felicja Suchorzewska, pani Wanda Jakubowska i wiele innych. Podczas już; toczących się walk pod Łomżą, kapitan Raganowicz nawiązał łączność ze sztabem generalnym i otrzymał rozkaz: „bronić Łomży kosztem choćby największych ofiar”. Dnia 30 lipca nadciągnęła na odcinek łomżyński grupa pułkownika Koppy z ‚Osowca. Była ona mocno nadwyrężona, niemniej jednak obrona Łoimży znacznie się wzmocniła, oraz zyskała artylerję. W tym dniu nieprzyjaciel rozpoczął gwałtownie ostrzeliwać najpierw forty, potem miasto. Dnia następnego ogień artyleryjski przeciwnika wzmógł się jeszcze bardziej, jednocześnie nieprzyjaciel ruszył masami do natarcia, został jednak krwawo odlparty. Odcinek łomżyński trzymał się dobrze, — nawet w gruipie kapitana Raganowieza poczęto myśleć o wypadzie. I rzeczywiście na wypad wybrali się porucznik Kaczyński i podpruczniik Wallich w głąb przedpola w kierunku na Drozdowo.. Nocą 31 lipca natknięto się na silny oddział nieprzyjacielski, który rozprószono.

Najcięższe walki stoczonopod Łomżą 31 lipca. Nieprzyjaciel trzykrotnie ponawiał zacięte ataki, poiprzedzając każde uderzenie silnym ogniem artyleryjskim. Katastrofa jednak zbliżała się szybko. Chociaż Łomża broniła się skutecznie, skrzydła jednak prawie nieubezpieczone, stały otworem dla przeciwnika. Gdy nieprzyjaciel dnia 1 lipca został krwawo odparty, Rosjanie zaniechali frontowego ataku, natomiast manewrem flankowym przeszli Narew; pod Nowogrodem. Tu mocno stawił mu czoło szwadron straży granicznej, lecz w końcu musiał ulec przemocy, wycofawszy się na granicę pruską, gdzie musiał broń złożyć. Nieprzyjaciel posuwał się teraz swobodnie na Łomżę. W tymże dniu powiódł się przeciwnikowi manewr na Pniewo. Dzięki bowiem posusze, jaka wówczas panowała, przeszedł on bez trudu Narew. Dzielni obrońcy Łormiży na rozkaz generała Baranowskiego, który dnia 1 sierpnia objął dowództwo na odcinku Łomża — Nowogród; musieli nad ranem 2 sierpnia opuścić Łomżę. W walkach pod. Łomżą, oprócz inicjatora obrony kapitana Raganowicza z 33-go pułku, wyróżnili się wybitnie porucznik Kaczyński, podporucznik Wallich. podchorąży Żywiato\vski. sierżant Wróbel, sierżant Kogut i kapitan lekarzi dr. Mieczysław Czarniecki, który z największem poświęceniem śpieszył rannym z pomocą.

Straty bataljonu zapasowego 33~go pułku piechoty pod Łomżą wy nosiły w zabitych i rannych 120 szeregowych.

BÓJ NA PRZEDMOŚCIU STOLICY POD OSOWEM.

Po siedmiotygodniowych marszach odwrotowych z nad Dźwiny. wśród ciągłych i ciężkich walk, żołnierze 33-go pułku, piechoty obdarci, bez butów, wyczerpani fizycznie i moralnie, dnia 12 sierpnia 1920 roku stanęli w Osowie. jako odwód XV bry­gady piechoty, .która zajęła odcinek od wzgórza 116 do wsi Leśniakowizny (wyłącznie). Pozycja ta była słabo umocniona, zasieki druciane umieszczone tuż przed’ rowami teren nieprzejrzysty, bo prawie samej pozycji dochodził las, przecięty drogami, któremi nieprzyjaciel mógł podejść. Mimo wszystko zdawano sobie sprawę z ważności chwili. W przededniu walki pod Osowem dowódca 33-go pułku piechoty, podpułkownik Jerzy Sawicki wydał następujący rozkaz dzienny:

Żołnierze! Nadeszła chwila, w której, musicie się zdobyć na zwycięstwo. Bitwa, stoczona u bram stolicy, ma zadecydować o losach. Ojczyzny naszej. Bagnetem waszym musicie zdobyć dla niej triumf, musicie odeprzeć groźnego najeźdźcę. Niech was nie zastrasza liczebna przewaga wroga, nam śpieszy z pomocą Warszawa, jesteśmy na własnej ziemi. (Musicie zdwoić męstwo wasze i moc waszą i pokazać światu, żeśmy narodem wielkim i zdolnym do wielkich, czynów. Wierzę, że spełnicie swój obowiązek, tego żąda od Was Polska. Naczelnv Wódz i historja”.

Dnia 13 sierpnia o świcie na całym froncie I-ej armji, broniącej Warszawy, zawrzał bój przy niemilknącym wtórze dział. O godzinie 11 minut 30 dowódca pułku wysłał III bataljon 33-go pułku piechoty na pozycje I bataljonu 36-go pułku piechoty, który pod naporem przeciwnika ustępował. Podporucznik Zdrojewski ruszył z rozmachem do kontrataku, wyrzucając bagnetem nieprzyjaciela ze stanowisk na wschód od Leśniakowizny.

Pierwszy dopadł z furją do przeciwnika dzielny sierżant Walczak, szerząc spustoszenie w szeregach nieprzyjacielskich. Jednocześnie I bataljon 33-go pułku piechoty zdołał odzyskać pozycję utraconą przez kompanje IV bataljonu 47-go pułku piechoty. Następnie I i III batałony 33-go pułku odparły z krwawemi stratami dwa ataki nieprzyjaciela. Dnia 14 sierpnia o 4 godzinie 36-y pułk piechoty przybył celem zluzowania na odcinku I bataljonu 33-go pułku. Podczas tego luzowania nieprzyjaciel wielkiemi siłami natarł gwałtownie na 36-y pułk piechoty i na I bataljon 33-go pułku piechoty, zachodząc mu na tyły. 36-y pułk po krótkim oporze począł się cofać. Wtedy dowódca I bataljonu 33-go pułku, porucznik Świątkowski, rzucił jedną kompanje do przeciwnatarcia, idąc sam na jej czele i mimo ciężkiej rany, jaką otrzymał, dowodził w dalszym ciągu bataljonem. Nieprzyjaciel, wykorzystując lukę, jaka powstała przez cofniecie się 36-go pułku piechoty, posunął się naprzód, wdzierając się na tyły III bataljonu 33-go pułku. Bataljon znalazł się w największem niebezpieczeństwie; w rozpaczliwej walce na białą broń zdołał wycofać się, mocno skrwawiony. Nieprzyjaciel, wspierając swój ruch morderczym ogniem karabinów maszynowych, wprowadzał ciągle świeże oddziały i parł naprzód szeroko rozwiniętą ławą, aż zajął wschodnią część Osowa, gdzie się usadowił z kilku karabinami maszynowemi, ziejąc ogniem na drogę i wieś, zapchaną taborami i ochotnikami. Wróg wywoływ.ał wśród tych oddziałów, zamieszanie.

Z III bataljonem pozostało tylko 35 żołnierzy, którzy przyłączyli się w Osowie do pułku, nie tracąc ani na chwilę z wrogiem styczności. W tym czasie dowódca pułku rzuca do przeciwnatarcia II bataljon pod dowództwem podporucznika Michałowskiego z zadaniem uderzenia na lewe skrzydło nieprzyjacielskie i nawiązania łączności z I bataljonem. Mimo szalonego ognia nieprzyjacielskiego i wycofania :się oddziałów XVI brygady piechoty, z któremi wycofały się również oddziały ochotnicze, II bataljon z największą brawurą uderzył na nieprzyjaciela. Jednocześnie podpułkownik Sawicki wraz z adjutantem, podporucznikiem Łukasikiem, powstrzymywali z największym trudem od-działy ochotnicze i zawracali w stronę wroga. Szlachetny staruszek, ochotnik, major Dobrowolski, w największym ognru organizował ochotnicze oddziały i kierował ich ogniem. Podpułkownik Sawicki stanął na drodze Osowskiej, wystawiając się na morderczy ogień karabinów maszynowych i dając przykład spokoju i pogardy śmierci. Na jego widok gromady ochotników przystawały zdumione i zanim jeszcze padł rozkaz, poczęły same zawracać w stronę nieprzyjaciela. Podpułkownik Sawicki. wskazując ręką na nadbiegające oddziały nieprzyjaciela, krzyknął rozkazującym głosem: „Tu nam zmyciężyć lub zginąć”, poczem z adjutantem, podporucznikiem) Łukasikiem, biegiem ruszył ku wrogowi, pociągając tern do przeciwnatarcia cofające się poprzednio oddziały ochotnicze. Żołnierzom 33-go pułku, walczącym na oczach ukochanego dowódcy, rosły serca, dwoiła się energja. Hasło rzucon/e, „zginąć lub zwyciężyć”, przebiegło z szybkością błyskawicy od kompanji do kompanji. dotarło do wszystkich oddziałów. Żołnierze, niepomni na padających towarzyszów, szli nieustępliwie naprzód, i ostatkiem sił pragnęli „pokonać wszelkie przeszkody, nie bacząc na zacięty opór wroga. Podpułkownik Saw.icki ogarniał wzrokiem całe tyraljery, pokręcone niby potworny wąż i tam, gdzie słabła moc żołnierza wysyłał posiłki lub śpieszył w zagrożone miejsce osobiście.

U ‚wylotu wsi Osów kapral Śliwiński, zaczaiwszy się za ścianą domu, napadł na obsługę karabinu maszynowego, kładąc ją trupem; komuniście, który przystawił mu rewolwer do czoła, potężnem uderzeniem koliby złamał rękę, potem zarzuciwszy go na plecy, umiósł wraz z karabinem maszynowym do swoich.

W chwili, kiedy zwycięstwo, okupione największym trudem, poczęło się chwiać, przybył z południa do pomocy III bataljon 33-go pułku piechoty, uderzając w południowo-wschodnim kierunku od Osowa na nieprzyjaciela z flanki. Ten manewr, świetnie przeprowadzony, zadecydował wreszcie o zwycięstwie, nieprzyjaciel bowiem tak był pewny zwycięstwa, że nie ubezpieczył swojego skrzydła. Z nową otuchą, pomimo że bardzo przetrzebione, nasze bataljony uderzyły na wroga z lewego skrzydła i frontu. Nieprzyjaciel załamał się i zostawiwszy masę trupów, począł się cofać na całej linji. W dniu 14 sierpnia, 33-i pułk piechoty złożył największe dowody męstwa, które okupił ciężkiemi ofiarami. Po złamaniu przeciwnika pułk wyparł wroga daleko za pozycję; nie rozporządzając jednak w danej chwili kawalerją, nie mógł w zupełności wykorzystać odniesionego zwycięstwa. W boju pod Osowem polegli oficerowie 33-go pułku: podporucznik Michałowski i trzej porucznicy oddziałów ochotniczych. Rany odnieśli: porucznik Świątkowski, podporucznicy Biały, Pałucki, Węgliński. Miklaszewski i Marek: padło zaś 250 szeregowych zabitych i rannych. Następny dzień 15 sierpnia przeszedł spokojnie. Pułk w tym dniu zasilono ochotnikami. Dnia 17 sierpnia dwa bataljony 33-go pułku piechoty pod dowództwem pułkownika Prochaski rozpoczęły udany manewr na Majdan i Renczaje Polskie i Niemieckie, w związku z uderzeniem 14-ej dywizji piechoty, lewoskrzydłowej grupy manewrowej z nad Wieprza, którą prowadził osobiście Naczelny Wódz, Marszałek Józef Pił­sudski, do rozstrzygającego natarcia. Manewr ten ;był szczęśli­wym początkiem zwycięskiej ofensywy sierpniowej, w której do niedawna jeszcze zwycięska armja czerwona znalazła swój grób.

Uwaga. Pisownia oryginalna

C.D.N.

Przetworzył i opublikował w wersji multimedialnej na Serwisie Zespół Redakcyjny: Mariusz Patalan, Henryk Sierzputowski, Jerzy Smurzyński na podstawie:

ZARYS HISTORII WOJENNEJ PUŁKÓW POLSKICH
1918-1920

33 Pułk Piechoty

Opracował z polecenia Wojskowego Biura Historycznego – porucznik Józef Ciapka.
Udostępnionej przez Wielkopolską Bibliotekę Cyfrową

http://www.wbc.poznan.pl


 

2213 Ogólnie 2 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Avatar