A kiedyś miałem sen… – Tomik poezji Zenona Faszyńskiego …16

Tylko wtedy

Aby żyć, musisz pić, jeść, oddychać, spać…
ale aby Żyć i nie umrzeć, to zdecydowanie za mało.
Dlatego trzeba ci, aby twoje myśli, słowa, czyny
miały nieśmiertelne Źródło.

Abyś czerpał każdego dnia z tegoż Źródła Wody Żywej
kropla po kropli Prawdę i Miłość, Miłość i Prawdę.
Prawdy ogień nie strawi, Miłości nie zatopią rzeki;
Prawda nie umiera, Miłość jest wieczna.

I tylko wtedy będziesz Żył,
gdy w imię tejże Prawdy i Miłości
oddasz życie i to już za życia.
Aby w imię tej samej Prawdy i Miłości

otrzymać Życie i to jeszcze za życia,
a w przyszłości odziedziczyć Życie Wieczne,
pomimo że musisz obumrzeć.
Tylko wtedy!!!

 

W zasięgu myszki

Amulet na szyi, kolczyk w pępku,
łańcuszek na nodze, komórka przy pasku,
komputer na biurku podłączony
do pajęczyny świata z tysiącem wabików w zasięgu kliknięcia,

gdzie niemiłosierne pająki kuszą, przyciągają, zachęcają.
Ponoć dają wszystko, co trendy, co ważne…
A ty dajesz się temu kupić i ogłupić.
Chwytasz, połykasz przynętę po przynęcie,

a mimo to płaczesz, szlochasz,
czujesz niedosyt, pustkę.
Czy wiesz dlaczego?
Bo on daje ci tylko to, co na topie, co ważne,

a brak ci tego, co najważniejsze:
Wiary, Nadziei, Miłości!!!
Nie pozwól byle jak przeklikać sobie życie.

 

Wielka cisza

żyję nie po to aby jeść
jem aby ciało żyło duch poznawał
i przez dociekanie
wiem już

-Bóg stał się człowiekiem
abym ja żył z Bogiem i Bogiem
dlatego szukam Go
w naturze
w człowieku
w smutkach radościach
a to co posiadam
jest nie po to aby mieć
ale aby On uwiódł mnie
a ja pozwoloił Jemu uwieść się

I szukam Go
i pragnę z całego serca
bo nie ma szczęścia bez Źródła szczęścia
bo nie ma sensu bez źródła sensu
bo nie ma ani szczęścia ani sensu
Bez Źródła
Którym jest LOGOS

 

Szczyty

z radością krok za krokiem
wędruj każdego dnia
na Synaj Górę Oliwną
aż po Golgotę
– dlaczego Synaj
– abyś przypomniał sobie
mojżeszową receptę na życie
ale jak już pytasz
to powiem zanim usłyszysz kolejną odpowiedź
– człowieka poznaje się
nie po tym kim jest
czy co posiada
ale jak pyta jak szuka
wiedz i to
że warto zdobyć i też Tabor
bo to umocni cię
przed wspinaczką na inne szczyty
a będzie i Ogrójec i Golgota
skoro Mistrz mówi
kto idzie za Mną a nie bierze swego krzyża
to niech już dzś da sobie spokój
tylko nie smuć się nie lękaj

bo przed tobą
i wielkanocny poranek i wniebowstąpienie
i posłanie Pocieszyciela
abyś uwierzył i zawierzył nadziei
oko nie widziało ucho nie słyszało
rozum nie zdoła pojąć
żyjmy więc w teraźniejszości

Prawdą szczytów a wtedy
czy to śmierć czy przyszłość
nie będzie lękiem
będzie piękna
przez wiarę już jest piękna.

 

Cierpienie

Stało się to,
Czego nie chciałem.
Stało się to,
Czego nie życzyłbym wrogowi
Stało się to.
czego do końca zgłębić nie potrafię.
A jednak:
Wypełnia się to,
O czym marzyłem.
Wypełnia się to.
Czego szukałem.
Wypełnia się to,
Czego pragnie człowiek.
Powiesz, że dziwne.
A ja jestem szczęśliwy.

W wierszu tym ukazuje wcale nie mały fragment życia z 30 lat, od chwili wypadku.

 

Tetraplegia

Biały sufit, biała pościel,
śnieżnobiały kitel siostry Oli.
— Jak to się stało? — usłyszałem z oddali.
— A co się stało, gdzie ja jestem?
Pamiętam, że padał gęsty śnieg,
pierwszy tej zimy.
Nie dawał wytchnienia wycieraczkom.
Na łuku koła nie posłuchały kierowcy i to wszystko?
Aha — jeszcze ból w krzyżu.
A co ty wiesz o Krzyżu — zapytała siostra.
Nic — odpowiedziałem.
Ola, — dlaczego nie mogę leżeć na poduszce?
Dlaczego nie czuję ciepła, zimna, dotyku?
Dlaczego nie ruszam rękami, nogami?
—, Dlaczego płaczesz? Przerwała moje, dlaczego,
kradnąc łzy z moich i swoich policzków
w błękitną, pachnącą jak płatki róży chusteczkę.
— Czy wyjdę z tego? — szepnąłem.
Nie usłyszała, nie chciała usłyszeć.
Odeszła w stronę kaplicy:
Chryste! Ty odpowiedz.
Idź i porozmawiaj z nim o Krzyżu.
Ja nie potrafię —jestem tylko Weroniką.
Pójdę poszukać Szymona, będzie lżej.

 

Miłości pragnę

Spodnie, koszula, wieczne buty,
Żółte szelki, pampers dla dorosłych.
Ubrane sparaliżowane ciało
W silnych rękach brata.
Czułe, kochające ręce matki
Z grzebieniem i zapachem mężczyzny w sztyfcie.
Czerwony spacerowy wózek
Z inwalidzkim rodowodem przygotowany do drogi.
Znajomy obiecał — nie przyszedł.
Siostrzenica umówiona na aerobic.
jeden telefon nie odpowiada.
Kleryk kierowca na wyciszeniu.
Wybieram drugi numer — Alleluja!
Pozdrawia automat — ksiądz nieobecny.
Godzina zero wybija
Zegar jak sędzia wylicza do dziesięciu.
Choćby ojciec i matka o tobie zapomnieli,
Ja o tobie nie zapomnę.
Dziwne, ból dodaje siły.
Uczeń nie jest nad Mistrza.
Dziś mówię pas — aby jutro
Po raz kolejny pozwolić się ubrać, wziąć na ręce
I dla Niego, tylko dla Niego
Ciągle szukać, zachęcać, prosić:
Weź w ręce cierpienie
I trzymaj, jak kapłan trzyma Hostię
Z miłością, szacunkiem i czcią.
Aby godnie nosić imię — człowiek.

 

Nowenna o uzdrowienie
Teresie Ł. i Robertowi Ch.

Mówią, że jesteś sprawiedliwy — śmiechu warte…
Dlaczego jestem cieniem człowieka?
Czym zasłużyłem na taki los?
Dlaczego fizycznie jestem mniej niż zero?
Przecież nie jestem taki zły.
Są gorsi, a cieszą się życiem, tryskają zdrowiem.
Powiedz mi, o Sprawiedliwy:
Dlaczego to ja jestem kaleką,
A nie ten spod budki z piwem?
Czy Ty to słyszysz?
Czy Ty w ogóle jesteś?
Tak było i jeszcze gorzej!
Dziś z przyjaciółmi tymi na ziemi i tymi w niebie
Kończymy nowennę w intencji mojego uzdrowienia.
I nic! Powiedziałby ktoś z boku
Fizycznie ani drgnęło;
A ja wiem, że zostałem wysłuchany.
Po raz kolejny poruszyłeś mi duszę.
Tym razem szczególnie:
Nie bój się cierpienia. Nie krzycz z rozpaczy!
Właśnie w cierpieniu i rozpaczy
Ujrzysz Świat Niewidzialny.
Cierpienie przyniesie miłość.
Nie poczujesz fizycznej ulgi.
Poczujesz smak zwycięstwa!
Potrzebowałeś czasu, żeby to powiedzieć.
Dorosłem, żeby to zrozumieć.
Dojrzałem, żeby to przyjąć.
Dziękuję, że chcesz się posłużyć moim cierpieniem.
Choć nie wszystkim umiem wytłumaczyć,
Wam, bowiem z łaski dane jest dla Chrystusa:
Nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć…
Trudne to, tajemnicze, ale prawdziwe, a zarazem piękne.

 

Wyznanie
Witoldowi D.

Nie znam granicy swojej słabości.
Nie znam granicy Twojej mocy.
Ale to wiem:
Krzyżem lęk odjąłeś,
Słabość mocą uczyniłeś.
Jak Cię nie kochać, Panie
Kto tu normalny
Bratu Ireneuszowi
Krzyżykiem znaczy swoją tożsamość.

Nie czyta, nie liczy, nie pisze,
Nie mierzy, nie przelicza, nie kalkuluje,
Nie kłamie, nie kradnie, nie kombinuje;
Idzie, gdzie proszą, kocha nie znając;
Przyjmuje razy, ciągle kochając.
Mówią, że głupi, że nie zna życia.
Kilka literek tuż przed nazwiskiem.
Czyta, liczy, pisze,
Mierzy, przelicza, kalkuluje,
Kłamie, kradnie, kombinuje;
Kocha mamonę, wciąż pomnażając;
Przyjmuje laury, Boga nie znając.
Mówią, że mądry, że zna życie.
Kto tu normalny, kto nienormalny;
Kto wygra, kto przegra życie?

 

Brat

Miał brudne, przetłuszczone włosy
ale czystą głowę.
Miał brudne dłonie,
ale czyste ręce.
Miał trzy zawały,
ale zdrowe serce.
Miał obolałe, przepocone ciało,
ale śnieżnobiałe wnętrze.
Mówią, że umarł,
Ale On żyje.

 

Dziecko

U swojego Nauczyciela
Zawsze jestem dzieckiem,
Zawsze jestem uczniem.
Ale przychodzi czas,
Kiedy dziecko,
Kiedy uczeń
Dorasta do roli nauczyciela
I zaczyna dzielić się z innymi
tym, – co zastało mu dane,
a także zadane.

 

Uczeń

Znałeś i znasz moje myśli.
Wiesz, kiedy i co mówię.
Wiesz, kiedy wstaję, kładę się,
kiedy śpię.
Ty wszystko wiedziałeś i wszystko wiesz,
a jednak wybrałeś i posłałeś mnie.
Dziękuję Ci Panie!
Dziękuję za Miłość
i proszę o Miłość, bo bez Miłości nie mogę być Twoim uczniem.
Dziękuję za Krzyż
 proszę, ucz dźwigać Krzyż,
bo bez Krzyża nie mogę być Twoim uczniem.
Dziękuję za Wiarę
i proszę, przymnóż mi Wiary,
bo bez Wiary nie mogę pełniej przyjąć
ani Miłości,
ani Krzyża,
ani być Twoim uczniem.

 

Medytacja we wspomnieniach
św. Łukasza – patrona służby zdrowia

 

Nie wystarczy wypisać receptę,
zmienić opatrunek, pościel, zrobić zakupy
czy przysłać kartę z melodyjką na urodziny.
Aby leczyć, pomagać, uzdrawiać,
trzeba kochać, trzeba być.
To takie proste, a zarazem trudne;
wręcz nieżyciowe w zmaterializowanym świecie,
gdzie liczy się, przelicza, kalkuluje,
w wyniku czego nawet pacjent staje się klientem;
kiedy w codziennym zabieganiu
brakuje już czasu nie tylko dla drugiego człowieka,
ale także dla samego siebie;
gdzie wierne psy po dziś dzień dają świadectwo,
liżąc z oddaniem i miłością rany Łazarzy.
A przecież można kochać z pustymi kieszeniami,
można dawać mimo pustego konta.
Miłość to nie mamona, bo są wartości,
których się nie kupuje, nie sprzedaje.
Miłość jest za darmo
albo jej w nas nie ma.

Zenon Faszyński

Redakcja serwisu

 

329 Ogólnie 2 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Avatar