A kiedyś miałem sen… – Tomik prozy Zenona Faszyńskiego 17.

Poznacie prawdę…

Panie Redaktorze!

Kiedy brał pan ster Kontaktów w swoje ręce, obiecał obiektywnie redagować tygodnik. Dlatego, powołując się na deklarowany obiektywizm, chciałbym zapytać, dlaczego w felietonie pt. Ekumenizm (Kontakty Nr 38/2000 r.) pozwolił pan na manipulowanie prawdą? Zresztą autor tego tekstu, Wiesław Wenderlich, nie pierwszy raz za pana przyzwoleniem to czyni. Dla mnie człowiek obiektywny to ten, który poszukuje prawdy i posługuje się nią. Umieszczenie tego tekstu na tej samej stronie z tekstem o Prymasie Tysiąclecia, Kardynale Stefanie Wyszyńskim, także jest nietaktem. Po prostu jest to negatywne oddziaływanie na psychikę człowieka; nieładnie mówiąc, robienie wody z mózgu. Skąd my to znamy, panie redaktorze? Ja znam to między innymi z komunistycznego Dziennika Telewizyjnego i niestety, w dzisiejszych mediach taka metoda manipulacji nie jest wcale sporadyczna. Śmiało można powiedzieć, że świadomość polityczna i religijna przeciętnego Polaka jest słaba. Dziennikarze doskonale wiedzą o tym i, co niektórzy, po mistrzowsku grają ludźmi w pokera. Jedną ręką głaszczą, a drugą (posługując się słownictwem pana Wiesława Wenderlicha) walą w gębę, aż głowa kręci się wokół szyi. Nie zależy im na prawdzie, ponieważ przy niedoinformowaniu łatwiej posługiwać się półprawdą czy wręcz kłamstwem. Świadomy jestem swych niedoskonałości w przelewaniu myśli na papier i gdzie mi równać się do takiego mistrza jak pan Wen­derlich. Ale jedno wiem na pewno, samo składanie liter w wyrazy, wyrazów w zdania nie świadczy o tym, że ktoś umie czytać.
Proszę pozwolić, panie Wenderlich, że się z panem nie zgodzę w tym, co pan napisał o deklaracji Dominus Jesus w swoim ironicznym, a co więcej nieudolnym felietonie. Zastanawiam się, czy jest to niedouczenie, czy świadome manipulowanie faktami. Wydaje mi się, że jedno i drugie. Czy ktoś wykształcony może być anal­fabetą? Dla mnie ten felieton jest nie tylko religijnym analfabetyzmem, ale wyrazem wypaczenia moralnego. Pana troska w sprawie pośmiertnej polityki prorodzin­nej jest podobną prowokacją do tej, jaką prawie dwa ty­siące lat temu dwulicowi faryzeusze doświadczyli Pana Jezusa. Oni fałszywym zatroskaniem o małżonków po śmierci wystawiają Chrystusa na próbę, aby wyśmiać jego naukę. Pana intencje są podobne, więc odsyłam do Ewangelii Mateusza, ponieważ odpowiedź Chry­stusa jest ostateczna i nieodwołalna, dająca wyczerpujące wyjaśnienie także dzisiejszym zatroskanym (zob. Mt 22,23-33). Pisze pan: areopag świętych mężów wydał werdykt, iż zbawienia wiecznego może dostąpić wyłącz­nie jedynie wyznawca religii rzymskokatolickiej. To nie tak i nie o to chodzi. Kongregacja Nauki Wiary nic no­wego nie wymyśliła i nie wydaje werdyktu, jak to Pan sądzi
Werdykt, gdzie szukać pełnej prawdy o zbawie­niu, zapadł bez mała dwadzieścia wieków przed pana narodzeniem i może pan tego nie pamiętać, a zatem proszę o odświeżenie sobie pamięci (zob. Mt 16,13-20). Urząd Nauczycielski Kościoła w Roku Jubileuszo­wym tylko przypomina objawioną prawdę o zbawieniu, która dana jest Kościołowi rzymskokatolickiemu. Dobrze byłoby wiedzieć panie Wenderlich, że to nie jest jednoznaczne z odgórnym zapewnieniem członkom wspólnoty rzymskokatolickiej wiecznego zbawienia. Napisałem na ten temat kilka wierszy. Oto jeden z nich:

A to nieraz za mało

W Księdze Ludów
pod numerem, nie wiem którym,
7 października zapisałeś:
i począł się Zenon.
W międzyczasie zanotowano:
otrzymał Sakrament Chrztu,
przystąpił do I Komunii Świętej,
przyjął Sakrament Bierzmowania.
I jeszcze coś zostało, i zostanie zapisane…,
tym razem w księdze parafialnej,
oby nie tylko w księdze parafialnej,
bo wiara z metryki może nie wystarczyć,
aby stanąć po prawej stronie
i po złamaniu pieczęci w Księdze Żywota usłyszeć:
pójdź, błogosławiony Ojca mojego.

Mało tego, deklaracja Dominus Jezus przestrzega przed takim pójściem na łatwiznę, jakie pan sugeruje katolikom. Magisterium Kościoła zachęca w Roku Jubile­uszowym do szczególnego rachunku sumienia, zwracając uwagę, że sam zapis w księdze parafialnej nie daje prze­pustki do nieba. Wszyscy (…) synowie Kościoła pamiętać winni o tym, że swój uprzywilejowany stan zawdzięczają nie własnym zasługom, lecz szczególnej łasce Chrystusa; jeśli zaś z łaską tą nie współdziałają myślą, słowem i uczynkiem, nie tylko zbawieni nie będą, ale surowiej będą sądzeni (Deklaracja Dominus Jesus 22). Przepraszam, że ośmielam się radzić, ale dobra etykieta każe wpierw za­poznać się z treścią tego, co się wyśmiewa. A nieraz dla dobra sprawy wskazane jest poradzić się mądrzejszych w danym temacie. Mój przyjaciel mówi: nawet w ironii, żartach trzeba mieć klasę, trzeba robić to z kulturą. Praw­dziwa kultura prowadzi do prawdy, a prawda do wolno­ści. I właśnie tym (oczywiście moim zdaniem) powinny kierować się osoby publiczne. A było, nie było, nieste­ty, pana to także dotyczy. Może jeszcze inaczej powiem: szczególnie osoby publiczne, a inni także, bo to jedyna droga, żeby człowiek był wolny.
(…) i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8,32) – właśnie tym kierowała się Kongregacja Nauki Wiary, ogłaszając deklarację. Urząd Nauczycielski Kościoła ma prawo ku temu, a nawet powiedziałbym, że jest zobo­wiązany do głoszenia i nauczania j Prawdy. Św. Paweł zapewnia Tymoteusza, że Kościół jest filarem i podporą prawdy i zachęca, aby nauczać, ukazywać błę­dy, nastawać w porę i nie w porę (por. 1 Tm 3,15; 2 Tm 4,2). Nie chodzi tu o jakieś pyszne chlubienie się tym darem, przecież Kościół wie, że jest tylko narzędziem, sługą nieużytecznym. Zarazem w Kościele jest świadomość ciężaru, jaki został złożony w jego ręce i bia­da, gdyby nie dzielił się tym darem (por. 1 Kor 9,16). Trzeba pamiętać i o tym, że przyjdzie zdać sprawę z po­wierzonego, pasterskiego czuwania nad owczarnią (por. Hbr 13,17; Dz 20,28).
W swoim felietonie wrzuci ł pan wszystkich do jed­nego worka i sugeruje, że wszystkie religie są dobre i prawdziwe, a w rzeczywistości Objawiona Prawda o zbawieniu jest tylko jedna. I właśnie głównym po­słaniem deklaracji jest ukazanie tej jedynej prawdy. Ale żeby prawidłowo odczytać tekst deklaracji, trzeba umiejętnie odróżniać prawdę o zbawieniu od otwierania się w Kościele na Objawione Prawdę o zbawieniu. Są to dwie różne prawidłowości, a pan je dokładnie wymie­szał. Świadomie czy nieświadomie? A może o to chodzi, żeby namieszać? Taką możliwość także trzeba brać pod uwagę. Mimo tego zadam sobie nieco trudu i postaram się te dwie prawidłowości ustawić na swoim miejscu. Jest to podstawa nie tylko prawidłowego odczytania treści deklaracji, ale w ogóle konstruktywnej dyskusji na tematy dotyczące prawd wiary. Pozwoli pan, że po­służę się przykładem i przepraszam za nieco przydługie wywody, ale tego w kilku zdaniach nie można wyjaśnić. W tym przypadku, mam na myśli pana wiedzę na temat prawd wiary, nie byłoby więc wskazane posługiwanie się skrótami myślowymi.
Kilka lat temu dzięki koledze drogą korespondencji poznałem Adama. Przy temacie religijnym napisał, że Kościół jest mu niepotrzebny i zacytował modne dziś powiedzenie: tak, Kościół nie. Jestem wierzą­, ale niepraktykujący. Modne to, ale czy mądre? Prze­cież, jeśli ktoś deklaruje się jako wierzący, to automa­tycznie powinien praktykować. Wiara to prawa i obowiązki, które wyznawca poznaje, przyjmuje i wpro­wadza w życie. Jeśli tego nie czynimy, to tak naprawdę jeszcze nie wierzymy. Do końca nie uwierzyliśmy i nie zawierzyliśmy. Podobnie jest z powiedzeniem: , Kościół nie. Wyjaśniając Adamowi, że jest to błęd­ne myślenie, posłużyłem się listem św. Pawła do Kolo-san, w którym on bardzo jasno mówi, że Pan Bóg po­stanowił pojednać ze sobą to, co w niebiosach i to, co na ziemi w Chrystusie jako Głowie, w Jego Ciele, któ­rym jest Kościół (por. Kol 1,17-20). Warto zapoznać się także z fragmentami Listu do Efezjan (por. Ef 5,21-33), aby przekonać się, że związek Chrystusa z Kościołem jest porównany do Sakramentu Małżeństwa, który jest nierozerwalny: więc Bóg złączył, niech człowiek nie . Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesie­do Chrystusa i do Kościoła (por. Mt 19,6; Ef 5,32).
My nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że cały Chrystus to Głowa i Ciało i takim upartym trwaniem przy tym błędnym myśleniu tak, Kościół nie pozbawia­my się darów łaski, jakimi Pan Bóg pragnie nas obda­rowywać przez Chrystusa w Kościele. zaś, który ą działającą w nas może uczynić nieskończenie wię­, niż prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wie­Amen (por. Ef 3,20-21) Powtórzę się po tym cyta­cie, bo jest to ważne: przez Chrystusa w Kościele, bo On jest w Kościele a Kościół w Nim (por.; J 15,1; Dz 9,5).
Przyznaję – pisał Adam – jest to przekonywające, ale powiedz mi, w której wspólnocie szukać pełnej prawdy o zbawieniu, skoro statystyki podają, że tylko na grun­cie samej reformacji powstało kilkaset wspólnot, nie mówiąc o innych wyznaniach, które twierdzą, że też mają prawdę. I bądź tu mądry człowieku.Tak, smutne to, ale niestety prawdziwe, że nieraz trudno się w tym rozdrobnieniu połapać, a szczegól­nie, gdy jesteśmy na etapie poszukiwania. Choć są i ta­cy, którzy w tych podziałach nie widzą nic nagannego. Ja będę nadal trzymał się objawionych prawd w Słowie Bożym. I tak: św. Piotr w swoim liście pisze, żebyśmy byli jednomyślni, a św. Paweł już nie tylko apeluje o jed­ność, ale wręcz zaklina, żeby nie czynić rozłamów, sko­ro jest jeden Kościół i jeden Duch (por. 1 P 3,8-9; Kor 1, 10; Ef 4,3-6). Św. Jakub posuwa się jeszcze dalej i tym, którzy twierdzą, że każda religia jest dobra, delikatnie a zdecydowanie daje do zrozumienia, że wiara w jedne­go Boga to za mało. Złe duchy też wierzą, że Bóg ist­nieje i cóż z tego, że wierzą (por. Jk 2,19) – no właśnie cóż z tego? W Ewangelii św. Mateusza Pan Bóg słowami Jana Chrzciciela, o którym Pan Jezus mówi, że nie na­rodził się w Starym Przymierzu większy od niego, nie pozostawia wątpliwości w sprawie podziałów (por. Mt 11,11). Karci On ostrymi słowami faryzeuszy i saduce­uszy, którzy przecież wierzą w jednego Boga. Nazywa ich plemieniem żmijowym, dając w ten sposób do zro­zumienia, że jeżeli nie nawrócą się do jedynej prawdy, którą jest Chrystus, to przez swoje wyobrażenie Boga, nie tylko nie będą wydawać dobrych owoców, ale mogą mieć kłopoty ze zbawieniem.
Aby było to bardziej czy­telne, nie ograniczam się tym razem jedynie do podania odnośników fragmentu Nowego Testamentu, ale zacy­tuję słowa Jana Chrzciciela:
A gdy widział, że przychodzi do chrztu wielu spo­ śród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im: Plemię żmi­jowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie, więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wy­daje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzuco­ne. Ja was chrzczę wodę dla nawrócenia, lecz Ten, któ­ry idzie za mnę, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Du­chem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym. (por. Mt 3, 7-12).
Prawda o zbawieniu jest jedna i za nasze wiarą w tę jedyną prawdę muszą iść konkretne czyny, któ­re poznajemy, przyjmujemy i wprowadzamy w życie, o czym wcześniej wspominałem. Nie oszukujmy się, każda religia rządzi się swoimi prawami i obowiązkami. Nawet podzieleni chrześcijanie nie mogą spać spokoj­nie, skoro Chrystus mówi: Me każdy, kto Mi mówi: „Pa­nie, Panie”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wie­lu powie Mi w owym dniu: „Panie, Panie czy nie proro­kowaliśmy moce twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów moce twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cu­dów mocą twego imienia”. Wtedy oświadczę im: „Nig­dy was nie znałem” (Mt 7,21-23). Musisz przyznać, że mocne to słowa – pisałem do Adama – ale Chrystus nie zostawił nas sierotami w tym ziemskim pielgrzymowa­niu. Jeszcze przed wniebowstąpieniem z woli Boga Ojca wybiera apostoła Piotra na swego wikariusza tu na zie­mi i wskazuje, gdzie jest Jego Kościół. Ewangelia Mate­usza dokładnie opisuje, jak to się stało, a że jest to bar­dzo ważne, więc zacytuję w całości ten fragment: Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: «Za kogo ludzie uważaję Syna Człowieczego?». A oni odpowiedzieli:«Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego zpro-roków». Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważa-cie?» Odpowiedział Szymon Piotr: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego». Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony je­steś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec Mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Ska­le zbuduję Kościół Mój, a bramy piekielne Go nie przemo­gę. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiężesz na ziemi, będzie zwięzane w niebie, a co rozwię-żesz na ziemi, będzie rozwięzane w niebie (Mt. 16,13-19). Krótko mówiąc, gdzie Piotr i jego następcy, tam Ko­ściół Chrystusa, bo On jest z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata i nie pozwoli, by zło przemo­gło Kościół (por. Mt 16,18; Mt 28,20). Po zmartwych­wstaniu potwierdza wybór Piotra i umacnia go na tej drodze słowami: Paś owce Moje, paś baranki Moje (por. J 21,15-17) W tym miejscu trzeba wspomnieć, że pomi­mo różnych burz w dziejach Kościoła sukcesja apostol­ska, czyli łączność Biskupów świata z Biskupem Rzymu, trwa nieprzerwanie do dziś i tak będzie do końca cza­sów, ponieważ bramy piekielne nie przemogą Kościo­ła – mówi Chrystus. Nigdy w Kościele nie będzie tyle zła, aby On generalnie zboczył z drogi zbawienia. Duch Święty Kościołowi obiecany jest na zawsze i to On tej jedynej prawdy o zbawieniu nauczał, naucza i będzie nauczał (por. J 14,16-17,26; J 16,12-13).
Pomimo że, pełna prawda o zbawieniu jest tylko w Kościele kato­lickim, to nie znaczy, że poza wspólnotą katolicką nie ma zbawionych. Ewangeliczną misją, która zadana jest Kościołowi, obejmuje On nie tylko swoich wyznawców, ale cały świat odkupiony przez Chrystusa. Posyła misjonarzy tam, gdzie ta prawda jeszcze nie dotarła. Modli się za tych, którzy żegnają ten świat, nie mając możli­wości poznania prawdy o zbawieniu. Kościół katolicki nie odrzuca u innych tego, co prawe i święte, a w tym, co łączy, spotyka się na wspólnych rozmowach i modli­twach. Dialog ten jest częścią ewangelicznej misji, dzię­ki któremu możemy lepiej się poznać, zrozumieć, a tak­że współdziałać na rzecz wyzwolenia od zła w życiu społecznym, gospodarczym czy politycznym. Kościół nie zgadza się z podziałami, ale przyjmuje taką sytuację i uczy się z tym żyć. Nigdy nie odstąpi od głoszenia, że Jezus Chrystus jest jedyną Drogą, Prawdą i Życiem ze źródłem pełnego objawienia w Kościele katolickim. To nieprawda panie Wenderlich, że Kościół mówi won do piekła tym, którzy w poszukiwaniu prawdy podążają in­nymi drogami. Do Kościoła nie należy potępianie czy zbawianie – Kościół głosi Objawioną Prawdę o odku­pieniu człowieka.
Magisterium Kościoła może wyrażać swoje zda­nie, może nie zgadzać się, ale sąd ostateczny pozostawia Bogu, idąc za wskazówką św. Pawła: Sumienie nie wyrzu­ca mi wprawdzie niczego, ale to mnie nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzię. Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemno­ściach ukryte, i ujawni zamiary serc (1 Kor 4,4-5). Pan Bóg oceni, ile było świadomości czy nieświadomości; na ile pozwalaliśmy działać Jemu w nas; czy wykorzystali­śmy wszystkie szanse w otwieraniu się na Prawdę? Czy to, co z naszego ziemskiego pielgrzymowania zaniesiemy przed tron Boga Ojca, wystarczy nam do zbawienia? On i tylko On będzie o tym decydował.
Jeżeli w Kościele katolickim jest prawda o zbawie­niu – pytał Adam – to dlaczego było i jest w nim tyle chrześcijanie mogą upadać co minutę, aby tylko podno­sili się co 30 sekund i wyciągali wnioski ze swoich upad­ków. Gorzej jest, gdy uparcie trwamy w grzechu, bo gdy tylko przychodzimy do Chrystusa, On nas oczyszcza, umacnia, uświęca, czyli powołuje przez całe nasze życie do świętości (por 1 J 1,5-2,2). Kościół jest święty a za­razem grzeszny – Kto może pojąć, niech pojmuje (por. Mt 19,12).
Panie Wenderlich wiem o tym, że areopag świętych mężów nie przemówił do pana. Nie wiem, czy moje sło­wa zmieniły cokolwiek w pana myśleniu. Ale wiem na pewno, że to, co chcę na zakończenie napisać, powinien pan przemyśleć, zanim weźmie pan pióro do ręki i za sakiewkę srebrników ponownie pośmieje się z czegoś innego. Docenia pan Izraelitów za zaradność życiową, to może doceni pan także mędrca Starego Przymierza, który mówi: Wszystko ma swój czas, jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy (…): Jest czas rodzenia (…), czas płaczu i śmiechu, czas rzucania kamieniami i czas ich zbierania(…), czas szukania, czas milczenia i czas mówienia (…), i czas umierania (…) (por. Koh 3,1-17). Jeżeli wszystko ma swój czas, to jeszcze raz zachęcam do przemyśleń, do refleksji, bo czas najwyższy spoważnieć – lepiej późno niż wcale, skoro jest czas śmierci a potem sąd – przypomina Kohelet. Mimo wszystko życzę panu, jednym z moich wierszy, pogodnej jesieni.

Redakcja Serwisu.

382 Ogólnie 1 Dziś

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Bronisław Wilhelm Pieracki

Dzisiejsza Dworna,  od 1934 roku Generała Bronisława Pierackiego, do1 lutego 1940 roku. Kim był Bronisław Pieracki, czym się zasłużył, że jego imieniem została nazwana jedna z dwó[...]