Dzięki komu i czemu zwyciężyliśmy w 1920 roku? Cz. 2

Link do części 1:
https://historialomzy.pl/dzieki-komu-i-czemu-zwyciezylismy-w-1920-r-cz-1/

Dzięki komu i czemu zwyciężyliśmy w 1920 roku

część II

W STOLICY
Wieści o klęsce szybko dotarły do stolicy. Groźba bolszewickiego nahaja zawisła nad karkami butnych jeszcze wczoraj polityków. Początkowo panika ogarnęła serca ludzkie. Co słabsze duchem, podlejsze — siebie i swe interesy mające na widoku, poczęło uciekać na zachód. Na szczęście nieliczne były to wypadki.P o pierwszym oszołomieniu przemówiła powaga sytuacji, wziął górę rozsądek. To już nie chwilowe niepowodzenie na froncie, a groźba straszliwej klęski, kwestia bytu lub ponownej niewoli odrodzonego państwa stanęła przed obliczem narodu. Mocny to widać był wstrząs, bo dreszcz przeszedł cały naród. Społeczeństwo poczęło się budzić z uśpienia, poczęło rozumieć grozę położenia. Umilkły od razu sw ary polityczne, skończyło się nieustanne wiecowanie. Twarde echo strzałów armatnich przemówiło do patriotycznych serc, do obojętnych nawet sumień.
Ojczyzna w niebezpieczeństwie! Sejm pośpiesznie powołuje do życia Radę Obrony Państwa, która ma wysiłek całego narodu przysposobić, aby oddać go w ręce Naczelnego Wodza. Przystępuje ona niezwłocznie do pracy; organizuje zaciąg ochotniczy do wojska, aby wzmocnić nasze siły na froncie. A przyznać trzeba, że wielu jeszcze mieliśmy żołnierzy z dawnych wojsk zaborczych: rosyjskiego, niemieckiego, austriackiego,  którzy się bynajmniej dotychczas nie kwapili nadstawić dobrowolnie karku za Polskę tak, jak nadstawiali pod przymusem za obcych carów i obce państwa.

OCHOTNICY IDĄ
Kto szedł do wojska na ochotnika? Przede wszystkim mieszkańcy miast, byli oni bowiem najbliżej pod ręką: szli pracownicy umysłowi, robotnicy, rzemieślnicy, szli także chłopi. Ale chłopi, którzy są przyzwyczajeni do postępowania prostego i mocnego, bo życie ich jest również proste i mocne, woleli pobór niż zaciąg ochotniczy:

— Pójdę ja, zostawię gospodarstwo, rodzinę — mówili — a drugi zostanie w domu? Ja będę wojował, krew z siebie toczył, a drugi ma  się wylegiwać w domu? Niech wszyscy idą, z poboru, kiedy państw o nas potrzebuje, kiedy trzeba kraju bronić. Z końcem lipca ustępuje rząd partyjny. Pod grozą niebezpieczeństwa dokonuje się wielka konsolidacja narodowa. Zanika podział na partie — jest jeden naród polski. Tworzy się natychmiast rząd, do którego wchodzą przedstawiciele różnych stronnictw, jedną wspólną myślą zjednoczeni. Ministrem spraw wojskowych został w tym rządzie generał dywizji Kazimierz Sosnkowski, najbliższy współpracownik z czasów przedwojennych i legionowych Marszałka Józefa Piłsudskiego. Teraz już ścichły swary, a pod przewodem Marszałka Józefa Piłsudskiego toczą się narady nad obroną państwa. Jeszcze w ciągu lipca ogłoszono pobór do wojska, najpierw czterech roczników, a następnie dalszych. Tutaj podkreślić należy, że o ile chłopi stosunkowo nielicznie — jak mówiliśmy wyżej — zaciągali się do wojska ochotniczo, o tyle gromadnie stawali do poboru, pełni patriotycznego zapału.

POD GROZĄ NIEBEZPIECZEŃSTWA
Już się jednak w poczuciu niebezpieczeństwa zmienił duch w narodzie: szli teraz do wojska bez mała wszyscy od niedorostków, dzieci nieledwie, do starców. Nawet kobiety zgłaszały się: sformowano z nich kobiece oddziały wartownicze. Zaciąg ochotniczy i pobór do wojska znacznie zwiększyły liczebnie stan naszych wojsk, ale tym bardziej dawał się we znaki brak uzbrojenia, sprzętu wojennego, mundurów. Fabryki w Polsce były w dużej liczbie porujnowane i ograbione przez okupantów z ważniejszych maszyn, nie mogły więc zaspokoić wzrastających z dnia na dzień potrzeb wojska. Musieliśmy przeto prosić, aby nam to sprzedawała zagranica. Mimo życzliwości niektórych państw żądano jeszcze od Polski specjalnej ceny. A więc przede wszystkim mieliśmy się zgodzić na zawarcie pokoju z Sowietami i to na bardzo dla nas niekorzystnych warunkach, następnie oddać w obce ręce całe połacie ziem polskich. Na szczęście bolszewicy, bardzo już pewni całkowitego rozgromienia wojsk naszych i podboju Polski, nie chcieli się zgodzić na rokowania pokojowe. Wobec tego Anglia i Francja poczęły nam dostawiać potrzebny sprzęt wojenny. Powstały jednak nowe przeszkody.
Mianowicie Niemcy odmówili przepuszczenia przez swe ziemie pociągów z bronią i amunicją dla Polski, następnie Czesi robili także utrudnienia, że to wyszło na jedno z odmową. Nawet w Gdańsku, polskim porcie, robotnicy gdańszczanie odmówili pracy przy wyładowywaniu transportów z bronią. Jak widać z tego, w chwili, gdy się Polska znalazła w ciężkim położeniu, sąsiedzi odnieśli się do nas wrogo, licząc, że wraz z upadkiem państwa polskiego zdołają coś uszczknąć dla siebie. Stąd płynie twarde doświadczenie, że musimy liczyć tylko na siebie tak, abyśmy mogli się obejść bez ubiegania się o cudzą pomoc. W wyniku dostawy wojenne szły do nas bardzo wolno, opóźniając przez to gotowość naszego wojska.
Tymczasem w pierwszych dniach sierpnia wojska bolszewickie zbliżały się do Warszawy. W stolicy zapanował popłoch ogromny, poczęli wyjeżdżać posłowie obcych państw w przekonaniu, że wojska sowieckie zajmą Warszawę. Tu godzi się wdzięcznie po wszystkie czasy zapamiętać, że pozostał w Warszawie i codziennie modły za pomyślność wojsk naszych odprawiał nuncjusz papieski Achilles Ratti, dziś zasiadający na tronie Piotrowym Ojciec Święty Pius XI. Natarcie bolszewickie tym razem nie szło tak szybko jak w lipcu, wzmógł się już bowiem opór naszych oddziałów, nie mówiąc już o froncie południowo-wschodnim pod wodzą generała dywizji Edwarda Śmigłego-Rydza, dzisiejszego Naczelnego Wodza wojsk polskich. Front południowy bowiem cofnął się stosunkowo do frontu północnego niewiele i trzymał się do ostatka mocno.

POD WŁADZĄ BOLSZEWICKĄ
W tym czasie już duża część ziemi polskiej w padła w ręce bolszewików. Komunistyczny car rosyjski Lenin mianował nawet przyszłych władców Polski: komunistów Kohna, Marchlewskiego i krwawego kata Dzierżyńskiego. Na ziemiach zajętych poczęli bolszewicy organizować swoje władze. Rozumieli oni, że chłop polski nigdy nie pójdzie na lep agitacji komunistycznej, że ziemi swej dobrowolnie nie odda, że nie chce być tylko parobkiem w państwowych majątkach, jak to się dzieje w Rosji. Dlatego też chłopi sporo ucierpieli. Czerwone wojska jak szarańcza opadły nasze wsie, rekwirowały i grabiły co się tylko unieść dało. Do nowoutworzonych urzędów sowieckich nie poszedł, oczywiście, żaden prawy Polak; weszli tam ci,  którzy najmniej poczuwali się do polskości: więc tylko garść zdrajców, łakomiących się na obietnice bolszewickie. Ale naród cały na ziemiach, zajętych przez czerwone wojska, wierzył mocno, że przemoc bolszewicka długo trwać nie będzie, że lada dzień wojsko polskie oswobodzi kraj z obcego jarzma.
Zajęcie kraju przez bolszewików niewątpliwie było wielkim nieszczęściem, ale zarazem twardą nauką życia: połowa Polski, położona na wschód od Wisły, zrozumiała boleśnie, jaka jest różnica między własnym niepodległym państwem, a niewolą u obcych. Zrozumiano także, że ustrój komunistyczny nie zgadza się z duchem polskiego narodu, że jest on zły dla całego społeczeństwa, a dla chłopa naszego w szczególności.

DECYZJA 6 SIERPNIA
Nadeszły gorące dni sierpniowe. Już od szeregu dni w Naczelnym Dowództwie w Warszawie toczyły się  narady, rozważano plan, jak powstrzymać nieprzyjaciela, jak go zwyciężyć. W naradach tych brał również udział znakomity generał francuski Weygand, ale z wszelkich planów nic nie wychodziło. Cofnąć się za Wisłę — radził francuski generał — tam zorganizować wojsko na nowo i później dopiero uderzyć. Tak, ale  cofnięcie się za Wisłę znaczy jednocześnie oddać wrogom nowy szmat ziemi polskiej, oddać stolicę  państwa, co ponownie osłabiłoby ducha w narodzie. Naczelny Wódz został sam. Bolała Go ciężka sytuacja państwa, dla którego wolności całe swe życie poświęcił. Widział dookoła, że nie ma wiary w zwycięstwo, że on jest jedynym człowiekiem, który w nie wierzy. Ciężkie musiało być to zmaganie się ze sobą samym, twarde łamanie głowy, jak z cofającym się, pobitym wojskiem klęskę w zwycięstwo obrócić.
Ale ta noc bezsenna, umęczona — błogosławione wydała owoce. Marszałek Piłsudski bowiem w dniu 6 sierpnia powziął nowy plan walki. Teraz do dzieła. Trzeba wiedzieć, że w szybkim marszu za naszymi wojskami front sowiecki mocno się rozciągnął, skośnie poprzez całą Polskę. Północny front bolszewików sięgał już Pomorza, a południowy znajdował się jeszcze przed Lwowem. Idące naprzód wojska bolszewickie były więc podobne do człowieka, który biegnie na palcach, a ponadto wyciągnął ręce wysoko w górę, czyli odsłonił swÓj brzuch. Tu właśnie w ten brzuch postanowił Marszałek Piłsudski wroga ugodzić. Ale trzeba było przysposobić mocną pięść, która cios ma zadać. W tym celu Naczelny Wódz z cofających się wojsk wybrał najlepsze dywizje i skierował je na front środkowy nad Wieprz.

ZWYCIĘSTWO
Naczelny Wódz postanowił uderzyć na wroga w dniu 17 sierpnia. Tym czasem jednak na przedpolu Warszawy bolszewikom udało się przerwać nasz front, wskutek czego zajęli oni miasteczko Radzymin w najbliższym sąsiedztwie stolicy. Wywołało to takie przerażenie w Warszawie, że Naczelny Wódz w tych warunkach uznał za konieczne rozpocząć natarcie o dzień wcześniej, t. j. 16 sierpnia.
Rano 16 sierpnia dywizje, zebrane nad Wieprzem, ruszyły pod osobistym dowództwem Marszałka Piłsudskiego do boju, krusząc napotkany opór czerwonej armii . Czy widzieliście człowieka, który dostał niespodziewanie potężny cios w brzuch?
Taki człowiek gnie się wpół, zapiera mu oddech, traci przytomność, niezdolny jest   do obrony. Tak też się stało z frontem sowieckim. Począł on giąć się i łamać, dowódcy armii i dywizji sowieckich, nie spodziewając się tak potężnego ciosu ze strony wojsk polskich, potracili głowy, toteż i armie i dywizje pod naporem naszego uderzenia szły w rozsypkę, a odwrót szybko się przeobraził w ucieczkę. Wojsko nasze bierze tysiące jeńców, zdobywa działa, tabory bolszewickie. W wojsku bolszewickim natomiast szerzy się zamęt. Na północy jeszcze posuwają się naprzód, na froncie środkowym gwałtownie uciekają. Skończyło się na tym, że armia północna, nie mogąc ujść przed naszymi wojskami, przechodzi granicę niemiecką i składa broń obcemu państwu. Tymczasem nasz cały front posuwa się naprzód, zajmuje miasta za miastami. Ludność wyzwolona z bolszewickiego jarzma na kolanach wita zbawców — wojsko polskie i pomaga mu, jak może. Pisze o tym Marszałek Piłsudski:
„Tak więc, gdy jakaś grupka nieznaczna nieprzyjaciela chce stawiać opór, to nieledwie baby z cepami i chłopi z widłami śpieszą sekundować naszym góralom, gdy ci boso w tyralierze idą do ataku“ . (Górale, o których pisze Pan Marszałek, to 21 dywizja górska). I dalej: „Duża część tych rozbitków wyłapana została przez ludność miejscową, która formalnie na nich urządzała polowanie”.
W dniu 25 sierpnia nasze wojska przekroczyły już rzekę Bug. Armia sowiecka doszczętnie rozbita cofała się dalej. Tak oto po dniach odwrotu, po dniach klęski i załamania wiary — powiódł nas Marszałek Piłsudski ku jednemu z największych zwycięstw w dziejach państwa polskiego. To sierpniowe zwycięstwo mylnie niektórzy nazywają „cudem nad Wisłą”, mylnie, bo przecież nie nad Wisłą zostało ono dokonane i nie cudem, ale twardą wolą Naczelnego Wodza i dzielnością jego żołnierzy. Słusznie mówi przysłowie: pomóż sam sobie, a Bóg ci dopomoże. O potężnych rozmiarach naszego zwycięstw a i klęski bolszewików świadczą najlepiej liczby zdobyczy wojennych…

OSTATECZNA KLĘSKA BOLSZEWIKÓW
Daleko jednak było jeszcze do końca wojny. Bolszewicki front południowy jeszcze nie naruszony. Budienny z konną armią gotów do nowego uderzenia. Stamtąd też bolszewicy próbowali uderzyć na nasze wojska, aby w ten sposób powstrzymać nasz pościg na froncie północnym. Już w dniu 20 sierpnia Budienny na czele konnej armii wyrusza na Zamość, gdzie sporo traci czasu napróżno. Z naszej strony natomiast gotuje się natarcie na froncie południowym. Pod naporem naszych wojsk cofa się konna armia, złamana na duchu, z innym to już bowiem żołnierzem polskim walczy twardym, nieustępliwym w boju i umiejącym znowu zwyciężać. Wraz z armią Budiennego cofają się w walce pozostałe na południu oddziały sowieckie. Uwolnienie od wroga Małopolski Wschodniej, Wołynia, zdobycie Kowla i Równego, odrzucenie wojsk czerwonych daleko na wschód, następuje dzień po dniu. Tymczasem na północnym froncie rozgrywa się druga najważniejsza bitwa 1920 roku — bitwa nad Niemnem. Tu bolszewicy zgromadzili nowe siły, które broniły się uporczywie na linii Grodno — Wołkowysk i gotowały się do ponownego natarcia. Geniusz Naczelnego Wodza udaremnił te zamiary. Kierowana jego wolą żołnierza armia polska, przekraczając Niemen, zaszła głęboko na tyły bolszewików i rozbiła ich doszczętnie. Nieco później grupa generała Żeligowskiego uderzyła na Wilno, które w dniach naszego odwrotu zajęte zostało przez współdziałających z bolszewikami Litwinów. Te szybkie działania, kierowane przez Naczelnego Wodza, jedno miały na celu: nie ulegało wątpliwości, że wojska bolszewickie są rozbite i niezdolne już do dalszych bojów, co musiało prowadzić do zawieszenia broni.
Wobec tego Marszałek Piłsudski pragnął, aby wojska nasze poszły dostatecznie daleko, by zapewnić państwu dogodną granicę. Plan ten został w całości dokonany wzdłuż całego frontu.

ZAWIESZENIE BRONI
A rokowania pokojowe toczyły się już dawno, od połowy sierpnia. Rozpoczęte były jeszcze przed decydującym uderzeniem Marszałka Piłsudskiego z dnia 16 sierpnia. Rokowania te odbywały się w Mińsku po stronie bolszewickiej. Ponieważ zaś zaczęły się one w dniach zwycięstw czerwonych wojsk, przeto warunki stawiane przez bolszewików były niezmiernie ciężkie dla Polski. Dość wspomnieć, że granica między Polską a Rosją przebiegać miała wzdłuż rzeki Bug, że mieliśmy zobowiązać się do znacznego zmniejszenia liczby naszych wojsk itp. Naturalnie, w miarę zmiany położenia na froncie, gdy wojska nasze poczęły zwyciężać, bolszewicy zmiękli, aż ich początkowa buta przeobraziła się w najbardziej szczerą, bo konieczną z ich strony chęć pokoju. Dalsze rokowania zostały przeniesione do stolicy Łotwy, Rygi, ponieważ Mińsk znalazł się zbyt blisko linii frontu. Wreszcie w dniu 12 października ustalono zawieszenie broni na dzień 18 października. To już koniec wojny polsko-bolszewickiej. Wkrótce został podpisany traktat pokojowy, czyli umowa o zakończeniu wojny między Polską a Rosją. Traktat dla nas zaszczytny.
W dniu zawieszenia broni na froncie polskobolszewickim, t. j. 18 października 1920 roku.
Marszałek Piłsudski wydał następujący rozkaz do wojska:

ROZKAZ NA ZAKOŃCZENIE WOJNY
„Żołnierze!
Dwa długie lata, pierwsze istnienia wolnej Polski, spędziliście w ciężkiej pracy i krwawym znoju. Kończycie wojnę wspaniałymi zwycięstwami i nieprzyjaciel, złamany przez was, zgodził się wreszcie na podpisanie pierwszych i głównych zasad upragnionego pokoju.
Żołnierze!
Nie napróżno i nie na marne poszedł wasz trud. Polska nowoczesna zawdzięcza swe istnienie wspaniałym zwycięstwom mocarstw zachodnich nad państwami rozbiorczymi. Lecz od razu, od pierwszej chwili wyciągnęło się ku niej mnóstwo pożądliwych rąk, skierowało się mnóstwo wysiłków, by ją utrzymać w stanie bezsiły, by, jeśli już istnieje, była ona igraszką w ręku innych, biernym polem dla intryg całego świata. Naród polski porwał się do broni, zrobił olbrzymi wysiłek, tworząc liczną i silną armię. Na barki moje, jako Naczelnego Wodza, w ręce wasze, jako obrońców Ojczyzny, złożył naród ciężkie zadanie zabezpieczenia bytu Polski, zdobycia dla niej szacunku i znaczenia na świecie i dania jej pełni  rozporządzania się swoim losem, Zadanie nasze dobiega końca. Nie było ono łatwe. Polska, zniszczona przez wojnę, nie z jej woli na ziemiach polskich prowadzoną, była biedna. Nieraz, żołnierze, łzy cisnęły mi się do oczu, gdym widział wśród szeregów wojsk, prowadzonych przeze mnie, wasze bose, pokaleczone stopy, które już przemierzyły niezmierne przestrzenie, gdym widział brudne łachmany, pokrywające wasze ciało, gdym musiał obrywać wasze skromne racje żołnierskie i żądać często, byście o głodzie i chłodzie szli do krwawego boju. Praca była ciężka, a że była rzetelna, zaświadczą o tym tysiące mogił i krzyżów żołnierskich, rozsianych po ziemiach dawnej Rzeczypospolitej od dalekiego Dniepru do rodzimej Wisły. Za pracę i wytrwałość, za ofiarę i krew, za odwagę i śmiałość dziękuję wam, żołnierze w imieniu całego narodu i Ojczyzny naszej. Pokój nie jest jeszcze zawarty w formie skończonej. Żołnierz polski ma go czekać z bronią u nogi, cierpliwie i spokojnie, gotowy w każdej chwili stanąć w obronie owoców swego zwycięstwa, gdyby nieprzyjaciel miał się cofnąć przed ostatecznym jego utrwaleniem. Tej cierpliwości i spokoju wymagam od was stanowczo.
Żołnierz, który tyle zrobił dla Polski, nie zostanie bez nagrody. Wdzięczna Ojczyzna nie zapomni o nim. Zdobyte zostały ogromne obszary, opuszczone i obrócone przez wojnę światową prawie w pustynię. Zaproponowałem już rządowi, by część zdobytej ziemi została własnością tych, co ją polską zrobili, uznoiwszy ją polską krwią i trudem niezmiernym. Ziemia ta, strudzona siewem krwawym wojny, czeka na siew pokoju, czeka na tych, co miecz na lemiesz zamienią, a chciałbym, byście w tej pracy przyszłej tyleż zwycięstw pokojowych odnieśli, ileście ich mieli w pracy bojowej.
Żołnierze! Zrobiliście Polskę mocną, pewną siebie i swobodną. Możecie być dumni i zadowoleni ze spełnienia swego obowiązku. Kraj, co w dwa lata potrafi wytworzyć takiego żołnierza, jakim wy jesteście, może spokojnie patrzyć w przyszłość.
Dziękuję wam raz jeszcze!

Rozkaz przeczytać we wszystkich kompaniach, szwadronach, bateriach i instytucjach armii polskiej.

(— ) JÓZEF PIŁSUDSKI,
Pierwszy Marszałek Polski i Naczelny Wód z“,

DOŚWIADCZENIA Z ROKU 1920
Dzięki komu i czemu zwyciężyliśmy w 1920 roku?
Przede wszystkim dzięki temu, żeśmy mieli wodza. Wszelkie próby odzyskania niepodległości, wszystkie nasze powstania upadały, bo nie stało wodza, któryby poprowadził wojska nasze do zwycięstwa. A w wojnie polsko-bolszewickiej mieliśmy Naczelnego Wodza, jednego z najznakomitszych w naszych dziejach. Widzieliśmy ponadto na przykładzie roku 1920, że gdy swary polityczne zajęły pierwsze miejsce w państwie, gdy cały ciężar wojny zepchnięto tylko na barki wojska, pozostawionego bez koniecznego moralnego poparcia narodu, który wraz z wojskiem stanowić musi jedną zdecydowaną wolę zwycięstwa — nie można było powstrzymać naporu nieprzyjaciela. Z tego wniosek prosty, że na wojnie nie tylko żołnierz walczy, ale naród cały, że tylko naród cały, zgodny i jedną myślą ożywiony, w rękach Naczelnego Wodza staje się siłą, której nic nie zmoże.
Właśnie dlatego ,że pod grozą klęski naród nasz przejrzał na oczy, że zrozumiał tę prawdę, zdołał Wódz Naczelny w 1920 roku klęskę w zwycięstwo obrócić. Ale omal nie było za późno. Dzisiaj, gdy każdy naród pracuje nad swoją gotowością wojenną, gdy sąsiedzi nasi ustawicznie zbroją się, czas pokoju jest jakby czasem wojny. Dlatego oczy całego narodu polskiego zwrócone są ku następcy Marszałka Piłsudskiego, dzisiejszemu
Wodzowi Naczelnemu Marszałkowi Edwardowi Śmigłemu-Rydzowi.

Dzisiaj, podobnie jak wiosną 1920 roku, w społeczeństwie naszym politycy partyjni aż nazbyt często zapominają o grozie wiszącej nad głową wojny. Z myślą o swym osobistym i partyjnym interesie sieją niezgodę, podburzają lud, prą do niesnasek, burd i krwawych awantur. To grzech z roku 1920.
Ale naród nasz musi się otrząsnąć z tego, musi stać się zwarty, jak w sierpniu 1920 roku, musi odrzucić wszystko, co rozbija jego jedność.
Na mocne bowiem, jednolite w ew nątrz i gotowe do walki państw o nikt nie napadnie. T ego nas uczą dzieje wojny polsko-bolszewickiej z 1920 roku.
Kiedy rozpatrujemy dzieje tej wojny i czcimy zwycięstwo 1920 roku, myśl nasza biegnie na Wawel do Krakowa, gdzie w grobach królewskich spoczywa snem wiecznym ś. p. Marszałek Józef Piłsudski, by hołd Mu oddać, jako zwycięskiemu wodzowi i wielkiemu nauczycielowi narodu.

S P I S R Z E C Z Y

Przed siedemnastu laty. .
Pierwsi żołnierze polscy.
Najazd bolszewicki.
Szkodnictwo.
Niesnaski partyjne.
Wiosna 1920 roku.
Załamanie duchowe.
W stolicy.
Ochotnicy idą.
Pod grozą niebezpieczeńtwa.
Pod władzą bolszewicką .
Decyzja 6 sierpnia.
Zwycięstwo.
Ostateczna klęka bolszewików.
Zawieszenie broni.
Rozkaz na zakończenie wojny
Dośiadczenia z roku 1920.

.

Materiał pobrano Biblioteki Cyfrowej Polona

Koniec części drugiej.

440 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Avatar

XX LAT ŁOMŻYŃSKIEGO OZPN

XX LAT ŁOMŻYŃSKIEGO OKRĘGOWEGO ZWIĄZKU PIŁKI NOŻNEJ PIONIERSKI OKRES (1976-80) Dokonany w 1975 r. podział administracyjny kraju, w wyniku którego powstało Łomżyńskie, spowodowało[...]

Major Józef Sikora

Major Józef Sikora (W siedemdziesiątą rocznicę „ Września”) Zgodnie z planami operacyjnymi SGO „Narew” dowódcą odcinka „Nowogród” wyznaczony został dowódca III batalionu 33 pp [...]