,,Moja przygoda z pewnym akordeonem” – Danuta Waśko

Od redakcji:

Danuta Waśko w trakcie pracy twórczej. /fot. z archiwum domowego Danuty Waśko/

Redakcja za zgodą autorki publikuje utwór literacki nagrodzony II. miejscem na konkursie literackim dla seniorów „Srebro nie złoto” – edycja 2018. Konkurs pod patronatem Marszałka Województwa Podlaskiego, którego organizatorem jest stowarzyszenie Szukamy Polski oraz Podlaska Redakcja Seniora, a współorganizatorami: Książnica Podlaska im. Ł. Górnickiego w Białymstoku oraz Polskie Radio Białystok, skierowany jest do ogółu mieszkańców województwa podlaskiego, bądź też do osób posiadających z nim związki.
Nagrodzony utwór opisuje niezwykły związek z naszym miastem, akordeonu podarowanego przez Marszałka Piłsudskiego dla orkiestry 33. Pułku Piechoty w Łomży.

 


Część I  – Wstęp

W Warszawie, roku 1935, w znanej firmie „STAMIROWSKI” powstał, czyli narodził się akordeon. Był piękny, miał śliczną galeryjkę z kości słoniowej wysadzaną błyszczącymi koralikami. Na środku  galeryjki był napis „ STAMIROWSKI” także mieniący się różnymi barwami. Akordeon ów był jednym z setek akordeonów wytwarzanych ręcznie przez tę znaną i renomowaną firmę w Polsce i zagranicą. Piszę powstał w 1935 roku, ponieważ w tymże roku został podarowany przez Marszałka Józefa Piłsudskiego dla orkiestry 33 Pułku Piechoty w Łomży a ponieważ akordeony miały doskonałą opinię, rozchodziły się mówiąc kolokwialnie „jak świeże bułeczki” i z pewnością nie zalegały na półkach, należy przyjąć z wielkim prawdopodobieństwem, że akordeon o którym chcę pisać  narodził się właśnie w tym roku. Ja urodziłam się w 1946 roku, a więc akordeon ma 83 lata, ja 72. Co ma jedno do drugiego? Postaram się wyjaśnić ale muszę wrócić do czasu, gdy mnie jeszcze nie było na świecie.

Część II   – Orkiestra 33 Pułku Piechoty w Łomży. Rok 1930

Mój ojciec jako mały chłopiec był bardzo zafascynowany orkiestrą wojskową 33 pułku piechoty stacjonującego w Łomży. Wiadomo, orkiestra wojskowa odgrywała dużą rolę w życiu miasta. Na żadnej uroczystości, zabawie, majówce czy defiladzie nie mogło jej zabraknąć. Mój ojciec był zawsze tam gdzie ona i marzył, żeby w niej grać. Od wczesnych lat dziecinnych kochał muzykę i był przekonany, że muzyka będzie jego sposobem na  przyszłe życie. A skąd to wiedział ? Sam po latach nie umiał wytłumaczyć. Jako 14 – letni chłopak, odważył się i poszedł do kapelmistrza Aleksandra Niemirowskiego i powiedział po prostu – ja chcę grać w orkiestrze. Kapelmistrz sprawdził jego predyspozycje, słuch, poczucie rytmu  i przyjął, ponieważ Heniek był bardzo uzdolniony. I tak zaczęła się edukacja muzyczna. Odziedziczył talent po swoim ojcu, który grał na harmonii trzyrzędowej. Tak więc wstąpił do wojska jako ochotnik. Służył w wojsku 9 lat (1930 – 1939). Był chłopcem wysokim i dobrze zbudowanym, dlatego dostał na początek największą w orkiestrze dętej trąbę tzw. bas. Przez ten okres zgłębiał wiedzę teoretyczną: uczył się nut, zasad muzyki i z zapałem uczył się grać na wszystkich instrumentach, jakie były dostępne w orkiestrze, jednocześnie kończył szkołę podstawową i przechodził szkolenie wojskowe jak inni żołnierze. Jak często wspominał, był w swoim żywiole, mógł rozwijać i pogłębiać swoją pasję do muzyki. Wojsko dało mu tę możliwość !
W roku 1935 Marszałek Józef Piłsudski podarował Orkiestrze 33 Pułku Piechoty akordeon firmy „STAMIROWSKI”. Początkowo grał na nim zawodowy żołnierz a potem pozwolono uczyć się na nim grać Heńkowi. Był bardzo szczęśliwy !
Spełniło się marzenie małego chłopca, który chciał się uczyć grać na harmonii swego ojca ale ten nie chciał mu dawać swojego instrumentu, bo bał się, że syn może go popsuć i będzie kłopot, bo trzeba byłoby wieźć do naprawy do Warszawy, a w tamtych czasach nie było to takie proste.
Heniek każdą wolną chwilę poświęcał na naukę  na akordeonie i gdy się nauczył, dostał go w użytkowanie, czyli grał na nim w orkiestrze. Do siostry przesłał zdjęcie z akordeonem i na odwrocie napisał, cytuję: ” Kochana siostro oto widzisz moje zamiary życia gdybym miał to już bym wiedział i umiał zarobić na utrzymanie domu i siebie ale kiedy to jeszcze przyjdzie  do mnie to nie wiem to jest kawał złota w rękach moich”. Nie wiedział jeszcze wtedy, że ”to złoto w jego rękach” los połączy z nim na długie …..długie lata, że akordeon będzie jego najlepszym kompanem !

Część III – Czas wojny

Miał 23 lata, zdane kilka egzaminów w Warszawie, gdy 1 września 1939 roku wybuchła wojna. Od pierwszych dni września 33 pp. walczył dzielnie z Niemcami. Żołnierze ginęli w krwawych walkach między innymi pod Łomżą, Nowogrodem, Srebrną, Łętownicą, Andrzejewem. 11 września pułk brał udział w natarciu na Zambrów, niestety ze względu na silne przeciwnatarcie musiał się wycofać. Ostatnią bitwę stoczył pułk 12 – 13 września w rejonie Srebrna – Łętownica –  Andrzejewo. Niemcy okrążyli Polaków mocnym pierścieniem na bagnach. Pułk poniósł duże straty żołnierzy i sprzętu – został rozbity. Dowództwo widząc, że nie ma ani jednego oddziału zdolnego do podjęcia walki wydaje rozkaz rozwiązania  pułku, zatopienia na bagnach sprzętu bojowego i instrumentów, aby nic nie dostało się w ręce wroga. Żołnierze mieli przedzierać się z okrążenia na własną rękę. Heniek nie zatopił akordeonu. Jak mógłby zniszczyć ukochany, wymarzony akordeon podarowany przez Marszałka dla pułku !
Ukrył go w stogu siana, na polu pod lasem. Miał dużo szczęścia, że wyszedł cało z tego okrążenia. W ostatniej walce wielu żołnierzy zginęło, wielu rannych dostało się do niewoli. Gdy wszystko dokoła się uspokoiło Heniek wrócił po akordeon. Szczęśliwy wracał do domu. Nocami przedzierał się polnymi drogami do Łomży. Nieraz natknął się na patrol Rosjan, którzy chcieli zabrać akordeon ale jakoś udało się mu ich przekonać, aby tego nie robili. Pewnego razu mógł go stracić na zawsze, ale tak błagał komendanta, że ten ustąpił, jednak za to musiał jeździć wszędzie z Rosjanami i im grać. Był taki okres, że do Łomży wkroczyli ponownie Niemcy i Heniek z akordeonem uwolnili się od Rosjan. Akordeon pomagał w dywersji przeciwko Niemcom. Ojciec szedł ulicami Łomży z kolegami, grał na akordeonie a koledzy dźwigali w futerale granaty czy inne niedozwolone przedmioty. Został aresztowany i osadzony w łomżyńskim więzieniu. Na szczęście akordeon uniknął więzienia. Spotkali się we wrześniu 1944 roku, po wyzwoleniu Łomży, gdy Heniek opuścił więzienie. 1 maja 1945 roku na zabawie w kinie ”Miraż” poznali się moi rodzice. On grał z kolegami, zainteresował się dziewczyną a ona nie mogła oderwać oczu od błyszczącego akordeonu. 29 maja pobrali się.

Część IV  –  Moja przygoda z akordeonem      

Ja urodziłam się w 1946 roku i tu łączą się moje losy z akordeonem. Pamiętam go doskonale, te świecące koraliki, ten wspaniały głos. Od małego dziecka obcowałam z nim, słuchałam jak ojciec gra, nie mogłam oprzeć się aby go nie dotknąć. W przeciwieństwie do mego dziadka, ojciec nie bronił dotykania swego instrumentu, cieszył się, że interesuję się grą i słucham jego grania. W 1950 roku przenieśliśmy się z Łomży do Sulejówka. Tak się złożyło, że chodziłam do przedszkola, które mieściło się w Dworku Marszałka Piłsudskiego, potem chodziła moja siostra i brat. Gdy miałam 7 lat dostałam akordeonik pod choinkę od Mikołaja. Ojciec zaczął mnie uczyć. Gdy byłam w trzeciej klasie szkoły podstawowej grałam na zabawie choinkowej. Miał grać mój ojciec ale coś wypadło mu w pracy, więc padło na mnie. Panie nauczycielki prowadziły zabawy, kółeczka, wężyki i dzieci się bawiły a ja znałam kilka prostych melodii i w kółko je grałam. Lubiłam też chodzić do sąsiadów aby im pograć. Były to czasy, gdzie nie było telewizji tylko radia z jednym programem więc byłam mile widziana ze swoim repertuarem. Najbardziej lubiłam jedną, starszą sąsiadkę, panią Jurkową, która chowała świnkę, gotowała dla niej ziemniaki w łupinkach i jaki był rarytas, gdy mi dawała kilka za moje granie. Gdy podrosłam na tyle, aby utrzymać akordeon od Marszałka, to na nim zaczęłam grać. Od kiedy pamiętam akordeon pracował na utrzymanie naszej rodziny. Rodzice poza pracą zawodową grywali co sobota na zabawie w podwarszawskiej  miejscowości Marysin. Mama na perkusji, tata na akordeonie a koledzy z orkiestry z Łomży na instrumentach dętych; trąbka, saksofon, klarnet. Gdy byłam w siódmej klasie szkoły podstawowej, mama się rozchorowała i ja grałam na zabawie Ciężko było wytrwać do końca ale za pierwsze zarobione pieniądze kupiłam sobie modną wówczas sukienkę w grochy z falbanami i buciki. W późniejszych latach, będąc w liceum grywałam z rodzicami na zabawach choinkowych dla dzieci, na zabawach dla dorosłych, na weselach. Ja na akordeonie, mama na perkusji a ojciec na skrzypcach. Oczywiście ojciec zmieniał mnie na akordeonie a ja w tym czasie brałam gitarę. Mimo, że rodzice dorabiali muzyką w domu się nie przelewało, takie były czasy. Ponieważ historia lubi się powtarzać, ja przyszłego męża poznałam na zabawie, na której grałam na  akordeonie od Marszałka. Przypomnę, że mama poznała ojca na zabawie, na której on grał na tym samym akordeonie. Gdy moje rodzeństwo dorosło, stworzyliśmy rodzinny zespół, który grał w Łomży i poza nią. Oczywiście była to dodatkowa praca, poza pracą zawodową każdego z nas. Ja często grywałam na akordeonie od Marszałka na zabawach choinkowych dla dzieci i prowadziłam je. Największą frajdą dla mnie nie było wynagrodzenie ale paczka z frykasami na owe czasy, pomarańcze i słodycze rożnego rodzaju, którą mogłam zanieść swoim dzieciom. One też korzystały z pomocy akordeonu w podwyższonym standardzie życia i możliwości edukacji. Troje moich dzieci studiowało mniej więcej w tym samym czasie, więc wydatki były niemałe. Akordeon pracował też dla nich. W pewnym okresie modne stały się gitary elektryczne i trzeba było wmontować  mikrofon do akordeonu, aby gitary go nie zagłuszały. Przez wiele lat ciężko pracował, galeryjka z kości słoniowej połamała się, trzeba było wstawić metalową obudowę. Głos jednak miał bardzo donośny. Nie sposób zliczyć na ilu zabawach karnawałowych, zabawach choinkowych dla dzieci, sylwestrach i weselach cieszył ludzi swym brzmieniem i dawał wiele radości. Akordeon wiele przeszedł z moją rodziną, dobre i złe czasy, wiele mu zawdzięczamy i był traktowany zawsze z szacunkiem jak członek rodziny. On w dużej mierze pomógł wykształcić mnie i moje rodzeństwo. Ja i siostra – nauczycielki, brat – budowlaniec. Oprócz pracy pedagogicznej zawsze w miejscu pracy tworzyłam zespoły artystyczne, dziecięce, młodzieżowe, z dorosłymi, z osobami niepełnosprawnymi. Wzorce czerpałam z wolontariackiej pracy moich rodziców, którzy po przejściu na emeryturę zakładali zespoły artystyczne w Łomży. Między innymi założyli w roku 1970 zespół seniorów i przez wiele lat go prowadzili. Poza tym było wiele innych zespołów, które na owe czasy były ewenementem i odnosiły niemałe sukcesy. Rodzice mieli bardzo dużo podziękowań i nagród wszelkiego rodzaju. Ja zawsze podziwiałam ich zaangażowanie i aktywność na niwie kultury, i widząc  ile daje im to satysfakcji, a innym radości, zaczęłam ich naśladować. Jest  takie przysłowie:” Niedaleko pada jabłko od jabłoni” i w moim przypadku jest to jak najbardziej trafne określenie.

Część V  – Akordeon wraca do wojska

W roku 1995 tradycje 33 Pułku Piechoty z Łomży przejął 33 Pułk Zmechanizowany w Budowie k/ Złocieńca – wszelkie pamiątki po pułku zostały przekazane do tej jednostki. Kombatanci z Łomży przez kilka lat jeździli tam zapraszani na obchody Święta Wojska Polskiego. Ojciec jeździł  z akordeonem. Grał podczas jazdy i w czasie uroczystości. Akordeon wzbudzał ogromne zainteresowanie i emocje byłych żołnierzy łomżyńskiego 33 pp.
Pewnego dnia, przed kolejnym wyjazdem doszło w domu do poważnej, rodzinnej rozmowy. Doszliśmy do wniosku, że nasz ukochany i zabytkowy akordeon od Marszałka oddamy do wojska, bo tam wśród innych pamiątek jest jego miejsce. Ojciec grał na tym spotkaniu ostatni raz i wrócił do domu bez akordeonu. Akordeon był w naszym domu prawie pół wieku. Towarzyszył w dobrych i złych czasach, dużo mu zawdzięczaliśmy, traktowany był jak członek rodziny, zarabiał na lepszy standard naszego życia. Bez niego zrobiło się w domu smutno i pusto, mimo że mieliśmy kilka akordeonów. Żaden nie jest dla nas tak cenny jak on. Na nim uczyły się grać trzy pokolenia Witkowskich – senior, jego żona Halina, dzieci i wnuki.
10 sierpnia 2010 roku akordeon od Marszałka Józefa Piłsudskiego wrócił do Łomży wraz z pamiątkami, ponieważ tradycje 33 pp. przejął I Łomżyński Batalion Remontowy. Witkowski nie doczekał tej chwili, zmarł w 2010 roku, w wieku 85 lat. Z pewnością byłby szczęśliwy z powodu powrotu jego przyjaciela do łomżyńskich koszar. Rodzina też była bardzo zadowolona z takiego obrotu sprawy, ponieważ myśleliśmy, że nigdy go już nie zobaczymy. Do Złocieńca było zbyt daleko, by jechać w „odwiedziny”. Instrument był oddany w dobrym stanie, miał głos bardzo dobry ale z racji swego wieku, wygląd już nie ten sam. Mieliśmy nadzieję, że po przeprowadzeniu prac renowacyjnych odzyska  dawną świetność i będzie cieszył oczy oglądających swoim blaskiem, a uszy wspaniałym dźwiękiem jeszcze długo…..długo.
Obecnie jest własnością wojska i po zabiegach konserwatorskich, jako cenny eksponat wystawiono go w Sali Tradycji Warsztatów Technicznych Łomża.

Część VI –  Spotkania z akordeonem po latach

W maju 2014 roku byłam w Muzeum Północno – Mazowieckim i przez przypadek dowiedziałam się, że akordeon jest w dziale historycznym. Poprosiłam, aby pozwolono mi go zobaczyć (muzeum było w tym dniu zamknięte dla zwiedzających). Zobaczyłam, a nawet pozwolono mi na nim zagrać – wyjęto go specjalnie z gabloty, w której jest przechowywany. Byłam mile zaskoczona i wzruszona, nawet łezkę uroniłam. Akordeon jest w bardzo dobrym stanie: ma uzupełnioną klawiaturę, wymontowany mikrofon, nowy miech, jest nastrojony, ma głos jak dawniej. Wygląda pięknie, nie widać, że tyle przeszedł przez te wszystkie lata. Oczywiście nie ma tej pięknej, błyszczącej galeryjki, którą pamiętam z dzieciństwa ale ma „duszę”, która wypływa z głębi dźwiękami gdy na nim gram.
Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy ale tak się dla mnie szczęśliwie składa, że moje kontakty z akordeonem są coraz częstsze. W sierpniu 2017 roku grałam na nim na imprezie plenerowej z okazji Święta Wojska Polskiego pt. ,,Wojsko Na Swojsko” na placu przy łomżyńskich koszarach. W listopadzie tegoż roku byłam zaproszona do  Zespołu Szkół Powiatowych w miejscowości Łyse na uroczystość pt. ,,Kurpie dla Niepodległości”, gdzie opowiadałam historię  akordeonu, grałam pieśni legionowe i żołnierskie.  Akordeon był wypożyczony na tę okazję z muzeum. Byłam honorowym gościem jako córka  żołnierza 33 pp. Szkoła stara się o nadanie imienia 33 Pułku Piechoty w Łomży. Dnia 6 kwietnia 2018 nagrywałam audycję dla Radia Białystok, w sali muzealnej a 4 maja odbyła się promocja książki autorstwa Doroty Sokołowskiej i Grzegorza Maculewicza pt. ,,Sekrety Łomży i Ostrołęki”. W książce tej była krótka wzmianka o akordeonie, dlatego autorzy poprosili, aby dla uświetnienia spotkania obecni mogli usłyszeć głos akordeonu. Ja na spotkanie zaprosiłam swój zespół artystyczny seniorów „Maryna” i wspólnie z  publicznością, przy akompaniamencie „eksponatu historycznego” śpiewaliśmy pieśni żołnierskie i legionowe. Obecni byli zachwyceni kondycją 83 – letniego „staruszka”.
29 czerwca 2018 roku odwiedzili mnie studenci muzykologii z uniwersytetu poznańskiego i wrocławskiego chcąc porozmawiać na temat kultury kurpiowskiej z racji mojej długoletniej pracy z zespołami folklorystycznymi. Akurat w tym dniu miałam próbę z zespołem w Klubie Seniora i zaprosiłam ich. Nagrywali nasz śpiew, uczyli się śpiewać gwarą kurpiowską, a także poznali taniec ”Stara baba” i wspólnie z seniorami  uczyli się tańczyć. To było niezapomniane spotkanie integracyjne dwóch pokoleń, które połączyło wspólne zainteresowanie folklorem.
Na drugi dzień studenci byli umówieni w łomżyńskim muzeum na spotkanie z panią etnograf i ze znawczynią folkloru – rodowitą Kurpianką. Dowiedziawszy się o akordeonie poprosili mnie, czy mogłabym im na nim zagrać. Wyraziłam zgodę pod warunkiem, że porozmawiają z dyrekcją o jego udostępnienie. Byli zachwyceni jego stanem i głosem, z zainteresowaniem słuchali, nagrywali i dopytywali mnie o różne szczegóły. Akordeon jest zdeponowany przez wojsko w muzeum, aby umożliwić szerokiemu gronu osób oglądanie go. Jest cennym historycznym i wywołującym emocje eksponatem. W rozmowie z pracownikami dowiedziałam się, że wzbudza ogromne zainteresowanie zwiedzających. Ja jestem jedyną osobą, która ma możliwość  grania na nim. Każdy kontakt jest dla mnie ważnym przeżyciem, który przywołuje wspomnienia z życia mojej rodziny. Witam się z nim jak z bliską mi osobą.

Część VII –  Refleksje i zaduma nad minionym czasem

Wychowałam się w bliskości akordeonu od  Marszałka Józefa Piłsudskiego, przy jego boku i dzięki niemu jestem taką osobą a nie inną. Dzięki zauroczeniu w dzieciństwie gram, śpiewam i niosę radość innym. Oczywiście wiele zawdzięczam Rodzicom ale duży wpływ na moje dorosłe życie miał i ma niewątpliwie ten akordeon. Gdyby ojciec nie ocalił go w czasie pożogi wojennej nie byłoby całej tej historii. Gdyby nie on, moi Rodzice być może nie poznali by się – mnie by nie było! Gdyby nie on, nie poznałabym na pewno mego męża. Tak można by gdybać…i gdybać. Dlatego czuję do niego wielki sentyment. Dla innych to tylko przedmiot – dla mnie Ktoś, z kim łączy mnie niezwykła więź, której nie da się opisać słowami do końca i dostatecznie wyrazić uczucia. Moja rodzina czuje to samo.
Jestem wdzięczna losowi, że postawił na mojej drodze akordeon od Marszałka Józefa Piłsudskiego, że mogłam czerpać z niego inspiracje na sposób dorosłego życia, że jestem kim jestem – a jestem niepoprawną optymistką, która kocha muzykę, śpiew, taniec i wszystko co jest z tym związane. Kocham folklor różnych regionów Polski. Staram się dzielić z ludźmi tym co potrafię i sprawiać im radość swoim działaniem.
Obecnie od roku prowadzę amatorski zespół seniorów „Maryna” w Klubie Seniora przy Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Łomży. Zespół działa bardzo prężnie. Spotykamy się dwa razy w tygodniu i z pasją  pracujemy. W ciągu roku daliśmy ponad 30 występów, to jest bardzo dużo biorąc pod uwagę średnią naszego wieku. Mamy w swoim repertuarze pieśni patriotyczne, wojskowe piosenki popularne, biesiadne i ludowe. Szczególnie propagujemy folklor kurpiowski. Członkowie zespołu poznają  gwarę, uczą się tańców kurpiowskich, poznają zwyczaje. O naszych osiągnięciach piszę na portalu Podlaski Senior. Jesteśmy zapraszani na różne uroczystości okolicznościowe, na przeglądy i konkursy. Podobno emeryci mają dużo czasu……może i mają ale nie ja i mój zespół. Nasze motto:” Niezależnie od wieku ciesz się z życia człowieku”. Niedawno gdzieś przeczytałam króciutką rymowankę, która mi bardzo się podoba i często ją powtarzam innym, gdy widzę że coś ich trapi.
Nie licz lat, niech sobie płyną.
Śmiej się zdrowo, czuj się młodo,
Bowiem życie na wesoło,
Fantastyczną jest przygodą.
i to jest adekwatne do mojego podejścia do życia.
Puenta na koniec mojej historii jest taka, że dzięki akordeonowi od Marszałka Piłsudskiego byłam i jestem wciąż aktywną osobą, pełną optymizmu, robiącą to co kocham i zamierzam to robić jeszcze długo……długo –  dopóki zdrowie pozwoli !  Póki jestem „na chodzie” będę robiła to z wielką pasją, bo chyba to jest moim przeznaczeniem –  może nie chyba, ale na pewno !

wrzesień 2018
Danuta Waśko  

 

opublikował: Wojciech Winko /redakcja.historialomzy@wp.pl/

artykuł powiązany:
https://historialomzy.pl/srebro-nie-zloto-dla-seniorki-z-lomzy/

 

Dziękujemy za przeczytanie artykułu :)

Jeśli chcesz być informowana(-y) o nowych artykułach, to polub naszą stronę na https://www.facebook.com/historialomzy
oraz
zgłoś swój akces do grupy na FB:
https://www.facebook.com/groups/historialomzy

466 Ogólnie 2 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Tajemniczy list

W numerze 31 "Wiadomości Łomżyńskich"  (jesień 2012 r) ukazał się ciekawy artykuł Pana Jerzego Marczuka, który za zgodą Autora i Prezesa ZG TPZŁ Pana Zygmunta Zdanowicza zamieszcza[...]