OSTATNIA KASZTELANKA WISKA

W księdze zejść parafii Rutki (pow. zambrowski) proboszcz ks. Ramotowski zapisał w 1863 r.: „Dnia 13 stycznia o godzinie szóstej po południu stawili się Krz. Swiderski i Apolinary Włodkowski, obaj lokaje z Mężenina i oświadczyli, iż w dniu dziesiątym stycznia o godzinie siódmej wieczorem umarła w Jeżewie (w dworze Glogerów – przyp. JR) Agnieszka z Hrabiów Opacka, 1 -go ślubu Rembielińska, 2-go Bechon, wdowa była dziedziczką dóbr Mężeńskich, kollatorką kościoła parafii Rutkowskiej, w Mężeninie zamieszkała lat osiemdziesiąt sześć mająca, córka niegdyś Chryzantego i Maryi z Gomolińskich Hrabiów Opackich”.
Spróbujmy przybliżyć tę niezwykłą – jak na owe czasy – osobę. Najpierw słów parę o jej rodzicach. Ojcem był wspomniany Rafał Chryzanty Opacki herbu Prus III, urodzony 25 października 1741 r. w Mężeninie, jedyny syn Stanisława, chorążego wiskiego od 1757 r. i posła na sejmy z tej ziemi i Konstancji z Męczkowskich. W księdze chrztów parafii rutkowskiej odnotowano, że chrzestnym jego był Antoni Rostkowski, właściciel dóbr Jedwabne, z którego to inicjatywy wieś Jedwabne otrzymała 17 lipca 1736 r. prawa miejskie nadane przez Augusta III.
Jako osiemnastolatek Chryzanty (tego imienia używał na co dzień) oddany został pod opiekę hetmana wielkiego koronnego Jana Klemensa Branickiego, z którego rodziną związał się na całe lata, na dobre i na złe. Z inicjatywy hetmana w 1769 r. został szambelanem królewskim, w sześć lat później chorążym wiskim, 17 września 1779 r. – kasztelanem wiskim. W czasie powstania kościuszkowskiego otrzymał podpisany przez Naczelnika patent na generał-majora pospolitego ruszenia nia ziemi wiskiej, która jednak go nie utworzyła.

Chryzanty Opacki (1741-1806) na XIX- wiecznym obrazie olejnym nieznanego autora. Repr. „ Tygodnik Ilustrowany” 370 z 1875 r.

Chryzanty Opacki (1741-1806) na XIX- wiecznym obrazie olejnym nieznanego autora. Repr. „ Tygodnik Ilustrowany” 370 z 1875 r.

W 1771 r. ojciec przekazał Chryzantemowi dobra Mężenin. Rutki, części wsi Ożary i Ożarki, Gielczyn, Brzostowo-Sie- strzanki i Rutkowskie. Po upadku Rzeczypospolitej zajmował się głównie działalnością gospodarczą, nie zaniedbując dobrych kontaktów z białostockim dworem „Pani Krakowskiej”. Jak pisze E. Wereszycka, autorka biogramu Ch. Opackiego w Polskim Słowniku Biograficznym (t. XXIV, s. 68-69) miał on w swoich dobrach kilkanaście wzorowo zagospodarowanych folwarków i dużo lasów. Mieszkał stale w Mężeninie, gdzie założył piękny ogród, stawy i gospodarstwo rybne, młyny i browary, sprowadził bydło holenderskie, wzniósł murowane zabudowania folwarczne. Nowocześnie prowadzona gospodarka wywierała wpływ na gospodarkę okolicznej drobnej szlachty. Rozległe stosunki z sąsiadami, a zwłaszcza zaufanie, jakim darzyła go w sprawach zarządzania jej dobrami wdowa po hetmanie Branickim Andrzejowa Makronowska, bardzo sprzyjały rozwojowi własnych interesów. Pomnażał swoją fortunę, prowadząc na szeroką skalę, przy pomocy własnej floty rzecznej, handel zbożem i drewnem. Opacki miał opinię człowieka towarzyskiego, „posiadał śmieszności i narowy swego czasu, nie brzydził się cudzoziemczyzną i był bałamutem”.
W 1777 r. ufundował w Giełczynie kościół pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Był to prawdopodobnie akt pokuty za bójkę, jaką w 1776 r. miał ze Stanisławem Rembielińskim, właścicielem dóbr Jedwabne, w kościele wiskim.
Ch. Opacki był kawalerem Orderu św. Stanisława i Orderu Orła Białego. Od 1778 r. używał tytułu: hrabia z Mińska. Zmarł 11 lutego 1806 r. w Warszawie, pogrzebany został na cmentarzu parafialnym w Rutkach.
W wyniku małżeństwa z Marianną Saryusz-Gomolińską h. Jelita (zm. 1797) – córką Karola, podkomorzego łęczyckiego i właściciela m.in. Krośniewic w pow. Kutnowskim, oraz Heleny Pokrzywnickiej, stał się właścicielem tych dóbr. Owocem
tego związku była jedyna córka Agnieszka Helena Konstancja, urodzona w 1777 r.

I tu zaczyna się nasza opowieść o Agnusi, jak ją nazywano na dworze Branickich w Białymstoku, w odróżnieniu od Agnieszki Dobrzynieckiej (Agny), córki Piotra z Pęchratki – zarządzającego należącym do Radziwiłłów Zabłudowem, późniejszej żony Macieja Szuby-Wojno – i Agnieszki Rzędzianki z Rzędzian. Nie mając męskiego potomka Opacki „usiłował dać jej wykształcenie męskie, jak na przyszłego obywatela kraju przystało. Uczono tedy kasztelankę historyi, ustaw Rzeczypospolitej, łaciny, matematyki, astronomii i historyji naturalnej. (…) panna zdumiewała wszystkich zdolnością i bystrością umysłu, wiedzą i talentami niewieścimi” (Z. Gloger – „Kłosy”, nr 915/1883). Z innych przekazów wiemy, że „śpiewała włoskie canzony akompaniując sobie na klawikordzie, szpinecie lub harfie. Z gracją tańczyła menueta i kontredansa, gładko mówiła w czterech jak najbardziej zagranicznych językach: po francusku, angielsku, niemiecku i włosku. (…) nie puszyła się jak pawica, ujmując tak jak jej rodzic współziomków uprzejmością i grzecznością”.
Nie wydaje się więc rzeczą dziwną, że ojciec, posiadając córkę o takich walorach, planował jej małżeństwo co najmniej z księciem Radziwiłłem lub w ostateczności z synem Potockiego, starosty szczerzeckiego, Feliksem. Z planów tych jednak nic nie wyszło, gdyż Agnieszka „rozamorowała się” w poznanym w Warszawie Rajmundzie Rembielińskim. Opacki początkowo nie chciał słyszeć o zięciu gołowąsie, nie posiadającym znacznej intraty i który uważał sekretarzowanie Stanisława Rembielińskiego za profesję lokajską, niewiele lepszą od kamerdynerstwa Ryxa „rajfura królewskiego”. W rzeczywistości przyszły teść był chorążym wiskim, starostą łosickim, sekretarzem i posłem sejmowym oraz autorem i wydawcą diariuszy sejmowych. W końcu musiał zaakceptować wybrańca jedynaczki i 15 lutego 1797 r. zawarty został związek małżeński. W rozmowach i korespondencji z A. Rzędzianką Agnieszka stwierdziła później: „…mąż powinien być nikczemnej postury, niskliwy, i w ogóle tyciuteńki, by go tolerować w domu. Mój Rajmund, nie ułomek przecie i pełno go było wszędzie. Mędrkował, ferował wyroki, zarządzał mną i moim majątkiem (…) Teraz sobie głowę łamię, jak prawem czy lewem wykoncypować i męża się pozbyć”. Nie było to małżeństwo szczęśliwe jeszcze z innego powodu – brak potomstwa. Jedyna ich córka zmarła w wieku ośmiu lat. Pomimo początkowego sprzeciwu Rajmunda, w 1817 r. doszło do rozwodu. Na „otarcie łez” eksmałżonek otrzymał około 1.000 włók ziemi, w tym dobra Krośniewice. Agnieszka zatrzymała sobie tylko Mężenin, który później przeszedł w ręce syna Rajmunda Eugeniusza.
Wkrótce poznała Agnieszka wielką miłość swojego życia. Był nią młodszy o siedem lat Józef Bechon, były podpułkownik szaserów Księstwa Warszawskiego i adiutant połowy gen. J. Zajączka. Po nieudanej wyprawie Napoleona na Rosję w 1812 r., podał się do dymisji, by zająć się malarstwem. Zamiłowanie to i talent odziedziczył po ojcu Karolu, jednym z najwybitniejszych miniaturzystów epoki stanisławowskiej.
Schorowanego Józefa wywiozła Agnieszka do Włoch celem leczenia. Wrócili do kraju jako małżeństwo, przywożąc ze sobą kilka kotów kalabryjskiej rasy. Koty te narobiły sporo zamieszania. M. Wołowski tak pisał w: „Kłosach”: „Koty pani B. miały swoje łóżka, swoje guwernantki, swojego doktora, a nawet swój cmentarz. Pogrzeby członków kociego narodu były arcy pożądaną rzeczą, gdyż każda płaczka czy płaczek nad ciałem zmarłego kota otrzymywał nagrody za łzy, także rubli srebrem trzy w gotówce”. Kłam tym słowom zadaje Z. Gloger, blisko związany z mężenińskim dworem. Faktem jest jednak „uszczęśliwianie” przez panią Bechon znajomych i przyjaciół kocimi pupilkami.
W czasie powstania listopadowego w Mężeninie zorganizowany został lazaret, którym kierowała, zatrudniona kilka lat wcześniej we dworze, siostra szarytka Ewa Czeladzińska z Warszawy, będąca doświadczoną lekarką, aptekarką, „zręczną operatorką”. Siostra Ewa położyła duże zasługi dla poprawy stanu zdrowia miejscowej ludności. „Pod strzechę wieśniaczą wniosła słodką otuchę, nadzieję zdrowia i wszelką pomoc. Dozorowała chorych, nauczała maluczkich i opiekowała się sierotami”. W 1831 r. do Tykocina i Mężenina przywleczono cholerę, w wyniku której zmarł „cher Beszonek”. Pogrzebano go w okazałej kaplicy w głębi parku w Mężeninie.
Pani Bechon aktywnie udzielała się w swoim środowisku. Gloger wspominał: „Bezdzietna, zajmowała się kształceniem kilku pokrewnych panienek, które u niej w domu bawiły. Mam dotąd obszerne i wcale gruntowne kursa rozmaitych nauk, które im z pamięci dyktowała. I mnie też, gdym zaczął do szkół chodzić… examinowała z matematyki, historyi powszechnej i polskiej, uczyła ustaw byłej Rzeczypospolitej i miłości do rzeczy krajowych wlewała”. Opieka nad młodym Glogerem nie ograniczała się tylko do egzaminowania. W swoim testamencie zapisała mu, oprócz wielu cennych drobiazgów przywiezionych z licznych podróży po Europie, pewną kwotę na studia w Szkole Głównej.
Mężeniński dwór znany był ze staropolskiej gościnności. Biedni nie wychodzili z niego nigdy bez wsparcia, chorzy bez porady, a sieroty bez opieki. Pani Bechon dawała zajęcie okolicznym rzemieślnikom. W dworze znalazło utrzymanie wielu emerytów, „którzy zaopatrzeni w wygody wszelkie dożyli w Mężeninie sędziwego wieku, jak u Pana Boga za piecem”.
Na dworze mężenińskim przebywała przez pewien okres w charakterze rezydentki Narcyza Żmichowska, dziewiętnastowieczna pisarka, która jeden ze swoich utworów poświęcić miała swojej dobrodziejce. Gloger wspomina o pewnych zdolnościach pisarskich Agnieszki. „Sama pani B. pisała stylem dziwnie jasnym, prostym i jędrnym. Miała nawet zdolność poetycką i podobno niekiedy dosiadała pegaza”. Pod koniec życia spisała swoje pamiętniki, w których m.in. ostro polemizowała z K. Koźmianem, wychwalała młodego Mickiewicza. Przesłała je do Wiednia Eugeniuszowi Rembielińskiemu celem publikacji, co jednak nie nastąpiło.
W kościele parafialnym w Rutkach, którego była kolatorką, przebudowała swoim kosztem dwie nawy i okazałą dzwonnicę. Całe życie upiększała dwór i ogród, nie przewidując, że w kilka lat później znikną wszelkie ślady jej pracy. Stało się to w wyniku parcelacji mężenińskich dóbr przez ich nowego właściciela, Eugeniusza Rembielińskiego.

Zakończeniem niech będą słowa Z. Glogera: „Była jednym z ostatnich typów dawnej matrony polskiej, która obok poloru wyższego świata zachowała wszystkie cnoty obywatelskie i gorącą miłość do kraju”.

Jerzy Ramotowski

Opracowano na podstawie:

Wiadomości Łomżyńskie.
Kwartalnik Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej.

Nr 23. Jesień 2010                                                                                                                                               Pozwolenie na przedruk udzielone przez Pana Wawrzyńca Kłosińskiego redaktora naczelnego kwartalnika Wiadomości Łomżyńskie.

1095 Ogólnie 2 Dziś
  
 

4 Komentarzy

  1. Avatar
    19 lipca 2016  10:07 przez Christo Odpowiedz

    Interesujący artykuł ale jeszcze wiele do zweryfikowania

  2. Henryk Sierzputowski
    19 lipca 2016  19:46 przez Henryk Sierzputowski Odpowiedz

    W takim razie proszę o weryfikację tego artykułu z podaniem źródeł.

  3. Avatar
    19 października 2016  8:19 przez piotr Odpowiedz

    podejrzewam iż trwa weryfikacja i szukanie źródeł.

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Avatar

„Straceniec” z Mocarzy

STUDIA ŁOMŻYŃSKIE tom XXI ŁOMŻA 2010 JERZY RAMOTOWSKI (Jedwabne) „Straceniec” z Mocarzy „W spalonym kościele Karmelitów Bosych [pożar miał miejsce w 1803 r. - p. JR] by[...]