Rozwój skautingu na Ziemi Łomżyńskiej. Część 9.

Od redakcji:
Nieodżałowanej pamięci Czesław Rybicki – historyk łomżyński, w swojej bardzo  starannie  udokumentowanej pracy pt. ”Rozwój skautingu na Ziemi Łomżyńskiej” przedstawia jako pierwszy w tak całościowy sposób, wydarzenia i postacie związane z powstaniem oraz rozwojem w Łomży i najbliższych okolicach w latach 1913-1920 polskiej idei skautingu, a następnie harcerstwa. W szczególności omówiona jest w niej geneza powstania w okresie odzyskiwania niepodległości pierwszych męskich i żeńskich drużyn harcerskich, specyfika  ich działania, jak również udział łomżyńskich harcerzy w rozwoju i codziennym funkcjonowaniu struktur Polskiej Organizacji Wojskowej. Autor w swoim przełomowym dla łomżyńskiej myśli niepodległościowej opracowaniu, przywraca również pamięć o udziale harcerzy w walkach w obronie Łomży 1920 roku oraz w walkach o kształtowanie granic Polski. Przedruk pracy na portalu historialomzy.pl dokonany jest za zgodą rodziny śp. Czesława Rybickiego.

Udział łomżyńskich harcerzy w działaniach wojennych 1920 r.

Odwrót wojsk polskich znad Dźwiny i Berezyny w 1920 r. zagroził zajęciem rejonu Łomży przez wojska bolszewickie. Na wieść o zajęciu Stawisk przez bolszewików część mieszkańców Łomży, władze administracyjne i pracowników urzędów wojskowych ogarnęła panika i do wieczora 27 lipca opuścili pośpiesznie Łomżę. Wraz z nimi wyjechała policja i żandarmeria. Baon Grodzieńskiego Pułku Piechoty wraz ze Szwadronem Jazdy Tatarskiej, który w godzinach rannych 28 lipca zatrzymał się w Łomży i miał zająć się obroną miasta, bez żadnego zagrożenia ze strony nieprzyjaciela wycofał się z Łomży w kierunku Ostrołęki. Uczynił to, nie powiadamiając nikogo. Straż Obywatelska zorganizowana kilka tygodni wcześniej wezwana przez prezydenta Władysława Świderskiego nie stawiła się na stanowiskach. Dla utrzymania porządku w mieście zorganizowana została przy magistracie Milicja Miejska pod kierownictwem ks. Dąbrowskiego. 29 lipca do godziny 12 na posterunkach stanęło 200 milicjantów i 120 sanitariuszy. Baon Zapasowy 33 pp, który pozostał w Łomży po wykonaniu rozkazu opuszczenia miasta przez podstawowe kompanie pułku, posiadał trzy kompanie piechoty i jedną kompanię karabinów maszynowych. Stan liczebny baonu wynosił 900 żołnierzy, z których 500 znajdowało się na oddziale ozdrowieńców i nie nadawało się do jakiejkolwiek akcji bojowej.
W Łomży zaczęto organizować 133 ochotniczy pułk piechoty. Zaciąg ochotników do tego pułku, trwający od 12 lipca, 27 tego miesiąca osiągnął zaledwie około 130 osób. Podjęto decyzję o rezygnacji z organizacji pułku, a ochotników wcielono do Baonu Zapasowego 33 pp. Po przeprowadzeniu od 23 lipca masowego poboru rekrutów z powiatu łomżyńskiego, kolneńskiego i ostrołęckiego stan liczbowy baonu wyniósł 3500 ludzi, z których tylko około 700 szeregowców było jako tako przygotowanych i zdolnych do walki.

28 lipca dowódca Batalionu Zapasowego 33 pp po kilkakrotnej nieskutecznej próbie telefonicznego połączenia z Dowództwem Okręgu Warszawskiego postanowił samodzielnie zorganizować obronę przejść przez Narew w okolicy Łomży. W tym celu dokonał reorganizacji batalionu. Wydzielił 700 żołnierzy do oddziału liniowego z sześcioma karabinami maszynowymi. Pozostałych około 3000 rekrutów, rannych i chorych, wraz z majątkiem skarbowym wysłał pod dowództwem por. Czesława Szczęsnego ostatnimi odjeżdżającymi pociągami w kierunku Warszawy. Około godziny 18 kpt. Stanisław Raganowicz otrzymał z dowództwa okręgu rozkaz natychmiastowej ewakuacji całego batalionu do Wyszogrodu. Jednak na skutek wytworzonej w Łomży sytuacji utrzymał w mocy swoje poprzednie zarządzenie dotyczące zorganizowania obrony przepraw przez Narew.397.
Patrol piechoty wysłany samochodem w kierunku Szczuczyna pod dowództwem chor. Twardowskiego starł się o godzinie 19 z silnym podjazdem kawalerii bolszewickiej na północ od Kisielnicy i z trzema rannymi szybko wycofał się do Łomży. Patrole wysłane w kierunku Stawisk i Wizny stwierdziły w tych miejscowościach obecność większych oddziałów kawalerii Siemiona Budionnego398. Dnia 26 lipca 1920 r. o godzinie 10 we wsi Józefince na południe od Łomży pojawił się piętnastoosobowy patrol jeźdźców z kawalerii Siemiona Budionnego. Został doszczętnie rozbity przez placówkę oficerską. Do niewoli wzięto sześciu jeńców, którzy podczas przesłuchania poinformowali, że w kierunku Łomży, uznanej za główny, trudniejszy punkt oporu, kierują się 4 bolszewickie dywizje. Dzień później o godzinie 6 rano pieszy, 32-osobowy patrol bolszewicki dotarł do lasu drozdowskiego. Ten także został rozbity, a część żołnierzy wzięto do niewoli399.
Na wieść o zagrożeniu ojczyzny łomżyńska młodzież spontanicznie zorganizowała zebranie w Ogrodzie Ludowym celem omówienia zbiorowego wstąpienia do wojska. Drugie zebranie odbyło się w gmachu gimnazjum. Wyłoniono komitet, który przyjmował zapisy ochotników. Nabór odbył się szybko, w trzy dni zgromadzono taką grupę, że można było odebrać zbiorową przysięgę. Odbyła się ona na placu Sienkiewicza przy kościele garnizonowym w obecności tłumnie zgromadzonych rodziców i znajomych. W gronie ochotników znaleźli się sędzia śledczy Leon Wajcht, sędzia hipoteczny Mikułowski, działacz PPS Boryszewski, działacz Narodowej Demokracji Roman Bielicki, nauczyciele szkół powszechnych: Kurpiewski, Butler, Szepietowski i Wiśniewski, młodzież szkolna ze starszych klas, młodzież rzemieślnicza i wiejska, seminarzyści oraz harcerze, których rozpoznać można było po krzyżach i lilijkach. Ochotnicy ci dali zaczątek późniejszej popularnej kompanii ochotniczej 33 pp.
Następnego dnia rozpoczęli intensywne ćwiczenia w koszarach 33 pp. Ochotnicy otrzymali ubiory wojskowe. Po ćwiczeniach i musztrze mogli odwiedzać bliskich. Wieczorem na dziedzińcu koszarowym rozbrzmiewały śpiewy uczestników i rozmowy z instruktorami. Stale dyskutowano o wyjeździe na front, do czynnej walki. Nie trzeba było jednak wyjeżdżać, w niedługim czasie wróg sam stanął u granic miasta. Tego dnia część kompanii została już wysłana na placówki. Pozostali kompletowali jeszcze rynsztunek. Wyposażenie było słabe, jednemu brakowało ładownic, innym rzemienia do karabinu lub płaszcza. Wieczorem przy zapadającym zmroku cała kompania wymaszerowała na linie obronne, na forty. Wymarszowi towarzyszył drobny deszcz. Mijano cofające się tabory i żegnającą młodych żołnierzy ludność. Na szosie do Piątnicy słyszalne były już pojedyncze strzały karabinowe. Po dość długim przeciskaniu się między wozami z opuszczającą zagrożony teren ludnością kompania przedostała się na forty400.
33 pp broniący odcinka od Łomży do Osowca i Mikulińca otrzymał rozkaz wycofania się w kierunku na Wysokie Mazowieckie. Pułk rozkaz wykonał. Dnia 28 lipca 1920 r. obrona Łomży składała się tylko z baonu zapasowego 33 pp i ochotników. Tego dnia o godzinie 5 rano rozpoczął się silny ostrzał artyleryjski na i fort, i przyczółek mostowy. Straty w ludziach i sprzęcie były niewielkie. W tym dniu odbył się pierwszy chrzest bojowy ochotniczej, 3 kompanii 33 pp. Po godzinie czwartej po południu nastąpił silny atak artyleryjski i karabinowy na pozycje w forcie I. W szeregach obrońców, którzy nie mieli jakiegokolwiek doświadczenia bojowego, na sam widok dużej ilości atakującego wojska nieprzyjaciela powstało zamieszanie i przerażenie. O godzinie siódmej i fort został zajęty przez bolszewików. Przemieszczono kompanie 7 i 4 II batalionu na flankę nieprzyjaciela w kierunku wsi Jedlinki. W tym czasie kompanie 1 i 2 z II fortu wykonały działania maskujące przez pozorację ataku, by ułatwić zadanie kompaniom 7 i 4.
Niespodziewany ogień z flanki spowodował zamieszanie w szeregach bolszewickich i wycofanie ich oddziałów ze stratami na dawne pozycje. Opanowanie fortu było zasługą kompani ochotniczej, która dokonała decydującego o losach walki szturmu z brawurowym okrzykiem na ustach. Godna zauważenia jest też postawa dowódców kompanii polegająca na osobistym przykładzie401. Dnia 28 lipca 1920 r. na przedpolach Łomży, między Radziłowem a Przytułami toczyła bój 1 kompania 101 pp wraz z przydzieloną do niej baterią artylerii polowej. Oddział ten wchodził w skład grupy ppłk Andrzeja Kopy, a od 23 lipca bronił Osowca. Trzykrotnie łamiąc opór nieprzyjaciela, kompania dotarła do lasu położonego 2 km na południe od Przytuł. Nieprzyjaciel lasami przedostał się na tyły kompanii i zaatakował od tyłu i z boków. Zagroził nawet znajdującej się z tyłu kompani baterii artylerii, na którą przypuścił szarże oddział jego jazdy. Wykonano odwrót w kierunku na Jedwabne. Tam do walki dołączyła 2 kompania i razem odzyskano w kontrataku utracony teren. Nieprzyjaciel został zmuszony do ucieczki. Po otrzymaniu informacji, że nieprzyjaciel zrezygnował z ataku na Jedwabne, a przemieszcza się przez Kobylin na Łomżę, grupa ppłk Andrzeja Kopy wykonała marsz na Łomżę. Działanie Rosjan groziło odcięciem jedynej drogi odwrotu. W drodze z Jedwabnego do Łomży przednia straż grupy napotkała okopanego nieprzyjaciela na północnym skraju Jeziorka. Przeciwnika rozbito, wzięto jeńców i zdobyto trzy karabiny maszynowe. 29 lipca o świcie do obrońców we wschodnich fortach dołączyli żołnierze ze 101 pp. Zakwaterowali się w budynkach fortecznych402.
Według informacji mjr. Zygmunta Marii Piwnickiego z 9 baonu KOP 29 sierpnia siły obrońców składały się ze 101 p. p., w skład którego wchodziły 4 baony po 500 bagnetów. Baon składał się z 4 kompanii piechoty i kompanii karabinów maszynowych. Ponadto siły obrońców stanowiły: 4 kompania karabinów maszynowych, kompania techniczna – 80 bagnetów, pluton telefoniczny, baon zapasowy 33 pp – około 400 bagnetów, ochotnicy – około 300 bagnetów, szwadron jazdy – 80 szabel, dwie baterie szkolne artylerii i pluton pięciu czołgów. Szwadron kawalerii służył do utrzymania łączności z 205 pp walczącym pod Nowogrodem i do patrolowania dróg wyjazdowych z Łomży. Pozostawał też wraz z ochotnikami w odwodzie walczących oddziałów. Dowódcą utworzonego związku taktycznego obejmującego swym zasięgiem odcinek Łomża-Nowogród został ppłk Andrzej Kopa, powstałą grupę zwano „grupą ppłk. Andrzeja Kopy”. Nieprzyjaciel 29 sierpnia dysponował dwiema dywizjami jazdy, czterema bateriami artylerii polowej i jedną baterią artylerii ciężkiej. 30 sierpnia do jego sił dołączyły dodatkowe jednostki piechoty.
Tu, pomiędzy Łomżą a Nowogrodem, doszło do pierwszych ofiar tej wojny, zginęli uczniowie Franciszek Penkala i Piotr Prokopowicz. Tu też objawiły się emocje: odwaga, bohaterstwo i zwykły ludzki strach403. Mjr Zygmunt Maria Piwnicki ocenił stan moralny obrońców: „101 pp po zwycięskiej bitwie pod Jedwabnem przedstawia się pod względem moralnym bardzo dobrze. Ufa bezgranicznie swoim dowódcom, jest pewny siebie, rwie się do walki. Baon 33 pp i ochotnicy przedstawiają minimalną wartość bojową; zupełnie niewyszkoleni, w połowie nieumundurowani, przy pierwszym silniejszym natarciu porzucą stanowiska i stale będą to robić”404.
Wysoką wartość bojową przedstawiał 101 pp. złożony z żołnierzy poborowych, z kadrą ze szkoły podchorążych i centralnej szkoły podoficerskiej piechoty. Zdarzyło się kilkakrotnie, że sąsiednie oddziały w ucieczce opuszczały stanowiska, wówczas żołnierze 101 pp nie zawahali się nawet użyć broni, aby zmusić je do powrotu i dalszej walki405.
Dnia 29 sierpnia o godzinie 13 nieprzyjaciel po silnym przygotowaniu artyleryjskim zajął III fort po słabej obronie 33 pp. „Obrońcy fortu uciekają w popłochu na mosty na rzece Narwi. Nieprzyjaciel szybkim marszem posuwa się w kierunku na mosty, chcąc je opanować. Sytuację ratuje 101 pp, który dwoma kompaniami obsadza II fort, ogniem zaś dwu drugich kompanii zatrzymuje nieprzyjaciela i zmusza go do cofnięcia się do II fortu. W kilkanaście minut po tym 4 kompania 101 pp rusza do natarcia, odbija i obsadza III fort. Baon 33 pp zajmuje opuszczony przez ochotników i fort, zaś 4 kompania karabinów maszynowych zajmuje stanowiska obronne po obu stronach drogi Łomża-Czarnocin 800 m na południe od tej wioski. Już w tym dniu obrońcy dotkliwie odczuwali brak amunicji. Dopiero wieczorem sytuacja uległa poprawie, gdy z Warszawy przyjechały dwa samochody ciężarowe z amunicją”406. Harcerka Zofia Wnorowska meldowała o widzianych przez nią zabitych i rannych na starym moście i szosie do Piątnicy. Adela Jarnuszkiewiczowa, Mayerowa, Zofia Wnorowska pomimo ostrzału dotarły do fortów, opatrzyły rannych, a niektórych na własnych ramionach przeniosły do Łomży. Inne kobiety z Janiną Cabertówną i Wandą Jakubowską wystarały się o konie i przyjechały po rannych wozami wysłanymi słomą. Akcją ratunkową kierował dr Mieczysław Czarnecki407.
Najcięższym dniem dla obrońców był 1 sierpnia 1920 r. Rosjanie po południu, po ostrzale artyleryjskim ze wszystkich swoich baterii siedmiokrotnie natarli na II i III fort, czwarta część załogi II fortu i piąta część załogi III fortu zginęła lub została ranna. Jednak atakującym nie udało się zdobyć polskich pozycji. Ponieśli też bardzo duże straty. Tego dnia mieszkańcy wiosek z powodu silnego ostrzału nie dostarczyli do fortów mleka, pieczywa i innej żywności. 30 lipca według Stanisława Raganowicza, a według mjra Zygmunta Marii Piwnickiego 1 sierpnia przybył wieczorem od strony Śniadowa pluton czołgów, jednak nie został użyty w walce, przez cały czas walk pozostawał w ukryciu za II fortem. Przybył też gen. Antoni Longin Mirza Baranowski, który z rozkazu dowództwa okręgu objął dowództwo nad wszystkimi oddziałami. Tego dnia od rana nieprzyjaciel atakował artylerią forty i peryferie Łomży. Udało mu się nawet przejściowo zdobyć III fort, ale w skutecznym przeciwnatarciu został rozbity408.
Postawa ludności Łomży i okolicznych wiosek podtrzymywała ducha walki u żołnierzy utrudzonych poprzednimi walkami, niewyspanych, znoszących zimno i deszcz. Mjr Zygmunt Maria Piwnicki opisał udział ludności cywilnej: „We wszystkich bitwach bierze udział ludność cywilna; mężczyźni, niewiasty, a nawet dzieci. Niewiasty wynoszą i opatrują rannych wśród największego ognia nieprzyjacielskiego, wielu mężczyzn i chłopców, biorąc broń z rąk rannych żołnierzy, walczy ramię w ramię z wojskiem. Dzieci nawet donoszą amunicję i biegają z rozkazami i meldunkami. Ludność wiejska nie jest obojętna; na najbardziej wysuniętych stanowiskach bojowych widać furmanki, którymi chłopi dowożą z własnej inicjatywy żywność, wódkę, ciepłą strawę, a nawet bieliznę i odzież ciepłą”409. Stanisław Raganowicz też potwierdził ofiarną pomoc społeczeństwa łomżyńskiego, pisał nawet o starcach i dzieciach włączających się do walki oraz o energicznej akcji prezydenta miasta Władysława Świderskiego, także Witczaka, Jana Lachowicza oraz Selensa i innych, dzięki którym opanowano panikę po ucieczce władz.
Komitet Pomocy dostarczał żywność (wyżywienie obrońców było dobre z powodu dobrze zaopatrzonych w Łomży wojskowych magazynów żywnościowych). Do pomocy włączyła się ludność z okolicznych wsi, szczególnie z Jednaczewa, Zawad, Szczepankowa i ludność żydowska. Ofiarnie pomocy udzielały kobiety: Adela Jarnuszkiewicz-Surawska, dr Peltynowa, Zofia Wnorowska, Jadwiga Szczęsna, Cecylia Ostrowska, Felicja Suchorzewska, Janina Cabertówna, Wanda Jakubowska, Maria Nowacka–Jakubowska, Wanda Hermanowska, Stanisława Chojnowska, Janina Głowińska, Hipolita Stypułkowska, Zofia Dębowska i wiele innych410. Godna podkreślenia jest postawa łomżyńskiego biskupa Romualda Jałbrzykowskiego, który na wieść o zbliżających się do Łomży bolszewikach zawrócił z drogi na konferencję episkopatu. Stanął na czele Komitetu Obrony Łomży. Zakazał księżom opuszczania swoich placówek411.
Obrona trwała pięć dni, od 28 lipca do 2 sierpnia 1920 r. Na skutek informacji o rozbiciu w Śniadowie baonu 4 Pomorskiego Pułku Piechoty, maszerującego na pomoc grupie ppłk. Andrzeja Kopy broniącej Łomży i zdobycia przez czerwonoarmistów Nowogrodu dowódca grupy nakazał w dniu 1 sierpnia 1920 r. o godz. 21 opuszczenie wschodnich fortów i przeniesienie obrony miasta i mostów na lewy brzeg Narwi. W nocy na pomoc przybyła 5 kompania 157 pp i Lidzki Pułk Piechoty. 2 i 3 kompania 101 p. p. obsadziła rzeczkę Łomżyczkę wraz z IV fortem, baon 157 p. p. V fort i folwark. Starej Łomży bronił Lidzki Pułk Piechoty. 4 kompania karabinów maszynowych 101 pp broniła mostów na Narwi. W odwodzie grupy pozostała jedna kompania 101 pp i kompania techniczna tego pułku412.
2 sierpnia nieprzyjaciel zaatakował pozycje II i III baonu oraz dwa mosty. Do godziny 10 rano użyto wszystkich sił pozostających w odwodzie jako posiłki dla walczących. O godzinie 18 piąta kompania 157 pp pod naporem nieprzyjaciela opuściła V fort i w popłochu uciekła aż do łomżyńskich koszar, nazywanych przez obrońców czerwonymi koszarami. Tutaj została zatrzymana przez dowódcę 101 pp i dowódcę I kompanii tego pułku. Uciekinierzy do kontruderzenia porwani zostali przez wymienionych dowódców budującym przykładem. Odzyskali utracone pozycje. W przeciwnatarciu wzięła udział jedna kompania 33 pp pod dowództwem kpt. Jana Kaczyńskiego. O zmierzchu nastąpiła cisza, nieprzyjaciel poniósł duże straty, wycofał się na całej linii i zrezygnował z dalszych ataków.
Harcerki z Jadwigą Ramatowską na czele dostarczały żołnierzom osłaniającym odwrót wojsk żywność. Sanitariuszki z Jadwigą Szczęsną, Zarębianką i Zofią Dębowską znosiły rannych. Adela Jarnuszkiewiczowa z Piekarską zarządzająca z ramienia Ligi Kobiet gospodą żołnierską przyniosły na pierwszą linię walki do Zawad cztery dzbany czarnej kawy, a Janina Cabertówna dostarczyła chleb i papierosy. Kuchnie polowe z powodu silnego ognia nieprzyjaciela nie mogły przez cały dzień dojechać w pobliże tych stanowisk. Z powodu przełamania frontu pod Nowogrodem obrońcy zagrożeni byli okrążeniem. O godzinie 21 po rozkazie z Naczelnego Dowództwa gen. Antoni Longin Mirza Baranowski zarządził odwrót. O godzinie 23 grupa ppłk. Andrzeja Kopy opuściła Łomżę i bez kontaktu z nieprzyjacielem pomaszerowała w kierunku Czerwina. 3 sierpnia 1920 r. czerwonoarmiści o świcie zajęli Łomżę.
Wykonano rozkaz odwrotu. 3 kompania ochotnicza przydzielona została do 101 p. p. Po trudnym marszu zatrzymano się w Różanie. Rannych odesłano na zaplecze frontu. Pozostałych wcielono jako odrębną kompanię do Lidzkiego Pułku Piechoty. Spod Różana wykonano kolejny odwrót przeplatany potyczkami. Pod Nasielskiem oddziały wizytowali gen. Józef Haller i gen. Władysław Sikorski. Generał Józef Haller podarował znaczek ochotniczy Antoniemu Śledziewskiemu. Dwa dni później kompania ruszyła do ataku. Oddali w nim życie: Stefan Wądołowski i trafiony obok niego dwiema kulami Antoni Śledziewski. Ciężko ranny w głowę zmarł Edward Pusz. Zabici zostali także: sędzia Leon Wajcht, Leon Jakubowski, Tomasz Kuligowski i sierżant Bobiński. Kompania biła się jeszcze pod Przasnyszem i Zawadami. Po tych bojach została wysłana na odpoczynek do Modlina, a po trzech tygodniach na Wołyń do 33 p. p. Tu żołnierzy kompanii rozdzielono po innych kompaniach. Resztę batalionu zapasowego skierowano 6 sierpnia do Żyrardowa w celu dalszego wyćwiczenia żołnierzy, by później wzmocnili swój 33 pp413.
Harcerze, którzy ze względu na młody wiek w listopadzie 1918 r. zostali zwolnieni z wojska, w 1920 r. sami zgłosili się jako ochotnicy. Z czternastu członków harcerskiego plutonu POW w wojnie polsko-bolszewickiej poległo pięciu, a jeden został inwalidą414.
W łomżyńskich drużynach harcerskich umiejętnie kształtowano patriotyzm i postawy narodowe harcerzy i harcerek. Efektem tej pracy był udział łomżyńskich harcerzy i ich ofiarność podczas rozbrajania Niemców, w bojach z bolszewikami w 1920 r., w obronie Lwowa w 1918 i 1919 r. oraz wstępowanie na ochotnika do wojska w latach 1918–1920. Wspomnieć należy o udziale harcerzy w pięciodniowej obronie Łomży na piątnickich fortach415. Władysław Nekrasz ocenił aktywność łomżyńskich dziewcząt w pracach pogotowia wojennego harcerzy: „Na tle wielu miast i miasteczek jaśnieją w 1920 r. świetnie Wilno, Łomża, Płock”416. „Część harcerek wycofała się wraz z wojskiem, inne pozostały na miejscu w służbie trudnej i od frontowej bardziej niebezpiecznej”417. „W Łomży nie mniej poświęcenia wykazały tamtejsze druhny. Donosiły żywność, kopały okopy, opiekowały się rannymi lub jako kurierki roznosiły rozkazy; po zajęciu miasta przez bolszewików pracowały w szpitalach”418.
Ochotniczek do pomocy w szpitalach było bardzo dużo, lecz niewiele takich, które miałyby przygotowanie pielęgniarskie. Jedna z ochotniczek wspominała, że służba sanitarna często odmawiała im pomocy. Czyniła to prawdopodobnie ze zmęczenia lub ze strachu, bowiem po każdym odgłosie strzału chowała się do piwnic. Ochotnicy, pełni dobrych chęci, bez fachowych umiejętności udzielali pomocy. W momencie, gdy trwały już tylko walki ubezpieczające odwrót, doktorzy ogłosili, że kto się czuje na siłach, może udać się do taborów. Kto mógł, to uszedł. Pozostali ciężko ranni, którzy nie byli w stanie się podnieść lub ranni w nogi. Panowała przygnębiająca atmosfera. Opowiadano o okrucieństwach bolszewików. Sióstr zostało bardzo mało, na jedną siostrę przypadało kilka sal. Z obawy przed ostrzałem zgaszono światła.
Pierwsi bolszewicy, którzy wpadli do szpitala byli rośli, w podartych ubiorach i brudni. Wyrzucili na środek sal ubrania, bieliznę i plecaki, które siostry poprzedniego dnia i w nocy w miarę przybywania rannych ułożyły pod ich łóżkami. Nastąpił podział łupów, każdy ciągnął je w swoją stronę, powstała kłótnia, krzyk i szarpanina, które przerodziły się w walkę na pięści. Oglądając to widowisko, jeden z rannych gwizdał, a inny zawzięcie klaskał. Po pewnym czasie do szpitala wpadła druga grupa żołnierzy sowieckich, a po niej trzecia. Splądrowali cały szpital i zabrali wszystko, czego nie udało się siostrom skutecznie ukryć. Zaczęto przywozić rannych, przeważnie bolszewików, szpital został przepełniony. Brakowało łóżek. Lżej rannych kazano ułożyć na płaszczach i słomie na korytarzu. Kolejnych układano już tylko na kamiennej posadzce. Do pracy w szpitalu dołączyły kolejne harcerki, co poprawiło atmosferę wśród sióstr. Od nielicznych polskich rannych, których przez pomyłkę przywożono spod Nowogrodu i Ostrołęki, siostry dowiadywały się, że wojsko broni się dzielnie, ale odwrót trwa.
Rannych zaczęto wywozić w głąb Rosji. Wieczorem pojawiała się w szpitalu komisja lekarzy sowieckich i typowała do wywózki. Siostry wiedział, kto ma być wywieziony. W odniesieniu do żołnierzy wroga nie czyniły żadnych przeszkód. Wytypowanych do wywózki polskich żołnierzy w nocy przemieszczano poza obręb szpitala. Budynku pilnował obchodzący go żołnierz z bronią. Najczęściej jednak zabawiał się ze swoimi kompanami lub spał. Czekano, aż zmorzy go mocny sen i wówczas ranni przemykali koło jego ławy na podwórze i dalej. Czasem czynili to przez okna i okienka szpitala, z trudem pokonując niesprawność rannych ciał. Po pokonaniu podwórza przedostawali się do umówionych domów, gdzie ich zaopatrywano w paszporty z fotografiami i transportowano dalej w bezpieczne miejsce.
Ostatnia grupa skierowana do Jednaczewa musiała cały dzień kryć się w stogach sian, zanim ich zabrano do bezpiecznej kryjówki419.
Jeden ze szpitali funkcjonował w prywatnym szpitaliku ginekologicznym felczer Lucyny Mioduszewskiej-Kukiełko. Oddała ona do dyspozycji rannych i chorych żołnierzy umiejętności medyczne swoje oraz personelu, udostępniła szpitalik przy starym więzieniu oraz posiadane środki opatrunkowe i medykamenty. Lżej ranni przychodzili do szpitala sami, ciężej rannych znosili Ciborowski, Piątek, Ciepliński, Napiórkowski. Rannym pomocy udzielała doktorowa Zalewska, Jadwiga Antosiewicz, panny Pieńkowskie z Pniewa, Mikułowska, panny Piorunek, Ładówna i inni. Pracował tu też dr Alchimowicz ze swoim pomocnikiem Salmońskim. W szpitalu przebywało około 100 rannych i chorych, ułożonych łóżkach i na podłodze wyłożonej słomą. Okoliczna ludność wspomagała pracę szpitala produktami spożywczymi. Praca szpitala, zaangażowanie personelu, panująca w nim mimo przepełnienia rannymi higiena zostały bardzo wysoko ocenione przez wizytującego go Stanisława Zajewskiego, ówczesnego komendanta łomżyńskiego garnizonu. Po wkroczeniu bolszewików w szpitalu pozostało 28 polskich rannych. Sześciu polskich ozdrowieńców bolszewicy ewakuowali do Białegostoku. Lucyna–Mioduszewska-Kukiełko przed wyjazdem dała im cywilne ubrania, co ułatwiło im ucieczkę. Szpitalik funkcjonował przez 34 dni420.
W czasie pięciodniowych walk w obronie Łomży w szpitalach opatrzono 300 rannych, a w kostnicy leżało 20 ciał poległych. Na cmentarzu grzebalnym pochowano 26 ofiar walk podczas najścia bolszewików i 70 ofiar podczas ich odwrotu. Bolszewicy siedmiu swoich poległych dowódców pochowali na placu Pocztowym. Po wyzwoleniu władze miasta zarządziły ich przeniesienie na cmentarz. Wśród poległych było 11 wychowanków Gimnazjum Męskiego i 4 członków Towarzystwa Wioślarskiego. Dla uczczenia ich pamięci odsłonięto tablice pamiątkowe w gmachu gimnazjum i lokalu Towarzystwa Wioślarskiego. Dnia 3 maja 1921 r. prezydent Władysław Świderski podczas odsłonięcia tablicy pamiątkowej w Towarzystwie Wioślarskim powiedział: „Dwa szlaki główne prowadziły do głębi Polski: południowo – wschodni przez Lwów i północno-wschodni przez Łomżę. Toteż nie było takiego wypadku historycznego, aby ominął nasze miasto. Jadźwingowie z Litwinami i Prusakami, Krzyżacy i Szwedzi, Tatarzy i Moskale, watahy Nalewajki i Chmielnickiego, bandy Lenina i Trockiego zalewały Łomżę. Od tysiąca lat Łomża była przedmurzem Rzeczypospolitej i przez szereg wieków mieszkańcy jej dawali przykłady męstwa i poświęcenia. …”421.
Obrona Łomży w znaczącym stopniu przyczyniła się do przygotowania kontruderzenia polskiej armii od Warszawy i znad Wieprza oraz Sanu. W końcowej fazie ataku na Łomżę brało udział 12 sowieckich dywizji piechoty i III korpus kawalerii. Baon zapasowy 33 pp i 101 pp podczas pięciodniowych walk o Łomżę i walk odwrotowych pod Śniadowem straciły około 35 zabitych żołnierzy i 70 rannych. Nie są to dokładne dane, bowiem podczas rozbicia przez Sowietów taborów pod Śniadowem zniszczone zostały księgi i dokumenty422. W 1920 r. 63 łomżyńskich harcerzy wstąpiło na ochotnika do wojska w celu obrony ojczyzny i kształtującego się młodego państwa. Część z nich złożyła ojczyźnie ofiarę w postaci własnego życia. Należeli do nich: Kazimierz Burzyński, Leopold Gardocki, Jan Grzymkowski, Leon Kaliwoda, Ludwik Kleindienst, Tomasz Kulągowski, Franciszek Penkala, Piotr Prokopowicz, Edward Pusz, Antoni Śledziewski, Władysław Śledziewski, Stefan Wądołowski, Jan Żbikowski, Rena Żyłkówna i Mieczysław Trentowski. Wielu zostało rannych, a Franciszek Piaszczyk, przyboczny I Drużyny, ciężko423. W dniach majowego przewrotu w Warszawie zginął Stanisław Przecławski, a śmiercią żołnierską w tych dniach na ulicach Warszawy poległ Roman Rutkowski424.

Fot. 16. List Jadwigi Wocalewskiej z Wydziału Pogotowia Wojennego Głównej Kwatery Pogotowia Wojennego Związku Harcerstwa Polskiego do Zofii Dembowskiej

Źródło: Muzeum Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki w Łomży.

Dnia 4 stycznia 1931 r. Stanisław Dębowski podsumował wydarzenia z czasu walk o wyzwolenie i ukształtowanie granic: „Aż chwila czynu zbrojnego nadeszła. Żadnego z nas nie zabrakło w szeregach, wszyscy pośpieszyliśmy, by walczyć o wolność. Polała się obficie młoda krew, wielu złożyło swe życie na stosie ofiarnym, by zadokumentować gorącą miłość i ukochanie Matki – Ojczyzny. Odeszli od nas najlepsi, chociaż – może wtedy wszyscy byli najlepsi – trudno powiedzieć”425.
Stanisław Dębowski „Młot” poświęcił poległym harcerzom słowa, które przesłał do „Czuwaj” z frontu:

„Witaj Ojczyzno! Pozdrawiają Ciebie, którzy polegną… Polsko Święta, Ave!
i niech na naszym żołnierskim pogrzebie nie będzie płaczu. Niechaj się
we sławę oblecze Ziemia.
I niech się kolebie nad mogiłami wieść, że nasze krwawe żołnierskie groby
ostatnie już będą.
Niech się staną Przeszłością… Legendą.
Chryste, gdy każesz aniołom swym groby dla nas wykopać
i gdy nas rozpleciesz ze zbroic ciała,
owej wielkiej doby zwól naszym duchom
w Polsce żyć,
bo przecież gdyby nas zabrakło wśród żyjących,
to by z bólu zamarła…
Bólem naszym nie ciesz się, Panie.
Karki dziś przed Tobą zegniem:
Daj nam być Polską! Nam, którzy polegniem.
Stało się…
Bracia, Waszą krwią mocarna powstała Polska, a Polski imieniem są Wasze groby… Wasza krew ofiarna jest dziś niewoli wszelkiej wyzwoleniem.
Więc z piersi naszej dzisiaj nie cmentarna pieśń do Was płynie.
Oto pozdrowieniem wołamy do Was:
Którzyście odbiegli,
o pozdrowieni bądźcie – Wy- Polegli!
O, pozdrowieni bądźcie w polnych kwiatach,
Które z krwi Waszej może dzisiaj rosną…
O pozdrowieni – w naszych młodych latach,
w tem, co w nas wieczne,
co myślą radosną poza śmierć biegnie
– w bolesnych objatach serc tych,
co w grobach jako i Wy posną i
jak Wy będą polskiej Chwały strzegli…
O, pozdrowieni bądźcie, Wy – Polegli!
10 IV 1921 Młot Dębowski”426.

Stanisław Sedlaczek udział harcerzy w działalności niepodległościowej podsumował, cytując słowa ks. Kazimierza Lutosławskiego: „Twórcy skautingu byli jednak tak młodzi, że sami musieli być porwani przez ruch wojskowy, nawet pojmując dokładnie, że sam skauting musi mieć inne zadania i odrębne metody”427. Kazimierz Lutosławski docenił udział skautów w działalności niepodległościowej, ale już w 1918 r. widział szerzej rolę skautingu niż tylko działalność militarną na rzecz odzyskania niepodległości przez ojczyznę. Zawarł swoje myśli w słowach: „Skauci okazali się wybornymi żołnierzami …, ale nie pozwolimy utopić wielkiej idei odrodzenia, która stanowi istotę skautingu, w jednym jej zastosowaniu do doraźnych zadań wojennych i jestem pewny, że Ojczyzna szczerą wdzięczność okaże tym, którzy poprzez burzę wojenną umieli przechować narzędzie wychowania doskonalszych pokoleń, dla nowych, bardzo niezawodnie ciężkich zadań dnia jutrzejszego”428.

Przypisy:

397. S. Dziama, J. Kopeć, B. Kraskowski, J. Kwapiszewski, M. Romeyko, Na otwarcie Domu Żołnierza i dziesięciolecie obrony Łomży 1920-1930, Łomża 1930, reprint – Łomża 2000, s. 21, 22, 45.
398. S., Dziama, J. Kopeć, B. Kraskowski, J. Kwapiszewski, M. Romeyko, dz. cyt., s. 23.
399. Relacja pdch. Bogusławskiego, sygn. CAW WBH I.400.1891.
400. „Czuwaj” 1921, nr 2 z V, s. 2, 3; S. Dziama, J. Kopeć, B. Kraskowski, J. Kwapiszewski Romeyko M., dz. cyt., s. 62, 63.
401. Relacja podchor. Bogusławskiego, sygn. CAW WBH, I.400.1891.
402. Relacja mjr. Piwnickiego z 9 pułku KOP, sygn. CAW WBH, I. 400. 906.
403. „Czuwaj” 1921, nr 2 z V, s. 2, 3; Relacja mjr. Piwnickiego z 9 pułku KOP, sygn. CAW WBH, I. 400. 906; S. Dziama, J. Kopeć, B. Kraskowski, J. Kwapiszewski, M. Romeyko, dz. cyt., s. 23, 25.
404. Relacja mjr. Zygmunta Marii Piwnickiego z 9 pułku KOP, sygn. CAW WBH, I. 400. 906.
405. Relacja mjr. Zygmunta Marii Piwnickiego z 9 pułku KOP, sygn. CAW WBH, I. 400. 906.
406. Relacja mjr. Zygmunta Marii Piwnickiego z 9 pułku KOP, sygn. CAW WBH, I. 400. 906.
407. S. Dziama, J. Kopeć, B. Kraskowski, J. Kwapiszewski, M. Romeyko, dz. cyt., s. 63, 64; „Wspólna Praca” 1925, nr 9 z 5 V, s. 7-9.
408. Relacja mjr. Zygmunta Marii Piwnickiego z 9 pułku KOP, sygn. CAW WBH, I. 400. 906; S. Dziama, J. Kopeć, B. Kraskowski, J. Kwapiszewski, M. Romeyko, dz. cyt., s. 25, 64.
409. Relacja mjr. Zygmunta Marii Piwnickiego z 9 pułku KOP, sygn. CAW WBH, I. 400. 906.
410. S. Dziama, J. Kopeć, B. Kraskowski, J. Kwapiszewski, M. Romeyko, dz. cyt., s. 25, 28, 64; „Wspólna Praca” 1925, nr 9 z 5 V, s. 7-9.
411. K. Sychowicz, Pierwszy biskup i honorowy obywatel Łomży, w: http://www.4lomza.pl/index.php?wiad=24204, skan z 20. 08. 2017; A. Szot, Działalność społeczna pierwszego biskupa diecezji łomżyńskiej Romualda Jałbrzykowskiego, w: T. Kowalewski, J. Łupiński, Biskupi diecezji łomżyńskiej. Działalność społeczna, polityczna, religijna, Łomża 2005, s. 33; Wniosek o nadanie Krzyża Walecznych dla ks. bpa Romualda Jałbrzykowskiego, sygn. CAW WBH, KW 41/J-167.
412. Relacja mjr. Zygmunta Marii Piwnickiego z 9 pułku KOP, sygn. CAW WBH, I. 400. 906.
413. „Czuwaj” 1921, nr 2 z V, s. 2, 3; Relacja mjr. Zygmunta Marii Piwnickiego z 9 pułku KOP, sygn. CAW WBH, I. 400. 906; Relacja podchor. Bogusławskiego, sygn. CAW WBH, I.400.1891; S. Dziama, J. Kopeć, B .Kraskowski, J. Kwapiszewski, M. Romeyko, dz. cyt., s. 25, 64, 65; „Wspólna Praca” 1925, nr 9 z 5 V, s. 7-9.
414. „Czuwaj” 1921, nr 2 z V, s. 2, 3.
415. „Czuwaj” 1921, nr 1 z IV, s. 8; nr 2 z V, s. 2, 3, 10, 11, 12; nr 5 z XI, s. 4; 1922, nr 10, 11, 12 z IV, V, VI, s. 8, 9; 1926, nr 9–10 z V-VI, s. 10; 1927, nr 2 z II, s. 4; 1928, nr 7 z XI, s. 6; nr 9 z XI, s. 2; J. Kleidienst, Rodzina Kleidienst, w: M., Mieszkowski, dz. cyt., t. II, s. 16, 17, 19, 35; Lista strat Wojska Polskiego. Polegli i zmarli w wojnach 1918–1920, Warszawa 1934, s. 86, 720, 889; Z. Świderski, Moje wspomnienia z pracy harcerstwa łomżyńskiego w latach 1917–1925, w: M. Mieszkowski, dz. cyt., t. II, s. 184; W. Nekrasz, Harcerze w bojach. Przyczynek do udziału młodzieży polskiej w walkach o niepodległość ojczyzny w latach 1914–1921, Warszawa 1931, t. II, s. 242, 255, 323, 381.
416. W. Nekrasz, dz. cyt., t. II, s. 242.
417. W. Nekrasz, dz. cyt., t. II, s. 242.
418. W. Nekrasz, dz. cyt., t. II, s. 255.
419. „Czuwaj” 1921, nr 2 z V, s. 6, 7, 8.
420. S. Dziama, J. Kopeć, B .Kraskowski, J. Kwapiszewski, M. Romeyko, dz. cyt., s. 48-60; Wniosek o nadanie Medalu Niepodległości dla Lucyny Mioduszewskiej-Kukiełko, sygn. CAW WBH, odrzucony 11 IV 1933.
421. S. Dziama, J. Kopeć, B .Kraskowski, J. Kwapiszewski, M. Romeyko, dz. cyt., s. 47, 51.
422. S. Dziama, J. Kopeć, B .Kraskowski, J. Kwapiszewski, M. Romeyko, dz. cyt., s. 25.
423. W. Błażejewski, dz. cyt., s. 162; „Czuwaj” 1921, nr 1 z IV, s. 8; nr 2 z V, s. 2, 3, 10, 11, 12; nr 5 z XI, s. 4; 1922, nr 10, 11, 12 z IV, V, VI, s. 8, 9; 1926, nr 9–10 z V-VI, s. 10; 1927, nr 2 z II, s. 4; 1928, nr 7 z XI, s. 6; nr 9 z XI, s. 2; J. Kleidienst, Rodzina Kleidienst, w: M. Mieszkowski, dz. cyt., t. II, s. 16, 17, 19, 35; Lista…., s. 86, 720, 889; Z. Świderski, Moje …, w: M. Mieszkowski, dz. cyt., t. II, s. 184, 232, 242, 255, 379, 381, 382; Wniosek o nadanie Medalu Niepodległości Leopoldowi Gardockiemu, sygn. CAW WBH, MN 02 VIII 1931.
424. „Czuwaj” 1926, nr 9–10 z V-VI, s. 9-11; 1929, nr 5 z V, s. 3.
425. „Czuwaj” 1921, nr 2 z V, s. 2, 3; 1931, nr 3 z III, s. 9.
426. „Czuwaj” 1921, nr 2 z V, s. 1, 2.
427. S. Sedlaczek, dz. cyt., s. 26.
428. Tamże, s. 27.

 

149 Ogólnie 2 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Avatar