Wędrówki po Guberni Augustowskiej. Rozdział I.

Rozpoczynamy  przedruk broszurki Aleksandra Połujańskiego  p.t. „Wędrówki po Guberni Augustowskiej w celu naukowym odbyte”. Przedruk Będzie dotyczył tylko tego fragmentu gdzie autor  opisuję wędrówkę po Ziemi Łomżyńskiej. Materiał pobrany z Biblioteki Cyfrowej Polona. Biografia autora jest na naszym Serwisie:

https://historialomzy.pl/polujanski-aleksander/

Redakcja Serwisu

WSTĘP

Nie mamy dotąd opisu szczegółowego wszystkich pamiątek historycznych, w jakie zamożną jest gubernja augustowska: nie znamy dokładnie obyczajów różnoplemiennych ludu który tu z różnych stron świata  zgromadziwszy się, osiadł i zbratał się z pierwotubylcami, poddajcie się pod ich prawa krajowe i ustawy. Dlatego też zwie­dziwszy tę piękną cząstkę naszego kraju, posta­nowiliśmy nasze chwilowe wrażenia przelać na­przód w jednem z pism czasowych w formie listów a następnie uszykowawszy je podług położenia jeograficznego i uzupełniwszy, podaje­my jedną całość pod sąd publiczności, w przeko­naniu, że przez to dopełniamy obowiązków współobywatela kraju a tem samem krajowi dobrze za­służyć się chcemy.

I.

                                                                         Szkic guberni Augustowskiej

Piękna to kraina gubernia augustowska. Na mapie wygląda ona jakby szyja, czy głowa naszego kraju, jeśli zaś podług anatomii i fizjologii mierzyć, toć głowa zgoła nie może być pośledniejsza od reszty ciała. I rzeczywiście, jakie u nas bogactwo materjalne i moralne!     Mamy skarby w ziemi, w wodzie, w lasach, w pięknych krajobrazach, w zabytkach historycznych i w samym różnoplemiennym narodzie.
W ziemi posiadamy rude żelazną, bursztyn,torf i inne użyteczne ciała kopalne; w jeziorach, czyli szczątkach dawnego morza i w rzekach, mamy ryby rzadkie morzu właściwe; w lasach znajdą się oprócz sosny, świerku i innych pospolitych gatunków drzew, szacowne jesiony i cisy: a o krajobra­zach cóż powiedzieć? Zbierz Szwajcarję i okolice Renu, a i tak zaledwie ułożysz podobny obraz
naszym nadbrzeżom Niemna i Hańczy, a nawet Pisny i Szeszupy, tudzież malowniczym nadbrzeżom kanału augustowskiego i okolicom Suwałk, które zdobią od północy Lipniak z tak zwaną Szwajcarją, od wschodu Hutta z przyległościami, od za­chodu Kukowo i Dowspuda, a od południa Płociczno i Olszanka. Chcesz zabytków historycznych: znajdziesz je we wszystkich naszych miastach wię­kszych i mniejszych, nawet we wsiach, jak np. w Wigrach, Dowspudzie, Krasnopolu, Wiznie i w wielu innych.

Zwrócim teraz uwagę na tę krainę pod wzglę­dem etnograficznym. Jadąc od Warszawy czyli od Ostrołęki ku Łomży, na lewo w okolicach miasta Nowogrodu, to jest na zachodnio – południowym krańcu gubernji, widzim siedliska Kurpiów, naro­du przedstawiającego pracę z bezczynnością i bo­gactwo z nędza. Tu właśnie widzieć można skutki pracy człowiekowi przez Stwórcę nakazanej: jeden bowiem jest porządnie w przyzwoitą sukmanę ubrany i chowa tysiące rubli w swych skrytkach, bo go praca do tej zamożności doprowadza; inny nagi prawie, w łachmanach, na najlichszej strawie poprzestaje i ubóstwo z chłodem i głodem znosi, byleby nie pracować. Lud ten jeszcze nie zupełnie się otrząsł z swej dawnej dzikości leśnej i zarazem z postołami czyli karpiami, utrzymał swój pierwo­tny duch nąjezdniczy, czyli wojowniczo-próżniaczy.
Odmienny widzim rodzaj życia w stronie południowej i wschodnio-południowej tego kraju, a na­wet dalej ku północy za Łomżą i Szczuczynem aż do Augustowa; tu widzim czyste plemię mazowieckie, naród skrzętny, lubiący przemysł, choć nie­kiedy mniej godziwy, byleby korzystny. Kilka fa­bryk tkanin wełnianych i jedwabnych, oraz zakła­dów napojowych, na tej przestrzeni istnieje; je­dnakże, obok tego, blizkość dwóch granic: pruskiej i cesarstwa, kusi niejednokrotnie mieszkańców do łatwego choć niebezpiecznego zarobku w przemy­caniu towarów. Ten właśnie niepewny przemysł niemało wpływa na skrzywienie moralności, za­niedbanie pracy użytecznej, lekceważenie gospo­darstwa wiejskiego i częstą stratę całego mienia, długiemi latami nagromadzonego.
Na południu, za Śniadowem i Srebrną, przytykają kolonje niemieckie w gubernji płockiej roz­przestrzenione, które odznaczają się wysokim sto­pniem doskonałości gospodarstwa wiejskiego, oraz zamiłowaniem do pracy, rolnictwa, dobrego chowu bydła, sadownictwa i wyrobów lnianych niemałej wartości, a tem samem posiadają już bogactwo z naszej ziemi wydobyte. Dziwna rzecz, że tak piękny przykład przybyszów, niewielki wpływ wy­wiera na tubylców Mazurów, którzy, zdaje się, jak­by nie wierzyli tym cudom przyrody, bo nie chcą wierzyć w konieczną potrzebę pracy.
Od Augustowa na wschód widzim Lipsk nad rzeką Bobrą lub Biebrzą zbudowany, który, jak plan przez króla Batorego sporządzony przeko­nywa, miał być drugim Lipskiem handlowym euro­pejskim; lecz dziś składa się z dwóch tylko ko­ściółków i paręset lichych domków: zaledwie od­ważysz się nazwać go miastem, bo jarmarków ani handlu żadnego nie ma, a chociaż przywilej istnieje na pięć jarmarków do roku, nie mają one jednak właściwej sobie barwy. Tuż za Lipskiem, da­lej na wschód ku miasteczku Sopockiniom aż do Niemna, rozciąga się ziemia Jadźwingów, dziś Podlasian i Rusinów, gdzie narodu pierwobytnego ślady zostały w nazwiskach wsi: Jatwieź, Zilmańce, Mańkowce, Pchatery, Hruskie, Durgan, Wołkusz, Pchanica, Czortek, Mikaszówek, Kadysz, i innych, tudzież w wielu uroczyskach. W blizkości też Augustowa rozsiadł się fabryczny Sztabin, niegdyś własność hr. Brzostowskiego; ten zakład wielką oddaje przysługę okolicznym mieszkańcom dostarczaniem swych wyrobów na potrzeby miej­scowe.
Od rz. Hańczy Czarnej, oblewającej m. Suwał­ki, zaczyna się Litwa, kraik słynący z zamiłowa­nia do pracy i przemysłu, tudzież z pobożności. Na krańcu południowym Litwy wzniosły się Sej­ny, ważne niegdyś siedlisko Dominikanów, dziś stolica dyecezji augustowskij i miasto powiatowe.
Tuż leży wieś i uroczysko Pomorze, świadek byłe­go tu niegdyś morza, którego szczątki w okoli­cznych jeziorach: Wigry, Duś, Metele, Sajno i w wielu innych pozostały. Nieopodal wśród jeziora na wyspie leżą Wigry, w roku 1667 przez króla Jana Kazimierza i jego żonę Maryą Ludwikę założone, gdzie niegdyś był zamożny klasztor Kamedułów; lecz gdy ci, na żądanie biskupa Karpowi­cza, za rządów pruskich w roku 1799 to schronie­nie opuścili, wspaniała świątynia z klasztorem w ruiny zamieniać się poczęły i dziś widok tego miejsca boleść wzbudza. W tejże okolicy, obfitej w lasy, ryby, grzyby i dobre grunta, pomiędzy Suwałkami a Sejnami, osiedli filiponi i jednowiercy; nie wyrównali jednakże w swem nowem przedsiębierstwie kolonistom Niemcom: owszem, pomiędzy całą różnoplemienną ludnością tej gubernji, zaj­mują najniższy stopień zamiłowania do pracy i rolnictwa.
Dalej, posuwając się traktem kowieńskim ku północy, widzim Kalwarję, fundowaną przez Tysz­kiewicza, główne siedlisko żydów i ztąd żydowską nazywa się, chociaż i w Suwałkach oni są także panami miasta; Kalwarja ma odrazę dla tutejszego ludu przez to, że mieści w sobie sąd policyi po­prawczej i więzienie, i dlatego, gdy o kim chcą dać złą opinję, mówią: „siedział w Kalwarji“ co znaczy, że miał sprawę kryminalną i był uwięziony.
Ostatniem po drodze bitej miastem jest Marjampol, przez Litwinów zwany Staropole; stolica powiatu, dość schludna i handlowa. Więcej jednak ruchu handlowego widzieć można w Wiłkowyszkach, miasteczku na zachodniej stronie Litwy, nieopodal od granicy pruskiej, w powiecie kalwaryjskini położonemu Chociaż Litwini więcej są prze­mysłowi i bardziej obeznani z handlem produktów wiejskich niż Słowianie, jednakże nie posiadają te­go sprytu i nie znają tej chytrości w handlu, w ja­kie uposażeni są żydzi; to też główny handel nietylko towarami łokciowemu i kolonialnemu, ale drzewem i produktami wiejskiemi prowadzą tu ży­dzi. Bohaterstwo w przemycaniu towarów zagra­nicznych i sztuka w łatwem i taniem nabyciu wielkich zapasów produktów i wyrobów krajowych, zawsze nieodstępnemu ich są przymiotami. Narodu tego klimat ani grunt nie odmienia, sama tylko na­uka i przyzwoite wychowanie przekształcają ich w krajowców duchem i ciałem.
Wśród puszcz litewskich, a raczej szczątków ich, dziś leśnictwa rządowe Gryszkabuda i Pilwiszki stanowiących, znajdujemy wychodźców polskich, owych słynnych niegdyś budników-mazurów, któ­rzy tu zawędrowawszy, dość liczne budy założyli i swym zwyczajem trudnili się dobywaniem rudy żelaznej, oraz paleniem lasów na smołę, węgiel i popiół. A gdy ten przemysł z lepszem pojęciem gospodarstwa leśnego ustał, budnicy, zapatrując się na krajowców, zajęli się rolnictwem i chociaż przez długie lata otoczeni obcem plemieniem, prze­chowali dotąd mowę i obyczaje swych przodków. Osady ich istnieją we wsiach: Dębowa-buda, Gryszka-buda, Ziplabudzie, Maskabudzie, Wysoka- ruda, Karczowa-ruda, Judrzańska-ruda, Kozłowa-ruda, Zygmonty, SmiałoszyoN i kilku innych.
Najważniejszą i prawie najliczniejszą, bo prze­szło 1/3 część ludności tej gubernii stanowią Litwi­ni, naród pracowity, wytrwały i pobożny. Kurne izby bez kominów, chodaki ze skóry świniej i łap­cie łyczane, oraz celne strzelanie, były od wieków cechą ich narodową; lecz dziś powszechna oświata i postęp ogólny przeniknęły już w puszcze lite­wskie niegdyś gęste, głuche i prawie bezkonieczne, obecnie znacznie przerzedzone i na małe przestrze­nie leśne podzielone. Dziś już na Litwie wiele obaczysz domów z kominami, bo oczy Litwinów, zarówno jak Słowian, już dym gryzie i uszkadza; z wytępieniem lipy trudno o łapcie, a zbliżenie się i częste stosunki z miastami, przekonały, że bóty są wygodniejsze od łapci i chodaków: za to klumpie drewniane czyli postoły u kurpiów, aż tu do­ścigły, chociaż nie są tyle, ile tam, upowszechnio­ne. Nawet ulubiona szupienia narodowa z pęcaku, grochu i ogonków świni ustąpiła herbacie chiń­skiej i winom zagranicznym; sam tylko krupnik pozostał jako spuścizna po przodkach, bo miód li­piec dotąd niezmienny przetrwał, a on to właśnie jest podstawą dobrego krupniku. Krzyże zdobne, promieniste, przy wsiach i drogach stawiane, także pozostały dobitną oznaką tradycyjnej pobożności Litwinów. Musztyniów (talarów bitych) już Litwin nie zna, bo się czasy i stosunki handlowe zmieni­ły; ale w miejsce tych, ruble srebrne, nie papierowe, osiadły w dawnych zaklętych garnkach i kryją się w dołach pod drzewem lub innych skrytkach do­mowych, Litwin pracuje szczerze około roli, która mu nie jest niewdzięczną; a gdy napełni gumna i spichrze złotem ziarnem, nie spieszy się ze sprze­dażą, lecz wyczekuje najwyższej ceny i wtedy wła­śnie zbiera ruble do garnków. W uprawie lnu i chowie owiec największy udział przyjmują ko­biety, które z zebranego lnu i wełny wyrabiają do­bre płótno i bieliznę stołową, oraz kilimki czyli dy­waniki i inne dość gustowne tkaniny. Tym sposo­bem wspólna praca płci obojej ręczy za dobry sku­tek takowej i błogi byt całego domu. Nie sama jednak domowa nauka tradycyjna i naturalny ro­zum kierują takiem gospodarstwem wiejskiem; owszem chłopcy garną się chętnie do wyższej na­uki i po ukończeniu siedmiu klass w gimnazjum lub czterech w szkole powiatowej, bez żalu z mun­duru szkolnego powracają do swej siermięgi czyli sukmany szarej tasiemką zieloną oblamowanej i ulubioną książkę zamieniają chętnie na sochę i siekie­rę. jeśli tylko fanatyczne uprzedzenie nie zapro­wadzi którego z nich do seminarjum duchownego, zkąd pospolicie, z małym wyjątkiem, wychodzi mierny lewita, lecz wielki w wyobrażeniu swych domowników i sąsiadów, a nawet całego ludu. Bo jak religja w największem jest poszanowaniu u Li­twinów, tak i stróże jej cześć właściwą odbierają. Kunigas w języku litewskim oznacza księcia i księ­dza; to też oba za równych dygnitarzy kraju są uważani. Kunigielis gieradiejas (księżulek dobro­dziej) jest pożądanym i ważnym gościem w domu Litwina. Lecz biada, jeśli kapłan ośmieli się prze­kroczyć granice swych ślubów; wówczas szacunek i zaufanie, jakie u ludu posiadał, ustępują powsze­chnej pogardzie i tajemnej obmowie; Litwin bo­wiem nie dopuszcza, aby świętość religji mogła być kiedy skalaną: co jest święte, to w jego wyo­brażeniu nigdy inaczej przedstawiać się nie może.

Jeszcze jeden przymiot odznacza Litwina: tym jest miłość kraju swego, która do takiego stopnia jest posuniętą, że jeśliby konieczne potrzeby go nie znagłały, od kolebki do grobu, swej strzechy nigdy by nie opuścił. Jego świat stanowi dom wła­sny, oraz rola, łąka, rzeka i las co go otaczają: na­wet po śmierci nierad od swej kolebki oddalać się i dlatego każda prawie wieś posiada własny cmen­tarz, na którym niewolno nikomu z obcych grześć zwłok zmarłych. Czy ma być rolnikiem, czyli też księdzem, lub niekiedy urzędnikiem, Litwin nigdzie indziej jak tylko na własnej ziemi swą karjerę chce rozwijać. Ciekawość poznania dalszego świata i właściwa Słowianom chętka bawienia się po miastach, dla niego są obce. Niemca, dlatego że jest innego wyznania, a może też przez tradycyjną pamięć na najazdy niegdyś Krzyżaków na ziemie litewskie, przodków uczniów Lutra, Litwin nie cierpi. Wokietis (Niemiec), wyraz dla każdego Litwin przykry do wymawiania; Łankas (Polak) mile brzmi dla ucha litewskiego: jednakże chociaż kto z Litwinów posiada język polski, woli nawet z Polakiem mówić po litewsku i tylko ostateczność czy konieczność zmusza go do mówienia niekiedy po polsku, z temi osobami, które języka jego nie rozumieją. Władzę swą szanuje i w ogólności dla starszych jest uległym i pokornym, lecz gdy moc spirytusowa opanuje mu głowę, wówczas Litwin przybiera dzikość swych przodków i nie widząc nikogo oprócz samego siebie, jest dumnym panem całego świata, któremu wszyscy z drogi ustępować winni.

Tuż pomiędzy Litwinami Osiedli Tatarzy, ktorych liczba nie dochodzi do 200 osób; naród ten oprócz swej religji, w zupełności przyjął barwę słowiańską i powszechnie słynie z poczciwość i rzetelności.

Koniec rozdziału I-ego

49 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Avatar