Wędrówki po gubernji augustowskiej. Rozdział V. Cz.I

Domena Publiczna. Wolno zwielokrotniać, zmieniać i rozpowszechniać oraz wykonywać utwór, nawet w celach komercyjnych, bez konieczności pytania o zgodę. Wykorzystując utwór należy pamiętać o poszanowaniu autorskich praw osobistych Twórcy. 

Redakcja Serwisu

V

Puszcza zielona schronieniem wygnańców z kraju.—Boje ze Szwedami.- Turośl—Zrębiska.—Jezioro Serafin.—Kolno. —Język Kurpiowi pieśni ich – Okolice Kurpiów z trzech stron.—Wsi szlacheckie.—Dobra Kisielnickich.—Śniadowo.—Wieś Szczepankowo.—Szczuczyn. — Legenda o Grajewie i pomnik obok.—Rajgród.

Kurpie, pod każdym względem wzbudzają wiele ciekawości, nie uważamy więc za zbyteczne jeszcze o nich niektóre szczegóły opowiedzieć. Puszcza nowogrodzka w dawnych czasach no­siła miano Puszczy zielonej i przeznaczoną była przez książąt mazowieckich, oraz królów polskich na miejsce wygnania z kraju. Z wielkiej liczby wy­gnańców pochodzą żyjące w puszczy do dziś dnia niektóre familje, które się szczycą pochodzeniem swojem od pierwszych magnatów Rzplitej; takimi są: Małachowscy, Pacowie, Poniatowscy, tudzież Butlerowie, Ruszczycowie i kilka innych. W tych familjach, pod zatartym blaskiem powierzchownym ich rodu, dojrzysz wzniosłe, szlachetne uczucia, i choć ciało pokryte jest odzieżą biednego wło­ścianina-wygnańca w sercu jednak płynie dotąd krew wiernych synów tej ziemi.
W gminie, która się nazywa Czerwone, od komory celnej Wincenty o milę ku południowi, nad rzeką Pisną, leży wieś Kozioł, składająca się z sie­dmiu osad młynarskich. Mieszkańcy tej wsi byli da­wniej młynarzami, lecz z powodu regulowania rze­ki Pisny dla spławu, młyny nad nią zbudowane potrzeba było znieść, za co grunta przez młyna­rzy od rządu za czynsz posiadane, oddano im na własność.
W tem miejscu oddawna na Piśnie istniał most, który i dotąd się utrzymuje. W czasie wojen szwedzkich, za Zygmunta III króla polskiego, około r. 1605, gdy Szwedzi wojując Inflanty, przebrali się przez Prusy polskie aż do puszczy Zielonej i przez rzeczony most na Piśnie przeprawiali się, Kurp młynarczyk zaczaiwszy się w młynie o 2000 kroków od mostu odległym, którego ślady po dziś dzień ludzie wskazują, celnym strzałem powalił na miejscu dowódcę Szwedów, za co mszcząc się wojsko pozostałe, obłożyło słomą młyn, z którego strzał był skierowany, i zapaliwszy w perzynę go obróciło. Pożar ten dał hasło wszystkim Kurpiom do broni i wszczęła się krwawa rozprawa ze Szwe­dami przy moście: Kurpie strzelali ze swych rusznic-myśliwek celnie, lecz mała ich była garstka w stosunku Szwedów, i dlatego zwycięztwo dość długo wahało się na obie strony; lecz pospieszają­cy na wypędzenie najezdników z Inflant Jan Karol Chodkiewicz hetman w, lit, przyniósł potrzebną Kurpiom pomoc: więc za jego wsparciem, pod do­wództwem niejakiego Korneckiego, Kurpie zupeł­ne zwycięztwo odnieśli i Szwedów rozproszyli.
Od wsi Kozła na południo-wschodzie, pomię­dzy wsiami Kątami a Malympłockiem, ciągną, się okopy przez Kurpiów w r. 1702 usypane, gdzie była rozprawa z wojskiem Karola XII, skutkiem której wielu nieprzyjaciół tu poległo. Jeszcze i te­raz lud widzi przy blasku księżyca, rycerza na bia­łym koniu objeżdżającego te okopy i święcie bro­niącego tej pewnej pozycji.
K
u granicy pruskiej, część zachodnio-półno­cna leśnictwa Nowogród i zarazem krainy kurpio­wskiej, stanowi straż Nowąrudą zwaną, której je­den obręb wschodnio-południowy zowie się Turośl od osady kościelnej i rzeczki tegoż nazwiska. Mia­no to właściwie ma służyć kościołowi parafjalnemu około roku 1805 przez Michała Szaniawskiego, ówczesnego leśniczego rządowego i wójta gminy wystawionemu; Szaniawski. używszy drzewa sosno­wego do świątyni z tegoż miejsca, na którem dzi­siaj stoi, nazwał osadę kościelną Turośl Jednakże w lustracji 1616 roku już znajdujemy wzmiankę o rzece Turosz, która później przezwana Turoślą, udzieliła swojego nazwiska, osadzie kościelnej. Fundator wielkie miał poszanowanie i zupełne zaufanie u Kurpiów, którzy nietylko urząd jego lecz cnotliwe życie, oraz popularność wielce czcili. Nieszczęście wszakże przyprawiło go o smutny los pozbawiony urzędów, ten zacny człowiek zmuszo­ny był tułać się po cudzych kątach i żebrać kawał­ka chleba u tych, których sam przedtem wspierał aż wreszcie skołatany nędzą, wiekiem i chorobami nagle zakończył życie w mieście Kolnie roku 1830 gdzie na ulicy pomiędzy złożonem drzewem znaleziony został. Później syn jego Antoni, odziedziczywszy po ojcu miłość i szacunek Kurpiów, również upodobał sobie służbę leśną, i w tej, jak( podleśny dosłużył się już pensji emerytalnej.
Skromny i ubogi kościółek w Turośli, wśród boru na wysokiej górze piasczystej wzniesiony ma jednak powagę świątyni właściwą i przedstawia prawdziwy przybytek Boga, opiekuna maluczkich prostaczków i mieszkańców puszczy. Kto tylko poczuć może piękność przyrody, ten koniecznie przyznać musi, że Turośl warto przenieść na płótno lub papier, jako miły dla oka krajobraz.
Do podtrzymania kościoła pierwotnego w Tu rośli, wiele się przyłożyli Kurpie włościanie Ma łegopłoeka, którzy uzyskawszy w r. 1817 od księdza biskupa Prażmowskiego pozwolenie na filję paraf]i Kolno, w r. 1819 obowiązali się dawać na utrzymanie w niej kapelana księdza Jarskiego i je­go następców corocznie z każdego dymu po zł 1, czyli razem zł. 195, tudzież zsypkę zboża wyno­szącą korcy 43 i ćwierć jedne, oraz siana cetnarów 39, Dodali przytem z własnych gruntów dwa ogródki na sadzenie ziemniaków i zbudowali wła­snym kosztem plebanję.
Rzeczka Turośl przypływa z Prus, i oblawszy osadę kościelną, oraz część obrębu leśnego tegoż nazwiska, Zrębisko zwaną, wpada ku południo- wschodowi do rzeki Pisny. Zrębisko wzięło swoje nazwę od historycznego zrębu, czyli fortecy drewnianej, którą stanowiła jedyna ogromna dupnowata sosna, mająca wewnątrz dziuplę obszerną, czyli próżnię ze zgnilizny rdzeni i drewna utworzo­ną. W czasie bowiem najścia Szwedów” na ziemię Kurpiów, za Karola XII, jak podanie niesie, jeden śmiały krajowiec obrał sobie w tym zrębie stano­wisko i schronienie, zkąd robił wycieczki na Szwe­dów za Turoślą obozem rozłożonych. Raz tedy wybrawszy się na taką wycieczkę z flintą, przebył po kładce rzeczkę i zaczaiwszy się za krzakiem, położył trupem dwóch Szwedów jednego po dru­gim. Trwoga wszczęła się w obozie, wszyscy obejrzeli się wkoło; lecz nieprzyjaciela zgoła nie widać było, bo mądry Kurp chyłkiem umknął szybko do swego zrębu. Kilku jednakże Szwedów mocno roz­gniewanych, wziąwszy z sobą dwóch psów, udało się w pogoń w kierunku odebranego strzału; lecz przybiegłszy do rzeczki, nie mogli jej rychło przebyć, bo Kurp kładkę za sobą pociągnął. Nie tru­dno jednakże było w lesie urządzić nową kładkę, po której przeprawiwszy się. za rzeczkę z psami, ich tropem ścigali swego przeciwnika; lecz gdy psy doszedłszy do zrębu, straciły dalszy ślad szu­kanego Kurpia i poczuwszy go w drzewie, jeden biegał naokoło zrębu, a drugi wspinał się na sosnę i szczekał, wówczas Szwedzi nie pojmując zmyślności psów i uważając ich za nieposłusznych danemu rozkazowi, zastrzelili obu. Tym sposobem Kurp’ w zrębie ocalał.
Pochód Szwedów przez puszczę Zieloną tru­dniejszy był niż kędy indziej; Kurpie bowiem wszy­stkie drogi barykadowali stosami kamieni i drze­wa; a nim te barykady wojsko potrafiło uprzątnąć, ukryci za drzewami krajowcy z przodu i z boków razili wrogów śmiertelne mi strzałami. To też Szwed zemstą pałał ku chłopom bez butów, i gdy którego schwytał, nasycił się wprzódy okrutnemu mękami jego, aż nim cios śmiertelny mu zadał. Kurp znał wszystkie kryjówki puszczy jak kąty własnej budy, i łatwo mu było niepostrzeżenie zdybać djabłów czerwonych po puszczy rozsypanych, których wnet posyłał do łba żelaznego i do łucypera z nowiną o porażce. Kurpie zwali albowiem Szwedów djabłami czerwonymi, Karola zaś XII łbem żelaznym lub głowa żelazną.
Na południe od Zrębiska, pomiędzy strażami leśnemi Wejdo i Cieciory, rozlewa swe wody je­zioro Serafin, w starożytności Krusko zwane; to ostatnie nazwisko wzięte od rzeczki Kruszą: jest także wieś Kruszą.
W jeziorze tem wszyscy Kurpie nietylko wiej­scy, ale w miastach Kolnie i Nowogrodzie zamie­szkali, mieli niegdyś prawo łowienia ryb. Nie ma tu wprawdzie litewskich sielaw ani siej, lecz za to obficie znajdują się ogromne i smakowite karasie, liny, szczupaki, okonie i płocie.
Piękny też widok jeziora od wschodu, gdzie la­sy straży Cieciory przylegają, oraz od południa ze wsi Serafin i dlatego na wzgórzu kolińskiem był tu niegdyś zbudowany dwór myśliwski, w poprze­dnim liście opisany, po którym wydobywają się do­tąd z gruzów ziemią pokrytych, skorupy porcela­ny dawnej i szkła pięknego, tudzież monety z owych czasów.
Pominiem piękny kościółek murowany filjalny w Lipnikach, przy granicy gubernji Płockiej w la­tach 1837 do 1843 zbudowany i przejdziemy na północo-wschód, gdzie pomiędzy wsiami Gorszczyzną a Waśkami, nad rzeką Pisną dojrzym górę piasczystą, Stare-Kolno zwaną. Rzeczywiście, pier­wotna osada miasta Kolna tu była; dowodem tego są szczątki dawnych budowli murowanych tu znaj­dywane, tudzież żełaztwa, toporki, oskardy i inne przedmioty do stałych mieszkańców należące. Czy jaka powszechna klęska zniosła tę osadę, czyli też szczupłość miejsca pod zamierzone miasto handlo­we nie dozwalała jej dogodnie usadowić się, dość że Kolno przeniosło się ztąd o milę ku północy nad rzekę Łabńę, gdzie chociaż kilkakrotnie zgorzało,, jednakże potrafiło odbudować się i dotąd stale się- utrzymać, a nawet nie posiadając przez lat 34 ko­ścioła, takowym z muru wzniesionym w roku 1800 swą siedzibę upiększyło. Żal jednak było mieszcza­nom opuścić dawne grunta i bujne łąki nad Pisną, z powodu których częste mieli zatargi z okoliczne­mu wsiami, gdy zabierali im bydło i wybijali drób5 za szkody na łąkach czynione. Takie niesąsiedzkie postępowanie mieszczan rozdrażniało umysły mie­szkańców puszczy, tem bardziej, że za bydło zajęte okupem opłacać trzeba było, drób zaś ubity przecho­dził częstokroć na kuchnie smakoszów kólińskich1).
Dla dokładniejszego wyświetlenia pochodzenia Kurpiów, przytoczym tu próby ich mowy. Język te­go narodu jest polski; przebija się w nim narzecze mazowieckie, nad którem góruje odcień miejsco­wy z rozmaitych mieszanin krajowych złożony. Już to oprócz u, częstokroć wymawianego przez o lub w, np. dom lub dum zamiast dam, zoba zamiast żaba i korp lub kurp zamiast karp’ i t p., wyra­zy właściwe miejscowości, jak up. zkiela oznacza skąd kiziakźrebak, bzialkażona, łani—roku zeszłego, bambenbęben, sneskasynowa, ruśnica —flinta i wiele innych.
Dobrze malują duch poetyczny i obyczaje Kur­piów, ich piosnki weselne, mianowicie mieszkań­ców nad rzeką Pisną osiadłych, nadrzeczanami tu zwanych, które tutaj zamieszczamy:

I

Cyraneńka nie ptak, dziewcyna nie ludzie.
Odprowadziłbym ją, bo sama nie pódzie;
Odprowadziłbym ją przez pole do domu,
Oj! żebym to wiedział, ze sobie nie komu:
Odprowadziłbym ją, ale zilcy (wiley) wyją,
Moja synkarenko przechowajze mi ją.

                         II

Za stodołą bylica, za bylicą psenica
Za psenica Kasieńka wyglądała Jasienka.
Wyglądała od boru, cy nie jedzie do domu?
Jedzie, jedzie z Torunia, złota na nim korona;
I przyjechał w podwórko i zastukał w okienko,
Wyjdzij, wyjdzij Kasieńko, pociesz moje ser denko!
Oj! gadali ojciec, mac, ze mnie za cię nie chcą dać;
A teraz rozmawiali, ze mnie za cle nie dali.
Wyrzekali ojciec, mać, snurowenka nie chce stać;
Jest tam krawcyk na puscy, snurowenki popuści;
Popuści ją wstązecką, będzies chodzić dziewecką,
Popuści ją wstążkami, będzies chodzić jak pani,

III

Nie zamykaj matko wrót,
Puscę konia na ogród;
Niech-ze mi się napasie.o pojadę po Kasię.

9

Następujące piosnki właściwe są Puszczykom, To jest Kurpiom w głębi puszczy mieszkającym i rozpowszechnione po całej tej krainie

IV.

Zoby krokaly, wrony lecioły,
Zolecałem się swojej dziewcynie oj! cas niemały;
Zolecałem się swojej dziewcynie w silnym kłopocie,
Nie zostawiłem swojej dziewcyny w żadnej sromocie.

V

Gdzie ja pojadę, to ja pojadę, to moja mila będzie,
A ty będzies siedziała i wyglądała jak soweńka na grzędzie.

VI

Za stodołą Stecka, chowaj matko pieska,
Mas córusię ładną, chłopcy ci wykradną.
Z tamtej strony młyna seerna 2) jarzębina.
Daj mi Boże dostać dobrej matki syna,
Co by mi nie pijał, coby mnie nie bijał,
Do karćmy nie chodził, mnie za łeb nie wodził.

VII

Jedzie dziewcyna w ciężką niewolę,
Prosi Jezusa o dobrą dolę,
O dobrą dolę, o dobre scęście,
Juześ ja idę pod jego pięście;
Pod jego pięście, w jego pazurki,
Juz odstępuję, moje kompanki.

                         VIII

Motulenku, totulenku, o co ja was tez prosę,
Wyprawcież mi weselisko choć jednej kokosie.
Zróbcież kasy po półkworty. a kołacow po kworcie,
Wyprawcież boi (bal) przyjacielom, a wesele sierocie;
Choćbyście mnie codzień bili, jeść nie dali, tobym duża urosła,
Abyście mnie.za mąz dali, tobym ja zaraz posła.

IX.

Dziewecko, dziewecko, pijałaś piweckó,
A teraz pij wodę, straciłaś urodę.
Pijałam, pijałam i jesce pić będę,
A ciebie Jasienku, jesce kochać będę.

 

X

Dziewcyno nadobno,
Cóz to cię uwiodło?
Koń wrony, cerwony,
Malowane siodło?
Nie tak koniuniek, ani siodełeńko,
Tvlko mnie uwiodło Jasiowe słoweńko.

XI.

Sła dziewcyna od swawoli,
Płace, ze ją głowa boli.
Oj! boliz mnie Jasiu głowa.
Kup gorzałki będzie zdrowa,

XII.

Jedna baba osałała, a druga się wściekła,
Trzecią djaboł okulbacył, poleciał do piekła.

Obejrzyjmy teraz przylegające do tej krainy okolice od północo-wschodu, wschod I południa, bo od północo-zachodu za rzeką Skwą, już się za­czyna gubernja płocka.

Na północy, już w powiecie augustowskim, widzim rozsypaną po wsiach drobną szlachtę mazowiecko-podlaską, jako to: Wykowo mieści w so­bie Wykowskich, Górskie — Górskich, DanowoDanowskich, Lachowo jest gniazdem Lachowskich, Gromadzyn — Gromadzkich, Kiełcze — Kiełczew- sklch 11. p. 3).
Dobra Lachowo z lasem, należałał niegdyś do Jezuitów, dziś są własnością prywatną Narzym­skich; dzierżawi je p. Mrozowski patron.
Na stronie wschodniej na trakcie warszawsko- kowieńskim, przedstawia się miasto Stawiski na wzgórzach nad strugą Dzierzbią zbudowane, które po kilkakrotnie, a najbardziej w r. 1813 pożarem zniszczone, staraniem wiasnéxn i pomocą swych dziedziców znowu się odbudowało. Wprawdzie upadły dawne tutejsze fabryki sukna i kapeluszy, tudzież znakomite farbiarnie i garbarnie, a nato­miast rolnictwo głównym przemysłem mieszkań­ców się stało; jednakże mając piękny starożytny kościół i klasztor Franciszkanów, osada ta nie stra­ciła na barwie miastu właściwej, a w murach da­wnych przechowuje dotąd szacowne pamiątki kra­jowe. W Stawiskach jest domów 195, w tej liczbie murowanych 13; ludność wynosi 2,570 głów, w tej liczbie żydów 2,234.
Dalej ku południowi aż do wsi Kisielniey, na zachód do wsi Poryte i Korzeniste, a na wschód jeszcze szerzej i skręcając się ku południowi dłu­żej, ciągną się lasy przeszło 2500 morgów prze­strzeni zajmujące; wszystko to własność Kisielnickich dziedziców wspomnionego miasta i tych wsi: najzamożniejsi to może obywatele powiatu łomżyńskiego.
Jeszcze dalej po granicy dawnej ziemi wizkiej, trafim do uroczej Piątnicy i łączącej się z nią mo­stem na Narwi zbudowanym, a wielokrotnie przez naszych historyków opisanej Łomży znanego nie­gdyś siedliska uczonych Jezuitów i Pijarów; do zgromadzenia tych ostatnich należący Franciszek Dmochowski, tłumacz Iliady, był w tutejszem kollegjum professorem grammatyki oraz języka francuzbiego i przez dwa lata 1784 i 1785 głosił-z am­bony kościelnej słowo Boże ludowi.
Opuścim trakt warszawski z Łomży na zachód ku Ostrołęce załamany i udamy się ztąd w prostym kierunku na południe do najbliższego miasta Śniadowa. Niezbyt stare to miasto, ale stara pierwotna jego osada, bo sięga czasów Władysława Jagiełły i początkowo zwaną była Smołodowo, gdy była własnością Piotra Smołodowskiego, który tu w r. 1405 zbudował z drzewa kościół w kształcie krzy­ża. Świątynia ta przez księdza Jakóba biskupa płockiego poświęcona i na parafjalną przeznaczoną była. Za panowania Jana Kazimierza, około połowy wieku XVII, w czasie zamieszek krajowych kościół ten zgorzał. Wieś jednak coraz bardziej się rozprzestrzeniała i będąc ważną stacją na ówczesnym trakcie warszawsko-łomżyńskim, nastrę­czała myśl handlu. A że zabiegi handlowe już od czasów Kazimierza Wielkiego były u nas zatrudnie­niem Izraelitów, to też oni rychło poznali się na korzystnem dla handlu położeniu Smołodowa i cią­gnąc ze wszech krańców kraju, jak osy do miodu, szybko utworzyli tu swoją gminę. Aby zaś to no­we siedlisko uczynić stałem, żydzi postarali się o miejscową synagogę, którą jeszcze w połowie wieku XVI pięknie w stylu gotyckim zbudowano i która dotąd trwa.
Smutno było krajowcom patrzeć po pożarze kościoła na synagogę panującą nad wsią: która dla swej obszerności już nosiła miano miasteczka; zda­wało się, że plemie izraelskie nie tylko handel, lecz i całe mienie chrześcjan pod swą władzę zagarnęło.
Chcąc zaradzić takiej koniecznej potrzebie, gorli­wy o zbawienie dusz chrześcjańskich ksiądz Ka­zimierz Wądołkowski, ufny w mocy Boga, udał się do parafjan i dołączywszy zebrane od nich ofiary do posiadanego w swym ręku szczupłego funduszu kościelnego, przystąpił do wystawienia zamierzo­nej świątyni. Przyległa do tej wsi puszcza Czer­wonym borem zwana, obfitowała podówczas w olbrzymie modrzewy i z tych właśnie stanął w roku 1699 piękny kościół dotąd istniejący, który w dniu 1 czerwca1710 r. Ludwik Załuski biskup płocki Wniebowzięcia pod wezwaniem Wniebowzięcia M.B.poświęcił.

1.To też wszczęła się raz s tego powodu pomiędzy włością- sami a mieszczanami bójka 9 która dla obojętnego widza dostar­czyć mogła obszerny przedmiot do satyry.
2. Seerna—sama tylko.
3. Czy nie ztąd pochodził Mikołaj Kiełczewski, za panowania Zygmunta I znany dziejopis.

Koniec rozdziału V. Część I

Pisownia Oryginalna
Materiał pobrano z biblioteki cyfrowej POLONA

130 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Avatar